Reklama

Wiadomości

Rowerami z Olsztyna do Żarek

Dokładnie 10,2 km nowych tras rowerowych powstanie na terenie gmin Olsztyn i Żarki. Umowę o dofinansowanie projektu z Regionalnego Programu Operacyjnego podpisano w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Śląskiego.

2020-09-29 19:16

[ TEMATY ]

Olsztyn

rower

Żarki

materiały prasowe

Projekt polega na budowie trasy rowerowej na odcinku Zrębice, Krasawa – w gminie Olsztyn (5,6 km); Suliszowice, Jaroszów – w gminie Żarki (4,6 km). W ramach inwestycji powstaną także Miejsca Odpoczynku Rowerzysty. Koszt to 8,9 mln zł, a kwota dofinansowania z Unii Europejskiej to 6,4 mln zł. Wzdłuż powstaną trzy miejsca obsługi rowerzystów w Zrębicach, na początku miejscowości Suliszowice przy Leśniczówce oraz na tzw. Górce w połowie trasy Suliszowice - Jaroszów.

materiały prasowe

W podpisaniu umowy uczestniczyli Jakub Chełstowski, marszałek Województwa Śląskiego oraz wicemarszałek Wojciech Kałuża, Tomasz Kucharski, wójt Gminy Olsztyn oraz Klemens Podlejski, burmistrz Miasta i Gminy Żarki.

Reklama

- Stawiamy na rowery. Budowa tras rowerowych z naszymi sąsiadami Janowem i Niegową przed kilku laty przyniosła wiele korzyści. Liczę, że realizacja kolejnego projektu tym razem z Gminą Olsztyn wpłynie na zwiększenie zainteresowanie rekreacją i sprawi, że Jurę odwiedzi jeszcze więcej rowerzystów – przekonuje burmistrz K. Podlejski.

- Inwestycja będzie realizowana w formule „Zaprojektuj i wybuduj” – informuje wójt T. Kucharski. Jurajska Gmina Olsztyn została liderem projektu. – Mam nadzieję, że w przyszłym roku o tej porze prace będą już realizowane.

materiały prasowe

Realizacja projektu ma na celu zwiększenie atrakcyjności transportu publicznego w województwie śląskim poprzez rozwój regionalnych tras rowerowych. Budowa będzie miała istotny wpływ na życie mieszkańców miejscowości Zrębice, Krasawa, Suliszowice i Jaroszów. Wpłynie na aspekty promocyjne w zakresie Szlaku Orlich Gniazd i Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Kulturowego Paulinów, a tym samym ułatwi promocję województwa jako regionu przyjaznego mieszkańcom i turystom.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pątnicy z dekanatu żareckiego u Czarnej Madonny

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Żarki

Pielgrzymka 2020

Beata Pieczykura/Niedziela

Pielgrzymi z dekanatu żareckiego 22 sierpnia pieszo dotarli na Jasną Górę. Było ich 130, w większości z parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Żarkach, a także z parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Żarkach Letnisku i św. Mikołaja w Przybynowie.

Wędrowali pod hasłem: „Wielka tajemnica wiary” w intencjach dziękczynno-błagalnych, dziękowali za stulecie urodzin św. Jana Pawła II oraz błagali o oddalenie pandemii. Wśród pątników był jeden kapłan, ojciec paulin i dwóch braci paulinów. U celu proboszcz parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Żarkach ks. kan. Stanisław Kotyl mówił: – Matka Boże zawsze z otwartymi ramionami czeka na nas.

Następnego dnia pielgrzymi przeżyją Mszę św. godz. 11 w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej oraz Drogę Krzyżową.

– Ta pielgrzymka była inna, bardziej rozmodlona, bardziej rozśpiewana, mniej osób pielgrzymowało, a intencji było mnóstwo – powiedziała pani Wacława z parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Żarkach, która wędrowała do Matki tyle razy, że już nie liczy, wyrażając opinię większości pielgrzymów.

CZYTAJ DALEJ

Czerwone strefy niedojrzałych egoistów

2020-10-18 08:25

[ TEMATY ]

koronawirus

freelyphotos.com

Stoimy przed egzaminem, być może najważniejszym egzaminem w naszym życiu. Niezależnie czy jesteśmy lekarzami, politykami, przedsiębiorcami, czy też jedynie uczestnikami sieci społecznościowych – pisze Eryk Mistewicz na portalu "Wszystko Co Najważniejsze"

Prezentujemy treść artykułu pochodzącego z portalu wszystkoconajwazniejsze.pl:

Wczasie wojny było trudno. Trzeba było się ukrywać. Rok, drugi, trzeci, czwarty… Pod podłogą, na strychu, w piwnicy, w szafie. Na granicy szaleństwa, gdy tylko ktoś obcy zbliżał się do domu gdy szczekały psy, gdy było słychać poruszenie. Trzeba było walczyć, konspirować, a jednocześnie się ukrywać, pomagać innym. Bywali tacy, którzy nie wytrzymywali, wychodzili, trafiali na łapankę, niech się wreszcie dzieje co chce, już dłużej w ukryciu bez powietrza, bez słońca nie wytrzymam… Ale większość się trzymała.

Odpowiedzialność za wspólnotę oznaczała pomoc potrzebującym, solidarność. Było to tak oczywiste, że nie wymagało ani tłumaczenia, ani przekonywania, że tak trzeba. Po prostu – tak trzeba. W czasach wojennych i w czasach powojennej odbudowy, ale przecież także tak niedawno.

W świecie dorosłych, dojrzałych ludzi nie trzeba było nikomu przypominać, że pomaga się w przejściu przez ulicę starszej osobie, ustępuje się ciężarnym miejsca w środkach komunikacji miejskiej, nie trąbi się na zniedołężniałą osobę, aby szybciej zmykała z przejścia dla pieszych, bo my jedziemy, bo my się spieszymy, bo my mamy zielone, bo my i nasze sprawy są najważniejsze.

Zasady przenoszone były niejako automatycznie pomiędzy generacjami. Dziadkowie uczyli młodszych, napominali, a ich słowa brzmiały jak dzwon. Nikt nie śmiałby ich zakwestionować. To, co udało się komunistom, a później twórcom zasad społecznych po 1989 r., to rozbicie więzi międzypokoleniowych. Dziadek i babcia, także za sprawą ich osadzenia często w konserwatywnych wartościach, z różańcem i koniecznie białą wykrochmaloną koszulą w niedzielę, ze swoją życiową mądrością, zostali wyśmiani, wrzuceni do worka zwanego nienowoczesnością, słowem: zepchnięci na pobocze, zakwestionowani, odarci z autorytetu, a często przynależnego siwym głowom szacunku.

Ale też uderzono we wszelkie inne autorytety. Zakwestionowano nauczyciela, który nie jest już nauczycielem, mistrzem, zakwestionowano Kościół, na który, co oczywiste, nie ma miejsca w nowoczesnym świecie, zakwestionowano wiedzę, naukę, tworząc inne wzorce „nowoczesnego kapitalizmu”, w którym na wiedzę, szczególnie tę, która nie służy celom ideologicznym, a co gorsza, byłaby z nimi niezgodna, nie ma miejsca.

Fragmentacja społeczna stała się naszą rzeczywistością. Wspólnoty tworzone w małych miejscowościach, wokół parafii, wokół Ochotniczych Straży Pożarnych, wokół Kół Gospodyń Wiejskich, wokół Wójta, Pana i Plebana, wokół bibliotek i ośrodków kultury, zaczęły wymierać. Jeszcze gdzieś pracują jacyś Judymowie, jeszcze walczą, jeszcze ściągają na prelekcje i spotkania w domu kultury Mariusza Szczygła, Rafała Ziemkiewicza, Olgę Tokarczuk, Agatona Kozińskiego, Krzysztofa Zanussiego, Jacka Dukaja, ale to raczej agonia świata poza wielkimi aglomeracjami. Dwieście, trzysta osób to sukces, czterysta – sukces ogromny, nabita sala, gratulacje.

Wielkie aglomeracje opanowywać zaczęły osoby niedojrzałe. Niedojrzałe psychicznie, emocjonalnie, bez korzeni, bez przeszłości, bez zobowiązań. Kwestionujący wspólnotę i odpowiedzialność za innych. Młodzi egoiści wychowani na „Modzie na sukces” i kolorowych tygodnikach z lat 90., w których wskaźnikami powodzenia są wyrwanie się z Polski choćby na zmywak, ucieczka od odpowiedzialności za siebie czy innych, liczba partnerów, zgromadzonych kart stałego klienta dobrych miejsc, zwiedzonych krajów. Nie są gotowi do dłuższych związków, do poważniejszych relacji, głównie dlatego, że nie wpojono im odpowiedzialności za działanie, nie mówiąc już o odpowiedzialności za bliskich. Nauczeni, że w dniu święta narodowego wiesza się niebieską flagę z gwiazdami, jak w Gdańsku, tę drugą, biało-czerwoną, spychając na wstydliwe pozycje.

Piszę te słowa w rocznicę powołania Jana Pawła II na Stolicę Piotrową. „Nie ma wolności bez solidarności! Dzisiaj wypada powiedzieć: nie ma solidarności bez miłości. Więcej, nie ma przyszłości człowieka i narodu” (Sopot, 1999 r.). „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali” (Jasna Góra, 1983 r.). Jak daleko odeszliśmy od nauczania Jana Pawła II?

Powtarzają się elementy: konto ma od zera do kilkudziesięciu obserwujących, obserwujący to inne konta o podobnych właściwościach, nakręcające wzajemnie swoje wpisy, czasami podbijające wpisy promujące Konfederację, handlarzy skórami norek, przeciwników LGBT, posługujące się wulgaryzmami, ba, lubujące się w wulgaryzmach. Nadzieją Polski jest według tych kont tylko Rosja, powinniśmy zerwać relacje z NATO, Unia Europejska jest niesterowna i skorumpowana, Francja i Hiszpania są na granicy wojny domowej, powinniśmy kierować się w stronę braci Słowian, którym pandemia (problem wymyślony przez Sorosa i bogatych, przekręcany jako “plandemia”) nie jest groźna, w Rosji bowiem nie ma pandemii. A jeśli jest, to będzie niedługo szczepionka przeciwko tej „mutacji grypy”, zaordynowana przez Władimira Putina. I tak na okrągło.

Do miana największych zbrodniarzy tego czasu w sieci internetowej awansowali Mateusz Morawiecki, kolejni ministrowie zdrowia oraz wszyscy, którzy promują maseczki – podstawowy, niekwestionowany już przez nikogo ze środowiska naukowego i medycznego środek ochronny. Kontestowane są wszystkie decyzje podejmowane przez premiera i ministra zdrowia w oparciu o rekomendacje epidemiologów (zresztą wypracowane w miarę spokojnym czasie od czerwca do sierpnia, gdy przygotowywano Polskę na wiele wariantów rozwoju sytuacji).

Kontestowane są decyzje, dzięki którym istnieje szansa, że bezpieczniej i spokojniej będziemy mogli przejść przez kolejne miesiące pandemii. I z jak najmniejszymi stratami – i zdrowotnymi, i gospodarczymi.

W sytuacji wymagającej absolutnej współpracy wszystkich ze wszystkimi poraża brak klasy sejmowych i senackich siepaczy. Wspólnota to słowo nieobecne w ich słowniku. Dla nich ważniejsze jest, aby teraz właśnie dokopać przeciwnikom i postawić na swoim, a przynajmniej zaspokoić oczekiwania zwolenników – że się walczy, że się atakuje.

Zabito lub unieszkodliwiono „starszyznę”, nauczycieli-mistrzów, lekarzy ciał i dusz, księży-dobrodziei, autorytety, ludzie do których wszyscy czujemy naturalny, podświadomy wręcz zaufanie i szacunek, mądrych profesorów prowadzących podziemne komplety, a może po prostu ta grupa wymarła – a wydaje się, że tylko ona opanowałaby energię i powstrzymała werwę młodych hunwejbinów.

W sytuacji wymagającej spokoju i niewzmagania paniki szukam głosu rozsądku w mediach. Sensowni epidemiolodzy „nie przebijają się”, ustępując miejsca ludziom w fartuchach medycznych, dobrze czującym się w roli celebrytów dających sobie radę z każdym pytaniem, niepotrafiących powiedzieć „nie wiem”. Kwestionują maseczki, kwestionują dezynfekcję, kwestionują dystansowanie społeczne, aby tylko kolejna telewizja poprosiła ich o ostry komentarz.

W sytuacji, która wymaga współpracy i pomocy, nie widzę prób ratowania wspólnoty, nie notuję zbyt wielu głosów spokoju i namysłu, nawoływań do zakopania (lub choćby zawieszenia) toporów na chwilę. Nie widzę też po tej stronie zaangażowania mediów publicznych, nie odnotowuję emisji reklam społecznych, jak te pokazywane przed głównymi wiadomościami telewizji francuskiej, uzmysławiające, że od tego, jak zachowujemy się w biurze, w autobusie, na ulicy, będzie zależało, czy przetrwają nasi najbliżsi. Także to, czy przeżyją nasi najbliżsi. Żona, babcia, dziadek, dalsza rodzina, sąsiad, pani w sklepie.

Tak, od naszego zachowania zależy, czy przetrwamy wojnę. Od naszej dojrzałości, od naszej odpowiedzialności. Od naszego szacunku do siebie i innych.

Od tego, czy będziemy narzekać, że jest nam niewygodnie, czy też zastanowimy się, jak lepiej, spokojniej przejść przez kilkanaście najbliższych miesięcy pandemii. Przejść razem, wspólnie.

Sondaż Harris-Interactive/LCI przeprowadzony we Francji po wprowadzeniu przez prezydenta godziny policyjnej od 21.00 do 6.00 podaje, że 73 proc. Francuzów to popiera, 94 proc. deklaruje, że będzie tych nowych regulacji przestrzegać. W tym samym badaniu o wprowadzonym zakazie spotykania się (także w domach prywatnych) powyżej sześciu osób: 86 proc. zadowolonych z decyzji i będzie zakazu przestrzegać.

Kto dziś nie nosi maseczki, jutro będzie odpowiedzialny za upadek gospodarki. Sześć tygodni obostrzeń związanych z godziną policyjną będzie kosztowało gospodarkę francuską miliard euro – podał minister ekonomii Bruno Le Maire. Oczywiste jest bowiem, że płacić należy za naszą niefrasobliwość, radosne podejście do życia, nierespektowanie podstawowych zasad wynikających z wcześniej wprowadzonych ograniczeń. To, jakie są wskaźniki, dziś zależy przecież od tego, jak zachowywaliśmy się dwa tygodnie temu.

Wspólnota to dbanie o najsłabszych, o chorych, o seniorów. To zrezygnowanie z części swoich zwyczajów, z jedzenia gofra na ulicy i jabłka w autobusie, zrezygnowanie z wyjścia do kina i na siłownię, spotkań z przyjaciółmi – dla dobra innych.

Wspólnota to rezygnacja z egoizmu.

Popełniliśmy błędy. Pandemia tylko wydobyła je na powierzchnię.

Eryk Mistewicz

_____________________________________

Zobacz więcej na portalu wszystkoconajwazniejsze.pl: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Rzym: Międzynarodowe Spotkanie i Modlitwa o Pokój

2020-10-20 19:23

[ TEMATY ]

modlitwa

pokój

Rzym

papież Franciszek

PAP

Religie nie chcą wojny; wręcz przeciwnie, zadają kłam tym, którzy sakralizują przemoc – mówił papież Franciszek podczas Międzynarodowego Spotkania i Modlitwy o Pokój pod hasłem „Nikt nie ratuje się sam. Pokój i braterstwo”. Odbyło się ono 20 października na Kapitolu w Rzymie z inicjatywy Wspólnoty św. Idziego (Sant’Egidio). Stanowiło ono kontynuacją spotkań, które zainaugurował w Asyżu w 1986 roku św. Jan Paweł II.

Przedstawiciele modlili się najpierw osobno. Chrześcijanie różnych wyznań zgromadzili się w bazylice Santa Maria in Aracoeli. Nabożeństwu ekumenicznemu współprzewodniczyli tam: papież Franciszek i honorowy zwierzchnik prawosławia, patriarcha Konstantynopola Bartłomiej. Obecni byli m.in. przedstawiciel arcybiskupa Canterbury w Rzymie abp Ian Ernest oraz przewodniczący Rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech bp Heinrich Bedford-Strohm, a także 9 kardynałów.

Głos zabrał bp Bedford-Strohm, który zaznaczył, że w czasie pandemii okazywanie bliskości i miłości stało się „wrogiem miłości” i „potencjalnym zagrożeniem”. Potrzebujemy usłyszeć Boże wezwanie: „Nie lękajcie się! Nie zostawiam was samych. Zawsze będę z wami i doznacie uzdrowienia”. Kościoły maja być zwiastunami tego Bożego uzdrowienia. Potrzebują do tego trzech czynników: modlitwy, wprowadzania w życie sprawiedliwości i stawania się jednością jako Kościół. Przewodniczący Rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech zaznaczył, że modlitwa osób o różnych wyznaniach jest rozmową z Bogiem, wyrażaniem naszych nadziei, zadawaniem pytań, słuchaniem Boga, by zyskać jedność, kierunek i orientację. Następnie podkreślił, że nie ma modlitwy bez czynienia sprawiedliwości, zwłaszcza wobec najuboższych, uchodźców i głodujących. Zaznaczył, że troska z pasją o jedność Kościoła nie jest jedynie uczuciem czy , ale częścią DNA każdego Kościoła. A jego osobistym marzeniem jest doświadczenie tej jedności we wspólnej Eucharystii jeszcze za swego życia.

Z kolei papież Franciszek nawiązał do fragmentu Męki Pańskiej, w którym zwarta jest pokusa: „Wybaw samego siebie!” (Mk 15, 30)i zauważył, że także współcześni chrześcijanie napotykają pokusę by myśleć wyłącznie o sobie samych. Wskazał, że najpierw wypowiadają ją zwykli ludzie, świadkowie przepowiadania Jezusa i Jego cudów. Chcieli, by na krzyżu dokonał się kolejny spektakularny cud. Zaznaczył, że w postawie takie wyraża się w gruncie rzeczy kult własnego „ja” a nie Boga żywego. „Obojętność trzymała ich z daleka od prawdziwego oblicza Boga” - podkreślił Franciszek.

Następnie Ojciec Święty mówiąc o postawie arcykapłanów i uczonych w Piśmie zauważył, że oskarżali Jezusa, ponieważ innych wybawił. Insynuowali, że zbawienie, spieszenie na pomoc innym nie przynosi żadnego dobra. Jednakże „ewangelia” „wybaw samego siebie” jest „najbardziej fałszywą ewangelią apokryficzną, która nakłada krzyże na innych. „Natomiast prawdziwa ewangelia bierze na siebie krzyże innych” – wskazał papież.

Franciszek zaznaczył, że w klimat prowokacji wymierzonej przeciw Jezusowi włączyli się także dwaj złoczyńcy ukrzyżowani wraz z Niem. „Szukają Jezusa tylko po to, by rozwiązać swoje problemy. Ale Bóg nie tyle przychodzi, aby uwolnić nas od problemów, które zawsze się pojawiają, lecz po to, aby wybawić nas od prawdziwego problemu, jakim jest brak miłości. I to właśnie jest głęboka przyczyna naszych nieszczęść osobistych, społecznych, międzynarodowych i ekologicznych. Myślenie tylko o sobie jest sprawcą wszelkiego zła” – podkreślił Ojciec Święty. Jednocześnie dodał, że jeden z łotrów dostrzegł w Jezusie łagodną miłość i dzięki temu otrzymał raj.

Papież cytując swego poprzednika, Benedykta XVI stwierdził, że „Krzyż czyni nas braćmi”. „Bowiem tylko miłość gasi nienawiść, tylko miłość dogłębnie pokonuje niesprawiedliwość. Tylko miłość czyni miejsce dla innych. Tylko miłość jest drogą do pełnej jedności między nami – dodał. Podkreślił, że inni ludzie powinni być drogą do zbawienia nas samych, zwłaszcza ubodzy. „Niech Pan pomoże nam wspólnie kroczyć drogą braterstwa, abyśmy mogli być wiarygodnymi świadkami prawdziwego Boga” - stwierdził na zakończenie swej homilii Franciszek.

W czasie modlitwy wiernych, przy śpiewie „Kyrie eleison”, proszono Boga m.in. o pokój i pojednanie w kolejno wymienianych z nazwy krajach ogarniętych wojną, przemocą, terroryzmem i napięciami społecznymi, m.in. na Białorusi, Ukrainie i na Kaukazie. Powierzano Bogu rządzących, by prowadzili swe państwa drogami pokoju, a także ofiary pandemii. Każdej intencji towarzyszyło zapalenie świeczki przez przedstawicieli Wspólnoty św. Idziego. Na zakończenie wszyscy odmówili modlitwę „Ojcze nasz”, ukłonem przekazali sobie znak pokoju, a papież wypowiedział słowa błogosławieństwa.

Następnie na sąsiednim placu na Kapitolu (Piazza del Campidoglio) odbyło się spotkanie przedstawicieli różnych religii. Rozpoczął je założyciel Wspólnoty św. Idziego Andrea Riccardi. Przypomniał spotkanie z 1986 r., które zapoczątkowało „ducha Asyżu”, polegającego na tym, że „religie nie modlą się przeciwko sobie, jak w przeszłości, gdy byliśmy sobie obcy lub się nienawidziliśmy”, lecz „modlą się ramię w ramię”.

Głos zabrał także prezydent Włoch Sergio Mattarella. Stwierdził, że czas pandemii pokazuje, jak bardzo potrzebujemy braterstwa. Za znak nadziei uznał to, że „w duchu Asyżu” religie solidarnie modlą się o pokój.

Swe przesłania pokoju przekazali reprezentanci różnych religii. Patriarcha Bartłomiej wskazał, że budowanie braterstwa, które prowadzi do pokoju i sprawiedliwości zaczyna się od troski o wspólny dom. – Skończył się czas mody na ekologię, jej idealizacji lub co gorsze jej ideologizacji. Zaczyna się czas działania – stwierdził prawosławny hierarcha.

Naczelny rabin Francji Haïm Korsia wskazał, że przeciwieństwem nienawiści nie jest nienawiść, lecz obojętność. Brak odpowiedzialności za siebie nawzajem, brak więzi z drugim człowiekiem jest postawą Kaina, która wiąże się z brakiem braterstwa. Wzorem powinna być postawa Józefa, sprzedanego przez braci, który mimo ich szukał. Rabin zachęcił, by wzorując się na Józefie, budować więzi braterstwa z tymi, których spotykamy.

Mohammed Abdelsalam Abdellatif, sekretarz generalny Wysokiego Komitetu Braterstwa Międzyludzkiego odczytał przemówienie wielkiego imama kairskiego uniwersytetu Al-Azhar Ahmada al-Tayyeba, który m.in. odciął się od „strasznego zabójstwa” nauczyciela pod Paryżem sprzed kilku dni. Stwierdził, że zasady religii islamskiej i nauczanie Mahometa nie mają z nic wspólnego z tym „grzesznym czynem przestępczym” i z „przewrotną i fałszywą ideologią”, którą kierował się jego sprawca. - Ten terrorysta i jego ludzie nie reprezentują religii Mahometa (…), tak jak terrorysta nowozelandzki, który zabił muzułmanów w meczecie nie reprezentuje religii Jezusa – podkreślił al-Tayyeb.

Buddyjski mnich Shoten Minghesi z Japonii wyraził przekonanie, że przywódcy religijni powinni ściśle ze sobą współpracować, gdyż dialog jest drogą otwierającą nasze serca i stanowi krok zbliżający do serc innych ludzi. – Wspólnie rozbrajajmy nasze serca i podążajmy tą drogą, czyniąc kolejny krok w kierunku świata, do którego dążymy: świata braterstwa i pokoju – wezwał Minghesi.

Reprezentujący włoskich sikhów Katrmaljit Singh Dillon zaznaczył, że „narody są jedną wielką rodziną, która powinna pozostawać zjednoczona w trudnych chwilach pandemii, która powoduje wzrost ubóstwa i niepewności”. Dał wyraz przekonaniu, że poprzez wspólną walkę w ochronie ludzkiego życia i ochronie środowiska naturalnego będziemy mogli pokonać nierówności i zapewnić „pokojową przyszłość naszym dzieciom”.

Jako ostatni przemówił papież Franciszek. Przypomniał, że „przykazanie pokoju jest głęboko wpisane w reprezentowane przez nas tradycje religijne” oraz że na bazie wiary religijnej można stać się budowniczym pokoju.

Ojciec Święty zachęcił do kontynuowania tych wysiłków, nie przyzwyczajania się do wojny oraz zwrócenia szczególnej uwagi na los uchodźców. Zaznaczył, że dzisiaj bolączki wojny spotęgowały się również z powodu pandemii koronawirusa i niemożności dostępu w wielu krajach do niezbędnej opieki zdrowotnej.

„Wszyscy przywódcy polityczni mają wobec Boga bezwzględny obowiązek położenia kresu wojnie. Pokój jest priorytetem wszelkiej polityki” – stwierdził papież. „Dość już mieczy, broni, przemocy, wojny!” – dodał Franciszek.

Ojciec Święty przypomniał, że różne kraje świata są dzisiaj głęboko ze sobą powiązane. „Braterstwo wypływające ze świadomości, że jesteśmy jedną ludzkością musi przeniknąć życie ludzi, wspólnot, rządzących i forów międzynarodowych. W ten sposób wzrośnie poczucie, że możemy ocalić się tylko razem, poprzez spotkania, negocjacje, zaprzestanie walki, jednając się ze sobą, łagodząc język polityki i propagandy, rozwijając konkretne drogi na rzecz pokoju” – stwierdził papież.

Nawiązując do dzisiejszego spotkania Franciszek wskazał, iż ukazuje ono jasno, „że religie nie chcą wojny; wręcz przeciwnie, zadają kłam tym, którzy sakralizują przemoc, proszą wszystkich o modlitwę o pojednanie i o działanie, aby wspólnota braterska mogła otworzyć nowe drogi nadziei. Istotnie, z Bożą pomocą, możliwe jest budowanie świata pokoju, a tym samym wspólne ocalenie siebie”.

Po minucie ciszy w intencji ofiar pandemii i wojen, odczytano „Apel na rzecz pokoju”, skierowany do przywódców państw i obywateli świata. – W tym czasie dezorientacji, poruszeni następstwami pandemii COVID-19, która zagraża pokojowi powiększając nierówności i lęki, mówimy z mocą: nikt nie może ocalić się sam, żaden naród, nikt! – podkreślili sygnatariusze apelu. Zaznaczyli, że „wszyscy jesteśmy siostrami i braćmi”. – Modlimy się do Boga Najwyższego, aby po tym czasie próby nie było już „innych”, ale wielkie „my”, bogate różnorodnością. Nadszedł czas, by znów śmiało marzyć, że pokój jest możliwy, że pokój jest konieczny, że świat bez wojen nie jest utopią. Dlatego chcemy ponownie powiedzieć: „Nigdy więcej wojny!” – napisali uczestnicy spotkania.

Przeciwstawiając się myśleniu o wojnie jako możliwym sposobie rozwiązania sporów międzynarodowych, przypomnieli, że „wojna zawsze pozostawia świat w gorszej sytuacji, niż go zastała” i że „jest porażką polityki i ludzkości”. Zaapelowali do rządzących „o odrzucenie języka podziałów, często wspartego uczuciami lęku i nieufności, i o niepodejmowanie dróg bez odwrotu”.

Przywódców państw poprosili, by pracowali „razem nad nową architekturą pokoju”. - Połączmy siły na rzecz życia, zdrowia, edukacji, pokoju. Nadszedł czas, aby wykorzystać zasoby wykorzystywane do produkcji coraz bardziej niszczącej broni, niosącej śmierć, aby wybrać życie, zatroszczyć się o ludzkość i nasz wspólny dom. Nie traćmy czasu! – napisali.

Zaproponowali, by zacząć „od celów osiągalnych” i połączyć „już teraz wysiłki na rzecz powstrzymania rozprzestrzeniania się wirusa, dopóki nie będziemy mieli odpowiedniej szczepionki, która będzie dostępna dla wszystkich”. - Ta pandemia przypomina nam, że wiąże nas braterstwo krwi - zaznaczyli.

Wszystkich wierzących i ludzi dobrej woli zachęcili do budowania przyjaźni społecznej i przyswojenia sobie kultury dialogu, gdyż „rzetelny, wytrwały i odważny dialog jest mężnym i praktycznym antidotum na nieufność, podziały i przemoc”, a także „radykalnie kładzie kres argumentom wojen, które niszczą projekt braterstwa wpisany w powołanie rodziny ludzkiej”.

- Nikt nie może czuć się zwolniony od uczestnictwa. Wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni. Wszyscy potrzebujemy przebaczenia i proszenia o przebaczenie. Niesprawiedliwości świata i historii nie leczy się poprzez nienawiść i zemstę, ale poprzez dialog i przebaczenie – czytamy w apelu, przyjętym przez aklamację.

Dzieci wręczyły jego tekst przywódcom religijnym, ambasadorom i przedstawicielom włoskich władz. Papież i inni reprezentanci religii zapalali świeczki na wielkim kandelabrze, po czym podpisywali odczytany przed chwilą apel. Swój podpis pod nim złożył także prezydent Włoch. Na zakończenie spotkania wszyscy zgromadzeni na placu przekazali sobie znak pokoju.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję