Reklama

Afryka

Wenezuela: epidemia uniemożliwia niesienie pomocy, panuje głód

Chrześcijanie i Żydzi w Wenezueli przeżywali wczoraj międzyreligijny dzień modlitw o ustanie epidemii koronawirusa. Skala zakażeń nie jest wysoka. Odnotowano ich zaledwie 4 tys. na ponad 32 mln mieszkańców. Większym problemem są tam narzucone przez rząd obostrzenia, które paraliżują pracę organizacji pomocowych.

[ TEMATY ]

głód

epidemia

wenezuela

Vatican News

Wenezuela to jeden z najzasobniejszych krajów Ameryki Łacińskiej. Uległa jednak radykalnej pauperyzacji na skutek neosocjalistycznych reform Hugo Chaveza i jego następcy, aktualnegoprezydenta Nicolasa Maduro. W konsekwencji ponad 90 proc. Wenezuelczyków żyje w ubóstwie, jedna czwarta społeczeństwa utrzymuje się dzięki pomocy humanitarnej. Przez ostatnie 4 lata, 10 proc. mieszkańców opuściło ojczyznę. W Wenezueli brakuje żywności i podstawowych lekarstw.Teraz nałożone przez rząd antyepidemiczne obostrzenia dodatkowo utrudniły położenie najuboższych, bo nie dociera do nich pomoc organizacji charytatywnych. Na granicy natomiast utknęli emigranci, którzy ze względu na epidemię ani nie mogą powrócić do swych domów, ani wyjechać z kraju. Tę coraz bardziej dramatyczną sytuację opisuje w rozmowie z Radiem Watykańskim bp Mario Moronta, wiceprzewodniczący Episkopatu Wenezueli.

„W Wenezueli panuje ubóstwo i głód. Sytuacja jest bardzo poważna i z dnia na dzień stale się pogarsza. Jest coraz trudniej. Narastają problemy społeczne. Jednym z tego powodów jest fakt, że my wszyscy, którzy jesteśmy gotowi nieść pomoc ubogim, a w szczególności rodzinom, nie możemy tego robić ze względu na ograniczenia wynikające z kwarantanny. Trudno jest dotrzeć do rodzin, do ubogich, aby udzielić im pomocy. Ponadto na granicy znajduje się 12 tys. Wenezuelczyków, bo po raz kolejny została zamknięta granica, zarówno ze strony Kolumbii, jak i Wenezueli. Dzięki Bogu, kolumbijska diecezja Cucuta uruchomiła wielki program pomocy i w ten sposób próbuje zaradzić tej sytuacji. Ale największy problem polega na tym, że my tu w całej Wenezueli nie możemy ruszyć się z miejsca, by odwiedzić i wspomóc tych, którzy potrzebują pomocy.“

Reklama

Bp Mario Moronta zauważył, że wielkim pocieszeniem dla Wenezuelczyków była niedawna wiadomość z Watykanu o zatwierdzonych przez Papieża dekretach, które umożliwiają beatyfikację Jose Gregoria Hernandeza Cisnerosa. Był on wybitnym lekarzem, założycielem instytutu bakteriologii na uniwersytecie w Caracas. Ze względu na swą bezinteresowną służbę chorym, m.in. w czasie epidemii grypy hiszpanki, był nazywany lekarzem ubogich. Teraz jego bliska już beatyfikacja jawi się jako wielki znak nadziei - uważa wiceprzewodniczący Episkopatu Wenezueli.

2020-06-25 20:33

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szumowski: ponowne zamknięcie Polaków w domach raczej niemożliwe; obecnie epidemia wygasa (wywiad)

Ponowne zamknięcie Polaków w domach, ograniczenie ich aktywności zawodowej i społecznej jest raczej niemożliwe - powiedział w rozmowie z PAP minister zdrowia Łukasz Szumowski. Dodał, że w tej chwili jesteśmy na etapie wygaszania epidemii.

Minister zdrowia przyznał, że w tej chwili epidemia w wielu województwach jest "w formie szczątkowej". W niektórych diagnozuje się dziennie tylko pojedyncze zachorowania na COVID-19, a ich łączna dobowa liczba spadła poniżej 300. Nie można jednak założyć, że to już koniec. Niewykluczone, że dojdzie do wzrostu zachorowań jesienią, ale sytuacja wtedy będzie inna, bo przetarto już pewne ścieżki, wyprowadzono mechanizmy, działania, by skuteczniej przeciwdziałać jego rozprzestrzenianiu. Ponadto "nauczyliśmy się" żyć z tym wirusem, choć nadal do końca nie został on poznany.

Natomiast w kontekście wypełnienia jednego z dwóch możliwych scenariuszy, dotyczących niedzielnego głosowania na prezydenta, minister Szumowski stwierdził, że wybór prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego wiąże się z niewiadomą, jeśli chodzi o politykę zdrowotną, bo jego program, to "puste obietnice". Z kolei prezydent Andrzej Duda w ciągu swojej prezydentury podejmował inicjatywy ustawodawcze w wielu kwestiach zdrowotnych.

PAP: Jesteśmy już na ostatniej prostej, jeśli chodzi o wybory. Możemy zatem "pogdybać". Realne są dwa scenariusze. Czego możemy spodziewać się w kontekście polityki zdrowotnej, gdyby doszło do reelekcji prezydenta Dudy, a czego, gdyby w pałacu prezydenckim pojawił się Rafał Trzaskowski?

Ł.Sz.: Trzeba zaznaczyć, że Rafał Trzaskowski był członkiem rządu Platformy Obywatelskiej i wówczas nie zabierał za bardzo głosu na temat nakładów na ochronę zdrowia, a przecież rząd jednak jest ciałem kolegialnym. Przez osiem lat rządów PO-PSL była tu stagnacja. Nakłady, jeżeli rosły to w bardzo ograniczonym zakresie. Dlaczego przez osiem lat ich rządów nie uchwalono takiej ustawy jak „ustawa 6 proc.”? Przypominam, że za rządów Zjednoczonej Prawicy i prezydentury Andrzeja Dudy taka ustawa powstała. Tylko do ubiegłego roku nakłady na ochronę zdrowia wzrosły o 30 mld zł. Na samą onkologię do 7,3 mld zł w 2019 roku z 4,9 mld zł z 2015 roku. Liczba refundowanych leków w leczeniu raka piersi zwiększyła się z dwóch do jedenastu. Dlaczego pan Trzaskowski będąc ministrem administracji i cyfryzacji nie zdecydował się wprowadzić informatyzacji w ochronie zdrowia: e-recepty, e-wizyty, e-skierowania? My to wszystko wprowadziliśmy.

PAP: Czy pana zdaniem jest możliwe, by nakłady na politykę zdrowotną wzrosły do 6 proc. PKB już w przyszłym roku? Ustawa przewiduje osiągnięcie tego pułapu za cztery lata. Prezydent Trzaskowski zapowiada m.in. zwiększenie wydatków na ochronę zdrowia w przeliczeniu na głowę każdego Polaka do 3676 zł wobec 2757 zł już w 2021 roku, czyli w ujęciu do PKB do 6 proc. z 5,03 proc. planowanych w 2020 roku.

Ł.SZ.: To są puste obietnice. Gdy pan Trzaskowski jako minister w rządzie PO-PSL miał realną władzę, nie zabiegał, zresztą jak cały rząd, o zwiększenie nakładów na służbę zdrowia. A teraz nagle, jako kandydat na prezydenta, tak dużo o tym mówi. To jest niepoważne. Dopiero rząd Zjednoczonej Prawicy podjął realną pracę w zakresie zwiększania finansowania służby zdrowia. Zwiększyliśmy wynagrodzenia, w tym urealniliśmy płace w zawodzie pielęgniarki czy ratownika. Te płace podstawowe wzrosły w sposób istotny, choćby od lipca wzrasta minimalne wynagrodzenie w sektorze ochrony zdrowia. Wzrosły wynagrodzenia rezydentów. To realne działania. Przez osiem lat rządów Platformy Obywatelskiej, którego członkiem był pan Trzaskowski, nie widzieliśmy tego.

PAP: Jednak przy spełnieniu scenariusza nazwijmy go "B", czyli sytuacji wygranej prezydenta Trzaskowskiego, będziecie panowie musieli ze sobą współpracować, znaleźć punkty styczności, bo chodzi przecież o zdrowie Polaków.

Ł.Sz.: Nie mam pojęcia, jakie by one były, bo program pana Trzaskowskiego jest bardzo enigmatyczny, wręcz zdawkowy. To są puste obietnice. Nie ma realnego programu. Natomiast prezydent Andrzej Duda zainicjował realne projekty, jak choćby regulację dotyczącą onkologii, czyli tzw. cancer plan, w którym są m.in. nowe szczepionki, których rząd PO-PSL nie chciał wprowadzić. My wprowadzamy szczepienie na HPV, które ratuje kobiety przed rakiem szyjki macicy. Dodatkowo z inicjatywy prezydenta Andrzeja Dudy mamy projekt ustawy o Funduszu Medycznym. To w tym roku 2 mld zł, w kolejnych 4 mld zł na konkretne działania.

PAP: Pozostawmy w tej chwili najgorętsze wydarzenia. Cofnijmy się do marca. Mijające cztery miesiące musiały być dla pana, jako ministra zdrowia, jak zły sen. Wysiłek, odpowiedzialność, nowe regulacje pisane i wprowadzane błyskawicznie, pod wpływem zmieniającej się sytuacji. Z jednej strony musiał pan dbać o to, by system dał radę, z drugiej było wiele niewiadomych. Wirus rozprzestrzeniał się. Nikt nie wiedział jak szybko i głęboko będzie atakował. Gdyby pan mógł cofnąć czas i miał tę wiedzę, co dzisiaj, jakich decyzji nie podjąłby pan? Co zmienił?

Ł.Sz.: Zawsze z perspektywy upływającego czasu można powiedzieć, że pewne rzeczy można byłoby przeprowadzić lepiej. Ale o tym wiemy zawsze po czasie. Decyzje ocenia się jednak po efektach. Jakie mamy efekty, każdy widzi. Spowolniliśmy rozprzestrzenianie się wirusa, zabezpieczyliśmy łóżka i niezbędny sprzęt. Każdy chory wymagający hospitalizacji otrzymywał miejsce w szpitalu. Każdy wymagający respiratora był do tego respiratora podłączany. W innych państwach tych możliwości zabrakło. Na pewno z tą wiedzą, którą teraz mamy, konkretniej dostroilibyśmy się do początkowej fazy epidemii. Chodzi np. o sieć szpitali jednoimiennych, transport pacjentów zakażonych koronawirusem. Zapewne zasady dotyczące triażu pacjentów można było lepiej na początku doprecyzować. Ale pamiętajmy, że to my jako pierwsi wprowadziliśmy jednoimienne szpitale zakaźne, które okazały się bardzo dobrym rozwiązaniem. W przypadku pozostałych szpitali pewnie wprowadzilibyśmy izolatki czy oddziały izolacyjne dla pacjentów oczekujących na wynik badania pod kątem obecności koronawirusa. Szybciej wprowadzilibyśmy zapewne także zakaz pracy w kilku miejscach dla personelu medycznego. Oczywiście z rekompensatą. To jednak, można by rzec niuanse, przy tym, co realnie udało się zrobić. Wystarczy punkt odniesienia. Popatrzmy na Włochy, Hiszpanię, Wielką Brytanię, Niemcy, Francję. Popatrzmy na USA.

PAP: Przypuszczam, że niedługo czeka pana urlop, nabierze pan sił, ale czy jest pan gotów na drugie starcie z epidemią? Jak może ono wyglądać?

Ł.Sz.: W wielu krajach niestety obserwujemy ponowny wzrost zakażeń. Czytamy doniesienia o ponownym zamykaniu regionów i miast. W Polsce widzimy natomiast poprawę sytuacji i spadek zakażeń. Raporty wojewódzkich stacji sanitarno-epidemiologicznych pokazują, że liczba zdiagnozowanych nowych przypadków ustabilizowała się na niższym poziomie niż jeszcze dwa, czy trzy tygodnie temu. W niektórych województwach są to już tylko pojedyncze przypadki. To pokazuje, że w wielu województwach epidemia jest w formie szczątkowej. Wirusa mamy znacznie, znacznie mniej. Jeśli popatrzymy na wyniki badań przesiewowych u osób jadących do sanatoriów to z 18,5 tys. przebadanych - to gigantyczna grupa - tylko 30 osób jest chorych. To jest mniej niż 1,7 promila. Zrobiliśmy też przesiew u policjantów. Przebadaliśmy 3 tys. z nich i okazało się, że nie było żadnego chorego. To pokazuje, że w przesiewie populacji, nie w wyselekcjonowanych grupach, tego wirusa jest naprawdę niewiele. Stan epidemiczny w kraju uważam, że jest niezły i to nie na podstawie wymysłów, widzimisię, hipotez, ale na podstawie wyników badań.

PAP: Czego dowiedzieliśmy się o tym wirusie, patrząc na niego już z pewnej perspektywy i biorąc pod uwagę nasze doświadczenia?

Ł.Sz.: Powstały ostatnio prace mówiące na przykład o tym, że kod genetyczny niektórych osób daje mniejszą lub większą szansę na chorowanie i powikłania. Dowiedzieliśmy się też, że dość duża grupa osób choruje bezobjawowo, ale jest też grupa osób, dla których ma on poważne konsekwencje i w tym przypadku ta choroba ma bardzo ciężki przebieg. Wiemy, że zakaźność jest dość duża i zależy od samej formy zakażenia. Na przykład tylko 1/4 zakażonych górników, którzy w większości chorowali bezobjawowo, zaraziło swoje rodziny. To pokazuje, że u osób bezobjawowych ta zakaźność jest niższa. Myślę, że jeszcze długo, wręcz przez całe lata, będziemy analizowali te dane. Nadal uczymy się tego wirusa. Otwarte jest nadal pytanie, dlaczego tak mocno pozakażani byli górnicy? Być może wpłynęły na to warunki, w których pracują, czyli w kopalniach na dole, gdzie trudno zachować dystans i mamy dużą wilgotność powietrza.

PAP: Jeśli dojdzie do eskalacji choroby w następnych miesiącach, czy czekają nas kolejne obostrzenia? Czy gospodarkę i system opieki zdrowotnej będzie stać na ewentualne zamykanie wszystkiego na kłódkę, jak miało to miejsce w marcu i kwietniu? Tym bardziej, że oswoiliśmy już tego wirusa, lęk w społeczeństwie przed nim jest mniejszy, a zatem nie będzie już tak łatwo ograniczać aktywności społecznej i zawodowej Polaków, gdyby była taka konieczność.

Ł.Sz.: Pełnego lockdownu nie da się już przeprowadzić, zarówno z punktu widzenia medycznego, jak i gospodarczego. Gdyby naprawdę było niedobrze, wtedy można myśleć np. o większej kontroli kontaktów społecznych. Ale mam nadzieję, patrząc na te liczby w naszym kraju i krajach sąsiadujących, że nie będziemy mieli aż tak dramatycznego wzrostu. Trzeba też pamiętać, że mamy wypracowane już mechanizmy, procedury, szpitale jednoimienne, gotową sieć laboratoriów, testy genetyczne, szybkie testy na czas jesienny, by diagnozować możliwe zakażenia. To wszytko jest przygotowane. Będziemy też zachęcali do szczepień przeciw grypie.

PAP: Koronawirus schodzi na drugi plan, ale znowu powracają stare bolączki: rozpoczęta tylko w mikro stopniu reforma psychiatrii dziecięcej, kwestie chorób onkologicznych i rzadkich, kolejki do specjalistów, które jeszcze bardziej się wydłużą, bo pacjentów przybyło, przemęczony personel. Pojawiła się też nowa kwestia – lęk pacjentów przed bezpośrednim kontaktem z lekarzami, placówkami. Gdzie leżą największe wyzwania? Jakie są rokowania dla systemu zdrowia krótkofalowo i długofalowo? Czy uda się ten czas nadgonić, który jest też tak istotny w leczeniu?

Ł.Sz.: Należy pamiętać, że reformę psychiatrii rozpoczęliśmy od dorosłych. I ona w opinii psychiatrów poszła całkiem dobrze. Podobną reformę robimy w psychiatrii dziecięcej. Oczywiście koronawirus trochę zatrzymał postępowanie konkursowe dotyczące tworzenia poradni psychologiczno-psychoterapeutycznych. Jednak trzeba podkreślić, że dotychczas zakontraktowaliśmy 130 placówek z 300, które założyliśmy, że powstaną. Mam nadzieję, że teraz wszystko nabierze tempa i będziemy już niedługo mieli pełną sieć poradni. To, co epidemia przesunęła w czasie, to samą opiekę psychiatryczną nad dziećmi i młodzieżą. Wielu opiekunów wystraszyło się i przyjmowanie dzieci nie odbywało się w takiej formie i stopniu, jak zakładaliśmy. Korzystając jednak z okazji, chciałbym zaapelować do wszystkich pacjentów, by wracali do badań profilaktycznych. Nie obawiali się. Tak, jak mówiłem wcześniej, wirusa jest znacznie, znacznie mniej.

PAP: Jakie reperkusje dla światowej i polskiej polityki zdrowotnej będzie miało wycofanie się USA ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Czy Pana zdaniem rzeczywiście WHO działała zbyt opieszale, jeśli chodzi o reakcję na rozprzestrzenianie się wirusa?

Ł.Sz.: Na pewno WHO prezentowała dość chwiejne komunikaty na temat epidemii. Na tej podstawie wszystkie państwa wprowadzały zaś swoje działania. WHO mówiła na początku wyraźnie, że prawdopodobieństwo przejścia wirusa do Europy jest znikome lub bardzo niskie. Potem zmieniła zdanie. Po doświadczeniach Lombardii, wszyscy się przestraszyli i zobaczyli do czego ten wirus jest zdolny. Ale on nadal nie jest dobrze poznany. Trudno mieć za złe ekspertom, że zmieniają swoje zdanie na temat epidemii, jeśli wirus jest znany od miesiąca. Wydaje się też, że na decyzji USA o wyjściu z WHO zaważył nie tylko koronawirus. Nie tylko on był przedmiotem rozbieżności. Jest szereg różnych innych spraw, z którymi administracja amerykańska się nie zgadza.

PAP: Niewątpliwie ta decyzja rzutuje na postrzeganie Światowej Organizacji Zdrowia...

Ł.Sz.: Pamiętajmy, że WHO była postrzegana w różny sposób. Przez wiele lat kwestie światopoglądowe były przemycane w różnych aktach prawnych WHO. Ostatnio wspólnie z USA pisaliśmy negatywne stanowisko do jednej z takich akcji. Z drugiej strony WHO działa bardzo sprawnie w krajach trzeciego świata. Propaguje tam wiedzę medyczną, zachowania prozdrowotne. Światowa Organizacja Zdrowia nie jest ani biała, ani czarna.(PAP)

autorka: Klaudia Torchała

tor/ mhr/

CZYTAJ DALEJ

Kraków: #Stop dewiacji - pikieta Fundacji Życie i Rodzina

2020-08-08 20:46

[ TEMATY ]

LGBT

Fundacja Życie i Rodzina

zycierodzina.pl

Pikietę #StopDewiacji zorganizowała dziś Fundacja Życie i Rodzina na Rynku w Krakowie. Była to odpowiedź na piątkowe zamieszki w Warszawie. Pikieta cieszyła się dużym zainteresowaniem obecnych w Krakowie turystów.

Na warszawskich ulicach doszło w piątek do ataków na funkcjonariuszy policji, którzy z nakazu prokuratora mieli doprowadzić do aresztu działacza LGBT (podającego się za kobietę). Mężczyzna brał udział w niedawnym ataku na furgonetkę antyaborcyjną oraz w profanacji figury Chrystusa przed kościołem Świętego Krzyża.

W odpowiedzi na działania homoaktywistów wolontariusze Fundacji Życie i Rodzina na krakowskim Rynku starali się pokazać praktyczne skutki realizacji postulatów LGBT. Informowali o zagrożeniu dla dzieci, młodzieży i całego społeczeństwa, co ich zdaniem potwierdzają badania i wyroki sądowe dotyczące przemocy, molestowania i pedofilii jaka ma mieć miejsce właśnie w środowiskach LGBT.

"Homoideologia to nie zabawa. W państwach, gdzie zgodzono się na realizację postulatów LGBT, zalegalizowano związki partnerskie i pozwolono im adoptować dzieci, wielokrotnie kończyło się to tragedią tych dzieci. Nie ma zgody na to, aby w naszej Ojczyźnie homoaktywiści wymuszali na normalnej większości akceptację ich ekscesów i tolerancję dla swoich żądań” - mówiła Kaja Godek.

Sobotnia akcja Fundacji spotkała się z dużym zainteresowaniem zwiedzających Kraków turystów. Spotkaliśmy się z głosami poparcia, niektórzy unosili w górę kciuki, aby pokazać życzliwość dla pikiety - informują organizatorzy pikiety.

KONTAKT DLA MEDIÓW:

Krzysztof Kasprzak

kontakt@zycierodzina.pl

tel: +48 509 498 597

CZYTAJ DALEJ

Już jutro Świdnica będzie miała pierwszego diakona stałego

2020-08-09 09:59

[ TEMATY ]

Świdnica

diakon stały

Tadeszu Dubicki

źródło: www.diakonatstaly.opole.pl

Tadeusz Dubicki (po prawej), podczas przyjęcia posługi akolitatu.

Już w najbliższy poniedziałek 10 sierpnia, diecezja świdnicka będzie miała pierwszego diakona stałego.

Kandydatem do święceń będzie Tadeusz Dubicki, rodowity świdniczanin, pochodzący z paulińskiej parafii św. Józefa Oblubieńca NMP. Choć życie zawodowe i rodzinne Tadeusz już dawno sobie ułożył, to jednak przez lata czynił przemyślenia nad diakonatem stałym. To pragnienie już niebawem się spełni. Po długich przygotowaniach formacyjnych, po odbytych praktykach duszpasterskich Kościół go pośle, aby wypełniał jego trzy podstawowe zadania, posługę słowa, celebrację liturgii i uczynki miłości.

Warto przypomnieć, że urząd diakona, który w Kościele istniał od czasów apostolskich został przywrócony po przeszło 1000-letniej nieobecności. Sobór Watykański II w odpowiedzi na wiele głosów biskupów postanowił przywrócić urząd diakona stałego, który nie ma jednak prowadzić do zastąpienia księży, a jedynie uzupełniać ich posługę.

Tadeusz ma żonę i dwóch synów. Zawodowo prowadzi szkolenia z samoobrony w systemie Krav Maga i zajmuje się ochroną osobistą VIP-ów. Ukończył studia prawnicze, teologiczne i pedagogiczne, a także uczęszczał do Wyższej Szkoły Wojskowej. Przygotowując się do posługi w Kościele w Ośrodku Formacyjnym Diecezji Opolskiej ukończył Studium Uzupełniające do Diakonatu Stałego. Otrzymał posługę lektoratu i akolitatu. Zgodnie z przepisami otrzymał także pisemną zgodę żony. Jako diakon stały będzie mógł udzielać sakramentu chrztu, błogosławić małżeństwa, rozdzielać Komunię świętą, prowadzić pogrzeb czy wygłaszać kazania, natomiast nie będzie mógł spowiadać ani sprawować Eucharystii. Tadeusz będzie pierwszym diakonem nie tylko w diecezji świdnickiej, ale i całej metropolii wrocławskiej.

Święcenia odbędą się w katedrze świdnickiej. Data uroczystości nie jest przypadkowa, bowiem 10 sierpnia w kościele przypada wspomnienie św. Wawrzyńca, najsłynniejszego diakona, który pochodził z Hiszpanii. Był archidiakonem papieża św. Sykstusa II, odpowiedzialnym za majątek diecezji rzymskiej.

Święceń udzieli bp Marek Mendyk.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję