Reklama

Wiadomości

15 lat temu otwarto odbudowany Cmentarz Orląt Lwowskich

15 lat temu, 24 czerwca 2005 r., otwarto odbudowany Cmentarz Orląt Lwowskich. W międzywojniu był jednym z najważniejszych polskich symboli walki o niepodległość. W okresie ZSRS był konsekwentnie niszczony. Po upadku imperium jego odbudowę traktowano jako element próby pojednania narodów polskiego i ukraińskiego.

[ TEMATY ]

cmentarz

Paweł Wysoki

Cmentarz Orląt Lwowskich

Już jesienią 1918 r. mieszkańcy Lwowa oraz całej Polski zdawali sobie sprawę z historycznego wymiaru obrony miasta przed wojskami ukraińskimi. Jego obrona oraz błyskawicznie zorganizowana odsiecz były symbolem obrony całych Kresów oraz ambicji odradzającego się państwa dotyczącej obejmowania najważniejszych skupisk Polaków na wschodzie. Również wiele epizodów bitwy, takich jak poświęcenie i śmierć najmłodszych obrońców, skłaniało do ich wyjątkowego upamiętnienia. Już w trakcie walk podjęto decyzję, że cmentarz obrońców miasta zostanie umieszczony na terenach należących do sióstr Benedyktynek Ormiańskich, przylegających bezpośrednio do Cmentarza Łyczakowskiego.

24 listopada odbyły się tam pierwsze trzy pogrzeby. W kolejnych tygodniach i miesiącach przenoszono tam szczątki obrońców pochowanych na tymczasowych nekropoliach. W lipcu 1919 r. rozpoczęto starania o godne zagospodarowanie tego terenu. Matka jednego z poległych obrońców powołała Straż Mogił Polskich Bohaterów. W jej szeregi wstępowali krewni poległych oraz szanowani obywatele Lwowa. 1 listopada 1919 r. na porządkowanym terenie odprawiono mszę świętą upamiętniającą pierwszą rocznicę wybuchu walk o miasto. Jednak plany budowy monumentalnego założenia cmentarnego zostały opóźnione o prawie dwa lata z powodu wojny z bolszewikami.

Projekt Cmentarza Orląt Lwowskich stworzył w 1921 r. jeden z uczestników walk, Rudolf Indruch, student architektury pochodzenia czesko-słowackiego. W konkursie pokonał wielu uznanych twórców. Sam autor nie doczekał pełnej realizacji swego założenia. Zmarł w 1927 r.

Reklama

W kwietniu tamtego roku władze przyznały lwowianom osiemnaście wagonów granitu śląskiego przeznaczonego przez Niemców na budowę planowanego pomnika zwycięstwa w przegranej przez nich wojnie. To pozwoliło na pełną realizację bardzo ambitnego projektu.

Nad cmentarzem dominuje, dziś odrestaurowana, położona na szczycie wzniesienia kaplica Obrońców Lwowa, zbudowana w kształcie rotundy, której poświęcenie odbyło się we wrześniu 1924 r. Poniżej znajdują się katakumby, w których spoczywa 72 bohaterów poległych w pierwszych listopadowych dniach 1918 r. na różnych frontach wojny z Ukraińcami i bolszewikami. Poniżej katakumb widoczny jest Pomnik Chwały, łukowa glorieta złożona z trzech pylonów oraz dwunastu kolumn, która okalała cmentarz od strony dzielnicy Pohulanka.

Głównego wejścia na cmentarz niegdyś strzegły dwa kamienne lwy, z których jeden miał na tarczy herb Lwowa i napis: „Zawsze wierny”, drugi zaś – godło Rzeczypospolitej oraz inskrypcję: „Tobie, Polsko”.

Reklama

W 1925 r. odsłonięto pomnik lotników amerykańskich służących w armii polskiej i poległych w walkach z bolszewikami. U góry znajdują się napisy w języku polskim i angielskim: „Amerykanom Poległym w Obronie Polski w latach 1919–1920”. Na płycie grobowej widnieje napis: „Oficerowie Lotnicy z Eskadry myśliwskiej im. Tadeusza Kościuszki”. W pobliżu znajduje się też pomnik ku czci Francuzów. Na płycie grobowej umieszczono napis w języku polskim i francuskim: „Bohaterskim Francuzom Poległym i Zmarłym w obronie Rzeczypospolitej Polskiej”. W oddzielnej kwaterze spoczywają żołnierze polegli w sierpniu 1920 r. pod Zadwórzem, czyli „polskimi Termopilami”. Dziś te części nekropolii także są odrestaurowane. W sumie, tuż przed wybuchem II wojny światowej, na cmentarzu spoczywało 1926 obrońców miasta i 933 żołnierzy poległych w innych miejscach walki o niepodległość i granice.

Podczas pierwszej okupacji sowieckiej w latach 1939–1941 cmentarz nie był dewastowany; podobnie w trakcie okupacji niemieckiej. Początek jego zagłady nastąpił po 1944 r. W listopadzie tamtego roku nekropolia stała się miejscem manifestowania przynależności Lwowa do Polski. W dzień Wszystkich Świętych groby Orląt dekorowano polskimi flagami. Śpiewano „Marsz, marsz Dąbrowski, Lwów będzie polski”. Skandowano „Precz z bolszewikami” i „Nie oddamy Lwowa”. Kilka tygodni później rozpoczęły się masowe deportacje polskich mieszkańców miasta, w propagandzie komunistycznej kłamliwie nazywane „repatriacjami”. Do końca lat pięćdziesiątych odsetek Polaków wśród mieszkańców Lwowa spadł do 4 proc.

Początkowo na cmentarzu zniszczono pomniki żołnierzy francuskich i amerykańskich, usuwano również napisy i stopniowo rozkradano największe płyty granitu oraz elementy wykonane z metalu. W latach sześćdziesiątych pozbyto się obu lwów strzegących mogił. Mimo to co roku 1 listopada garstka lwowskich Polaków potajemnie składała na grobach kwiaty i zapalała znicze. Ich zasługą jest uchronienie przed profanacją szczątków generałów II RP, które potajemnie przenoszono do grobowców na Cmentarzu Łyczakowskim.

25 sierpnia 1971 r. na cmentarz wjechały sowieckie czołgi, niszcząc kolumnadę. Groby zasypano ziemią, a na innych zbudowano asfaltową drogę. Zdemolowano płyty nagrobne, usunięto schody frontowe; na tarczy, gdzie znajdował się herb Lwowa, umieszczono sierp i młot. W katakumbach otwarto zakład kamieniarski, a gruz z nagrobków posłużył za fundament stawianego we Lwowie pomnika Lenina.

Paradoksalnie ten spektakularny proces dewastacji ożywił pamięć o cmentarzu. Ostatni żyjący w PRL generałowie II RP, Roman Abraham i Mieczysław Boruta-Spiechowicz, skierowali do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa list, w którym protestowali przeciwko destrukcji. Apel pozostał bez odpowiedzi. Z ich inicjatywy tablice ku czci Orląt wmurowano w katedrze św. Jana w Warszawie i na Jasnej Górze. Działania na rzecz obrony cmentarza podjęła też emigracja. Powstały w USA Komitet Obrony Cmentarza Orląt zwrócił się do prezydenta Richarda Nixona z prośbą o interwencję. Lwów odwiedzili przedstawiciele ambasady w Moskwie, którzy potwierdzili informacje o dewastacji. W ruinach cmentarza wciąż zapalano znicze i składano kwiaty.

20 maja 1989 r. pracownicy polskiej firmy Energopol z inicjatywy inżyniera Józefa Bobrowskiego rozpoczęli porządkowanie zdewastowanej nekropolii. Udało im się zabezpieczyć i częściowo odrestaurować Cmentarz Orląt Lwowskich. W tym samym roku sprawa ta pojawiła się w rozmowach przedstawicieli ministerstwa kultury i władz sowieckiej Ukrainy. Udało się uzyskać zgodę na oficjalne kontynuowanie prac. Wstępna renowacja trwała do grudnia 1995 r., gdy Rada Miejska Lwowa nakazała ich wstrzymanie. Oficjalnym celem miało uzgodnienie ostatecznego kształtu nekropolii. Porozumienie zawarto dopiero w 2001 r. W ich trakcie dyskutowano na temat treści napisu na płycie głównej i nagrobkach. Strona ukraińska uważała, że inskrypcje o bohaterstwie Polaków mają charakter antyukraiński. Przedwojenna inskrypcja brzmiąca: „Nieznanym bohaterom poległym w obronie Lwowa i Ziem Południowo-Wschodnich” została ostatecznie zastąpiona napisem na płycie głównej: „Tu leży żołnierz polski poległy za Ojczyznę”.

24 czerwca 2005 r. odbyło się uroczyste otwarcie odbudowanego cmentarza z udziałem prezydentów Aleksandra Kwaśniewskiego i Wiktora Juszczenki. „Cmentarz Orląt Lwowskich jest miejscem szczególnym, jego burzliwe losy wpisują się w splątaną historię miasta i w historię trudnych relacji między Polakami i Ukraińcami w minionym wieku. Spoczywają tu prochy uczestników walk polsko-ukraińskich, w większości młodzieży, która oddała swe życie za przynależność Lwowa do tworzącej się wówczas niepodległej Polski. Zderzyły się wtedy ze sobą dwa pragnienia, dwa patriotyzmy, dwie narodowe dumy. My, współcześni Polacy, pochylamy dziś nisko głowy przed ofiarą Orląt Lwowskich. Składamy im hołd, poruszeni ich bohaterstwem, poświęceniem, żarliwym oddaniem narodowej sprawie” – podkreślił ówczesny prezydent RP. Prezydent Ukrainy uznał zaś otwarcie odbudowanej nekropolii za chwilę kluczową dla pojednania obu narodów. „Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy. Bez wolnej Ukrainy nie ma wolnej Polski. Chwała narodom polskiemu i ukraińskiemu, trwajmy dalej w pojednaniu” – stwierdził Juszczenko.

W uroczystościach wzięli udział także m.in. ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, biskup polowy Wojska Polskiego Tadeusz Płoski, jego poprzednik abp Sławoj Leszek Głódź i dwóch biskupów katolickich obrządków Lwowa – łacińskiego kard. Marian Jaworski, i bizantyjsko-ukraińskiego kard. Lubomyr Huzar. Na cmentarz przybyły tysiące Polaków ze Lwowa i z Polski.

Otwarcie nie kończyło sporów o kształt miejsca pamięci. W kolejnych latach Rada Lwowa wielokrotnie sprzeciwiała się dokończeniu renowacji cmentarza, na którym wciąż brakowało symbolizujących miasto lwów. Przedmiotem sporu była też kopia Szczerbca umieszczona na cmentarzu. Miecz uznawano za jeden z symboli „polskiej, okupacyjnej symboliki wojskowej”. Ostatecznie postulaty jego usunięcia nie zostały zrealizowane.

Dwa kamienne lwy stanowiące niegdyś integralną część kolumnady Pomnika Chwały powróciły na Cmentarz Orląt Lwowskich dopiero w grudniu 2015 r. Rzeźby w przeciwieństwie do kolumn i nagrobków, które zmiażdżyły czołgi, nie zostały zniszczone, ale ustawione w innych miejscach. Jedna z nich znajdowała się przy drodze ze Lwowa na Winniki, druga zaś – na lwowskim Kulparkowie w pobliżu szpitala psychiatrycznego. O ich powrót zabiegała polska Fundacja Dziedzictwa Kulturowego oraz Towarzystwo Opieki nad Grobami Wojskowymi we Lwowie. Na trzymanych przez lwy tarczach nie przywrócono jednak przedwojennych inskrypcji – herbu Lwowa i dewizy „Zawsze wierny” oraz godła Rzeczypospolitej i napisu: „Tobie, Polsko”. Dziś na obu tarczach znajduje się herb Lwowa.

Niemal natychmiast lwowska rada obwodowa zwróciła się do policji o sprawdzenie, czy posągi dwóch lwów, które w grudniu powróciły na Cmentarz Orląt Lwowskich, znalazły się tam legalnie i czy ich ponowne umieszczenie na nekropolii nie ma charakteru antyukraińskiego. W październiku 2016 r. rada obwodu zażądała ich usunięcia i nie zgodziła się na rozpoczęcie ich planowanej renowacji. Strona polska odrzuciła te żądania. W tym czasie lwy zasłonięto drewnianymi płytami. Sprawa ta stała się przedmiotem rozmów prezydentów obu państw i ministrów spraw zagranicznych.

Kwestia „uwięzienia lwów” wywołała w Polsce wiele emocji. W lipcu 2018 r. sąd we Lwowie nałożył karę grzywny na obywatela Polski, który zniszczył płyty zasłaniające dwa kamienne posągi lwów, tłumacząc, że chciał je wyzwolić. W listopadzie tego samego roku na cmentarzu aresztowano trzech polskich studentów, którzy podczas prac nad etiudą filmową odpalili świece dymne w kolorach białym i czerwonym i wywiesili biało-czerwoną flagę. Ukraiński sąd ukarał ich za to grzywnami o równowartości 1200 zł. Po rozprawie zwrócono im paszporty i zezwolono na powrót do Polski. W grudniu tego samego roku doszło do kolejnej próby „uwolnienia Lwów”. W marcu 2019 r. wichura zniszczyła drewniane skrzynie, ale na polecenie władz miasta lwy zostały owinięte folią. Do dziś konflikt wokół najważniejszego symbolu cmentarza pozostaje nierozwiązany.

https://dzieje.pl/

Michał Szukała (PAP)

szuk / skp /

2020-06-24 07:08

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Cmentarze – Żywa Historia Polski

Niedziela rzeszowska 45/2019, str. 4-5

[ TEMATY ]

cmentarz

Agnieszka Iwaszek

Pomnik Pamięci Ofiar Niemieckich Obozów Koncentracyjnych na cmentarzu komunalnym Wilkowyja

Listopadowy spacer między nagrobkami jest czymś w rodzaju powrotu do przeszłości. Zatrzymaniem przy osobach, których już nie spotkamy. Skupieniem myśli wokół wspomnień o chwilach, których już nie przeżyjemy. Metafizyczną próbą złączenia naszego jestestwa z niewyobrażalną rzeczywistością wieczności...

W pierwsze listopadowe dni kierujemy nasze kroki w stronę grobów, gdzie spoczywają nasi najbliżsi. Czy to z tęsknoty, czy już tylko z poczucia obowiązku, a może wciąż jeszcze w nadzwyczajnej bliskości dusz żyjących dzieci ze zmarłymi rodzicami, żony z pochowanym mężem, osieroconej córki z nieżyjącą matką, wnuczki z nigdy niepoznanym pradziadkiem czy przyjaciół aż po grób... Określa nas to i determinuje w wymiarze rodzinnym i kulturowym przez szacunek dla chrześcijańskiej tradycji i wychowanie, które otrzymaliśmy od tych, którzy byli przed nami.

Od grobu rodziców po mogiły bohaterów

Jak ważne jest światło pamięci, szczególnie tej modlitewnej, a nie odzianej w posrebrzane zdobienia i najnowsze trendy, dla światłości wiekuistej osób, które kochaliśmy, tak cenne jest ono w rozpalaniu ciągle na nowo świadomości narodowej i pielęgnowaniu historii osób, których szlachetne i ofiarne czyny w ciągu minionych wieków położyły mocne fundamenty pod budowę naszej współczesnej tożsamości. Stąd równie cenne i konieczne jak skłonienie głowy nad mogiłą ojca czy matki jest oddanie czci naszym przodkom walczącym o ojczyznę i poległych za jej wolność... Wszak „ojczyzna to ziemia i groby” – wedle słów marszałka Francji Ferdynanda Focha – a jej historia to cmentarze…

Wśród nich Stary Cmentarz...

Na wymienionych trzech rzeszowskich cmentarzach jak w soczewce skupiają się trzy wieki, nie licząc współczesnego, najsmutniejszych, ale i wsławionych heroicznym wręcz poświęceniem, doświadczeń naszego narodu. Najstarszy z nich – Stary Cmentarz przy ul. Targowej z końca XVIII w. – choć położony w centrum tętniącego życiem miasta, kryje w sobie błogą ciszę i historię zapisaną w wiekowych inskrypcjach. Obok wybitnych osobistości dziewiętnastowiecznego Rzeszowa, takich jak Wiktor Zbyszewski, Roderyk Als, ks. Feliks Dymnicki, Henryk Hanasiewicz czy Ludwik Nieć, miejsce wiecznego spoczynku znaleźli żołnierze z czasów insurekcji kościuszkowskiej 1794 r. oraz powstań – listopadowego i styczniowego. Pomimo oficjalnego zamknięcia cmentarza w 1909 r. dla kolejnych pochówków jego ziemia przyjęła i przykryła ciała ofiar z czasów II wojny światowej. W ten sposób wzdłuż jednej tylko alejki zawiera się ponad sto lat polskiej historii wyrzeźbionej w misternie wykonanych pomnikach, napisanej na zatartych już nieco tablicach, wykutej rękami artystów, ale przede wszystkich życiem osób tam pochowanych.

...Pobitno

Stary Cmentarz urzeka pięknem przedwojennych nagrobków, artystycznych grobowców, okazałych kapliczek i niespotykanych już pomników. Między współczesnymi nam grobami mnóstwo cmentarnych symboli – miejsc wiecznego spoczynku – rzeszowskich córek i synów XX wieku. Od wschodu i od zachodu – na swój sposób symbolicznie, wszak walczyli z dwoma najeźdźcami – leżą przykryci kołderką jesiennych liści żołnierze Września 1939 r. – z nazwiskami i bezimienni. W sercu cmentarza – zbiorowo i w bliskim sąsiedztwie – ofiary obu okupacji. Pod jedną płytą pomordowani przez hitlerowców żołnierze konspiracji i nauczyciele tajnego nauczania. Nieopodal, pod drugą, nad którą góruje katyński krzyż, ziemia uświęcona krwią pomordowanych przez NKWD w 1940 r. na nieludzkiej ziemi. Obok grobu najsłynniejszego z legionistów – płk. Leopolda Lisa-Kuli rozsiane tu i ówdzie groby nie mniejszych bohaterów walk legionowych z pięknymi epitafiami, jak na mogile por. Jana Dobrowolskiego, poległego w 1919 r. w 23. roku życia: „Cała nadzieja z Tobą zginęła, jednak powstała Ojczyzna”. Za wolną ojczyznę walczył też por. Jan Tondera ps. „Jaś” – pierwszy komendant Obwodu ZWZ Rzeszów – zamęczony przez gestapo na rzeszowskim Zamku, który spoczywa kilkadziesiąt metrów w linii prostej od symbolicznego grobu płk. Łukasza Cieplińskiego – swego następcy na stanowisku dowódcy rzeszowskiej podziemnej armii. Trudno zliczyć wszystkie akowskie groby, które mieści rzeszowskie Pobitno, ale na pewno warto skłonić czoło przed mogiłą ppor. Tadeusza Lisa ps. „Ukleja”, poległego 75 lat temu podczas akcji na rzeszowskim Zamku, Tadeusza Pleśniaka – członka WiN-u, straconego w 1949 r., Aleksandra Kaweckiego, Mirosława Bilińskiego – ostatniego komendanta rzeszowskiego WiN-u, Stefana Skibińskiego, braci Henryka i Bronisława Cmelów, mjr. Witolda Szredzkiego z lwowskiej AK, mjr. Franciszka Sagana, rodziny Beresiów, małżeństwa Bezruczków, rodzeństwa Płonków i Pospieszilów, których losy rodziny na zawsze połączyły się z ojczystymi dziejami.

Groby-symbole na Wilkowyi

Jest jeden grób pochodzących z Rzeszowa ofiar zamordowanych w niemieckich obozach koncentracyjnych, choć indywidualne tabliczki ich pamięci znajdują się przeważnie przy rodzinnych grobowcach na Pobitnym. To kamienna tablica u podnóża Pomnika Ofiar Obozów na Wilkowyi z napisem: „Ziemia z byłych obozów koncentracyjnych”. W niej są prochy, a w nich wiara w wieczny odpoczynek umęczonych ofiar piekła XX w. Do symbolicznych należy też zaliczyć pomnik pamięci Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” z nazwiskami członków IV Zarządu, zamordowanych 1 marca 1951 r. na Mokotowie. W wędrówce po cmentarzu przez historię nie wolno pominąć także grobu mjr. Wacława Kopisty – cichociemnego i zesłańca Sybiru – oraz Józefa Sznajdera (także Sybiraka) i braci Pasternaków spoczywających przy głównej alejce Wilkowyi. Tam też spoczął na wieki Antoni Kopaczewski – akowski syn i ojciec rzeszowskiej „Solidarności”, którego mogiła, umiejscowiona na początku rzeszowskiej Wilkowyi, zarazem wprowadza w otwartą przestrzeń cmentarza i wyprowadza poza cmentarz, w nieznane losy przyszłości, dając znać, że jesteśmy ogniwem między dawnymi a nowymi laty, że od nas wiele zależy, ile z przeszłości przekażemy w przyszłość.

CZYTAJ DALEJ

Seminarium w Domu Biskupów Gorzowskich

2020-08-08 14:20

[ TEMATY ]

seminarium

gorzów

Dom Biskupów Gorzowskich

Archiwum Aspektów

Historyczny dom biskupów gorzowskich, czyli budynek przy ul. 30 Stycznia 1 i 1a w Gorzowie pełnił rolę siedziby administratorów apostolskich a potem biskupów diecezjalnych w latach 1945-1992. Później, aż do 2007 r. był mieszkaniem biskupa pomocniczego i jednocześnie rezydencją pomocniczą biskupa diecezjalnego. Teraz stanie się miejscem formacji i studiów kleryków diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.

Przed wojną dom ten był własnością państwa Max und Adelheid Bahr. Po wojnie zmieniło się na tych ziemiach bardzo wiele. Miasto Landsberg znalazło się na terytorium Polski, zmieniając nazwę na Gorzów. W 1945 r. w budynku przy ul. 30 Stycznia przez pewien czas stacjonowali tam oficerowie radzieccy, później budynek był niezamieszkały. Przychylne wówczas dla Kościoła władze miasta Gorzowa oddały budynek na rezydencję administratora apostolskiego. Po opuszczeniu przez wojsko budynku jeszcze przez jakiś czas w piwnicy była kuchnia, ale korzystano z osobnego wejścia.

Zobacz zdjęcia: Dom Biskupów Gorzowskich

Pierwszy administrator apostolski na Ziemiach Zachodnich, ks. Edmund Nowicki, stał przed bardzo trudnym zadaniem zorganizowania życia Kościoła na obszarze 44229 km kw. Gorzów wydał mu się odpowiednim miejscem na siedzibę nowo tworzonej administracji apostolskiej. Tak wspomina moment objęcia rezydencji: „Dwa czy trzy dni przed uroczystością Chrystusa Króla postanowiłem pojechać do Gorzowa dla objęcia rezydencji. Oczywiście nie miałem żadnych mebli. Za krzesła służyły początkowo parapety okienne.” W całkowicie pustym domu (właściwie był tam jeden stół i jedno krzesło) ks. Nowicki zrobił sobie sypialnię na piętrze i tam urzędował. Pustki w krótkim czasie się zapełniły dzięki entuzjazmowi ludzi, którzy znosili co ładniejsze meble z całego miasta.

27 października 1945 r. w rezydencji nastąpiło otwarcie siedziby Kurii Biskupiej. Było to na dzień przed uroczystością Chrystusa Króla i ingresem ks. Nowickiego do kościoła pw. Wniebowzięcia NMP w Gorzowie, czyli późniejszej katedry. Już w numerze 2. urzędowego pisma „Zarządzenia Administracji Apostolskiej Kamieńskiej, Lubuskiej i Prałatury Pilskiej” na str. 6 można było przeczytać, że administrator mieszka przy ul. 30 Stycznia 1 w Gorzowie, tam też mieści się Kuria Biskupia. Krótko później administracja apostolska pozyskała też przylegającą willę przy ul. 30 Stycznia 1a, gdzie na parterze zostało urządzone biuro kurialne. Z czasek kuria rozrastała się i brakowało tam już miejsca. 1 maja 1946 nastąpiło przeniesienie siedziby kurii na ul. Łokietka 17, a 15 października 1947 r. do ostatecznej siedziby na ul. Drzymały 36.

30 października 1950 r. rozpoczął pracę Sąd Duchowny administracji apostolskiej, który w początkowej fazie mieścił się również w budynku przy ul. 30 Stycznia 1 w Gorzowie.

Dom sługi Bożego

W gorzowskiej rezydencji po ks. Edmundzie Nowickim mieszkali kolejni administratorzy apostolscy: ks. Tadeusz Załuczkowski, ks. Zygmunt Szelążek, bp Teodor Bensch. Najdłużej jednak budynek przy ul. 30 Stycznia był domem bpa Wilhelma Pluty i przede wszystkim jako jego dom rezydencja biskupia w Gorzowie pozostaje w pamięci mieszkańców miasta i całej diecezji.

Ks. Wilhelm Pluta przyjechał do Gorzowa, do swojej rezydencji z Katowic-Załęża wcześnie rano 6 września 1958 r. Już 7 września, pod przewodnictwem kard. Stefana Wyszyńskiego, odbyła się jego konsekracja biskupia.

Okres rządów bpa Pluty pod wieloma względami był kluczowy dla historii Kościoła na Ziemiach Zachodnich. Swoją głęboką duchowością, gorliwością i zmysłem duszpasterskim bp Wilhelm wywarł ogromny wpływ na rozwój wiary na tych ziemiach.

To w okresie jego rządów miały miejsce wielkie obchody Millenium Chrztu Polski, z uroczystościami głównymi przy katedrze gorzowskiej z udziałem Episkopatu Polski 6 listopada 1966 r.

Był to także czas przekształcenia administracji apostolskiej w diecezje. 28 czerwca 1972 r. papież Paweł VI bullą „Episcoporum Polonia Coetus” ustanowił nowe diecezje na Ziemiach Zachodnich. Dotychczasowa administracja apostolska została podzielona na trzy diecezje: szczecińsko-kamieńską, koszalińsko-kołobrzeską i gorzowską, której stolicą pozostał Gorzów, biskupem bp Wilhelm Pluta, a jego siedzibą dom przy ul. 30 Stycznia 1. Bp Wilhelm mieszkał w nim aż do tragicznej śmierci w wypadku samochodowym na trasie Świebodzin – Krosno Odrzańskie 22 stycznia 1986 r.

Przeniesienie stolicy

W gorzowskiej rezydencji mieszkali też oczywiście biskupi pomocniczy: bp Jerzy Stroba, bp Ignacy Jeż, bp Paweł Socha i później bp Edward Dajczak. Od 1986 r. mieszkał w niej bp Józef Michalik, kolejny biskup diecezjalny.

To w okresie rządów bpa Michalika Ojciec Święty Jan Paweł II bullą „Coetus Poloniae Populus” 25 marca 1992 r. zatwierdził nowy podział administracyjny diecezji polskich. Diecezja gorzowska otrzymała wówczas nazwę zielonogórsko-gorzowska, a siedziba diecezji została przeniesiona do Zielonej Góry.

Konsekwencją bulli papieskiej była wielka przeprowadzka. 23 grudnia 1992 r. nastąpiło przeniesienie rezydencji z budynku przy ul. 30 Stycznia w Gorzowie, do budynku przy ul. Kilińskiego 3 w Zielonej Górze. 15 lutego 2003 do Zielonej Góry przeniosła się także Kuria Biskupia.

Wtedy do nieco opustoszałego budynku przy ul. 30 Stycznia przeniósł się z ul. Koniawskiej Sąd Kościelny. Z czasem zamieszkał tam też bp pomocniczy Edward Dajczak. Dom ten nadal pełnił funkcję rezydencji pomocniczej, jako że Gorzów wciąż był miejscem kluczowych dla życia diecezji wydarzeń. Szczególnym momentem z pewnością były uroczystości jubileuszu 50-lecia administracji apostolskiej w Gorzowie 20 sierpnia 1995 r. Wtedy gorzowska rezydencja gościła wielu biskupów, z Prymasem Polski kard. Józefem Glempem na czele.

2 czerwca 1997 r. dom przy ul. 30 Stycznia, podczas swojej pielgrzymki w Gorzowie, odwiedził papież Jan Paweł II. Któryż inny dom w diecezji może się poszczycić tym, że był w nim Ojciec Święty?

Mijały lata, stary dom coraz bardziej domagał się gruntownego, bardzo kosztownego remontu. Wreszcie w 2007 r. mieszkający tam przez cały czas bp Edward Dajczak wyprowadził do na plebanię katedralną na ul. Obotrycką 10, Sąd Kościelny przeniósł się do budynków w parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Gorzowie na ul. Żeromskiego 22. Budynek na ul. 30 Stycznia 1 pozostał pusty i opuszczony. Rozważane było jego wydzierżawienie lub sprzedaż. Odbyły się już wstępne rozmowy z Państwową Wyższą Szkołą Zawodową w Gorzowie Wlkp., która była też gotowa do upamiętnienia w jakiś sposób w budynku postaci sługi Bożego bp. Wilhelma Pluty.

Po rozważeniu sprawy, bp Stefan Regmunt postanowił, że diecezja nie będzie pozbywać się gorzowskiej rezydencji. Co prawda z ekonomicznego punktu widzenia remont konieczny do uratowania obiektu to ogromne wyzwanie.

Po remoncie w rezydencji mieści się Instytut im. Biskupa Wilhelma Pluty, zaś obecnie miejsce to stanie się alumnatem Zielonogórsko-Gorzowskiego Wyższego Seminarium Duchownego.

Budynek przy ul. 30 Stycznia, czyli historyczna rezydencja biskupów gorzowskich w Gorzowie w perspektywie historycznej i duchowej jest cennym skarbem dla całej diecezji.

CZYTAJ DALEJ

Węgry: Wypadek polskiego autokaru na autostradzie; zginęła 1 osoba, 34 ranne, w tym - kilka poważnie

2020-08-09 10:45

[ TEMATY ]

wypadek

wypadek

Węgry

Adobe Stock

Węgierskie służby ratownicze skierowały do akcji dwa helikoptery i 14 karetek pogotowia. Przyczyny wypadku nie są na razie znane - podała w swym komunikacie węgierska policja. Węgierskie media nie podały, gdzie doszło do katastrofy. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję