Reklama

Kościół

Inicjator szkoły dla spowiedników: żalu doskonałego nie da się „wyprodukować”

- Żal doskonały jest inspirowany łaską Bożą. To nie jest tak, że ja go „wyprodukuję” czy wykreuję. Ten żal za grzechy musi być momentem modlitewnego spotkania z Bogiem - mówi w rozmowie z KAI o. Jordan Śliwiński OFMCap, inicjator kapucyńskiej Szkoły dla Spowiedników.

[ TEMATY ]

spowiedź

stock.adobe.com

KAI: Jak dobrze rozumieć żal doskonały?

- To taki stan penitenta, w którym on przeżywa wstręt, oderwanie od grzechu. Swego rodzaju nastawienie całej swojej osoby przeciwko niemu. Ma świadomość, że to, co zrobił jest złe i tego nie chce z powodu miłości do Pana Boga - dlatego, że to Boga obraża i jest przeciwne Jego miłości. To jest ten najszlachetniejszy motyw. Nie motyw strachu, że będę za te grzechy ukarany, czy jakikolwiek inny motyw religijny, który może być wystarczający do przeżycia pojednania np. w sakramencie pokuty i pojednania. Tutaj ten żal motywowany jest wyłącznie miłością do Pana Boga.

- Dlatego często nazywa się go też „żalem z miłości”?

- Żal doskonały jest wtedy, kiedy motyw miłości jest dominujący. Zwykle motywy tworzą swoisty pęczek, ale dominuje motyw miłości, a nie strach czy jakiś inny. Żałuję więc po prostu za moje grzechy dlatego, że one były przeciwne miłości Bożej do mnie. Odpowiadam na miłość Boga moją ludzką miłością, która jest miłością na moją miarę. Żałuję z tego powodu, że nie kochałem Boga jak powinienem i jak mogłem Go kochać. I to ma być najwyższy powód do tego, by moje życie zmienić, a tym samym w sposób dla mnie najdoskonalszy kochać.

- Żeby skorzystać z żalu doskonałego musi zajść niemożność skorzystania z sakramentu spowiedzi, prawda?

- Ten akt powinien być przeżywany zawsze ze względu na łaskę Bożą, która jest w moim sercu. Można również z tym aktem żalu doskonałego iść do sakramentu pokuty. W nauce Kościoła jest tylko to rozróżnienie między zwyczajną drogą przebaczenia grzechów, którą jest sakrament pokuty i pojednania, w której mocno jest akcentowana obecność Kościoła. Czyli to, co Chrystus pozostawił Kościołowi - władzę odpuszczania grzechów w myśl słów „którym grzechy odpuścicie, są im odpuszczone”. Natomiast nadzwyczajna sytuacja czy okoliczności oznacza to, że kiedy nie mogę do tego sakramentu przystąpić, to mogę ten akt żalu w swoim sercu wzbudzić w odpowiedzi na łaskę Bożą. I to mnie usposabia do przyjęcia Komunii Świętej.

- Dokumenty Kościoła mówią, że częścią żalu doskonałego jest skrucha. Czym różni się skrucha doskonała od niedoskonałej?

- Przy żalu doskonałym istotny jest motyw miłości do Boga. Nie żaden inny. Dlatego też dzisiaj w teologii nie mówi się już o żalu doskonałym i niedoskonałym, tylko o doskonałym i mniej doskonałym. Żal mniej doskonały jest także wystarczający do tego, żeby otrzymać łaskę przebaczenia grzechów w sakramencie pokuty.

- Żal doskonały gładzi grzechy, nawet śmiertelne, jednak by tak było, wymaga konieczności obietnicy wyspowiadania się przy najbliższej nadarzającej się okazji. Dlaczego?

- To jest wsłuchanie się w głos Chrystusa. Chrystus powierzył władzę odpuszczania grzechów swojemu Kościołowi i chcemy z tej władzy pośrednictwa ciągle korzystać. Dlatego nawet jeśli pozostanę w tej nadzwyczajnej sytuacji bezpośredniego kontaktu z Bogiem dzięki aktowi żalu doskonałego, to w odpowiedzi na Jego łaskę powinienem później wyznać te grzechy przy konfesjonale, gdyż stanowię część wspólnoty Kościoła.

- Czy są jeszcze jakieś inne elementy, o których trzeba pamiętać?

- Myślę, że żal za grzechy, jak już mówiłem, musi mieć motyw ściśle religijny. Są osoby, które przywołują żal za grzechy z motywów estetycznych, bo popełniły „nieładne grzechy”. Takie działanie nie wystarcza nawet w sakramencie pokuty. Ponieważ podczas spowiedzi żal za grzechy też jest potrzebny, nawet jeśli jest to żal mniej doskonały, to jednak musi on wynikać wyłącznie z motywów religijnych, a nie estetycznych, społecznych czy jakichkolwiek innych.

- Czy żal doskonały to bardziej jednorazowy akt i powinien być stosowany w takiej sytuacji jak epidemia koronawirusa raz na jakiś czas czy lepiej codziennie?

- Akt żalu doskonałego może być związany ze zwyczajnym sakramentem pokuty i pojednania, gdyż prowadzi do wyznania grzechów i postanowienia poprawy. Z drugiej strony Kościół zachęca też do praktykowania aktu żalu za grzechy każdego dnia - by na przykład zamykać dzień dziękując Bogu za dobro, które dzisiaj stało się moim udziałem i przeprosić Go za grzechy, które popełniłem. Żal za grzechy może być więc jak najbardziej praktyką codzienną. Dobrym przykładem jest tutaj mój współbrat - bł. Marek z Aviano - który będąc kapelanem wojsk Jana III Sobieskiego pod Wiedniem, uczył żołnierzy, w tej niecodziennej sytuacji walki, kiedy nie mógł wyspowiadać wszystkich przed bitwą, właśnie aktu żalu doskonałego.

- Jak w ogóle powinna wyglądać taki moment odczucia żalu doskonałego?

- Najważniejsze jest chyba uświadomienie sobie, że żal doskonały jest inspirowany łaską Bożą. To nie jest tak, że ja go „wyprodukuję” czy wykreuję. Ten żal za grzechy musi być momentem modlitewnego spotkania z Bogiem. Staję przed Nim, uświadamiam sobie swój grzech i Jego proszę o łaskę. Ja, gdy wzbudzam w sobie żal za grzechy, próbuję sobie uświadomić taką figurę małego dziecka, jak to pamiętam z relacji moich rodziców, gdy coś tam przeskrobałem i uczono mnie, że powinienem przeprosić. I przypominam sobie jak się do tego przyznawałem przed tatą czy mamą mówiąc z pokorą, co zrobiłem i że jest mi z tego powodu przykro. Uczono mnie w domu, że najważniejsze jest w żalu przekonanie, że grzech naruszył relacje, nie był dobrą odpowiedzią na otrzymane dobro. Strach przed karą był zawsze na drugim miejscu. Staram się więc właśnie mieć taką świadomość, kiedy staję przed Bogiem - Kimś, kto chce mojego dobra, kto mnie bardzo kocha, kto nie chce tylko liczyć moje błędy, ale chce żebym się od tego zła odbił i trwał w dobru.

- Co zatem wybrać w tej niełatwej sytuacji, jaka nas dotyka? Poszukiwanie za wszelką cenę bezpiecznego sposobu na spowiedź z kapłanem czy podjęcie aktu żalu doskonałego?

- Sądzę, że jedno nie wyklucza drugiego. Ta trudna sytuacja może być dobrym momentem, żeby uczyć się takiego codziennego rachunku sumienia, który Kościół zaleca. To może być dobry nawyk, który z tej sytuacji pozostanie w moim życiu duchowym i jeśli się uda to także współpracując z łaską Bożą będzie to akt żalu doskonałego. Myślę jednak, że to nie musi wykluczać pragnienia przystąpienia do sakramentu pokuty i pojednania. Oczywiście teraz jest to trudniejsze, ale nie niemożliwe. W naszej parafii umawiamy na spowiedź telefonicznie. Mamy określoną liczbę pomieszczeń, w których może być zachowany bezpieczny dystans między osobami. Ważne jest też odpowiedne rozeznanie czy spowiedź jest naprawdę niezbędna dla mojego życia wewnętrznego. Jeśli nie ma takiej konieczności duchowej czy rozumianej teologicznie, a więc grzechów śmiertelnych czy silnego pragnienia pojednania z Bogiem, to być może rozsądne będzie przełożenie odbycia tego sakramentu na czas bardziej sposobny.

- W odpowiedzi na zagwarantowanie bezpieczeństwa penitentowi pojawiają się różne pomysły. Na przykład spowiedź „drive-thru”, w której kapłan jest w jednym aucie, a penitent w drugim. Czy to czegoś nie umniejsza sakramentowi?

- Nie. Sytuacja nadzwyczajna wymusza nadzwyczajne zachowania. My też spowiadamy w odległości kilku lub kilkunastu metrów od penitenta. Jeśli więc te sposoby na spowiedź są odpowiedzią, która ma na względzie przede wszystkim bezpieczeństwo - zarówno penitenta, jak i spowiednika, to nie umniejszają niczemu. Trzeba jednak pamiętać o granicach takich działań. Znaleźliśmy się jednak w trudnej sytuacji i próbujemy z pewną dobrą wolą tej rzeczywistości zaradzić.

- Myślę, że wiele osób myśli, że przed zbliżającymi się Świętami Wielkanocnymi musi odbyć spowiedź w tzw. „czasie wielkanocnym”. Czy to prawda?

- Okres wielkanocny jest okresem bardzo długim, bo trwa cały Wielki Post i kończy na Niedzieli Trójcy Świętej, która wypada w tym roku 7 czerwca. Trzeba również pamiętać, że polscy biskupi cały czas przypominają, że sytuacja jest nadzwyczajna i że grzech jest tam, gdzie człowiek może coś zrobić, a tego nie czyni z jakichś własnych, błahych motywów. Tutaj jesteśmy w sytuacji niezależnej od nas, więc myślę, że jeszcze będzie czas na tę spowiedź.

- Jakie ma Ojciec rady dotyczące sakramentu pokuty i pojednania na niełatwy czas trwającej pandemii?

- Każdy, kto chce przystąpić do sakramentu pokuty powinien sobie uświadomić, że trwamy w kryzysie epidemicznym i siłą rzeczy spowiedź powinna być jak najkrótsza. Oczywiście tak, by nie naruszać integralności wyznania grzechów i nie umniejszać godności tego sakramentu. Postarajmy się więc zrobić dobry rachunek sumienia, wyznać nasze grzechy i nawet jeśli mamy jakieś problemy duchowe, które domagają się rozmowy ze spowiednikiem, odłożyć to na bezpieczniejszy czas. Pamiętajmy, że sakrament pokuty i pojednania, który jest przeżywany w krótkim czasie, wcale nie musi być mniej owocny. O. Pio też spowiadał bardzo krótko. Jego pouczeniem było często kilka zdań, a jednak ta spowiedź zapadała w pamięci penitentów i była przez nich głęboko przeżywana. Nie mierzmy więc wartości sakramentu pokuty jego długością.

2020-04-06 08:23

Ocena: +1 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bóg przemawia do mnie w ciszy - rozmowa z reżyserem filmu "Usłyszeć Boga" [premiera 07.04 w TVP2]

[ TEMATY ]

O. Pio

spowiedź

Medjugorie

Archiwum Jacka Tarasiuka.

Z Jackiem Tarasiukiem, reżyserem i producentem filmowym o Medjugorje, św. o. Pio i tym, jak Bóg może działać przez Facebooka rozmawia Łukasz Krzysztofka

Łukasz Krzysztofka: Już we wtorek w TVP2 premiera Twojego najnowszego filmu pt. „Usłyszeć Boga”, który opowiada o niezwykłej mocy sakramentu spowiedzi. Skąd pomysł na film?

Jacek Tarasiuk: W 2018 r. wybrałem się z rodziną do San Giovanni Rotondo. Gdy stanąłem przed konfesjonałem o. Pio poczułem, że zrobię ten film. Po prostu wiedziałem. To był także czas, kiedy modliłem się o kierownika duchowego. I nagle dowiedziałem się, że kiedy będę przed grobem o. Pio, mogę go poprosić o to, żeby nim został. Poprosiłem.

Więc to św. o. Pio Cię zainspirował?

Tak, wiedziałem, że on "duchowo" będzie grał główną rolę w tym filmie.

Jak wyglądały przygotowania?

Trwały pół roku. Na początku, mając cały czas przed oczami konfesjonał o. Pio, w którym działy się niesamowite cuda myślałem o filmie, o wartości spowiedzi świętej. Dzisiaj wielu ludzi pomija ten sakrament. Co chwilę słyszę: jeśli Bóg jest, to On mnie przecież kocha i nie dopuści do mojej zguby... A przecież to my często sami skazujemy się na zgubę. On cały czas na nas czeka, tak jak ojciec czekał na syna marnotrawnego. Pozwolił mu iść przez życie swoją drogą, ale czekał na jego powrót. Wiem, że Bóg nas bardzo kocha. Pozwala na wiele rzeczy - dobrych i złych, jakie czynimy na świecie - bo dał nam nieograniczoną wolność, ale nadal jeszcze cierpliwie czeka...

Czyli na początku była wizja….

Tak – od tego się zaczęło. Właściwie poprzez o. Pio powierzyłem prace nad całym filmem Duchowi Świętemu. Niejeden z branży, słysząc to, oburzyłby się, że niby co - nie miałem planu? A ja zwyczajnie – po prostu zacząłem słuchać.

Czego doświadczyłeś, pracując nad filmem?

Dawno temu pewien mądry kapłan powiedział mi, że są trzy rodzaje myśli: nasze, te „z góry" i te fałszywe, zdradzieckie, których powinniśmy się wystrzegać. One pochodzą od złego ducha. Na każdym etapie naszego życia, by nie dopuszczać do swego umysłu ostatniego rodzaju myśli, należy pamiętać o sakramentach: spowiedzi świętej i Eucharystii. Ważne jest, by uczyć się rozpoznawać rodzaje myśli, które w sobie mamy. Dalszy etap to kontrola tych myśli. To jest trochę tak, jak na przejściu granicznym, chroniącym kraj przed zarazą. Pewnych myśli się nie dopuszcza. Dalej, gdy wołasz do Niego - w sercu zaczynasz słyszeć. Ja cały czas pytałem i czekałem na odpowiedź. Co mam robić? Kto ma wystąpić w filmie? Gdzie mam pojechać? Odpowiedzi zawsze przychodziły. Jestem przekonany, że od Ducha Świętego.

W filmie zobaczymy m.in. klasztor kapucynów w małopolskim Tenczynie, sanktuarium w Medjugorje i miejsce szczególnie związane ze św. o. Pio – San Giovanni Rotondo. Przypadkowe zestawienie?

Ja nie wybrałem o. Pio, to on wybrał mnie. W końcu to mój kierownik duchowy. Trudno sobie to wyobrazić, ale tak jest. O. Pio wybrał Tenczyn, dokładnie wskazał kapucyna, który ma wystąpić w tym filmie - o . Romana Ruska. Przyznam, że są nawet podobni do siebie. O. Pio wybrał też siostrę Bartłomieję. Pomimo moich wątpliwości, czy wątki poruszane przez bohaterów będą się dobrze uzupełniały, o. Pio wskazał mi właśnie ją.

W jaki sposób?

Gdy kontaktowałem się z s. Bartłomieją przez Facebooka, zobaczyłem na jej profilu zdjęcie o. Pio, wstawione niecałą godzinę wcześniej. To była godzina mojej niewiary, mojego zastanawiania się. Zatem kiedy o niej pomyślałem, ona jakimś dziwnym trafem wstawiała właśnie zdjęcie o. Pio. Takich widzialnych wskazówek dostałem wiele.

A dlaczego Medjugorie?

To kolejna zagadka dla mnie. Zastanawiałem się, czemu mam tam jechać. Wiedziałem, że powinienem, ale nie wiedziałem, co mam w tamtym miejscu nagrać. Bóg miał swój scenariusz. Po kilku miesiącach pracy nad nakręconym materiałem okazało się, że On zaplanował z tego dwa filmy. Prace nad drugim właśnie zamykam. Niebawem będziemy go mogli zobaczyć także na antenie TVP. Film "Grzech", bo o nim mowa, doskonale uzupełnia ten pierwszy film "Usłyszeć Boga".

W jaki sposób człowiek może usłyszeć w sobie to, co mówi do niego Bóg?

W filmie siostra Bartłomieja mówi: "Każdy z nas ma w swoim sercu miejsce, w którym mieszka Bóg". Pytanie: co ty z tym zrobisz – pokochasz Go, czy zaczniesz z Nim walczyć? Możesz próbować Go zagłuszyć. Albo pokładać w Nim nadzieję. Wtedy On wypróbuje twoją miłość. Masz wiele możliwości. Ale pamiętaj - jesteś jego najukochańszym dzieckiem i cokolwiek by ci świat nie mówił, On mieszka w twoim sercu. A gdy Go wyprosisz... zatrzymaj się i zadaj sobie pytanie: kim jesteś. On ci zada to samo pytanie przed twoją śmiercią.

Wielu powie, że w dzisiejszym świecie trudno usłyszeć Boga.

Myślę, że do niedawna było to wręcz niemożliwe. By usłyszeć Boga, musimy wyjść na pustynię. Kiedyś miałem możliwość przebywać na pustyni Wadi Rum w Jordanii, miejscu, które jest uznane za jedno z najcichszych miejsc na świecie. Cisza rzeczywiście przenikała cały umysł i ciało. Po jakimś czasie człowiek czuł się nieswojo.

Żyjemy w czasach, gdzie smakowanie prawdziwej ciszy graniczy z cudem…

To prawda. Gdy tylko zatrzymamy się, świat zewnętrzny natychmiast się o nas upomina. Radio w samochodzie, tłumy na ulicach, telewizor w domu, internet w komórce. A gdzie w tym wszystkim jest miejsce na rozmowę z Bogiem? Ale tak było do niedawna. Teraz przez pandemię świat nagle się zatrzymał i wszyscy doświadczamy tej ciszy. Co z nią zrobimy? Jak ją wykorzystamy? To od nas zależy, czy usłyszymy w niej Boga.

Premiera filmu dokumentalny „Usłyszeć Boga” we wtorek 7.04.2020 r. w TVP2 o godz. 22:55.

Prezentujemy zwiastun filmu:

CZYTAJ DALEJ

Miliony od Trzaskowskiego dla byłej agentki

2020-05-23 18:19

[ TEMATY ]

polityka

komentarz

Facebook.com

Jolanta Lange wcześnie nazywała się Jolanta Gontarczyk i jako tajny współpracownik komunistycznego wywiadu TW Panna inwigilowała ks. Franciszka Blachnickiego. Jej fundacja nadal otrzymuje gigantyczne pieniądze z warszawskiego ratusza

W sierpniu 2019 roku odkryłem, że prezes jednej z warszawskich fundacji Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego Pro Humanum Jolanta Lange ma zmienione nazwisko. Do 2008 r. nazywała się Jolanta Gontarczyk TW Panna. Kobieta była jedną z ważniejszych agentek komunistycznej służby PRL, którą w latach 80-tych skierowano do inwigilacji twórcy Ruchu Światło Życie Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Obecna prezes stowarzyszenia Pro Humanum była więc płatnym i bardzo niebezpiecznym współpracownikiem reżimu komunistycznego, którą w latach 80. ścigał nawet kontrwywiad RFN.

O sprawie zrobiło się bardzo głośno i na jej temat rozpisywały się gazety, a o jej przeszłości informowały media internetowe i największe telewizje. Wydawałoby się, że po tych informacjach kierowany przez prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego urząd będzie unikał dalszej współpracy z fundacją Pro Humanum, na której czele nadal stoi "prezeska" Jolanta Lange vel Gontarczyk.

Niestety nic takiego się nie stało, bo 12 grudnia 2019 r. według zarządzenia "NR 1843/2019 PREZYDENTA MIASTA STOŁECZNEGO WARSZAWY" została przyznana dotacja 1 850 000 złotych na Prowadzenie Centrum Wielokulturowego w Warszawie, którego głównym operatorem jest właśnie fundacja Jolanty Lange. Prawie dwa miliony złotych publicznych pieniędzy przeznaczone jest na "działalność na rzecz integracji cudzoziemców, upowszechniania i ochrony wolności i praw człowieka oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji w latach 2019-2022". Tych pieniędzy może być znacznie więcej, bo przeglądając umowy między Pro Humanum, a warszawskim ratuszem z poprzednich lat oprócz głównej umowy na prowadzenie "Centrum" były także dotacje na mniejsze projekty.

Czy znając przeszłość agentki służb komunistycznych można wnioskować, że prezes Jolanta Lange ma doświadczenie i zasługi dla upowszechniania i ochrony wolności oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji? To retoryczne pytanie należy postawić kandydatowi na urząd prezydenta RP Rafałowi Trzaskowskiemu.

Sprawa może mieć ciąg dalszy. Jolanta Gontarczyk była bowiem jedną z ostatnich osób, która widziała ks. Franciszka Blachnickiego przed jego tajemniczą śmiercią. Na pewno będzie musiała znów zeznawać, bo 21 kwietnia 2020 r. "prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach podjął na nowo, umorzone w dniu 6 lipca 2006 roku, śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznej, stanowiącej zbrodnię przeciwko ludzkości, polegającej na dokonaniu zabójstwa ks. Franciszka Blachnickiego w dniu 27 lutego 1987 roku w Carlsbergu przez funkcjonariuszy publicznych, poprzez podanie substancji, która spowodowała jego nagłą śmierć, co stanowiło prześladowanie pokrzywdzonego z powodów politycznych i religijnych".

Analizując treści ze strony internetowej Pro Humanum oraz na Facebooku można odnieść wrażenie, że stowarzyszenie jest mocno zaangażowane politycznie i światopoglądowo. Zapraszają na parady LGBT. Na fanpage można było znaleźć także sprofanowany wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej z tęczowym nimbem. Podczas uroczystości w Centrum Wielokulturowym zapraszany jest warszawski chór LGBT.

Więcej o współpracy Jolanty Lanego vel Gonatrczyk z warszawskim ratuszem oraz jej politycznej kariery w latach 90

CZYTAJ DALEJ

Papież do Centrum Astalli: dziękuję za obronę prawa do azylu

2020-05-29 20:52

[ TEMATY ]

uchodźcy

Włochy

jezuici

papież Franciszek

Vatican News

Papież Franciszek postawił jezuickie Centrum Astalli, jako przykład pracy na rzecz migrantów i uchodźców, który może wzbudzić w naszym społeczeństwie odnowione zaangażowanie w autentyczną kulturę przyjęcia i solidarności. Działające od prawie 40 lat centrum podejmuje wiele działań, które służą obronie praw tych, którzy przybywają do Włoch uciekając od wojny i przemocy.

Centrum Astalli służy uchodźcom w wielu ośrodkach na terenie Włoch w procesie integracji ze społeczeństwem. Ojciec Święty napisał list do dyrektora rzymskiego oddziału, który, w różnych punktach Wiecznego Miasta, tylko w ubiegłym roku objął pomocą 11 tys. uchodźców i osób ubiegających się o azyl. Franciszek doskonale zna realia tego jezuickiego dzieła, które odwiedził zaraz na początku swego pontyfikatu. Apelował wówczas o solidarność z ludźmi potrzebującymi wszelkiej pomocy. Wielokrotnie powtórzył trzy słowa, które według niego powinny być kluczem do postawy wobec najbiedniejszych imigrantów i uchodźców: „bronić, służyć, towarzyszyć”.

W obecnym liście skierowanym do o. Camillo Ripamontiego, przy okazji publikacji dorocznego raportu mówiącego o działaniach podejmowanych przez Centrum Astalii, Franciszek dziękuje za odwagę z jaką stawia ono wyzwaniu migracji, przede wszystkim broniąc prawa do azylu w naszych czasach, gdy tak wielu ludzi musi uchodzić przed wojnami, prześladowaniami i poważnymi kryzysami humanitarnymi. Papież dziękuje jezuitom i wolontariuszom zaangażowanym w prowadzenie centrum za to, że przyjmują potrzebujących z braterską miłością. Zachęca wszystkich, by nie tracili nadziei na świat pełen pokoju, sprawiedliwości i międzyludzkiego braterstwa.

Centrum Astalli wydaje każdego dnia 15 tys. ciepłych posiłków, udziela schronienia uchodźcom oraz zapewnia im opiekę medyczną i pomoc prawną.
Prowadzeni też szkoły języka i kultury włoskiej, aby ułatwić integrację w społeczeństwie. Centrum powstało w 1981 roku w Rzymie, z inicjatywy ówczesnego generała jezuitów o. Pedro Arrupe, głęboko dotkniętego tragedią tysięcy Wietnamczyków uciekających z rozdartego wojną kraju.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję