Reklama

Polska

Duszpasterz japońskiej Polonii o nadziejach związanych z wizytą Franciszka i o sobie... (wywiad)

Nadzieje związane z wizyta papieża Franciszka w Japonii należy widzieć na dwóch płaszczyznach: ogólnonarodowej oraz dotyczącej katolików - uważa o. Paweł Janociński, dominikanin od ponad 40 lat pracujący w Kraju Kwitnącej Wiśni. W rozmowie z KAI wykładowca na Uniwersytecie Białej Lilii i w Centrum Nicholasa Barré w Tokio oraz duszpasterz japońskiej Polonii mówi m.in. o "blaskach i cieniach" społeczeństwa japońskiego, religijnym synkretyzmie, relacjach chrześcijańsko-buddyjskich, przeszkodach w ewangelizacji Kraju Kwitnącej Wiśni i wyzwaniach jakie stoją obecnie przed japońskim Kościołem.

[ TEMATY ]

duszpasterz

Polonia

Japonia

Franciszek w Japonii

Nasz Dom Japonski

Duszpasterz Polonii japońskiej O. Paweł Janociński OP

Krzysztof Tomasik (KAI): Japończycy to w 99 proc. niechrześcijanie. Czy wiążą oni z wizytą papieża Franciszka jakieś nadzieje? Co na ten temat mówią media a także pytani przez Ciebie konkretni ludzie? O. Paweł Janociński OP: Wydaje się, że oczekiwania większości Japończyków wobec wizyty papieża jako światowego autorytetu duchowego, moralnego a także politycznego dotyczą pokojowej, powojennej tradycji tego kraju. Można tu zacytować działaczy organizacji pokojowych, którzy czekają na mocne słowa Franciszka w Nagasaki i Hiroszimie dotyczące m.in. likwidacji przez wszystkie kraje broni atomowej. Warto też zwrócić uwagę, że oczekiwania te są wypowiadane w kontekście militarystycznych zapędów obecnego rządu, podczas gdy większość Japończyków pragnie dalej pokojowego rozwoju kraju bez brania udziału w wyścigu zbrojeń.

KAI: Czy papież w Japonii zetknie się z „ponowoczesną próżnią” jak uważa kard. Jean-Claude Hollerich, który dobrze zna Japonię, bo pracował tam przez 17 lat jako jezuicki misjonarz? - Do tej intrygującej skądinąd wypowiedzi ustosunkował się ostatnio m.in. prowincjał tutejszych dominikanów o. Jean Hisao Miyamoto. Powiedział on, że papież raczej nie spotka w Japonii „próżni”. Podał przykład swojej drogi życiowej. Pochodzi on z typowej szintoistyczno-buddyjskiej rodziny z Niigata, która żyła w oparciu o tradycyjne wartości obecne w tych religiach. W jego przypadku stało się jednak tak, że zapragnął pogłębić wartości zaszczepione mu przez rodzinę, szkołę i religię. Stąd kolejnym jego krokiem życiowym był chrzest w Kościele katolickim a później odkrycie w sobie powołania kapłańskiego i zakonnego. Podobnych losów życiowych w Japonii można spotkać wiele.

- Jak papieska pielgrzymka obecna jest w mediach?

- Media stale informują o programie papieskiej pielgrzymki. Ale podają też i pewne konkretne działania związane z pielgrzymką, które w kontekście japońskiej kultury, paradoksalnie, bardzo się liczą. Na przykład dziennik "Asahi Shimbun" opisał historię uczniów pewnej szkoły, którzy chcą wybrać się na wycieczkę wieńczącą ich kilkuletnia naukę do Hiroszimy i odwiedzić tam m.in. Muzeum Pokoju. Okazało się, że termin ich przyjazdu zbiega się z pobytem Franciszka w tym miejscu. Nauczyciel szkoły napisał o tym do papieża i otrzymał od niego odpowiedź, w której Ojciec Święty zaprasza ich wszystkich 24 listopada na wspólną modlitwę o pokój. Zostało to przyjęte z wielką wdzięcznością. Z kolei Muzeum Pokoju tego dnia znacznie przedłużyło godziny otwarcia biorąc pod uwagę te nadzwyczajne okoliczności. Ten drobny papieski gest jest szeroko komentowany. Tego typu życzliwość po prostu niezwykle ujmuje Japończyków.

- Jak skomentowałbyś hasło papieskiej pielgrzymki: "Chronić każde życie"? - Hasło: "Chronić każde życie" po angielsku i po japońsku, czyli poszanowanie ludzkiego życia we wszystkich jego aspektach, widnieje na niezliczonych plakatach rozwieszonych w całym Tokio. Chodzi szczególnie o zwrócenie uwagi na poszanowanie życia nienarodzonych, co niestety dla wielu Japończyków nie jest problemem. Co ciekawe z papieską wizytą duże nadzieje wiążą nawet skazani na karę śmierci więźniowie. Jeden z nich, ochrzczony w więzieniu katolik twierdzi, że został skazany niewinnie i od lat czeka na wykonanie wyroku śmierci. O jego losie napisał niedawno, w kontekście przyjazdu papieża, w obszernym artykule dziennik "The Japan Times". Czy wizyta przyczyni się zatem także do zniesienia kary śmierci w Japonii? Zobaczymy. KAI: Jakie znaczenie wizyta ma dla "małej trzódki" japońskich katolików?

- Przeprowadziłem sondę wśród ok. 20 osób, studiujących Pismo Święte w katolickim centrum Nicholasa Barré w Tokio. Poprosiłem o krótką odpowiedź na pytanie, jakie nadzieje wiążą z papieską pielgrzymką. W odpowiedzi niektórzy napisali, że już sam fakt uczestniczenia w papieskiej Mszy św. stanowić będzie dla nich olbrzymie umocnienie wiary tutejszego Kościoła nie tylko wśród wiernych, a może jeszcze bardziej w odniesieniu do duchownych, którzy wpadają często w pułapkę traktowania parafii jako małej firmy. Niektórzy podkreślali, jak wielkie znaczenie miały tu papieskie Msze św. pod przewodnictwem św. Jana Pawła II przed 38 laty. Inna osoba napisała, że ostatnio daje się zauważyć spadek zainteresowania chrześcijaństwem w Japonii i dlatego byłoby wielką łaską, gdyby „gorące” papieskie przesłanie dotarło szczególnie do młodych Japończyków. Inna odpowiedź dotyczyła nierówności społecznych, spychania na margines słabszych, znęcania się na uczniami w szkołach itp. "Papież zapewne zgodnie ze swoim nauczaniem stanie po stronie słabych i odtrącanych. Być może po rozmowie z cesarzową Masako, która ma wykształcenie katolickie, umocnią się w niej chrześcijańskie wartości, które później zaowocują w jej wypowiedziach i działaniach. Podobnie rozmowa papieża z premierem Shinzō Abe może przekona japońskiego polityka, że istnieje inne spojrzenie na sprawowanie władzy, które polega nie tylko na przystawaniu z bogatymi i możnymi tego świata, ale obejmuje również ludzi biednych, dotkniętych kataklizmami itp." - napisano w odpowiedzi na moje pytanie. Przeglądając ostatnie numerów tygodnika katolickiego „Katorikku Shimbun” w nagłówkach dotyczących przyjazdu papieża, obok jego imienia pojawia się często słowo „Serei”, oznaczające Ducha Świętego. Być może tkwi w tym jakieś ukryte pragnienie duchowej przemiany Kościoła, który jakby dostał „zadyszki” lub „przesilenia” po dynamicznym okresie rozwoju w latach powojennych. W jednej z wypowiedzi moich respondentów ta nadzieja została wyrażona następująco: „Oby nasz Kościół w kontekście wizyty papieża otworzył się na dary Ducha Świętego, który jest Ojcem ubogich, Dawcą darów mnogich i Światłością sumień”.

- Teraz przejdźmy do osobistych spraw. Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z Japonią?

- O. Paweł Janociński: Od przyjazdu do Krakowa w 1974 r. ojca Marie Shigeto Oshidy OP, jednego z japońskich pionierów dialogu chrześcijańsko-buddyjskiego. Byłem wtedy klerykiem. Opowiadał nam wiele o swoim kraju i zachęcał do przyjazdu, aby wspomóc miejscowych dominikanów. Po święceniach kapłańskich zdecydowałem się. Wyjechałem w 1977 r. Byłem drugim, obok o. Czesława Forysia, polskim dominikaninem, który zdecydował się na wyjazd do Japonii. Wcześniej przybył o. Julian Różycki, a później m.in. o. Krzysztof Broszkowski i o. Marcin Mańkowski, który był następnie kapelanem wojskowym w bazie amerykańskiej. Miałem wyjechać zaraz po święceniach, ale nie udało się, gdyż komunistyczne władze nie dały mi paszportu za to, że dominikanie wspierali studencką opozycję. Z drugiej strony, rok w Polsce, który spędziłem po święceniach był dla mnie bardzo owocny. Związałem się wtedy z ruchem rekolekcji charyzmatycznych, na które zapraszaliśmy wtedy naszego arcybiskupa, kard. Karola Wojtyłę. Osoba św. Jana Pawła II była dla mnie i wielu niezwykle ważna w tamtym czasie, ale po latach widzę, jak jest on ważny do dzisiaj także dla Japonii.

- Znaliście się dobrze z kard. Wojtyłą?

- Głosił dla nas rekolekcje i mieliśmy okazję do wielu rozmów.

- W końcu "ubecja" dała Ci paszport...

- Na początku mówili mi, że mogę zapomnieć o paszporcie i wyjeździe do Japonii. Tak bardzo chciałem wyjechać, że kiedyś miałem sen, w którym chodzę w kimonie po centrum Tokio w dzielnicy Ginza i zmierzam do Pałacu Cesarskiego na audiencję. Gdy się przebudziłem miałem pewność, że tam w końcu trafię. Na pewno do mojej japońskiej przygody przyczyniły się modlitwy moich przyjaciół charyzmatyków. W końcu dostałem informację, że mogę zgłosić się do urzędu i otrzymałem paszport. Oczywiście pouczano mnie, abym nie prowadził żadnej działalności politycznej.

- I w 1977 r. zacząłeś przygodę z Japonią...

- W duchu dominikańskiej mądrości życiowej po przyjeździe zaraz poszedłem do szkoły języka japońskiego dla obcokrajowców. Byłe to bardzo cenna rzecz, acz bardzo kosztowna. Przez dwa i pół roku uczyłem się japońskiego i to z sukcesem, z czego jestem zadowolony, gdyż dla Europejczyka jest to bardzo trudny język.

- Co sprawiało największą trudność?

- Znaki, które trzeba wkuć na pamięć. Są to znaki chińskie, a oprócz tego mamy jeszcze dwa japońskie alfabety. Potem z Tokio zostałem skierowany do Fukushimy, którą w 2011 r. dotknęła tragedia trzęsienia ziemi i tsunami. Spędziłem tam bardzo dobry czas wśród wspaniałych ludzi. W Fukushimie pracowałem w sumie 10 lat na parafii. Teraz co miesiąc tam jeżdżę i spotykam się z moimi przyjaciółmi katolikami w tzw. grupach studyjnych.

- Nie za bardzo czułeś się w roli wikariusza i proboszcza. Dlaczego?

- Nie mam powołania do tego typu pracy. Byłem na parafii, ale po 10 latach wyjechałem do USA na studia. Ukończyłem wydział psychologii chrześcijańskiej na Uniwersytecie im. św. Ignacego Loyoli w Chicago. Były to studia bardzo praktyczne, które później bardzo mi pomogły w mojej pracy. Nie były one idealne, gdyż teraz widzę, że w ich trakcie można było bardzo łatwo wejść w ducha filozofii New Age, któremu trochę wtedy uległem. Choć wydaje się ona już przebrzmiała, to nadal ma wpływ wielu, w tym duchownych. Z drugiej strony dostrzegłem, jak bardzo potrzebna jest psychologia w Kościele, ale zdrowa, która nie stawia w miejsce Jezusa Chrystusa jakichś kulturowych chimer i je absolutyzuje. Dzięki mojemu wcześniejszemu doświadczeniu charyzmatycznemu udało mi się w końcu uniknąć tych pułapek. W USA pojawił się w moim życiu kolejny "proroczy sen", w którym grupa japońskich kobiet, z białymi welonami na głowie modli się za mnie na różańcu przed figurą Matki Bożej zwanej tutaj "Lurdo", czyli Matki Bożej z Lourdes, bardzo popularnej w Japonii. A modliły się za mnie, abym z USA powrócił do Kraju Wschodzącego Słońca.

- To Twój drugi, nowy etap, przygody z Japonią...

- Bez wątpienia. Uświadomiłem sobie, że kocham Japończyków i chcę wśród nich być i im służyć. Można powiedzieć, że otrzymałem na tę japońską drogę życia namaszczenie Ducha Świętego. W 1989 r. powróciłem do Tokio i podjąłem studia podyplomowe na jezuickim Uniwersytecie Sophia. Po ich ukończeniu zostałem wykładowcą na Uniwersytecie Białej Lilii (Shirayuri), który jest uczelnią dla kobiet, z których 90 proc. to nie są chrześcijanki. Dlatego muszę wybierać tematykę bardziej ogólną. Teraz wykładam przedmiot, który najogólniej można nazwać "Opieka nad sercem". Ponadto prowadzę zajęcia w katolickim Centrum Nicholasa Barré.
W Japonii, podobnie jak w innych krajach, wiele dzieje się przez codzienne kontakty z ludźmi. Jeśli się im spodobasz to cię zapraszają do wzięcia udziału w różnych inicjatywach. W duchu dominikańskim najczęściej spotykamy się w grupach modlitewnych i grupach studyjnych. Na przykład w Centrum Nicholasa Barré, noszącym imię francuskiego zakonnika, odbywają się zajęcia grup studyjnych z Pisma Świętego, na temat Apokalipsy św. Jana, Pierwszego Listu św. Piotra, który można uznać za jeden z fundamentów chrześcijaństwa, czy historii Kościoła, w ramach której wiele miejsca poświęciliśmy mistycyzmowi św. Jana od Krzyża, a teraz św. Edyty Stein.
Ponadto przy wielu kościołach działają takie grupy studyjne. Jedną z inicjatyw, która ciszy się dużą popularnością jest "Sto tygodni z Pismem Świętym", w ramach której są czytania, rozważania i modlitwa. Mamy grupy m. in. Jokohamie, czy w Kichijouji, u ojców werbistów, u których spotkania odbywają się w bloku mieszkalnym. Popularne są też grupy związane z pochodzącą z Grecji mistyczką Vassulą Rydén. Ponadto prowadzę grupy modlitewne, odprawiam msze św. m. in. dla chorych np. na pierwszym uniwersytecie katolickim jaki powstał w Japonii, Uniwersytecie Sacred Heart (Sacré-Cœur) w Tokio.

- Jak bardzo są obecni dominikanie w Japonii?

- Mamy dwa wikariaty: kanadyjski, do którego ja należę, i hiszpański. Były zamiary, aby się połączyły w jeden, ale jak na razie nic z tego nie wyszło ze względu na różnice kulturowe. Każdy z nich liczy po ok. 20 zakonników. W tokijskim klasztorze jest ośmiu współbraci, w większości profesorowie uniwersytetów. Najwybitniejszym przedstawicielem jest o. Miyamoto Hisao, profesor filozofii Cesarskiego Uniwersytetu Tokijskiego. Obecnie jest już na emeryturze, ale nadal wykłada i jest naszym prowincjałem. Z kolei nasz przeor skończył studia m.in. w Paryżu, jest również fizykiem i m.in. profesjonalnie gra na flecie.

- Powiedziałeś, że kochasz Japończyków. Za co? Trzeba mieć powody...

- Przede wszystkim za wysoką kulturę życia codziennego, delikatność i wrażliwość na drugiego człowieka. Są tajemniczy. W wymiarze religijnym większość z nich to buddyści, ale niektórzy stają się chrześcijanami. Buddyzm i chrześcijaństwo są w tym kraju zjawiskiem bardzo stymulującym.
Japończycy są uporządkowani i logiczni. Mają perfekcyjnie zorganizowane życie społeczne, co na pewno ma podstawy w ich poczuciu obowiązku wobec innych, grupy i całego społeczeństwa. U nas, ludzi Zachodu liczy się przede wszystkim indywiduum, jednostka, co mnie człowieka, który już tyle lat mieszka w Japonii, bardzo drażni. Widać to w codziennym zachowaniu Europejczyka czy Amerykanina, który na pierwszym miejscu zawsze będzie stawiał swoje ego i rozpychał się łokciami. Z kolei Japończyk będzie starał się zawsze o to, aby kogoś nie urazić czy nie skrzywdzić. O ich uprzejmości i grzeczności świadczy też duża liczba zwrotów grzecznościowych w języku japońskim. Na co dzień najczęściej używanym zwrotem jest "sumimasen" - "przepraszam".

- Odwołam się do estetyki Japończyków - mają oni też swoje "cienie"...

- Tym co może wzbudzać zastrzeżenia jest mocno zakodowana hierarchia społeczna, co może (ale też nie musi) hamować rozwój jednostki. W codzienności dochodzi do dyskredytowania jej przez grupę albo wręcz psychicznego nękania kogoś, czy rozładowywania swoich frustracji kosztem kogoś, kto stoi niżej w hierarchii. Widzi się to często w szkołach, gdy grupa kogoś izoluje od siebie. To prowadzi do depresji, utraty sensu życia, a nawet do samobójstw. Światową karierę zrobił syndrom hikikomori - syndrom wycofania społecznego, który określa chorobę społeczną, która od kilkudziesięciu lat ma miejsce w naszej cywilizacji, a wzięła się od zjawiska obecnego w Japonii od lat 70. XX w. pod nazwą tôkôkyohi (unikanie szkoły), gdzie młody człowiek spotyka się z wielkimi wymaganiami oraz konkurencją i tego nie wytrzymuje. Osobiście spotykam się z osobami dotkniętymi tą depresją i staram się im pomagać. W tym kontekście Japonia nie jest "rajem na ziemi". Jednak widzę w tym kraju więcej plusów niż minusów. Japończycy mają duże poczucie własnego honoru i łatwo ich urazić, co jest związane z ich kodeksem samurajów, zwłaszcza u mężczyzn. Są niezwykle ambitni, chcą się pochwalić swoimi umiejętnościami i osiągnięciami zdobytymi ciężką pracą.

- Co najbardziej utrudnia ewangelizację Japonii?

- Japończykowi trudno się zdecydować i "pójść na całość" odnośnie do religii i wiary. Wiele rzeczy podoba im się w chrześcijaństwie, ale nie na tyle, by przyjąć chrzest. Chrześcijaństwo ma wielu sympatyków, ale nie na tyle, by stali się chrześcijanami. Podoba im się kultura wyrosła na chrześcijaństwie, snobowanie się na to, co zachodnie. Powierzyć życie Chrystusowi to dla nich bardzo poważna sprawa i traktują ją bardzo serio. Z drugiej strony od 40 lat, odkąd mieszkam w Japonii, zauważyłem duże społeczne zmiany. Przede wszystkim znaczące odejście od ksenofobii dzięki temu, że Japończycy zaczęli masowo wyjeżdżać w różne części świata, szczególnie młode pokolenia, i tam spotykają chrześcijaństwo, a tym samym łatwiej im je przyjąć.

- Na ile przeszkadza w przyjęciu Chrystusa ich tożsamość szintoistyczna i buddyjska?

- Jest takie powiedzenie, że Japończyk może być na zewnątrz chrześcijaninem, ale jego dusza jest de facto buddyjska. Obecnie dotyczy to bardziej starszych pokoleń, które wychowywały się w środowisku całkowicie przenikniętym szintoizmem i buddyzmem, niż młodych. Gdy przygotowuję pary polsko-japońskie do ślubu, zazwyczaj narzeczony jest Japończykiem. Pytam jakiego jest wyznania i zazwyczaj otrzymuję odpowiedź: "żadnego". Japończycy nie są bynajmniej ateistami, ale religia jest dla większości czymś w rodzaju ideowego państwowo-społecznego rytuału i spoiwa. Gdy ktoś umrze, to w większości wypadków idzie się na pogrzeb buddyjski, gdyż w innym rycie obrządku pochówku nie ma. W jakimś wymiarze jest to ich udział w sacrum. Oczywiście, tak jak na całym świecie, kobiety są bardziej wrażliwe religijnie niż mężczyźni. Także wśród katolików dominują kobiety, które bardziej serio i z większym zaangażowaniem traktują wiarę.

- Dlaczego?

- Zawsze lepiej mi się rozmawia o wierze z kobietami niż z mężczyznami, gdyż Japończyk jest zazwyczaj specjalistą w jakiejś konkretnej dziedzinie związanej z pracą, dlatego trudniej poruszać z nim tematy związane z duchowością i religią. Kobiety są bardziej wszechstronne i wrażliwsze na sacrum i piękno.

- Japończyków wyróżnia szczególna wrażliwość na "piękno", które - jak mówił Fiodor Dostojewski - "zbawi świat"...

- Oczywiście wielu Japończyków zostało chrześcijanami m.in. dzięki pięknu obecnemu w naturze i kulturze. Maksyma Dostojewskiego, że "piękno zbawi świat" szczególnie sprawdza się w tym kraju. Dostrzegają piękno w Ewangelii, chrześcijaństwie i to ich porywa. Naszym zadaniem jest pokazywanie piękna wiary w Jezusa przez słowo i świadectwo.

- Jak wyglądają relacje chrześcijańsko-buddyjskie?

- Relacje chrześcijańsko-buddyjskie dobrze pokazuje dom modlitwy w stylu zen - Semeizan (Góra Życia). Znajduje się on niedaleko Kumamoto na wyspie Kiusiu. Jego założycielem jest włoski misjonarz-ksawerianin o. Franco Sottocornola. W ośrodku cieszącym się popularnością praktykowana jest modlitwa łącząca tradycję buddyjską, prawosławną i katolicką.

- A z szintoizmem?

- Szintoizm, pierwotna religia Japończyków to religia natury, stąd ich wielka wrażliwość na przyrodę. Przeciętny Japończyk dobrze zna się na gatunkach kwiatów, drzew i zgodnie z szintoizmem oddaje im religijną cześć. Gdy na drzewie znajduje się biała, papierowa taśma, to oznacza to, że jest to otaczane kultem drzewo święte. Dla nas może wydawać się to bałwochwalstwem, ale też możemy w tym dostrzec elementy oddania czci pięknu Bożego Stworzenia. Ich nabożny stosunek do przyrody znajduje także wyraz w sztuce układania kwiatów - ikebanie, czy tak znanych na świecie japońskich ogrodów.

- Jak wygląda japoński kodeks etyczny?

- Japoński kodeks etyczny przenika całe społeczeństwo od najniższych warstw po cały kraj i jest oparty na poświęceniu jednostki grupie, łącznie z ofiarą z życia. Co ciekawe, w Japonii nie było nigdy żadnej rewolucji, stąd tak mocno trzymają się swojej wielowiekowej tradycji. Dotyczy to prawie każdej dziedziny życia. Choć są też ciemne strony tej społecznej moralności, polegające na tym, że jeśli ktoś nie widzi, to można dopuścić się jakiegoś negatywnego czynu. Jak ktoś jednak dostrzeże twoje złe zachowanie, to może powiedzieć o tym innym i w tym momencie "tracisz twarz".

- Jakie z punktu widzenia Kościoła są największe problemy społeczne Japonii?

- Jednym z najpoważniejszych jest aborcja, której można dokonać w zasadzie bez żadnych ograniczeń. Większość Japonek nie uznaje tego za grzech. Jeszcze do niedawna kobiety katoliczki nie widziały w aborcji niczego złego. Stąd zaangażowanie Kościoła polegające m.in. na organizowaniu przez ruchy pro-life różnych akcji uświadamiających, łącznie z corocznymi "Marszami dla życia". Osobiście prowadzę grupę, w której modlimy się za dzieci nienarodzone i mamy nadzieję, że zostaną one uznane przez Kościół jako "święte niewiniątka". Od ponad pięciu lat staram się czynnie wspierać i służyć wszelkim inicjatywom obrońców życia.

- Inne problemy?

- Podobnie jak w innych krajach Azji, Chinach, Korei Południowej to przesadny kult nauki i edukacji. Od najmłodszych lat Japończyk dąży do osiągnięcia jak najlepszych wyników, poświęcając na to o wiele więcej czasu, niż możemy sobie wyobrazić. Ich system edukacji uchodzi za najbardziej wymagający na świecie. Dziecko dostaje się w jego tryby już od przedszkola, które ma go zaprowadzić na właściwą uczelnię. Uczniowie chodzą do szkoły sześć dni w tygodniu, a z kolei ich zajęcia w czasie wolnym też są precyzyjnie zaplanowane i kontrolowane przez nauczycieli.
Jeśli młody człowiek nie daje sobie rady, popada w depresję i wypada z systemu, ląduje na marginesie społeczeństwa. Jest to nieludzkie, gdyż doskonale wiemy, że każdy człowiek rodzi się z różnymi wrodzonymi zdolnościami oraz w różnych środowiskach. Nie można wytyczać celów, które przekraczają możliwości. Z kolei tolerowany jest stan tzw. "rōnina" - "samotnego samuraja". Młody człowiek może pozostawać, ale tylko rok, bez zajęcia, inaczej kończy syndromem hikikomori, o którym już mówiliśmy. Do tego dochodzi perfekcjonizm, przesadna koncentracja na detalach, wielogodzinne narady, itp. Ponadto Japończycy ciągle muszą się czymś wykazywać, ciężką pracą, wynikami i osiągnięciami.

- Jak oceniasz rodzinę japońską?

- Nie jest idealna. Kobieta to przede wszystkim "opiekunka domowego ogniska", choć jej rola też się zmienia na rzecz większej emancypacji. Coraz więcej Japonek kończy studia. W ich trakcie podróżują po świecie, poznają inne obyczaje, a potem mają ambicje zawodowe. Także zawarcie małżeństwa nie jest już przymusem, jak to było dawniej. Kobiety japońskie mogą teraz mówić to, co sądzą, a co wcześniej było nie do wyobrażenia.
Z kolei mężczyzna to głowa rodziny, osoba zapewniająca materialny byt i pracująca codziennie do późnych godzin. Niestety często rodzina staje się "ofiarą na ołtarzu jego pracy". Ale i to się zmienia, w weekendy coraz częściej można spotkać tatusiów spacerujących z dziećmi, co jeszcze dwadzieścia, trzydzieści lat temu było nie do pomyślenia.

- Problem ludzi w podeszłym wieku...

- To także duży problem społeczny, szczególnie ludzi, którzy budowali Japonię po II wojnie światowej i są ojcami jej gospodarczego cudu. Teraz na emeryturze czują się już niepotrzebni, samotni i wielu z nich ten stan prowadzi do samobójstw. Wspomniany syndrom hikikomori dotyczy także ich, nie wiedzą co z sobą na stare lata zrobić, szczególnie dotyka on mężczyzn.

- Jak scharakteryzowałbyś religijność Japończyków?

- Lubią pewien rodzaj skromności i dystansu. Nie pociągają ich wielkie manifestacje wiary. U wielu wiara jeszcze nie przekłada się na codzienne życie, są takimi "niedzielnymi" katolikami. Ale mamy też wspaniałe, niezwykle zaangażowane jednostki, które potrafią wiele dać i zmieniać rzeczywistość nie tylko naszego Kościoła. Są świętymi życia codziennego.

- Kościół w Japonii to w dużej mierze także wspólnota migrantów...

- Migranci to druga połowa Kościoła w Japonii. Msze św., nabożeństwa, duszpasterstwa są prowadzone w rożnych językach. W wielu kościołach mamy w niedzielę przynajmniej jedną Mszę św. po angielsku lub w innym języku, co też jeszcze niedawno zdarzało się bardzo rzadko. Sam prowadzę w Tokio duszpasterstwo dla Filipińczyków.

- No i prowadzisz duszpasterstwo dla japońskiej Polonii...

- Są to większości rodziny mieszane polsko-japońskie. Przybywa też z różnych powodów trochę młodych ludzi, którzy znaleźli w Japonii pracę. Pomagają mi w tym Siostry Opatrzności Bożej, szczególnie w duszpasterstwie dzieci, poprzez katechezę. Proszę sobie wyobrazić, że w tegorocznych jasełkach wzięło udział ponad trzydzieścioro dzieci, a to świadczy o wspaniałej pracy sióstr. W jednej z kaplic obok Uniwersytetu Sophia raz w miesiącu jest odprawiana Msza św. po polsku. Co roku są prowadzone z udziałem gości z Polski rekolekcje wielkopostne. Oczywiście prowadzimy dni skupienia i regularne odprawianie różańca w październiku. Ponadto jeśli tylko to możliwe, udaję się też z posługą dla Polonii w inne regiony kraju. Na przykład w maju ub.r. udzieliłem pierwszej komunii św. dzieciom w Sapporo na Hokkaido.

- Jakie największe wyzwania stoją obecnie przed Kościołem w Japonii?

- Przede wszystkim - ewangelizacja. Kościół w Japonii chce za wszelką cenę utrzymać swoiste status quo i z tego powodu kurczy się. Podobnie jak w wielu korporacjach jest nastawiony na możliwie optymalne funkcjonowanie i przetrwanie. Na dłuższą metę to do niczego nie prowadzi. Innym problemem jest brak powołań kapłańskich i zakonnych, szczególnie w zgromadzeniach żeńskich. Choć Kościół w Japonii jest od lat samodzielną, narodową wspólnotą to napływają stale do niego duchowni, ale już nie z Europy i Ameryki, ale z Wietnamu, Korei Południowej, Filipin, a nawet z Indii.
Z drugiej strony ewangelizujemy na różne sposoby. Najnowszą naszą inicjatywą jest "Różaniec nadziei". Chcemy objąć modlitwą młodych Japończyków. Pragniemy modlić się na różańcu, nie ogólnie, ale za konkretną osobę. Wierzę, że nasza modlitwa będzie skuteczna, będzie czynić cuda i zmieni Japonię. Tak jak chrześcijaństwo weszło w grecką kulturę, tak może wejdzie ono w przyszłości i w kulturę japońską.

- Czego sobie najbardziej życzysz jako kapłan w Kraju Wschodzącego Słońca?

- Ewangelizować tak, jak życzy sobie tego ode mnie Pan Bóg. To jest Jego dzieło, a ja jego niedoskonałym narzędziem.
Rozmawiał Krzysztof Tomasik (KAI)

2019-11-14 18:24

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież w drodze do Rzymu: w katechizmie znajdzie się potępienie użycia i posiadania broni nuklearnej

[ TEMATY ]

Franciszek

Franciszek w Japonii

Grzegorz Gałązka

„Używanie broni nuklearnej jest niemoralne, a zatem jej potępienie musi wejść do Katechizmu Kościoła Katolickiego, i to nie tylko użycie, ale także posiadanie, ponieważ awaria lub szaleństwo jakiegoś władcy, szaleństwo jednego może zniszczyć ludzkość” - powiedział Ojciec Święty rozmawiając z dziennikarzami na pokładzie samolotu z Tokio do Rzymu. Franciszek wyraził też wątpliwości odnośnie do korzystania z elektrowni atomowych, zaapelował o walkę z karą śmierci, odpowiedział na pytania dotyczące nauczania Kościoła o wojnie sprawiedliwej i niestosowania przemocy, kwestii finansów watykańskich, a także zaburzeń społecznych w Hongkongu i wielu krajach Ameryki Łacińskiej.

Na początku spotkania papież podziękował towarzyszącym mu dziennikarzom za bardzo intensywną pracę w minionych dniach. Następnie przeszedł do odpowiedzi na pytania. Pierwsze zadał mu ks. Makoto Yamamoto z „Catholic Shimbum” o to, czego społeczeństwa zachodnie mogą się nauczyć od Kościoła na Wschodzie. Zapytał też o wrażenia Franciszka z pobytu w Nagasaki i Hiroszimie. Ojciec Święty odpowiedział, że społeczeństwa zachodnie, nazbyt często żyjące w pośpiechu, powinny nauczyć się od narodów Wschodu ducha kontemplacji, poezji, wykraczania poza to, co jest bezpośrednio uchwytne, immanentne. Natomiast mówiąc o Hiroszimie i Nagasaki przypomniał, że choć obydwa miasta łączy tragedia jako ofiar bomby atomowej, to w Nagasaki mógł też przypomnieć o męczeństwie chrześcijan.

„Sekretarz Nuncjatury podarował mi kopię listu gończego z tamtych czasów: szukano chrześcijan! Jeśli znajdziesz jednego – donieś na niego, a w zamian otrzymasz nagrodę, jeśli znajdziesz kapłana – donieś na niego, a otrzymasz taką to a taką zapłatę. To budzi wrażenie, to były wieki prześladowań. Jest to zjawisko chrześcijańskie, które w jakiś sposób «relatywizuje», w dobrym tego słowa znaczeniu, bombę atomową. Natomiast wyjazd do Hiroszimy miał jedynie na celu upamiętnienie bomby atomowej, ponieważ nie jest to miasto chrześcijańskie, jak Nagasaki. Dlatego chciałem pojechać do obydwu, w obydwu miała miejsce katastrofa atomowa” – powiedział papież.

Ojciec Święty określił pobyt w Hiroszimie mianem katechezy na temat ludzkiego okrucieństwa. „Podkreśliłem tam, że użycie broni nuklearnej jest niemoralne, dlatego musi ono wejść do Katechizmu Kościoła Katolickiego, i to nie tylko wykorzystanie, ale także posiadanie, ponieważ awaria lub szaleństwo jakiegoś władcy, szaleństwo jednego może zniszczyć ludzkość. Pomyślcie o powiedzeniu Einsteina: «Czwarta wojna światowa będzie na kije i kamienie»” – stwierdził Franciszek.

Następne pytanie zadał Shinichi Kawarada z „Asahi Shimbum”: „Jak słusznie wskazał Wasza Świątobliwość, trwały pokój nie zostanie osiągnięty bez rozbrojenia. Japonia jest krajem, który cieszy się amerykańską ochroną jądrową, a także jest producentem energii jądrowej, co wiąże się z dużym ryzykiem, jak to miało miejsce w Fukushimie. W jaki sposób Japonia może przyczynić się do pokoju na świecie? Czy elektrownie jądrowe powinny być wyłączone?” – zapytał japoński dziennikarz.

Papież zauważył, że jeśli idzie o użycie energii atomowej, to nie udało się jeszcze osiągnąć całkowitego bezpieczeństwa, chociaż jest to jego opinia osobista. Jednocześnie przypomniał katastrofalne skutki awarii elektrowni atomowych dla środowiska; w pierwszym rzędzie dla człowieka, ale także dla innych istot żywych, świata roślinnego i przyrody nieożywionej, jak to miało miejsce w Czarnobylu na Ukrainie w 1986 r. W tym kontekście zaapelował o prowadzenie badań nad zwiększeniem bezpieczeństwa elektrowni atomowych i dodał, że budując je, trzeba pamiętać o bezpieczeństwie i ochronie środowiska naturalnego człowieka.

Z kolei Elisabetta Zunica z Kyoto News zapytała Ojca Świętego o niesłusznie skazanego na karę śmierci 83-letniego Iwao Hakamadę, który uczestniczył w papieskiej Mszy św. w Tokio, oraz kwestię jej stosowania w Japonii, a także czy sprawę tę omawiał Franciszek podczas spotkania z premierem Japonii Shinzō Abe. Papież wyznał, że dowiedział się o obecności tej osoby dopiero po Mszy św. Natomiast z premierem rozmawiał o wielu problemach.

„Mówiłem o problemach ogólnych, które istnieją również w innych krajach: przeludnionych więzieniach, ludziach oczekujących na osądzenie w areszcie prewencyjnym bez domniemania niewinności. Piętnaście dni temu wygłosiłem przemówienie do uczestników międzynarodowej konferencji na temat prawa karnego i poważnie mówiłem na ten temat. Nie można stosować kary śmierci, jest niemoralna. To musi być łączone z rozwijającym się sumieniem. Na przykład niektóre kraje nie mogą jej znieść z powodu problemów politycznych, ale zawieszają ją, co jest sposobem na stosowanie dożywocia bez jej orzekania. Ale wyrok skazujący musi zawsze służyć reintegracji, skazanie bez perspektyw jest nieludzkie” – powiedział papież.

Jean-Marie Guénois, z paryskiego „Le Figaro” zapytał: „Wasza Świątobliwość powiedział, że prawdziwy pokój może być jedynie rozbrojony, ale co stanie się z obroną konieczną, gdy jeden kraj zostanie zaatakowany przez inny? Czy nadal istnieje możliwość wojny sprawiedliwej? Czy wciąż planowana jest encyklika o niestosowaniu przemocy?”.

„Jest to projekt, który zrealizuje następny papież... Istnieją projekty, które leżą w szufladzie. Jeden z nich, na temat pokoju, jest właśnie tam, dojrzewa. Czuję, że kiedy nadejdzie czas, uczynię to. Na przykład problem nękania jest problemem przemocy, mówiłem o tym młodym Japończykom. Próbujemy go rozwiązać za pomocą licznych programów edukacyjnych. Jest to problem przemocy. Jeśli idzie o encyklikę na temat niestosowaniu przemocy - wciąż nie czuję, by dojrzała, muszę się dużo modlić i szukać drogi” – wyznał Franciszek. Dodał, że być może większą rolę w budowaniu pokoju w świecie powinna odegrać ONZ i postulował, by w Radzie Bezpieczeństwa ograniczyć czy też zlikwidować prawo weta ze strony mocarstw.

Jednocześnie Ojciec Święty potępił obłudę państw deklarujących się jako chrześcijańskie i żyjących z handlu bronią. „Pokój dzisiaj jest bardzo słaby, ale nie możemy się zniechęcać. Hipoteza obrony koniecznej nadal pozostaje, także w teologii moralnej należy ją rozważyć, ale jako środek ostateczny. Środek ostateczny z użyciem broni. Obrona konieczna musi odbywać się na drodze dyplomacji i mediacji. Środek ostateczny: obrona konieczna z użyciem broni. Ale podkreślam: środek ostateczny! Idziemy naprzód w postępie etycznym, który mi się podoba, kwestionując wszystkie te rzeczy. Jest to piękne, ponieważ mówi, że ludzkość idzie naprzód także w dobrym, a nie tylko w złym” – wyznał Franciszek.

Kolejne dwa pytania Cristiany Caricato z TV 2000 oraz Philipa Pullelli z agencji Reuters dotyczyły kwestii finansów watykańskich i niedawnych skandali dotyczących inwestycji w nieruchomości w Londynie, a także problemów z transparencją. Ojciec Święty podkreślił, że także pieniądze, które napływają ze świętopietrza powinny być rozsądnie inwestowane. Natomiast śledztwo w sprawie pięciu osób zawieszonych w funkcjach na początku października jeszcze trwa, a cała sprawa była wynikiem zafunkcjonowania systemów wewnętrznych Państwa Watykańskiego, które zawdzięczamy Benedyktowi XVI. Przypomniał o zasadzie domniemania niewinności wobec osób zawieszonych w obowiązkach, ale także coraz sprawniej działającemu systemowi kontroli w Watykanie.

Roland Juchem z niemieckiej agencji CIC zapytał: „Ojcze Święty podczas lotu z Bangkoku do Tokio wysłałeś telegram do Carrie Lam z Hongkongu. Co sądzisz o tamtejszej sytuacji z demonstracjami i wyborami samorządowymi? I kiedy będziemy mogli Ci towarzyszyć do Pekinu?”.

Papież przypomniał, że telegramy są wysyłane do wszystkich głów państw, jest to automatyczne powitanie, a także uprzejmy sposób proszenia o zezwolenie na przelot nad ich terytorium. Następnie zauważył, że zamieszki mają miejsce nie tylko w Hongkongu. „Pomyślmy o Chile, o demokratycznej Francji: o roku żółtych kamizelek. Pomyślmy o Nikaragui, pomyślmy o innych krajach Ameryki Łacińskiej, które mają tego rodzaju problemy, a nawet o niektórych krajach europejskich. To coś ogólnego. Co z tym robi Stolica Apostolska? Wzywa do dialogu, do pokoju. Ale to nie tylko Hongkong, istnieją różne sytuacje z problemami, których nie jestem w stanie obecnie ocenić. Szanuję pokój i proszę o pokój dla wszystkich tych krajów, przeżywających problemy, w tym także w Hiszpanii. Warto zrelatywizować rzeczy i wzywać do dialogu, pokoju, aby rozwiązano problemy. I na koniec: chętnie pojechałbym do Pekinu, kocham Chiny” – powiedział Franciszek.

Meksykanka Valentina Alazraki z Televisa zapytała Ojca Świętego o napiętą sytuację w wielu krajach Ameryki Łacińskiej. Papież przyznał, że nie jest w stanie dokonać dogłębnej analizy, chociaż dostrzega szereg oświadczeń, w których nie ma nic z pokoju. „To, co dzieje się w Chile mnie przeraża, ponieważ Chile wychodzi z problemu wykorzystywania, który spowodował tak wiele cierpienia, a teraz ma problem takiego rodzaju, którego dobrze nie rozumiemy. Ale jest w płomieniach, jak pani mówi, i należy szukać dialogu, a także analiz. Nie znalazłem jeszcze dobrze przeprowadzonej analizy sytuacji w Ameryce Łacińskiej. A są też słabe, bardzo słabe rządy, którym nie udało się zaprowadzić porządku i pokoju - i dlatego dochodzimy do tej sytuacji” – powiedział Franciszek. Dodał, że niektóre z tych krajów szukają mediacji międzynarodowej, w tym watykańskiej. Widzi zalety tych starań, chociaż o sytuacji politycznej nie chce się wypowiadać i nie czuje się kompetentny w tej dziedzinie.

Na zakończenie Ojciec Święty zauważył, że dziennikarze nie zadawali pytań o jego pobyt w Tajlandii. W związku z tym przypomniał o problemie wyzysku kobiet, a także dwóch książkach dziennikarek towarzyszących mu w podróży: właśnie Valentiny Alazraki o wyzysku kobiet oraz Franki Giansoldati o problemie ochrony środowiska naturalnego człowieka. „Widać, że kobiety pracują więcej od mężczyzn i są zdolne” – skomentował papież. Podziękował też dziennikarzom za bezpośrednie pytania oraz poprosił ich o modlitwę w swojej intencji.

CZYTAJ DALEJ

Andrzej Duda zaproponował wykluczenie w Konstytucji RP możliwości adopcji dziecka przez pary homoseksualne

2020-07-06 12:47

[ TEMATY ]

adopcja

Andrzej Duda

PAP/Paweł Supernak

Prezydent Andrzej Duda podpisał dziś i skierował do laski marszałkowskiej projekt nowelizacji Konstytucji, zmierzający do wykluczenia możliwości adopcji dzieci przez pary homoseksualne.

- Jestem przekonany, że dzięki temu zapisowi bezpieczeństwo dzieci i troska o ich dobro będzie w dużo większym stopniu realizowana - powiedział urzędujący prezydent.

Projekt - wyjaśniał prezydent Duda - ma wyjść naprzeciw społecznemu oczekiwaniu Polaków, aby dobro dzieci było zabezpieczone także przed sytuacją, w której mogłoby dochodzić do przysposobienia dzieci przez pary jednopłciowe.

- Wielokrotnie polskie społeczeństwo było o to pytane. Odsetek osób, które zawsze były przeciwne takiej możliwości, wynosił w każdym przypadku grubo ponad 70 proc., w niektórych sondażach nawet ponad 80 proc. Stanowisko polskiego społeczeństwa jest tu więc jednoznaczne - uzasadnił prezydent.

Natomiast sytuacja pod względem prawnym nie była w tej kwestii do tej pory do końca pewna - stwierdził Andrzej Duda. Jak wyjaśnił, jego projekt to inicjatywa ustrojodawcza, gdyż dotyczy najwyższego aktu prawnego, czyli konstytucji. Nowelizacja przeniesie niektóre zapisy już obecne w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym na grunt ustawy zasadniczej. Zgodnie z prezydenckim projektem, przysposobić, czyli adoptować, będzie można wyłącznie osobę małoletnią i wyłącznie dla jej dobra. Teraz jednak ten zapis będzie miał rangę konstytucyjną.

Ponadto, konstytucja będzie stanowić, że przysposobienia może dokonać razem jedynie mężczyzna i kobieta pozostający w związku małżeńskim (taką formułę małżeństwa opisuje art. 18 konstytucji).Projekt prezydencki stanowi, że nie może przysposobić dziecka "osoba pozostająca we wspólnym pożyciu z osobą tej samej płci".

- Co oznacza, krótko mówiąc, że gdy mamy do czynienia ze związkiem faktycznym [osób tej samej płci] - a wiemy, że takie występują, bo takie jest życie - wówczas sąd i inne organy będą miały obowiązek sprawdzenia, czy osoba, która chce dokonać adopcji jednoosobowo, rzeczywiście w takim wspólnym pożyciu z osobą tej samej płci pozostaje, czy nie - tłumaczył Andrzej Duda.Prezydent zaznaczył, że jego projekt "w żadnym aspekcie nie dotyczy rodzicielstwa biologicznego".

- Jeżeli chodzi o rodziców biologicznych, jest art. 48 konstytucji, który mówi, że rodzice mają prawo do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami i ja absolutnie w tę kwestię nie wnikam - powiedział.- Projekt nie mówi o związkach, tylko o sytuacji faktycznej, w której dwie osoby tej samej płci pozostają we wspólnym pożyciu. Jest to sytuacja prawnie zdefiniowana, znana w orzecznictwie Sądu Najwyższego od wielu lat. Sąd Najwyższy miał na przestrzeni ostatnich lat cały szereg wypowiedzi właśnie dotyczących takich sytuacji pomiędzy osobami tej samej płci. Ale jestem przekonany, że dzięki temu zapisowi bezpieczeństwo dzieci i troska o dobro dziecka będzie w dużo większym stopniu realizowana - tłumaczył dalej Andrzej Duda.

Zdaniem prezydenta, to jest "kierunek, w którym powinniśmy podążać; kierunek, który odpowiada całemu szeregowi norm konstytucyjnych dotyczących rodziny, jej charakteru, dzieci - tego, w jaki sposób powinny być zabezpieczone".Jak zaznaczył, w przypadku adopcji sytuacja jest bardzo szczególna. - Dziecko, które może być przysposobione, to dziecko pozostające pod szczególną opieką państwa, bo nie ma osób wykonujących wobec niego prawa rodzicielskie. Nastąpi to dopiero w wyniku przysposobienia. Państwo otaczające to dziecko opieką, zgodnie z art. 72 konstytucji, musi w sposób zdecydowany tego dobra dziecka strzec i te zapisy klarują tę kwestię - dodał Andrzej Duda.Prezydent wyraził nadzieję, że składana do laski marszałkowskiej propozycja zostanie poparta nie tylko przez posłów Zjednoczonej Prawicy, ale także parlamentarzystów PSL, "przynajmniej niektórych posłów Platformy Obywatelskiej, nie wspomnę już - bo to jest dla mnie oczywiste - przez posłów Konfederacji".

- Wielokrotnie deklarowali, że ich pogląd jest dokładnie zgodny z tym, co ja zaproponowałem. Jest teraz możliwość, aby to udowodnić i dzięki temu ten projekt otrzyma odpowiednie poparcie w polskim parlamencie - dodał Andrzej Duda.Wcześniej prezydent skierował do Sejmu projekt nowelizacji ustawy Prawo oświatowe, mający na celu zwiększenie możliwości współdecydowania przez rodziców o rodzajach treści oraz sposobie prowadzenia zajęć dodatkowych organizowanych w szkołach.

Projekt nowelizuje zapisy umieszczone w art. 86 ustawy i mówiące o obowiązku konsultacji z rodzicami, w tym z radą rodziców, wprowadzania i realizowania zajęć dodatkowych w szkole. Działalność wszelkich organizacji pozarządowych i stowarzyszeń, która miałaby być prowadzona na terenie szkoły, wymagać będzie nie tylko zgody dyrekcji szkoły i Rady Szkoły, ale przede wszystkim zgody samych rodziców. Dotyczy to każdej organizacji, niezależnie od jej profilu i sposobu działania. Jeśli chce ona działać na terenie szkoły, prowadzić zajęcia pozalekcyjne czy jakąkolwiek działalność dla dzieci czy z dziećmi lub też prowadzić zajęcia w ramach danego przedmiotu, zobowiązana będzie przedstawić rodzicom w formie konspektu pełną informację o tym, co i w jakiej formule zamierza przekazywać, czego będą dotyczyły te treści oraz kto je będzie przekazywał, a także jakie są kwalifikacje i dotychczasowe doświadczenie tej osoby.

Prezydent podkreślił, że projekt jest przede wszystkim realizacją art. 48 ust. 1 Konstytucji RP, mówiącego o prawie rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.W trakcie kampanii przed pierwszą turą wyborów prezydenckich Andrzej Duda podpisał też tzw. Kartę Rodziny. Zawarł w niej obietnicę podtrzymania wsparcia socjalnego, ale ponadto zaakcentował potrzebę ochrony dzieci i całej rodziny przed ideologią LGBT. Podkreślił, że zgodnie z Konstytucją małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Potrzebna jest obrona instytucji małżeństwa i nie będzie go w innej postaci niż ta zagwarantowana w ustawie zasadniczej. Dodał, że nie ma też jego zgody na adopcję dzieci przez pary homoseksualne i wprowadzony zostałby zakaz propagowania ideologii LGBT w instytucjach publicznych.lk / Warszawa

CZYTAJ DALEJ

Nigdy więcej wojny

2020-07-06 21:49

Joanna Ferens

Złożenie kwiatów przy pomniku ofiar pacyfikacji Majdanu Starego

W 77. rocznicę akcji wysiedleńczo-pacyfikacyjnej w Majdanie Starym odbyły się (05.07) uroczystości upamiętniające tragedię tutejszej ludności, która wydarzyła się w 1943 roku.

Akcja wysiedleńczo-pacyfikacyjna w Majdanie Starym miała miejsce w dniach 2-3 lipca 1943 roku, zaś w jej wyniku zginęło kilkudziesięciu mężczyzn, dwadzieścia sześć kobiet i piętnaścioro dzieci z dwudziestu sześciu rodzin, zostało spalone 76 gospodarstw i doszczętnie zdemolowany i sprofanowany został kościół parafialny. Podczas uroczystości rocznicowych został odczytany rys historyczny wydarzeń sprzed siedemdziesięciu siedmiu lat: – Piękno tej ziemi skłania mnie do wołania o jej zachowanie dla przyszłych pokoleń. Jeśli kochacie tę ojczystą ziemię, niech to wołanie nie pozostanie bez odpowiedzi! Te słowa Papieża Jana Pawła II wypowiedziane w Zamościu 12 czerwca 1999 roku mogą być mottem dzisiejszej uroczystości. Zgromadziliśmy się tutaj po to, by pamięć o najbardziej tragicznych dniach w życiu mieszkańców naszej wsi nigdy nie wygasła. Siedemdziesiąt siedem lat temu, 2 lipca rozpoczęła się akcja pacyfikacyjna Majdanu Starego. Tego dnia rano, Niemcy przy udziale ukraińskich nacjonalistów otoczyli wioskę i rozpoczęli łapankę ludzi. Wielu mieszańców w porę uciekło do lasu lub schowało się w przydomowych schronach. Tych, którzy zostali we wsi SSmani spędzili na plac obok kościoła i stąd zostali oni wywiezieni do obozu koncentracyjnego w Majdanku lub na przymusowe roboty do Niemiec – czytał lektor.

Był to masowy mord na ludności cywilnej, połączony z niszczeniem mienia, dokonany przez okupantów niemieckich. Pacyfikacja Majdanu Starego była elementem szerszej akcji pacyfikacyjno - wysiedleńczej prowadzonej przez Niemców na terenie powiatu biłgorajskiego. – Oddziały SS-Galizien wsparte przez ukraińskich lub rosyjskojęzycznych kolaborantów spaliły wieś i zamordowały, według źródeł, nawet stu mieszkańców, w tym kobiety i dzieci. Mieszkańców zgoniono na łąkę w okolice sadu jednego z gospodarzy, kilkaset metrów od kościoła. Tam oddzielono mężczyzn od kobiet i dzieci. Mężczyzn powiązano drutem i odprowadzono kilkanaście metrów, a następnie na ich oczach zastrzelono żony, matki, siostry i dzieci. Przeżyło tylko trzy kobiety, w tym kilkunastoletnia wówczas Katarzyna Rybak, która relacjonowała to wydarzenie. Ranna została przygnieciona przez matkę i brata. I tak pod zwłokami najbliższych czekała, aż oprawcy odjadą. Następnie wyczołgała się i szukała pomocy. Ktoś prowizorycznie opatrzył jej liczne rany, a następnie pomógł w transporcie do Biłgoraja, gdzie w szpitalu życie uratował jej doktor Pojasek – tłumaczył regionalista i historyk, Tomasz Brytan.

Przedstawiciele władz samorządowych i mieszkańcy Majdanu Starego zgromadzili się w kościele pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła w Majdanie Starym. Już na samym początku wszystkich zebranych powitał wójt Gminy Księżpol, Jarosław Piskorski. Głos zabrał również od wielu lat związany z Majdanem Starym biłgorajski filantrop Jan Kowal ‘Biłgorajczyk’: – Dla mnie 3 lipca jest datą bardzo ważną, symboliczną i historyczną. Właśnie tego dnia 1943 roku Majdan spotkał bestialski mord w ramach pacyfikacji, mnie natomiast spotkała deportacja i wywózka do obozu na Majdanek. Znam to wszystko z opowiadań mojej matki, gdyż miałem wówczas czternaście miesięcy. Również tweedy zasłużona dyrektorka szkoły w Majdanie Starym, Zofia Krawiecka, również była wywieziona i tak się złożyło, że wędrowaliśmy razem nie wiedząc o tym, że jesteśmy blisko siebie. Była to wielka tragedia, ale chcę dziś podkreślić przede wszystkim, że musi ona być nauczką i drogowskazem, jak nie należy żyć i postępować, aby nie wzbudzać do siebie aż tak wielkiej nienawiści – zaznaczał.

Centralnym punktem uroczystości była msza św., którą w intencji Ojczyzny i wszystkim pomordowanych sprawował ks. proboszcz Adam Sobczak: – Prosimy o sprawiedliwość, szukamy sprawiedliwości i pojednania. Właśnie we Mszy świętej jest misterium, gdy Chrystus, jedyny Sprawiedliwy świata, wziął na siebie całą niesprawiedliwość i w swej miłości utopił całą nienawiść. Na krzyżu modlił się ‘Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą co czynią’. On złem na zło nie odpłacał, ale przyszedł uczyć nas miłości i dać nam pełnię życia. Pamiętamy dziś o tych, którzy tragicznie zostali zamordowani i dziękujemy za łaskę pokoju. Doceniamy, że dany jest nam błogosławiony czas. Modlimy się także za tych, którzy z nienawiści walczyli przeciwko naszym przodkom i w Chrystusie szukamy pojednania – podkreślał.

Musimy dbać o pamięć i przekazywać ją następnym pokoleniom – tłumaczyła w rozmowie dyrektor szkoły w Majdanie Starym, Irena Szmołda: – Zarówno Majdan Nowy, jak i Majdan Stary doświadczyły ogromnej tragedii. Ta naznaczona krwią ziemia wymaga dziś od nas, abyśmy tę pamięć krzewili i zabezpieczali tę spuściznę i wiedzę o tym, co było. Potrzeba publikacji i utrwalenia wspomnień naocznych świadków, potrzeba takich uroczystości, aby mówić o tym młodym ludziom, gdyż dla nich jest to odległa przeszłość. Trzeba przypominać te wydarzenia, trzeba o nich uczyć i to jest zadanie szkoły. Dodam, że rocznica pacyfikacji Majdanu Starego to również moment wywózki do obozu koncentracyjnego ówczesnej dyrektorki, a dziś patronki szkoły, Zofii Krawieckiej, która dzieliła los tutejszych mieszkańców, a po powrocie pomagała w odbudowie wsi i dbała o edukację i stworzenie tutejszej szkoły – wychować do patriotyzmu, zachować i utrwalić historię w pamięci młodego pokolenia – tłumaczyła.

Uroczystości zakończyły się złożeniem kwiatów przy pomnikach upamiętniających wydarzenia z 1943 roku. Zapalono również znicze i modlono się o życie wieczne dla wszystkich, którzy złożyli swe życie na ołtarzu Ojczyzny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję