Reklama

Świat

Chiny: zmarł biskup, który wyzdrowiał z koronawirusa

W wieku 98 lat zmarł emerytowany ordynariusz chińskiej diecezji Nanyang, Giuseppe Zhu Baoyu. Przez wiele lat pracował w Kościele „podziemnym”, ale w 2011 r. został uznany przez władze. W lutym br. zachorował z powodu koronawirusa, ale został wyleczony jako najstarszy pacjent w Chinach, o czym informowały tamtejsze media.

[ TEMATY ]

biskup

zmarły

Chiny

koronawirus

Biskup Giuseppe Zhu Baoyu

Biskup Giuseppe Zhu Baoyu

Biskup pochodził z Pushan w prowincji Henan, gdzie urodził się 2 lipca 1921 r. Gdy miał sześć lat zmarł jego ojciec. Wraz z matką znalazł się wówczas w sierocińcu w Jingang. W wieku ośmiu lat został ochrzczony. W 1946 r. wstąpił do seminarium duchownego w Kaifengu. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1957 r. W 1964 r. skazano go na przymusowe roboty. Trzy lata później został duszpasterzem w Pushan. W 1981 r, skazano go na 10 lat więzienia i reedukacji jako „kontrrewolucjonistę”.

Reklama

Jednak już w 1988 r. mógł znowu podjąć pracę duszpasterską. 19 marca 1995 r. przyjął sakrę biskupią jako biskup pomocniczy diecezji Nanyang. Siedem lat później został jej ordynariuszem. W 2010 r. papież przyjął jego rezygnację z racji sędziwego wieku.

Gdy jednak w 2011 r. bp Zhu uzyskał uznanie władz, mianowały go one ponownie ordynariuszem Nanyangu, choć Stolica Apostolska wyznaczyła już jego następcę w osobie bp. Pietro Jina Luganga. Dopiero w ub.r. władze w Pekinie uznały bp. Jina, ale jedynie jako biskupa koadiutora.

W diecezji Nanyang mieszka około 20 tys. katolików. Pracuje tam około 100 księży i 100 sióstr zakonnych.

2020-05-07 19:50

Ocena: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zmarła Alicja Gawlikowska-Świerczyńska, była więźniarka Ravensbrueck

2020-12-04 11:20

[ TEMATY ]

zmarły

Yotube.com

Alicja Gawlikowska-Świerczyńska

Alicja Gawlikowska-Świerczyńska

"Żeby przeżyć, obóz trzeba było polubić" - mówiła w wywiadzie-rzece wydanym w 2014 r. pn. "Czesałam ciepłe króliki" Alicja Gawlikowska -Świerczyńska, która cztery lata spędziła w Ravensbrueck. W piątek Wydawnictwo Czarne przekazało informację o jej śmierci.

"Z wielkim żalem przyjęliśmy informację o odejściu Pani Alicji Gawlikowskiej-Świerczyńskiej – lekarki, byłej więźniarki obozu w Ravensbrueck. Będzie nam brakowało jej fenomenalnego optymizmu i radości życia, którą zarażała od pierwszej chwili każdego, kto miał szczęście ją spotkać. Pani Alicja pozostanie w naszej wdzięcznej pamięci i na kartach książki +Czesałam ciepłe króliki+. Rodzinie i bliskim składamy wyrazy najgłębszego współczucia" - napisano na profilu facebookowym Wydawnictwa Czarne.

Alicja Gawlikowska-Świerczyńska urodziła się w 1921 roku w Warszawie. Gdy miała dwanaście lat – umarła jej matka, jako 16-latka straciła ojca. Właśnie zdała maturę i wybierała się na studia dziennikarskie, kiedy wybuchła wojna. Dziewczyna działała w konspiracji, po wpadce trafiła na pół roku do więzienia na Pawiaku, a potem na cztery lata do obozu koncentracyjnego w Ravensbrueck.

Jej wspomnienia z obozu cechuje brak patosu, Gawlikowska nie ma skłonności do rozpamiętywania koszmarów. Mówi wręcz, że aby przeżyć, "trzeba było obóz polubić". "Są ludzie, którzy z wojny i pobytu w obozie wydobywają okropności. Łatwo im to przychodzi. A ja uważałam, że jeżeli jest ciężko - a przecież nie byłam w ekstra warunkach obozowych, tylko w takich, jak większość - to trzeba się bronić. Odpychać od siebie złe odczucia psychiczne i fizyczne. W każdej sytuacji znajdować moment świadczący o tym, że jest nadzieja, że ludzie nie są tacy źli. (...) Nie dopuszczałam do siebie myśli, że nie wytrzymam, że zaraz tu zginę" - mówi dodając, że jej sposobem na przetrwanie było "polubić sytuację". Na pytanie Dariusza Zaborka, jak można polubić obóz koncentracyjny Gawlikowska odpowiada: "Zawsze miałam w głowie, że to, co człowiek robi, powinien polubić. Zwłaszcza, gdy sytuacja jest nie do zmiany".

Zdaniem Gawlikowskiej przeżyć obóz pomógł jej fakt, że przybyła tam stosunkowo wcześnie - na wiosnę 1941 roku, kiedy racje żywnościowe były nieco większe niż później i istniała jeszcze szansa na znalezienie stałej pracy. Najgorzej traktowane były więźniarki, które dopiero co przybyły i dla których co dzień szukano innych zadań. Ona sama także w pierwszych tygodniach pracowała przy dorywczych ciężkich robotach. Czasem było to po prostu przenoszenie cegieł z miejsca na miejsce zarządzane przez Niemców, aby dać wszystkim więźniarkom zajęcie. Była już bardzo wyczerpana, gdy dostała pierwszą znośną pracę.

"Na parę miesięcy dostałam się do hodowli królików angora. Czesałam króliki, szorowałam klatki, karmiłam. Króliki były ciepłe. Trzymałam je i mnie grzały, były piękne, miłe. Potem z mężczyznami z małego obozu jeździłam do lasu po zieleninę, kosili trawę, schła, a my jadłyśmy jagody. Wieczorem wracaliśmy, w obozie był głód, a króliki miały dobre kartofle gotowane z otrębami, a nie zgniłe, tak jak my. Można było pojeść z królikami" - wspomina Gawlikowska. Potem znalazła pracę m.in. w "warsztatach artystycznych", gdzie więźniarki produkowały sandały ze słomy, potem - w magazynach. W jej wspomnieniach Polki w obozie na tle kobiet innych narodowości wyróżniała wzajemna solidarność.

Na więźniarkach Ravensbrueck przeprowadzano eksperymenty medyczne. "+Królikom+ wszczepiano na przykład bakterie do nacięć na nogach, łamano kości, wycinano mięśnie, do ran wkładano odłamki szkła, drewna, metalu, to się nie goiło. Te dziewczyny miały w nogach okropne ubytki, dziury, te, które przeżyły, były okaleczone na całe życie". Niektórym z ofiar tych eksperymentów udało się przeżyć dzięki koleżankom, które je ukrywały, na przykład pod numerami więźniarek, które zmarły wcześniej. Gawlikowska ocenia, że udało się uratować około 80 takich kobiet.

Operacjom poddawano niemal wyłącznie Polki, one także najczęściej były ofiarami rozstrzeliwań. Zdaniem Gawlikowskiej działo się tak dlatego, że tylko w Polsce była tak masowa konspiracja. Więźniarki nigdy nie doszły, wedle jakiego klucza wybierano ofiary. Gawlikowska zapamiętała pożegnania koleżanek, które szły na śmierć. "Zawsze mówiłyśmy, że mają ładnie wyglądać. Czesałyśmy je, żeby nie pokazywały przed Niemcami, że się boją. Chodziło o to, żeby zachować twarz. Pożegnanie tych, które szły na rozstrzelanie, utkwiło mi w pamięci na całe życie. Z naszego transportu około 70 Polek. Za każdym razem czułam, że następna mogę być ja. Zwłaszcza jeśli te kobiety też trafiły za sprawę polityczną, myślałam, że to może być mój ostatni dzień" - wspomina.

Udało się jej jednak przeżyć. Po wojnie Gawlikowska-Świerczyńska została lekarką: pulmonologiem i anestezjologiem.

Książka "Czesałam ciepłe króliki. Rozmowa z Alicją Gawlikowską-Świerczyńską" ukazała się w 2014 roku nakładem wydawnictwa Czarne. (PAP)

autor: Katarzyna Krzykowska, Agata Szwedowicz

ksi/ aszw/

CZYTAJ DALEJ

Adwentowe pytania

2020-11-25 11:04

Niedziela Ogólnopolska 48/2020, str. 10-11

[ TEMATY ]

adwent

Bożena Sztajner/Niedziela

Adwent jest czasem oczekiwania. Na co czekamy? Odpowiedź wydaje się oczywista: na Boże Narodzenie! Adwent przypomina nam jednak o jeszcze jednym oczekiwaniu – na powtórne przyjście Chrystusa. Kiedy to nastąpi, czyli kiedy będzie koniec świata? Te pytania ciągle budzą ciekawość i niepokój. Niepotrzebnie.

W historii wielokrotnie wskazywano konkretne daty końca świata. Żadne jednak z tych przewidywań dotychczas się nie spełniło i spełnić się nie może. Dlaczego? Oparte są one bowiem na fałszywych założeniach, ludzkich kalkulacjach i wymysłach. Dla ludzi wierzących pytanie o koniec świata związane jest z paruzją, czyli powtórnym przyjściem Chrystusa na ziemię. Paruzja oznacza przyjście Chrystusa, określone jako objawienie się i zjednoczenie z Nim ludzi. Chrystus przyjdzie powtórnie „w dniu ostatecznym” (por. J 6, 39-40. 44. 54), „na końcu świata”.

Czytaj znaki

Chrystus po raz pierwszy przyszedł na ziemię w ludzkim ciele 2 tys. lat temu. Po raz drugi widzialnie ukaże się ludziom przy końcu świata. Towarzyszyć Mu będą niezwykłe znaki na niebie i na ziemi. Nikt nie może podać konkretnej daty powtórnego przyjścia Chrystusa, zatem nikt nie może też wskazać daty końca świata. Mimo że człowiek chciałby wiedzieć wszystko, jest to tajemnica znana tylko Bogu. Jezus mówi jasno: „O tym jednak, kiedy nadejdzie ten dzień i godzina, nikt nie wie: ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec. Miejcie oczy szeroko otwarte, czuwajcie, gdyż nie wiecie, kiedy nadejdzie odpowiedni czas” (Mk 13, 32-33).

Tym razem sąd

Obok pytania: kiedy to nastąpi? pojawiają się kolejne: po co Chrystus ma przyjść ponownie? Jakie będzie to drugie przyjście? Chrystus przyjdzie po to, aby wszyscy ludzie stanęli przed Nim i zdali sprawę ze swoich czynów. Zarówno z tych dobrych, jak i z tych złych każdy człowiek będzie rozliczony i zostanie albo nagrodzony, albo ukarany.

O powtórnym przyjściu Chrystusa w chwale mówi wiele tekstów Nowego Testamentu. W czasie drugiego przyjścia Jezus przemieni wszystkie rzeczy, całą materię świata, pokona wszystkich nieprzyjaciół. „Ostatnim wrogiem, jaki zostanie pokonany, będzie śmierć” (1 Kor 15, 26). „Na końcu, gdy zniszczy wszelkie zwierzchności i wszelką władzę, i moc, przekaże Królestwo Bogu i Ojcu” (1 Kor 15, 24). Wówczas odbędzie się ostateczny sąd nad ludzkością, a jego konsekwencją będzie zbawienie lub potępienie (por. Mt 25, 31-46).

Czas się kończy

Biblia nie podaje w sposób jednoznaczny czasu powtórnego przyjścia Chrystusa, dlatego tak ważne jest, abyśmy czuwali. Dzień ten bowiem nadejdzie jak złodziej w nocy, a jest to przede wszystkim dzień naszej śmierci. Wraz z nią dobiega końca nasze ziemskie pielgrzymowanie i kończy się czas zasługiwania na radość w niebie.

Mimo że ten świat nic sobie nie robi z zapowiedzi o powtórnym przyjściu Chrystusa, ludzi wierzących nie może to nie obchodzić. Mamy czuwać i być gotowi. Ta gotowość polega na życiu w stanie łaski uświęcającej – w czym pomagają spowiedź i Komunia św. – a wyraża się ona w żywej wierze, która pokazuje kierunek i daje moc. Szczególnie w Adwencie powinniśmy się więcej modlić i wiernie trwać w oczekiwaniu. Bo jak pisze Benedykt XVI: „Żyć adwentowo znaczy żyć jako przebudzony i budzić innych”.

CZYTAJ DALEJ

Toruń: Obchody 29. rocznicy powstania Radia Maryja

2020-12-05 18:05

[ TEMATY ]

Radio Maryja

Toruń

PAP/Tytus Żmijewski

O. Tadeusz Rydzyk

O. Tadeusz Rydzyk

Dziś w Toruniu odbyły się obchody 29. rocznicy powstania Radia Maryja. Z tej okazji metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga przewodniczył uroczystej Mszy św. w Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II.

Podczas obchodów, dyrektor Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk poprowadził pierwszosobotnią medytację z modlitwą różańcową oraz suplikacją w intencji oddalenia pandemii koronawirusa.

W swojej homilii biskup szczecińsko-kamieński podkreślił, że Radio Maryja jest stale obecne w codziennej modlitwie wielu wiernych. W opinii kapłana, rozgłośnia służy kształtowaniu chrześcijańskich postaw etycznych.

- Zawłaszcza wymiar spraw narodowych, przez wielu wystraszonych lub zakłamanych środowisk zapomniany, osierocony, nierozumiany, przekręcany, jest przez Radio Maryja przytulany, chroniony, oczyszczany i ukazywany z wiarą. Naród przy Bogu się rozpoznał i dzięki Bożej łasce trwał. Dalej może trwać jedynie przy Bożej pomocy i na Bożej drodze. Pamiętajcie o tym wszyscy, którzy jesteście postawieni przy sprawach państwa i narodu: tylko po Bożemu decydując i działając, będziecie w stanie prowadzić owocnie sprawy polskie – powiedział abp Andrzej Dzięga.

Specjalny list do uczestników wydarzenia wystosował Prezydent RP Andrzej Duda. Przeczytał go minister Adam Kwiatkowski, Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

- Pośród zgiełku współczesnego świata nie brakuje przekłamań, manipulacji i fałszywych obietnic. Orężem przeciw nim jest prawda i dobre słowo. Z takim przekonaniem Radio Maryja pełni swoją społeczną służbę – napisał prezydent.

Przemówienie wygłosił także bp Wiesław Śmigiel. Ordynariusz diecezji toruńskiej podkreślił, że Radio Maryja przemawia do słuchaczy głosem wyrazistym, zmuszającym do dokonania właściwego wyboru.

- W minionym roku przekonaliśmy się, że pandemia potrafi zdestabilizować nasze życie w wielu wymiarach. Bezpieczeństwo człowieka to nie tylko zdrowie ciała i zaspokojenie potrzeb materialnych, ale również siła ducha, która kształtuje się w relacji z Bogiem – zaznaczył duchowny.

Swoimi refleksjami podzielił się również o. Dariusz Paszyński. - Życzę wam wszystkim bojaźni Bożej, dzięki której nie lękamy się i możemy iść dalej i z odwagą realizować swoje powołania życiowe, które otrzymaliśmy od Boga. Umacniając więź z Panem Jezusem, stajemy się mocni do tego, by pokonywać różnego rodzaju lęki – zaznaczył wikariusz prowincjała Warszawskiej Prowincji Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela

Wydarzenie było transmitowane poprzez Radio Maryja oraz Telewizję Trwam.

Radio Maryja rozpoczęło nadawanie 8 grudnia 1991 r., w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Początkowo audycje docierały tylko do słuchaczy w Toruniu, Bydgoszczy i okolicznych miejscowości. Obecnie fale Radia Maryja przekraczają granice oceanu, dzięki czemu rozgłośnia jest odbierana także w wielu miejscach zamieszkałych przez Polonię. Poprzez Internet i nadawanie satelitarne radio słyszalne jest praktycznie na całym świecie.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję