Reklama

Rodzina

Patriota, czyli kto...?

Patriotyzm”, to słowo, na dźwięk którego w dzisiejszych czasach niektórzy dostają „gęsiej skórki”. Bardziej pasuje do czasów powstań narodowych czy okresu II Wojny Światowej. Jak dziś mówić o patriotyzmie, jak żyć patriotyzmem, kiedy naszą codzienność bardziej zaprząta myśl o chlebie codziennym.
Wrzesień jest miesiącem szczególnym w naszych dziejach. Żyją wśród nas ludzie, dla których miłość do Ojczyzny oznacza poświecenie się dla niej aż po oddanie życia.
Diecezja sandomierska ma swoich bohaterów. Tych, którzy walczyli w obronie Państwa Polskiego. Organizacje działające w granicach diecezji zrzeszają w swoich strukturach zarówno seniorów, jak i młodych ludzi i dzieci. Chcą oni poznawać historię kraju i regionu, kultywować tradycje narodowe, bo wiedzą, że tylko w ten sposób można czuć się w pełni Polakiem.

Harcerze

Harcerstwo jest jedną z najstarszych młodzieżowych organizacji w Polsce. Pojawiło się na ziemiach polskich, gdy naszej Ojczyzny nie było na mapie świata. Harcerze walczyli o niepodległość, przelewali krew podczas II Wojny Światowej. Współczesni są spadkobiercami tradycji minionych lat.
ZHP należy do światowego ruchu skautowego, który dał początek harcerstwu. Twórcą skautingu był Robert Baden-Powell. Natomiast patronem polskiego harcerstwa jest bł. ks. Stefan Wincenty Frelichowski.
Nie sposób nie rozpoznać harcerza po stroju, po postawie. Są one świadectwem przynależności do organizacji o tak szczególnym charakterze. Jej członkowie z dumą noszą znaki swojej harcerskiej przynależności. Przytaczane w piosenkach harcerskich symbole, znane są na całym świecie: krzyż harcerski, lilijka, znaczek zucha, czy logo harcerzy. Harcerze swoją służbę rozumieją jako służbę Bogu, Ojczyźnie i człowiekowi. Pierwsze wynika z wiary, bądź osobistego stosunku do duchowych wartości życia, takich jak: miłość, prawda, dobro, sprawiedliwość, wolność. Służba Polsce, to z kolei poczucie przynależności do wspólnoty narodowej, to szacunek dla państwa i prawa. Wreszcie, służba sobie i innym - rozumiana jako odpowiedzialność za swój osobisty rozwój, poczucie odpowiedzialności za rodzinę czy lokalną społeczność.
Zuchy i harcerze działają w wielu miastach naszej diecezji, m.in.: w Sandomierzu, Ostrowcu Świętokrzyskim, Tarnobrzegu, Stalowej Woli, Woli Rzeczyckiej, Radomyślu, Cholewianej Górze, Rudniku nad Sanem, Nisku. Co roku biorą oni udział w pielgrzymce harcerzy na Jasną Górę. Harcerze z Opatowa odbyli pielgrzymkę śladami bł. Jana Pawła II do Rzymu. Uczestniczą także w rekolekcjach, warsztatach, angażują się w marsze upamiętniające wydarzenia historyczne i patriotyczne naszego regionu, składają kwiaty w miejscach pamięci narodowej, czy miejscu upamiętniającym wizytę bł. Jana Pawła II w Sandomierzu. Są opiekunami Betlejemskiego Światła Pokoju, które rokrocznie, dzięki harcerzom, dociera do naszych domów. Włączają się też w świąteczne zbiórki żywności.
Swoją młodość w harcerstwie wspomina hm. Zbigniew Krupa (w harcerstwie od 55 lat): „Mnie harcerstwo życia nauczyło. Kiedy pojechaliśmy na pierwszy obóz, każdy z nas musiał sobie zbudować łóżko, postawić namiot. W latach 40. na obozach harcerskich dzień zaczynaliśmy od pieśni: „Kiedy ranne wstają zorze...”, a kończyliśmy „Wszystkie nasze dzienne sprawy...”. Efektem tego był 1949 r., kiedy harcerstwo trzeba było rozwiązać, bo było prawicowe. Wówczas powstała Organizacja Harcerska pod patronatem Związku Młodzieży Polskiej, która nie przetrwała długo, bo tylko 5 lat. Okazało się, że i społeczeństwo i młodzież czegoś więcej wymagała od harcerstwa.
Mundur to się szanowało, tak jak świętość. Zdobywaliśmy też sprawności harcerskie, takie jak: „las”, „dziecko”, „oświata i kultura”. „Las” oznaczał, że w czasie akcji letnich mieliśmy zaopiekować się lasem. „Dziecko”, to w czasie żniw, kiedy w pole szły całe rodziny, my na obozach harcerskich tworzyliśmy „zielone przedszkola” i opiekowaliśmy się dziećmi. „Kultura” - to ogniska i zabawy. „Oświata” była powiązana ze zdrowiem, zwracaliśmy uwagę na higienę, porządki, pomagaliśmy starszym ludziom w ramach akcji „Niewidzialna ręka”.

Reklama

Strzelcy

Kolejną organizacją, która szerzy patriotyzm na ziemiach diecezji sandomierskiej jest Związek Strzelecki „Strzelec”. Jest to organizacja, której początki sięgają 1908 r. Wówczas to z inicjatywy Józefa Piłsudskiego stworzono organizację, która miała być kolebką powstawania nowych kadr dla odrodzonego Wojska Polskiego. W 1939 r. Związek Strzelecki był największą organizacją młodzieżową, liczył pół miliona członków. Po wojnie Strzelcy odrodzili się dopiero po 1989 r.
Jednostki strzeleckie działają dziś m.in.: w Sandomierzu, Ostrowcu Świętokrzyskim, Opatowie, Ożarowie, Stalowej Woli, Tarnobrzegu, Nowej Dębie. Powstały lub zostały reaktywowane na początku lat 90. XX wieku.
Oddziały Strzelców czynnie biorą dziś udział we wszystkich najważniejszych świętach państwowych oraz rocznicowych, idą w marszach upamiętniających wydarzenia historyczne z naszego regionu. W czasie tych uroczystosci Strzelcy występują w mundurach i wystawiają wartę honorową.
Strzelcom zależy, by młodzież miała możliwość zapoznania się z historią, tradycjami walk o niepodległość, dlatego organizują spotkania z weteranami z Armia Krajowa, Narodowe Siły Zbrojne, Wolność i Niepodległość. Prowadzą zajęciach o charakterze sportowo-wojskowym.
I tak sandomierski oddział Strzelców bierze udział w uroczystościach z okazji rocznicy akcji „Burza”, w dniu „Żołnierzy Wyklętych”. Wraz z delegacją miasta corocznie wyjeżdżają na miejsce walki 2. Pułku Piechoty Legionów do Gór Borowych. Strzelcy biorą udział w Marszu Szlakiem Legionów do Ożarowa, w rocznicy bitwy powstańców styczniowych pod Koprzywnicą. Ważną rolę odgrywa, organizowany przez Strzelców z Sandomierza, Marsz Szlakiem Puławiaków, czyli młodzieży akademickiej z Puław, która przystąpiła do powstania styczniowego i uległa Moskalom w walce pod Słupczą, a następnie broniła się w Sandomierzu. W trakcie marszu odmawiana jest modlitwa na miejscu bitwy i przy grobach powstańczych w Górach Wysokich. W intencji poległych sprawowana jest też Msza św. w kościele św. Józefa. Przeprowadzany jest także konkurs z wiedzy historycznej.
Strzelcy biorą udział i zabezpieczają trasę podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej w Sandomierzu, czy procesji z relikwiami Patrona miasta. Uczestniczą w adoracji Grobu Pańskiego w kościele św. Józefa, gdzie mają swoją siedzibę.
Nieoceniona była rola Strzelców w czasie powodzi. W obronie osiedla Huta, Strzelcy z jednostek z Sandomierza, Ostrowca Świętokrzyskiego, Rzeszowa, Przemyśla i innych przepracowali ponad trzy i pół tysiąca godzin.
W tym roku działający na terenie Tarnobrzega Strzelecy obchodzą 20- lecie swojego powstania. W roku 2002 Jednostce Strzeleckiej zostało nadane imię Oddziału Partyzanckiego Armii Krajowej „Jędrusie”. Rok później otrzymali historyczny proporzec. Co roku uroczyście obchodzona jest rocznica śmierci Władysława Jasińskiego - dowódcy „Jędrusiów” (9 stycznia). W dniach 6-12 sierpnia każdego roku przedstawiciele Jednostki biorą udział w Marszu Szlakiem I Kompanii Kadrowej z Krakowa do Kielc, co jest wydarzeniem mocno patriotycznym. Inny marsz, który od blisko 20 lat jest organizowany przez tarnobrzeskiego „Strzelca”, to Marsz Szlakiem Walk Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego „Konary”, który upamiętnia walki o wolność Ojczyzny. Oprócz cyklicznych wydarzeń jest wiele, w których biorą udział z własnej inicjatywy lub na zaproszenie organizatorów.

O roli kapelana Strzelców opowiada ks. Marek Kozera, kapelan sandomierskiego oddziału:

Moim zadaniem jest być z tymi młodymi ludźmi, którzy poświęcają swój czas, by poszerzyć horyzonty własnej wiedzy historycznej, a także zdobyć podstawowe przeszkolenie z zakresu samoobrony. W miarę możliwości trzeba także uczestniczyć w ich zajęciach. Ważne, by w wychowaniu obecne były wszystkie elementy strzeleckiego hasła: Bóg, honor, Ojczyzna. Jeśli zajęcia terenowe odbywają się w niedziele młodzież strzelecka ma możliwość uczestniczenia we Mszy św. Obecność kapelana chroni od wszelkiej patologii, nawet tej z zakresu czystości języka, uwierzytelnia Strzelców wobec zarówno rodziców, jak i osób stojących na zewnątrz Związku. Przyczynia się do integracji w ramach jednostki, choćby przez udział we Mszy św. z okazji takich okoliczności, jak 18. urodziny danego Strzelca. W najbliższym czasie będzie ślub dwojga młodych ludzi, którzy należą do Strzelca, oczywiście w obecności innych kolegów z oddziału.

2012-09-24 13:31

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Filipek i jego serduszko do naprawy

2020-08-04 10:50

[ TEMATY ]

życie

pomoc

dziecko

Archiwum rodzinne

Filip Sobczuk jest półtorarocznym chłopcem z Zamościa, który urodził się ze złożoną wadą serca.

W rozpoznaniu ustalono: wrodzona wada serca pod postacią hipoplazji zastawki mitralnej, hipoplazji lewej komory, malpozycji dużych naczyń, ubytku w przegrodzie międzykomorowej oraz hipoplazji łuku aorty. Stan po operacji plastyki łuku aorty i przewężeniu do 4,5 mm pnia tętnicy płucnej

Jedni powiedzą, że całkiem sporo jak na jedno dziecko. Drudzy, że wcale nie widać po nim, że ma aż tak chore serce. A jednak wymaga kilku etapowego leczenia operacyjnego, by móc dalej żyć i sprawnie funkcjonować.

Na co dzień Filipek jest radosnym, uśmiechniętym i ciekawym wszystkiego dzieckiem. Jego uwagę przyciągają różne dźwięki, które go otaczają, a szczególnie odgłosy maszyn. Tych nie brakuje wokół, gdyż rośnie w otoczeniu pól i ciągników. Tak jak każde dziecko w jego wieku, z małym poślizgiem raczkuje, drepcze i próbuje chodzić chwytając się tego, co tylko ma pod ręką. Jego chore serce nie nadąża za energicznym ciałem i szybko się męczy. Wartości saturacji spadają, pot i duszność często pojawiają się przy codziennych harcach.

Kocha inne dzieci. Uwielbia się do nich przytulać, całować i przewracać. Tym kradnie serca wielu…

Skradł też serca te najważniejsze – swoich rodziców, którzy chcą dla niego tego, co najlepsze. Chcą, by był zdrowy. Przed nim druga, opóźniona operacja Glenna. Nie wiemy, czy do niej dojdzie, ponieważ podczas ostatniego cewnikowania serca okazało się, że jego tętnice płucne są zbyt wąskie, a to komplikuje sprawę. Z racji panującej pandemii termin jego leczenia został przesunięty.

Na początku sierpnia udajemy się na Oddział Kardiologii Dziecięcej do Instytutu Matki Polki w Łodzi na szczegółowe badania i ustalenie dalszego postępowania w celu przeprowadzenia wspomnianej operacji.

Każdy pobyt w szpitalu wiąże się z kosztami, które trzeba ponieść by móc być blisko dziecka i otoczyć go jak najlepszą opieką: posiłki, środki higieniczne i inne niezbędne akcesoria.

kawalek-nieba.pl

Po operacji Filip będzie wymagał intensywnej rehabilitacji, by móc dalej się rozwijać jak do tej pory.

To specjalistyczne leczenie nie jest za darmo. Przed nim długa droga pełna niewiadomych. My chcemy mu pomóc szukając różnych rozwiązań, w tym poprzez Państwa dobre serca.

Pomóc Filipkowi można dokonując wpłaty na konto:

Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym “Kawałek Nieba” Santander Bank 31 1090 2835 0000 0001 2173 1374

Tytułem: “2697 pomoc dla Filipka Sobczuka”

wpłaty zagraniczne – foreign payments to help Filip: Fundacja Pomocy Dzieciom i Osobom Chorym Kawalek Nieba PL31109028350000000121731374 swift code: WBKPPLPP Santander Bank Title: “2697 Help for Filip Sobczuk”

Aby przekazać 1% podatku dla Filipka: należy w formularzu PIT wpisać KRS 0000382243 oraz w rubryce ’Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%’ wpisać “2697 pomoc dla Filipka Sobczuka”
CZYTAJ DALEJ

Zapowiedź z góry Tabor

2020-07-28 08:21

Niedziela Ogólnopolska 31/2020, str. 16-17

[ TEMATY ]

Przemienienie Pańskie

Adobe.Stock

Bazylika Przemienienia Pańskiego, Góra Tabor, Ziemia Święta

„To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. Usłyszawszy te słowa, uczniowie stracili z oczu Mojżesza i Eliasza, a ujrzeli tylko samego Jezusa. Wszystko inne stało się nieważne.

Szczyt góry Tabor majestatycznie wznosi się nad doliną Ezdrelonu. Dziś znajduje się na nim bazylika Przemienienia Pańskiego. To dzieło włoskiego architekta Antonia Barluzziego, jego pierwszy projekt, który otworzył mu drogę do następnych – Barluzzi zaprojektował prawie wszystkie współczesne sanktuaria w Ziemi Świętej związane z życiem Pana Jezusa.

Namioty Mojżesza i Eliasza

Budowę rozpoczęto w 1921 r., a ukończono po 3 latach pracy. Kościół ma upamiętniać wydarzenie, które rozegrało się na tym szczycie: Przemienienie Pańskie – chwilę, gdy Jezus objawił uczniom swoją chwałę. Towarzyszyli Mu Mojżesz i Eliasz. To, co zobaczyli trzej Apostołowie: Piotr, Jakub i Jan, było tak niezwykłe, że chcieli, by trwało na zawsze. Piotr był gotów zbudować trzy namioty: jeden dla Jezusa, drugi dla Mojżesza i trzeci dla Eliasza. Do tego pomysłu Apostoła nawiązał architekt. Przed frontową ścianą bazyliki po obu stronach stoją dwie wysokie wieże. Na ich dole znajdują się kaplice dedykowane Mojżeszowi i Eliaszowi. To pierwsze dwa namioty, które przygotowują do wejścia do głównej części budowli, tak jak to, co mówili i czynili Mojżesz oraz Eliasz, stanowiło przygotowanie najważniejszego dzieła Boga: przyjścia Chrystusa na świat. Obie kaplice łączy łuk. Pełni funkcję przedsionka, ale bardzo nietypowego – nie ma bowiem zadaszenia. Wchodzący zamiast belek stropu widzi błękit nieba. Tym samym wie, że znajduje się na miejscu, gdzie sprawy Boskie łączą się ze sprawami ludzkimi. Tu podczas swej ziemskiej wędrówki trzem wybranym przez Jezusa Apostołom dane było zobaczyć to, czego nie można ujrzeć ludzkimi oczyma: chwałę Boga otaczającą Syna Bożego.

Namiot Jezusa

Dziś, choć wchodzący do bazyliki nie zobaczą tego, co ujrzeli uczniowie, w sposób fizyczny, mogą wewnątrz niej przenieść swe serce ku temu wydarzeniu. Jej główna nawa stanowi namiot dedykowany Jezusowi i opowiada o Jego przemienieniu. Przypomina o tym mozaika znajdująca się w górnej części prezbiterium. Jest to ilustracja ewangelicznego wydarzenia – ukazuje przemienionego Pana. Mówi o tym łaciński napis o następującej treści: „I przemienił się wobec nich”. Świadkami wydarzenia byli prorok Eliasz i prawodawca Mojżesz. Oni ukazują, że wszystko to zostało zapowiedziane i zaplanowane przez Boga, że do tego wydarzenia prowadzą całe dzieje Izraela, że udział w chwale Boga jest zwieńczeniem dzieła zbawienia. O tym będą świadczyć Apostołowie: Piotr, Jan i Jakub, teraz zaskoczeni, olśnieni i onieśmieleni. Swoje świadectwo zaniosą do Jerozolimy, Azji Mniejszej i Rzymu, a stamtąd na cały świat. Patrząc na tę mozaikę, wchodzący do świątyni staje się duchowym uczestnikiem tego wydarzenia. Ci zaś, którzy w tym miejscu będą przeżywać celebrację Mszy św., staną się uczestnikami czegoś znacznie większego. Przez Liturgię spotkają przemienionego Pana, wsłuchają się w Jego słowa, otrzymają pokarm życia wiecznego. Może na nowo, a może po raz kolejny odkryją, że każda Eucharystia, nie tylko ta sprawowana w uroczystość Przemienienia Pańskiego, to wejście na górę Tabor; to miejsce, dokąd prowadzi nas Jezus, by umocnić w naszych sercach wiarę.

Cztery przemiany

Góra Przemienienia to nie tylko spojrzenie na chwałę Pana. To chwila, o której mamy pamiętać podczas trudnych etapów naszego życia, by nie stracić z oczu celu, do którego zmierzamy. Która jest umocnieniem, tak jak była umocnieniem dla uczniów przed wydarzeniami męki Pańskiej. To miejsce i wydarzenie ukazują bowiem przemianę całego ludzkiego życia, która dokonuje się przez Jezusa i Jego dzieło. O tym opowiada dolne prezbiterium znajdujące się w krypcie kościoła. Schodzimy do niego szeroką ławą schodów. Owo zejście zaprasza do pogłębienia zrozumienia tego, co zobaczyliśmy i przeżyliśmy przed chwilą. Znajdujący się tam ołtarz otaczają cztery mozaiki umieszczone na ścianach zwieńczonych beczkowatym sklepieniem. Przedstawiają one cztery przemiany związane z życiem Jezusa.

Pierwsza to Narodzenie Pańskie. Bóg, który był i jest niewidzialny dla ludzkich oczu, stał się człowiekiem. Święty Jan powie, że oglądały Go nasze oczy, że zamieszkał pośród nas. Odtąd życie Jezusa stało się znakiem Bożej obecności, ale jednocześnie jest to znak przemiany człowieka. W Jezusie ludzka natura na stałe złączyła się z Boską. Ciało człowieka stało się świątynią Boga. Nie jest zbędnym balastem, przeszkodą, ale miejscem spotkania z Nim. Tak też jest z całą codziennością naszego ziemskiego życia, gdy spojrzymy na nią z perspektywy wiary w Jezusa Chrystusa.

Kolejna mozaika to dar Eucharystii. Hostia i kielich. Przemiana, której Jezus dokonał w Wieczerniku. Chleb to Jego Ciało, wino to Jego Krew. Trwale pozostał z nami. Stał się Pokarmem. Nie tym, który podtrzymuje czy przedłuża o chwilę to, co przemija. Stał się Pokarmem dającym życie wieczne. Zarówno Hostia, jak i kielich są trzymane przez anioła, bo choć Mszę św. sprawuje człowiek, to nie jest to jego wymysł. To dar samego Boga. I ile razy w nim uczestniczymy, tyle razy dokonuje się przemiana nas samych.

Gdy skierujemy wzrok ku prawej ścianie, dostrzeżemy mozaikę z obrazem związanego Baranka – został on złożony w ofierze. Ale to nie jeden z baranków paschalnych lub tych składanych codziennie na ołtarzu w świątyni jerozolimskiej. To nie przypomnienie baranka złożonego przez Abrahama w ofierze Bogu zamiast jego syna Izaaka. To nie baranek, którego krwią na polecenie Mojżesza Izraelici znaczyli swe domy w Egipcie, by ominął ich anioł śmierci. Żaden z nich, choć wszystkie są Jego cieniem i zapowiedzią. To Jezus Chrystus i Jego śmierć na krzyżu, która miała być kresem wszystkiego, miała odebrać Mu życie i wymazać Go na zawsze z powierzchni ziemi. Tymczasem Ten, który został zabity, żyje. Jego śmierć pokonała moc śmierci. Dokonała się kolejna przemiana. Śmierć Jezusa stała się źródłem życia. Oddał je za nas, uwalniając wszystkich od śmierci wiecznej. Tak zmazał nasze grzechy. I uczynił to jedną ofiarą raz na zawsze, ofiarą trwającą nieustannie w każdej Mszy św. Tym samym zniósł wszelkie inne ofiary. Swoją śmiercią przemienił śmierć naszą. Nie jest ona odtąd końcem czy unicestwieniem, ale bramą, przez którą wchodzimy na wieczne spotkanie Boga.

I jeszcze ostatnia mozaika – ukazująca pusty grób Zmartwychwstałego. Jego ziemskie ciało zostało przemienione i uczestniczy w chwale nieba. Nie zostało wyrzucone jak coś zużytego czy zbędnego. Grób jest pusty, bo Pan po trzech dniach zmartwychwstał. To zapowiedź ostatniej przemiany w naszym życiu. Chwili, w której nasze ciało zostanie złożone do grobu.

Będzie on miejscem nie jego zniszczenia, ale przemiany. Jej owoce ujrzymy w dniu ostatecznym, gdy zmartwychwstaniemy i wraz z ciałem i duszą będziemy uczestniczyć w chwale nieba. To piękny dar – jak i poprzednie. Dlatego, co podpowiada kolejna łacińska sentencja umieszczona w krypcie kościoła, jak uczniowie chcemy powiedzieć: Panie, dobrze nam tu być.

Tak, dobrze nam słyszeć takie rzeczy, zobaczyć cel naszej ziemskiej wędrówki. Ale by go osiągnąć, trzeba zejść ze szczytu i ruszyć w drogę przez codzienność życia. I dlatego na koniec pozostaje zdanie najważniejsze, zdanie wypowiedziane przez Boga: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie”. Usłyszawszy te słowa, uczniowie stracili z oczu Mojżesza i Eliasza, a ujrzeli tylko samego Jezusa. Wszystko inne stało się nieważne. Do tego samego jesteśmy zaproszeni i my – by Jezus ze swoimi słowami stał się fundamentem naszego życia. Wtedy rozpocznie się w nas przemiana, którą zapowiedział na górze Tabor.

CZYTAJ DALEJ

Bejrucki ksiądz: pomóżcie chrześcijanom pozostać w Libanie

2020-08-07 14:58

[ TEMATY ]

Liban

Adobe Stock

Bejrucki ksiądz zaapelował do chrześcijan na całym świecie, by pośpieszyli z pomocą swym braciom w Libanie. Podkreślił, że bez konkretnego wsparcia wyznawcy Chrystusa w tym kraju będą zmuszeni do opuszczenia swej ziemi. „Bliski Wschód nie może stracić obecności chrześcijan” – alarmuje ks. Marwan Moawod, który podczas eksplozji w Bejrucie cudem uniknął śmierci.

Jest on członkiem wiernego Rzymowi Kościoła maronickiego, którego wyznawcy stanowią w Libanie ok. 30 proc. społeczeństwa. Do tej wspólnoty należał m.in. św. Szarbel. Jest to najsilniejsza społeczność chrześcijańska na Bliskim Wschodzie. „Jeśli znikniemy z Libanu, będzie to oznaczało koniec chrześcijaństwa w Ziemi Świętej” – mówi ks. Moawod. Odwołuje się do solidarności Kościołów lokalnych na całym świecie. „Teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej potrzebujemy doświadczyć jedności i chrześcijańskiego miłosierdzia. Bez tego nasze istnienie jest zagrożone” – podkreśla maronicki kapłan.

Jest on proboszczem kościoła św. Maruna, oddalonego zaledwie trzy kilometry od miejsca eksplozji. W chwili wybuchu odprawiał Eucharystię. Ponieważ z powodu pandemii kościoły w Libanie wciąż pozostają zamknięte transmitowana była ona na Facebooku. Nagranie obiegło świat. Widać na nim, jak kapłana porywa fala uderzeniowa. „Najpierw kościół zaczął się trząść, chwilę potem posypał się sufit i roztrzaskały szyby w oknach. Mam świadomość, że mogłem zginąć, zostałem tylko lekko ranny” – wyznaje ks. Moawod. Od pierwszych chwil po eksplozji wraz z parafianami organizuje pomoc dla potrzebujących. Wyznaje, że ludzie są przerażeni i boją się przyszłości.

Kościół maronicki ogłosił 8 sierpnia dniem postu i modlitwy w intencji Libanu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję