Reklama

Konflikty zbrojne

Abp Tobji: Syrię wciąż spowijają ciemności wojny

Mieliśmy nadzieję na zakończenie konfliktu, tymczasem wojna w Syrii trwa w najlepsze. Mówi o tym maronicki arcybiskup Aleppo przypominając, że kraj ten cierpi już dziewiąty rok.

[ TEMATY ]

Syria

wojna

Archiwum Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie

Krajem, w którym rozgrywa się największy dramat humanitarny ostatnich lat, jest Syria

Trwają ataki rządowych sił powietrznych wspieranych przez lotnictwo rosyjskie na pozycje oddziałów bojowników islamskich w północno-zachodniej Syrii. ONZ donosi o ponad 200 zabitych w ciągu ostatniego miesiąca i 270 tys. uciekinierów z powodu nasilającej się przemocy. Organizacje humanitarne biją na alarm, że coraz częściej bombardowane są placówki lecznicze. Zaatakowane zostały również obozy dla uchodźców w pobliżu granicy tureckiej oraz wiele szkół. „Zdjęcia satelitarne pokazują zniszczone pola uprawne, plantacje owoców oraz oliwek. Zburzonych zostało wiele domów” – mówi maronicki arcybiskup Aleppo Joseph Tobji.

„Część zachodnia Aleppo, wraz z rejonem Idlibu oraz miejscami położonymi na północ od miasta Hama są nieustanie atakowane. Rządowe wojska syryjskie dążą do zajęcia tych terenów i posuwają się stopniowo w kierunku Idlibu – mówi Radiu Watykańskiemu abp Tobji. - W odpowiedzi na te działania terroryści zrzucają pociski na Aleppo, Hamę oraz inne miasta. Jest wielu zabitych i rannych, są ogromne straty materialne. Myśleliśmy, że ten dramat się zakończył, ale nadal panuje duża bieda, bezrobocie. Syrię wciąż spowijają ciemności wojny. Po ludzku patrząc wygląda to ponuro, ale nie tracimy nadziei w Panu”.

2019-06-16 17:06

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

DR Konga: tysiące dzieci umiera z braku pomocy medycznej

2020-04-03 16:04

[ TEMATY ]

dzieci

wojna

Kongo

ebola

COVID‑19

Vatican News

UNICEF alarmuje w sprawie dramatycznej sytuacji dzieci w Demokratycznej Republice Konga. Epidemia koronawirusa dołączyła tam do wielu chorób endemicznych, powodujących wysoką śmiertelność.

\

Covid-19 dotarł do Konga w połowie marca tuż po tym, gdy zaczęło się wydawać, że walka z trwającą dwa lata epidemią eboli została wygrana. Jednak nie jest to jedyny „wróg zdrowia” w tym afrykańskim kraju, któremu musi stawiać czoło praktycznie nieistniejący tam system opieki zdrowotnej. Dramatyczną sytuację pogłębia ubóstwo, niedożywienie i trwające od dziesięcioleci walki zbrojne.
Ten brak stabilizacji społeczno-politycznej odbija się negatywnie także na zdrowiu Kongijczyków. Na terenach objętych walkami praktycznie nie ma możliwości otrzymania pomocy medycznej.

Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci podkreśla, że najwyższą ceną płacą właśnie najbardziej bezbronni. Tylko w ub.r. z powodu odry zmarło tam 5300 dzieci. W tym samym czasie malaria dotknęła 16,5 mln Kongijczyków, powodując 17 tys. ofiar. Na cholerę cierpi 31 tys. ludzi. W ciągu 22 miesięcy epidemii eboli zmarło 2200 osób. W większości ofiarami tych chorób są dzieci poniżej 5. roku życia. Jedno na pięć kongijskich dzieci potrzebuje pilnej opieki humanitarnej.

W obliczu zagrożenia koronawirusem UNICEF apeluje do międzynarodowych darczyńców, by nie wycofywali swego wsparcia, tylko zapewnili długofalową pomoc, bez której w czasie pandemii miliony chorych nie będą miały w Kongu dostępu nawet do podstawowej opieki medycznej.

CZYTAJ DALEJ

Siostry Elżbietanki wciąż niosą pomoc

2020-04-03 19:48

pixabay

Choć na ulicach pusto i głucho, choć z tygodnia na tydzień mierzymy się z coraz bardziej ograniczoną rzeczywistością, zatroskane o drugiego człowieka siostry Elżbietanki nie odczuwają większych zmian.

- Zajmujemy się chorymi, głodnymi i ubogimi. Od poniedziałku do soboty wydajemy im gorące posiłki, herbatę, kanapki. Może jedyne co się zmieniło, to że teraz, w czasie epidemii, nie mogę wpuścić nikogo do stołówki – mówi z lekkim żalem s. Salomea CSSE - Wszyscy muszą jeść na dworze.

Takie są przepisy. Żeby ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusów, siostry wydają obiady w specjalnych strojach i z wielką pieczołowitością dbają o higienę w kuchni. Nie mogą rozlewać zupy do pojemników przyniesionych przez osoby ubogie. Skąd zatem je wziąć, skoro dotychczasowe możliwości pozyskiwania pieniędzy na działalność kuchni, czyli sprzedaż własnoręcznie wykonanych ozdób na kiermaszach parafialnych, jest niemożliwa?

Do pomocy włączyła się Marionicka Fundacja Misyjna i ogłosiła zbiórkę słoików oraz datków na butelki plastikowe i artykuły spożywcze. Na odzew nie trzeba było długo czekać. Wciągu kilku dni zebrano kilkaset słoików, które umyte, wyparzone i ze smaczną zawartością trafiają do głodnych.

Podczas gdy siostry obsługują jadłodajnię, na miasto wychodzą wolontariusze z ciepłym posiłkiem dla chorych. Pod opieką Elżbietanek pozostaje kilkanaście osób w wieku osiemdziesięciu - dziewięćdziesięciu lat, które są „przykute” do łóżek. Podobną troską siostry obejmują również kilkanaście rodzin wielodzietnych w potrzebie.

- Niestrudzeni wolontariusze zanoszą im paczki z żywnością każdego dnia, zachowując wszelkie środki ostrożności i zalecenia sanepidu. Dla bezpieczeństwa mijają ludzi z daleka, ale wyróżnia ich głębokie i ufne spojrzenie w oczy i ciepły uśmiech – w ostatnim czasie zachowanie mocno zapomniane, a szkoda.

Czy towarzyszy im lęk?

- Nie. Staramy się podporządkować przepisom, aby, z miłości ku bliźnim, nie stwarzać zagrożenia żadnej ze stron – tłumaczy odpowiedzialna za dzieło siostra.

U Elżbietanek bez zmian. W dalszym ciągu, z wielką wiarą modlą się, w podawanych przez internetową Księgę Modlitwy intencjach (https://elzbietanki.wroclaw.pl/prosba-o-modlitwe/), motywują do współpracy młodzież, gotują dla potrzebujących, rozgrzewając nie tylko ich żołądki, ale i serca. Życiu i posłudze sióstr wciąż towarzyszy wdzięczność, bo jak tu nie błogosławić Bogu i ludziom dobrej woli, którzy z drugiego końca Polski przysyłają niespodzianie kuriera z paczką 10 kilogramów makaronu czy kaszy? Albo dzielą się z obfitością słoikami.

- To daje nadzieję i pokrzepienie, że w tak trudnym czasie, ludzie potrafią myśleć nie tylko o sobie lecz i o innych. Wspierają jak mogą Fundację Dobroczynności prowadzonej przez nasze siostry. To z jej funduszy kupujemy każdego dnia chleb do jadłodajni – wyjaśnia s. Salomea. - Nasza stołówka nie jest dofinansowana z miasta i każdy dar serca: modlitwa, ręce do pracy czy pomoc materialna, są na wagę złota.

A Ty chcesz podzielić się dobrem? Jeśli chcesz i możesz pomóc, zadzwoń:

s. Salomea CSSE: 667 220 174.

CZYTAJ DALEJ

Abp Gądecki: to jest niezwykła Niedziela Palm

2020-04-05 12:45

[ TEMATY ]

abp Stanisław Gądecki

Eoiskopat.pl

W tym roku jest to niezwykła Niedziela Palm. Po raz pierwszy – ze względu na epidemię – nie możemy fizycznie towarzyszyć procesji palmowej. Po raz pierwszy możemy tylko duchem iść razem na spotkanie Jezusa, który po raz ostatni przybywa do Jerozolimy – mówił w katedrze poznańskiej abp Stanisław Gądecki.

Była to pierwsza od kilku tygodni publicznie sprawowana przez przewodniczącego Episkopatu Msza św. po wprowadzeniu w Polsce stanu epidemii.

W homilii metropolita poznański rozważał tajemnicę oczekiwania – oczekiwań tłumów wobec Jezusa, oczekiwań współczesnych chrześcijan i oczekiwań papieża Franciszka związanych z młodzieżą.

„Niezależnie od epidemii, Jezus każdego roku – w liturgii Kościoła – podąża w tym czasie z Góry Oliwnej do Miasta świętego. Idzie tą samą drogą, jaką miał przybyć Pan Bóg wychodząc na ostateczną walkę ze swoimi wrogami” – mówił abp Gądecki, powołując się na proroctwo Zachariasza.

„Nastroje uczniów, a także innych towarzyszących im pielgrzymów przepełnione są entuzjazmem. Każdego roku – w Niedzielę Palmową – przyłączaliśmy się przed katedrą na sposób fizyczny do tego wydarzenia, niosąc gałązki palm, szczególnie te piękne, sprowadzane przez neokatechumenat z ciepłych krajów. Dzisiaj – ze względu na epidemię – jest to niemożliwe” – zauważył przewodniczący Episkopatu.

Metropolita poznański podkreślił, że oczekiwania Jezusa były odmienne od oczekiwań uczniów czy uczestników tamtych wydarzeń. „Wszystkiego tego Jezus dokonał z miłości do nas, z miłości chciał «ogołocić samego siebie» i stać się naszym bratem, z miłości przyjął naszą naturę – naturę każdego człowieka” – mówił abp Gądecki.

„Jakiego Mesjasza wybieramy? Takiego, jakiego oczekiwali ludzie towarzyszący wjazdowi Jezusa do Jerozolimy? Który nie stroni od użycia siły i obiecuje szybkie rozwiązania naszych ziemskich problemów? Czy Tego, który – rezygnując z wszelkiej przemocy – pozwala się pojmać i ukrzyżować, ukazując nam bezgraniczną miłość Boga do człowieka?” – pytał abp Gądecki.

Wskazał, że właśnie w odpowiedzi na to pytanie tkwi sedno Niedzieli Palmowej. „Jest to kluczowa kwestia, od której nie możemy uciec, tym bardziej, że właśnie w tym tygodniu jesteśmy wezwani, by iść za naszym Królem, który wybiera krzyż jako tron. Jesteśmy wezwani do naśladowania Chrystusa, który nie zapewnia nam łatwego ziemskiego szczęścia, ale szczęście nieba i błogosławieństwo Boga” – podkreślił metropolita poznański.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję