Komu przeszkadza bronienie Polski?
Reklama
Za tydzień na łamach Niedzieli w tekście pt. Spóźnione przebudzenie (Polska a UE) szeroko przedstawię skalę zagrożeń dla naszej Ojczyzny wynikających z fatalnie wynegocjowanych
z UE warunków dla Polski i ich dalszego jednostronnego pogarszania na skutek egoistycznego dyktatu dominujących w UE państw. Napiszę również, że w tej coraz
fatalniejszej dla nas sytuacji zarysował się wreszcie wyraźny consensus różnych partii politycznych w Sejmie co do potrzeby bronienia polskich interesów w UE przed dyktatem niektórych
„równiejszych” państw w Unii. Okazało się jednak, że bronienie Polski, bronienie podstawowych interesów naszego narodu, wyraźnie przeszkadza znacznej grupie Polaków ze środowisk
„elitki” inteligenckiej, nastawionych na jak najszybsze podporządkowanie Polski interesom UE. Ich dziełem stał się wręcz ordynarny „donos na Polskę” za granicę, podpisany
przez 250 osób i zredagowany w kilku językach - tzw. List Otwarty do Europejskiej Opinii Publicznej. List ten drukowany był w Gazecie Wyborczej z 14 października,
a pełna lista 250 jego sygnatariuszy została podana na internetowym portalu Gazety Wyborczej z 3 listopada. Autorzy listu twierdzili m. in.: „(...) Frazeologia narodowego interesu
używana przez wszystkie partie od LPR do SLD przesłania fakt, iż konstytucja dla Europy to kolejny krok na drodze do integracji europejskiej. (...) Wszyscy oficjalnie twierdzą, że w naszym
interesie leży zachowanie ustaleń z Nicei, że nasza narodowa tożsamość wymaga popierania preambuły, w której podkreśla się udział wartości chrześcijańskich w tradycji
europejskiej. My chcemy innej Europy, Europy, która ma wspólne wartości takie jak wolność, równość, solidarność, lecz nie musi nazywać ich źródeł, bo nie chce nikogo odepchnąć ani wykluczyć. (...) Nie
chcemy być we wspólnej Europie państwem utrudniającym integrację, symbolem konserwatyzmu i partykularyzmu. Obawiamy się, że przedstawianie naszego interesu jako przeciwstawnego interesowi
wspólnej Europy nie służy naszemu dobru”.
Autorów listu najwyraźniej nic nie obchodzi to, że czołówka krajów UE na czele z Niemcami i Francją w imię swoich egoistycznych interesów cynicznie pogarsza i tak
bardzo krzywdzące warunki dla Polski, jak to opisuję szerzej we wspomnianym tekście Spóźnione przebudzenie. Za taki dyktat bardzo ciężko zapłacą rozliczne warstwy w Polsce,
od rolników i przedsiębiorców po rybaków. Sygnatariusze domagają się wprost: Nie walczyć o polskie interesy, a posłusznie i potulnie podporządkować się nakazom
Brukseli. Tego typu list jest faktycznie ciosem w plecy przedstawicieli Polski, walczących o poprawę narzuconych nam warunków, osłabia nasze możliwości negocjacyjne. Nic więc dziwnego,
że jeden z najwybitniejszych polskich filozofów współczesnych - prof. Bogusław Wolniewicz nazwał w programie Radia Maryja z 8 listopada wspomniany list dwustu pięćdziesięciu
listem „godnym Targowicy”. Warto zaznaczyć, że wśród sygnatariuszy listu znalazło się niemało osób, które już w przeszłości szkodziły Polsce przez „donosy na nasz kraj”
za granicę, od Dawida Warszawskiego po ostatniego komunistycznego premiera i pierwszego sekretarza KC PZPR Mieczysława F. Rakowskiego.
Ten list to zdrada Polski
Reklama
Ks. prof. Czesław Bartnik nie ukrywa swego potępienia dla sygnatariuszy listu dwustu pięćdziesięciu. Publikowanemu przez siebie znakomitemu, bardzo wstrząsającemu w treści, tekstowi na ten
temat nieprzypadkowo dał tytuł Zdrady Ojczyzny ciąg dalszy (Nasz Dziennik z 31 października - 2 listopada). Oto kilka wymowniejszych fragmentów z tekstu ks. prof. Bartnika:
„Może zdawało się, że wszyscy entuzjaści Nowej Europy chcą wejścia do niej Polski na partnerskich, sprawiedliwych i mądrych warunkach. A jednak okazuje się, że jakaś część
obywateli polskich chce świadomie utraty suwerenności, oddania się na pełną służbę zachodnim władcom i gospodarzom oraz rezygnacji z polskości. W myślach i swoich
planach już naszą Polskę pogrzebali. I starają się nawet pociągnąć za sobą niektórych duchownych, nęcąc ich rzekomym uniwersalizmem kosmopolityzmu. I oto stanowisko takie
zaprezentowało 250 osób, ludzie nauki, kultury i polityki, którzy 13 października 2003 r. wystosowali List Otwarty do Europejskiej Opinii Publicznej. (...) Jak wiemy, rząd RP postanowił
domagać się od finalizowanej konstytucji europejskiej głównie następujących rzeczy: - wezwania w preambule Imienia Bożego; - wzmianki o dziedzictwie chrześcijańskim Europy;
- zachowania uchwały nicejskiej, według której Polska i Hiszpania miałyby po 27 głosów w Parlamencie Europejskim, zaś Francja i Niemcy po 29, a nie podwójną
liczbę w stosunku do nas; - po jednym komisarzu unijnym dla każdego kraju.
Sygnatariusze listu otwartego natomiast, choć reprezentują raczej mniejszości polskie oraz byłą PZPR, nie wahają się wystąpić z całą siłą przeciwko tym postulatom naszego rządu, a także
przeciwko naszemu parlamentowi, głównym mediom, politykom, no i przeciwko ogółowi społeczeństwa polskiego. Uderzają oni nie tylko w przeciwników UE, lecz także w umiarkowanych
zwolenników, deklarując konieczność całkowitego wtopienia Polski w jedno państwo europejskie. (...) Deklarują otwarcie, że zabierają głos wbrew parlamentowi, politykom i głównym
mediom: «ponieważ naszych opinii - piszą - nie reprezentuje ani parlament, ani główne media». W tym stwierdzeniu zdaje się kryć pewien donos do Europy, że te mniejszości,
chyba «różowe», mają trudną sytuację nie tylko w obliczu Kościoła, ale i obecnych «czerwonych», i z chwilą, gdy upadły rządy Unii Wolności,
nie mają ani odpowiedniej reprezentacji w Sejmie, ani dostępu do telewizji publicznej. W samej głębi kryje się zarzut, że w Polsce nadal odgrywają zbyt dużą rolę narodowość,
katolicyzm i antysemityzm.
Autorzy listu piszą następnie, że nie wolno dziś posługiwać się kategorią narodu, zapewne «naród» uważają za mit nacjonalistyczny, zwłaszcza jeśli chodzi o Polaków
(...). Z kolei idzie atak na domniemane wiązanie Narodu polskiego z wartościami chrześcijańskimi i z Kościołem katolickim. Autorzy listu są przeciwni wiązaniu
«naszej tożsamości narodowej z popieraniem preambuły, w której podkreśla się udział wartości chrześcijańskich w tradycji europejskiej». «My chcemy -
puentują - innej Europy». A więc odrzucają u nas wiązanie polskiego życia publicznego z Bogiem, Kościołem i wartościami chrześcijańskimi, i tym
bardziej nie chcą widzieć nawet cienia czegoś podobnego w UE. Autorzy zakładają jako oczywiste, że Europa musi być absolutnie ateistyczna i nie może być nawet wspomniana chrześcijańska
historia Europy (...). Autorzy odcinają się od polskiej historii i tradycji. Nasze «konserwatyzm» i «partykularyzm» mają polegać na tym, że nie chcemy się
zrzec polskiej państwowości na rzecz jednego europejskiego «państwa postępu» i że nie rezygnujemy całkowicie z katolicyzmu w życiu publicznym. Jest to też
zakamuflowana krytyka Papieża Polaka i negatywna ocena polityki rządu wobec Kościoła katolickiego”.
Jakże ostro brzmią końcowe konkluzje drastycznego tekstu ks. prof. Bartnika na temat aktualnej sytuacji w kraju: „Rządy są jakieś spętane i słabe, zapewne na smyczy obcych
oligarchów. Budżety państwa zmierzają równo ku pełnej katastrofie (por. prof. S. Kurowski). Społeczeństwo jest ciągle poniewierane przez przemądrzałą inteligencję liberalną, która tkwi w chaosie,
jakby się dopiero kształciła. Partie nasze są jakieś sztuczne i błazeńskie, nie przystają do rzeczywistości. Rozbite i zubożałe społeczeństwo woła o ludzi mądrych, czystych,
godnych, ratujących Ojczyznę i wiodących ją na wielką autostradę przyszłości. A tu otrzymujemy list - zamiast ratującego - zdradziecki, haniebny i żądający
śmierci Polski”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Czy to już „ostatnie tango” SLD?
Reklama
Najnowsze dane o tym, że wciąż tracący poparcie SLD zleciał na drugie miejsce w rankingach partyjnych, odbiły się wielkim szokiem w kręgach postkomunistycznych. Nader
wymowny pod tym względem był komentarz Krzysztofa Pilawskiego zamieszczony 10-11 listopada w związanym z SLD dzienniku Trybuna. Pilawski pisze w tekście zatytułowanym
Na nitce Hausnera m. in.: „Sojusz płaci za demagogię w kampanii wyborczej w 2001 r., za fatalny stan publicznych finansów pozostawionych przez gabinet
Jerzego Buzka, za nieudolność rządu Leszka Millera, bałagan w służbie zdrowia, nie zbudowane autostrady, za sprawę Rywina i Starachowic. To wszystko napisano
już wiele razy. Jednak to tylko objawy znacznie poważniejszej choroby. Sojusz Lewicy Demokratycznej płaci za brak tożsamości. Przez to partia okazała się nadmuchanym balonem czy też kolosem
na glinianych nogach”.
Kilka dni wcześniej w tej samej Trybunie (nr z 7 listopada) można było przeczytać równie alarmujący tekst: Na diecie, sygnowany literami J. K. Autor tekstu pisał m. in.: „W
niektórych województwach od 20 do 50 proc. członków SLD nie wypełnia deklaracji członkowskich. To podstawowy element zarządzonej weryfikacji. Sojusz może w jej wyniku schudnąć bardziej niż
sekretarz generalny Marek Dyduch na wakacyjnej diecie (...). Osoby, które nie wypełniają ankiet, uciekają z okrętu. To są ci, którzy liczyli na szybką karierę bądź na załatwienie pracy”.
Dlaczego upada SLD?
Wojciech Basiński podaje w Super Expressie z 10-11 listopada przyczyny postępującego upadku SLD. Tekst zatytułowany jest bardzo wymownie: Rząd wykańcza własną partię. Autor artykułu przytacza wyliczone przez socjologa - prof. Pawła Śpiewaka następujące powody, dla których „dołuje” SLD: „(...) Powtarzające się afery korupcyjne. Od lokalnych po te wielkie: Starachowicką i Rywina. Dramatyczny kryzys służby zdrowia. Niby idą na nią nasze podatki, ale poprawy nie widać. Brak pomysłu na bezrobocie. Rząd mówi o wzroście gospodarczym, ale ludzie go nie odczuwają. UE i nasze przystąpienie do niej zaczyna wzbudzać coraz więcej lęków. Rząd nie potrafi tych obaw rozproszyć. «Plan Hausnera» i zawarte w nim pomysły oszczędzania na najbiedniejszych niepokoją”.
Krytykują nawet Kwaśniewskiego
Przez długi czas postkomunistyczny prezydent RP Aleksander Kwaśniewski był bezkrytycznie wychwalanym idolem lewicy. Najwyraźniej i to się skończyło. Do ataku przeciw Kwaśniewskiemu przystąpiła
para felietonistów bardzo lewicowego tygodnika Angora (nr z 16 listopada): Sobczok i Szpak. W tekście zatytułowanym Jakie to szczęście obaj autorzy piszą: „Prezydent
Aleksander przez osiem lat podpisał dziesiątki karygodnych ustaw rujnujących kraj i obywateli, przez co stał się współodpowiedzialny za 5-milionowe bezrobocie”.
Dostało się od felietonistów lewicowej Angory również Jolancie Kwaśniewskiej w związku z jej przechwałkami, iż jest najlepiej przygotowana ze wszystkich kandydatów
na prezydenta RP. Sobczok i Szpak szydzą z pomysłu kandydowania p. Jolanty K., sugerując, by zmieniono konstytucję i wprowadzono do niej poprawkę, iż: „Urząd Prezydenta
po wsze czasy należny jest dynastii Kwaśniewskich”.
A to ci afera. Od dawna wiele się mówi o zadziwiających umorzeniach bardzo dużych nawet podatków, umorzeniach przyznawanych po umarzaniu najczęściej wobec bogatych „kolesiów”
z SLD. Nagle ujawniono jedną taką sprawę, stanowiącą jednak chyba tylko czubek góry lodowej. Józef Matusz pisze w Rzeczpospolitej z 10-11 listopada w tekście
pt. Umorzyli radnemu: „Prominentny działacz podkarpackiej lewicy nie musi płacić zaległych podatków. Ministerstwo Finansów zapowiedziało kontrolę w Urzędzie Skarbowym w Limanowej.
Chce sprawdzić, na jakiej podstawie urząd umorzył 369 tys. zł podatku Adamowi Kozakowi, szefowi sądu partyjnego podkarpackiego SLD. Kozak jest też radnym Sojuszu w sejmiku wojewódzkim i członkiem
zarządu Rafinerii Jedlicze, należącej do Orlenu”.
Spotkanie z prof. Nowakiem
27 listopada o godz. 18.00 w Gliwicach odbędzie się spotkanie z prof. Jerzym Robertem Nowakiem: Klasztor Ojców Redemptorystów pw. św. Krzyża, ul. Daszyńskiego 2.