Reklama

Edukacja

Zimna wizja radosnej szkoły

Niedziela Ogólnopolska 38/2012, str. 32-33

[ TEMATY ]

wywiad

szkoła

DOMINIK RÓŻAŃSKI

Dr hab. Andrzej Waśko - literaturoznawca, pracownik Wydziału Polonistyki UJ oraz Instytutu Kulturoznawstwa Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum" w Krakowie

Dr hab. Andrzej Waśko - literaturoznawca, pracownik Wydziału Polonistyki UJ oraz Instytutu Kulturoznawstwa Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - Jedna z wielkich sieci księgarskich promowała w tym roku akcję sprzedaży podręczników szkolnych hasłem „cool school”. To miałoby znaczyć, że nasza szkoła jest - jakby to przetłumaczyła młodzież - taka właśnie „spoko”, „wyluzowana”?

DR HAB. ANDRZEJ WAŚKO: - Już sama siermiężna angielszczyzna tego hasła ma tu sygnalizować „coś lepszego”. Ten język pochodzi jednak z młodzieżowych radiostacji muzycznych, co można potraktować jako symptom widocznego wszędzie oczekiwania, by edukacja miała przede wszystkim walory rozrywkowe. Ideolodzy reformy oświaty właśnie tą obietnicą, że nowe programy i nowe podręczniki będą miały dla młodzieży walor rozrywkowy, szermują od wielu lat. W tym popkulturowym stylu była utrzymana np. akcja minister Hall pt. „Radosna szkoła”.

- Skoro dzisiejszy świat jest nastawiony na rozrywkę i zabawę, to szkoła tylko pokornie do niego się dostosowuje, bo nie chce wychowywać ludzi nieprzystosowanych... To niedobrze?

- Niedobrze, bo w istocie dzisiejszy świat wcale nie jest taki wesoły. Młodzi ludzie po szkole czy po uniwersytecie trafiają na bezrobocie, a jeśli znajdują pracę w sklepie, w banku czy w korporacji - to widzą, że tam nie ma żartów. Zresztą dzisiejsza szkoła wcale nie jest radosna, o czym świadczy epidemia nerwic wśród uczniów i studentów. Ale to właśnie wszechobecna reklama pełni dziś ogromną - niemal dominującą - rolę formacyjną w stosunku do młodego i średniego pokolenia. Przedstawia wzory osobowe „ludzi sukcesu”, podsuwa konsumpcyjny wzorzec życia. Reklama konkuruje w ten sposób ze szkołą, niejako wychowując bezpośrednio. Dlatego zreformowana szkoła tak usilnie próbuje się dostosować do tego fałszywego świata konsumpcji i popkultury, co, w moim przekonaniu, jest jej zasadniczym błędem.

Reklama

- Dostosowuje się, a zupełnie nie próbuje tłumaczyć chaotycznej rzeczywistości?

- Chce chyba stworzyć wrażenie, że jest częścią tego świata rozrywki, co oczywiście musi się skończyć rozczarowaniem, ponieważ granice między zabawą i prawdziwym życiem okazują się nieusuwalne. Mimo deklaracji, taka szkoła nie przygotowuje do życia.

- Polska reforma oświaty odbywa się pod hasłem unowocześniania szkoły. Jaka powinna być „nowoczesna” szkoła?

- Szkoła nowoczesna powinna przemawiać do współczesnego ucznia - i to wszystko. Ale ma przekazywać mu nie tylko wiedzę o tym, co jest ważne dzisiaj z racji mody czy przejściowej koniunktury, ale prawdy i wartości uniwersalne. A więc to, co miało wartość dla ludzi w przeszłości i co będzie miało tę samą wartość za lat 20, 30, zawsze. W tym sensie zadania szkoły są wciąż takie same. Zawsze mamy jakąś nowoczesność i zawsze mamy jakąś przeszłość, ale do programu powinno trafiać przede wszystkim to, co między nimi jest wspólne. Ta reguła dotyczy zwłaszcza przedmiotów humanistycznych i wychowania.

- Na czym więc polega nowoczesność dzisiejszej polskiej szkoły?

- Prawdę powiedziawszy - na pewnej ułudzie. Błąd w używaniu przez reformatorów oświaty słowa „nowoczesność” polega na tym, że nadają mu oni treść ideologiczną; nowoczesne jest to, co jest sprzeczne z dorobkiem minionych pokoleń, to, co wyklucza tradycję i ma zastąpić dotychczasową kulturę. Taka „nowoczesność” ma odciąć młodzież od dziedzictwa i dopasować jej sposób myślenia do wizji inżynierów społecznych, które mają charakter prospektywnej utopii.

Reklama

- W Polsce bardzo się staramy, aby szkoła wprowadzała młode pokolenia w XXI wiek - takie jest naczelne hasło wszelkich zmian w szkolnictwie.

- I właśnie w tym założeniu tkwi kłamstwo. Jeśli bowiem ktoś uważa, że wychowuje i naucza człowieka dla potrzeb jakiegoś przyszłego społeczeństwa, to zakłada, że on sam zna przyszłość, jakby był prorokiem. Tak samo w latach 70. ubiegłego wieku wychowywano nas do życia w „społeczeństwie socjalistycznym”, bo władza była przekonana, że społeczeństwo XXI wieku będzie budowało komunizm. Był nawet przedmiot, który nazywał się „Przygotowanie do życia w rodzinie socjalistycznej”. Ta sama marksistowska historiozofia odbija się dziś czkawką, została tylko przestylizowana.

- Jeśli zgodzimy się, że założenia tej reformy są złe, że jest ona wręcz szkodliwa dla przyszłości społeczeństwa i narodu, to które z jej zrealizowanych już zmian o tym świadczą?

- Ideologiczny charakter mają zmiany w podstawie programowej: ograniczenie lekcji historii, marginalizacja wiedzy o kulturze polskiej w programie języka polskiego, faktyczna likwidacja czteroletniego liceum ogólnokształcącego. Następuje ona etapami. Najpierw, wprowadzając niepotrzebne gimnazjum, ograniczono liceum do trzech klas, w których jednak trzeba było zrealizować program czteroletni. Teraz zaś rozpocznie się profilowanie tego liceum. Kształcenie ogólne będzie się teraz kończyć już w pierwszej klasie tej szkoły. A zatem mamy tu konsekwentne dążenie do wyznaczonego celu: w dwóch etapach likwidujemy tę tradycję szkolną, która była podstawą formacji polskiej inteligencji. Być może jest tak, że ten koniec liceum ogólnokształcącego jest też jakimś znakiem końca polskiej inteligencji...

- Kto jest autorem takiej wizji polskiego szkolnictwa?

- O pomyśle profilowania liceum po raz pierwszy usłyszałem od prof. Krzysztofa Konarzewskiego w 2007 r. Kiedy zorientowałem się, że eksperci MEN traktują to poważnie, przeraziłem się. Jako wiceminister zacząłem więc powoływać innych doradców, których potem zwolniła min. Hall. To w tym nowym gremium ekspertów min. Hall zwyciężyła idea profilowania liceum. Na marginesie, warto tu zauważyć, że w uzasadnieniu reform polski rząd z reguły powołuje się na diagnozy i rekomendacje organizacji międzynarodowych - Unii Europejskiej, UNESCO, OECD, Banku Światowego. Możemy stwierdzić, że wpływ tych organizacji na kadry zarządzające oświatą i sposób myślenia ekspertów oświatowych w Polsce jest ogromny. Z pewnością więc to, co mówiono i robiono, było imitacją różnych wzorów podsuwanych z zewnątrz.

- I są to wzory już wdrożone w innych krajach, a w Polsce mamy do czynienia po prostu z bezkrytycznym i bezrefleksyjnym ich kopiowaniem?

- Systemy oświatowe w poszczególnych państwach europejskich znacznie się od siebie różnią. W UE nie ma wspólnej polityki oświatowej, poszczególne państwa członkowskie są w tym zakresie suwerenne i troszczą się o tę suwerenność skrupulatnie. Nie znam jednak kraju, który do własnego dorobku oświatowego przywiązywałby tak mało uwagi jak Polska po reformie Handkego. My w tej dziedzinie chcemy być za wszelką cenę „papugą narodów”, prymusem modernizacji imitacyjnej.

- Powierzchownej i nie do końca przemyślanej?

- Tak. Na zasadzie, że jeżeli przeniesiemy mechanicznie jakieś wzory z Holandii czy z Francji, to automatycznie uzyskamy przez to oszołamiające „europejskie” rezultaty. Ale wzory, które gdzie indziej mają zwykle swoje lokalne uzasadnienie, przeniesione na polski grunt, tracą sens. W Polsce modernizatorzy szkoły z opóźnieniem skopiowali przede wszystkim idee zachodniej tzw. nowej lewicy, które w krajach „starej Europy” trafiły do szkół już w latach 70. Stąd ten luzacki i „wolnościowy” styl reformy.

- Tłumaczy się, że zrzucenie ze szkoły wszelkich starych balastów (ograniczenie nauczania historii, literatury, zwłaszcza rodzimej) ma służyć lepszemu przystosowaniu człowieka do życia w nowoczesnym szerokim świecie. Od dawna zresztą podsuwano uczniom tę złotą myśl: „A po co się tego uczyć, przecież to się w życiu nie przyda?”. Dziś pada pytanie: po co komu nauka np. historii...

- Po to, że kto nie zna historii, jest skazany na to, żeby ją powtarzać. Świadomość historyczna jest cechą kultury nowoczesnej; historia jako nauka powstała w oświeceniu i umożliwiła ewolucję społeczeństw europejskich w XVIII i XIX wieku. Stała się podstawą dynamiki socjalnej, podstawą stopniowego likwidowania pozostałości społeczeństwa stanowego i tworzenia obywatelskiej, partycypacyjnej demokracji. Historii uczymy się więc po to, żeby podtrzymać dynamikę społeczną i zmiany modernizacyjne, które - właściwie rozumiane - są nam przecież potrzebne.

- A przekonuje się nas, że skoro modernizujemy kraj, to nie musimy się uczyć historii ani innych zbędnych „staroci”.

- Historii zaczęliśmy się uczyć, kiedy odrzuciliśmy mitologię i legendy o Lechu, Popielu i Kraku, który walczył ze smokiem. Reformatorzy walczą z historią w imię nowych mitów. Mówią one, że historia będzie wykładana w wystarczającym zakresie, ale „inaczej”. Młodzież będzie się więc uczyć tylko tego, co ją interesuje...

- To usprawnienie procesu przyswajania wiedzy?

- To wielkie złudzenie. Nauka polega na rozszerzaniu horyzontów, a nikt nie interesuje się tym, czego nie zna. Ograniczenie nauczania historii do monograficznych zagadnień sprawi, że obraz świata młodych będzie się coraz bardziej rozpadał na chaotyczne strumienie niepowiązanych ze sobą informacji. Wydaje się, że tak „wykształcone” pokolenie przestanie już zupełnie rozumieć mechanizmy społeczne, którym samo będzie podlegać.

- Tymczasem właśnie w tym świecie zasypanym bezładnymi informacjami przydałby się - zwłaszcza młodym ludziom - rzetelny przewodnik, którym mogłaby być właśnie dobra szkoła.

- Aby spełnić taką rolę, szkoła powinna dawać pewien wspólny dla wszystkich obraz całości. Tymczasem wprowadzenie nauczania w „kanały tematyczne” pogłębi jeszcze izolację społeczną nowej generacji, i tak już bardzo posuniętą. Spowoduje, że w najbliższej przyszłości społeczeństwo polskie zostanie pozbawione języka, którym będzie mogło się porozumieć, nie będzie miało wspólnego zasobu informacji, pojęć, skojarzeń budujących poczucie wspólnoty. Reformatorów to w ogóle nie interesuje albo tego po prostu nie rozumieją.

- Ostatnio mówi się o kryzysie państwa, choć niektórzy nie przyjmują tego do wiadomości. Czy można mówić o kryzysie oświaty jako jego ważnej składowej?

- Tak. Mamy do czynienia z głębokim kryzysem oświaty, który ma wiele wymiarów składających się na ogólny (obecny i przyszły) kryzys państwa. Młodzież zaczynająca studia coraz mniej wie. Praca wykładowcy akademickiego zaczyna więc bardziej przypominać propedeutykę poszczególnych dyscyplin naukowych niż poważną działalność naukowo-dydaktyczną. To jest efekt zaniżenia wymagań maturalnych i równania w dół na wszystkich wcześniejszych etapach edukacji. Ponadto absolwenci naszych szkół nie są przyzwyczajeni do samodzielnego myślenia, na każdym kroku oczekują instrukcji typu: „proszę mi powiedzieć, co ja mam powiedzieć”... Ten lęk przed samodzielnym zabraniem głosu wynoszą ze szkoły.

- Można więc powiedzieć, że ta „luzacka” szkoła mimo wszystko w jakiś sposób tłamsi inwencję młodych ludzi... Nie uciekła od znienawidzonego autorytaryzmu?

- Ta szkoła wcale nie jest taka „luzacka”, ponieważ lewica nigdy nie potrafiła się wyleczyć z autorytarnych ciągot. Dlatego, choć w warstwie deklaracji reforma szkolnictwa jest bardzo liberalna, to w praktyce preferuje dość sztywne mechanizmy „urawniłowki”, np. oceny punktowe. Mierzenie wyników w ten sposób nadmiernie formalizuje też relacje międzyludzkie. Uczeń nie jest człowiekiem, osobnym światem, tylko „przedmiotem”, który można różnorako wymierzyć pozycją w „rankingu”. Taka szkoła nie pomaga mu w dojściu do pełni człowieczeństwa, co powinno być prawdziwym celem edukacji. Mówi za to, że wykształcenie służy tylko znalezieniu dobrej pracy, jest środkiem spełnienia aspiracji materialnych, pobudzanych przez reklamę. Ale i tej obietnicy - jak to już dzisiaj widzimy - nie może spełnić. Przy całej tej sentymentalnej propagandzie rzeczywistość szkolna jest zimna...

- Czyli prawie dosłownie „cool”!

- Nie tylko „cool”, czyli chłodna, lecz zimna, zmrożona. Polska szkoła jest dziś zimnoautorytarna, nieprzyjazna, zuniformizowana; wszyscy starają się myśleć jak wszyscy, mimo indywidualizmu zawartego w obowiązującej ideologii.

* * *

Dr hab. Andrzej Waśko - literaturoznawca, pracownik Wydziału Polonistyki UJ oraz Instytutu Kulturoznawstwa Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej „Ignatianum” w Krakowie

2012-09-20 07:28

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Liczy się nie ocena, a człowiek

Z Katarzyną Zakrzewską, wicedyrektor Publicznej Katolickiej Szkoły Podstawowej im. św. Stanisława Kostki w Szczecinie, rozmawia Adam Szewczyk.

Adam Szewczyk: Jakże inne jest tego roku świętowanie Dnia Edukacji Narodowej, pozbawione udziału uczniów starszych klas, szkolnego gwaru, radości.

Katarzyna Zakrzewska: Istotnie, jest nam trochę smutno i czujemy pewien dyskomfort, bo nie możemy uczcić tego święta wspólnie z całą naszą społecznością szkolną. Przecież nie jest to święto tylko nauczycieli, pedagogów, dyrekcji, ale też święto uczniów – bowiem to oni tworzą szkołę. My, nauczyciele, bez uczniów nie bylibyśmy potrzebni. W tym roku obchody święta Edukacji Narodowej w zasadzie we wszystkich szkołach przebiegają bardzo skromnie. Także i u nas. Zwykle Msza św. z tej okazji była celebrowana w szczególnej oprawie, dziś została odprawiona bez udziału ministrantów. Musimy mieć na względzie obowiązujące ograniczenia i dopasować do nich organizację funkcjonowania szkoły. Wierzymy, że niedługo będzie lepiej. Mamy w pamięci piękne obchody uroczystości tego dnia z roku poprzedniego i z wcześniejszych lat – trochę więc tym żyjemy…

CZYTAJ DALEJ

Czarnek: będą decyzje wobec uczelni, które wprowadziły tzw. godziny rektorskie

2020-10-29 10:20

[ TEMATY ]

Przemysław Czarnek

Lubelski Urząd Wojewódzki

Przemysław Czarnek

Przemysław Czarnek

Będę podejmował decyzje, które leżą w kompetencji ministra nauki i edukacji, wobec uczelni, w których wprowadzone tzw. godziny rektorskie i zachęcać wręcz do udziału w manifestacjach - zapowiedział w czwartek minister Przemysław Czarnek.

Minister w TVP Info był pytany o sytuację, w jakiej znaleźli się sędziowie Trybunału Konstytucyjnego: Justyn Piskorski i Jakub Stelina, którzy są wykładowcami na uczelniach, po wydanym w ubiegłym tygodniu wyroku w sprawie aborcji. Stelina jest dziekanem Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego, a Piskorski kierownikiem Zakładu Prawa Karnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Według mediów, Piskorski został poproszony przez współpracowników z uczelni poproszony o rezygnację z kierowania Zakładem Prawa Karnego.

"Jeśli chodzi o Gdańsk problem jest szerszy" - zauważył Czarnek. Powiedział, że Uniwersytet Gdański jest jedną z tych uczelni, w których wprowadzono tzw. godziny rektorskie. "Zwolniono uczniów, studentów, po to by uczestniczyli w tych strajkach, narażając ich bezpośrednio na niebezpieczeństwo, zachęcając ich do tego niebezpieczeństwa utraty zdrowia i życia, nie tylko przez nich, ale również przez ich rodzony. To skandaliczna nieodpowiedzialna postawa władz uczelni" - podkreślił. Poinformował, że chodzi o 15 uczelni, głównie wrocławskich.

"Natomiast, jeśli chodzi o Poznań i pana sędziego, szefa zakładu Prawa Karnego, skierowałem odpowiednie wystąpienie do pani rektor, dlatego, że tam doszło już do rzeczy, która w wolnym kraju i w wolnej nauce, absolutnie mieć miejsca nie może. Jeśli pracownicy naukowi żądają ustąpienia ze stanowiska profesora uczelni, który jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego, który w ramach swojej niezawiłości orzeka w konkretnej sprawie i za to, że korzysta ze swojej niezawisłości, żądają od niego ustąpienia ze stanowiska i robią to prawnicy, czyli tak na prawdę występują przeciwko niezawisłości sędziowskiej i niezależności sądów to jest to rzecz, która absolutnie nie może mieć miejsca w demokratycznym państwie i na wolnej uczelni" - powiedział minister edukacji i nauki.

"Występuję w tej sprawie do pani rektor Uniwersytetu Adama Mickiewicza po to, żeby się tą sprawą poważnie zajęła. Oprócz tego jest to przejaw (...) łamania, czy gwałcenia wolności nauki, wolności przekonań i wolności światopoglądu na uczelniach" - wskazał Czarnek. Jak mówił, chodzi o sędziego, który ma światopogląd konserwatywny i wydał orzeczenie zgodne z konstytucją, co nie jest tolerowane na uczelni. Według niego, to rzecz godna potępienia. "Jestem w tej sprawie w bezpośredniej łączności z Uniwersytetem Adama Mickiewicza, z panią rektor, chce tę sprawę do końca wyjaśnić" - poinformował.

"Gdańsk - jak powiadam - jest jeszcze głębszym problemem, bo tam są te godziny rektorskie. W tej sprawie też będę podejmował odpowiednie decyzje, które leżą w kompetencji ministra nauki" - dodał. Dopytywany, jakie to będą decyzje odpowiedział: "Po analizie tego wszystkiego, jeszcze w dniu dzisiejszym, po tym wszystkim, co się działo wczoraj do wieczora, będziemy komunikować w następnych godzinach". Zaznaczył, że polskie prawo daje dużą autonomie uczelniom i co do tego nie ma wątpliwości, ale "tam gdzie dochodzi do bezpośredniego łamania prawa i łamanie prawa jest absolutnie jednoznaczne, to wtedy możliwości są daleko idące, te administracyjne".

"Ale proszę nie zapominać, że ja ma również - jako minister edukacji i nauki - kompetencje do rozdzielania środków inwestycyjnych dla uczelni, środków na badania, na granty. Takie wnioski leżą u nas w ministerstwie i nie mam najmniejszej wątpliwości, że będziemy musieli brać pod uwagę również to, co się dzieje na poszczególnych uczelniach, które narażają na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia nie tylko swoich studentów, ale również ich rodzin, również ich najbliższych, również seniorów z ich rodzin, zachęcając ich wręcz do wychodzenia na wielkie manifestacje w szczycie pandemii koronawirusa" - wskazał Czarnek.

W ubiegły czwartek Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis ustawy z 1993 r. zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. TK wydał orzeczenie w pełnym składzie. Dwóch sędziów - Leon Kieres i Piotr Pszczółkowski - zgłosiło zdania odrębne. Uzasadnienie do orzeczenia TK przedstawił sędzia Justyn Piskorski. Po wyroku TK w całej Polsce trwają protesty, organizowane m.in. przez "Strajk kobiet". (PAP)

Autorka: Danuta Starzyńska-Rosiecka

dsr/ agt/

CZYTAJ DALEJ

Apel do wiernych ks. abpa Józefa Kupnego

2020-10-30 16:51

Metropolita wrocławski skierował apel do wiernych Archidiecezji wrocławskiej. Zwraca uwagę na zbliżający się czas Wszystkich Świętych i naszą odpowiedzialność i miłość w kontekście epidemii i obecną sytuację w kraju. "Tylko mądra miłość jest twórczą siłą, która może kruszyć ludzkie serca i przemieniać naszą rzeczywistość."

W liście do wiernych czytamy: Przed nami czas, który sprzyja temu, by spojrzeć na swoje życie przez pryzmat wieczności. Nawiedzając cmentarze i modląc się za zmarłych dociera do nas, że także my kiedyś staniemy twarzą w twarz z Bogiem i – jak mawiał św. Jan od Krzyża – będzie to moment, w którym sądzeni będziemy z miłości. Ta zwięzła formuła niesie ważną treść i wskazuje, że miłość Boga i bliźniego powinny stanowić punkt odniesienia we wszelkich naszych wyborach, czynach, wypowiadanych słowach i podejmowanych decyzjach. Ona także uświadamia, że moc przemiany świata mają ci, którzy kochają i którzy uczą miłości, a nie ci, którzy nienawidzą. Tylko mądra miłość jest twórczą siłą, która może kruszyć ludzkie serca i przemieniać naszą rzeczywistość.

Dziś o tę miłość Was proszę. Niech ona pomoże wszystkim podejmować dobre decyzje i dokonywać mądrych wyborów. W imię miłości bliźniego zatroszczmy się o bezpieczeństwo i zdrowie nasze i naszych najbliższych. W imię tej miłości – proszę – nie narażajmy siebie i innych na zarażenie się koronawirusem i rozprzestrzenianie się epidemii. Także w imię tej miłości, uczyńmy co w naszej mocy, by nie pogłębiać podziałów i nie eskalować konfliktów. Kierując się tą miłością, Kościół Jezusa Chrystusa pozostanie zawsze przestrzenią otwartą dla wszystkich ludzi, bo Syn Boży oddał życie za każdego człowieka.

Ta miłość, kiedy potrzeba, potrafi zwrócić uwagę, wykazać błąd, ale również wstawić się za słabymi, pogardzanymi i odrzuconymi. Dziękuję tym wszystkim, którzy w ostatnich dniach przesłali mi swoje sugestie, rady, wskazania (także te krytyczne), ale również którzy zapewniali mnie o pamięci w modlitwie. Nie mam wątpliwości, że jedyną drogą do zmiany świata i Kościoła jest nawrócenie każdego z nas i życie w duchu ewangelicznej miłości. Kościół wspierają i bronią Go przed złem ci, którzy się modlą, dążą do świętości i troszczą o własne nawrócenie, a przede wszystkim ci, którzy kochają Boga i drugiego człowieka.

Na ten szczególny czas modlitwy za zmarłych i patrzenia na swoje życie w perspektywie spotkania z Bogiem z serca Wam błogosławię. Modlę się za Was i o modlitwę proszę.

+ Józef Kupny

Arcybiskup Metropolita Wrocławski

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję