Reklama

Edukacja

Polszczyźnie nic złego nie zagraża

Niedziela Ogólnopolska 15/2010, str. 20-21

[ TEMATY ]

polszczyzna

TOMASZ LEWANDOWSKI

JOLANTA MARSZAŁEK: - Na początku bieżącego roku biskupi polscy wydali list, w którym wyrazili zaniepokojenie postępującą degradacją języka polskiego. Czy rzeczywiście jest tak źle? Czy Pan Profesor, od wielu lat obserwujący zmiany zachodzące w języku, zechciałby skomentować ten fakt?

PROF. JAN MIODEK: - Sama idea listu biskupów była bardzo dobra, uświadomiła bowiem społeczeństwu, że problem kultury języka jest przedmiotem troski Kościoła dominującego w Polsce. Choć - moim zdaniem - list był zbyt naukowy. Złem stylistycznym, które w tej chwili idzie przez Polskę i dotyka środków masowego przekazu, ale poniekąd wchodzi też do Kościoła, jest daleko posunięta potocyzacja zachowań. Potoczność, która jest jedynym sposobem stylistycznego bycia w domu, w gronie rodzinnym, nie powinna się ujawniać w tekstach oficjalnych. A ujawnia się nazbyt często, zasilana konstrukcjami na granicy niedoborowości. Widzimy w mediach, że ludzie nie mają żadnych zahamowań, gdy chodzi o wplatanie do tekstu wulgaryzmów, a już zupełnie im do głowy nie przyjdzie, że w tekście oficjalnym posługiwanie się takimi słowami jak „wkurzyć się” jest też z gruntu naganne. Od czasu do czasu ogarnia mnie przerażenie, także w Kościele, choć oczywiście pod tym względem Kościół jest ciągle najlepszy i tutaj zasada odpowiedniości formy językowej do sytuacji jest na ogół przestrzegana. Atoli i tam zdarzy mi się usłyszeć takie odezwanie: „Dzieci, nie rozrabiajcie, bo Pan Jezus się na was wkurzy”. I rozumiem, że na czas Podniesienia dzieci mają się szczególnie skupić na tym, co dzieje się na ołtarzu. Lecz apel o to wyrażony został w formie nieodpowiedniej. Wulgaryzmy stały się tak powszechne, że ja, stary kibic, przestałem chodzić na mecze, bo nie wytrzymuję już natężenia tej atmosfery. Bardzo często wulgarności językowej towarzyszy nienawiść międzyludzka, która u chrześcijanina powinna być zjawiskiem zupełnie nieobecnym. Można się z kimś nie zgadzać, można stać po różnych stronach barykady, ale czy od razu nienawidzić?

- Wulgaryzacja języka mediów przyczynia się do zacierania granic między tym, co charakterystyczne dla środowisk wykształconych, a tym, co cechuje tzw. kulturę niską.

- Mówili przedwojenni językoznawcy, że przeciętny, w sensie statystycznym, inteligent polski nie potrzebuje słownika poprawnej polszczyzny, bo jego język to żywy słownik poprawnej polszczyzny, poprawnej gramatycznie i stylistycznie. Natomiast teraz można powiedzieć - i tu jest mój socjologiczny komplement - że ludzie prości mówią coraz lepiej, są coraz sprawniejsi językowo. Proszę posłuchać majstrów, którzy przychodzą do domu. Pomijam, że są to bardzo często ludzie z wyższymi studiami politechnicznymi, którzy pracują fizycznie. Niemniej jednak twierdzę, że dzisiaj język przeciętnego robotnika i język profesora uniwersytetu nie bardzo się różni. W latach 50. wypowiedź w radiu piłkarza, kolarza, boksera to była tragedia. Dzisiaj sportowcy są bardzo sprawni językowo, natomiast inteligencja polska jest mniej elitarna niż 30 czy 50 lat temu. Prosty człowiek lepiej wyczuwa, że w pewnej oficjalnej sytuacji komunikacyjnej nie wypada posłużyć się taką formą, a inteligent potrafi bardzo niefrasobliwie użyć słowa, które do oficjalnego tekstu absolutnie nie pasuje.

- Wszyscy zauważamy, że w polszczyźnie pojawia się coraz więcej zapożyczeń, przez co wypowiedź, np. w mediach, choć jest poprawna, staje się niezrozumiała.

- Po roku 1989 słowa angielskiej proweniencji zasiliły rzeczywistość elektroniczną, gospodarczą, ekonomiczną, ale też stały się codziennymi przerywnikami leksykalnymi. Od najpopularniejszego „sorry” przez jesteśmy: „happy”, było „full” ludzi, co za „boss”, co za „man”. Dzieci dostają w szkole „one” (jedynkę). Możemy mówić o zdecydowanym królowaniu angielszczyzny. Kiedy podczas meczu zawodnik w odpowiednim momencie wyskoczył do piłki i główką zdobył bramkę, a sprawozdawca mówi, że wykazał się odpowiednim „timingiem”, lub że rozgrywający to „playmaker”, to starszy człowiek może się czuć zagubiony. W prasie czytamy, że ktoś może nie jest sympatyczny, ale jest „know-how” (fachowy). Obecność angielszczyzny w codziennych sytuacjach komunikacyjnych jest powszechna. Ta tendencja nie omija również Kościoła. W maju uczestniczyłem z żoną w uroczystościach pierwszokomunijnych. Proboszcz, witając dzieci ubrane jak aniołeczki, zwrócił się do nich słowami: „Serduszka wasze zresetowane? Gotowe do przyjęcia Pana Jezusa?”. W telewizji oglądam relację z jakiegoś zjazdu młodzieży katolickiej. Młody ksiądz zachęca słuchaczy: „Musicie być full time dla Chrystusa”. Nie tylko angielszczyzna, ale metaforyka szeroko pojętej kultury popularnej wchodzi do Kościoła. Pod koniec Adwentu usłyszałem na ambonie: „Adwent się kończy. Jesteśmy na ostatniej prostej”. „Jan Chrzciciel, tak nazywając Jezusa, trafił w dziesiątkę”. W Boże Ciało słyszę: „Kto nie rozumie istoty Eucharystii, ten odpada w przedbiegach”. Młody ksiądz jest już nasycony metaforyką elektroniczną, sportową, samochodową.

- Ale czy to nie jest też tak, że ksiądz, aby trafić do słuchacza, jest zmuszony uciekać się do tego typu metaforyki?

- Ależ tak! Pewien młody ksiądz tłumaczył dzieciom: „Matka Boska to jest stacja przekaźnikowa między nami a Chrystusem”. Czy taki trop stylistyczny mógłby przyjść do głowy mojemu katechecie 50 lat temu? Oczywiście, że nie. A młody ksiądz - bo z nim później rozmawiałem - szuka środków stylistycznych przylegających do dzisiejszej cywilizacji i dlatego stacja przekaźnikowa bardziej oddziałuje na wyobraźnię dziecka niż polno-jeziorna Galilea. Choć musi to szokować, zwłaszcza ludzi starszych - musimy się przygotować do wymienności środków stylistycznych. Kiedyś publicznie w Katowicach powiedziałem, iż żal mi „Wujkowego” przekładu Pisma Świętego, gdzie jest związek frazeologiczny: „Niech nie wie lewica, co czyni prawica”, który we współczesnym przekładzie brzmi: „Niech nie wie lewa ręka, co robi prawa”. A na to jeden ksiądz: „A mnie nie żal, bo lewica i prawica kojarzą mi się z opcjami politycznymi, dlatego wolę nowe tłumaczenie”. To przykład zmagania się tradycji z odczuciami współczesnymi.

- Czy te procesy można jakoś zatrzymać lub odwrócić?

- Jest tego coraz więcej i, oczywiście, pewne zagrożenia są, ale w średniowieczu mówiło się: „Disce puer latine” - Ucz się, chłopcze, łaciny (w domyśle: jeśli chcesz być kimś). My dzisiaj zachęcamy nasze dzieci i wnuki: „Ucz się angielskiego”. Czasy się zmieniają. Przed paroma miesiącami wiózł mnie pewien młody ksiądz. Zaproponowałem mu: Zaśpiewajmy „Oremus - praeceptis salutaribus moniti” i zacząłem „Pater noster”. A on mi na to: „O, kurczę...”. Trzydziestoparoletni ksiądz nie potrafił zaśpiewać „Ojcze nasz” po łacinie. Dzisiaj na Mszach łacińskich widać, ile osób potrafi zaśpiewać „Pater noster”. Fonetyka łacińska w ustach czterdziestoparoletnich księży to terra incognita. Jeszcze w przypadku księży w moim wieku, 70-, 80-letnich, widać, że oni w swoim czasie po łacinie mówili jak po polsku. Niektórzy sądzą, że to, co robi Benedykt XVI, to jest powrót do czasów sprzed II Soboru Watykańskiego i jego ustaleń. Myślę, że Papieżowi Ratzingerowi nie chodzi o powrót do rytu trydenckiego, ale o zachowanie pewnych zrębów kultury klasycznej. I w tym sensie ja bym za tym był. Broń Boże nie w sprawach doktrynalnych, bo tu jestem absolutnym apologetą II Soboru Watykańskiego. Ale mam już swoje lata i trochę mi żal tego, co stanowiło szeroko pojętą tradycję Kościoła, tradycję językową.

- Co Pan Profesor sądzi o nowych formach wypowiedzi językowych typu SMS-y, e-maile, blogi?

- Blogom internetowym moi magistranci poświęcili już wiele prac dyplomowych. To samo się dzieje u moich koleżanek i kolegów. Patrzy tu na nas mój profesor Stanisław Rospond, u którego pisało się prace magisterskie z gramatyki historycznej, z onomastyki. On się tam pewnie w grobie przewraca, jak patrzy na tematy współczesnych prac magisterskich, takie jak język blogów, język Internetu, poetyka SMS-ów. To są znaki czasu. Ileż prac poświęcono reklamie, a przecież to zjawisko do 1989 r. było w naszej rzeczywistości nieobecne. W tym sensie zmieniają się tradycyjne studia filologiczne. Musimy uwspółcześniać nasze badania i nie możemy pomijać takich zjawisk, jak komunikacyjna rzeczywistość elektroniczna, reklama, szeroko rozumiana kultura masowa.

- Bardzo wiele zachowań językowych jest prowokowanych w mediach. Media są też głównym dostarczycielem neologizmów. Czy nadmierne tworzenie nowych słów nie przyczyni się do zmian w systemie słowotwórczym współczesnej polszczyzny?

- Proszę zauważyć, że to, co jest jawnym językowym żartem, kpiną, ludzie zaczynają odbierać jako coś odpowiedniego. Klasycznym przykładem jest powiedzenie sprzed lat Jana Tadeusza Stanisławskiego: „I to by było na tyle”. Przecież to był świadomy frazeologiczny bełkot! Dzisiaj co najmniej połowa Polaków myśli, że tak można zakończyć najuroczystszą mowę. Tu apel do ludzi mediów, którzy są szczególnie odpowiedzialni za zachowania gramatyczno-stylistyczne Polaków, o przestrzeganie pewnych standardów. Demokratyzacja, dostęp do środków społecznego przekazu, mozaika gatunków dziennikarskich w prasie, radiu i telewizji - powodują, że przeciętny Polak (zwłaszcza młody) gubi się. Nie ma wyczucia, jak w danej sytuacji komunikacyjnej się zachować. Ma ochotę w prozaicznej sytuacji posłużyć się konstrukcją za wysoką i na odwrót - sytuacja jest oficjalna, uroczysta, a on stara się być na luzie, jest po prostu niestosowny. Ale nie uświadamia sobie tego, bo często takie zachowania widzi w środkach przekazu. A moda na luz jest w obecnych czasach wszechobecna.

- Ale widzi Pan Profesor jakiś ratunek dla języka?

- Nie chciałbym uderzać w kasandryczne tony. Polszczyźnie nic złego nie zagraża. Można ubolewać nad zwulgarnieniem, niestosownością stylistyczną zachowań naszych rodaków w takich czy innych sytuacjach życiowych, natomiast w swojej istocie polszczyzna jest językiem, któremu nic nie grozi. Owszem, jest napływ nowych słów, ale język je adaptuje, dostosowuje do polskich reguł gramatycznych. Problemem nie jest język, który zawsze się obroni, ale sfera obyczajowa. Co zrobić, żeby na stadionach ludzie nie zachowywali się tak, jak się zachowują? Co zrobić, żeby w pociągach, autobusach nie dominowała wulgarność? Co zrobić, żeby ludzie w pewnych oficjalnych sytuacjach życiowych wiedzieli, jak się zachować? Nie odważyłbym się postawić tezy, że nam się język popsuł, może ludzie się popsuli, ale nie język.

- Biskupi w swoim liście dziękowali też krzewicielom pięknej polszczyzny, autorom inicjatyw związanych z promocją języka. Pan Profesor jest w gronie adresatów tych podziękowań.

- Od 42 lat chcę być spolegliwym doradcą, w tym znaczeniu, jakiego użył Tadeusz Kotarbiński. Chcę ludziom odsłaniać mechanizmy językowe, które prowadzą do częstych rozterek, czy tak powiedzieć, czy tak. Wydaje mi się, że dzisiaj rola językoznawców na tym właśnie polega, by być tym niezawodnym doradcą w odniesieniu do zachowań stylistycznych. Z gramatyką przeciętny Polak sobie dzisiaj radzi, ale ma coraz większe kłopoty z przestrzeganiem zasad stosowności zachowań językowych.

*Prof. Jan Miodek - członek Rady Języka Polskiego i Komitetu Językoznawstwa Polskiej Akademii Nauk, dyrektor Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

O przyjaznym języku urzędowym

[ TEMATY ]

prezydent

polszczyzna

ADAM RAK

W przeddzień Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego, obchodzonego 21 lutego, w Pałacu Prezydenckim w Warszawie odbyła się debata pt. „Czy język urzędowy może być przyjazny obywatelom?".

Uczestników debaty powitał w imieniu Prezydenta RP podsekretarz stanu w KPRP Maciej Klimczak. Zaproszeni językoznawcy i urzędnicy dyskutowali o tym, co zrobić, aby język urzędowy był bardziej zrozumiały. Spotkanie odbywało się w obszarze FDP "Twórczość, dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze bogactwem Polski". Podczas forum, w którym uczestniczyli m.in. profesorowie Walery Pisarek, Jerzy Bralczyk, Andrzej Markowski oraz przedstawiciele parlamentu RP i Unii Europejskiej stwierdzono, że niezrozumiały polski język urzędowy staje się często powodem wykluczenia społecznego, niepokoju czy poczucia krzywdy przez obywateli.

Dyrektor Narodowego Centrum Kultury Krzysztof Dudek nawiązał w dyskusji do języka sakralnego, używanego przez księży podczas kazań, który również bywa niezrozumiały. Przytoczył w związku z tym anegdotę o rozmowie dwóch parafianek. Jedna z nich powiedziała, że było bardzo mądre kazanie w kościele. O czym mówił kaznodzieja, zapytała druga. Nie wiem, ponieważ było bardzo mądre – padła odpowiedź.

Nad językiem religijnym zastanawiali się pod koniec ub. roku językoznawcy oraz teologowie podczas konferencji „Język religijny dawniej i dziś”, która odbywała się w Wyższym Seminarium Duchownym w Paradyżu. Prelegenci oprócz wysłuchania referatów dotyczących języka religijnego przestrzegali przed infantylizacją treści i upraszczaniem tekstów medialnych. „Praca nad językiem religijnym wychodzi naprzeciw nowej ewangelizacji, która stoi przed Kościołem jako szczególnie ważne zadanie”. ”Patrzymy na słowa pieśni religijnych, na język kazań, homilii, na twórczość literacką, na sposób przekazywania prawd religijnych w katechezie, na poezję, sztukę religijną, na język reklam, audycji religijnych i telewizyjnych, widzimy wiele rzeczy nowych” – mówił wtedy ordynariusz diecezji zielonogórsko–gorzowskiej bp Stefan Regmunt.

Podczas debaty w Pałacu Prezydenckim językoznawcy zauważyli, że język polski jest trudny nie tylko w wersji, stosowanej w urzędach i czasem w kościołach, można te trudności podzielić w związku z tym na "juryzmy" (język prawniczy), "scjentyzmy" (naukowy), "kancelaryzmy" czy "brukselizmy".

Ludzie piszą odwołania do Rzecznika Praw Obywatelskich czasem zupełnie niepotrzebnie, a wynika to tylko z niezrozumienia urzędowego języka, w którym stosowane są specyficzne określenia czy zwroty. Najbardziej chyba niezrozumiały jest język prawniczy – uważają językoznawcy. Prelegenci zwracali także uwagę na to, że urzędnicy często korzystają z gotowych wzorów pism. Żeby język urzędniczy był przyjazny, przede wszystkim przyjazny musi być urzędnik – powtarzali wielokrotnie.

W ubiegłym roku, w ramach działań związanych z troską o język ojczysty, prezydent Bronisław Komorowski objął honorowym patronatem kampanię społeczno-edukacyjną „Ojczysty – dodaj do ulubionych”, która została wyróżniona wśród pięciu najlepszych kampanii społecznych w Polsce. Z inicjatywy prezydenta RP został ustanowiony Medal „Zasłużony dla Polszczyzny”, który jest wyróżnieniem za szczególne zasługi w podnoszeniu świadomości językowej Polaków. Po raz pierwszy nagrodę odebrał profesor Walery Pisarek.

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego został ustanowiony przez UNESCO w 1999 r. Ta data upamiętnia wydarzenia w Bangladeszu, gdzie w 1952 r. zginęło pięciu studentów podczas demonstracji, w której domagano się nadania językowi bengalskiemu statusu języka narodowego.

CZYTAJ DALEJ

Andrzej Duda zaproponował wykluczenie w Konstytucji RP możliwości adopcji dziecka przez pary homoseksualne

2020-07-06 12:47

[ TEMATY ]

adopcja

Andrzej Duda

PAP/Paweł Supernak

Prezydent Andrzej Duda podpisał dziś i skierował do laski marszałkowskiej projekt nowelizacji Konstytucji, zmierzający do wykluczenia możliwości adopcji dzieci przez pary homoseksualne.

- Jestem przekonany, że dzięki temu zapisowi bezpieczeństwo dzieci i troska o ich dobro będzie w dużo większym stopniu realizowana - powiedział urzędujący prezydent.

Projekt - wyjaśniał prezydent Duda - ma wyjść naprzeciw społecznemu oczekiwaniu Polaków, aby dobro dzieci było zabezpieczone także przed sytuacją, w której mogłoby dochodzić do przysposobienia dzieci przez pary jednopłciowe.

- Wielokrotnie polskie społeczeństwo było o to pytane. Odsetek osób, które zawsze były przeciwne takiej możliwości, wynosił w każdym przypadku grubo ponad 70 proc., w niektórych sondażach nawet ponad 80 proc. Stanowisko polskiego społeczeństwa jest tu więc jednoznaczne - uzasadnił prezydent.

Natomiast sytuacja pod względem prawnym nie była w tej kwestii do tej pory do końca pewna - stwierdził Andrzej Duda. Jak wyjaśnił, jego projekt to inicjatywa ustrojodawcza, gdyż dotyczy najwyższego aktu prawnego, czyli konstytucji. Nowelizacja przeniesie niektóre zapisy już obecne w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym na grunt ustawy zasadniczej. Zgodnie z prezydenckim projektem, przysposobić, czyli adoptować, będzie można wyłącznie osobę małoletnią i wyłącznie dla jej dobra. Teraz jednak ten zapis będzie miał rangę konstytucyjną.

Ponadto, konstytucja będzie stanowić, że przysposobienia może dokonać razem jedynie mężczyzna i kobieta pozostający w związku małżeńskim (taką formułę małżeństwa opisuje art. 18 konstytucji).Projekt prezydencki stanowi, że nie może przysposobić dziecka "osoba pozostająca we wspólnym pożyciu z osobą tej samej płci".

- Co oznacza, krótko mówiąc, że gdy mamy do czynienia ze związkiem faktycznym [osób tej samej płci] - a wiemy, że takie występują, bo takie jest życie - wówczas sąd i inne organy będą miały obowiązek sprawdzenia, czy osoba, która chce dokonać adopcji jednoosobowo, rzeczywiście w takim wspólnym pożyciu z osobą tej samej płci pozostaje, czy nie - tłumaczył Andrzej Duda.Prezydent zaznaczył, że jego projekt "w żadnym aspekcie nie dotyczy rodzicielstwa biologicznego".

- Jeżeli chodzi o rodziców biologicznych, jest art. 48 konstytucji, który mówi, że rodzice mają prawo do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami i ja absolutnie w tę kwestię nie wnikam - powiedział.- Projekt nie mówi o związkach, tylko o sytuacji faktycznej, w której dwie osoby tej samej płci pozostają we wspólnym pożyciu. Jest to sytuacja prawnie zdefiniowana, znana w orzecznictwie Sądu Najwyższego od wielu lat. Sąd Najwyższy miał na przestrzeni ostatnich lat cały szereg wypowiedzi właśnie dotyczących takich sytuacji pomiędzy osobami tej samej płci. Ale jestem przekonany, że dzięki temu zapisowi bezpieczeństwo dzieci i troska o dobro dziecka będzie w dużo większym stopniu realizowana - tłumaczył dalej Andrzej Duda.

Zdaniem prezydenta, to jest "kierunek, w którym powinniśmy podążać; kierunek, który odpowiada całemu szeregowi norm konstytucyjnych dotyczących rodziny, jej charakteru, dzieci - tego, w jaki sposób powinny być zabezpieczone".Jak zaznaczył, w przypadku adopcji sytuacja jest bardzo szczególna. - Dziecko, które może być przysposobione, to dziecko pozostające pod szczególną opieką państwa, bo nie ma osób wykonujących wobec niego prawa rodzicielskie. Nastąpi to dopiero w wyniku przysposobienia. Państwo otaczające to dziecko opieką, zgodnie z art. 72 konstytucji, musi w sposób zdecydowany tego dobra dziecka strzec i te zapisy klarują tę kwestię - dodał Andrzej Duda.Prezydent wyraził nadzieję, że składana do laski marszałkowskiej propozycja zostanie poparta nie tylko przez posłów Zjednoczonej Prawicy, ale także parlamentarzystów PSL, "przynajmniej niektórych posłów Platformy Obywatelskiej, nie wspomnę już - bo to jest dla mnie oczywiste - przez posłów Konfederacji".

- Wielokrotnie deklarowali, że ich pogląd jest dokładnie zgodny z tym, co ja zaproponowałem. Jest teraz możliwość, aby to udowodnić i dzięki temu ten projekt otrzyma odpowiednie poparcie w polskim parlamencie - dodał Andrzej Duda.Wcześniej prezydent skierował do Sejmu projekt nowelizacji ustawy Prawo oświatowe, mający na celu zwiększenie możliwości współdecydowania przez rodziców o rodzajach treści oraz sposobie prowadzenia zajęć dodatkowych organizowanych w szkołach.

Projekt nowelizuje zapisy umieszczone w art. 86 ustawy i mówiące o obowiązku konsultacji z rodzicami, w tym z radą rodziców, wprowadzania i realizowania zajęć dodatkowych w szkole. Działalność wszelkich organizacji pozarządowych i stowarzyszeń, która miałaby być prowadzona na terenie szkoły, wymagać będzie nie tylko zgody dyrekcji szkoły i Rady Szkoły, ale przede wszystkim zgody samych rodziców. Dotyczy to każdej organizacji, niezależnie od jej profilu i sposobu działania. Jeśli chce ona działać na terenie szkoły, prowadzić zajęcia pozalekcyjne czy jakąkolwiek działalność dla dzieci czy z dziećmi lub też prowadzić zajęcia w ramach danego przedmiotu, zobowiązana będzie przedstawić rodzicom w formie konspektu pełną informację o tym, co i w jakiej formule zamierza przekazywać, czego będą dotyczyły te treści oraz kto je będzie przekazywał, a także jakie są kwalifikacje i dotychczasowe doświadczenie tej osoby.

Prezydent podkreślił, że projekt jest przede wszystkim realizacją art. 48 ust. 1 Konstytucji RP, mówiącego o prawie rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.W trakcie kampanii przed pierwszą turą wyborów prezydenckich Andrzej Duda podpisał też tzw. Kartę Rodziny. Zawarł w niej obietnicę podtrzymania wsparcia socjalnego, ale ponadto zaakcentował potrzebę ochrony dzieci i całej rodziny przed ideologią LGBT. Podkreślił, że zgodnie z Konstytucją małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Potrzebna jest obrona instytucji małżeństwa i nie będzie go w innej postaci niż ta zagwarantowana w ustawie zasadniczej. Dodał, że nie ma też jego zgody na adopcję dzieci przez pary homoseksualne i wprowadzony zostałby zakaz propagowania ideologii LGBT w instytucjach publicznych.lk / Warszawa

CZYTAJ DALEJ

Papież Franciszek wsparł „Kromkę Chleba"

2020-07-06 22:57

archiwum

Działająca w Tarnowie od 17 lat Fundacja „Kromka Chleba” pomaga i wspiera osoby bezdomne oraz ubogie, prowadząc dla nich noclegownię, misję dworcową – łaźnię, organizują również spotkania świąteczne przy wspólnym stole. Z działalności pomocowej organizacja pozarządowa nie zrezygnowała także w czasie pandemii. Teraz inicjatywę dostrzegł i wsparł papież Franciszek, który przez ręce Jałmużnika Papieskiego, kard. Konrada Krajewskiego przekazał tarnowskiej fundacji 5 tys. euro!

Prezes fundacji, Anna Czech podkreśla: - Dzięki tej pomocy przez kolejne miesiące nie będziemy musieli się martwić, skąd pozyskać środki na czynsz, media, środki czystości i higieny osobistej, szczególnie ważne i niezbędne w czasie trwającej epidemii.

Z przekazanych informacji wynika, że odkąd została uruchomiona łazienka, udzielono tam około pięćdziesięciu tysięcy usług w postaci kąpieli, możliwości wyprania rzeczy, ogolenia się oraz wypicia ciepłego napoju w atmosferze wzajemnego wsparcia. Fundacja stara się też zapewnić gorące posiłki pozyskiwane od darczyńców (np. lokalnych restauracji).

- Wsparcie Papieża jest o tyle istotne, że Fundacja buduje również pierwsze w mieście stacjonarne Hospicjum Via Spei dla chorych na raka – zaznacza Anna Czech. I dodaje: - Obecnie w planie mamy montaż drzwi wewnętrznych. Pandemia zaskoczyła wszystkich, przewartościowała nasze życie, ale też bardzo utrudniła nam dokończenie budowy. Czas epidemii się skończy, zostaną jednak dotychczasowe problemy osób cierpiących na nowotwory. Nie możemy zostawić ich w obliczu nieuleczalnej choroby, tuż przed metą budowy. Działamy dalej i wierzymy, że z Bożą Opatrznością i ludzką dobrocią uda nam się ukończyć to dzieło.

Fundacja prowadzi obecnie zbiórkę na portalu Siepomaga.pl, gdzie zbiera środki na zakup 89 sztuk skrzydeł drzwiowych wewnętrznych. Zbiórka znajduje się pod adresem https://www.siepomaga.pl/hospicjumviaspei Szczegółowe informacje o działalności Fundacji można znaleźć na stronie www.kromkachleba.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję