Reklama

Polska

Poznać Chrystusa i do niego prowadzić

Niedziela Ogólnopolska 35/2012, str. 20-21

[ TEMATY ]

wywiad

duchowość

biskup

PIOTR DRZEWIECKI

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Miasto Łódź należy do najbardziej zsekularyzowanych w Polsce. Gdzie upatrywać szans na pobudzanie wiary?

ABP MAREK JĘDRASZEWSKI: - Tę niepokojącą diagnozę odnośnie do miasta będącego stolicą archidiecezji, którą mam niebawem urzędowo objąć, potwierdzają ostatnie socjologiczne dane na temat „dominicantes”, czyli osób regularnie uczestniczących w niedzielnej Eucharystii. Ale to jest tylko jedna z danych, na pewno niewyczerpująca zagadnienia religijności czy jej braku u mieszkańców Łodzi. Samych danych statystycznych związanych z religijnością pewnych grup społecznych nie można lekceważyć, ale, z drugiej strony, trzeba zachowywać wobec nich zdrowy dystans. Życia wiary nie da się przełożyć wprost na liczby, wykresy i tabele. Jestem przekonany co do tego, że w Łodzi można zaobserwować wiele zjawisk, które mówią o dużej liczbie ludzi głęboko i świadomie przeżywających swoją przynależność do Chrystusa i Jego Kościoła. Ostatecznie wielkie dzieło głoszenia Ewangelii na ziemi łódzkiej, które trwa od wieków, musiało przynosić i na pewno przynosi także i dzisiaj zbawienne owoce. Jednoznacznie wynika to z Jezusowej przypowieści o ziarnie. Są wprawdzie ziarna, które z różnych powodów się marnują, ale są i takie, które przynoszą piękne plony: „trzydziestokrotne, sześćdziesięciokrotne, nawet stokrotne” (por. Mk 4, 8). Do historii ziarna rzucanego w ziemię należą zarówno dzieje niepowodzeń, jak i wielu wspaniałych osiągnięć. Tak było zawsze - i to od samych początków Kościoła. Wystarczy sięgnąć do Dziejów Apostolskich czy Listów św. Pawła Apostoła. Jest w nich zawarta przejmująca historia o ziarnie Bożej prawdy rzucanym w jakże trudną glebę ówczesnego pogańskiego świata. O ziarnie rzucanym przez różnych ludzi - Pawła, Piotra, Apollosa, także przez inne jeszcze osoby - ale równocześnie o ziarnie, któremu życiodajny wzrost daje tylko sam Bóg (por. 1 Kor 3, 4-7).
Tutaj też znajdujemy odpowiedź na postawione mi pytanie. Prawdziwą moc w procesie rozwoju wiary daje Pan Bóg, jednakże pod tym warunkiem, że człowiek naprawdę się na Niego otwiera: na Jego bezgraniczną miłość, na Jego przykazania, na samą prawdę o człowieku, którą w pełni objawił nam Jezus Chrystus. Trzeba przyjąć tę prawdę do końca i całkowicie nią żyć: we własnym domu, w małżeństwie i rodzinie, w miejscach nauki, pracy i odpoczynku. I w ten sposób pokazywać innym, jak piękne, wręcz cudowne jest życie człowieka, który odpowiedzi na swoje codzienne pytania i problemy pragnie znajdować nie gdzie indziej, jak tylko w Chrystusowej Ewangelii i w nauczaniu Kościoła. Nawet jeśliby to wymagało życia pod prąd. Ale też tylko takie życie, dzięki otwarciu się na Ducha Świętego, realnie zmienia oblicze ziemi. Taka duchowa przemiana świata dokonała się przed wiekami dzięki osobistemu świadectwu pierwszych chrześcijan. Dzięki nim - i to pośród okrutnych prześladowań, jakim byli niemal bez przerwy poddawani - runęła mentalność pogańskiego świata. Coś podobnego dokonało się w trudnych dla Europy czasach najazdów barbarzyńców w drugiej połowie pierwszego tysiąclecia. Do czegoś podobnego musimy dążyć na obecnym etapie dziejów.

- Kościół lokalny daje świadectwo o Chrystusie nie tylko wśród wierzących, ale też w całej społeczności, która jest coraz bardziej pluralistyczna. Jak być dzisiaj biskupem dla wątpiących i niewierzących?

- Ściśle rzecz biorąc, nie ma czegoś takiego, jak „biskup dla wątpiących i niewierzących”. Takie sformułowanie mogłoby nawet sugerować, że owi wątpiący i niewierzący wybierają sobie jakiegoś przywódcę czy guru, który miałby ich w wątpieniu i niewierze utrzymywać i pogłębiać. Postawione mi pytanie rozumiem więc inaczej: jak ma się zachować i co może zrobić biskup Kościoła katolickiego, kiedy znajdzie się wobec osób deklarujących swoje wątpliwości w wierze czy wręcz osobistą niewiarę. Sądzę więc, że przede wszystkim powinien on zawsze zachowywać optykę Chrystusa Dobrego Pasterza, który pochyla się z troską nad każdym potrzebującym Jego pomocy człowiekiem - nawet jeśli ten człowiek sądzi, że żadnej pomocy nie potrzebuje. Ileż to razy Pan Jezus, dokonując cudów uzdrowienia ludzi z różnych chorób dręczących ich ciała, równocześnie leczył ich chorego ducha! Wprawdzie prosili tylko o uzdrowienie czysto cielesne, jednak On wydobywał ich z dużo większych, poważniejszych i głębszych nieszczęść. Po to przecież przyszedł na świat, aby dać nam życie - i dać je „w obfitości” (por. J 10, 10 b). Dzisiaj wielu ludziom wydaje się, że gdy odrzucają Chrystusa, Jego Ewangelię i Jego Kościół, stają się w pełni wolni. Że dopiero wtedy mogą „być naprawdę sobą”. Tymczasem właśnie wtedy ulegają iluzjom i zniewoleniom, pustosząc i łamiąc sobie życie. Biskup musi jasno widzieć ich rzeczywiste nieszczęście - ową „nędzę”, o której pisał Pascal w „Myślach” - a następnie starać się je uleczyć, ukazując pełną prawdę o człowieku w świetle Jezusowej Ewangelii. Nie ma nic cudowniejszego w historii poszczególnych ludzi niż gest Piotra, który w chwili, gdy zaczął tonąć, zawołał: „Panie, ratuj mnie!” (por. Mt 14, 30). Chodzi bowiem najpierw o to, aby ludzie uświadomili sobie, że znajdują się w realnym niebezpieczeństwie, że toną. I żeby, następnie, nie wpadali z tego powodu w przerażenie czy rozpacz, ale szukali ratunku w Jezusie Chrystusie. Wobec wątpiących i niewierzących biskup musi być zawsze człowiekiem prawdy, która wyzwala, a jednocześnie musi być znakiem nadziei, że ocalenie jest możliwe - właśnie w Chrystusie.

- Co Ksiądz Arcybiskup powiedziałby młodzieży, która choć chodzi na katechezę, to nie uczęszcza na niedzielną Msze św.? Jest to zjawisko ogólnopolskie.

- Niestety, jest to bolesna prawda, na którą nie można zamykać oczu. Zapewne ma ona wiele przyczyn, którym należy się przyjrzeć z najwyższą uwagą. Gdybym osobiście spotkał się z młodymi, prawdopodobnie nawiązałbym do słów Ojca Świętego Benedykta XVI, które wypowiedział w Kolonii w 2005 r. podczas Światowego Dnia Młodzieży, że niedziela jest dniem, w którym rozpoczęło się stworzenie świata, że równocześnie jest dniem, który - poprzez Zmartwychwstanie Chrystusa - stał się dniem odnowionego stworzenia, że jest to dzień naprawdę ważny. Obecnie wraz z wolną od pracy sobotą tworzy tzw. wolny weekend. Ale ten wolny czas pozbawiony Boga jest po prostu pusty. I dlatego tak ważne jest to, aby znalazło się w nim miejsce dla Boga jako warunek dobrze i udanie spędzonego weekendu. Ojciec Święty mówił wtedy w Kolonii dosłownie tak: „Drodzy przyjaciele! Niekiedy na pierwszy rzut oka może się wydawać pewną niedogodnością, że planując niedzielę, musimy znaleźć czas na Mszę św. Lecz jeśli uznacie to za waszą powinność, zobaczycie, że to właśnie ona jest głównym momentem wolnego czasu. Nie dajcie się odwieść od udziału w niedzielnej Eucharystii i pomagajcie ją odkrywać również innym. Ponieważ z niej płynie radość, której potrzebujemy, musimy koniecznie nauczyć się ją kochać. Postarajmy się o to, bo warto!”.

- Łódź kojarzona jest w Polsce z działaniami lewicowymi. Czy możliwy jest dzisiaj dialog z tymi środowiskami?

- Lewicowość jest bardzo różnie pojmowana. To niezwykle pojemne, a przez to rozmazane w swej treści pojęcie. Kiedyś - przynajmniej w swoich hasłach - wiązało się ono przede wszystkim ze sprawami socjalnymi, ze sprawiedliwością społeczną, z zatroskaniem o ludzi pracujących, często niesprawiedliwie opłacanych, wręcz wykorzystywanych. Natomiast dzisiaj lewicowość nabiera znaczenia bardziej kulturowego. Kojarzy się z podważaniem, niekiedy wręcz ze zwalczaniem tradycyjnych dla naszego kręgu kulturowego wartości religijnych, moralnych i etycznych. Pod hasłami tolerancji i samorealizacji głosi relatywizm, który niszczy tkankę społeczną i narodową - i to niekiedy do tego stopnia, że przyjmuje on postać prawdziwej dyktatury. „Dyktatura relatywizmu” - to określenie Benedykta XVI. Zjawisko to jest tym bardziej paradoksalne, że owa dyktatura jest realizowana w imię tolerancji, która dla wielu jest synonimem wolności. Manipulacja słowami prowadzi do kolejnych iluzji i zakłamań, a w konsekwencji do kolejnych zniewoleń. A tymczasem tylko ta prawda, którą jest sam Chrystus, przynosi wyzwolenie (por. J 8, 32). Wszelkie inne „prawdy”, zwłaszcza te, które są wymierzone w człowieka, otwierają drogę do nowych ludzkich nieszczęść i tragedii. Aby mógł zaistnieć szczery i prawdziwie owocny dialog, muszą go pragnąć obie strony. Sama dobra wola ze strony Kościoła - a przecież ona zawsze istnieje - nie wystarcza. Musi się pojawić partner przyjmujący postawę szacunku i otwarcia, a także swoiście pokorną, wolną od demagogii i uprzedzeń gotowość do wysłuchania argumentów drugiej strony. Trudno prowadzić dialog z osobami, które już w punkcie wyjścia uważają, że - jak to powiedział prof. Joseph Weiler, światowej sławy prawnik, wybitny specjalista od prawa europejskiego - „religia to rzecz dla zacofanych idiotów”, przestrzegających „głupich zasad”. Ponadto w sprawach etycznych i moralnych, związanych z życiem i godnością osoby ludzkiej, dialog pojmowany jako szukanie kompromisu za wszelką cenę przestaje być dialogiem, a staje się po prostu zdradą prawdy.

- Jak zawołanie biskupie: „Scire Christum” („Znać Chrystusa”) przekładać na język konkretów?

- Jest to wprawdzie moje zawołanie od piętnastu już lat, od kiedy w 1997 r. przyjąłem sakrę biskupią, ale w bulli Ojca Świętego Benedykta XVI powołującej mnie na urząd arcybiskupa łódzkiego treść tego zawołania została niejako przeniesiona na cały lud Boży archidiecezji łódzkiej, której z Jego woli mam przewodzić. Ojciec Święty napisał bowiem w ostatnim fragmencie tej bulli: „Zachęcamy ponadto Ciebie, Czcigodny Bracie, a także wszystkich wiernych Kościoła Łódzkiego, abyście (…) pragnęli jeszcze bardziej poznać Chrystusa („scire Christum”), aktywnie uczestnicząc w budowie Jego Królestwa”. Przekładanie tego zawołania na język konkretów staje się zatem nie tylko moim osobistym zadaniem, ale zadaniem postawionym przez Ojca Świętego wszystkim: kapłanom, osobom życia konsekrowanego, członkom rozmaitych ruchów i stowarzyszeń katolickich, wiernym świeckim. Każdy zatem powinien w głębi swego sumienia odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zna Jezusa Chrystusa, w jakim stopniu żyje na co dzień Jego Ewangelią, jak Go kocha, jakim jest Jego świadkiem wobec innych. Z tej osobistej i wspólnotowej refleksji może zrodzić się niezwykłe bogactwo konkretnych zamierzeń i działań, które niewątpliwie mogą dać nowy impuls w życiu archidiecezji łódzkiej.

- Czy dotychczasowe działania Księdza Arcybiskupa na forum Episkopatu Polski ukonkretnią się w archidiecezji łódzkiej?

- Myślę, że z wielu płaszczyzn działania, które zostały mi powierzone przez Konferencję Episkopatu Polski, zwłaszcza w moim pasterskim posługiwaniu muszą znaleźć swoje ukonkretnienie trzy następujące: troska o młodzież (jestem członkiem Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży), ciągłe aktywizowanie duszpasterstwa akademickiego (jestem delegatem KEP do tego właśnie duszpasterstwa) oraz pobudzanie wszystkich do odpowiedzialności za nauczanie religii zarówno w szkołach, jak i w parafiach (jestem członkiem Komisji Wychowania Katolickiego). W gruncie rzeczy są to płaszczyzny, które można by określić mianem strategicznych. Tu właśnie kształtuje się przyszłość Kościoła katolickiego w Polsce. Będziemy zatem musieli razem jako wspólnota (communio) archidiecezji łódzkiej nieustannie poszukiwać dróg dostępu do serc i umysłów młodzieży, aby poznała i pokochała Pana Jezusa - i to właśnie dlatego, że tylko ta miłość może zagwarantować jej prawdziwie szczęśliwe życie: tu i w wieczności.

- Ksiądz Arcybiskup był przez wiele lat redaktorem naczelnym „Przewodnika Katolickiego”, rola prasy katolickiej jest więc Ekscelencji dobrze znana. W ostatnich dniach ukazał się 1000. numer edycji łódzkiej „Niedzieli”. Chcemy zapytać, jak Ksiądz Arcybiskup postrzega obecność „Niedzieli” w rodzinie?

- Pragnę zatem szczerze pogratulować tej nadzwyczajnej obecności „Niedzieli” w archidiecezji łódzkiej, a zarazem życzyć, aby treści, które znajdą swój wyraz w kolejnych numerach tego czasopisma, skutecznie docierały do jego odbiorców, zwłaszcza do rodzin.
Rodzina jako instytucja znajduje się pod presją rozmaitych sił (Jan Paweł II mówił nawet o tzw. strukturach zła), które chciałyby ją za wszelką cenę zniszczyć, a przynajmniej podważyć jej zarówno naturalne, jak i chrześcijańskie zasady funkcjonowania. To ogromne niebezpieczeństwo, które grozi naruszeniem najbardziej podstawowych fundamentów życia społecznego, narodowego i państwowego. Niebezpieczeństwo, które należy najpierw opisać i zdefiniować, a następnie starać się z nim zmierzyć, pomagając rodzinom w ogromnym wysiłku ratowania i pogłębiania autentycznej tożsamości. Nie tylko co tydzień przeglądając, ale często wprost wgłębiając się w treści poszczególnych artykułów zawartych w „Niedzieli”, a także artykułów znajdujących się na łamach innych czasopism katolickich - np. poznańskiego „Przewodnika Katolickiego”, katowickiego „Gościa Niedzielnego” czy warszawskiego „Idziemy” - z radością zauważam szczególną wrażliwość tych pism na problematykę rodzinną. Na pewno starają się one odpowiadać na wyzwania obecnego czasu. Zawsze jednak pozostanie sprawą otwartą, czy robiło się wszystko, co należało, a ponadto, czy robiło się to skutecznie.

- Jak Ksiądz Arcybiskup widzi zaangażowanie duszpasterzy w propagowaniu mediów katolickich?

- Z pełną odpowiedzialnością mogę o tym powiedzieć tylko na podstawie obserwacji tego rodzaju zaangażowania u księży pracujących w archidiecezji poznańskiej. Wydaje się jednak, że podobnie jest w innych diecezjach. Jak zwykle, są księża, którzy rozumieją wagę problemu. Starają się oni robić naprawdę dużo, aby katolickie media znajdowały właściwe dla siebie miejsce w katolickich domach nie tylko jako przedłużenie katechezy, homilii czy nawet konfesjonału, ale aby przekazywały najważniejsze wiadomości dotyczące życia Kościoła, a także życia społecznego i narodowego, o których media świeckie zazwyczaj „solidarnie” milczą. Jednakże zdarzają się, niestety, również tacy duszpasterze, którzy jakby nie dostrzegają tej wielkiej szansy duszpasterskiej, jaką stanowią skromne przecież media katolickie w naszym kraju. Niewątpliwie jednym z ważnych kryteriów oceny odnośnie do duszpasterskiej gorliwości danego księdza jest jego stosunek do katolickich mediów. Bardzo wiele mógłby nam pod tym względem powiedzieć także i dzisiaj św. Maksymilian Maria Kolbe i jego „Rycerz Niepokalanej”.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jak uwierzyć, że Bóg jest kochającym mnie Ojcem?

2020-06-04 12:26

[ TEMATY ]

duchowość

ojcostwo

ankie’s/fotolia.com

W jaki sposób odkryć prawdziwy obraz Boga jako miłosiernego i kochającego Ojca? Jak wyzbyć się nieprawidłowych obrazów prawdziwego ojcostwa, które często nosimy w sobie?

Nie wystarczy symbolicznie zrehabilitować ojcostwo. Żeby zrozumieć zmianę, jaką w poznaniu Boga proponuje Jezus, musimy jeszcze odważyć się krytycznie oczyścić określone obrazy ojca. Nasza trudność w relacji z Bogiem często bierze się z nieporozumień, jakie postać ojca wciąż w nas rodzi.

Na przykład jedną z klasycznych lektur literatury europejskiej jest List do ojca Franza Kafki. Ten tekst to oskarżenie, które odzwierciedla rozdzierający proces wewnętrzny przeżywany przez Kafkę. Pisarz rósł w cieniu ojca, wiecznie obarczony tą przeraźliwą trudnością, że cokolwiek zrobi, nigdy nie sprosta jego wymaganiom.

Początek listu dobrze odzwierciedla wynikający z tego dramat: „Najukochańszy Ojcze, niedawno spytałeś mnie, czemu twierdzę, że odczuwam przed Tobą lęk. Jak zwykle nie wiedziałem, co Ci odpowiedzieć, częściowo właśnie z lęku, który odczuwam wobec Ciebie, a częściowo dlatego, że na uzasadnienie owego lęku musiałbym przytoczyć zbyt wiele szczegółów, zanim bym go w połowie uargumentował. I jeżeli nawet próbuję obecnie odpowiedzieć Ci pisemnie, to i tak nie uczynię tego w pełni, ponieważ podczas pisania też paraliżuje mnie strach przed Tobą i jego konsekwencje”.

Nierzadko znajdujemy, nawet pośród chrześcijan, obraz Boga, który bardzo przypomina nieosiągalnego i niezadowolonego ojca Kafki. Wydaje się, że cokolwiek byśmy robili lub jakkolwiek byśmy się starali, nigdy nie zaskarbimy sobie Jego życzliwego spojrzenia.

Wszystko to, co nasze, Jemu nie wystarcza, bo jest niedoskonałe i niegodne uwagi. Ale chrześcijaństwo głosi nie takiego Boga, który rozdaje swoją miłość z nieustępliwą powściągliwością, tylko Boga bogatego w miłosierdzie. W Pierwszym Liście św. Jana czytamy: „W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował” (1 J 4,10).

Inne obrazy ojca są nadmiernie uzależnione od stereotypów kultury, w jakiej powstały, i obfitują w dystans i oschłość. Pisarz António Alçada Batista opowiada w pierwszej osobie typową historię: „Pewnego razu miałem operację i byłem w szpitalu sam z moim ojcem. Czułem ból od paznokci u stóp do koniuszków włosów, a ojciec był u mego boku. Miałem już dziewiętnaście lat, ale zapragnąłem jego ludzkiej, ojcowskiej dłoni i powiedziałem: Pokaż mi swoją dłoń. Po co?, zapytał. Odpowiedziałem: Potrzebuję twojej dłoni. On uśmiechnął się i podał mi ją, ale zaraz zaczęły w nim pracować ciężkie rycersko-akademickie struktury, które odmawiają ojcu podania czułej dłoni swemu dziewiętnastoletniemu synowi. I tak oto zaczął ukradkiem odsuwać swoją dłoń, moja zaś pozostała tam, w geście prośby, ale była sama”.

„Potrzebuję twojej dłoni”. Poznanie Boga jako Ojca jest możliwe tylko jako poznanie żywe, zbudowane na głębokim doświadczeniu, musi to być coś opartego na zmysłach, co pozwala nam uczestniczyć w czymś absolutnym.

Przychodzi mi na myśl modlitwa, którą bohaterka powieści Clarice Lispector odmawia na kolanach, u stóp łóżka: „Ulżyj mojej duszy, spraw, bym poczuła, że twoja dłoń trzyma moją… spraw, bym była miłosierna wobec siebie samej, bo w przeciwnym wypadku nie będę czuła, że Bóg mnie kocha… Amen”. Sama Ewangelia Jezusa kwestionuje nasze uporczywe trwanie przy abstrakcyjnych i zintelektualizowanych formułach. Jak zapewnia autor Listu do Hebrajczyków: „Bóg nie wstydzi się nosić imienia ich [naszego] Boga” (Hbr 11,16). Ale musimy pozbawić się określonych obrazów, by być z Ojcem.

_________________________________

Artykuł zawiera fragment pochodzący z książki Jose Tolentino Mendonca - Ojcze nasz, któryś jest na ziemi. Dla tych, którzy wierzą, i dla tych, którzy (jeszcze) nie wierzą, Wydawnictwo Święty Wojciech. Przeczytaj więcej: Zobacz

swietywojciech.pl

CZYTAJ DALEJ

Pierwsze piątki miesiąca

Kto dziewięć piątków odprawi jak trzeba,
nie umrze w grzechach, lecz pójdzie do nieba

Pierwszy i ostatni?

Pamiętasz swoją pierwszą spowiedź? Ja pamiętam dokładnie. Pamiętam to zaangażowanie i przejęcie. Pamiętam ten strach. Najpierw była próba. Po wcześniejszym sprawdzeniu czy znamy regułę, każdy z nas podchodził na chwilkę do konfesjonału i udawał, że się spowiada. Następnego dnia na serio. W domu przeprosiłam rodziców i rodzeństwo za każdą wyrządzoną przykrość i - do kościoła. „Oby tylko nie ks. Stanisław!” - myślałam. Ale za kratkami konfesjonału nie czekał nikt inny, rzecz jasna. Nie było tak źle. Pamiętam, że paliły mnie policzki. Potem pani katechetka powiedziała, że od tej pory mamy chodzić do spowiedzi w każdy pierwszy piątek miesiąca, ale nie wytłumaczyła po co.

Dlaczego nie wtorek?

Piątek w tradycji Kościoła ma bardzo wielką symbolikę. Przede wszystkim śmierć Pana Jezusa na krzyżu. To wtedy Jego Serce zostało przebite włócznią. Jest to również związane z objawieniami Pana Jezusa złożonymi św. Małgorzacie Marii Alacoque. Za jej pośrednictwem Jezus przekazał czcicielom swego Serca 12 obietnic:

1. Dam im wszystkie łaski potrzebne w ich stanie.

2. Zgoda i pokój będą panowały w ich rodzinach.

3. Będę ich pocieszał we wszystkich ich strapieniach.

4. Będę ich bezpieczną ucieczką za życia, a szczególnie przy śmierci.

5. Wyleję obfite błogosławieństwa na wszystkie ich przedsięwzięcia.

6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło nieskończonego miłosierdzia.

7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi.

8. Dusze gorliwe dojdą szybko do wysokiej doskonałości.

9. Błogosławić będę domy, w których obraz mego Serca będzie umieszczony i czczony.

10. Kapłanom dam moc kruszenia serc najzatwardzialszych.

11. Imiona tych, co rozszerzać będą to nabożeństwo, będą zapisane w mym Sercu i na zawsze w Nim pozostaną.

12. Przyrzekam w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego, że wszechmocna miłość moja udzieli tym wszystkim, którzy komunikować będą w pierwsze piątki przez dziewięć miesięcy z rzędu, łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski mojej ani bez sakramentów, i że Serce moje stanie się dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci.

Co z tego będę miał?

Przeczytałeś dokładnie punkt 12.? Ta Wielka obietnica mówi o tym, jak bardzo Jezus troszczy się o ciebie. To niezwykłe! Jezus pozwala dostąpić nam największej łaski - śmierć w stanie łaski uświęcającej. Warunek jest jeden - przez dziewięć kolejnych piątków miesiąca musisz pojednać się z Bogiem i przystąpić do Komunii św. Czy można chcieć więcej?

Może warto?

Pewnie, że warto! Zastanów się tylko, od kiedy zaczynasz.

CZYTAJ DALEJ

Warszawa: od dziś kaplica relikwii bł. ks. Jerzego Popiełuszki ponownie otwarta

2020-06-06 09:08

[ TEMATY ]

rocznica

bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Archiwum

Z okazji 10. rocznicy beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu zostanie dziś zainstalowana gablota z przedmiotami, które miał ze sobą ks. Jerzy w dniu swojej męczeńskiej śmierci. Wydarzenie odbędzie się o godz. 11.00 w kaplicy relikwii, która tego dnia zostanie ponownie otwarta dla wiernych.

W pancernej gablocie zobaczyć będzie można m.in. złoty medalik, który miał na sobie ksiądz Jerzy, honorową legitymację odznaki Akcji „Burza”, wezwanie na przesłuchanie do prokuratury, metalowy obrazek Matki Bożej z Dzieciątkiem pochylającą się nad żołnierzem AK, zapalniczkę z napisem “Solidarność”, czy orzełka.

W pierwszej, wcześniej udostępnionej gablocie, eksponowana jest sutanna, w której zginął ksiądz Popiełuszko, uprowadzony i zabity przez funkcjonariuszy SB 19 października 1984 roku. Legendarny kaznodzieja Mszy w intencji Ojczyzny, które sprawował w latach 80. ub. wieku w kościele św. Stanisława Kostki, przy tej świątyni został też pochowany.

W salach dolnego kościoła, mieści się Muzeum Księdza Jerzego Popiełuszki. Założył je ówczesny proboszcz, ksiądz prałat Teofil Bogucki niedługo po męczeńskiej śmierci kapłana. W 2004 roku, staraniem kolejnego proboszcza, księdza Zygmunta Malackiego, Muzeum otrzymało nowoczesną, multimedialną formę.

W dziewięciu salach muzealnych znajduje się kilka tysięcy eksponatów, w tym przedmioty osobiste księdza Jerzego, przedmioty związane z jego męczeńską śmiercią, zdjęcia, prezentacje filmowe i dźwiękowe.

Autorzy ekspozycji przedstawiają Błogosławionego jako kapłana, który odpowiedział na otrzymane znaki Boga i przez lata dojrzewał do męczeństwa. Pragnął być księdzem w określonych warunkach historycznych, dla ludzi, których Pan Bóg postawił na Jego drodze. Był świadkiem Chrystusa w trudnych czasach i wielu doprowadził do Boga swoim przykładem.

Dwie gabloty umieszczone w kaplicy relikwii ks. Jerzego Popiełuszki przechowują cenne przedmioty związane z Jego męczeńską śmiercią są odporne na wszelkie naruszenia fizyczne, ognioodporne, z regulowaną wilgotnością i temperaturą, podświetlane.Takie zabezpieczenie śladów pozwoli im przetrwać, by dalej świadczyć o męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki i umożliwi ich ekspozycję.

Przedmioty, które są świadkami męczeństwa i śmierci duchownego noszą ślady dramatycznych wydarzeń sprzed blisko 36 lat. Są poszarpane, pobrudzone, pełne błota. Dzięki wsparciu MKiDN, żoliborskiemu muzeum udało się przeprowadzić ich podstawową konserwację, tak, żeby ochronić tkaniny i zachować wszelkie ślady dramatu.

Od 1984 roku do grobu błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki, znajdującego się przy kościele św. Stanisława Kostki obok muzeum, przybyły 23 miliony pielgrzymów. Spośród pielgrzymów i turystów z zagranicy najliczniejszą nację stanowią Amerykanie, następnie Francuzi i Hiszpanie – poinformował KAI Paweł Kęska z Muzeum i Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu Księdza Jerzego Popiełuszki.

Kapłan-męczennik wciąż cieszy się niezmiennym kultem. W Polsce jego relikwie są przechowywane w około 990 miejscach, m.in., w kaplicy sejmowej i prezydenckiej oraz w różnych kaplicach więziennych.

Kult kapelana “Solidarności” rozprzestrzenia się także za granicą. Jego relikwie obecne są w 448 kościołach i kaplicach w 61 krajach, m.in. w Wietnamie, Korei Południowej czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Od 1984 roku czyli daty śmierci ks. Popiełuszki, do żoliborskiego ośrodka dokumentacji zgłoszono 570 świadectw, także ze świata, dotyczących łask otrzymanych za wstawiennictwem ks. Jerzego. 20 z nich posiada dokumentację medyczną.

W Polsce są już 52 szkoły którym patronuje kapłan z Żoliborza. Jego imię nosi już 219 ulic, placów, z czego 5 za granicą, m.in. w Nowym Jorku i Budapeszcie.

Paweł Kęska zwraca uwagę, że polski męczennik pozostaje dla ludzi z całego świata postacią wciąż ważną i uniwersalną, a nie kimś z dawno minionej historii Polski. “Przed rokiem oprowadzałem pielgrzymów z Palestyny, którzy przejęci biografią ks. Jerzego powiedzieli: tak, to będzie nasz patron, patron prześladowanych chrześcijan, bardzo takiego potrzebujemy” – wspomina Paweł Kęska.

Zdaniem popularyzatora, osoba ks. Popiełuszki i jego znaczenie jest wciąż do odkrycia, m.in. dlatego, że wiele materiałów nie zostało do tej pory opracowanych, nie przeprowadzono również kwerend w archiwach, które mogą zawierać cenne materiały dotyczące działalności kapłana oraz tego, jak była ona na bieżąco oceniana.

Kęska wskazuje, że można dokonać kwerend w archiwach Solidarności, Radia Wolna Europa, w niektórych archiwach kościelnych czy choćby w regionalnych archiwach IPN. Zadaniem do zrealizowania jest z pewnością kompleksowe, wieloaspektowe opracowanie zagadnienia roli jaką spełniał kapłan w życiu publicznym. Wyraził przy tym nadzieję na rychłe rozpoczęcie prac z wykorzystaniem nieopracowanych i nieznanych dotąd źródeł.

***

Ks. Jerzy Popiełuszko urodził się w 1947 r. w wiosce Okopy na Białostocczyźnie, był kapelanem związanym z “Solidarnością” i robotnikami. Podczas Mszy za Ojczyznę sprawowanych w kościele św. Stanisława Kostki na stołecznym Żoliborzu publicznie krytykował nadużycia władzy komunistycznej. Równocześnie – zgodnie z przytaczaną przez siebie ewangeliczną zasadą “zło dobrem zwyciężaj” – przestrzegał przed nienawiścią do funkcjonariuszy systemu.

19 października 1984 r. został porwany przez oficerów Służby Bezpieczeństwa z IV Departamentu MSW. Po brutalnym pobiciu, oprawcy wrzucili księdza do Wisły na tamie koło Włocławka. Został pochowany na placu przed kościołem św. Stanisława Kostki, gdzie był duszpasterzem. W pogrzebie ks. Popiełuszki uczestniczyły tysiące ludzi.

Ks. Jerzy Popiełuszko został beatyfikowany 6 czerwca 2010 r. podczas Mszy św. na Placu Piłsudskiego w Warszawie.

Obecnie trwa jego proces kanonizacyjny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję