Reklama

Manipulowanie historią

Od marca 2012 r. byli działacze politycznego podziemia, nauczyciele, rodzice i uczniowie prowadzą protesty głodowe przeciwko skracaniu czasu nauczania historii w szkołach ponadgimnazjalnych, a także przeciwko programowi

Niedziela Ogólnopolska 24/2012, str. 22-23

Mateusz Wyrwich

Pikieta przed Ministerstwem Edukacji

Pikieta przed Ministerstwem Edukacji

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

W kwietniu 2012 r., na wniosek środowisk naukowych, u prezydenta zostało zorganizowane spotkanie zwolenników i przeciwników nowej podstawy programowej. Do kompromisu nie doszło. Pierwszego „zamachu” na lekcję historii dokonał jednak Mirosław Handke, minister edukacji w rządzie premiera Jerzego Buzka, skracając w 1999 r. dotychczasowe 250 godzin rocznie o 90 godzin. Z kolei reforma rozpoczęta przez Katarzynę Hall, a dziś kontynuowana przez minister Krystynę Szumilas, zawęża naukę historii w liceach do 60 godzin. Nadto od kilku lat przedmiot ten nie jest obowiązkowy na maturze. W ubiegłym roku jedynie 7 proc. licealistów zdawało historię na egzaminie dojrzałości.
Jednak protesty nie zaczęły się dzisiaj, tzw. podstawę programową oprotestowało ponad 100 profesorów wyższych uczelni zajmujących się historią już u jej początków i w 2008 r. Wówczas to przyjął ich Zbigniew Marciniak - podsekretarz stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej i obiecał kolejne spotkania, podczas których, jak zapewnił, będzie czas na dyskusje o reformowaniu nauczania historii. Jednak przez blisko 4 lata żadne polemiki nie miały miejsca. Dyskusjami zaś nazywano spotkania zwolenników reformy u minister Katarzyny Hall.
W myśl zatem reformy minister Hall, historia jako obowiązkowy przedmiot nauczania kończy się na pierwszej klasie liceum. A wraz z nim kończy się systematyczny wykład dziejów w Europie, jak zauważył prof. Andrzej Nowak podczas kwietniowej dyskusji u prezydenta. Jeśli więc uczniowie nie wybiorą historii jako przedmiotu obowiązkowego, będą mieli przedmiot „Historię i społeczeństwo”, którego zgodnie z rozporządzeniem ministra nie muszą uczyć historycy. Mogą go natomiast prowadzić poloniści, filozofowie czy nauczyciele innych przedmiotów. - I to w najstarszych klasach liceum, kiedy pojawia się najwyższa skala trudności podejmowanych problemów - zaznaczył prof. Nowak.

Błąd ministerstwa…?

Reklama

Nie sama jednak mizeria godzin uczenia przedmiotu niepokoi historyków. Również i to, że na pierwszej klasie liceum skończy się wspólna dla wszystkich szkół średnich dotychczasowa wiedza o historii. Dalej nie będzie już żadnego kanonu historii Polski w Europie, a jedynie 9 „modułów” do wyboru: „Kobieta i mężczyzna, rodzina”, „Język, komunikacja, media”, „Wojna i wojskowość”, „Swojskość i obcość”, „Ojczysty Panteon i ojczyste spory” itd. Cztery z dowolnie wybranych modułów, jako jedna z dziewięciu możliwości, będą stanowiły cały wątek edukacji historycznej dla większości Polek i Polaków w wieku 17-19 lat. Jak akcentował prof. Nowak, jest to wiek, w którym uczniowie zapoznawali się dotąd z najpoważniejszymi zagadnieniami naszej wspólnej przeszłości, stopniowo dojrzewając do dyskutowania o nich. - Teraz o narodzinach demokracji i przechodzeniu od republiki do imperium większość z nich usłyszy obowiązkowo po raz ostatni w wieku 12 czy 13 lat - mówił prof. Nowak. - O Konstytucji 3 maja, dylematach pracy organicznej i walki powstańczej - w wieku 14 czy 15 lat. O Powstaniu Warszawskim i „Solidarności” w wieku 16 lat. I, niestety, w ten sposób historia ulegnie infantylizacji. Jest to tym groźniejsze, że dotknie przedmiotu przekazującego nie tylko zestaw faktów i umiejętności, ale także współtworzącego rdzeń obywatelskiej edukacji.
- Tymczasem - jak zauważył prof. Jan Żaryn - nauczanie historii jest zarazem nauczaniem ludzi dorosłości. A ta, jeżeli zostanie pozostawiona na poziomie percepcji świata zewnętrznego przez 13-letnie dziecko, będzie to zasługą MEN - błędem tegoż ministerstwa.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Manipulacyjne moduły

Reklama

Proponowana przez MEN reforma w inny jeszcze sposób zawęża pole znajomości i rozumienia współczesnej historii. Otóż dwie trzecie materiału dotyczy okresu do 1945 r. Tymczasem dla świadomości obywatelskiej, dla orientacji w świecie najważniejsza jest historia najnowsza. Podręczniki proponowane przez MEN są tak skonstruowane, że 20-lecie po 1989 r., czas fundamentalnego przełomu politycznego i jego następstw, obejmują... 2 lekcje. Jest wprawdzie w minimum programowym mowa o drodze do UE i do NATO, ale nie ma tego w podręcznikach. - Największym jednak problemem jest to - zauważa inny wybitny historyk prof. Ryszard Terlecki - że historia znika po roku nauki w liceum. Na jej miejsce zaś wchodzą wspomniane moduły, z których nauczyciel może sobie wybrać 4. Oczywiście, że problematykę tam zawartą można pokazać przez pryzmat historii, ale nie będzie to już kształtować tożsamości ucznia tak jak podczas „normalnych” lekcji historii. Bo te moduły są o wszystkim i o niczym. Już sam fakt, że nie będzie to usystematyzowany kurs historii sprawi, że nauczyciele i uczniowie mogą traktować taki moduł jako przedmiot dodatkowy, tzw. michałek. W drodze kompromisu zaproponowano, podczas dyskusji u prezydenta, aby jeden z modułów, zatytułowany „Panteon narodowy”, był obowiązkowy. Można w nim bowiem zawrzeć konkretną wiedzę historyczną. Ale minister nie zgodziła się, mówiąc, że powstanie za duży bałagan. Świadczy to więc o tym, że owa podstawa programowa to zamierzona działalność, a nie głupota czy niekompetencja. Że to jest celowe działalnie przeciwko patriotyzmowi.
Zdaniem wybitnego specjalisty dziejów najnowszych, prof. Jana Żaryna, znaczna część elity intelektualnej i politycznej nie daje dzisiaj rękojmi, że będzie chronione polskie dziedzictwo narodowe. - Nic dziwnego zatem - podkreśla były nauczyciel historii w liceach ogólnokształcących, a dziś wykładowca uniwersytecki - że przeciwko „reformie historii” protestują zarówno środowiska rodzicielskie, jak i nauczycielskie czy nawet sami uczniowie. Dzisiejsza ekipa rządząca już dawała bowiem jasne sygnały, że polskość nie jest dla niej najistotniejszą strefą podlegającą ochronie. Lecz nie może być tak, żeby rządzący rządzili bezkarnie i nie byli oceniani, konfrontowani z tym, co mówią i co robią.
Przedmiot „Historia i społeczeństwo”, który będzie obowiązywał w drugiej i trzeciej klasie liceum, budzi wiele wątpliwości także dlatego, że dotyczy edukacji ponad 90 proc. uczniów. I choć znajduje się w nim interesujący blok „Ojczysty Panteon i ojczyste spory”, to, jak zauważa prof. Żaryn, przedmiot ten może budzić szczególny niepokój. - Przestrzeń tematyczna proponowana nauczycielowi jest bowiem tak obszerna, że nawet profesor wyższej uczelni, najmądrzejszy i erudycyjnie przygotowany, nie jest w stanie tego ogarnąć tak, by komunikatywnie przekazać uczniowi - mówi historyk. - W związku z tym nasuwa się podejrzenie, iż nauczyciel otrzyma z MEN bryki ideologiczne, które będą mu „skracały” drogę między prawdą a odbiorcą. I jest to bardzo poważne zagrożenie dla uczniów. Inne moduły też wywołują krytyczne uwagi, np. w jednym z nich jest wątek dotyczący średniowiecza i temat: „Negatywna relacja świata chrześcijańskiego wobec judaizmu”. Czyli, krótko rzecz ujmując, intencja jest taka, żeby bez ogarnięcia swojskości, czyli bez ugruntowania młodego człowieka w tożsamości, stawiać go od razu w sytuacji winnego wobec jakiegoś świata zewnętrznego, obcego. I to jest ewidentna manipulacja.

Dobra lewica

Równie niepokojący, co niedostatek godzin przeznaczonych na naukę historii w liceach, jest także dobór podręczników do jej studiowania. Wszystkie mają jedną cechę - jest to kurs poprawności politycznej. Nie ma w nich obiektywnej wiedzy, ale jest historia, którą ja nazywam historią środowiska „Gazety Wyborczej” - mówi prof. Terlecki. - Są tam przywoływane autorytety naukowe, historyczne ludzi związanych z „GW”, jak np. Andrzej Friszke czy nieżyjący już tajny współpracownik PRL-owskich służb - Andrzej Garlicki. Natomiast tylko raz jest zacytowany historyk, nie z grona „GW”, prof. Wojciech Roszkowski. Jednak jego opinia została skontrowana stanowiskiem innego „autorytetu” z kręgu „GW”. Kiedy czytamy opinie historyków związanych z „GW”, to nie znajdziemy obok nich żadnych wypowiedzi polemicznych. I tak, kiedy w jednym z podręczników zapoznajemy się z historią Powstania Warszawskiego, to jasno i wyraźnie możemy przeczytać, bez żadnej odrębnej opinii, że było ono kompletnie niepotrzebne. Zginęło za dużo ludzi, a miasto zostało zburzone.
W innym, zalecanym przez MEN podręczniku, „Ku współczesności. Dzieje najnowsze 1918 - 2006”, autorstwa Andrzeja Brzozowskiego i Grzegorza Szczepańskiego, można przeczytać peany pod adresem rodzimej lewicy. I to nie tylko tej z czasów ostatniego 20-lecia, ale też z czasów PRL, jak choćby pochwałę Wojciecha Jaruzelskiego, który nie dość, że nie został obarczony za zbrodnie stanu wojennego, to pochwalony został za to, iż walczył przeciwko sankcjom gospodarczym wprowadzonym przez Zachód. Pozytywnym bohaterem jest tam też rzekomy „twórca” Okrągłego Stołu - Czesław Kiszczak, który „mimo oporu w PZPR” doprowadził do rozmów z opozycją. W książce znajdziemy także apoteozę Adama Michnika, kreowanego na głównego, najważniejszego i niemal jedynego opozycjonistę w Polsce. Podobną rolę, pozytywnego „bohatera” ma odgrywać... „GW”. Uczniowie zobowiązani będą do przedstawienia roli „«Gazety Wyborczej» i jej znaczenia dla społeczeństwa polskiego w okresie poprzedzającym wybory kontraktowe do parlamentu w 1989 r.”. Będą też musieli scharakteryzować rolę „«Gazety Wyborczej» od dziennika solidarnościowej opozycji do najbardziej poczytnej, atrakcyjnej dla szerokiej publiczności polskiej gazety”.

Historia bez treści

Nie są to jednak jedyne fakty niepokojące znawców przedmiotu. Innym z nich jest to, że zostały dopuszczone do szkół podręczniki, które nie zyskały pozytywnych recenzji większości wybitnych historyków. Nieprzejrzysty jest też, jak do tej pory, sposób wyłaniania ich recenzentów. Jak zapewnia MEN, odbywa się on w drodze losowania. Dziwnym trafem jednak „maszyna losująca” wybiera recenzentów sprzyjających obecnemu ministrowi i jego programowi. Choć więc cytowana wyżej książka Grzegorza Szczepańskiego i Andrzeja Brzozowskiego otrzymała wyjątkowo negatywne oceny większości historyków, to jednak znalazła się wśród zalecanych w pierwszej kolejności podręczników. Tymczasem we wspomnianym „podręczniku” roi się od błędów różnej natury. Bardzo krytycznie ocenił tę pozycję w mediach m.in. prof. Nowak, a także prof. Terlecki.
- Niektóre z nich to proste błędy i przeinaczenia. Ale są również takie fragmenty tekstów, które świadczą o próbie zideologizowania młodzieży. Najbardziej wymownym przykładem jest to pytanie dotyczące „Gazety Wyborczej”. Świadczy ono o bardzo daleko posuniętej manipulacji mającej służyć wypracowaniu u młodych ludzi pewnych postaw intelektualnych i emocjonalnych. Wspomniane pytanie wpisuje się w propagandę, a nie w dydaktykę - mówi prof. Żaryn. - Ale mam do tych podręczników zastrzeżenia bardziej ogólne. Mianowicie: podręcznik do historii jest pracą, w której uczeń powinien otrzymywać logiczny przekaz dotyczący dziejów. Ma to być wsparcie dla niego w procesie kształtowania myślenia przyczynowo-skutkowego. I w związku z tym nie można zawężać narracji do takiego bezfaktograficznego, bezrefleksyjnego powtarzania słów. A, niestety, te podręczniki takie właśnie są. One nie zachęcają do rozumienia treści zdania. One są wypełnione zdaniami beztreściowymi.

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Chcieli zablokować transmisję wizyty Leona XIV. Sąd jednoznacznie odrzucił ich argumenty

2026-09-12 07:50

[ TEMATY ]

sąd

Francja

wizyta

transmisja

Papież Leon XIV

telebimy

PAP

Papież Leon XIV

Papież Leon XIV

Sąd Administracyjny w Strasburgu odrzucił próbę zablokowania 250 tys. euro przeznaczonych przez miasto Metz na organizację wizyty Leona XIV. Skarżące stowarzyszenia laickie kwestionowały m.in. wynajem gigantycznych telebimów, które będą transmitować również Mszę św. Sąd uznał jednak, że wydarzenie ma znaczenie międzynarodowe i przyniesie miastu istotne korzyści kulturalne i gospodarcze.

Postanowienie wydane 11 września przez sędziego Sądu Administracyjnego w Strasburgu dotyczyło wniosku o zawieszenie uchwały rady miejskiej Metz z 10 lipca. Miasto przeznaczyło w niej 250 tys. euro na przygotowanie wizyty papieża, która odbędzie się 28 września.
CZYTAJ DALEJ

Święty Jan Chryzostom

[ TEMATY ]

święty

Jan z Antiochii, nazywany Chryzostomem, czyli „Złotoustym”, z racji swej wymowy, jest nadal żywy, również ze względu na swoje dzieła. Anonimowy kopista napisał, że jego dzieła „przemierzają cały świat jak świetliste błyskawice”. Pozwalają również nam, podobnie jak wierzącym jego czasów, których okresowo opuszczał z powodu skazania na wygnanie, żyć treścią jego ksiąg mimo jego nieobecności. On sam sugerował to z wygnania w jednym z listów (por. Do Olimpiady, List 8, 45).

Urodził się około 349 r. w Antiochii w Syrii (dzisiaj Antakya na południu Turcji), tam też podejmował posługę kapłańską przez około 11 lat, aż do 397 r., gdy został mianowany biskupem Konstantynopola. W stolicy cesarstwa pełnił posługę biskupią do czasu dwóch wygnań, które nastąpiły krótko po sobie - między 403 a 407 r. Dzisiaj ograniczymy się do spojrzenia na lata antiocheńskie Chryzostoma. W młodym wieku stracił ojca i żył z matką Antuzą, która przekazała mu niezwykłą wrażliwość ludzką oraz głęboką wiarę chrześcijańską. Odbył niższe oraz wyższe studia, uwieńczone kursami filozofii oraz retoryki. Jako mistrza miał Libaniusza, poganina, najsłynniejszego retora tego czasu. W jego szkole Jan stał się wielkim mówcą późnej starożytności greckiej. Ochrzczony w 368 r. i przygotowany do życia kościelnego przez biskupa Melecjusza, przez niego też został ustanowiony lektorem w 371 r. Ten fakt oznaczał oficjalne przystąpienie Chryzostoma do kursu eklezjalnego. Uczęszczał w latach 367-372 do swego rodzaju seminarium w Antiochii, razem z grupą młodych. Niektórzy z nich zostali później biskupami, pod kierownictwem słynnego egzegety Diodora z Tarsu, który wprowadzał Jana w egzegezę historyczno-literacką, charakterystyczną dla tradycji antiocheńskiej. Później udał się wraz z eremitami na pobliską górę Sylpio. Przebywał tam przez kolejne dwa lata, przeżyte samotnie w grocie pod przewodnictwem pewnego „starszego”. W tym okresie poświęcił się całkowicie medytacji „praw Chrystusa”, Ewangelii, a zwłaszcza Listów św. Pawła. Gdy zachorował, nie mógł się leczyć sam i musiał powrócić do wspólnoty chrześcijańskiej w Antiochii (por. Palladiusz, „Życie”, 5). Pan - wyjaśnia jego biograf - interweniował przez chorobę we właściwym momencie, aby pozwolić Janowi iść za swoim prawdziwym powołaniem. W rzeczywistości, napisze on sam, postawiony wobec alternatywy wyboru między trudnościami rządzenia Kościołem a spokojem życia monastycznego, tysiąckroć wolałby służbę duszpasterską (por. „O kapłaństwie”, 6, 7), gdyż do tego właśnie Chryzostom czuł się powołany. I tutaj nastąpił decydujący przełom w historii jego powołania: został pasterzem dusz w pełnym wymiarze! Zażyłość ze Słowem Bożym, pielęgnowana podczas lat życia eremickiego, spowodowała dojrzewanie w nim silnej konieczności przepowiadania Ewangelii, dawania innym tego, co sam otrzymał podczas lat medytacji. Ideał misyjny ukierunkował go, płonącą duszę, na troskę pasterską. Między 378 a 379 r. powrócił do miasta. Został diakonem w 381 r., zaś kapłanem - w 386 r.; stał się słynnym mówcą w kościołach swego miasta. Wygłaszał homilie przeciwko arianom, następnie homilie na wspomnienie męczenników antiocheńskich oraz na najważniejsze święta liturgiczne. Mamy tutaj do czynienia z wielkim nauczaniem wiary w Chrystusa, również w świetle Jego świętych. Rok 387 był „rokiem heroicznym” dla Jana, czasem tzw. przewracania posągów. Lud obalił posągi cesarza, na znak protestu przeciwko podwyższeniu podatków. W owych dniach Wielkiego Postu, jak i wielkiej goryczy z powodu ogromnych kar ze strony cesarza, wygłosił on 22 gorące „Homilie o posągach”, ukierunkowane na pokutę i nawrócenie. Potem przyszedł okres spokojnej pracy pasterskiej (387-397). Chryzostom należy do Ojców najbardziej twórczych: dotarło do nas jego 17 traktatów, ponad 700 autentycznych homilii, komentarze do Ewangelii Mateusza i Listów Pawłowych (Listy do Rzymian, Koryntian, Efezjan i Hebrajczyków) oraz 241 listów. Nie uprawiał teologii spekulatywnej, ale przekazywał tradycyjną i pewną naukę Kościoła w czasach sporów teologicznych, spowodowanych przede wszystkim przez arianizm, czyli zaprzeczenie boskości Chrystusa. Jest też ważnym świadkiem rozwoju dogmatycznego, osiągniętego przez Kościół w IV-V wieku. Jego teologia jest wyłącznie duszpasterska, towarzyszy jej nieustanna troska o współbrzmienie między myśleniem wyrażonym słowami a przeżyciem egzystencjalnym. Jest to przewodnia myśl wspaniałych katechez, przez które przygotowywał katechumenów na przyjęcie chrztu. Tuż przed śmiercią napisał, że wartość człowieka leży w „dokładnym poznaniu prawdziwej doktryny oraz w uczciwości życia” („List z wygnania”). Te sprawy, poznanie prawdy i uczciwość życia, muszą iść razem: poznanie musi się przekładać na życie. Każda jego mowa była zawsze ukierunkowana na rozwijanie w wierzących wysiłku umysłowego, autentycznego myślenia, celem zrozumienia i wprowadzenia w praktykę wymagań moralnych i duchowych wiary. Jan Chryzostom troszczył się, aby służyć swoimi pismami integralnemu rozwojowi osoby, w wymiarach fizycznym, intelektualnym i religijnym. Różne fazy wzrostu są porównane do licznych mórz ogromnego oceanu: „Pierwszym z tych mórz jest dzieciństwo” (Homilia 81, 5 o Ewangelii Mateusza). Rzeczywiście, „właśnie w tym pierwszym okresie objawiają się skłonności do wad albo do cnoty”. Dlatego też prawo Boże powinno być już od początku wyciśnięte na duszy, „jak na woskowej tabliczce” (Homilia 3, 1 do Ewangelii Jana): w istocie jest to wiek najważniejszy. Musimy brać pod uwagę, jak ważne jest, aby w tym pierwszym etapie życia człowiek posiadł naprawdę te wielkie ukierunkowania, które dają właściwą perspektywę życiu. Dlatego też Chryzostom zaleca: „Już od najwcześniejszego wieku uzbrajajcie dzieci bronią duchową i uczcie je czynić ręką znak krzyża na czole” (Homilia 12, 7 do Pierwszego Listu do Koryntian). Później przychodzi okres dziecięcy oraz młodość: „Po okresie niemowlęcym przychodzi morze okresu dziecięcego, gdzie wieją gwałtowne wichury (…), rośnie w nas bowiem pożądliwość…” (Homilia 81, 5 do Ewangelii Mateusza). Potem jest narzeczeństwo i małżeństwo: „Po młodości przychodzi wiek dojrzały, związany z obowiązkami rodzinnymi: jest to czas szukania współmałżonka” (tamże). Przypomina on cele małżeństwa, ubogacając je - z odniesieniem do cnoty łagodności - bogatą gamą relacji osobowych. Dobrze przygotowani małżonkowie zagradzają w ten sposób drogę rozwodowi: wszystko dzieje się z radością i można wychowywać dzieci w cnocie. Gdy rodzi się pierwsze dziecko, jest ono „jak most; tych troje staje się jednym ciałem, gdyż dziecko łączy obie części” (Homilia 12, 5 do Listu do Kolosan); tych troje stanowi „jedną rodzinę, mały Kościół” (Homilia 20, 6 do Listu do Efezjan). Przepowiadanie Chryzostoma dokonywało się zazwyczaj podczas liturgii, w „miejscu”, w którym wspólnota buduje się Słowem i Eucharystią. Tutaj zgromadzona wspólnota wyraża jeden Kościół (Homilia 8, 7 do Listu do Rzymian), to samo słowo jest skierowane w każdym miejscu do wszystkich (Homilia 24, 2 do Pierwszego Listu do Koryntian), zaś komunia Eucharystyczna staje się skutecznym znakiem jedności (Homilia 32, 7 do Ewangelii Mateusza). Jego plan duszpasterski był włączony w życie Kościoła, w którym wierni świeccy przez fakt chrztu podejmują zadania kapłańskie, królewskie i prorockie. Do wierzącego laika mówi: „Również ciebie chrzest czyni królem, kapłanem i prorokiem” (Homilia 3, 5 do Drugiego Listu do Koryntian). Stąd też rodzi się fundamentalny obowiązek misyjny, gdyż każdy w jakiejś mierze jest odpowiedzialny za zbawienie innych: „Jest to zasada naszego życia społecznego (…) żeby nie interesować się tylko sobą” (Homilia 9, 2 do Księgi Rodzaju). Wszystko dokonuje się między dwoma biegunami, wielkim Kościołem oraz „małym Kościołem” - rodziną - we wzajemnych relacjach. Jak możecie zauważyć, Drodzy Bracia i Siostry, ta lekcja Chryzostoma o autentycznej obecności chrześcijańskiej wiernych świeckich w rodzinie oraz w społeczności pozostaje również dziś jak najbardziej aktualna. Módlmy się do Pana, aby uczynił nas wrażliwymi na nauczanie tego wielkiego Nauczyciela Wiary.
CZYTAJ DALEJ

Świętość zaczyna się w codzienności

2026-09-13 18:17

Marzena Cyfert

Wprowadzenie relikwii św. Joanny Beretty Molli w parafii Ducha Świętego we Wrocławiu

Wprowadzenie relikwii św. Joanny Beretty Molli w parafii Ducha Świętego we Wrocławiu

Relikwie św. Joanny Beretty Molli uroczyście wprowadzono do parafii Ducha Świętego we Wrocławiu. – Człowiek nie staje się świętym dopiero w ostatniej godzinie. Świętość dojrzewa przez miesiące w małych, nieraz trudnych życiowych decyzjach – mówił bp Krzysztof Nykiel.

Regens Penitencjarii Apostolskiej przewodniczył uroczystej Mszy św. i wygłosił homilię. Na początku postawił pytanie, dlaczego akurat św. Joanna Beretta Molla jest tak potrzebna chrześcijanom XXI wieku.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję