
Jest w nas jakaś nieokreślona tęsknota za utraconym rajem. Jednak każdy chyba inaczej ów raj pojmuje. Dla jednych jest on arkadią, krainą prostoty, nagości i szczęśliwości. Dla drugich - stanem harmonii ze wszystkim, zwłaszcza z przyrodą. Iluż marzy o nim jako o sielance próżniaków i pięknoduchów. Mój znajomy mówi: „Marzę o raju, bo tu cokolwiek jest przyjemne, to wara od tego, bo albo to grzech, albo szkodliwe, albo się od tego tyje...”. Wcale nie tak wielu widzi w nim biblijny Eden z bliskim Bogiem, Ewą, ale i wężem... Dla większości jednak jest to pasmo bardziej lub mniej wyrafinowanych przyjemności. Zdumiewająca jest ta silna potrzeba przyjemności w człowieku. I mimo że w każdej prawie przyjemności tkwi żądło, to jakże niewielu potrafi ich sobie pogodnie odmówić. A jak wielu potrafi się dla nich bez reszty zatracić.
Taką metaforą o głodzie przyjemności zagłuszającym inne głody jest eksperyment przeprowadzony na szczurze. Do jednego z ośrodków w mózgu wprowadzono mu elektrodę powodującą uczucie intensywnej przyjemności. Szczur dość szybko nauczył się włączać tę elektrodę, skacząc na dźwignię. Obok była druga dźwignia, którą nauczono go dostarczać pokarm. Jednak o niej szczur zapomniał, włączając kilkadziesiąt razy na minutę dawkę przyjemności. No i padł „przyjemniaczek” z głodu. Naukowcy nie mówią, czy była to śmierć z rozkoszy...
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Ciekawe jest to, że im mocniejsza i łatwiejsza w osiągnięciu przyjemność, tym silniej uzależnia i szybciej wyniszcza. I co dziwne, wywołując intensywne podrażnienie zmysłów, raczej nie daje zwykłej i trwałej radości. W przybytkach rozkoszy mamy bardzo smutnych i znudzonych ludzi. Ogromna część popkultury nieustannie obiecuje i produkuje mnóstwo najdziwniejszych i najróżniejszych przyjemności. Człowiek teraz po to ciężko pracuje, by potem „sobie użyć”, ale im więcej „używa” i „wyżywa się”, tym bardziej jest jałowy, pusty i nieszczęśliwy. Może dlatego, że tylko ciałem chce to chłonąć, bo o duszy w sobie zapomniał?
Może też owe przyjemności są coraz prymitywniejsze i zaspokajane bez umiaru, jak w niekończącym się karnawale na balu straceńców?
A może największe szczęście - zdaniem ascetów - tkwi „nie w zaspokojeniu, ale w głębi wyrzeczeń”, kiedy przestaje się szukać przyjemności dla nich samych? A może po prostu trzeba odkryć tajemnicę Edenu, czyli tej zgody z Bogiem, ze sobą, między sobą... z dala od pokus węża, który obiecując nowe raje, funduje wciąż stare piekła?