Reklama

Polityka

Tylko jedna osmalona ściana

Niedziela Ogólnopolska 44/2012, str. 30-31

[ TEMATY ]

polityka

Smoleńsk

DOMINIK RÓŻAŃSKI

Antoni Macierewicz

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - Jak Pan przyjmuje to płynące już niemal zewsząd - czasem także z bliskich Panu kręgów, z Kościoła - nawoływanie do wyciszenia sprawy katastrofy smoleńskiej, do zakończenia „smoleńskiej wojny polsko-polskiej”? Do zaprzestania tej „gry politycznej” z Panem w roli głównej?

POSEŁ ANTONI MACIEREWICZ: - Zastanawiam się, kto tę wojnę wywołał i kto ją podtrzymuje. Kto tu naprawdę prowadzi polityczną grę. Ale, oczywiście, przyjmuję i rozważam sugestie niektórych środowisk, które w imię wyższego dobra namawiają: No cóż, stało się, co się stało, nigdy nie zapomnimy o tym dramacie, ale...

-... dajmy już spokój w imię spokoju?

- Przyznam, że na takie wezwanie nie zamierzam odpowiadać. Wyciszenie sprawy smoleńskiej niewiele tu da, przeciwnie - uczciwe wyjaśnienie tej tragedii jest konieczne. Bo nie da się spokoju i jakiejkolwiek współpracy budować na kłamstwie.

- Zwłaszcza współpracy i przyjaźni między narodami i społecznościami?

- Prawda o tragedii smoleńskiej nie jest wymierzona przeciwko jakiemukolwiek narodowi, jakiejkolwiek społeczności. Jest co najwyżej prawdą o niegodziwych działaniach poszczególnych osób czy też grup, jest prawdą o ich ciemnych interesach i o wymierzonych w Polskę dążeniach. Zdaję sobie sprawę z obecnych niekorzystnych trendów, zarówno cywilizacyjnych i moralnych, jak i państwowo-politycznych. I zastanawiam się, czy gdyby żył prezydent Lech Kaczyński, możliwe byłyby tak jawne działania zmierzające do zniszczenia cywilizacji chrześcijańskiej, kwestionowanie praw narodowych, pracowniczych, praw rodziny i praw ludzi wierzących. A może tragedia smoleńska była wręcz niezbędna do tego, by ten destrukcyjny proces mógł przebiegać w przyspieszonym tempie...?

- Mówi Pan o możliwości wielkiego spisku?!

- Ja tylko stawiam pytania, które każdy roztropny, odpowiedzialny człowiek powinien sobie zadać... Bo historia nie zna takiego dramatu - nigdy do tej pory nie zdarzyło się tak, by w jednym momencie zginęło tyle osób z elity narodu. Skala tego wydarzenia wymaga od nas spokoju, rozważnej reakcji, ale także głębokiej refleksji i odwagi. Moim zdaniem, wykazanie prawdy o tragedii smoleńskiej i pamięć o niej jest niezbędnym warunkiem do tego, byśmy mogli stanąć w obronie człowieczeństwa i chrześcijaństwa w sobie, w społeczeństwie i w społeczności międzynarodowej.

- Tyle że pielęgnowanie pamięci i poszukiwanie prawdy w obecnej rzeczywistości Polski i Europy to coraz trudniejsze zadania.

- Od początku miałem tego świadomość. A Jarosław Kaczyński, podejmując decyzję o powierzeniu mi tej „smoleńskiej” roli, też wiedział, że aby ją pełnić, potrzebne jest pewne doświadczenie oraz - przede wszystkim - determinacja i odporność.

- A Pan jest człowiekiem wyjątkowo odpornym?

- Mam pewną sumę wiedzy o mechanizmach politycznych i o mechanizmach działania służb specjalnych. Jest to więc odporność wynikająca z wiedzy o funkcjonowaniu służb specjalnych, ze znajomości metod działania tych często przestępczych grup i środowisk. Ale jak każdy człowiek miewam też momenty niepewności, strachu i zniechęcenia...

- Bo poszukiwania prawdy smoleńskiej komplikują się?

- Nie dlatego. Prawda o tej tragedii leży na wierzchu. Jest tylko pokryta warstwą kłamstwa. I właśnie to najbardziej przeraża. Jeżeli jednak odsuniemy na bok te wszystkie pseudointerpretacje i fałszywe informacje, pokrętne wyjaśnienia - to będzie ją widać jak na dłoni.

- Praca Zespołu Parlamentarnego to przede wszystkim ujawnianie kłamstwa?

- W dużej mierze tak, ale nie tylko. Oczywiście, przeprowadzamy różnorodne analizy polityczne, ale nasze działania koncentrują się przede wszystkim na rekonstrukcji przebiegu wydarzeń, zwłaszcza w ich aspekcie technicznym. Eksperci skupieni wokół Zespołu Parlamentarnego w Polsce i za granicą pracują w wyspecjalizowanych grupach, są w stałym kontakcie, dyskutują o wynikach swoich badań. Co pewien czas prezentujemy opinii publicznej cząstkowe efekty tych prac. Jednymi z ważniejszych okazały się ostatnio np. wyniki analizy dokumentacji fotograficznej oraz dostępnych opisów ciał ofiar. Na tej podstawie nasi lekarze próbują sformułować wstępne opinie na temat przyczyn katastrofy.

- Czy to możliwe na podstawie jednak dość skąpych materiałów dowodowych?

- Zespół ma dostęp do kilkudziesięciu fotografii, które w miarę dokładnie pokazują miejsce odnalezienia zwłok i ich stan. Są także „późniejsze” zdjęcia ciał ofiar, wykonane już w trakcie moskiewskich sekcji. Istnieją też dosyć szczegółowe opisy kilku sekcji przeprowadzonych w Polsce. Oczywiście, na tej podstawie nie można wysnuć ostatecznych wniosków, ale jest to istotny materiał, wymagający uwzględnienia w badaniach.

- Kilka dni temu zaszokowało nas opublikowanie w Internecie niezwykle drastycznych zdjęć ofiar katastrofy smoleńskiej, wykonanych zarówno na miejscu tragedii, jak i podczas sekcji zwłok. Czy Zespół już się tym zajął?

- Sprawa jest wstrząsająca z dwóch powodów. Po pierwsze - bo jest to barbarzyńska prowokacja, upokarzająca gra, która uderzyła nie tylko w rodziny ofiar, ale we wszystkich Polaków. Po drugie - te zdjęcia to przecież istotny materiał dowodowy. Z tego, co wiem, polska prokuratura nie dysponowała dotąd tymi zdjęciami, które w tajemniczych okolicznościach znalazły się w posiadaniu rosyjskich blogerów. A przecież nie są to fotografie amatorskie i musiały wypłynąć z rosyjskich urzędów. Nie doszłoby do tego skandalu, gdyby nie zaniechania polskiego rządu, gdyby polskie władze działały zgodnie z prawem, gdyby nie oddały całego śledztwa Rosjanom, nie pozostawiły wszystkich dowodów w rękach rosyjskich. Być może istnieją i inne materiały dowodowe, znane tylko rosyjskim śledczym, a nieznane polskiej prokuraturze...

- Zespół Parlamentarny prowadzi szczegółowe analizy zdjęć satelitarnych. Co z nich wynika?

- Wyniki tych analiz są niezwykle istotne dla opisu procesu rozpadu samolotu. Naliczyliśmy przynajmniej kilkadziesiąt drobnych elementów samolotu na obszarze kilkuset metrów przed głównym miejscem katastrofy. Kilkaset metrów od tego miejsca zidentyfikowano także przynajmniej cztery duże części samolotu o łącznej powierzchni blisko 4 m2.

- Badacze komisji MAK i Millera takimi „drobiazgami” się nie zajmowali?

- Nie zajmowali się niewygodnymi drobiazgami. A nawet je skrzętnie ukrywali i manipulowali faktami tak, by udowodnić „winę brzozy”. Od pewnego czasu mamy dostęp do części danych pochodzących ze skrzynki parametrów lotu (produkcji firmy ATM) - skrzynki szybkiego dostępu, która bardzo dokładnie referuje, jak funkcjonowały poszczególne mechanizmy samolotu. Wiemy, że taką analizę od ponad roku ma również prokuratura i prawdopodobnie miał ją też Zespół Millera. Z naszej analizy wynika, że z pewnością na kilkaset metrów przed upadkiem szczątków samolotu na ziemię nastąpiła awaria najpierw lewego, potem prawego silnika. Wydarzyło się coś, co sprawiło, że oba silniki uległy awarii, że zatrzymały się w trakcie lotu.

- Hipoteza dwóch wybuchów pozostaje w mocy?

- Tak. Nadal uważamy, że doszło do dwóch eksplozji. Mamy już najnowsze wyniki badań prof. Wiesława Biniendy. Jego analizy dotyczą nie tylko kwestii ewentualnego uderzenia samolotu w brzozę. Prof. Binienda, posługując się analogiczną metodą - tzw. metodą elementów skończonych - przeprowadził badania, które miały wyjaśnić, co by się stało, gdyby samolot tak - jak chce tego raport MAK i raport Millera - uderzył w ziemię w odwróconej pozycji.

- Co by się stało?

- Przy takim uderzeniu, o jakim mówią raporty MAK i Millera, samolot rozpadłby się co najwyżej na trzy części. Co najmniej jedna dziesiąta pasażerów miałaby szansę przeżycia, a salonka nie zostałaby rozerwana na strzępy. Niemożliwy byłby tak ogromny rozrzut drobnych kawałeczków, tak straszliwe zniszczenie samolotu i ciał ofiar katastrofy...

- Można powiedzieć, że osoby znajdujące się w salonce ucierpiały najmocniej?

- Tak. Najbardziej zdewastowaną częścią samolotu jest właśnie jedna z salonek. Została z niej tylko jedna osmalona ściana, prawa burta. Nic więcej. Nie ma podłogi, nie ma sufitu, lewej burty, nie ma krzeseł... Wszystko zostało wymiecione. Osoby, które tam się znajdowały - jeśli tak można powiedzieć - ucierpiały najbardziej... Analizujemy krok po kroku stan uszkodzenia ciał ofiar. Te badania są robione naprawdę kompleksowo i teza - już nie hipoteza - że doszło do eksplozji, została potwierdzona.

- Teraz można tylko zastanawiać się nad jej przyczynami?

- Wśród naszych ekspertów toczy się na ten temat dyskusja. Niektórzy sądzą np., że do eksplozji mogło dojść na skutek samozapłonu w wyniku uszkodzonej instalacji elektrycznej. Podkreślić trzeba, że każda z tego rodzaju analiz jest osobno badana przez jednego z najlepszych w Polsce specjalistów od eksplozji - anonimowo pracującego na rzecz Zespołu.

- Wiele nieporozumień narosło wokół moskiewskich sekcji zwłok. Gdy wyszła na jaw pomyłka z zamianą ciał, rodziny smoleńskie przeżyły szok. To się zawsze może zdarzyć - tłumaczyli rządowi urzędnicy.

- Nasz Zespół był świadomy matactw strony rosyjskiej i zadziwiającej bierności strony polskiej. Dlaczego ukrywano fakt, że polscy prokuratorzy nie brali udziału w sekcji zwłok? Dlaczego nie dopuszczono do sekcji zwłok już w Polsce? Minister Jarosław Gowin, relacjonując na polecenie Sejmu działania Ministerstwa Sprawiedliwości, zapomniał poinformować, że jego poprzednik był w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 r. Jak donosi komunikat PAP, „szef resortu sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski spotkał się z prokuratorami z dwu państw i ustalił zasady współpracy”. Nasz Zespół dysponuje stenogramem ze spotkania prokuratorów polskich i rosyjskich, do którego doszło 10 kwietnia 2010 r. między godz. 23.00 a 1.00 dnia następnego. W pkt. 6. dokumentu z tego posiedzenia uwzględniono dopuszczenie polskich prokuratorów do sekcji zwłok, oględzin i do wszystkich dokumentów. Dlaczego więc nie było żadnego z polskich prokuratorów przy sekcji zwłok i przy oględzinach?

- Dlaczego?

- Można się dziś zastanawiać, kto zadecydował o tym, że Polacy nie uczestniczyli w sekcji zwłok, chociaż był to obowiązek prokuratury wynikający z KPK. To sprawa, którą trzeba rozwiązać, żeby uchylić domniemanie, iż mieliśmy do czynienia ze świadomym matactwem i oddaniem śledztwa w ręce rosyjskie. Polska prokuratura ponosi odpowiedzialność za to, że nie wykonano sekcji zwłok i że doszło do pomyłek w identyfikacji ciał. Tymczasem Prokurator Generalny uznał za stosowne obarczyć odpowiedzialnością rodziny ofiar katastrofy, wskazując m.in. z imienia i nazwiska syna Anny Walentynowicz. To cynizm i okrucieństwo, z jakim do tej pory nigdy się nie zetknęliśmy. Jak mogło do tego dojść!

- Coraz częściej pojawia się pytanie „dlaczego?”. Dlaczego, Panie Pośle?

- Dlatego, że przyszedł czas na konkretne odpowiedzi. Dlaczego np. polski rząd odrzucił ofertę polskich przedsiębiorców pogrzebowych, proponujących bezpłatny, godny pochówek wszystkich ofiar katastrofy? MON odrzuciło tę propozycję i zleciło organizację pogrzebów byłemu agentowi Wojskowej Służby Wewnętrznej za gigantyczne wprost pieniądze. Czy może jest tak, że całą sprawę smoleńską oddano Rosjanom i agenturze? Czy taka jest prawda?

- Dwa lata temu uznano, że nie warto zadrażniać i tak kiepskich stosunków polsko-rosyjskich, że trzeba zaufać Rosjanom...

- A p. Tomasz Turowski w radiu rosyjskim mówił, że z tej krwi wyrośnie porozumienie polsko-rosyjskie... I warto przypomnieć, że pierwsi o rosyjskiej winie mówili byli urzędnicy rządu Donalda Tuska. Znamienne jest stwierdzenie Bogdana Klicha, który 22 kwietnia 2010 r. w rozmowie z Edmundem Klichem stwierdził, że z raportu, który tenże mu przedstawia, wynika, iż odpowiedzialność ponoszą Rosjanie. A następnie obaj panowie zastanawiali się przez dwie godziny, jak ten raport ukryć, co zrobić, by do opinii publicznej nie dotarł przekaz, że z badań polskich ekspertów wynika, iż odpowiedzialność za tę tragedię ponoszą Rosjanie.

- Dotychczasowe badania Zespołu Parlamentarnego wskazują na winę rosyjską?

- Nie, nie przesądzamy tego, choć to my jesteśmy oskarżani o to, że obarczamy odpowiedzialnością za smoleński dramat głównie stronę rosyjską. My nie wiemy jeszcze, kto lub co tę katastrofę spowodowało. Wiemy tylko, że nie był to zwykły wypadek i że nie zawinił prezydent Lech Kaczyński ani polski generał, ani polscy piloci. Odpowiedzialny jest ten, kto spowodował, że samolot wybuchł w powietrzu.

- Jesteśmy już blisko poznania całej prawdy o katastrofie smoleńskiej, Panie Pośle?

- Coraz bliżej... Jeżeli chodzi o techniczny aspekt wydarzeń, wiemy już naprawdę dużo. Na pewno wiemy, że do rozpadu samolotu doszło wskutek eksplozji. Nie znamy tylko jej przyczyny - czy była to awaria techniczna, czy świadome, zewnętrzne działanie. W przypadku tej drugiej możliwości też należy rozważyć różne scenariusze.

- Czy to wszystko jest możliwe do wyjaśnienia, zważywszy na wszystkie trudności i ograniczenia dostępu do dowodów?

- Tak, oczywiście! To jest możliwe do wyjaśnienia. W laboratoriach poza granicami Polski są już badane części samolotu, próbki odzieży ofiar oraz innych materiałów, które znajdowały się w Tu-154 M. Czekamy cierpliwie na wyniki.

2012-10-22 14:03

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W katastrofie smoleńskiej zginęło 10 duchownych różnych wyznań

[ TEMATY ]

Smoleńsk

katastrofa smoleńska

Eliza Radzikowska-Białobrzewska/KPRP

W piątek 10 kwietnia minie dziesiąta rocznica tragedii smoleńskiej, w której zginęli wszyscy pasażerowie państwowej delegacji zmierzającej na uroczystości upamiętnienia Zbrodni Katyńskiej. W katastrofie lotniczej wśród 96 osób śmierć poniosło dziesięciu duchownych różnych wyznań.

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem zginęli wszyscy pasażerowie - 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka Maria. Polska delegacja zmierzała na uroczystości z okazji 70. rocznicy Zbrodni Katyńskiej.

W katastrofie zginęli zasłużeni duchowni kilku wyznań: kapelani, duszpasterze, działacze pozarządowi, wykładowcy uczelni wyższych, opiekunowie Polonii. Poniżej przedstawiamy ich krótkie biogramy.

Ks. Bronisław Gostomski (ur. 9 listopada 1948 - zm. 10 kwietnia 2010) - kapelan prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, duszpasterz londyńskiego środowiska Rodzin Katyńskich, opiekun Polonii. Proboszcz w Peterborough, następnie w Bradford i Londynie. Pośmiertnie został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Ks. infułat Zdzisław Król (ur. 8 maja 1935 - zm. 10 kwietnia 2010) - doktor prawa kanonicznego, od 1996 r. postulator procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego Popiełuszki na etapie diecezjalnym, były kapelan Warszawskiej Rodziny Katyńskiej, współorganizator pielgrzymek Jana Pawła II do Polski. Był publicystą, przewodniczącym Rady Programowej miesięcznika "Wiadomości Archidiecezjalne Warszawskie", tygodnika "Przegląd Katolicki" i Katolickiego Radia Józef. Publikował kazania w zbiorze pt. "Świętokrzyskie Kazania Radiowe" oraz artykuły w "Tygodniku Solidarność" oraz w tygodniku katolickim "Niedziela". Pośmiertnie odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Ks. Andrzej Kwaśnik (ur. 10 listopada 1956 - zm. 10 kwietnia 2010) - kapelan Federacji Rodzin Katyńskich, stołecznego Oddziału Prewencji Policji, warszawskiego stowarzyszenia „Rodzina Policyjna 1939”, stowarzyszenia „Rodzina Policyjna”, Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie, kapłan archidiecezji warszawskiej. Pośmiertnie odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Ks. płk Jan Osiński (ur. 24 marca 1975 - zm. 10 kwietnia 2010) - kapłan Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego, wicekanclerz Kurii Polowej Wojska Polskiego, sekretarz biskupa polowego Tadeusza Płoskiego, naczelny kapelan Straży Ochrony Kolei, kapelan Komendy Głównej Straży Ochrony Kolei w Warszawie, kapelan Bazy Lotniczej w Warszawie. Pośmiertnie awansowany na stopień pułkownika, odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz uhonorowany tytułem "Zasłużony dla Miasta Warszawy".

Ks. płk Adam Pilch (ur. 26 czerwca 1965 - zm. 10 kwietnia 2010) - duchowny luterański, kapelan, Naczelny Kapelan Wojskowy Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP. Pracował w parafiach w Warszawie, Żyrardowie i Węgrowie. Był członkiem Kapituły Orderu Uśmiechu. Uczestniczył w spotkaniach z żołnierzami w misjach pokojowych w Kosowie, Libanie i Czadzie. Pośmiertnie awansowany do stopnia generała brygady i odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Ks. Roman Indrzejczyk (ur. 14 listopada 1931 - zm. 10 kwietnia 2010) - kapelan prezydenta Lecha Kaczyńskiego, rektor kaplic prezydenckich (2005-2010), kanonik Kapituły Kolegiackiej Kampinosko-Bielańskiej. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego. Był w różnych okresach swojego życia m.in. duszpasterzem szpitala psychiatrycznego w Tworkach, proboszczem parafii Dzieciątka Jezus na warszawskim Żoliborzu, nauczycielem religii. W czasie PRL współpracował z działaczami opozycji solidarnościowej. Był także krajowym duszpasterzem służby zdrowia i wiceprzewodniczącym Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Bp Tadeusz Płoski (ur. 9 marca 1956 - zm. 10 kwietnia 2010) - biskup polowy Wojska Polskiego, doktor habilitowany nauk prawnych, od 2004 r. generał dywizji, kapelan Biura Ochrony Rządu, Krajowy Duszpasterz Kombatantów. W ramach prac Konferencji Episkopatu Polski był członkiem Rady Prawnej oraz delegatem ds. harcerzy, kombatantów i duszpasterstwa policji. W 2005 został powołany w skład Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Należał do Zakonu Bożogrobców. Pośmiertnie awansowany do stopnia generała broni i odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Ks. prof. Ryszard Rumianek (ur. 7 listopada 1947 - zm. 10 kwietnia 2010) - profesor nauk teologicznych, członek Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie. Podczas kształcenia w seminarium duchownym był kolegą Jerzego Popiełuszki. Święcenia kapłańskie przyjął w 1972 z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego. Od 2005 r. rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Na uczelni pełnił także funkcje kierownika katedr: Historii Biblijnej i Filologii Biblijnej. Pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

O. Józef Joniec (ur. 12 października 1959 - zm. 10 kwietnia 2010) - członek zakonu pijarów, działacz pozarządowy, duszpasterz młodzieży, katecheta, przełożony pijarski, współzałożyciel i długoletni prezes Stowarzyszenia Parafiada im. św. Józefa Kalasancjusza, w ramach której był twórcą i organizatorem wielu imprez i programów edukacyjnych skierowanych do dzieci i młodzieży. Pośmiertnie odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski i uhonorowany tytułem "Zasłużony dla Miasta Warszawy".

Abp Miron (Mirosław) Chodakowski (ur. 21 października 1957 - zm. 10 kwietnia 2010) - polski arcybiskup prawosławny, generał brygady, doktor teologii, prawosławny ordynariusz Wojska Polskiego. W latach 1984-1998 kierował monasterem Zwiastowania Przenajświętszej Bogurodzicy w Supraślu, prowadząc jego odbudowę ze zniszczeń dokonanych w czasie II wojny światowej i doprowadzając do ponownej organizacji męskiej wspólnoty monastycznej. Pośmiertnie awansowany do stopnia generała dywizji, odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, uhonorowany tytułem "Zasłużony dla Miasta Warszawy".

CZYTAJ DALEJ

To jest CUD!

2020-07-07 10:03

[ TEMATY ]

Radio Maryja

Maryja

Tak skwitowała urzędniczka SANEPID-u wyniki testu na koronawirusa ojców franciszkanów z Niepokalanowa. 107 testów i wszystkie ujemne.

To nie możliwe, aby w tak dużej społeczności nikt nie miał pozytywnego wyniku. Wszystko zaczęło się w piątek, 26 czerwca 2020 r. Wieczorem karetka pogotowia zabrała jednego z braci do szpitala. Brat ten wrócił do klasztoru z urlopu 22 czerwca. Czuł się nie najlepiej dlatego pojechał do lekarza. Dostał antybiotyki i wrócił do klasztoru.

W klasztorze w ciągu tych kilku dni miał kontakt bezpośredni z około 30 braćmi. Według pracownika SANEPID-u kontakt bezpośredni, to taki, w którym dana osoba przebywała z zarażonym minimum 15 minut, w odległości mniej niż 2 metry.

Brat jest między innymi fryzjerem, ostrzygł w tym czasie kilku braci. Ponadto całą wspólnotą spotykamy się na posiłkach w refektarzu i kilka razy dziennie w kaplicy na modlitwie. Nieświadomi zagrożenia nikt nie unikał z nim kontaktu. W ciągu tych pięciu dni pobytu w klasztorze po urlopie brat ten był w wielu miejscach wspólnego przebywania.

Chory po wykryciu korona wirusa został przewieziony do szpitala jednoimiennego w Warszawie i przebywa tam do dnia dzisiejszego. Jest podłączony do respiratora. Jego płuca oddychają w 60 %. Jest utrzymywany w śpiączce farmakologicznej.

Do szpitala zakaźnego trafił jego rodzony brat i bratowa oraz 90-letnia mama, która jest na OIOMI-e. Stan naszego współbrata jest nadal poważny, ale stabilny. Kiedy w sobotę 27 czerwca dotarła do klasztoru informacja o koronawirusie naszego współbrata, strach padł na wszystkich. Zrozumieliśmy, że to nie żarty. Zostaliśmy natychmiast objęci przez SANEPID kwarantanną do 10 lipca. Została zamknięta bazylika dla udziału wiernych oraz wszystkie miejsca pracy, w których pracują osoby z zewnątrz. Wprowadziliśmy zalecenia SANEPIDU co do ograniczenia spotkań między sobą. Z twarzy zniknął uśmiech, usta zakryły maseczki. Przeszliśmy w internetowy reżym nabożeństw.

Od współbraci z innych klasztorów, parafian, sympatyków naszego sanktuarium, naszych rodzin i znajomych otrzymaliśmy wiele wsparcia duchowego i materialnego, za co z serca wszystkim dziękujemy. Wielu zapewniało nas o modlitwie.

Czekaliśmy z niecierpliwością na piątek, 3 lipca. W tym dniu zrobiono nam wymazy. Teraz pozostało tylko czekać na sobotę, jak na wyrok. Dzięki Bogu z piątku na sobotę było comiesięczne czuwanie modlitewne przed pierwszą sobotą. Tym razem byli tylko zakonnicy. Odmówiliśmy trzy części różańca przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Na zakończenie była Msza św. Razem z nami przez internat modliło się kilkaset osób.

Przyszła pierwsza sobota, 4 lipca, a z nią comiesięczne spotkanie „Oddaj się Maryi”: konferencja, świadectwa, Msza św. z zawierzeniem wszelkich spraw Matce Bożej oraz nabożeństwo wynagradzające Niepokalanemu Sercu Maryi.

Wszystko jak co miesiąc ale bez udziału wiernych. Można nas było oglądać przez YouTube na kanale NIEPOKALANÓW oraz słuchać transmisji przez Radio Niepokalanów. Pomimo pustki w bazylice czuło się obecność ludzi, że są tu z nami, że tak jak my zawierzają się Niepokalanej. To św. Maksymilian nauczył nas, aby ze wszystkim przychodzić do Niej.

Była to najspokojniejsza pierwsza sobota od 4 lat. Nikt nie prosił o poświęcenie dewocjonaliów, chwilę rozmowy, spowiedź. Tak cicho jak nigdy. Spokojnie można było zjeść posiłek, odpocząć i dalej czekać na „wyrok”. Chyba już każdy w klasztorze brał pod uwagę różne scenariusze. Po południu okazało się, że wyniki będą dopiero w niedzielę.

Wieczorem, w trakcie codziennego różańca odmawianego w kaplicy św. Maksymiliana w intencji zakończenia epidemii, rozdzwoniły się dzwony na bazylice. Cóż to może być, czy nie daj Boże coś niedobrego się stało z naszym chorym bratem, ale w klasztorze nie ma takiego zwyczaju, a może Ojciec Święty zachorował?

Pytań było wiele.

Na Apel Maryjny wchodzi do kaplicy św. Maksymiliana gwardian klasztoru i ogłasza przez mikrofon: wyniki na koronowirusa wszystkich braci są ujemne. Według urzędniczki SANEPID-u: To jest CUD !!!

Przez cały okres epidemii nie zdarzyło się nigdzie w Polsce, a być może i na świecie, aby nikt, z tak dużej grupy mającej kontakt z osobą zarażoną, nie został zarażony. Zanim gwardian ogłosił wyniki wraz z pracownikiem SANEPID-u kilka razy sprawdzał listy. 100 % zdrowych.

Chwała Bogu!

Niepokalana po raz kolejny pokazała, że troszczy się o swój Niepokalanów. Odbieramy tę łaskę jako znak, że Matce Najświętszej podoba się to, co od kilku lat robimy: pierwsze soboty z zawierzeniem, wspólny Różaniec, nabożeństwa pokutne i Msze święte za grzechy aborcji, pielgrzymki pokutne, czuwania nocne, Wielkie Zawierzenie Niepokalanemu Sercu Maryi, które już za miesiąc odbędzie się po raz Czwarty, Sztafeta Różańcowa i wiele innych. Niech ta Boża interwencja będzie iskrą, która zapali nasz naród nową miłością do Boga i ludzi i wleje w nasze serca wiarę, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Tak jak 100 lat temu Maryja przyszła z pomocą naszym przodkom, ukazując się bolszewikom i przepędzając ich spod Warszawy, tak niech w naszych czasach przyjdzie nam z pomocą i zwycięży naszych wrogów.

Dziękujemy Wam, że z nami byliście. Polecamy każdego z Was Maryi i życzymy abyście doznali, jak dobra i czuła jest nasza MATKA.

Franciszkanie z Niepokalanowa

Ogłoszenie o. Grzegorza Szymanika - gwardiana Niepokalanowa o wynikach badań.

"Zawierz się Maryi, nasza Mama nigdy Ciebie nie zawiedzie."

CZYTAJ DALEJ

Patriarcha Cyryl broni Hagia Sophia: to początki naszej wiary

2020-07-07 18:04

[ TEMATY ]

Hagia Sophia

Turcja

patriarcha Cyryl

Osvaldo Gago / pl.wikipedia.org

Patriarcha Moskiewski zdecydowanie przeciwstawia się próbom przekształcenia bazyliki Hagia Sophia w meczet. Byłby to zamach na całą cywilizację chrześcijańską – czytamy w opublikowanym dziś oświadczeniu. Cyryl przypomina, że z tą świątynią ściśle są związane początki chrześcijaństwa w Rusi Kijowskiej.

Losy głównej świątyni chrześcijańskiego Konstantynopola wciąż nie zostały rozstrzygnięte. Prezydent Recep Tayyip Erdoğan chce z niej zrobić meczet. Aktualnie sprawę rozważa najwyższy sąd administracyjny. Jego decyzja ma zapaść do 15 lipca.

Hagia Sophia została konsekrowana w 537 r. Do czasu wybudowania nowej Bazyliki św. Piotra w Rzymie, była największą świątynią chrześcijańską na świecie. Przez ponad 900 lat była główną bazyliką wschodniego chrześcijaństwa. W meczet została przekształcona dopiero w 1453 r. po zdobyciu Konstantynopola przez Turków. W 1934 r. Mustafa Kemal Atatürk, twórca laickiej i zorientowanej na Europę Turcji, przekształcił Hagia Sophia w muzeum.

Patriarcha Cyryl przypomina, że historia chrześcijaństwa w Rosji bezpośrednio wiąże się z tą świątynią. To właśnie pod wpływem opowiadań swych wysłanników o jej pięknie książę Włodzimierz podjął decyzję o chrzcie Rusi. Dlatego też dla każdego prawosławnego Rosjanina pozostaje ona wielkim sanktuarium chrześcijańskim. Przez wieki stanowiła też główne źródło inspiracji w kształtowaniu rosyjskiej duchowości.

Moskiewski patriarcha jest głęboko zaniepokojony postulatami niektórych tureckich polityków, którzy kwestionują aktualny, muzealny charakter świątyni, stanowiącej „jeden z najważniejszych zabytków kultury chrześcijańskiej”. Ostrzega on, że „rosyjski naród ze smutkiem i oburzeniem przyjmie jakąkolwiek próbę degradacji czy deptania tysiącletniego dziedzictwa duchowego Kościoła Konstantynopola”. Wyraża jednak nadzieję, że władze Turcji wykażą się rozwagą i zachowany zostanie neutralny status Hagia Sophia, co „pomoże w rozwoju wzajemnych relacji między narodem rosyjskim i tureckim oraz przyczyni się do umocnienia pokoju i międzyreligijnej zgody”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję