Reklama

Kościół

Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego wktórce otwarte dla wszystkich chętnych

Pracując nad muzeum zastanawialiśmy się nad tym, co chcemy przekazać i doszliśmy do wniosku, że to ma być podróż z Janem Pawłem II i kard. Wyszyńskim przez 104 lata naszej historii – powiedział w rozmowie z KAI Piotr Dmitrowicz, wicedyrektor Mt 5,14. Od najbliższej soboty muzeum będzie otwarte dla wszystkich chętnych.

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego

„Miłość jest niejako dowodem osobistym naszego pochodzenia z Boga-Miłości, jest znakiem rozpoznawczym naszego synostwa Bożego” – kard. Stefan Wyszyński

Anna Rasińska (KAI): Muzeum dzieli się na 11 głównych stref, każda z nich związana jest z kluczowymi momentami życia jego patronów. Czy mógłby Pan opowiedzieć o najciekawszych elementach wystawy?

- Piotr Dmitrowicz, wicedyrektor Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego: Zwiedzanie muzeum zaczynamy w foyer, to przestrzeń zarezerwowana m.in. na różnego rodzaju eventy. Pierwsza sala wystawy obrazuje zapowiedź całej historii, jest tam ogromny zegar ze słowami Jana Pawła II „Czas ucieka wieczność czeka”, a także krótką opowieścią o tym co za chwilę zobaczymy.

Dalej przechodzimy do części zatytułowanej ”Podróż” – sala ta nawiązuje do triumfu 2 czerwca 1979 r., czyli przyjazdu papieża do komunistycznego kraju. Jest to ogromna projekcja opowiadająca historię tego wydarzenia, papieża witającego się z ludźmi, fragmenty z homilii. W pomieszczeniu słychać różnego rodzaju dźwięki, trzaski, rozmowy, czyli odgłosy z placu. Fundamentalnym elementem z tych nagrań są słowa Jana Pawła II z fragmentem „Wszystko co Polskę stanowi...”.

- Dalej przechodzimy do sali nazwanej „Dom”, która składa się z trzech części.

- Tak, z Rosji, Polski i Niemiec. Chcieliśmy tu podkreślić, że kard. Wyszyński urodził się w zaborze rosyjskim, w mazowieckiej Zuzeli, kiedy nie było jeszcze wolnej Polski. Sugeruje to przedstawiony w powiększeniu akt chrztu, spisany cyrylicą. W tej strefie toczy się opowieść o dzieciństwie i szkolnych latach prymasa.
Dalej w naszej narracji przechodzimy do Drugiej Rzeczpospolitej. Przestrzeń, która to obrazuje jest biało-czerwona. To również nawiązanie do naszych bohaterów – czerwonym kolorem kardynalskim opowiadamy o Wyszyńskim, a białym, papieskim o Wojtyle. Znajdują się tutaj również sutanny: biała - papieska i czerwona - kardynalska. Są tu monitory, które ukazują wydarzenia 20-lecia międzywojennego.
Na trzeciej, krótkiej ścianie toczy się opowieść o tym, jak komunizm niszczył religię. Dalej mamy historię okupacji przedstawioną z dwóch perspektyw, Wyszyńskiego i Wojtyły. Jest również duża projekcja pokazująca rozpoczęcie wojny. Padają też słowa Jana Pawła II wypowiedziane podczas wizyty w Auschwitz, o tym, że żaden naród "nie może rozwijać się kosztem drugiego”.
Otworzyliśmy też jedną boczną salę, poświęconą Karolowi Wojtyle, nazwaliśmy ją „Kraków” i urządziliśmy tam atelier fotograficzne, służące jako tło do pokazania aktywności studenckiej, aktorskiej i twórczej Karola Wojtyły.

- Elementy artystyczne przeplatają się z gablotami, eksponatami, zdjęciami...

- Tak jest właściwie w każdej sali. Widać to doskonale na przykładzie kolejnej części zatytułowanej „Będziesz miłował”. Tutaj wchodzimy w las symbolizujący wszystkie lasy, w których walczyli polscy żołnierze i partyzanci, symbolizuje on także lad katyński. To projekt Jerzego Kaliny, który jest autorem pomnika ofiar katastrofy smoleńskiej. Drzewa mają odciętą podstawę, to nawiązanie do komunizmu – chęci odcięcia Polaków od fundamentu, korzeni cywilizacji łacińskiej. To także opowieść o Laskach, bo tam przebywał kard. Wyszyński w momencie wybucha powstania warszawskiego.
W kolejnej strefie - „Dialog?” - eksponujemy tron Wyszyńskiego. To miejsce poświęcone okresowi po wyjściu Stefana Wyszyńskiego z internowania. Zwiedzający zobaczą dwie projekcje prezentujące konfrontację Stefana Wyszyńskiego i Władysława Gomułki. Konfrontujemy widza z dwoma światami – światem nienawiści, krzykliwego komunistycznego tonu i kardynałem Wyszyńskim, który mówi o miłości, tolerancji, wybaczeniu.

- W centrum kolejnego pomieszczenia znajduje się kopia obrazu Czarnej Madonny.

- To pomieszczenie nazywa się „Mamo!” i odnosi się oczywiście do Matki Bożej Częstochowskiej, ważnej dla obu bohaterów, ale też dla wielu Polaków. Wspomniane są tu takie wydarzenia, jak Śluby Jasnogórskie, Wielka Nowenna i Milenium Chrztu Polski. W centrum znajduje się kopia obrazu Czarnej Madonny namalowana przez Dorotę Zemłę. Jest to o tyle ciekawe przedstawienie, że jest to sam obraz, a mało kto ma możliwość zobaczenia obrazu bez sukienki. W sali znajduje się też oryginalna sukienka wypożyczona przez ojców paulinów z Jasnej Góry.
Zwiedzający mogą tu także obejrzeć materiały filmowe z kard. Wyszyńskim i Janem Pawłem II na Jasnej Górze. W tle pobrzmiewa modlitwa różańcowa, odmawiana na zmianę przez obu bohaterów naszej opowieści.
Dalej, w sali „Zło dobrem zwyciężaj” znajduje się metalowy labirynt. W tle słychać „Balladę o Janku Wiśniewskim” w wykonaniu Kazika Staszewskiego, ze słowami „Chłopcy z Grabówka, chłopcy z Chyloni dzisiaj milicja użyła broni”. Mamy tu projekcję czołgów. Opowiadamy o polskich miesiącach ‘56, ‘68, ‘70, ‘76, o ateizacji, funkcjonowaniu Kościoła w PRL-u.
Dalej wchodzimy w przestrzeń Soboru Watykańskiego II, który był przełomowym wydarzeniem w życiu Kościoła, z uwzględnieniem roli prymasa Stefana Wyszyńskiego i arcybiskupa Karola Wojtyły.
Następnie wchodzimy do „Pokoju łez”. Tu opowiadamy o wyborze Karola Wojtyły na papieża. Pokazujemy reakcję świata na tę nowinę, pierwsze słowa Jana Pawła II. Na środku pomieszczenia zaaranżowaliśmy "pokój łez" (pomieszczenie, w którym nowo wybrany papież przygotowuje się do spotkania z wiernymi – przyp. red.). Znajduje się tam galeria realistycznych obrazów Aldony Mickiewicz, w tle pobrzmiewają wołania wiwatującego tłumu.
To miejsce robi szczególne wrażenie na odwiedzających muzeum, jest w nim coś magicznego. Na obrazach są np. buty które za chwilę założy papież, zniszczona walizka, symbolizująca fakt, że Karol Wojtyła prawie nic nie miał. Wysłano do Krakowa po jego rzeczy tiry, które wróciły puste.

- Kolejną przestrzeń wypełnia ogromna łódź, co to za symbol?

- Tę przestrzeń nazwaliśmy „Pontifex - Budowniczy Mostów”. Wielka łódź, zajmująca niemal całą powierzchnię strefy, została zbudowana przez górali. W środku jest metalowa i przełamana, to symbol dramatycznych wydarzeń związanych z 1981 rokiem – zamachu na Jana Pawła II, śmierci prymasa Wyszyńskiego i wprowadzenia stanu wojennego. Strefa ta przybliża również opowieść o Fatimie, księdzu Popiełuszce i Solidarności.
Drugą stronę łodzi pozostawiliśmy wolną, postanowiliśmy przeznaczyć ją na różnego rodzaju spotkania, warsztaty, wykłady...
Dalej mamy przestrzeń „Miastu i Światu”, w której przypominamy ostatnie dni życia Jana Pawła II i jego pogrzeb. Znajduje się tu m.in. kopia kapy, w której papież otwierał Drzwi Święte na początku nowego tysiąclecia, i wielkoformatowa projekcja, która ukazuje to wydarzenie.
To właściwie koniec, ale żeby nie zostawić widza w atmosferze smutku, wchodzimy do jeszcze jednej sali, która nazywa się „Dekalog”. Mamy tu 10 obrazów Stefana Gierowskiego. Na przeciwległej ścianie chcemy nawiązać do Nowego Testamentu i umieścić dzieła przedstawiające przykazanie miłości. Wkrótce ogłosimy konkurs, który pomoże nam wytypować odpowiednie prace.

- Na planie budynku mamy kilka niezagospodarowanych przestrzeni, czy są już jakieś pomysły co tam umieścić?

- W przyszłości planujemy otworzenie sali z kajakiem należącym do Karola Wojtyły, poświęconą jego nowatorskiej działalności duszpasterskiej, ukazującą niezwykłość jego posługi. Salę poświęconą pojednaniu, przebaczeniu, miłosierdziu, z listem biskupów polskich do biskupów niemieckich, a także salę zabaw dla dzieci.

- Czy przedstawienie w muzeum dwóch różnych postaci, żyjących w nieco innych czasach nie nastręczało problemów? Daty ich urodzenia dzieli przecież 19 lat.

- Pracując nad muzeum zastanawialiśmy się nad tym, co chcemy przekazać i doszliśmy do wniosku, że to ma być podróż z Janem Pawłem II i kard. Wyszyńskim przez 104 lata naszej historii, w której oddajemy głos naszym bohaterom i to oni opowiadają zwiedzającym historię. Właściwie tylko podpisy pod zdjęciami, krótkie informacje ogólne są pisane przez nas. Całą reszta narracji jest prowadzona ich słowami, głosem, wspomnieniami... Mówią: „Urodziłem się...”, „Pamiętam jak umarła matka...”. Uważamy, że to bardzo uczciwe podejście do widza.
Nie było to proste. Nie ukrywamy, że postacie te są różne, często uwypuklamy te różnice, ale podkreślamy też fundamentalne kwestie, np. w sali „Zło dobrem zwyciężaj” podkreślamy słowa kard. Wyszyńskiego, kiedy Wojtyła zostaje kardynałem: „Od teraz jesteśmy jak dwa konie, które ciągną ten wóz zwany polskim Kościołem”. Pokazujemy też lojalność Prymasa Tysiąclecia, który przecież w znacznej mierze przyczynił się do wyboru Wojtyły na papieża.
Warto zaznaczyć, że obie historie przedstawiają zwycięskie życiorysy. Często mówi się o bohaterach naszej historii, którzy mimo heroiczności przegrywali. Tu mamy bohaterów wygranych. Wyszyński przeprowadził polski Kościół przez czerwone morze komunizmu, i „wypromował” swojego następcę któremu powierzył misję wprowadzenia Kościoła w trzecie tysiąclecie. Upadek komunizmu, to w dużej części zasługa Jana Pawła II. To ogromny powód do dumy.

- Nie jest to typowe muzeum przepełnione gablotami i eksponatami.

- Nie budowaliśmy muzeum w oparciu o eksponaty. Zależało nam bardziej na opowiedzeniu historii o dwóch wielkich Polakach. Historii duchowej i religijnej. Eksponaty mają tylko wzmacniać przekaz właściwej historii. Dla nas projekcje, elementy artystyczne, dźwiękowe, są jak artefakty. Te eksponaty pełnią rolę służebną wobec historii.
Dla przykładu mamy w swoich zbiorach gryps abp. Cieplaka, który był w spuściźnie po Wyszyńskim. W naszej historii jest on przyczynkiem do opowiedzenia o tym, jak komuniści niszczyli Kościół, mordowali polskich księży i Polaków. Jeżeli w opowieści o wyborze Jana Pawła II na papieża widzimy umieszczone w gablocie, kompletnie zniszczone buty Ojca Świętego, to mają one za zadanie pokazać głębszy sens i przybliżyć postać papieża Polaka, który dużo podróżował, spotykał się z wiernymi, przez co jego buty wyglądają jak buty nędzarza i są pomarszczone od klękania do modlitwy.

- Twórcy muzeum deklarowali chęć dotarcia do młodszej generacji, czy plany te się powiodą? Co może przyciągnąć młodych do muzeum?

- Nie ukrywamy, że zależy nam szczególnie na zainteresowaniu młodych ludzi, którzy nie znali naszych bohaterów. Po pierwsze młodych ma zachęcić konstrukcja tego miejsca, dobór środków artystycznych, począwszy od dźwięku, muzyki i gry świateł. To muzeum bardzo nowoczesne. Przestrzeń multimedialna ma w tym pomóc. Szykujemy też cykl filmów animowanych, opowiadających różne epizody z życia naszych bohaterów. Projektując muzeum odnosiliśmy się też do wartości, ważnych dla młodych tj. miłość, przyjaźń, tolerancja...
Chcemy też prowadzić lekcje edukacyjne, organizować imprezy, przy muzeum działa wolontariat i chcemy żeby prężnie funkcjonował. Planujemy urozmaicić pobyt w muzeum, organizując gry z rozwiązywaniem zadań podczas zwiedzania. Zależy nam na tym, by muzeum żyło. Tylko wtedy ma to sens.
Mamy też nową identyfikację związaną z tą symboliką Mt 5.14 - „Wy jesteście światłością świata”. To uniwersalne przesłanie biblijne odnoszące się do bohaterów naszej wystawy, a także skierowane do młodych ludzi odwiedzających nasze muzeum.

- Czy w muzeum będzie możliwość zwiedzania z przewodnikiem, który mógłby wytłumaczyć, szczególnie młodzieży, symbole przedstawione w ekspozycjach?

- Nie mamy przewodników, natomiast będą edukatorzy, którzy chętnie odpowiedzą na pytania zwiedzających. Chcemy zmusić widza do podjęcia wysiłku i zagłębienia się w historię, którą muzeum przedstawia. To nie jest łatwa wystawa, ale myślę, że każdy jest w stanie wynieść coś dla siebie.
Dziękuję za rozmowę.
***
Muzeum będzie czynne w poniedziałek, środę, czwartek, piątek i sobotę, od 10.00 do 18.00 (ostatnie wejście o godz. 17.00), w niedzielę od 13.00 do 17.00 (ostatnie wejście o godz. 16.00), wtorek natomiast będzie nieczynne.
Grupy zorganizowane proszone są o kontakt mailowy na adres edukacja@mt514.pl.

2020-02-26 12:47

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dwaj pielgrzymi pokonają trasę z Częstochowy do Warszawy z portretem kard. Wyszyńskiego

2020-05-29 13:47

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

kard. Wyszyński

Twitter/Jasna Góra

W dziewięć dni dwaj pielgrzymi zamierzają pokonać trasę dorocznej pielgrzymki z Warszawy na Jasną Górę, wędrując w odwrotnym kierunku – z Częstochowy do stolicy. Pątnicy będą modlić się o rychłą beatyfikację kard. Stefana Wyszyńskiego. Jego wielki portret będzie im towarzyszył w drodze.

O pielgrzymce, która wyruszyła w piątek sprzed pomnika Prymasa Tysiąclecia u stóp Jasnej Góry, poinformowali na Twitterze gospodarze częstochowskiego sanktuarium, ojcowie paulini.

Podczas dziewięciodniowej wędrówki pątnicy będą modlić się w intencji beatyfikacji kard. Wyszyńskiego, a także za ojczyznę i Kościół. Wysoki na dwa metry portret przyszłego błogosławionego powiozą na specjalnie przystosowanym do tego celu wózku. Nietypowa pielgrzymka to jedna z inicjatyw wpisujących się w planowaną niebawem beatyfikację prymasa.

W czwartek minęła 39. rocznica śmierci kard. Wyszyńskiego, którego beatyfikacja miała odbyć się 7 czerwca tego roku na placu Piłsudskiego w Warszawie. W końcu kwietnia zdecydowano jednak o jej bezterminowym zawieszeniu. Nowy termin zostanie ustalony i ogłoszony po ustaniu epidemii.

W nocy z czwartku na piątek na Jasnej Górze rozpoczęły się czuwania modlitewne poprzedzające beatyfikację kard. Wyszyńskiego. Tę zainicjowaną przez metropolitę częstochowskiego modlitwę, która będzie powtarzana codziennie do 25 sierpnia, nazwano "Nocnym kołataniem do Matki Najświętszej u progu beatyfikacji". Nazwa modlitwy nawiązuje do słów Prymasa Tysiąclecia, który w zapiskach w 1981 r., na kilka tygodni przed śmiercią, zanotował je w odniesieniu do podjętej wówczas nocnej modlitwy o jego zdrowie.

Jasna Góra od wielu miesięcy przygotowuje się do beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia. M.in. co miesiąc odbywają się poświęcone tej postaci spotkania pod hasłem "Maryjna droga do świętości Stefana Kardynała Wyszyńskiego".

3 października ub. roku papież Franciszek zatwierdził dekret otwierający drogę do beatyfikacji prymasa. Jego proces beatyfikacyjny trwał 30 lat. Rozpoczął się w 1989 r., czyli osiem lat po jego śmierci. W styczniu ub. roku komisja lekarzy w watykańskiej kongregacji zatwierdziła dokumentację dotyczącą cudu. Następnie dekret zaakceptowała komisja teologów. Ostatnim etapem była ubiegłoroczna aprobata komisji kardynałów i biskupów. W Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych toczyło się też osobne postępowanie kanoniczne, zakończone w grudniu 2017 r. wydaniem dekretu o heroiczności cnót Prymasa Tysiąclecia, podpisanego przez papieża.

Stefan Wyszyński urodził się 3 sierpnia 1901 r. w Zuzeli nad Bugiem. W 1920 r. wstąpił do seminarium duchownego we Włocławku. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1924 r. Objął wówczas wikariat przy katedrze włocławskiej, był też redaktorem naczelnym dziennika diecezjalnego. Następnie zaczął studiować prawo kanoniczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W 1929 r. uzyskał dyplom doktora prawa kanonicznego. Osiem lat później został członkiem Rady Społecznej przy prymasie Auguście Hlondzie. W latach niemieckiej okupacji na polecenie władz diecezji ukrywał się. Prowadził konspiracyjną akcję oświatową, pełnił obowiązki kapelana Armii Krajowej. Po wojnie powrócił do Włocławka. W 1946 r. został biskupem lubelskim, a dwa lata później – arcybiskupem gnieźnieńsko-warszawskim i prymasem Polski.

Aresztowany został we wrześniu 1953 r. Więziony był w kilku miejscach, m.in. w Rywałdzie, Stoczku Warmińskim i w Komańczy. Wolność odzyskał w październiku 1956 r. i wrócił do Warszawy. Był inicjatorem Wielkiej Nowenny, czyli dziewięcioletniego programu odnowy moralnej narodu polskiego od 1957 do 1966 r., czyli tysiąclecia chrztu Polski. Brał udział w przygotowaniach i obradach Soboru Watykańskiego II, zainaugurował czuwania soborowe w Polsce w intencji obrad. W jego biografii podkreśla się, że w obliczu konfliktów społecznych stawał w obronie praw człowieka i narodu. We wrześniu 1978 r. pojechał z delegacją polskich biskupów do Niemiec, co było realizacją idei polsko-niemieckiego pojednania i przebaczenia.(PAP)

Autor: Marek Błoński

mab/ joz/

CZYTAJ DALEJ

Zielone Świątki, tatarak w kątki!

Po Bożym Narodzeniu i Wielkanocy przez długie wieki w sposób najbardziej uroczysty świętowano właśnie Zesłanie Ducha Świętego. Jest to jedno z najstarszych świąt Kościoła wprowadzone już w II w. To Duch Święty napełnił mocą i żywą wiarą Apostołów tak, by na całym świecie mogli głosić prawdy wiary Chrystusowej.
W początkach chrześcijaństwa święto nosiło nazwę pentekoste - pięćdziesiąt dni po Wielkiej Nocy. W Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, tradycje zielonoświątkowe łączą się jeszcze z elementami obyczajów pogańskich, szczególnie z tymi, które wiązały się ściśle ze świętem rolników i pasterzy. Obfitowały one w pieśni, modlitwy, procesje błagalne wśród pól o dobry urodzaj. W narożnikach pól zatykano gałązki zieleni, by chronić od gradobicia.
Różne regiony Polski dopracowały się nieco odmiennego obyczaju zielonoświątkowego, ale wszystkie łączyła radość z tej najpiękniejszej pory roku. Domy i obejścia musiały być udekorowane kaskadami zieloności, wśród której pierwsze miejsce zajmowały brzezina, jodła, klon i tatarak. Gałęzie zatykano za obrazy i belki, układano je na sprzętach i pułapach, a podłogę wysypywano rześko pachnącym tatarakiem.
„Musiało być wszędzie zielono: w oknach, ścianach, płotach - musiało się mienić świeżym liściem (...). W okolicach Pińczowa na ten dzień mieszkańcy wsi rozrzucają tatarak po podłodze w izbach i przed sieniami, a ponadto majętniejsi włościanie pieką na te święta placek z twarogiem, powszechnie tu nazywany kołaczem” (W. Siarkowski, Materyjały do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa, reprint Kielce 2000, s. 25).
Zieleń była od czasów pogańskich łączona z tymi dniami. Zielone wieńce zdobiły głowy dziewcząt, a wieńce z liści brzozy, dębu i klonu zakładano nawet na szyje koni i rogi bydła, zaś wianuszki z polnych kwiatów opasywały szyje gęsi i kaczek. Wybór liści nie był przypadkowy; delikatna brzoza miała wzbudzać miłość i sympatię, dąb zapewniał przyjaźń i długie życie, a klon - zdrowie. Wierzono, że cechy te przechodzą z liści na zwierzęta.
Zielonym Świętom towarzyszyły zabawy ludowe, m.in. gonitwy czy wdrapywanie się na wysoki słup zwany majem (np. w okolicach Bliżyna), chodzenie po domach z „gaikiem” i zbieranie datków. Nie brakowało wówczas zabaw o charakterze matrymonialnym. Zdaniem przede wszystkim Oskara Kolberga, jak i innych etnografów, zwyczaje tego święta trzeba łączyć z tradycją sobótkową. W naszym regionie była ona szczególnie związana z Łysicą i okolicami Świętego Krzyża, gdzie świętowano według wręcz pradawnego schematu pogańskiego, a ponadto łączono to z organizacją w tych dniach jarmarku.
Jeszcze w średniowieczu Kościół zwalczał te zabawy jako uporczywe pozostałości pogańskie, pozwalając tylko na „majenie obejść zielenią, jako otwieranie zielonych bram dla Ducha Świętego, aby zechciał nawiedzić domy dla oświecenia serc i umysłów mieszkańców” (H. Szymanderska, Polskie tradycje świąteczne, Świat Książki, Warszawa 2003, s. 258). W 1468 r. król Kazimierz Jagiellończyk zakazał urządzania w tych dniach zgromadzeń na Łysej Górze. Z powodu „niezliczonych, gorszących wypadków” Kościół zabraniał także surowo obrzędów na Łyśćcu, ale zebrania przeniosły się wówczas na Górę Witosławską - prawdopodobnie dawne pogańskie miejsce kultowe w Paśmie Jeleniowskim.
Zwyczaj ogni sobótkowych w drugi dzień Zielonych Świąt do niedawna bywał praktykowany w niektórych rejonach. Tak oto Władysław Anczyc pisał przed laty o sobótkach:
„Rzecz szczególna, że gdy w innych stronach Polski obrzęd ten od wieków odbywa się w wigilię św. Jana, w Krakowskiem palą sobótki w dzień Zielonych Świątek. Wieczorem od Ojcowa do Lanckorony, od Wzgórz Chełmskich aż po mogiłę Wandy, cały widnokrąg goreje tysiącami ognisk po wzgórkach, jak nieprzejrzane obozowisko wśród nocy. Przy każdym ognisku mnóstwo włościan otacza kręgiem palący się stos gałęzi i słomy, wciąż podsycany. W pośrodku bucha ciemnym płomieniem beczka smolna umyślnie na ten cel u smolarzy zakupiona. Dookoła stosu biegają chłopcy, często skaczący przez ogień, jakby przez kąpiel dla oczyszczenia grzechów...”.
Od 1931 r. Zielone Świątki stały się świętem ruchu ludowego, kiedy to stare tradycje zaczęto łączyć z wystąpieniami i wiecami ludowymi. W polskim kalendarzu Zielone Święta trwały dwa dni aż do r. 1957, kiedy to drugi dzień przestał być dniem wolnym

Charakterystyczną rośliną Zielonych Świątek jest balsamiczny tatarak, powszechnie używany od XVI w., gdyż wcześniej ta pospolita roślina, zarastająca bujnie brzegi stawów i strumieni, nie była znana.
Tatarak przywędrował z Azji. Przywieźli go do Pragi z Konstantynopola posłowie cesarscy przy tureckim dworze, skąd rozpowszechnił się po całej Europie Środkowej. Równie dobrze mógł przybyć do Polski z najazdami tatarskimi. Jednakże już w starożytności stosowany był do okadzania sprzętów i pomieszczeń. Dotąd Indianie Ameryki Północnej, gdy są zmęczeni, stosują proszek lub wywar z tataraku. Ludowe nazwy tej rośliny to: tatarczuk, tatarskie ziele, ajer, bluszcz, kalmus, łobzie, szuwar. Liście tataraku były używane jako podkładka do wypieku chleba, a jego kłącza - do pielęgnacji włosów. Bywa on także stosowany do wyrobu suchej konfitury z tataraku i kalmusówki bądź wykwintnych likierów, a także dodawany do mięs. Niestety, tego rodzaju tatarakowe tajniki kulinarne, pozostają raczej tajemnicą naszych prababek.

CZYTAJ DALEJ

Uroczystości odpustowe w Ciosmach

2020-05-31 16:27

Joanna Ferens

Procesja eucharystyczna wokół świątyni

Mieszkańcy wsi Ciosmy, należącej do Parafii pw. Św. Michała Archanioła w Soli przeżywali (31.05) coroczne uroczystości odpustowe, które miały miejsce w kościele filialnym pw. Siedmiu Darów Ducha Świętego w Ciosmach.

Pentekoste czyli pięćdziesiąt dni po Wielkiej Nocy. Tak w początkach chrześcijaństwa nazywana była uroczystość Zesłania Ducha Świętego. To właśnie w dzień Pięćdziesiątnicy Pan Jezus zesłał Ducha Świętego na Maryję i Apostołów zgromadzonych w Wieczerniku, wypełniając tym samym swoją obietnicę: "Gdy przyjdzie Duch Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie" (J 15, 26). I tak się stało. Dzieje Apostolskie podają, że: "Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić" (Dz 2, 1-4) .

I to właśnie tego dnia Kościół idzie na cały świat, aby głosić Dobrą Nowinę o zbawieniu. Ponadto uroczystość Zesłania Ducha Świętego wypełnia i kończy Święta Paschalne, gdyż po wypełnieniu woli Ojca i zmartwychwstaniu Chrystusa posłany został Duch, który ma dalej prowadzić dzieło Jezusa. Duch pojawia się pod postaciami wiatru i ognia i są one symbolem Jego działania. Ogień, jak łaska Ducha Świętego, rozgrzewa i oświeca, kształtuje nas na Boże podobieństwo, obdarza siedmioma darami, które dają nam „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie”, będące owocami Ducha (Ga 5,22).

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego od wieków była, po Wielkanocy i Bożym Narodzeniu, najważniejszym momentem roku liturgicznego. Świętowano niezwykle uroczyście łącząc tradycje chrześcijańskie z ludowymi, charakterystycznymi dla danych terenów. Podobnie od prawie czterdziestu lat świętują mieszkańcy niewielkiej wsi Ciosmy, gdzie od roku 1982 znajduje się kościół filialny pw. Siedmiu Darów Ducha Świętego, należący do parafii Św. Michała Archanioła w Soli. Co roku licznie gromadzą się na uroczystościach odpustowych, aby prosić o dary Ducha Świętego, obfite plony i urodzaj, a także o dobrą pogodę na czas rolniczych prac i Boże błogosławieństwo.

Tegoroczne uroczystości odpustowe miały nieco innych, skromniejszy charakter, związany z trwającym w Polsce stanem epidemicznym. Mimo to, z zachowaniem bezpieczeństwa i higieny, mieszkańcy Ciosmów z radością przystroili swój mały kościółek i z wiarą i modlitwą przybyli, aby modlić się o siedmiorakie dary i dziękować Panu Bogu za łaski, którymi obdarza ich, ich rodziny, domostwa ukryte wśród pięknych lasów i łąk.

Sumę odpustową w intencji parafian sprawował ks. proboszcz Krzysztof Jankowski, który już na wstępie podkreślał wartość modlitwy jednoczącej wspólnotę parafialną: „Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, pięćdziesiąt dni po Zmartwychwstaniu Pana naszego Jezusa Chrystusa to jednocześnie czas, kiedy przeżywamy uroczystości odpustowe. Tutaj w Ciosmach, pośród łąk, pól i lasów, pośród śpiewu ptaków przychodzimy, aby Bogu składać dziękczynienie, Eucharystię, ofiarę Jezusa i naszą. Kiedy przynosimy tutaj przed ołtarz własne intencje i przedstawiamy je Panu Jezusowi, w sposób szczególny chcemy dzisiaj dziękować za dar naszej parafii, za wszystkich parafian, za ich troskę o nasze kościoły w Ciosmach i w Soli. Dziękujemy za wszelkie dobro otrzymane od ludzi, jak również modlimy się za tych, którzy już odeszli do wieczności i pamiętamy o nich w naszych modlitwach”.

Z kolei w homilii kapłan zwrócił szczególną uwagę na osobę Ducha Świętego: Kim zatem ma być dla nas Trzecia Osoba Boska? Mówiąc o Trzeciej Osobie Boskiej, najczęściej używamy tytułu „Duch Święty”. Duch oznacza tchnienie, powiew. Można więc powiedzieć, że zesłanie Ducha Świętego jest dla nas „dotknięciem” Boga. Jakże ważna staje się ta świadomość, bowiem w czasach coraz większego zagubienia, poczucie bezpieczeństwa wynikające z obecności Bożej dodaje otuchy. Duch Święty jest także Pocieszycielem, a więc niosącym nadzieję, ukojenie, po prostu radość”.

– Czujemy się tutaj jedną rodziną. Jesteśmy niewielką społecznością, ale zawsze możemy na siebie liczyć. Takie uroczystości jak odpust to dla nas wielkie wydarzenie, gdyż właśnie wtedy się wszyscy razem spotykamy, możemy świętować z radością i wiarą w to, że Pan Bóg nad nami czuwa i zsyła na nas swojego Ducha – podkreślał jeden z mieszkańców wsi Ciosmy.

– Zielone Świątki w Ciosmach mają wyjątkowy wymiar świętowania tego dnia. Nie da się nie zauważyć, jadąc przez wieś, że właściwie każde podwórze jest udekorowane. Ludzie przywiązują ogromną rolę do tradycji, starając się zachować ją od zapomnienia, jednocześnie pamiętając o tym, co zostawili im dziadkowie i rodzice. Tutaj wszystko się zieleni, nabiera niezwykłości, od razu czuje się, że tutejsi ludzie charakteryzują się głęboką wiarą i życzliwością w stosunku do drugiego człowieka. Przyznaję, że jestem dumny z tego i z wielką radością do nich przyjeżdżam. I mimo trwającego stanu epidemicznego, z wszelkim zachowaniem zasad sanitarnych postanowiliśmy świętować uroczystości odpustowe, gdyż wiem, że dla tutejszych parafian jest to wartość nie do przecenienia. Niech Pan Bóg im błogosławi, a Duch Święty niech obdarza swoimi darami – tłumaczył w rozmowie ks. Krzysztof Jankowski.

Nie sposób zapomnieć, że Pięćdziesiątnica przypada w Polsce w okresie najpiękniejszego, najbujniejszego rozkwitu przyrody i dlatego święto nazywane jest również Zielonymi Świątkami. Zielone Świątki, prawdziwe zielone święta, ciepłe i pełne kwiatów, są również mocno zakorzenione w tradycji ludowej, z które do dziś pozostało chociażby przystrajanie obejścia czy kościoła młodymi, zielonymi brzózkami, których delikatne listki miały budzić wśród ludzi miłość i wzajemną sympatię, czy liśćmi pachnącego tataraku, które zatykano za strzechy domów, kładziono w kątach, za obrazami czy rozrzucano po podłodze tworząc zielony, pięknie pachnący dywan. Jednym słowem – wszędzie musiało być zielono. Wierzono przy tym, że ma to moc odganiania wszelkiego zła, chroni od gradobicia i innych klęsk.

W tradycji ludowej można również odnaleźć stwierdzenie, że przystrajanie obejść i domów zielenią miało być ich oznaczeniem i otwieraniem „zielonych bram” dla Ducha Świętego”, który zechce nawiedzić serca i umysły mieszkańców. – U nas w domu zawsze się wyrywało tatarak, układało w szachownice jak posadzkę w kościele, robiło się takie dywany na podwórku i w domu we wszystkich pomieszczeniach. A jaki przy tym był zapach! Do tego zawsze chłopy przynosili z lasu młode brzózki, które stawiali przy drzwiach i one tak szeleściły jakby Duch Święty z tym wiatrem obwieszczał swoje przyjście. Na Zielone Świątki my zawsze się szykowaliśmy już od Wielkanocy, to było wielkie święto, spraszało się gości, człowiek się cieszył, że już wiosna, że wszystko się obudziło do życia. Cieszę się, że teraz już od tak dawna mamy u siebie odpust właśnie na ten dzień – opowiadała jedna z najstarszych mieszkanek Ciosmów.

Z kolei prezes Stowarzyszenia „Dąb” w Ciosmach, Helena Szado-Oleksak dodała, iż uroczystości odpustowe jednoczą mieszkańców i pokazują piękną współpracę z księżmi i radą parafialną: – Od trzydziestu siedmiu lat mamy możliwość u siebie w Ciosmach świętować wszystkie niedziele, ale i doroczne odpusty. Dzisiejsza uroczystość była przepiękna, przebogata w tradycje zielonoświątkowe, wszędzie przy domach stoi brzezina, widać również słynne lalki z pachnącego tataraku. To piękne, że możemy tutaj się spotkać, powoli wychodzimy z tej izolacji i odosobnienia spowodowanego pandemią. I dzisiaj było to naprawdę wyjątkowe przeżycie. Mamy tutaj pięknie, kościółek stoi wokół lasów i pól, mamy wspaniałego Księdza Proboszcza, wyjątkową radę parafialną, wszyscy pięknie tutaj współpracują i widzimy tego efekty zarówno wewnątrz i na zewnątrz naszego skromnego kościółka. Możemy dzięki temu kultywować nasze niezwykłe tradycje i dziękować Bogu za wszystkie łaski, które nam zsyła – zaznaczała.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję