Reklama

Watykan

O. Bovati do papieża i Kurii: zachwyćmy się cudem życia!

Opór, jaki człowiek stawia łasce oraz brak wiary to tematy, które w trzecim dniu rekolekcji w Domu Boskiego Mistrza w Aricci, pod Rzymem, dla papieża i Kurii Rzymskiej, porusza prowadzący o. Pietro Bovati SJ. Ze względu na przeziębienie Franciszek bierze w nich udział pozostając w swoim pokoju w Domu św. Marty.

[ TEMATY ]

rekolekcje

Watykan

Franciszek

Vatican Media

Wcześniejsze dwie konferencje włoski jezuita, sekretarz Papieskiej Komisji Biblijnej, poświęcił cudowi narodzin oraz powołaniu. Podkreślił, że nigdy nie możemy zapominać, że każdy człowiek został stworzony na Boży obraz i podobieństwo. Jesteśmy więc od zawsze chciani przez Stworzyciela, w naszej niepowtarzalności i jedyności.

Reklama

„Jak więc nie uznać w postawie adoracji i wdzięczności, że urodziłem się i żyję dzięki cudownemu procesowi, który pozwala powiedzieć, że Bóg mnie chciał w mojej wyjątkowości, i wszystkim tak pokierował, abym mógł przyjść na świat?” – pytał o. Bovati. Nawet Boży Syn, Jezus Chrystus zechciał przyjąć ludzkie ciało i w podobnym procesie, jak każdy człowiek, przyszedł na świat.

Natomiast odnosząc się do tematu powołania włoski biblista wskazał, że najważniejsze jest w nim spotkanie z Bogiem, który przemówił do człowieka. Odpowiadając Bogu, człowiek niejako rodzi się na nowo, zaczyna się nowa historia jego życia. Dlatego każde powołanie rodzi się w sercu człowieka, nie jest wynikiem wspólnej decyzji. Bóg bowiem powołuje po imieniu i objawia się powoływanemu, a więc nie jest to oświecona samoświadomość ani samookreślenie się. Bóg przychodzi zawsze niezapowiedziany, do człowieka nieprzygotowanego.

„Zaskoczenie jest w rzeczywistości znakiem Boga, a także dysproporcją między tym, co jest uważane za właściwe, a nawet konieczne w oczach ludzi, a tym, co Bóg wybiera jako pośrednictwo: jako sługa swego zbawczego dzieła” – stwierdził o. Bovati.

2020-03-03 16:52

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Silny potrzebuje słabego

2020-10-22 14:38

[ TEMATY ]

rekolekcje

DA Emaus

ks. Jacek Marciniec

Maciej Orman/Niedziela

– Bóg cię potrzebuje i daje ci misję. „Idźcie w pokoju Chrystusa” to nie znaczy: już po wszystkim, dobrej nocy, finał, pozamiatane. To znaczy: idźcie i dzielcie się bogactwem, które macie, bo jesteście za siebie odpowiedzialni – powiedział ks. dr Jacek Marciniec w ostatnim dniu rekolekcji „na dobry początek” w Duszpasterstwie Akademickim Emaus w Częstochowie.

Środa 21 października była dniem sakramentu pokuty i pojednania, który poprzedził Mszę św.

W homilii rekolekcjonista zaznaczył, że Jezus zaprasza nas do stołu Eucharystii, abyśmy budowali wspólnotę, brali udział w Jego radości i dzielili się nią z hojnością.

Jak zwykle posłużył się odpowiednim przykładem z własnego życia. – Niedawno mężczyzna na ulicy poprosił mnie, żebym kupił mu coś do jedzenia. Idziemy do sklepu, bierzemy bułki. Pytam, co do tego. „Jakąś kiełbasę” – odpowiada. Proszę, żeby sobie coś wybrał. Pan sięga po krakowską podsuszaną. Mówię: „Kochany, hola, hola”. Niestety, skończyło się na tym, że kupiliśmy parówki. Ale dlaczego nie krakowska? Oceniam człowieka, że on nie ma prawa do krakowskiej podsuszanej? Później zrobiło mi się głupio – przyznał ks. Marciniec.

– Chcemy się cieszyć, że Bóg jest hojny i daje nam o wiele więcej, niż się spodziewamy – podkreślił.

Przywołał również postać św. Jana Kantego, który jako profesor i wykładowca teologii na Akademii Krakowskiej odznaczał się wielkim miłosierdziem dla ubogich. – Kiedy profesorowie siadali do posiłku w stołówce akademickiej, zapraszano tam również biedaka na znak wiary, że w ubogich i ostatnich jest Jezus. Kiedy ubogi wchodził, św. Jan Kanty głosił: „Pauperus venit” (ubogi przybył), a wszyscy odpowiadali: „Christus venit” (Chrystus przybył).

Odwołując się do pierwszego czytania z Listu do Efezjan, przypomniał, że św. Paweł pisał go z więzienia, świadomy, że być może zbliża się kres jego życia. To nie powstrzymało go jednak od radości z faktu, „że udzielona mu została przez Boga łaska objawienia tajemnicy Chrystusa, który jednoczy pogan i żydów”. – Ten list jest przede wszystkim o Kościele, gdzie każdy jest potrzebny. Który palec jest ci niepotrzebny? Jeśli się w niego zranisz, choćby to była mała rana, ten palec staje się najważniejszy. Dlatego dzisiaj poczujmy się współodpowiedzialni, jak słudzy z Ewangelii, którzy mieli misję i są z niej rozliczani – zachęcał ks. Marciniec.

– Bóg cię potrzebuje i daje ci misję. „Idźcie w pokoju Chrystusa” to nie znaczy: już po wszystkim, dobrej nocy, finał, pozamiatane. To znaczy: idźcie i dzielcie się bogactwem, które macie, bo jesteście za siebie odpowiedzialni – kontynuował.

– Co to za wiara, która jest tylko w kościele, a nie rezonuje w twoim życiu? Kiedy nie ma kompatybilności między twoim zachowaniem w domu, na uczelni, w pracy, na ulicy a zachowaniem w kościele? – pytał stanowczo kapłan.

W tym kontekście odniósł się do najnowszej encykliki papieża Franciszka „Fratelli tutti”, która „bardzo mocno mówi nam o wrażliwości społecznej i otwartości na drugiego człowieka, zwłaszcza innego”. – Jeśli nam tego zabraknie, jeszcze bardziej nasili się agresja i postawa „wszyscy przeciwko wszystkim”, bo ważne jest tylko to, co dla mnie dobre i szerzy się indywidualizm, który papież bardzo mocno piętnuje.

Duszpasterz przytoczył fragment encykliki dotyczący postaw kapłana, lewity i Samarytanina wobec poranionego człowieka. „Osoby, które go mijały, nie skupiały się na wewnętrznym wezwaniu, by do niego podejść, ale na swej funkcji, na zajmowanej pozycji społecznej, na cieszącym się uznaniem społecznym zawodzie. Czuli się ważni dla społeczeństwa owych czasów, a najważniejsza wydawała im się rola, jaką winni w nim odegrać. Człowiek poraniony i porzucony przy drodze zaburzał ten plan, był zakłóceniem i kimś, kto nie odgrywał żadnej roli. Był «nikim», nie należał do grupy ludzi godnych uwagi, nie odgrywał żadnej roli w tworzeniu historii. Tymczasem wielkoduszny Samarytanin przeciwstawiał się tym bezdyskusyjnym klasyfikacjom, mimo że sam pozostawał poza tymi wszystkimi kategoriami i był po prostu obcym bez własnego miejsca w społeczeństwie. W ten sposób, wolny od wszelkich etykiet i schematów, mógł przerwać swoją podróż, zmienić swoje plany, otworzyć się na zaskakujące spotkanie z rannym, który go potrzebował”.

Jako duszpasterz ruchu Betel ks. Marciniec przywołał często powtarzane w nim hasło, które nie jest sloganem: – Nie tylko słaby potrzebuje silnego, ale silny potrzebuje słabego, żeby mu przypomniał, co jest w życiu najważniejsze, żeby był sprawdzianem jego człowieczeństwa, czy zareaguje godnie, przez pryzmat serca, czy pójdzie dalej, bo jest wpatrzony we własne ambicje – stwierdził.

– My biegniemy do przodu, a słabi nam przypominają, co jest ważne. Mamy ambicję, by być kimś. Któremu dziecku rodzic powie: marzę o tym, abyś była salową w szpitalu, asystentką w DPS, wyjechała na misje i została z ludźmi np. w Etiopii czy na Madagaskarze, gdzie jako Betel budujemy domy? Słabi też mają miejsce w naszej wspólnocie. Nie chodzi tylko o to, żeby zaspokoić ich podstawowe potrzeby, ale żeby zauważyć człowieka, a nie chorego, upośledzonego czy biednego – przekonywał kapłan.

Przywołał również fragment encykliki „Fratelli tutti”, w którym papież krytykuje indywidualizm. „Indywidualizm nie czyni nas bardziej wolnymi, bardziej równymi, bardziej braćmi. Sama suma korzyści indywidualnych nie jest w stanie stworzyć lepszego świata dla całej ludzkości. Nie może nas też uchronić od wielu nieszczęść, które stają się coraz bardziej globalne. Ale radykalny indywidualizm jest wirusem najtrudniejszym do pokonania. Zwodzi. Pozwala nam myśleć, że wszystko polega na tym, by dać wolną rękę własnym ambicjom tak, jakbyśmy, kumulując indywidualne ambicje i zabezpieczenia, mogli budować dobro wspólne”.

– Nie jest prawdą, że kiedy będzie się powodzić tobie i mnie, to wspólnie stworzymy szczęśliwą grupę społeczną. To tak nie działa. Dlatego potrzeba solidarności serc, która wyraża się w służbie – kontynuował ks. Marciniec. „Służba oznacza przeważnie troskę o to, co słabe. Służenie oznacza troszczenie się o osoby słabe w naszych rodzinach, w naszym społeczeństwie, w naszym narodzie. W pełnieniu tej posługi każdy potrafi pozostawić na boku swoje dążenia, oczekiwania, swoje pragnienia bycia wszechmocnym w obliczu konkretnego spojrzenia najsłabszych. [...] Służba zawsze patrzy w twarz brata, dotyka jego ciała, czuje jego bliskość, a nawet w pewnych przypadkach «znosi» ją i zabiega o rozwój brata. Dlatego służba nigdy nie jest ideologiczna, ponieważ nie służy się ideom, ale służy się osobom” – mówił za papieżem.

Za największy gest miłosierdzia uznał adopcję. – Mam szansę adoptować dziecko, to dlaczego tego nie zrobić? – pytał.

Rekolekcjonista podkreślił, że „w służbie nie chodzi o to, żeby powiedzieć: człowieku, masz tu dychę i nie obchodzisz mnie”, ale o otwarcie dla niego domu i serca.

Wzywał również do słuchania serca. – Jeżeli słuchamy też Boga, który zostawia swoje słowo, będziemy wiedzieli, do jakiej służby i odpowiedzialności nas zaprasza. Dorosłym jest się wtedy, kiedy staje się odpowiedzialnym za siebie, ale dojrzałym wtedy, kiedy przyjmuje się odpowiedzialność za innych. Jaka jest miara twojej dojrzałości? Czy budujesz wspólnotę? Co jesteś w stanie oddać ludziom, nie tylko najbliższym, którym oddałbyś nawet nerkę? A ile jest takich osób, na które ty liczysz, że oddałyby nerkę dla ciebie? To też jest jakiś wymiar przyjaźni i miłości. Ile jesteś w stanie poświęcić z twojego ego, aby wyjść – o czym też ciągle mówi papież Franciszek – i budować mosty, tworzyć dialog, kulturę spotkania, zauważyć brata?

Ks. Marciniec zwrócił uwagę, że do spełnienia tego potrzebujemy Eucharystii, „która jest ucztą miłości, wkładaniem Boga do twojego serca”. – Obojętne, czy przyjmujesz Jezusa przez usta czy na rękę, On zawsze trafia do twojego serca, jeśli ono jest otwarte – zaznaczył.

Jak zauważył, owocność udziału w rekolekcjach będzie można sprawdzić dopiero po naszych czynach. – Po tym dopiero ludzie poznają, czy nie zmarnowaliśmy czasu na Eucharystii. To jest podstawowa weryfikacja: byłem głodny, byłem przybyszem, byłem chory – mówi Jezus – a ty bałeś się Mnie, brzydziłeś czy zauważyłeś we Mnie brata? Świadczenie miłosierdzia to nie jest luksus dla niektórych. S. Faustyna napisała w „Dzienniczku” bardzo mocno: to jest niezbywalny obowiązek, czysta Ewangelia, ale bez pokarmu – Eucharystii nie damy rady.

Kapłan dodał, że „każda Eucharystia to Pascha, która kończy się życiem”. – Niech więc to dzisiejsze zmartwychwstanie obudzi cię do życia i szerszego myślenia, żebyś zobaczył, ile sam zawdzięczasz innym i do czego jesteś powołany, byś tam spieszył nie z oporami i z niechęcią, ale ochoczo.

Ks. Marciniec pytał również uczestników rekolekcji o ich przynależność do wspólnot. – Czy jesteś gdzieś zanurzony? Bez tego uschniesz. Ucztowanie dokonuje się razem. Źródło jest dla wszystkich po to, żeby się nim dzielić, dlatego to jest bardzo ważne, żeby wzrastanie odbywało się we wspólnocie. Nikt ci jej nie wskaże. Sam wybierz to miejsce, gdzie czujesz, że Bóg cię stawia i daje misję – namawiał.

Zaprosił również, aby nie żałować czasu na bycie razem, ponieważ „wspólnota jest potrzebna do rozwoju i obnażania tego, co we mnie nie jest jeszcze Boże”. – Jeżeli ktoś we wspólnocie mnie drażni, to najczęściej ten trudny bliźni jest dla mnie lustrem, żebym mógł odkrywać, co nie jest we mnie ewangeliczne, bo wciąż skażone egoizmem.

– Kochać to powiedzieć: chcę, żebyś był. Nie kochać to powiedzieć: nie chcę cię. Otwórzmy serca, ucztujmy i cieszmy się, bo Pan przyszedł. Niech wołanie: „czuwajcie i bądźcie gotowi” będzie dla nas jak zapach wiosny. Niech nie budzi w nas lęku, bo Bóg przychodzi, aby nas zbawić – zakończył ks. Marciniec.

Tradycyjnie przed błogosławieństwem zostawił wiernym pytania do medytacji. Co robię, aby szukać relacji z trudnymi osobami? Czy jest we mnie gotowość otwarcia się na miłość Chrystusa? Czy znalazłem już wspólnotę, w której wzrastam?

Na zakończenie udzielił błogosławieństwa z odpustem zupełnym.

Wdzięczność za prowadzenie rekolekcji ks. Marcińcowi wyrazili przedstawiciele studentów. – Pokazał nam ksiądz, co to znaczy cieszyć się naprawdę życiem z Chrystusem oraz to, że tylko On może wyciągnąć nas z otchłani naszych ciemności. Bardzo dziękujemy za słowa prawdy i pouczenia. Życzymy błogosławieństwa Bożego i uśmiechu pochodzącego od Boga.

Dlaczego studenci uczestniczyli w rekolekcjach? – Stwierdziłam, że to jest fajny czas, żeby pogłębić wiarę. Bardzo zapadły mi w pamięć słowa o tym, żeby pomagać innym. To jest główna myśl, która będzie mi towarzyszyć – trzeba zwrócić uwagę na innych, nie tylko na siebie – powiedziała „Niedzieli” Dominika, która do udziału w rekolekcjach namówiła Rafała. Ten z kolei zachęcił do tego narzeczoną Anetę. – Zapamiętałem, że ci mocni mają uczyć się od słabych i zwracać uwagę na to, co oni mają do przekazania. Rekolekcje oczywiście nie były straconym czasem – podsumował.

CZYTAJ DALEJ

Ks. Dominik Chmielewski rapuje dla Matki Bożej!

2020-10-21 09:36

[ TEMATY ]

modlitwa

różaniec

ks. Dominik Chmielewski

youtube.com/hereswzn

Heres z grupy Wyrwani z Niewoli wspólnie z ks. Dominikiem Chmielewski stworzyli wspólny rapowy utwór pt. "Kecharitomene".

"Oddajemy Was wszystkich Niepokalanej i prosimy pamiętajcie o nas w swoich modlitwach" - czytamy w opisie utworu.

Jak poradził sobie z tym niecodziennym zadaniem, jeden z najbardziej lubianych kapłanów w Polsce? Przekonajmy się! A później... chwyćmy wspólnie za Różaniec! :)

CZYTAJ DALEJ

Festiwal rozczarowań?

2020-10-23 22:02

Fot. Międzynarodowy Festiwal Filmów Niepokalanów - MAKSYMILIANY 2020.

Poznaliśmy zwycięzców Międzynarodowego Festiwalu Filmów Niepokalanów - MAKSYMILIANY 2020. Niestety w gronie wyróżnionych nie znalazł się film „Orzech”, o wrocławskim duszpasterzu akademickim.

Obraz w reżyserii Magdaleny Piejko i Damiana Żurawskiego nie zachwycił jurorów i nie porwał publiczności. Może dlatego, że były problemy z jego emisją i w ostateczności ciężko było się zdecydować na kogo oddać głos. Sytuacja rozczarowuje tym bardziej, że po premierowym pokazie filmu „Orzech” pojawiło się bardzo dużo pozytywnych komentarzy ze strony pielgrzymów i sympatyków DA Wawrzyny.

Galę kończącą Festiwal Filmów Niepokalanów poprowadzili Marta Dzwonkowska i Jerzy Skoczylas. - Maksymilian Kolbe to święty, który uczył miłości. Był człowiekiem wielkiej odwagi i wizjonerem doceniającym siłę mediów w szerzeniu Ewangelii – mówiła aktorka.

Nagrodę główną w kategorii „Najlepszy film dokumentalny” i 10.000 zł otrzymał film „Kraina miodu” w reż. Tamary Kotevskiej i Ljubomira Stefanova. Wyróżnienie otrzymały obrazy „Położna” oraz „Wyjście”.

Nagrodę główną w kategorii „Najlepszy film fabularny” i 10.000 zł otrzymał film „Siostrzyczka”. Jak powiedział jeden z jurorów Dariusz Regucki – odbiega on poziomem realizacji od wybitnych filmów biorących udział w tegorocznej edycji wydarzenia. Mocno wpisuje się również w hasło festiwalu.

Publiczność również mogła wybierać najciekawsze filmy. W kategorii „film dokumentalny” zwyciężył „Jestem misjonarzem” zdobywając ponad 50% głosów. Najlepszym filmem według widzów w kategorii „film fabularny” został obraz „Dolina Bogów”, uzyskując 55% głosów. Nagrodę publiczności, czyli wyjazd na pielgrzymkę po Europie otrzymał Wojciech Ambroziak.

Wręczono również nagrodę dla filmu, który zmienił życie. Ambasadorem tego wyróżnienia jest Prezydent RP Andrzej Duda. Kwotę 4000 zł, wieczne pióro prezydenta i statuetkę Maksymiliana otrzymał Michał Król za film „Wyjście”.

Nagroda Krajowej rady Radiofonii i Telewizji powędrowała do filmu „Siostrzyczka” w reżyserii Aleksandr Galibin. 2000 zł przekazał Związek Gmin związanych z życiem św. Maksymiliana Kolbego dla Przemysława Jana Chrobaka, który nakręcił obraz „ Pielgrzymi Bożego Miłosierdzia”.

Wyróżnienia otrzymali też twórcy w ramach Konkursu Młodych. Lukas Kosica i Borys Baczewski nakręcili film „Czasy się zmieniają”. Obraz opowiada o dwóce znajomych ze szkoły, którzy znajdują stare przedmioty, w tym pamiętnik żołnierza wyklętego – Pawła Laskowskiego ps. „Cukierek”. Jak poinformował ks. Jerzy Babiak SDB, w tym roku statuetka św. Jana Bosko nie została jednak przyznana nikomu i będzie czekać na przyszłoroczną edycję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję