Reklama

Audiencje Ogólne

Na wzór męczenników żyjmy wierni Ewangelii

„Prośmy Pana, abyśmy patrząc na męczenników dnia wczorajszego i dzisiejszego mogli nauczyć się żyć życiem pełnym, przyjmując męczeństwo codziennej wierności Ewangelii i upodobnienia do Chrystusa” – powiedział Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej. Kontynuując katechezy na temat Dziejów Apostolskich papież mówił o ustanowieniu diakonów i męczeństwie św. Szczepana. Jego słów na placu św. Piotra wysłuchało dzisiaj około 12 tys. wiernych.

[ TEMATY ]

audiencja

papież Franciszek

Grzegorz Gałązka

Na wstępie Franciszek zauważył, że do wspólnoty pierwszego Kościoła należeli nie tylko Żydzi, ale także osoby pochodzenia greckiego, szemrające z powodu zaniedbywania przez wspólnotę ich wdów. Apostołowie dokonali rozeznania, a następnie rozdzielili zadania, sami poświęcając się głoszeniu Słowa Bożego, zaś siedmiu mężom, którym nałożyli ręce powierzyli obsługę stołów. Sprawia to rozwój Kościoła.

Następnie Ojciec Święty podkreślił świadectwo dwóch diakonów: Szczepana i Filipa. Przypomniał, że Szczepan napotyka najbardziej zawzięty opór. Jego przeciwnicy posługują się oszczerstwem oraz fałszywym świadectwem. „Ten «diabelski nowotwór», rodzący się z chęci zniszczenia dobrego imienia osoby, atakuje również resztę ciała kościelnego i poważnie je niszczy, gdy z powodu żałosnych korzyści lub zatuszowania własnych uchybień, ludzie łączą się, aby kogoś oczernić” – zauważył papież.

Ojciec Święty przypomniał wystąpienie Szczepana przed Sanhedrynem, w którym wskazał on na centralną rolę Chrystusa w historii zbawienia i przypomniał obłudę, z jaką traktowani byli prorocy i sam Chrystus. Powoduje to gwałtowną reakcję zgormadzonych, a Szczepan zostaje skazany na ukamienowanie. W tym kontekście Franciszek podkreślił, że pierwszy męczennik powierzył się Bogu i przebaczył swoim oprawcom.

Reklama

Franciszek zaznaczył, że męczennicy także dzisiaj zapewniają wzrost i płodność Ludowi Bożemu. „Prośmy i my Pana, abyśmy patrząc na męczenników dnia wczorajszego i dzisiejszego mogli nauczyć się żyć życiem pełnym, przyjmując męczeństwo codziennej wierności Ewangelii i upodobnienia do Chrystusa” – powiedział Ojciec Święty na zakończenie swej katechezy.

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Reklama

Za pośrednictwem Księgi Dziejów Apostolskich nadal śledzimy drogą Ewangelii w świecie. Święty Łukasz ukazuje z wielkim realizmem zarówno owocność tej podróży, jak i pojawienie się pewnych problemów w łonie wspólnoty chrześcijańskiej. Problemy były zawsze. Od samego początku. Jak zharmonizować występujące w niej różnice, aby nie dochodziło do sporów i podziałów?

Wspólnota przyjmowała nie tylko Żydów, ale także Greków, osoby pochodzące z diaspory, nie będące Żydami, z właściwą sobie kulturą i wrażliwością, wyznających także inną religię – dzisiaj mówimy o nich „poganie”. Te osoby były przyjmowane do Kościoła. To współistnienie oznaczało kruchą i niepewną równowagę. I w obliczu trudności pojawia się „kąkol”. A co jest najgorszym chwastem, niszczącym daną wspólnotą? To kąkol szemrania, kąkol plotkowania: helleniści szemrają z powodu zaniedbywania przez wspólnotę ich wdów.

Apostołowie rozpoczynają proces rozeznania, który polega na dobrym rozważeniu trudności i wspólnym poszukiwaniu rozwiązań. Znajdują wyjście w rozdzieleniu różnych zadań, aby w obrębie ciała kościelnego mógł mieć miejsce spokojny rozwój oraz aby uniknąć zaniedbywania zarówno „biegu” Ewangelii, jak i troski o najuboższych członków.

Apostołowie są coraz bardziej świadomi, że ich głównym powołaniem jest modlitwa i głoszenie Słowa Bożego, jedno i drugie, modlitwa i głoszenie Ewangelii. Rozwiązują tę kwestię ustanawiając zalążek „siedmiu mężów ... cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości!” (Dz 6, 3), którzy otrzymawszy nałożenie rąk zajmą się obsługą stołów. Diakoni ustanowieni są właśnie po to, aby służyć. Diakon w Kościele nie jest kapłanem drugiej kategorii, nie to nie to, diakon nie jest dla ołtarza, lecz dla posługi. Jest opiekunem posługi w Kościele. Kiedy diakon nazbyt lubi udawać się do ołtarza – popełnia błąd. To nie jest jego droga. Apostołowie ustanawiają diakonów. Ta harmonia między posługą Słowa a posługą miłości jest zaczynem, który sprawia rozwój ciała kościelnego. Ustanawiają siedmiu diakonów.

Wśród siedmiu „diakonów” wyróżniają się szczególnie Szczepan i Filip. Szczepan ewangelizuje dobitnie i z parezją, ale jego słowo napotyka najbardziej zawzięty opór. Jego przeciwnicy nie znajdując innego sposobu, aby go powstrzymać, wybierają najbardziej małostkowe rozwiązanie, by unicestwić człowieka: oszczerstwo lub fałszywe świadectwo. A wiemy, że oszczerstwo zawsze zabija. Ten „diabelski nowotwór”, rodzący się z chęci zniszczenia dobrego imienia osoby, atakuje również resztę ciała kościelnego i poważnie je niszczy, gdy z powodu żałosnych korzyści lub zatuszowania własnych uchybień, ludzie łączą się, aby kogoś oczernić.

Zaprowadzony przed Sanhedryn i oskarżany przez fałszywych świadków, to samo uczynili z Jezusem i to samo uczynią ze wszystkimi męczennikami: fałszywi świadkowie i oszczerstwo. Szczepan głosi, w swej obronie, nową interpretację historii zbawienia skoncentrowanej na Chrystusie. Pascha Jezusa, który umarł i zmartwychwstał, jest kluczem całej historii przymierza. W obliczu tej obfitości boskiego daru Szczepan odważnie potępia obłudę, z jaką traktowani byli prorocy i sam Chrystus. Przypomina im historię: „Któregoż z proroków nie prześladowali wasi ojcowie? Pozabijali nawet tych, którzy przepowiadali przyjście Sprawiedliwego. A wyście zdradzili Go teraz i zamordowali” (Dz 7,52). Szczepan nie posługuje się półsłówkami, mówi jasno, mówi prawdę.

Powoduje to gwałtowną reakcję słuchaczy, a Szczepan zostaje skazany na śmierć, na ukamienowanie. Ale ukazuje prawdziwe „predyspozycje” ucznia Chrystusa. Nie szuka dróg ucieczki, nie odwołuje się do osób, które mogłyby go ocalić, ale składa swoje życie w ręce Pana, a modlitwa Szczepana jest w tym momencie niezwykle piękna - „Panie Jezu, przyjmij ducha mego!” (Dz 7,59) - i umiera jako Boże dziecko, przebaczając: „Panie, nie poczytaj im tego grzechu”(Dz 7,60).

Te słowa Szczepana uczą nas, że naszą tożsamość jako dzieci Bożych ujawniają nie tyle piękne słówka, ile jedynie powierzenie życia w ręce Ojca i przebaczenie tym, którzy nas obrażają, ukazują jakość naszej wiary.

Dzisiejszy Kościół jest bogaty w męczenników. Dzisiaj jest więcej męczenników niż w początkach Kościoła. Męczennicy obecni są wszędzie. Kościół jest nasączany ich krwią, będącą „nasieniem nowych chrześcijan” (Tertulian, Apologetyk, 50,13) i zapewnia wzrost i płodność Ludowi Bożemu. Męczennicy nie są „świętoszkowaci”, ale są mężczyznami i kobietami z krwi i kości, którzy - jak mówi Apokalipsa - „opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili” (7,14). Są oni prawdziwymi zwycięzcami.

Prośmy i my Pana, abyśmy patrząc na męczenników dnia wczorajszego i dzisiejszego mogli nauczyć się żyć życiem pełnym, przyjmując męczeństwo codziennej wierności Ewangelii i upodobnienia do Chrystusa. Dziękuję.

2019-09-25 10:34

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Franciszek: trzeba modlitwy sprawiedliwych, by przywrócić światu zaufanie (dokumentacja)

2020-05-27 11:28

[ TEMATY ]

audiencja

papież Franciszek

źródło: vaticannews.va

O roli sprawiedliwych w szerzeniu panowania Boga, a także ich modlitwy, koniecznej, by przywrócić światu zaufanie mówił papież podczas dzisiejszej audiencji ogólnej, transmitowanej przez media z biblioteki Pałacu Apostolskiego. Właśnie modlitwa sprawiedliwych była przedmiotem jego katechezy.

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiejszą katechezę poświęcimy modlitwie sprawiedliwych.

Bóg pragnie dla ludzkości dobra, ale w naszym codziennym życiu doświadczamy obecności zła – jest to doświadczenie każdego dnia. Pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju opisują postępujące szerzenie się grzechu w życiu człowieka. Adam i Ewa (por. Rdz 3, 1-7) wątpią w życzliwe zamiary Boga, sądzą, że mają do czynienia z bóstwem zazdrosnym, które uniemożliwia im szczęście. Stąd bunt: już nie wierzą w szczodrego Stwórcę, który pragnie ich szczęścia. Ich serce, ulegając pokusie Złego, zostaje ogarnięte urojeniami wszechmocy: „jeśli spożyjemy owoce tego drzewa, staniemy się jak Bóg” (por. w. 5) – taka jest właśnie pokusa, to ambicja wkradająca się w serce. Ale doświadczenie zmierza w przeciwnym kierunku: otworzyły się im oczy i odkryli, że są nadzy (w. 7), nie mając niczego. Nie zapominajcie: kusiciel jest złym płatnikiem, źle płci.

Zło staje się jeszcze bardziej destrukcyjne w drugim pokoleniu rodzaju ludzkiego, jest silniejsze: to historia Kaina i Abla (por. Rdz 4, 1-16). Kain jest zazdrosny o swojego brata – pojawia się w nim robak zawiści; chociaż jest pierworodnym, widzi w Ablu rywala, podważającego jego prymat. W jego sercu pojawiło się zło, a Kain nie jest w stanie go opanować. Zło zaczyna wkraczać do serca. Myśli krążą stale wokół złego postrzegania drugiego człowieka, podejrzliwie. Pojawia się myśl: to zły człowiek, wyrządzi mi zło. Coś takiego wkracza do serca. I tak historia pierwszego braterstwa kończy się zabójstwem człowieka. Myślę dziś o ludzkim braterstwie: wszędzie są wojny.

W potomkach Kaina rozwijają się rzemiosła i sztuka, ale rozwija się też przemoc, wyrażona złowieszczą pieśnią Lameka, która brzmi jak hymn zemsty: „ Gotów jestem zabić człowieka dorosłego, jeśli on mnie zrani, i dziecko - jeśli mi zrobi siniec! Jeżeli Kain miał być pomszczony siedmiokrotnie, to Lamek siedemdziesiąt siedem razy!” (Rdz 4,23-24). Odwet: zapłacisz za to, co uczyniłeś. Nie mówi tego jednak sędzia, ale ja: czynię siebie sędzią danej sytuacji. I tak zło rozprzestrzenia się jak plama oleju, dopóki nie zajmie całego obrazu: „Pan widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe” (Rdz 6,5). Wspaniałe obrazy powszechnego potopu (rozdz. 6-7) i wieży Babel (rozdz. 11) pokazują, że potrzebny jest nowy początek, jakby nowe stworzenie, które wypełni się w Jezusie Chrystusie.

Jednak na tych pierwszych kartach Biblii jest też zapisana inna historia, mniej rzucająca się w oczy, znacznie bardziej pokorna i święta, która przedstawia odzyskanie nadziei. Jeśli nawet niemal wszyscy zachowują się okropnie, czyniąc z nienawiści i podbojów wielką siłę napędową ludzkich spraw, to są jednak osoby potrafiące szczerze modlić się do Boga, zdolne do pisania w inny sposób ludzkiego losu. Abel składa Bogu ofiarę z pierwocin. Po jego śmierci Adam i Ewa mieli trzeciego syna, Seta, z którego zrodził się Enosz (co oznacza „śmiertelny”), i powiada się: „Wtedy zaczęto wzywać imienia Pana” (4, 26). Następnie pojawia się Henoch, postać, która „żyła w przyjaźni z Bogiem” i zostaje porwana do nieba (por. 5, 22.24). I wreszcie jest historia Noego, człowieka sprawiedliwego, który „żył w zażyłości z Bogiem” (6, 9), wobec którego Bóg powstrzymuje zamiar zgładzenia ludzkości (por. 6, 7-8).

Czytając te historie odnosi się wrażenie, że modlitwa jest tamą, schronieniem człowieka przed wzbierającą w świecie falą powodziową zła. Jeśli przyjrzymy się bliżej, to modlimy się również o ocalenie od nas samych. To ważne, aby się modlić: „Panie ocal mnie przede mną, od moich ambicji, od moich namiętności, ocal mnie przede mną samym. Ludzie modlitwy z pierwszych stron Biblii to osoby czyniące pokój, bowiem modlitwa, gdy jest autentyczna, wyzwala od instynktów przemocy i jest spojrzeniem zwróconym ku Bogu, aby na nowo zatroszczył się o serce człowieka. W Katechizmie czytamy: „ Taka modlitwa jest udziałem bardzo wielu sprawiedliwych we wszystkich religiach” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 2569). Modlitwa pielęgnuje kwietniki odrodzenia w miejscach, gdzie nienawiść człowieka była jedynie zdolna do poszerzania pustyń. A modlitwa ma wielką moc, ponieważ przyciąga moc Boga, a moc Boga zawsze daje życie. Zawsze. Bóg jest Bogiem życia i odradza.

Dlatego właśnie panowanie Boga przechodzi przez łańcuch tych mężczyzn i kobiet, często w świecie nierozumianych lub usuwanych na margines. Ale świat żyje i rozwija się dzięki mocy Boga, którą ci słudzy Boży przyciągają swoimi modlitwami. Są oni łańcuchem, który wcale nie jest hałaśliwy, który rzadko budzi zainteresowanie prasy, a jednak jest bardzo ważny, by przywrócić światu zaufanie! Pamiętam historię pewnego człowieka, ważnego szefa rządu, z minionych czasów, był ateistą, nie miał w sercu zmysłu religijnego, ale jako dziecko słyszał, jak modliła się jego babcia. To pozostało w jego sercu. W trudnej chwili swego życia powróciło to wspomnienie i zaczął się modlić z tymi słowami, który wypowiadała jego babcia i tam znalazł Jezusa. Modlitwa jest zawsze łańcuchem życia, i wiele modlących się mężczyzn i kobiet zasiewa życie. Modlitwa sieje życie. Niewielka modlitwa. Dlatego tak ważne jest, aby nauczyć dzieci modlitwy. Martwi mnie, kiedy dzieci nie potrafią uczynić znaku krzyża. Nauczmy dzieci, żeby dobrze czyniły znak krzyża -to pierwsza modlitwa, żeby dzieci uczyły się modlitwy. Może się zdarzyć, że później zapomną, pójdą inną drogą, ale to pozostaje w sercu, bo jest to ziarno życia, nasienie dialogu z Bogiem.

Przez nich przeszła droga Boga w dziejach: przeszła przez „resztę” ludzkości, która nie podporządkowała się prawu silniejszego, lecz prosiła Boga, by dokonał swoich cudów, a przede wszystkim o przekształcenie naszego kamiennego serca w serce z ciała (por. Ez 36, 26). W tym pomaga modlitwa, ponieważ otwiera ona serce na Boga, aby przekształcił nasze serce, które jest bardzo często z kamienia, w ludzkie serce. A trzeba bardzo wiele człowieczeństwa: z człowieczeństwem modlimy się dobrze. Dziękuję.

CZYTAJ DALEJ

Dąbrowa Górnicza: Profanacja w Sanktuarium Matki Bożej Anielskiej (komunikat Kurii)

W Sanktuarium Matki Bożej Anielskiej w Dąbrowie Górniczej doszło do profanacji.

Komunikat Kurii Diecezjalnej

Szczęść Boże!

Z wielkim smutkiem pragnę poinformować Księży, że w dniu dzisiejszym w godzinach popołudniowych osoba znajdująca się pod wpływem alkoholu dopuściła się aktu zbezczeszczenia w Bazylice Matki Bożej Anielskiej w Dąbrowie Górniczej. Zniszczeniu uległa min. mensa ołtarzowa oraz krzyż. Nie miała miejsce profanacja Najświętszego Sakramentu. W tym trudnym dla nas wszystkich czasie Ksiądz Biskup Grzegorz prosi o modlitwę za proboszcza parafii, duszpasterzy jak i całą wspólnotę parafialną. Prośmy w naszych prywatnych modlitwach Matkę Bożą Anielską, czczoną w dąbrowskim sanktuarium jako Panią i Matkę Zagłębia, o wstawiennictwo za nami u swojego Syna jak i o opamiętanie i miłosierdzie dla tych, którzy nie mają szacunku dla tego co dla nas święte. Przepraszajmy za wszystkie zniewagi, których wobec Boga dopuszcza się dziś człowiek.

Zachęcamy do odmówienia Aktu zawierzenia NMP Anielskiej:
Bogurodzico Dziewico Niepokalana Maryjo, Królowo Polski, Patronko Dąbrowy Górniczej i Matko Zagłębia, Wielka Boga-Człowieka Matko! Przed pięćdziesięciu laty Prymas Polski Sługa Boży Stefan kardynał Wyszyński na mocy szczególnej władzy udzielonej przez Stolicę Apostolską, „(…) ku większej chwale Pana Boga Wszechmogącego w Trójcy Świętej Jedynego oraz na cześć Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanej Maryi, celem zbliżenia ludu polskiego do stóp Królowej Polski” ogłosił Ciebie Maryjo Patronką Dąbrowy Górniczej i Matką Zagłębia.Oto my żyjący na Zagłębiowskiej Ziemi jako spadkobiercy tamtych pokoleń zwracamy się do Ciebie Anielska Królowo, aby ponowić nasze dziecięce oddanie i polecić się Twojej opiece. Zawierzając sprawy i losy całego Kościoła w naszej Ojczyźnie i Diecezji Sosnowieckiej z najgłębszą pokorą upadamy przed Tobą o Pani Naszych Losów i prosimy: Naucz nas jak mamy czcić i kochać Twojego Syna utajonego w Najświętszym Sakramencie, który zamieszkał między nami, aby nas obdarować i uszczęśliwić chlebem Aniołów. Dodawaj nam siły i wspomagaj nas nieustannie w wypełnianiu przykazań Bożych i kościelnych.
Wypraszaj łaski u Swojego Syna dla ludu tej spracowanej zagłębiowskiej ziemi, wystawianych na próbę obecnego czasu.
Zwyciężaj codziennie w naszych sercach i spraw, by było to zwycięstwo wiary, nadziei i miłości oraz dobra, uczciwości, sumienności i trzeźwości.
Małżonkom daj siłę do wytrwania w wierności, rodzicom daj miłość i moc w pokonywaniu wszelkich trudności.
Dzieciom daj doświadczyć rodzicielskiej miłości.
Młodemu pokoleniu wskaż drogę szczęśliwej przyszłości i ustrzeż przed zgorszeniem. Ludziom poszukującym pracy, nękanym przez różne trudności i kłopoty daj nadzieję zmiany. Chorym uzdrowienie, starcom pozbawionym opieki i wszystkim, którzy zatracili nadzieję wypraszaj siłę duszy i ciała oraz wspomagaj w codziennych potrzebach i troskach. Zagubionym na drogach swojego życia wskaż właściwą drogę prowadzącą do Twojego Syna i wypraszaj im światło Ducha Świętego.
Niechaj wszyscy doznają Twojego wsparcia, którzy uciekają się pod Twoją macierzyńską opiekę. O Matko! Pani Zagłębia! Ucieczko nasza! Niechaj ukochamy całym sercem Twojego Syna Jezusa Chrystusa i Ciebie tu na ziemi, abyśmy po skończonym pielgrzymowaniu mogli się cieszyć z Wami w niebie na wieki wieków. Amen.

ks. Mariusz Karaś
Kanclerz

CZYTAJ DALEJ

Miłość wykracza poza grób

2020-06-06 23:00

Małgorzata Pabis

III Pielgrzymka Rodzin Dzieci Utraconych przybyła w sobotę 6 czerwca br. do sanktuarium Bożego Miłosierdzia. Mszy świętej przewodniczył i homilię wygłosił ks. bp Jan Zając, kustosz honorowy sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach.

Swoje słowo do pielgrzymów skierował ks. abp Marek Jędraszewski. Metropolita krakowski napisał w nim: „III Ogólnopolska Pielgrzymka Rodzin Dzieci Utraconych do sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie ubogacona jest w tym roku szczególną obecnością i wstawiennictwem św. Jana Pawła Wielkiego, którego setną rocznicę urodzin obchodzimy. Nasze myśli biegną do wadowickiego domu, w którym 18 maja 1920 roku przyszedł na świat Karol Józef Wojtyła. Te jakże oczekiwane i radosne narodziny poprzedziła niestety śmierć siostry papieża, która zmarła tuż po urodzeniu. To trudne i wymagające doświadczenie Sług Bożych Emilii i Karola Wojtyłów jest dzisiaj także i waszym doświadczeniem. Przybywacie do łagiewnickiego sanktuarium, aby przed Jezusem Miłosiernym wypowiedzieć wasz ból i cierpienie związane z utratą dzieci w różnych momentach ich życia.

Jak zaznaczył to w jednej ze swoich środowych katechez papież Franciszek, „mrokowi śmierci trzeba stawiać czoła z bardziej intensywnym trudem miłości. W tej wierze możemy pocieszać się nawzajem, wiedząc, że Pan zwyciężył śmierć ran na zawsze. Nasi bliscy nie zniknęli w mroku nicości: nadzieja nas zapewnia, że są w dobrych i silnych rękach Boga. Miłość jest silniejsza od śmierci”. Przestrzenią tej szczególnej modlitwy zawierzenia jest Eucharystia, w której uczestniczycie. Niech pośród jej owoców będzie ufna nadzieja, że miłość jest potężniejsza od śmierci, a nasza rozłąka z bliskimi tylko przejściowa. Polecając wszystkich pielgrzymów Matce Boże Bolesnej oraz wstawiennictwu św. Jana Pawła II, zapewniam o mojej bliskości i udzielam pasterskiego błogosławieństwa”.

W homilii bp Zając powiedział: - Stając przed Jezusem Miłosiernym pragniecie, Drogie Rodziny, przedstawić trudne historie Waszych dzieci utraconych i z drżeniem serca stawiacie pytanie o sens cierpienia, które tak bardzo dotyka ludzkie życie. Pytamy się wprost: po co cierpienie? Nie zawsze wystarczy stwierdzić, że cierpienie to wielka tajemnica. Trudno nam wyjaśnić do końca jego sens. Cierpienie pozornie czyni wielkie spustoszenie w człowieku, w różnych jego sferach. Może nawet nadwyrężyć więź z Bogiem, gdyż człowiek buntuje się przeciw wszechmogącemu Bogu.

Kaznodzieja zadał pytanie: - Dlaczego Bóg zezwala zatem, by cierpienie dotykało człowieka?

Jak mówił bp Zając, wobec cierpienia własnego, ale i drugiego człowieka, konieczne jest stanąć pod krzyżem wobec miłosiernego Jezusa i wpatrując się w Jego rany, usłyszeć w sercu słowa: „Oto jestem z tobą! Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje”.

Kustosz honorowy sanktuarium Bożego Miłosierdzia mówił dalej, że bez przebaczenia Bogu, ale także ludziom, którzy przyczynili się do śmierci dziecka, samemu dziecku, jak i sobie jako rodzicom, trudno zabliźnić rany spowodowane odejściem dziecka. Kaznodzieja zachęcał, by osoby pragnące ukojenia nie bały się przychodzić do Jezusa miłosiernego. Mówił, że miłość wykracza poza grób i sprawia, że między osobami na ziemi, a zmarłymi ciągle trwa niezwykła więź.

- Rodzice dzieci utraconych często zastanawiają się jak może kochać ich Bóg, skoro zabrał im dziecko – kontynuował bp Zając. – Ważne jest wtedy ukazywanie im nadziei życia wiecznego i powtórnego spotkania z dzieckiem w wieczności. W procesie żałoby trzeba też przebaczać. Bo bez przebaczenia Bogu, ludziom, którzy się przyczynili do śmierci dziecka, samemu dziecku, jak i sobie jako rodzicom, trudno zabliźnić rany spowodowane odejściem dziecka.

Kaznodzieja przywołał postaci rodziców św. Jana Pawła II: Karola i Emilii Wojtyłów, którzy utracili córkę w dniu porodu. Zauważył: – Ich mocna i ufna wiara pomagała im przeżywać cierpienia. Oboje małżonkowie mieli zakodowaną prawdę, że życie upływa wśród cierpienia i śmierci, ale smutek i żałość w końcu przemijają. Trzeba je tylko oddać Bogu, który dzierży losy przemijającego świata. Niedawno rozpoczął się ich proces kanonizacyjny. Bóg zatem daje szczególnych orędowników rodzinom dzieci utraconych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję