Reklama

Polska

Nie możemy spać spokojnie - wywiad z abp. Stanisławem Budzikiem

[ TEMATY ]

wywiad

abp Wiktor Skworc

ad limina

Katarzyna Artymiak

Musimy rozpocząć nową ewangelizację i uczyć się jej metod od Ojca Świętego Franciszka – mówi abp Stanisław Budzik. W wywiadzie dla KAI metropolita lubelski opowiada o wizycie „Ad limina” polskich biskupów, o tym, czy Kościół w Polsce odeprze proces laicyzacji, prezentuje liczne inicjatywy ewangelizacyjne w archidiecezji lubelskiej.

KAI: Zakończyła się bardzo ważna, pierwsza za pontyfikatu papieża Franciszka wizyta „Ad limina Apostolorum” polskich biskupów. Jakie wnioski z niej płyną?

Abp Stanisław Budzik: Spotkanie z Ojcem Świętym było dla nas wielkim przeżyciem. Z jednej strony z satysfakcją przyjęliśmy słowa uznania pod adresem Kościoła w Polsce. Papież widzi w nim ogromny potencjał wiary, modlitwy i czynnej miłości. Na nasze pytanie, czy nie znudziły się mu już spotkania z biskupami z Polski, odpowiedział z uśmiechem, że przynosimy przecież dobre wiadomości. Ale ze spotkania z papieżem i z dyskusji w poszczególnych dykasteriach watykańskich wynosimy także ostrzeżenie, iż nie możemy spać spokojnie i siedzieć z założonymi rękami w przekonaniu, że z Kościołem u nas jest tak dobrze. Papież apelował, byśmy otwierali szeroko drzwi Kościoła, wychodzili na zewnątrz, szukając ludzi, którzy do kościoła już systematycznie nie przychodzą. A w katolickiej Polsce jest ich co najmniej połowa.

Papież Franciszek nie mówi jakichś rewelacyjnie nowych rzeczy, nie zmienia nauki i praktyki Kościoła, ale używa nowego języka, stawia nowe akcenty. W struktury Kościoła wnosi nowy, ożywczy powiew Ducha i wielką zachętę do powrotu do źródeł. Metodę, którą tak świetnie zaprezentował w swojej adhortacji Evangelii gaudium obserwowaliśmy podczas wizyty na co dzień. Nie tylko rozmawialiśmy z Ojcem Świętym, ale mieliśmy także okazję widzieć go "w akcji", podczas audiencji ogólnej i spotkania z rodzinami Drogi Neokatechumenalnej z wielu krajów. Błogosławił i rozsyłał rodziny na misje do różnych krajów na świecie, nawet tak odległych geograficznie i kulturowo jak Chiny. Fenomen papieża Franciszka zmusza nas, duszpasterzy do refleksji. Możemy się od niego wiele nauczyć. Ten pontyfikat to wielka szansa dla całego Kościoła, w tym i Kościoła w Polsce.

Reklama

Oczywiście dla nas wciąż aktualne jest to, co powiedział Jan Paweł II na początku trzeciego tysiąclecia: nie musimy szukać jakiejś nowej nauki, ale trzeba sięgnąć do źródeł i wypłynąć na głębię. Te słowa wciąż mamy w pamięci. Franciszek formułuje to wezwanie w sposób jeszcze bardziej radykalny, mówiąc, że Kościół winien dokonać wewnętrznego, ewangelizacyjnego, misyjnego, duszpasterskiego nawrócenia – abyśmy wszyscy skuteczniej głosili światu Ewangelię.

KAI: Kościół w Polsce jest chyba na szczególnym etapie, na swego rodzaju historycznym zakręcie. Z jednej strony możemy zachwycać się jego potencjałem, z drugiej strony widzimy pewne, dość znaczne osłabienie. I o tym też mówił papież Franciszek.

- "Zachwyt potencjałem" Kościoła w Polsce mogą wyrażać ludzie odwiedzający nasz kraj, widząc pewne zewnętrzne objawy, zwłaszcza pełne świątynie, powołania, czytając niektóre statystyki i porównując z sytuacją u siebie. Ale na spotkaniach biskupów nigdy nie zauważyłem „zachwytu”, raczej wielką troskę o stan Kościoła nad Wisłą. Jest nam coraz trudniej docierać do współczesnego człowieka, który jest kształtowany przez masową kulturę i środki społecznego przekazu niechętne Kościołowi. To potężna „konkurencja” w procesie kształtowania świadomości wiernych, dlatego musimy się zdobyć na wielki wysiłek.

Słyszeliśmy o tym na każdym kroku w Stolicy Apostolskiej – ze strony Ojca Świętego i w poszczególnych dykasteriach. Przypominano nam wciąż, że stajemy wobec procesów, które w całym świecie doprowadziły do bardzo dramatycznych sytuacji w zakresie powołań, rodziny, świadectwa chrześcijańskiego. Te wszystkie procesy zaczynają się u nas w Polsce, mamy tego wyraźne symptomy. Powinny być one dla nas źródłem wielkiego, twórczego niepokoju.

Reklama

KAI: Może nasza polska droga będzie jednak inna i nie powtórzymy błędów innych Kościołów lokalnych, szczególnie tych na Zachodzie, dotkniętych największą falą sekularyzacji?

- Wielu obserwatorów życia religijnego i kościelnego w Polsce ma nadzieję, że tego scenariusza nie powtórzymy. Wciąż jednak powraca pytanie, w jakim stopniu posiadamy możliwość wpływania na procesy sekularyzacyjne, a w jakim są one od nas niezależne. Czy to, co się stało w różnych środowiskach kościelnych na Zachodzie Europy jest efektem zaniedbania ze strony tamtejszych Kościołów, wyboru niewłaściwej strategii działania czy też są to procesy, na które ludzie Kościoła nie mają decydującego wpływu.

KAI: Mówienie o nieuchronności sekularyzacji oznaczałoby zakwestionowanie ludzkiej wolności. Może jednak się okazać, że mieszkamy w Niniwie, a laicyzacja nie jest nieodwołalnym walcem, który po nas przejedzie, że dużo zależy od nas samych.

- W żadnym wypadku nie możemy odchodzić od koncepcji wolności. Jest ona dla nas, wierzących czymś podstawowym. Bez wolności nie byłoby odpowiedzialności. Nauka o wolności to samo serce antropologii chrześcijańskiej. Ale wiemy nie od dziś, że człowiek może utracić wolność, popaść w niewolę. Różne działania zewnętrzne i wewnętrzne mogą tę wolność osłabić, usidlić, skrępować. Wiele jest dzisiaj takich działań, zewnętrznych, nacisków, procesów społeczno-kulturowych uzależniających człowieka, wpływających na jego świadomość, zagrażających jego wolności, wrażliwości jego sumienia. „Wolność nie jest ulgą, lecz trudem wielkości” – mówi poeta. Potrzeba wielkiego trudu i dobrego rozeznania, aby wolność ocalić. Dla nas wierzących decydujące jest słowo Chrystusa: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.”

KAI: Poważnym powodem kryzysu Kościoła na Zachodzie była kondycja teologii z jednej strony, a z drugiej naciski ze strony ludzi świeckich rozumiejących swą rolę w Kościele, głównie jako rolę krytyczną i wolność do obalania tego, co zastali. Nie do końca rozumieli na czym w istocie polega ich misja apostolska. Oba te środowiska domagały się nieustających zmian i modernizacji Kościoła. U nas jest inaczej. Świeccy w Polsce są może mniej aktywni, ale chyba mocniej utożsamiają się z Kościołem.

- Nie ma wątpliwości, że tak jest. Gdy w latach osiemdziesiątych studiowałem i mieszkałem na Zachodzie, odnosiłem wrażenie, że w tamtejszych wspólnotach kościelnych dominują raczej skrajne nurty, brakuje zaś zdrowego środka. Po powrocie do Polski łatwo było zauważyć, że ten zdrowy środek w Kościele płynie szerokim nurtem i jest mocny. Dzisiaj widać nowe niebezpieczeństwo. Olbrzymia polaryzacja życia społecznego i politycznego w Polsce przekłada się na Kościół, dzieląc go od wewnątrz. Gdyby ten proces się utrwalał, byłoby to dla życia kościelnego bardzo niebezpieczne, wręcz destrukcyjne.

KAI: A w czym ta polaryzacja, na gruncie kościelnym się wyraża?

- W braku jedności wśród wyznawców Chrystusa. Wspólnota polityczna staje się ważniejsza niż wspólnota wiary. Ktoś, chyba Zbigniew Nosowski, opisał ironicznie zasadę stosowaną przez wielu: "Miłuj bliźniego swego, z wyjątkiem przeciwnika politycznego”. Przecież przykazanie miłości to centrum Ewangelii. Czyżby nie odnosiło się do obszaru życia społecznego i politycznego? Kościół będący – zgodnie z definicją soborową – sakramentem zbawienia, czyli znakiem i narzędziem budowania jedności rodzaju ludzkiego, nie może o tym zapomnieć. Podziały i napięcia polityczne nie powinny się wciskać do Kościoła. Kościół powinien być domem dla wszystkich. Inaczej nie spełni swojego powołania, aby nieść ludziom zbawienie i stawać się zaczynem jedności całego rodzaju ludzkiego.

KAI: Do jedności zachęcał biskupów papież Franciszek podczas „Ad limina”. Czytamy o tym już w pierwszym akapicie jego przemówienia do polskich biskupów. Dlaczego potraktował to jako najważniejsze wskazanie?

- Pewnie z tych powodów, o których mówiliśmy wcześniej, a które Papieżowi są doskonale znane. Przecież zanim pojechaliśmy do Rzymu, każda z diecezji przekazała do Stolicy Apostolskiej szczegółowe sprawozdanie z życia kościelnego i sytuacji Kościoła w społeczeństwie. Syntezę tego poznał Ojciec Święty. Papież otrzymuje także informacje nuncjatury apostolskiej. Zdaje sobie sprawę, jak bardzo jedność w Kościele jest nam potrzebna. Fakt, że jesteśmy chrześcijanami, powinien nas wszystkich łączyć i chronić przed pokusą formowania wewnątrzkościelnych obozów. Kościół w Polsce musi się zmobilizować, nawrócić się jako wspólnota, aby być widzialnym znakiem i narzędziem jedności.

KAI: Papież Franciszek wiele mówi o „nawróceniu duszpasterskim, nawróceniu misyjnym Kościoła”. Co to oznacza w praktyce?

- Mogę to zilustrować na przykładzie archidiecezji lubelskiej. Na początku marca rozpoczniemy rekolekcje ewangelizacyjne w parafiach. Chcemy dotrzeć z orędziem Ewangelii do wszystkich, zwłaszcza do tych, którzy przestali jej słuchać. Projekt ewangelizacyjny wpisuje się w program duszpasterski Kościoła w Polsce. Przygotowując się na jubileusz 1050-lecia chrześcijaństwa w Ojczyźnie, chcemy odkryć chrześcijańskie korzenie, z których wyrastamy. To odkrycie ma być impulsem do odnowienia i umocnienia naszej wiary, do postawienia Boga w centrum naszego życia.

Rekolekcjom ewangelizacyjnym, trwającym zwyczajnie od czwartku do niedzieli, towarzyszyć będzie peregrynacja Krzyża. W kilkuletnią wędrówkę po wszystkich parafiach wyruszy z Archikatedry kopia słynącego łaskami Krzyża Trybunalskiego. Umieszczone w niej będą relikwie Krzyża Świętego, które są od pewnego czasu w posiadaniu archidiecezji.

Rekolekcje ewangelizacyjne przeprowadzą zespoły, w których z kapłanem współpracować będzie grupa świeckich. Treścią rekolekcji będzie głoszenie kerygmatu, czyli podstawowych prawd Ewangelii. Po rekolekcjach Krzyż Święty pozostanie w parafii jeszcze przez tydzień. W kolejnych dniach wspólnota parafialna, która doświadczyła spotkania z Chrystusem ukrzyżowanym i zmartwychwstałym, stanie się Wieczernikiem Kościoła, zgromadzonego na modlitwie wraz z Maryją i oczekującego na Zesłanie Ducha Świętego. W tym czasie podczas nabożeństw wieczornych będziemy dziękować za bezcenne dary Wieczernika, którymi są Eucharystia, Kapłaństwo, Kościół posłany do wszystkich narodów, Maryję jako Matkę Kościoła, przykazanie miłości oraz Ducha Świętego zesłanego na odpuszczenie grzechów. Dziesiątego dnia od rozpoczęcia rekolekcji, w sobotę, peregrynacja Krzyża zakończy się liturgią Sakramentu Bierzmowania, udzielanego przez biskupa. Będzie to parafialne Zesłanie Ducha Świętego i posłanie wiernych, aby z radością głosili Ewangelię współczesnemu światu.

KAI: A jak z tą misją ewangelizacyjną dotrzeć do tych, co do kościoła nie przyjdą?

- Będziemy iść od domu do domu i zapraszać ludzi do udziału w rekolekcjach ewangelizacyjnych. Pomogą nam w tym różne grupy działające w diecezji. Będziemy wzywać tych, którzy nie garną się zwyczajnie do kościoła: „Pójdźcie do źródła! Skosztujcie wody żywej!” – projekt ewangelizacyjny nosi bowiem nazwę „Źródło”. Chcemy "przeorać" w ten sposób całą diecezję. Ufam, że będą to ważne lata dla archidiecezji lubelskiej.

Są też inne motywy, które wybrzmią w dziele „duszpasterskiego nawrócenia” i nowej ewangelizacji. W tym roku obchodzimy 300-lecie seminarium duchownego w Lublinie. Jego wychowankowie pracują dziś na całym świecie – od Argentyny aż po Papuę-Nową Gwineę. Powiedziałem to Ojcu Świętemu Franciszkowi, który z ożywieniem opowiadał o roli polskich kapłanów w dziele ewangelizacji Argentyny. W seminarium lubelskim przygotowują się do kapłaństwa, już od kilkudziesięciu lat, także grekokatolicy z Polski i Ukrainy. Także ta wiadomość wzbudziła duże zainteresowanie Ojca Świętego.

W następnym 2015 roku, będziemy obchodzić z kolei 250-lecie koronacji obrazu Matki Bożej Chełmskiej. Na Chełmskiej Górce już w XIII w. znajdowała się katedra diecezji prawosławnej. Chełm był także stolicą księcia Daniela Romanowicza, założyciela Lwowa, jedynego władcy Rusi Halickiej, który otrzymał korony papieskie. To ważna postać także dla dzisiejszej Ukrainy w kontekście jej aspiracji europejskich.

Od wczesnego średniowiecza czczony był na Górze Chełmskiej obraz Matki Bożej, jedna z najstarszych o otoczonych największą czcią ikon Wschodu. Przez wieki był przedmiotem kultu wyznawców prawosławia, potem – po zawarciu Unii Brzeskiej – Kościoła greckokatolickiego, dla którego wybudowano obecną świątynię. Następnie, po kasacie diecezji greckokatolickiej przez carat w 1875 r., świątynię i obraz przejęli prawosławni. Po I wojnie światowej, pod wpływem migracji ludnościowych świątynia przeszła na własność parafii rzymskokatolickiej.

Jubileusz koronacji będzie okazją do uświadomienia sobie bogactwa archidiecezji lubelskiej, na które składają się różne wątki, wyznania, języki i kręgi kulturowe. Lublin i okolice należały przez 800 lat do diecezji krakowskiej, z kolei Ziemia Chełmska kształtowała się pod wpływem kultury wschodniej. Zostało to pięknie zobrazowane w kaplicy Trójcy Świętej na Zamku Lubelskim, gdzie w gotyckiej kaplicy odkryto wspaniałe freski bizantyjskie z początku XV wieku. Będzie to okazja, żeby uświadomić sobie wielką szansę, jaką stwarza spotkanie kultur, narodów i religii.

Zaś rok później, w 2016 r., będzie obchodzone 1050-lecie Chrztu Polski i Światowy Dzień Młodzieży w Krakowie, do którego już się intensywnie przygotowujemy. W Lublinie i naszej archidiecezji chcemy przyjąć młodzież z całego świata, ale z pewnością najwięcej będzie gości ze Wschodu. Te kontakty z młodzieżą zza wschodniej granicy już są zresztą liczne i różnorodne. Stymulują je przede wszystkim uniwersytety, także Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II, który jest bardzo, ceniony w tych krajach, zwłaszcza na Ukrainie.

Kolejne rocznice to 600-lecie praw miejskich Lublina, będące okazją do refleksji nad świetną i wielowątkową historią miasta i regionu oraz stulecie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Biskup lubelski Marian Fulman przyjął w 1918 r. studentów nowego Uniwersytetu pod dach seminarium duchownego w Lublinie na cztery lata. Z okazji rocznicy Uniwersytetu chcemy zaprosić do Lublina Konferencję Episkopatu Polski na zebranie plenarne.

Wspomniane rocznice będą inspirować do przyjrzenia się bogactwu dziedzictwa archidiecezji lubelskiej. Chcemy też w ten sposób podjąć wezwanie Ojca Świętego Franciszka do nawrócenia ewangelizacyjnego, do osobistego wyboru Chrystusa. A w ślad za tym do takiej mobilizacji ludzi, aby wszyscy wierzący czuli się wezwani do radosnego głoszenia Ewangelii.

Mamy nadzieję, że dzięki temu uda się nam wyłowić ludzi gotowych zaangażować się dla ewangelizacji w sposób bardziej systematyczny. Zaproponujemy im odbywanie formacji w ośrodku diecezjalnym w Dąbrowicy koło Lublina, po czym będą ewangelizować w kolejnych środowiskach.

Ufamy, że ta akcja ewangelizacyjna jest realizacją posłania, jakie kieruje do nas Chrystus w Ewangelii i powtarza na zakończenie każdej Eucharystii: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię!” Za przykładem Ojca Świętego chcemy czynić to w sposób dynamiczny i radosny. Cieszymy się, że ta akcja tak wpisuje się w postulaty Papieża Franciszka, choć była zaplanowana jeszcze przed jego wyborem na papieża jako owoc przeżywanego w diecezji Roku Wiary.

KAI: To on wzywa do wyjścia ze świątyni, wyjścia ku wszystkim duchowo zagubionym i potrzebującym, do swego rodzaju „rabanu” w Kościele...

- Wierni w Lublinie wychodzą na ulice kilkanaście razy do roku. Uczestniczą w trzech Drogach Krzyżowych. Pierwsza to akademicka, która wędruje ulicami dzielnicy studenckiej obok KUL-u i UMCS-u. Uczestniczy w niej kilka tysięcy studentów. Druga organizowana jest na terenie byłego obozu koncentracyjnego na Majdanku dla młodzieży z całej diecezji, często z udziałem młodzieży ukraińskiej. Trzecia wędruje ulicami Starego Miasta i ma wymiar ekumeniczny: duchowni różnych wyznań przygotowują i wygłaszają teksty modlitw. W tradycję Lublina wpisana jest wieczorna procesja Maryjna 3 lipca. Tłumy wiernych idą w Orszaku Trzech Króli, uczestniczą w marszu życia, w procesji tajemnic światła oraz w kilku innych procesjach i marszach organizowanych co roku.

KAI: W tych dniach wszyscy żyjemy Ukrainą. To tuż za granicą archidiecezji lubelskiej.

- Ziemia lubelska ma wiele związków z Ukrainą. To nasi najbliżsi sąsiedzi. Wielu z nich mieszka, studiuje i pracuje w Lublinie. Kapłani z naszej archidiecezji pomagają Kościołowi rzymskokatolickiemu na Ukrainie w pracy duszpasterskiej. W zeszłym roku byłem w Kijowie z okazji 1025-rocznicy Chrztu Rusi, obchodzonej przez Kościół greckokatolicki i połączonej z konsekracją kijowskiej katedry Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Miałem okazję zobaczyć piękny Kijów, poznać jego dzieje – to przecież chrzcielnica i „Jerozolima” Kościoła wschodniego. Byliśmy też wówczas na Placu Niepodległości a dzisiejszym Majdanie, na który skierowane były i są w tych dniach oczy całego świata.

Patrzymy na przemiany u naszych wschodnich sąsiadów z wielką nadzieją i życzliwością a także niepokojem, biorąc pod uwagę skomplikowany układ geopolityczny. Mamy nadzieję, że uda się zachować jedność Ukrainy, wprowadzić reguły demokratyczne, dźwignąć gospodarkę, a nade wszystko odnowić duchowo naród. Jego dusza jest przecież głęboko chrześcijańska. Widział to cały świat podczas dramatycznych zmagań w Kijowie.

2014-02-27 11:36

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Poseł Uściński: Nie popełniajmy błędów Platformy Obywatelskiej

2020-06-04 07:12

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Artur Stelamsiak

Konserwatyści chcą ratować Prawo i Sprawiedliwość przed tym, by nie popełniała błędów zachodniej chadecji. Polską racją stanu jest pielęgnowanie wartości - mówi poseł PiS Piotr Uściński, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Życia i Rodziny.

Artur Stelmasiak: - Jaka jest pozycja konserwatystów w PiS? Chodzi mi o takie osoby, dla których np. kwestie ochrony życia są ważne?

Piotr Uściński, poseł PiS: - Zdecydowana większość polityków Prawa i Sprawiedliwość jest konserwatystami. Choć jesteśmy wielonurtową partią, to jednak co do zasadniczych wartości prawie wszyscy się zgadzamy. Przecież nikt z PiS nie odważył się zagłosować za odrzuceniem projektu Zatrzymaj Aborcję.

- Pan zawsze głosuje także za życiem, ale inni czasami miewają z tym problemy.

- Mamy bowiem różną wrażliwość. Ale nawet te najtrudniejsze głosowania świadczą o tym, że w PiS jest ok. 50 posłów, na których można zawsze liczyć.

- A jak głosowaliście za natychmiastowym procedowaniem projektu Zatrzymaj Aborcję?

- Choć nie był to nasz wniosek to obok 11 posłów Konfederacji poprało go 52 posłów z klubu PiS. Większość naszego klubu wybrało pracę nad ustawą w komisji, co nie świadczy przecież o postawie przeciwnej życiu. Przeciwnie, jest wiele głosów mówiących, że prace w komisji będą zdecydowanie szybsze niż w zeszłej kadencji. Ale pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej, który złożyłem w grudniu wraz z posłem Bartłomiejem Wróblewskim podpisało się ponad 100 posłów z PiS. Osób, które chcą bronić życia i konserwatywnych wartości jest wystarczająco wielu, by nasze postulaty były zauważane w partii.

- Pytam o to, bo docierają do mnie takie głosy, że konserwatyści i osoby o poglądach pro-life nie mogą w partii zrobić kariery. Czy jesteście tłamszeni i spychani na margines w PiS?

- Konserwatywne postulaty są w partii dostrzegane, choć niestety nie wszystkie realizujemy. To odkładanie w czasie nie może trwać w nieskończoność i uważam, że teraz jest czas, by powrócić do tych wartości i spraw, które są ważne dla naszego elektoratu.

- Ostatnio mówi się wiele o wypowiedzeniu Konwencji Stambulskiej. Czy to jest jeden z waszych postulatów?

- Prezes Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie mówił, że dopóki PiS rządzi to gender nie będzie wprowadzone w Polsce. Obecnie może Konwencja Stambulska nie wyrządza zbyt wielu szkód, ale w przyszłości może być inaczej. Kiedyś, gdy PO-PSL ratyfikowały konwencję, powiedziałem, że ten dokument ma jeden dobry zapis.

- Jaki?

- Jest tam punkt mówiący o tym, że Konwencję Stambulską można wypowiedzieć. Uważam, że ta niebezpieczna konwencja powinna być zastąpiona jakimś innym pozytywnym dokumentem międzynarodowym jak np. Konwencja o Prawach Rodziny. Taki sygnał z Polski mógłby pomóc także innym państwom wycofać się z Konwencji Stambulskiej.

- Sprawa Konwencji Stambulskiej jest bardzo ważna dla konserwatywnego elektoratu. Gdy była procedowana nawet politycy PO mieli wobec niej wiele zastrzeżeń. A jakie ma plany PiS wobec ochrony życia? Prezes PiS mówił przecież, że jest przeciwnikiem aborcji eugenicznej. Projekt leży już drugą kadencje w Sejmie i nic.

- Cały czas czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie.

- .... Bardzo długo czekamy, bo już drugą kadencję. Pan był w grupie, która domagała się od Prezes TK zajęcia się tą sprawą. Niestety też nieskutecznie.

- Dlatego tuż po wyborach złożyliśmy nowy wniosek i czekamy. Jeżeli sprawa w Trybunale Konstytucyjnym znów będzie się przedłużać, to należy to zrobić ustawą sejmową i zająć się procedowaniem Zatrzymaj Aborcje.

- Wiem, że Pan Poseł nie jest odosobniony w swoich poglądach, bo wiem, że w PiS jest wielu polityków, dla których takie sprawy są ważne. Czy konserwatyści w PiS chcą się jakoś upodmiotowić? W jaki sposób chcecie przywrócić konserwatywną agendę w partii?

- Prawdą jest, że konserwatystów w PiS jest bardzo dużo. I teraz jest czas byśmy zaczęli upominać sie o wartości, z którymi szliśmy do wyborów... Ja mam przecież dzieci, które kiedyś zapytają mnie: Tato przez dwie kadencje byłeś w Sejmie i nie udało ci się zrealizować wszystkiego tego, na czym tak bardzo ci zależy? Co ty w tym sejmie przez 8 lat robiłeś?

- Takie najprostsze pytania są najtrudniejsze. To jak tata/poseł Uściński zamierza działać?

- I dlatego chciałbym uczynić wszystko, by móc kiedyś na takie pytania odpowiadać swoimi dziećmi nie tylko o moim zaangażowaniu w naprawę finansów publicznych czy wspieranie gospodarki, co oczywiście jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze. Chcę dzieci wychować w katolickich wartościach i powinienem pokazać im, że o te wartości potrafię skutecznie walczyć. Jestem też to winien moim wyborcom, Polakom, którzy tego ode mnie oczekują. Razem z kolegami i koleżankami musimy zadbać o to, by konserwatyzm w PiS był bardziej obecny i wyrazisty. Dostrzegam zagrożenie politycznej nie jakości i braku wyrazistości, a to odpycha ludzi o konserwatywnych poglądach.

- Rozumiem, że jesteście zniecierpliwieni. Czy w jakiś sposób zaczniecie skuteczniej działać?

- Rzeczywiście cierpliwość się kończy i chcemy działać, by postulaty konserwatywne były wreszcie realizowane. Oczywiście zostały zrealizowane programy jak 500+, dzięki któremu rodzi się więcej dzieci. Pewnie jakaś cześć z nich, gdyby nie 500+, zginęłaby w podziemiu aborcyjnym. A więc ten program też jest prolife. Jest jeszcze dobra ustawa „za życiem”. Nie jest tak, że nic rząd PiS nie zrobił, ale to ciągle zbyt mało. Są też inne postulaty, problemy jakich rozwiązania oczekują wyborcy konserwatywni. Naprawdę jest jeszcze dużo do zrobienia, i te tematy muszą znaleźć się w pracach rządu i parlamentu.

- Te postulaty są podnoszone prawie tylko dzięki mediom katolickim i konserwatywnym. Media publiczne i prorządowe nie zajmują się praktycznie tym tematem. Tam też nie widać tych posłów, którzy chcą bronić życia nienarodzonych. Z czego to wynika?

- Bardzo byśmy chcieli, by ten konserwatywny dyskurs ws. ochrony życia się w końcu pojawił. Temat jest ważny dla milionów Polaków i powinien pojawiać się w debacie publicznej, w filmach, serialach i różnych programach. Aby ten przekaz był skuteczny powinien trafić do tzw. popkultury, a takich działań zupełnie nie widzę. Temat pro-life jak najbardziej wpisuje się w misję mediów publicznych, bo przecież chodzi o życie najmniejszych Polaków.

- A druga strona nie próżnuje.

- Silne media liberalne i lewicowe cały czas robią swoje. Promują aborcję i pod tym kątem pracują nad nastrojami społecznymi, które mogą wychylić się w lewą stronę. Ten proces jest szkodliwy dla Polski i powinniśmy pracować nad tym, by ten kurs odwrócić.

- A dlaczego Pana Posła nie ma w TVP?

- Dobre pytanie, ale chyba nie do mnie....(śmiech). Jeszcze raz powtórzę, że konserwatyści powinni mieć głos w mediach publicznych. Przecież my reprezentujemy wyborców PiS, którzy zagłosowali na nas dlatego, że np. popieraliśmy obronę życia. Teraz powinniśmy mieć możliwość tej obrony nie tylko w mediach katolickich, ale także w publicznych.

- Nie boi się Pan, że zaszkodzi w kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy?

- Nie, bo przecież prezydent Andrzej Duda jest gwarantem tego, że agenda konserwatywnej polityki może być podnoszona. Prezydent wielokrotnie wypowiadał się, że podpisze ustawę zwiększającą ochronę życia, gdy ona tylko trafi na jego biurko. Dlatego ja zachęcam elektorat konserwatywny i swoich wyborców do głosowania na obecnego prezydenta. On jest jedynym liczącym się kandydatem, który będzie wspierał nasze postulaty konserwatywne. Andrzej Duda jest bowiem gwarantem tego, że nasze postulaty prolife i prorodzinne będą mogły być realizowane.

- Jesteśmy cały czas na wojnie kulturowej. Wojnie, w której cywilizacja życia walczy z cywilizacją śmierci. Oczywiście PiS zrobił wiele dobrych kroków, ale jest wielki niedosyt. Czy cywilizacja życia potrzebuje bardziej zdeterminowanych rycerzy na tej wojnie?

- Jako polityk rozumiem, że jesteśmy partią, która musi pozyskiwać elektorat i otwierać się na nowe grupy wyborców o różnej wrażliwości. Ale nie możemy osierocać elektoratu, dzięki któremu zdobyliśmy większość. Nie możemy zapominać o naszym trzonie, czyli elektoracie bardziej konserwatywnym. W zeszłej kadencji były poważne programy prorodzinne, naprawa finansów państwa i gospodarki, a teraz jest czas na sprawy podstawowe, których oczekuje od nas bardzo duża część naszych wyborców.

- Ale walka o cywilizację życia nie jest ważna tylko dla PiS, ale także dla Polski. Trwanie przy prawdziwych wartościach, to trwanie przy naszych korzeniach.

- W interesie naszym jest konserwatyzm, ochrona rodziny i życia. Polskość w różnych trudnych chwilach przetrwała dzięki rodzinie, przywiązaniu do Kościoła i wartości katolickich. Z tymi wartościami jako naród jesteśmy silniejsi i bardziej odporni na zewnętrzne zagrożenia. Te wartości są kapitałem społecznym, który powinniśmy pielęgnować.

- Jeżeli nie postawimy sobie tych wartości za cel i nie określimy ich jako polską rację stanu, to popłyniemy tak jak Zachód w Europy w lewą stronę. Czy Piotr Uściński zgodzi się z taką diagnozą?

- Jestem daleki od twierdzeń, że Polska może uzyskać tylko wtedy sukces, gdy będzie wspierała Berlin. Polacy są zbyt dumnym narodem, by być kogoś wasalem i płynąć w głównym nurcie. My mamy swoją tożsamość, którą powinniśmy pielęgnować. Nie tylko powinniśmy zachować nasze wartości w Polsce, ale być także drogowskazem dla innych państw i wnosić nasze cenne wartości do Europy. Ten główny nurt genderowy prowadzi świat na manowce, a polską racją stanu jest przeciwstawienie się tej ideologii.

- Jednym słowem Pan Poseł jest obrońcą PiS. Dlaczego broni Pan partii przed drogą zachodniej chadecji.

- Nie możemy pójść drogą zachodniej chadecji, bo to byłoby przede wszystkim niedobre dla Polski. Przecież zachodni tzw. "konserwatyści" często realizują lewicowe postulaty. A po to powstał PiS i ja jestem po to w PiS-ie, by służyć Polsce i Polakom. Powinniśmy uczyć się na błędach zachodnich partii politycznych i nie popełniać ich błędów.

- Jeżeli PiS nie wróci do pryncypiów takich jak ochrona życia i ochrona rodziny, to wcześniej, czy później wejdzie na drogę partii Angeli Merkel. Takie kroki uczyniła już wiele lat temu Platforma Obywatelska. Czy PiS pójdzie po jej śladach?

- Niestety niektórym się wydaje, że jest to jedyna możliwa droga i nie ma alternatywy. Wskazują, że polskie społeczeństwo pójdzie drogą zachodnią, a klasa polityczna będzie za tymi nastrojami podążać. Jednak na tym polega racja stanu i prawdziwa polityka, czyli troska o wspólne dobro, by się takim trendom przeciwstawiać. Jeżeli wiemy, że ta droga jest dla Polski i Polaków zła, to róbmy wszystko, co możliwe, by ich z tej drogi zawrócić. Polską racją stanu nie jest upodobnianie się do Zachodu, a Polacy nie po to głosowali na PiS, by politycy tej partii popełniali wiele błędów swoich zachodnich kolegów. Platforma Obywatelska nie miała tyle siły by się temu trendowi przeciwstawić, a ja wierzę w to, że Prawo i Sprawiedliwość taką siłę w sobie ma.

CZYTAJ DALEJ

60 lat ekumenizmu: są różnice, których nie można zaakceptować

2020-06-04 16:14

[ TEMATY ]

ekumenizm

chrześcijanie

60 rocznica

Vatican News

Od 60 lat Kościół katolicki jest oficjalnie zaangażowany w ruch ekumeniczny, ale cel pozostaje zawsze ten sam, a wyznacza go dekret Soboru Watykańskiego II Unitatis redintegratio: pełna i widzialna jedność wszystkich ochrzczonych.

Zwraca na to uwagę ks. Andrea Palmieri podsekretarz Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan. Jutro (5 czerwca) przypada 60. rocznica powołania do życia tego urzędu, który w Watykanie jest odpowiedzialny za dialog z innymi wyznaniami.

Ks. Palmieri przyznaje, że przedmiotem ekumenicznego dialogu jest również kształt tej pełnej i widzialnej jedności. Chodzi o to, by zachować to, co jest uprawnioną różnorodnością, ale bez godzenia się na to, co jest sprzeczne z dziedzictwem i doktryną naszej wiary.

„Dialog to nie zacieranie różnic, lecz przyjęcie się nawzajem w różnorodności, pod warunkiem, że ta różnorodność nie jest w jakiś sposób sprzeczna z dziedzictwem i doktryną naszej wiary.

Są różnice, które można przyjąć, a pozostałe są przedmiotem refleksji, aby zrozumieć, w jakiej mierze są one nie do przyjęcia
- powiedział Radiu Watykańskiemu podsekretarz Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan. - Dziś wielkie zagrożenie polega na tym, że tego, kto jest inny traktuje się jako wroga, aby w ten sposób zdefiniować własną tożsamość. Ta nieumiejętność uznania w innym brata, którego mamy kochać, utrudnia wszystkim, również niektórym katolikom, uznanie tego, co już dokonano, i wyrażenie wdzięczności Bogu za przebytą już drogę braterstwa. Z tego punktu widzenia jest to nie tylko kwestia teologiczna, ale również droga w pełnym tego słowa znaczeniu duchowa, aby umieć zaakceptować odmienność jako bogactwo, jako wezwanie do kochania brata, który jest inny. Dlatego właśnie wymiar duchowy jest w ekumenizmie fundamentalny, we wszystkim co się robi. Tu nie chodzi o pewien rodzaj ekumenizmu, lecz o to, co go ożywia, co stanowi podstawy całego dialogu, który prowadzimy z innymi chrześcijanami.“

CZYTAJ DALEJ

Papież: troszczmy się o środowisko rezygnując z łatwych zysków

2020-06-05 14:53

[ TEMATY ]

ekologia

Franciszek

źródło: vaticanmedia

Z okazji Światowego Dnia Ochrony Środowiska papież napisał list do prezydenta Kolumbii. W stolicy tego kraju, Bogocie, miały odbyć się z tej okazji oficjalne uroczystości, jednak zostały one odwołane ze względu na pandemię. „Nie możemy odwracać wzroku obojętni na niszczenie naszej planety, często ze względu na chciwość i zysk” – napisał Franciszek.

Na terenie Kolumbii znajduje się pół miliona kilometrów kwadratowych lasów amazońskich, co sprawia, że puszcza zajmuje ponad 40 proc. jej powierzchni. Lasy deszczowe są tam zagrożone przez działalność przemysłu wydobywczego i karteli narkotykowych. „Nie możemy udawać, że jesteśmy zdrowi w świecie, który jest chory. Dbałość o środowisko wymaga spojrzenia w przyszłość, a nie zatrzymywania się jedynie na chwili obecnej, dążenia do szybkiego i łatwego zysku” – napisał Franciszek w liście do prezydenta Ivána Duque Márqueza.

Papież zaznaczył, że należy sobie w końcu zdać sprawę z powagi sytuacji. „Koszty naszych zaniedbań będą ogromne. Mamy szansę odwrócić kurs, zaangażować się w lepszy, zdrowszy świat i przekazać go przyszłym pokoleniom. Wszystko zależy od nas, czy naprawdę tego chcemy” – zauważył Ojciec Święty.

Franciszek zaznaczył, że niedawno obchodziliśmy piątą rocznicę encykliki „Laudato sí”, która przypomniała nam wołanie udręczonej Ziemi. Zaprosił mieszkańców Kolumbii do refleksji nad tym tekstem i zaangażowania się w ochronę środowiska naturalnego oraz najbardziej bezbronnych i zmarginalizowanych członków społeczeństwa. „Ufam, że wasze rozważania i wnioski, które wyciągniecie, będą sprzyjać budowaniu coraz bardziej przyjaznego świata i bardziej ludzkiego społeczeństwa, w którym każdy z nas ma swoje miejsce i nikt nigdy nie pozostaje w tyle” – zakończył papież.

Kolumbia jest drugim na świecie krajem pod względem różnorodności biologicznej, wyprzedza ją jedynie Brazylia. To miejsce, gdzie żyje najwięcej na świecie gatunków ptaków. Wylesianie jest tam poważnym problemem – rolnicy, chcąc pozyskać nowe tereny pod wypas bydła i uprawy, wdzierają się coraz głębiej w dżunglę. Wycinkę drzew prowadzą też drwale i przestępcy zajmujący się handlem narkotykami. Zdaniem WHO w najbliższym czasie może to zagrozić istnieniu nawet ponad jednej trzeciej roślin i połowy gatunków zwierząt.

Naukowcy badający problematykę ochrony lasów już kilka lat temu zwrócili uwagę na rozwiązania, jakimi powinna kierować się ludzkość w celu zapewnienia przyszłości lasom. Jednym z nich jest konieczność potraktowania niszczenia dziewiczych lasów jako problemu globalnego, a nie takiego, który dotyka tylko kraje rozwijające się. Lasy tropikalne produkują przecież tlen, którym oddycha każdy człowiek na ziemi, nie tylko mieszkańcy Amazonii.

Istotny jest też problem ochrony rdzennych społeczności, które – zdaniem naukowców – są najlepszymi strażnikami lasu. W grę wchodzi też ochrona kultury i poszanowanie praw ludzi, którzy od pokoleń żyją w harmonii z przyrodą. Wycinka stanowi dla nich poważne zagrożenie.

Lasy tropikalne, choć są daleko od nas, to odgrywają w naszym życiu ważną rolę. Nie bez przyczyny są nazywane płucami świata. Tropikalne drzewa, tak jak inne rośliny, pobierają z atmosfery dwutlenek węgla, a wydzielają tlen, którym oddycha człowiek. Sama Amazonia, według Amazońskiego Centrum Ekologicznej Edukacji i Badań, odpowiada za 20 proc. globalnego zaopatrzenia w tlen. To jeden z wielu powodów, dla których należy ją chronić. Klimatolodzy podkreślają, że sama tylko Amazonia w normalnych warunkach pochłania 1,5 miliarda ton CO2 rocznie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję