Reklama

Kapłan o wielkim sercu i jego dzieło

W kaplicy pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Pokaniewie Kolonii miało miejsce uroczyste odsłonięcie i pobłogosławienie tablicy upamiętniającej jej budowniczego - ks. prob. Antoniego Zajączkowskiego (†1990).

W 20. rocznicę budowy i wyświęcenia kaplicy mieszkańcy wsi Pokaniewo docenili przeogromny wkład pracy ks. Zajączkowskiego i na wniosek Hieronima Świderskiego ufundowali pamiątkową tablicę. Na Mszy św. odpustowej w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny (tytuł kaplicy wybrał Ksiądz Antoni zapewne na pamiątkę nawiedzenia parafii Milejczyce przez kopię obrazu Matki Bożej 10 czerwca 1985 r.), koncelebrowanej przez księży Andrzeja Witerskiego i Tomasza Szmurło, zgromadzili się liczni wierni i kapłani. Ks. Witerski, który w 1985 r. odbywał w milejczyckiej parafii miesięczną praktykę duszpasterską, przypomniał wiernym osobę ks. Zajączkowskiego, jakże dobrze znaną starszemu pokoleniu, i jego dzieło. Obudził w zebranych wspomnienia z sześciu lat pobytu Księdza Antoniego w parafii pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Milejczycach (od 3 lipca 1981 r. do 12 sierpnia 1987 r.). Wydobył z pamięci chwile, w których był on z nami, nauczał, modlił się, pracował, pomagał w pokonywaniu trudów ziemskiego pielgrzymowania.
Ks. Zajączkowski pozostał w naszej pamięci jako wielki człowiek i święty kapłan. Pomimo rozlicznych zajęć: prowadzenia parafii, pracy w parafialnym gospodarstwie rolnym, budowy kaplicy, sprawowania opieki nad księdzem emerytem Janem Bielawskim, katechizacji dzieci, prowadzenia domu parafialnego i kuchni znajdował czas na utrzymywanie ścisłych i trwałych kontaktów z wiernymi i przyjaciółmi. Często przyjeżdżał do mego rodzinnego domu. Informował o uroczystościach religijnych w Drohiczynie, problemach w gospodarstwie i parafii, prosił o pomoc. Czasami przyjeżdżał bez konkretnej przyczyny, tak po prostu, żeby być z nami. Obserwując krzątających się w gospodarstwie, potrafił umiejętnie wciągnąć wszystkich w wir pracy parafialnej. Kiedyś poskarżył się mojej babci, że nie ma czasu na przyrządzanie ciepłych posiłków. Ta natychmiast, bez wahania, podjęła decyzję o pomocy Księdzu. I tak postępował każdy parafianin, widząc zabieganego i zapracowanego Proboszcza. W tym czasie na terenie parafii w pełni realizowane były ewangeliczne słowa: „Jedni drugich brzemiona noście”.
Ksiądz Antoni nie ograniczał się w swoim duszpasterzowaniu w parafii do sprawowania sakramentów świętych. Rozmawiał z błądzącymi i wskazywał im zasady etyki katolickiej. Organizował parafialne konkursy wiedzy religijnej. Odwiedzając świątynie w naszej diecezji, zabierał wiernych do swego samochodu i pokazywał architektoniczne piękno kościołów. Nie szczędził czasu na zapoznanie parafian z ojczystą kulturą. Zawsze stawał w obronie własności parafialnej. Przez całą moją rodzinę uznawany był nie tylko za przyjaciela domu, ale za członka rodziny. Jemu zawdzięczają mieszkańcy Pokaniewa budowę kaplicy. Tylko jego pracowitość i umiejętność włączenia ludzi do współpracy zadecydowały o szybkiej jej budowie przez niewielką przecież społeczność lokalną.
Problem budowy kaplicy na tym terenie istniał od dawna. Tutaj bowiem, znacznie oddalona od świątyni, mieszkała ludność najbardziej żywotna religijnie i pokoleniowo najdłużej związana z parafią. Członkowie Trzeciego Zakonu św. Franciszka żyli na tej ziemi już w okresie międzywojennym. Przedwojenne, katolickie osadnictwo Pokaniewa Kolonii jest najstarsze w parafii. Osadnictwo innych wsi sięga okresu powojennego. Katolicka ludność Pokaniewa przybyła tutaj w latach 40., a większa część Milejczyc znacznie później. Już na początku lat 70. istniała kaplica w Pokaniewie Kolonii. Z inicjatywy ks. Benedykta Karpińskiego zaadaptowano na nią połowę domu Julii i Ksawery Kalińskich. Początkowo Msza św. odprawiana była w tym mieszkaniu co dwa tygodnie. Potwierdza to adnotacja ks. dziekana Józefa Horodeńskiego w protokole wizytacyjnym z 18 października 1972 r.
Bp Władysław Jędruszuk w dekrecie wizytacyjnym z 19-21 maja 1973 r. (821/73) odnotował, iż mieszkańcy Pokaniewa Kolonii i okolicznych wiosek gromadzą się co niedzielę na Mszy św. w domu Kalińskich. W tym czasie o budowie świątyni z prawdziwego zdarzenia nie było mowy. Żaden bowiem socjalistyczny wydział architektoniczno-budowlany nie udzieliłby pozwolenia na jej budowę. Dopiero w latach 80., u zmierzchu socjalizmu, sytuacja zmieniła się diametralnie. Zatwierdzono dość obszerny obiekt według projektu mgr inż. Stanisława Szymańskiego z Gdańska. Ludność rolnicza, posiadająca niskotowarowe gospodarstwa rolne, o najuboższych glebach w powiecie siemiatyckim, nie była w stanie sfinansować całej budowy. Z pomocą pośpieszyli wierni z diecezji i ojczyzny, do których docierał z kazaniami i rekolekcjami niestrudzony ks. Zajączkowski. Ofiarę na budowę kaplicy w Pokaniewie Kolonii przekazała również niemiecka Polonia, gromadząca się na modlitwę w kościele w Münster. Nieliczni tylko wiedzą, że duży procent zgromadzonych funduszy pochodził z bezpośredniej pracy Księdza w parafialnym gospodarstwie rolnym. To on hodował owce, strzygł je, a pieniądze ze sprzedaży wełny przekazywał na budowę kaplicy. Trzymał pszczoły, a pieniądze z produkcji miodu przeznaczał na budowę. Uprawiał i sprzedawał płody rolne - ziemniaki, owies w celu zasilenia funduszu budowy świątyni. Aby odciążyć finansowo parafian, podejmowaliśmy próby pozyskania drzewa na materiał budowlany w zamian za wykonaną pracę. Tak było w przypadku drewna uzyskanego w Adamowie w Nadleśnictwie Nurzec. Część drzewa pochodziła z darowizn mieszkańców wsi biorących udział w budowie i z lasu parafialnego. Większość to drzewo z zakupu. Znaczącym problemem w tym okresie była reglamentacja towaru. Wprawdzie materiały budowlane w porównaniu z obecnymi cenami były tanie, ale nie były dostępne w bezpośredniej sprzedaży. I tu znowu niezastąpiony Ksiądz Antoni tylko sobie znanymi sposobami docierał do ludzi, którzy umożliwiali mu zakup towaru.
Do pracy przy budowie kaplicy włączyli się wszyscy katolicy z Pokaniewa Kolonii, Pokaniewa i Zabłocia (dwie ostatnie wsie są położone w pasie granicznym, w połowie zamieszkałe przez ludność prawosławną). Niektórzy z nich, jak Hieronim Świderski i Kazimierz Skrzycki, przychodzili tutaj codziennie. Kobiety przygotowywały obiady, napoje chłodzące, noclegi majstrowi i jego pomocnikom, zbierały ofiary. Kazimierz Korzeniewski z Milejczyc udostępnił swój tartak. Ks. Zajączkowski nie tylko nadzorował budowę, ale sam pracował fizycznie. Codziennie przyjeżdżał na teren budowy. Wykonywał pracę na wysokości tam, gdzie inni nie mieli odwagi wejść. Moi Rodzice - Zofia Danuta i Jerzy Gajochowie dużo czasu poświęcili, pomagając Księdzu Antoniemu w prowadzeniu gospodarstwa rolnego.
Praca przy budowie kaplicy była dobrze zorganizowana. Działał komitet złożony z mieszkańców Pokaniewa Kolonii. Koordynował on wszystkie działania przy budowie i przewozie materiałów budowlanych. Dużo czasu zajęło przygotowanie terenu pod budowę. Ofiarowana działka Jana Stańczyka poprzecinana była dużymi dołami, powstałymi na skutek wydobywania piachu. W celu ich zapełnienia trzeba było nawozić duże ilości ziemi. I tak z dnia na dzień, dzięki wysiłkowi i życzliwości wielu ludzi, budowa nabierała tempa. Nie spostrzegliśmy się, jak wyrosła piękna, okazała, drewniana o stromym dachu kaplica, architektonicznie wkomponowana w otaczające ją lasy. Wnętrze jest również drewniane. W miejscu centralnym zawiesiliśmy duży, drewniany krzyż z wyrzeźbioną figurą Pana Jezusa oraz symbole Ducha Świętego i eucharystyczne. Stacje drogi krzyżowej wyrzeźbił Lucjan Boruta, nieżyjący już ludowy artysta z Drohiczyna. Drewniane elementy wystroju, wykonane w kolorze złotym i brązowym, potęgują odczucie piękna, spokoju i harmonii. „Ważne jest to, żeby w przyszłości nie wprowadzać zbędnych elementów, odbiegających od pierwotnych zamierzeń twórców, wprowadzających nieład i dysharmonię” - te zalecenia przekazane zostały przez ks. Zajączkowskiego pierwszej zakrystiance - Anieli Świderskiej.
Kaplica pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Pokaniewie Kolonii wyświęcona została 22 czerwca 1986 r. (dekret nr 824/86) przez bp. Władysława Jędruszuka. Od momentu poświęcenia kaplicy czuliśmy jej zapach. O to pytał nas ks. Witerski, rozpoczynając swoje kazanie. Jest to bowiem nasza kaplica, powstała z pracy naszej, naszych ojców i naszego Księdza, wkładu finansowego i darowizn. Jej budowa zjednoczyła nas. Poczuliśmy się wspólnotą, odpowiedzialną za siebie. Kiedy dowiedzieliśmy się o przeniesieniu ks. Zajączkowskiego, podjęliśmy próbę interwencji u Księdza Biskupa w celu zatrzymania go w parafii. Dekretem nr 969/87 z 12 sierpnia 1987 r. został on zwolniony z funkcji proboszcza milejczyckiej parafii (proboszczem naszej parafii został 29 września 1981 r.) i mianowany proboszczem parafii pw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny i św. Mikołaja w Bielsku Podlaskim. Nawiązane więzi przyjaźni podtrzymywane były przez częste nasze odwiedziny u Księdza Antoniego w Bielsku Podlaskim.
Ks. Zajączkowski odszedł do Pana w wieku 46 lat - zmarł nagle w 1990 r. Przed śmiercią podjął się kolejnego zadania - renowacji wnętrza bielskiej świątyni (odnowa polichromii). Odwiedzaliśmy go później na cmentarzu w Bielsku Podlaskim.
Jako parafianie milejczyccy jesteśmy wdzięczni ks. Zajączkowskiemu za włożony trud i świadectwo życia, a Panu Bogu za to, że go postawił na naszej drodze.
W okresie zaborów, na skutek popowstaniowych represji, władze carskie zamykały kościoły i przekazywały je na cerkwie prawosławne. Taki los spotkał nasz kościół parafialny pw. św. Stanisława w Milejczycach. W czasie okupacji sowieckiej i niemieckiej kościoły zamieniano na stajnie, strzelnice, śmietniki (np. świątynie w Drohiczynie). Nie napawają optymizmem obecne procesy starzenia się wsi i parafii na skutek migracji młodzieży do miast i obecnie postępującej emigracji za chlebem. Chcielibyśmy, żeby nasza kaplica na zawsze pozostała domem Bożym. Niech na wieki służy temu celowi, który był pierwotnym zamierzeniem jej budowniczych. Działalność zaś ks. Antoniego Zajączkowskiego niech będzie wskazówką dla wszystkich kapłanów podejmujących pracę w parafiach i drogowskazem dla osób świeckich, chcących realizować swą świętość w życiu codziennym.
Cała społeczność modląca się w kaplicy jest wdzięczna Anieli i Hieronimowi Świderskim za ponad 15-letnią przykładną, troskliwą i dbałą posługę w świątyni.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jak naprawdę jest w czyśćcu? Poznaj kilka wizji od św. Faustyny!

2021-09-24 09:24

[ TEMATY ]

duchowość

czyściec

stock.adobe.com

Każdy z nas ma chwile, w których zadaje sobie pytanie: co będzie po śmierci? Od razu niebo, a może najpierw czyściec? Jeśli tak, to jak tam jest? To aż tak bolesna rzeczywistość? Poznaj kilka cytatów z Dzienniczka św. Faustyny mówiących o wizji czyśćca.

Ujrzałam Anioła Stróża, który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały się mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednozgodnie, że największe dla nich cierpienie to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. [Usłyszałam głos wewnętrzny], który powiedział: Miłosierdzie moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe (Dz. 20).

CZYTAJ DALEJ

W trosce o zbawienie

Niedziela Ogólnopolska 39/2018, str. 32-33

pierwbozydarlelutko/fotolia.com

Powszechne jest doświadczenie choroby i przemijalności ludzkiego bytu, a co za tym idzie – troski o zdrowie, która podpowiada nam, że nierzadko, w celu ratowania życia człowieka, trzeba usunąć chorą część ludzkiego ciała, czasami cały organ, a nawet dokonać amputacji górnej czy dolnej kończyny. W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus nawiązuje do tego ludzkiego doświadczenia w perspektywie troski o życie wieczne, a tym samym przypomina nam prawdę o rzeczach ostatecznych.

CZYTAJ DALEJ

Obraz Matki Bożej Robotników Solidarności w diecezji toruńskiej

2021-09-26 14:21

[ TEMATY ]

Toruń

diecezja toruńska

Ewa Melerska

Obraz Matki Bożej Robotników Solidarności nawiedził diecezję toruńską. Mszą św. w kościele Wniebowzięcia NMP w Toruniu rozpoczęła się peregrynacja, która potrwa do 2 października.

Wizerunek Matki Bożej powitał w świątyni diecezjalny duszpasterz ludzi pracy ks. prał. Józef Nowakowski w asyście pocztów sztandarowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję