Reklama

Watykan

Prezydenci Polski w Watykanie

Zbliżająca się podróż prezydenta Polski Andrzeja Dudy do Włoch i jego planowane spotkanie z Franciszkiem w Watykanie jest okazją do przypomnienia dotychczasowych wizyt głów naszego państwa za Spiżową Bramą. Pierwszym, którego przyjął u siebie Ojciec Święty, był w 1991 Lech Wałęsa. Po nim do Watykanu udawali się wszyscy jego następcy, i to wielokrotnie.

2020-09-23 19:38

[ TEMATY ]

prezydent

Franciszek

Adobe Stock

Przypomnijmy, że urząd prezydenta przywrócił Sejm jeszcze Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej na swym posiedzeniu 7 kwietnia 1989 (w dwa dni po zakończeniu obrad Okrągłego Stołu), uchwalając ustawę o zmianie konstytucji i związane z nią dwie ustawy o ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu. Ten pierwszy dokument głosił, iż prezydent jest „najwyższym przedstawicielem Państwa Polskiego w stosunkach wewnętrznych i międzynarodowych”. Ma czuwać nad przestrzeganiem konstytucji, stać „na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa, nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium oraz przestrzegania międzypaństwowych sojuszy politycznych i wojskowych”.

Należy pamiętać, że decyzja Sejmu nie tyle ustanawiała, ile przywracała po wielu latach urząd prezydenta jako głowy państwa. Stanowisko to istniało bowiem w Polsce w okresie międzywojennym i w latach 1947-52, gdy piastował je Bolesław Bierut. Ale uchwalona 22 lipca 1962 konstytucja zniosła ten urząd, wprowadzając na to miejsce instytucję Rady Państwa – „zbiorową głowę” Polski. Odtąd przez 47 lat jej przewodniczący pełnił rolę prezydenta, choć ani nazwą, ani większością swych uprawnień nie nawiązywał do godności tego urzędu.

Reklama

Przywrócenie go stanowiło jeden z najważniejszych przejawów zmian, jakie zaczęły się dokonywać w naszym kraju w 1989 roku i w latach następnych.

Pierwszego prezydenta po prawie pół wieku wybrał 19 lipca 1989 Sejm „kontraktowy”, wyłoniony w wyniku wyborów z 4 czerwca tegoż roku (a nie naród w wyborach powszechnych). Został nim gen. Wojciech Jaruzelski, co w tamtym okresie uznawano powszechnie za gest o wymiarze międzynarodowym, aby nie drażnić zbyt daleko idącymi zmianami naszych sąsiadów, zwłaszcza istniejącego jeszcze wówczas ZSRR. Posłowie głosowali imiennie, wrzucając swe kartki do urny. W procedurze wzięło udział 544 członków Zgromadzenia Narodowego, którzy oddali 537 ważnych głosów. Generał otrzymał 270 głosów, czyli dokładnie tyle, ile wynosiła wymagana większość, przeciwko były 233 osoby a 34 wstrzymały się od głosowania. Jeszcze tego samego dnia nowy szef państwa złożył ślubowanie, wymagane przez konstytucję. Swój urząd pełnił nieco ponad rok – do 9 grudnia 1990, gdy w wyniku II tury wyborów stanowisko to objął Lech Wałęsa (ślubowanie złożył 22 grudnia).

I to właśnie on jako pierwszy po wojnie prezydent Polski udał się niebawem w swą pierwszą podróż zagraniczną właśnie do Watykanu, gdzie 5 lutego 1991 przyjął go św. Jan Paweł II. W rozmowie z Ojcem Świętym szef państwa wyraził mu wdzięczność za poparcie, jakiego Stolica Apostolska i osobiście papież udzielili narodowi polskiemu na drodze do odzyskania wolności i niepodległości. Podkreślił również wielowiekowe więzi łączące Polskę z Kościołem i Stolicą Apostolską. Ponadto papież przyjął L. Wałęsę prywatnie już po zakończeniu jego kadencji 16 grudnia 1996.

Reklama

Drugim szefem naszego państwa, przyjętym przez papieża-Polaka był następca Wałęsy na tym urzędzie (w latach 1995-2005) – Aleksander Kwaśniewski: nastąpiło to 15 października 1998. Rzecz znamienna, że ten wywodzący się z lewicy polityk ma na koncie najwięcej spotkań z papieżami. Jan Paweł II przyjmował go jeszcze pięciokrotnie: 8 kwietnia 2000, 26 lutego 2002, 19 maja i 17 października 2003 oraz 18 maja 2004. Poza tym tuż przed zakończeniem swej drugiej kadencji 9 grudnia 2005 odwiedził on jeszcze Benedykta XVI.

Jako trzeci wyjeżdżał do Watykanu, i to pięciokrotnie, Lech Kaczyński (prezydent w latach 2005-10). Przyjmował go tam już Benedykt XVI: 26 stycznia 2006 oraz 18 maja i 12 października 2009. Ponadto 2 kwietnia i 3 czerwca 2007 oraz 11 października 2009 prezydent uczestniczył w uroczystościach religijnych w Watykanie i z tej okazji też spotykał się z papieżem, ale były to krótkie rozmowy na Placu św. Piotra.

Następca tragicznie zmarłego pod Smoleńskiem śp. Lecha Kaczyńskiego – Bronisław Komorowski (2010-15) odwiedzał w Watykanie zarówno Benedykta XVI, jak i jego następcę Franciszka. Po raz pierwszy było to 15 października 2010, a następnie 2 maja 2011 – nazajutrz po beatyfikacji Jana Pawła II; prezydent podziękował Ojcu Świętemu za wyniesienie na ołtarze naszego wielkiego rodaka. A 26 kwietnia 2014 B. Komorowskiego przyjął już nowy biskup Rzymu – było to w przeddzień kanonizacji papieża Wojtyły a obaj mężowi stanu rozmawiali nie tylko o tym wydarzeniu, ale też o stosunkach dwustronnych i o sytuacji na Ukrainie, na której wschodzie właśnie rozpoczęła się wojna, wywołana przez Rosję.

I wreszcie obecny prezydent Andrzej Duda, pełniący tę funkcję od 6 sierpnia 2010 i który w tym roku rozpoczął swą drugą kadencję. Franciszek przyjął go dotychczas trzykrotnie: 9 listopada 2015, 5 czerwca 2016 i 15 października 2018. Rozmowy podczas pierwszej audiencji dotyczyły m.in. dwóch ważnych wydarzeń, zaplanowanych na 2016 rok: 1050. rocznicy Chrztu Polski w kwietniu i Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w lipcu. Drugie spotkanie było krótkie, przy okazji kanonizacji w Watykanie o. Stanisława Papczyńskiego. Trzecia wizyta też była okolicznościowa, tym razem w związku z obchodami 40. rocznicy wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, ale szef państwa porozmawiał dłużej z Ojcem Świętym, m.in. o Polsce, Unii Europejskiej, polityce rodzinnej i o św. Janie Pawle II. Jak powiedział później, papież z zadowoleniem wyrażał się o rządowym wsparciu rodzin, o programie 500+ i innych ważnych sprawach.

Mówiąc o wizytach głów państwa polskiego w Watykanie należy jeszcze wspomnieć o wydarzeniach „przedprezydenckich”. Najpierw w uroczystościach rozpoczęcia pontyfikatu Jana Pawła II w dniu 22 października 1978 (i nazajutrz w audiencji dla Polaków) w Watykanie uczestniczyła oficjalna delegacja z Polski, na której czele stał przewodniczący Rady Państwa (a więc wspomniana wcześniej „zbiorowa głowa państwa”) prof. Henryk Jabłoński. Była to pierwsza tak wysoka reprezentacja władz Polski u papieża po wojnie. Później Ojciec Święty raz jeszcze przyjął tego polityka – 19 maja 1983, nazajutrz po obchodach 39. rocznicy zdobycia Monte Cassino. A 13 stycznia 1987 papież Wojtyła przyjął w Watykanie następcę prof. Jabłońskiego na stanowisku szefa Rady Państwa, gen. Wojciecha Jaruzelskiego. On sam określił potem to wydarzenie jako „historyczną wizytę i wyraz nadziei, że przyniesie ona pożytek Polsce i Europie”.

Za wielki nietakt wobec papieża Pawła VI uznano natomiast zachowanie Edwarda Ochaba – ówczesnego przewodniczącego Rady Państwa – który w dniach 6-11 maja 1967 złożył oficjalną wizytę we Włoszech i nie odwiedził Ojca Świętego. Ogólnie przyjętą praktyką było i jest, że politycy – głowy państw czy szefowie rządów – podczas pobytu w Rzymie „zahaczają” o Watykan, gdzie przyjmuje ich papież. Tymczasem oficjalny przedstawiciel katolickiej Polski nie zrobił tego, a ówczesna propaganda tłumaczyła to napiętym programem jego wizyty, który ponoć nie przewidywał wizyty za Spiżową Bramą.

Na zakończenie tego krótkiego przeglądu dodajmy jeszcze, że papieże, począwszy od Pawła VI, przyjmowali na audiencjach także innych wysokiej rangi polityków z naszego kraju: premierów, marszałków Sejmu i Senatu, ministrów spraw zagranicznych.

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prezydent: prawda zbrodni katyńskiej to fundament Polski wolnej, suwerennej i niepodległej

2020-10-11 19:11

[ TEMATY ]

Katyń

prezydent

Ukraina

Andrzej Duda

PAP/Leszek Szymański

Prezydent Andrzej Duda z małżonką

Prezydent Andrzej Duda z małżonką

Prezydent wraz z małżonką Agatą Kornhauser-Dudą w niedzielę na Polskim Cmentarzu Wojennym w Bykowni wzięli udział w obchodach 80. rocznicy zbrodni katyńskiej. Był to pierwszy punkt trzydniowej wizyty pary prezydenckiej na Ukrainie.

Andrzej Duda przypomniał, że miał odwiedzić ten cmentarz w kwietniu br., jednak ze względu na restrykcje, które wtedy obowiązywały w związku z pandemią koronawirusa, nie doszło do tej wizyty. Zaznaczył, że jest dla niego "wielkim przeżyciem i satysfakcją", że mimo tych przeciwności i trudności - a także dzięki życzliwości władz Ukrainy - stoi wraz z całą delegacją dziś "na tej krwawej ziemi w Bykowni pod Kijowem, w miejscu, gdzie w zbrodni katyńskiej zamordowano tysiące naszych rodaków".

"To było 80 lat temu. Czasem mówi się, historycy podają, że zbrodnia katyńska, a ściślej mówiąc kłamstwo katyńskie, było fundamentem nieistniejącej już dziś na szczęście komunistycznej Polski; że to właśnie na kłamstwie katyńskim ufundowana była tamta pochodząca z Moskwy władza, z moskiewskiego nadania, czasem z moskiewskiego wysłania i że to kłamstwo było najsilniejszym elementem scalającym ludzi tamtej epoki, zwłaszcza jej początków" - mówił prezydent.

Andrzej Duda zaznaczył, że "dlatego szczycimy się, że prawda o zbrodni katyńskiej, o bestialskim ludobójczym morderstwie, jakiego sowieci dokonali na polskich oficerach w Katyniu, w Charkowie i tutaj w Bykowni, stanowi dzisiaj jeden z najsilniejszych fundamentów Polski wolnej, prawdziwej suwerennej, prawdziwie niepodległej".

Jak ocenił prezydent, rok 2020 z racji tego 80-lecia jest wyjątkowy. "Ale wyjątkowy jest też przez 100-lecie wielkiego zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej w 1920 roku, poprzez stulecie wielkiego polskiego zwycięstwa, wspólnie wtedy z naszymi ukraińskimi braćmi, sojusznikami, przeciwko sowietom" - podkreślił.

Jak przypomniał, "wtedy polscy żołnierze i ukraińscy żołnierze walczyli ramię w ramię po to, by odepchnąć sowiecką nawałę". "Udało się to. W tak wielu miejscach udało się nie tylko przełamać front, ale przede wszystkim pognać sowietów z powrotem na wschód. Zatrzymać nawałę, która szła na Polskę. Zatrzymać nawałę, która szła na Europę, po to, by zanieść komunizm i zmienić świat. Dziś wiemy, że przede wszystkim po to, by przynieść ludziom nieszczęście" - zauważył prezydent.

Andrzej Duda zaznaczył, że "wspólnymi siłami udało się wtedy zwyciężyć" i zwrócił uwagę na słowa historyków, że "zbrodnia katyńska, bestialskie zamordowanie polskich oficerów wziętych do niewoli, którzy mieli status jeńców wojennych, bestialskie zamordowanie ich strzałami w tył głowy, było sprzeczne ze wszystkimi konwencjami międzynarodowymi, co było aktem nieludzkiego, zwyrodnialczego bestialstwa, było zemstą Stalina za tamten sromotny wstyd, za tamtą porażkę, kiedy jako jeden z sowieckich dowódców musiał uciekać przed pędzącymi polskimi wojskami, musiał cofać się, musiał poniechać zamiary dominacji nad Europą i dominacji wówczas nad Polską".

Duda wyraził przypuszczenie, że "może to był właśnie jeden z powodów, dla których z Hitlerem podpisał pakt Ribbentrop-Mołotow". Jak podkreślił, był to "zdradziecki pakt, który doprowadził do wybuchu II wojny światowej, i który spowodował zniknięcie Polski z mapy poprzez rozdarcie przez dwoje sojuszników, rozdarcie jej przez hitlerowskie Niemcy, i rozdarcie jej przez sowiecką Rosję". Mówił, że to właśnie w wyniku tego aktu, aktu napaści w 1939 roku, polscy oficerowie znaleźli się w sowieckiej niewoli, w której zostali przez NKWD zamordowani.

Zaznaczył, że w Bykownia jest miejscem, gdzie leżą polscy oficerowie, dzieląc tę ziemię z tysiącami zamordowanych obywateli ukraińskich, którzy, jak mówił, zostali zabici przez sowietów po to, by unicestwić naród ukraiński, "a jego resztki w pokorze sprowadzić do rangi niewolników".

Prezydent wskazał, że dziś możemy o tym mówić - "my, wolni Polacy, tutaj, na wolnej, niepodległej i suwerennej Ukrainie, jako sojusznicy, którzy stoją przy Ukrainie ramię w ramię wobec kolejnej rosyjskiej agresji - tym razem takiej, która odebrała Krym, która zawłaszczyła ziemie Doniecka i Ługańska".

Jak podkreślił, jest to tragedia, na którą świat i Europa nigdy nie mogą się zgodzić. "Naszym obowiązkiem jest ją zatrzymać i odwrócić tu, na Ukrainie i Europie, te granice, które powinny być i które są granicami uczciwości prawa międzynarodowego, sprawiedliwości i po prostu zwykłej przyzwoitości" - powiedział Duda.

Jak dodał, tego domaga się pamięć ofiar, które spoczywają w Bykowni, w tym lesie, a także tych ofiar, które spoczywają w Charkowie i innych miejscach. "Musimy o tym pamiętać, bo to kwestia godności naszych narodów, kwestia sprawiedliwości, to wreszcie kwestia uczciwej pamięci historycznej, której kultywowanie jest naszym obywatelskim obowiązkiem" - oświadczył prezydent.

CZYTAJ DALEJ

Aktualizacja: Zmarł wieloletni proboszcz i dziekan skoczowski ks. prałat Alojzy Zuber. Publikujemy jego wspomnienia

2020-10-21 10:48

[ TEMATY ]

kapłan

pogrzeb

prałat

Monika Jaworska

Ks. prałat Alojzy Zuber

Ks. prałat Alojzy Zuber

Zmarł emerytowany ks. prałat Alojzy Zuber – wieloletni proboszcz parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Skoczowie i kustosz sanktuarium św Jana Sarkandra na Kaplicówce, a także dziekan dekanatu skoczowskiego. Ks. prałat Alojzy Zuber przyjmował papieża Jana Pawła II w maju 1995 roku na skoczowskiej Kaplicówce.

W ostatnim czasie przebywał na emeryturze w Domu Sióstr Sercanek w Kamesznicy. Zachorował na koronawirusa Covid-19...

Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie…

Za diecezja.bielsko.pl podajemy szczegóły dotyczące uroczystości pogrzebowych Księdza Prałata w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Skoczowie, które odbędą się w piątek 23 października br.:

W związku z obostrzeniami sanitarnymi, które obowiązują w czasie pandemii, w kościele może jednorazowo przebywać 135 osób; pamiętamy o zakrywaniu nosa i ust maseczką. Bardzo prosimy o przestrzeganie tych zaleceń. Prosimy o dostosowanie się do poniższego planu uroczystości pogrzebowych:

Piątek, 23 października 2020 r.

7.30 Wprowadzenie trumny do kościoła parafialnego Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Skoczowie

8.00 Msza św. z udziałem wiernych pod przew. ks. prob. Witolda Grzomby

8.45 – 9.30 Różaniec w intencji zmarłego, w tym czasie czuwanie przy trumnie

10.00 Msza św. sprawowana przez kapłanów pod przew. Dziekana Skoczowskiego ks. Ignacego Czadera, bez udziału wiernych

11.30 Msza św. z udziałem wiernych pod przew. ks. Juliusza Kropacza

11.30 Msza św. w Szpitaliku (50 osób) z udziałem wiernych pod przew. ks. Tomasza Gwoździewicza

11.30 Msza św. w Wiślicy (65 osób) z udziałem wiernych pod przew. ks. Dariusza Byrskiego

12.15 – 13.00 Różaniec w intencji zmarłego, w tym czasie czuwanie przy trumnie

13.15 Odczytanie zamówionych intencji mszalnych, przemówienia i pożegnania przez władze lokalne, grupy parafialne i społeczne.

14.00 MSZA ŚW. POGRZEBOWA POD PRZEW. BISKUPA Piotra Gregera z udziałem najbliższej Rodziny oraz osób zaproszonych imiennie (nie ma koncelebry z Biskupem – Księża odprawiają o 10.00) Po Mszy św. wyprowadzenie trumny i przejazd na Stary Cmentarz (najbliższa Rodzina).


Poniżej publikujemy wspomnienia ks. prał. Alojzego Zubra z 2013 roku z okazji przeżywanego przez niego wówczas złotego jubileuszu kapłaństwa. Wspomnienia napisał do pisma „Effatha” (nr 7/2013) wydawanego w parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Skoczowie, gdzie ks. Alojzy Zuber posługiwał wówczas jako proboszcz.

Dnia 1 września 1939 r. rozpoczęła się II wojna światowa. Była ona nie tylko dramatem dla Ojczyzny, ale także nieszczęściem dla rodziny – w tym także i mojej. Wskutek działań wojennych spłonął nasz rodzinny dom, a także stodoła ze zbożem, chlew i stajnia. Szczęśliwie tata zdołał wyprowadzić całą rodzinę na bezpieczniejsze miejsce przy skarpie rzeki Pszczynki. Ocalała babcia, stryj Józef, ciocia Wiktoria, mama Zofia, tata Franciszek, niespełna dwuletni brat Stanisław i ja – trzymiesięczny niemowlak. Wojsko niemieckie ewakuowało po pożarze rodzinę do sąsiedniej wioski Studzionka, z dala od linii frontu. Z moich rodzinnych Brzeźc to 5 km. Po odbudowaniu naszych budynków spędzałem szczęśliwe dzieciństwo u dziadków w Brzeźcach, gdzie – jak każde wiejskie dziecko – na miarę sił pomagałem na gospodarstwie: przy sianie, żniwach, wykopkach, pasaniu krów i innych czynnościach. Tam byłem do I Komunii św., chodziłem do szkoły podstawowej, a od V klasy byłem ministrantem. W Brzeźcach przyjąłem bierzmowanie. Tam rozwijało się w moim sercu powołanie do kapłaństwa. Oprócz starszego brata Stanisława żyją jeszcze także moje dwie siostry – Bronisława i Monika, a także najmłodszy brat Jan, który przejął gospodarstwo.

Po podstawówce uczęszczałem do Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego w Pszczynie. Szkoła ta powstała w latach 40. XVIII w. (a więc jeszcze czasy I Rzeczpospolitej), jako Gimnazjum Książęce. Po zdaniu matury w 1957 r. wstąpiłem do Śląskiego Seminarium Duchownego. Pierwszy rok studiów był w Tarnowskich Górach, a pozostałe pięć lat w Krakowie. Święcenia diakonatu przyjąłem w marcu 1963 r. z rąk ks. biskupa Józefa Kurasa, a prezbiterat 23 czerwca 1963 r. w Katedrze Chrystusa Króla w Katowicach z rąk biskupa Herberta Bednorza.

Pierwsza parafia - Niedobczyce

Po krótkich wakacyjnych zastępstwach u sióstr Jadwiżanek w Bogucicach i w parafii Św. Józefa w Katowicach -Załężu otrzymałem w sierpniu1963 roku dekret wikariusza w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Niedobczycach. Pojechałem tam autobusem, aby się przedstawić miejscowemu księdzu proboszczowi. Był nim od wielu lat ks. Jan Tomala, wyświęcony we Wrocławiu jeszcze przed powstaniem diecezji katowickiej. Ponieważ był doktorem nauk biblijnych i przedwojennym katechetą, toteż przed II wojną światową wziął udział w pielgrzymce do Ziemi Świętej. Było to wtedy ogromną rzadkością. Ksiądz proboszcz uczył religii aż do 70 roku życia. Nauczał dzieci klas II Szkoły Podstawowej nr 1. Podziwialiśmy jego piękny śpiew w czasie Mszy świętych. Moim współwikariuszem był ks. Alojzy Majnusz, który rok przede mną przybył do Niedobczyc ze Skoczowa. Podziwiałem go zwłaszcza za dwie rzeczy. Wspaniale potrafił z ambony przekonać słuchaczy do wszelkich inicjatyw duszpasterskich, np. do licznego udziału w porannych roratach, nabożeństwach różańcowych i majowych. Potrafił skłonić rodziców do troski o wczesną Komunię dzieci. Ogromna ich większość przystępowała do I Komunii św. w wieku 7 lat. W katechezach i comiesięcznej Komunii św. towarzyszyli im rodzice, zwłaszcza matki. Niezwykłe było i to, że tak małe dzieci potrafił prostym i zrozumiałym językiem katechizować.

Kolejnym współwikarym od 1965 roku był ks. Emil Dyrda mający wtedy 9 lat kapłaństwa. Ciepło wspominam swe poprzednie parafie, zwłaszcza Szopienice i Mariacką w Katowicach. Barwnie opowiadał o proboszczach tych parafii, szczególnie o ks. prałacie Maślińskim, byłym rektorze Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie. Ks. Emil był powszechnie lubiany przez wiernych, odznaczał się ogromną kulturą osobistą nawet w trudnych problemach w kancelarii. Przez wiele lat był proboszczem w Podraju koło Czechowic -Dziedzic, a potem Kozach, do czasu przejścia na emeryturę. Dzieci i młodzież katechizowaliśmy w domu katechetycznym. W 1961 roku sejm niemy uchwalił ustawę o szkole świeckiej i tak wyrugowano religię ze szkół, aby osłabić życie religijne młodego pokolenia. Oprócz księży katechizowała też jedna siostra służebniczka i katechetka. W pamięci pozostały mi wrześniowe piesze pielgrzymki do Pszowa, a także coroczne pielgrzymki na Górę św. Anny.

Niezwykłym doświadczeniem w mej pracy kapłańskiej było zetknięcie się z Anną Kwiotek, która od dziesiątego roku życia miała jednostronny silny paraliż i zupełną utratę słuchu. Nie tylko nie potrafiła chodzić czy wstać, ale nawet siedzieć. Od czterdziestoletniego wtedy leżenia miała na plecach bolesne odleżyny. Mogła więc leżeć tylko na brzuchu. Aby uchronić się przed uduszeniem zwłaszcza w czasie snu, umieszczała od łóżka do pobliskiej szafki kij podobny do kija w miotle, kładła na nim swą lewą dłoń i na niej wspierała głowę. W takiej pozycji sypiała. Jakże to było niewygodne! Księża wikarzy codziennie zanosili jej Komunię św. Nieraz mówiła, że ona daje jej siłę do udźwignięcia tego krzyża. Bóg dał jej niezwykłą pamięć. Rozpoznała kogoś, kto przed 25 laty jako 10-letni chłopiec był ją odwiedzić z mamą, a teraz odtwarzał św. Mikołaja. O jej inteligencji niech świadczy fakt, że czytała i rozumiała trudne książki teologiczne. Czytała Pismo Św. i zdobyła wielką jego znajomość. Chociaż nie miała słuchu, to jednak doskonale się z nią porozumiewaliśmy przez bardzo wyraźną artykulację poszczególnych wyrazów, jak przyjmowała te cierpienia? Przed urlopem wakacyjnym powiedziałem jej, że teraz nie będę przychodził z Komunią, bo wyjeżdżam. Poprosiła o odprawienie Mszy świętej. Zapytałem: W jakiej intencji? Odpowiedziała: „Z podziękowaniem za łaskę cierpienia, z prośbą o wytrwanie”. Kto z nas potrafiłby Bogu dziękować za cierpienie? Ze swej niewielkiej renty wspierała kleryków z biednych rodzin ze zgromadzenia Księży Sercanów. Na jej pogrzebie duży ich zastęp celebrował mszę świętą otwierając jej bramy nieba. Trzy lata pobytu związały mnie z parafią i dały dużo doświadczeń bardzo przydatnych w kolejnych parafiach. Pozostała tam cząstka mego serca. Nie przypuszczałem wtedy, że ta więź będzie się utrwalać przez fakt zamieszkania w niej mej siostry. Z pewnym sentymentem celebruję tam od czasu do czasu Mszę św. i ogarniam parafię swą modlitwą.

Wspomnienia z Miedźnej

Od września 1966 roku rozpocząłem posługę kapłańską w Miedźnej w powiecie pszczyńskim, w parafii pod wezwaniem świętego Klemensa, który był papieżem i męczennikiem z końca I wieku. Piękny drewniany barokowy kościół z XVII w. otoczony jest cmentarzem. Do parafii należały też wioski Frydek i Gilowice. Tam dojeżdżałem do punktu katechetycznego uczyć religii młodzież i dzieci od II klasy wzwyż. W ważniejsze uroczystości młodzieńcy w czasie sumy prezentowali się z dużymi świecami na modlitwę eucharystyczną. Podziwiałem bardzo liczny udział młodzieży w I-piątkowych mszach św. i równie liczne jej przystępowanie do Komunii świętej. Panny w pszczyńskich strojach ludowych uświetniały procesje Bożego Ciała i odpusty.

Dojrzewały tam wtedy 3 powołania kapłańskie i 3 powołania zakonne dziewcząt do zgromadzenia Sióstr Służebniczek Śląskich Proboszczem był wtedy ks. Stanisław Czerwionka - rodem z Łąki. Święcenia przyjął w grudniu 1939 r. jako młody wikariusz został zaciągnięty do oddziałów sanitarnych niemieckiego wojska. Znosił rannych, odprawiał pogrzeby różnych wyznań, a gdy było spokojnie, to stawiał stół jako ołtarz i odprawiał mszę św. Miejscowi ludzie całowali ziemię, na której stał ołtarz, bo „nie mieliśmy tu mszy św. od 20 lat”. Z kilkoma kolegami uciekł z sowieckiej niewoli, do której się dostał. Otrzymał za to Żelazny Krzyż Zasługi, jako proboszcz miał nieraz utarczki z komunistycznymi władzami powiatowymi w Pszczynie, np. w sprawie rejestracji punktów katechetycznych. Przed peregrynacją obrazu Matki Bożej jasnogórskiej w 1967 roku jak i inni proboszczowie był wezwany do władz powiatowych. Przewodniczący zadał wreszcie pytanie: „Jak będziecie urządzali tę peregrynację?” Na to wzburzony proboszcz odpowiedział: „Czy ja się was pytam, jak wy będziecie urządzać obchody 1 Maja?” Wtedy urzędnik mówi: „My też tu mamy coś do gadania, bo to jest zabytkowy kościół”. Ksiądz pyta: „Czy daliście na remont tego kościoła chociaż jeden gwóźdź?”. Na tym rozmowa skończyła. Podziwiałem go jako dzielnego kapłana.

W sanktuarium św. Mikołaja

Od września 1969 roku do stycznia 1973 roku byłem wikariuszem w Pierśćcu koło Skoczowa w parafii św. Mikołaja. Wierni od wieków upraszają sobie tu u tego św. orędownika wiele łask, np. uzdrowień, nawet z ciężkich chorób, pojednanie w małżeństwie, dar potomstwa, opiekę nad dobytkiem i inne. Za otrzymane łaski przyjeżdżają podziękować. Katechizowałem w Pierśćcu i w Zaborzu. Proboszczem był ks. Wilhelm Kareta. W 1943 roku został aresztowany pod zarzutem pomocy udzielanej partyzantom. Dwóch jego braci zostało jednego dnia rozstrzelanych w Oświęcimiu. W więzieniu w Mysłowicach był katowany za spowiadanie więźniów i udzielanie Komunii św. Był też straszliwie bity, by zdradził tajemnicę spowiedzi. Potem wywieziony był do obozu w Dachau, gdzie doczekał wyzwolenia 29.04.1945 roku. Jesienią 1945 r. został proboszczem w Pierśćcu.

U św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Chwałowicach

Od stycznia 1973 r. do sierpnia 1976 r. byłem wikariuszem w tej dzielnicy Rybnika razem z ks. Henrykiem Bolczykiem, który potem przez 15 lat krajowym duszpasterzem ruchu oazowego. Po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 roku jako proboszcz w Katowicach wspierał górników kopalni „Wujek.” W pamięci pozostał mi wspaniały śpiew w kościele i wielkie szkody górnicze niszczące wiele domów i pól oraz tworzące duże rozlewiska. Ogromny procent ludności pracował w pobliskich kopalniach Proboszczem był ks. Henryk Rothkegel, wspaniały kaznodzieja i dobry gospodarz parafii. W czasie wojny był zaciągnięty do wojska.

Ponownie w Pierśćcu

Od września 1976 r. byłem w Pierśćcu, ale już w charakterze adjutora, czyli administratora. Do mnie należały już decyzje dotyczące spraw duszpasterskich oraz finansowych (utrzymanie parafii, remonty, inwestycje itp.). W 1980 roku zostałem proboszczem. W tym też roku jesienią zmarł poprzedni proboszcz Wilhelm Kareta. Od stycznia 1981 roku były starania o budowę kościoła w Zaborzu. Parafianie mieli stamtąd do kościoła w Pierśćcu ponad 5 km. Po wielu staraniach otrzymaliśmy zgodę na budowę kaplicy punktem katechetycznym. Kopanie fundamentów zaczęliśmy w lipcu 1982 r. Wierni wykazywali wiele zapału do pracy. Wiosną 1983 roku zostałem mianowany dziekanem dekanatu skoczowskiego. Budowie przewodziłem do września 1983 roku.

W mieście św. Jana Sarkandra

W dzień pogrzebu ks. kan. Karola Pichy ze Skoczowa 10.09.1983 r. ks. bp Herbert Bednorz mianował mnie administratorem, a po kilku miesiącach proboszczem parafii p.w. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Skoczowie. Parafia ta liczy ok. 8 tys. katolików. Jest to najstarsza i największa parafia w tym mieście. Chociaż miasto istnieje ponad 700 lat, to obecna barokowa świątynia była zbudowana w 1762 r. po kolejnym pożarze. Od 1992 roku Śląsk Cieszyński a więc i Skoczów zaczęły należeć do nowej diecezji bielsko-żywieckiej, której ordynariuszem jest ks. bp Tadeusz Rakoczy.

Bł. Jan Sarkander został współpatronem diecezji obok św. Maksymiliana Kolbego i św. Jana Kantego. W 1993 r. został ogłoszony w Watykanie dekret kanonizacyjny Jana Sarkandra. Biskup Tadeusz Rakoczy udał się do Watykanu, aby zaprosić Ojca Świętego do Skoczowa, do miasta narodzenia Jana Sarkandra. W ślad za biskupem pojechała zaprosić go także czteroosobowa delegacja ze Skoczowa z burmistrzem i ks. dziekanem na czele. Papież przyjął nas 29 września 1994 r. w Castel Gandolfo. Ojciec Święty odpowiedział: „Zobaczymy”. Okazało się, że te marzenia się spełniły. Dzień po kanonizacji Jana Sarkandra w Ołomuńcu, gdzie poniósł męczeńską śmierć i gdzie są jego relikwie Ojciec Święty przyjechał do Skoczowa 22.05.1995 roku, aby przewodniczyć na Kaplicówce dziękczynnej Mszy św. za dar kanonizacji w otoczeniu ponad stu biskupów, siedmiuset kapłanów i trzystu tysięcy pielgrzymów. Trwałą pamiątką po papieskiej pielgrzymce jest kościół filialny w Wiślicy pw. Bożego Miłosierdzia wybudowany w latach 1998 - 2004, wyraźnie przypominający wygląd papieskiego ołtarza.

Od 2002 r. rozpoczęliśmy gruntowny remont parafialnego kościoła, zaczynając od odprowadzenia wód i osuszania kościoła. Wymieniono tynki, okna, wyremontowano wieżę, znacznie wymieniono więźbę, pokryto dach i wieżę blachą miedzianą. Potem remontowano wnętrze: wymieniono wiele instalacji, malowano sklepienia, ściany i wszystkie ołtarze. Poprzedni proboszczowie, każdy w swej epoce, też dokonywali renowacji, ale ta obecna jest najbardziej kompleksowa. Dobiega końca renowacja głównego ołtarza i odnowienie wszystkich stacji Drogi Krzyżowej.

Miejscem pielgrzymkowym naszej parafii jest Kaplicówka, gdzie stoi papieski krzyż z Katowic-Muchowca, oraz kaplica św. Jana Sarkandra, obok której stanął w 1995 r. papieski ołtarz. Pielgrzymi i turyści nawiedzają pięknie odnowiony, bogato zdobiony wspaniały kościół parafialny, na Rynku zaś kaplicę narodzenia św. Jana Sarkandra i jego muzeum, czy też kościół jego chrztu (100 m od Rynku).

Troską proboszcza jest nie tylko dbałość o kościół jako budynek, ale o Kościół jako wspólnotę. Ostatnie dziesięciolecia są czasem, kiedy utworzyło się wiele grup i wspólnot parafialnych, poczynając od dzieci, przez grupy młodzieżowe i dorosłych. Echem tego jest wydanie dekretu ks. biskupa Tadeusza Rakoczego o ogłoszeniu kaplicy św. Jana Sarkandra sanktuarium. Prężnie rozwija się ruch Nowenny pompejańskiej, który rozszerzył się na około 70 parafii naszej diecezji, ale rozszerza się także na inne diecezje oraz inne kraje. Z radością wspominam pięć święceń prezbiteratu w latach 1991-2001 oraz zrodzone w tej parafii powołania zakonne. Modlimy się o nowe powołania kapłańskie, zakonne i misyjne.

W 1994 roku ks. bp Tadeusz Rakoczy mianował mnie kanonikiem naszej diecezji, zaś w 1997 r. Ojciec Święty obdarował mnie tytułem swego kapelana (prałatem), co uważam za największe wyróżnienie. Funkcję dziekana pełniłem w latach 1983-1989, a potem znów od 1993 do chwili obecnej, jestem diecezjalnym opiekunem Apostolatu Maryjnego Cudownego Medalika oraz Apostolstwa Dobrej Śmierci.

Rok Złotego Jubileuszu święceń kapłańskich jest tez rokiem 30-lecia mojej posługi proboszczowskiej w tutejszej parafii. Dziękuję Panu Bogu za niezliczone łaski, którymi mnie obdarza przez cale życie. Mile wspominam każdą parafię, w której posługiwałem.

x. Prałat Alojzy Zuber

CZYTAJ DALEJ

Dzwon, który budzi sumienia

Dziś intensywniejsza jest empatia wobec zwierząt i planety, a jakże brakuje jej wobec małego, bezbronnego człowieka – powiedział w czasie Mszy św. w intencji obrony życia w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu ks. dr Marcin Szczerbiński, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Rodzin archidiecezji warszawskiej. Po Eucharystii po raz pierwszy w Polsce zabił dzwon „Głos Nienarodzonych”.

W kazaniu ks. Szczerbiński podkreślił, że dzwon „Głos Nienarodzonych” nie tylko brzmi, ale przemawia. – W tym szczególnym miejscu wzywamy wstawiennictwa bł. ks. Jerzego, który wielokrotnie przypominał, że życie dziecka zaczyna się pod sercem matki – zaznaczył kapłan i wskazał, że jedynym, który może decydować o życiu człowieka jest Bóg.

- Sprawa obrony życia to nie kwestia wiary w jego wartość, ale to konieczność, która narzuca się naszemu rozumowi. Od momentu poczęcia dany jest cały materiał genetyczny człowieka, który posiada już swoją niezbywalną godność – przypomniał ks. Szczerbiński i dodał, że nawet jeśli rozum wątpi w to, zawsze należy wybierać życie.

Walka przeciw życiu jest ciemna i podstępna. – Zwolennicy aborcji przeciwstawiają ludzkiemu życiu niekomfortowe warunki życia, czy sam fakt narodzin i stawiają na szali emocje – chłód i agresję. Dziś intensywniejsza jest empatia wobec zwierząt i planety, a jakże brakuje jej wobec małego, bezbronnego człowieka – podkreślił kaznodzieja.

Ks. Szczerbiński zauważył także, że negatywne nastawienie do życia poczętego rodzi się u wielu wysoko usytuowanych w hierarchii społecznej i na innych płaszczyznach sympatycznych ludzi. – Módlmy się za nich. Święty spokój ze świętością nie ma nic wspólnego. Naszym największym orężem jest miłość na wzór Jezusa – zaapelował i zachęcił do modlitwy przez wstawiennictwo św. Jana Pawła II i bł. ks. Jerzego Popiełuszki, aby ci, którzy otrzymuje Boże łaski w kwestii obrony życia - przyjęli je.

W Eucharystii uczestniczyły osoby zaangażowane w ruchy pro-life i obronę życia w Polsce – m.in. prof. Bogdan Chazan, Kaja Godek, Darek Malejonek i Bogdan Romaniuk. Po Mszy św. i różańcu w tej intencji zabił po raz pierwszy w Polsce, pobłogosławiony miesiąc wcześniej przez papieża Franciszka, dzwon „Głos Nienarodzonych”. Ojciec św. powiedział wtedy: „Niech głos tego dzwonu pobudzi sumienia tworzących prawo w Polsce i na całym świecie”. – Chciałbym uprzedzić, że uderzenie w ten dzwon zobowiązuje uderzającego do obrony życia nienarodzonych. Jestem przekonany, że każdy z obecnych tutaj chętnie takie zobowiązanie złoży – powiedział prof. Chazan, który jako jeden z pierwszych poruszył serce dzwonu.

„Głos Nienarodzonych” zabrzmiał przy sanktuarium bł. ks. Jerzego Popiełuszki w przeddzień podjęcia przez Trybunał Konstytucyjny decyzji w sprawie życia nienarodzonych dzieci podejrzewanych o chorobę lub wadę genetyczną.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję