Reklama

Kościół

Bp Bronakowski: od wybranych przedstawicieli narodu zależy, czy Polska nie utonie w morzu wódki

To od nas zależy, w tym od wybranych przedstawicieli narodu i liderów społecznych zależeć będzie, czy Polska nie utonie w morzu wódki i oceanie piwa - mówił bp Tadeusz Bronakowski we wtorek podczas zorganizowanej w Sejmie konferencji "Odpowiedzialność parlamentarzystów i władzy za trzeźwość Narodu. Wdrażanie Narodowego Programu Trzeźwości". Jej organizatorem jest Parlamentarny Zespół ds. Rozwiązywania Problemów Uzależnień oraz Zespół Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych.

[ TEMATY ]

alkohol

alkoholizm

Andrey Cherkasov/fotolia.com

Konferencja rozpoczęła się modlitwą za wstawiennictwem św. Jana Pawła II. "Cieszymy się, że mamy tak wspaniałego patrona, także naszych działań trzeźwościowych. Pomódlmy się o trzeźwość całego naszego narodu" - zachęcił bp Tadeusz Bronakowski, przewodniczący Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości.

W swoim wystąpieniu bp Bronakowski przypomniał następnie, że podczas obrad Narodowego Kongresu Trzeźwości na UKSW we wrześniu 2017 r. delegaci ze wszystkich polskich diecezji, przedstawiciele różnych instytucji państwowych i samorządowych oraz organizacji pozarządowych, ruchów i wspólnot kościelnych dyskutowali nad założeniami Narodowego Programu Trzeźwości.

Eliza Bartkiewicz / BP KEP

Bp Tadeusz Bronakowski

Bp Tadeusz Bronakowski

Reklama

Po tymże Kongresie Zespół KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości wraz z ekspertami przez kilka miesięcy pracował nad ostatecznym kształtem Programu, który zaprezentowano w lutym 2018 r. Główną intencją programu stała się troska o trzeźwość rozumiana jako fundament wolności osobistej i narodowej.

- Wprawdzie inicjatywa powstania Narodowego Programu Trzeźwości wyszła z Kościoła katolickiego, to jednak od początku osoby odpowiedzialne za to dzieło miały pragnienie zjednoczenia wokół niego jak najszerszego grona osób. Do dyskusji nad projektem zaproszono przedstawicieli różnych środowisk społecznych, politycznych i religijnych - przypomniał bp Bronakowski.

Narodowy Program Trzeźwości od początku był tworzony tak, aby integrował w działaniach na rzecz trzeźwości wszystkie środowiska, które mają w tej dziedzinie ważną rolę do spełnienia. - Nie możemy bowiem traktować tak istotnej sprawy jak wolność Polaków od uzależnień jako zadania tylko dla rodziny lub tylko dla Kościoła. To także zadanie państwa i samorządu - podkreślił biskup.

Reklama

Dalej argumentował, że problem uzależnień dotyczy przecież całego społeczeństwa, a mimo usilnej pracy różnego rodzaju stowarzyszeń, fundacji i grup pomocowych, tak kierowanych przez osoby świeckie, jak i duchowne, niestety pogłębia się.

- Wielu rodaków straciło już nadzieję, że Polska może wybić się na wolność, niezależność i trzeźwość tak jak ponad 100 lat temu wybiła się na niepodległość. A przecież jest to konieczne, jeśli chcemy dalej istnieć jako naród. To od nas zależy, w tym od wybranych przedstawicieli narodu i liderów społecznych zależeć będzie, czy Polska nie utonie w morzu wódki i oceanie piwa - mówił bp Bronakowski.

Skrytykował też proalkoholową mentalność Polaków, którzy - jak wskazuje Narodowy Program Trzeźwości - uznają picie wysokoprocentowych trunków za coś normalnego i powszechnego, za czynność bez ryzyka.

Z listem do uczestników konferencji zwrócił się prezes PiS Jarosław Kaczyński. Powtórzył w nim za ks. Franciszkiem Blachnickim, twórcą abstynenckiego ruchu Krucjata Wyzwolenia Człowieka, że "jeżeli dziś jest potrzebny Polakom jakiś czyn patriotyczny, czyn wyzwoleńczy, to jest nim czyn abstynencki. Rezygnacja z picia alkoholu, odrzucenie trucizny, która rozkłada ducha narodu".

"Dziś żyjemy - Panu Bogu dziękować - w innej, bo niepodległej i demokratycznej Polsce, ale też widzimy, że przywrócenie wolności politycznej nie tylko nie jest tożsame z zapanowaniem prawdziwej niezawisłości duchowej, ale też rodzi z ogromną intensywnością nowe pokusy i zagrożenia" - stwierdził prezes PiS.

"W przestrzeni publicznej - napisał Jarosław Kaczyński - nasila się lansowanie indywidualnego stylu życia, zorientowanego na konsumpcję i dobrą zabawę, w którym jest coraz mniej miejsca na zobowiązania wobec wspólnoty. A skoro tak, to tym większa jest nasza współodpowiedzialność za - mówiąc jak najogólniej - stwarzania jak najlepszych warunków ku temu, by jak najwięcej z nas wstępowała na drogę wyzwolenia i stawała się panem samego siebie, realizującym swą wolność w życiu na sposób Boży".

Konferencja odbywająca się w Sali Kolumnowej Sejmu RP gromadzi m.in. duszpasterzy trzeźwości oraz wspólnoty zajmujące się propagowaniem trzeźwości z całej Polski. Organizatorem spotkania jest Parlamentarny Zespół ds. Rozwiązywania Problemów Uzależnień oraz Zespół Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych.

2019-04-02 11:59

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zasługuję na trzeźwe życie

Niedziela kielecka 39/2020, str. IV

[ TEMATY ]

trzeźwość

alkohol

alkoholizm

abstynencja

T.D.

Tomasz od 10 lat nie pije. Opowiada o swoim doświadczeniu. Tak pomaga innym

Tomasz od 10 lat nie pije. Opowiada o swoim doświadczeniu. Tak pomaga innym

Przez dekady alkohol niszczył mu życie – o tym codziennym piekle w nałogu, o bólu i pocie w wychodzeniu z uzależnienia, o stopniach nawrócenia 46-letni Tomasz Kościołek daje świadectwo wiary. I próbuje pomagać.

Gdy przed krzyżem obrażałem Twe oblicze/Bo z bezsilności ręce załamałem/Ty miałeś plan na moje marne życie/Choć jeszcze wcale o tym nie wiedziałem… – napisał w jednym z wierszy.

Szło stopniowo

Uzależnienie nie dzieje się od razu, ale niestety przychodzi łatwo, podstępnie. Trzeba uważać! W wieku szkolnym – jak przyznaje – już lubił się wprowadzić w stan upojenia. W rodzinie znalazłoby się trochę przypadków picia nad miarę. Brat się ustrzegł – ma mądrą żonę, które go pilnowała, poza tym jest policjantem. To go trzyma w ryzach.

Uzależnienie nie dzieje się od razu, ale niestety przychodzi łatwo, podstępnie.

Tomasz w czasach kieleckiego „mechanika” pił już sporo, wyczekiwał sobót na picie. Piło się proste, najtańsze wina. Do tego doszła nieszczęśliwa pierwsza miłość, niespełniona. – Byłem młody i słaby, 18-19 lat, strasznie mnie to powaliło, na całe lata. Pisałam taki wierszowany pamiętnik, dręczyłem się jej odejściem. Tak mnie to trzyma, że do tych wierszy zajrzałem dopiero po 20 latach – opowiada. Rozbity i słaby zrezygnował z marzeń o studiach, poprzestał na maturze. Rynek pracy był coraz gorszy, upadały zakłady. – Pieniędzy nie było. Tak się tułałem – powie dzisiaj. Dostał pracę przy budowie mostu, robotnicy „pili tęgo” i przydarzył mu się wypadek z ręką. Zasiłek, poczucie skończenia się i krzywdy na całe życie. Brat wynalazł pracę na tartaku i tam Tomek zakotwiczył na dłuższy czas. Wyrobił sobie markę dobrego pracownika i kumpla, ale życie dzielił już między sklep z alkoholem („stało się tam, aby odreagować, wynagrodzić sobie harówkę”) pracę i dom („aby dojść w nim do siebie”).

Przekroczyłem magiczną linię

Coraz trudniej wytrzeźwieć, coraz trudniej dotrzeć samochodem do pracy, manewruje ze zmianami, z jeżdżeniem z kimś. Zdarzało się prowadzić w amoku i po pijanemu: świętowali, gdy kolega został kierownikiem. Nie pamięta, jak wjechał na swoje podwórko i wypadł z samochodu, jak o włos minął się z ciężarówką. Pamięta łzy mamy, które nim „wstrząsnęły”, pamięta, jak koledzy zwyzywali go od czubków za tę jazdę, pamięta swoje wrażenie, że „coś jest nie halo”. Ale – nadal pił. – Po pracy pochlipałem jakiejś zupki i szedłem na piwo. Przeważnie było to osiem piw. Rano – kac, więc zabierałem się z dziewczynami, przy sobie miałem awaryjne dwa piwa, ale w kieracie przy ciężkiej pracy – trzeźwiałem. Po powrocie znowu trzy piwa, żeby usnąć. Jak raz jedno się stłukło, pojechałem do knajpy do Krasocina, po dwóch bym nie usnął – wspomina. – Gderanie mamy mnie denerwowało, ale jak wypiłem, to usypiałem niczym niemowlę. Brat i siostra chyba byli dla mnie za łagodni, zresztą mieliśmy dobre relacje. Koledzy mnie uwielbiali, za humor, dowcipy, wierszyki. Do kobiet jakoś mnie nie ciągnęło, ta pierwsza miłość tak we mnie siedziała… Taka trauma – powie dzisiaj.

Balans

W 2008 r. zaczęły się detoksy i pobyty w Morawicy. Najpierw brat zawiózł go – ledwo żywego, trzęsącego się, bez łaknienia – do lekarza rodzinnego. Usłyszeli: „no cóż, Morawica…”.

Detoksy szybko nauczył się traktować jak niezłą odtrutkę i powrót do zdrowia. Kroplówki, witaminy, dobre samopoczucie – i pierwsze kroki na wolności kieruje do sklepu. Po 7 miesiącach kwalifikuje się ponownie, ale kolejna próba jest lepsza: poznaje niepijących, już chce się uwolnić. – Najpierw kawa za kawą, chodzenie po ścianach, ale po trzech dniach spokojnie usypiam. Ale detoks to nie odwyk, nie poukładali mi w głowie, no i miałem kolejny ciąg. Czułem, że bez odwyku nie dam rady…

Początki na oddziale odwykowym w Morawicy były trudne: ponuro, smutno, brak zajęcia, non stop alkoholowe opowieści. Wreszcie terapia daje jakieś zajęcie. Trzeba o sobie napisać: jak alkohol wpływa na ciebie, na rodzinę? Przykładał się, jakby to miało być szkolne wypracowanie, pisał „szczerze i z serca”, zaczął jak mówi „kopać w swoim życiu i trochę się tego uzbierało”. Czytało się na głos „to zrobiłem, tamto zawaliłem”. Łzy, głos się łamie – ale terapeuta trzyma kciuk do góry, sygnalizując tym gestem pierwsze małe zwycięstwo.

Nie można tylko być, czyli rozwój duchowości

„Zabij mnie, albo daj mi siłę” – tak krzyczał pod przydrożną kapliczką, ściskając ćwiartkę za pazuchą. Miotał przed tą kapliczką przekleństwa, które dzisiaj go przerażają, ale wstrząsnął sobą, a może Panem Bogiem, może dowołał się do Niego…? Ta „kłótnia z Bogiem” wydarzyła się przed odwykiem. Tam, będąc na etapie kształtowania duchowości, zaczął także odkrywanie w sobie, z pomocą kolegów, dobrych cech, ale dopiero w 2019 r., po 9 latach niepicia – doszedł do świadectwa wiary.

– Pierwszy rok po odwyku był dla mnie jak pierwsza miłość, jak pełna euforia powrotu do życia. O Bogu nie tyle zapomniałem, ile traktowałem Go z obowiązku, mechanicznie. Opowiadałem o tym na grupie, o tych odbębnionych mszach, a jeden z kolegów mówi: „słuchajcie, pół godziny poświęcić Bogu za to, co dla nas zrobił, to tak wiele?”. Nie mogłem spać… Od tego czasu przez 10 lat nie opuściłem żadnej niedzielnej Mszy św. – wyznaje. I dodaje: – W Słowie Bożym znajduję odpowiedzi na różne moje udręczenia, mam pomoc w podejmowaniu decyzji. Jak nie wierzyć? Cuda są obok nas… Opowiada, że aby wypracować czas na codzienną modlitwę przez pewien etap życia zrezygnował z telewizji. Czyta Biblię, czyta mistyków, jest zwolennikiem pozytywnego myślenia.

Jeździł na doroczne spotkania do Częstochowy, tam składano świadectwa przed wielotysięcznym tłumem, ale on chciał przed swoimi, choć to wiadomo – trudniej. – Dojrzałem do tego, że bez Boga i Jego łaski nie mógłbym nic. Myślę, że mama mi to wymodliła. Mama jest bardzo wierząca, każdemu wrogowi wybaczy. Zasłużyła, żeby mieć syna trzeźwego, ale dlaczego nie wierzącego? Na Jasnej Górze doznałem oczyszczenia, poczułem Boga dosłownie wszędzie – opowiada.

Świadectwo wiary składał w sierpniu br. w kościele w Kozłowie Małogoskim i podczas marcowej Drogi Krzyżowej w intencji trzeźwości na św. Krzyż. Nie z kartki. Z głowy, z serca, tak jak teraz sobie rozmawiamy…

W Słowie Bożym znajduję odpowiedzi na różne moje udręczenia, mam pomoc w podejmowaniu decyzji. Jak nie wierzyć? Cuda są obok nas…

O życiu w trzeźwości i miejscu w nim Boga mówi dużo i chętnie, choć przyznaje, że musiał to wszystko w sobie przepracować, bo wydawało mu się, że „może być jak Jezus Chrystus” i „za bardzo zaczął żyć życiem innych”.

Pokora i prawda

To dla T. Kościołka słowa kluczowe. – Pokora uczy cię miejsca w szeregu. Na grupie staram się uczulać ludzi na prawdę. Zawsze byłem prawdomówny aż do bólu i prawda mnie wyzwoliła – mówi.

Nie planuje bycia profesjonalnym terapeutą, choć pomaga grupie ludzi z wioski, z rodzinnego Czostkowa, z okolic – i widzi tego efekty. – Ewoluują, uczą się – mówi. Od 10 lat ma stały kontakt z grupą wsparcia AA z Małogoszcza, korzystają z niej koledzy z rodzinnej wsi.

– Połowa moich znajomych to alkoholicy. Spotykamy się prywatnie, i tak to jest, że pijący wychodzą wcześniej, a my niepijący zostajemy, bo tyle mamy do pogadania – Tomek uśmiecha się z sympatią do swojego życia. Odszedł z tartaku, pracuje na własny rachunek. – Nie żałuję. Dowaliłem się do końca. Odbiłem się od dna. Wiem jak wygląda szczęście, wiem gdzie go szukać – podsumowuje.

CZYTAJ DALEJ

Kościół młodzieży, młodzież Kościołowi

2020-11-26 19:20

[ TEMATY ]

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży

KSM

Niedawno obchodzili 30-lecie reaktywacji. Przypadająca na ostatnią niedzielę roku liturgicznego uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata to ich święto patronalne. To nie garstka młodych osób, a cała ogromna drużyna Bożych ludzi, którzy swoją młodość chcą przeżyć we wspólnocie Kościoła. I w nim zostać - wbrew głośnym opiniom, że młodzieży w Kościele nie ma. Rozmawiamy z asystentem generalnym Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży ks. dr. Andrzejem Lubowickim.

Przeczytaj także: Stoją murem za Kościołem

Agata Kowalska: Młodzież jest potrzebna Kościołowi, czy Kościół młodzieży?

Ks. dr Andrzej Lubowicki: Jeśli rozumiemy i przyjmujemy Kościół jako wspólnotę ludzi wierzących, która prowadzi do zbawienia to niewątpliwie młodzieży taka wspólnota jest potrzebna, choć bardzo często młodzi ludzie tego nie wiedzą. Kościół jako miejsce i przestrzeń spotkania z Chrystusem jest niezbędna dla młodzieży. Z drugiej strony młodzież poszukuje swego miejsca w Kościele i do tego potrzebni są ludzie kościoła, którzy pomogą im to miejsce odnaleźć. Jeśli w kościele miałoby brakować młodzieży, a ludzie kościoła przestaliby podejmować inicjatywy ewangelizacyjne wśród młodzieży i z młodzieżą to warto głośno pytać: co się dzieje? Czy adhortacja Ojca Świetego Franciszka "Christus Vivit" została przeczytana i czy jest wdrażana w życie? Każdej parafii jest potrzebna zaangażowana młodzież oraz narzędzie, forma, wspólnota, która pozwoli odkryć swoje miejsce i zadania. Młodzież od ludzi Kościoła tj. od biskupów i księży oczekuje kontaktu i relacji. Otwartość i autentyczna służba są w stanie pociągać młodzież.

AK: Według księdza – jaka jest współczesna młodzież? Jak można ją zdefiniować?

Ks. dr AL: Młodzież jest taka, jak współczesne pokolenie. Socjologowie określają, że jest to generacja wyrastająca na nowych technologiach i mediach społecznościowych potrzebująca zainteresowania sobą. Jest to pokolenie, które na płaszczyźnie zagrożeń wypływających z egoizmu, hedonizmu i materializmu potrzebuje określić hierarchię wartości. Z doświadczenia w pracy z młodzieżą zauważam, że młodzież przed wartościami duchowymi potrzebuje szkoły życia zbudowanej na relacjach międzyludzkich. Młodzież potrzebuje zainteresowania i zaangażowania, choć bardzo często wydaje się, że ich to nic nie interesuje. Młodzież bardzo lubi angażować się w coś, na co będzie miała wpływ, potrzebuje też niedominującego nad nią wsparcia. Wielu młodych ludzi współcześnie odczuwa samotność, która jest niezrozumiała przy jednoczesnym posiadaniu kilku tysięcy znajomych w mediach społecznościowych. Szkoła tworzenia i budowania relacji jest kluczem do pracy z młodzieżą.

AK: W jaki sposób KSM wpisuje się w pragnienia młodego człowieka?

Ks. dr AL: Jest to stowarzyszenie - wspólnota, która dana jako narzędzie dla młodzieży spełnia swoją rolę, jeśli młodzież się w nie angażuje. Możnaby powiedzieć, że KSM jest sposobem zaangażowania młodzieży w Kościół na zasadach, które opracowuje i wyrażają oni sami. Rola księdza w KSM jest istotna: otworzyć wszelkie drzwi, stworzyć warunki i towarzyszyć. Natomiast młodzież w KSM może odkryć swoje powołanie i innym pomóc w ich odkryciu. Odkrywanie powołania odbywa się poprzez permanentną i integralną formację, która w praktyce w kościele tworzy całą infrastrukturę życia społecznego i apostolskiego. KSM to przede wszystkim młodzież żyjąca i niosąca wartości katolickie przy jednoczesnym oddziaływaniu grupowym - wspólnotowym. KSM to spotkanie księdza z młodzieżą, które wyraża się we współpracy. Kto ma wykonać pierwszy ruch? Ten, kto jest świadomy tego, że w parafii powinna być katolicka organizacja młodzieżowa. KSM to konkretna odpowiedź na zaproszenie: „Młodzieży Polskę nową twórz...” Młodzież już to w historii pokazała, że jest zdolna do podjęcia poważnych wyzwań, które w pragnieniach każdy młody człowiek posiada. KSM to miejsce realizacji pragnień w służbie Bogu i Ojczyźnie.

facebook.com/ksm.polska

Ks. dr Andrzej Lubowicki

Ks. dr Andrzej Lubowicki

AK: 30 lat minęło, a w rzeczywistości jednak znacznie więcej… Jakie są księdza marzenia dot. nie tylko KSM-u, ale i całej młodzieży – tej należącej do wspólnoty Kościoła, ale i tej błądzącej. Czym przyciągnąć takiego człowieka najpierw do kościoła, a potem do wspólnoty? Czy to możliwe?

Ks. dr AL: Tak jak w dwudziestoleciu międzywojennym, tak i dziś w Kościele i w środowisku młodzieży potrzebny jest etos, który pozwoli młodzieży wziąć odpowiedzialność za tworzenie wspólnoty Kościoła i za losy Ojczyzny. Moim marzeniem jest, aby młodzież w Polsce spotykała się ze sobą, aby realizować wspólny cel: Budujmy Polskę Chrystusową. Realizacja tego celu jest możliwa w sercu każdego młodego człowieka, w każdej rodzinie, parafii i wspólnocie. Młodzież nie może w tym być sama i tu jest prośba do każdego biskupa, proboszcza, katechety - młodzież Was potrzebuje i przez Was potrzebuje Chrystusa i Kościoła.

Wyjdźmy do nich i dajmy im jeść.

Marzy mi się Kościół w którym młodzież jest i robi to, co jest potrzebne. Żeby młodzież była to potrzebujemy traktować ją po partnersku, nie rozmawiać o niej bez niej. Młodzież gdzieś jest i czeka. Trzeba ją zaprosić i zaangażować. Potrzebne jest interesujące i skuteczne zaproszenie, aby młodzież mogła na nie odpowiedzieć.

KSM w każdej parafii może wykonywać to zadanie wśród młodzieży i z młodzieżą. Marzy mi się KSM w każdej parafii, który stworzy propozycję dla młodych razem ze swoim księdzem proboszczem i będzie systematycznie przypominać, że młodzi mają swoje miejsce w Kościele, że są ważni, potrzebni i potrafią wziąć odpowiedzialność. Każdy oddział parafialny, każde koło środowiskowe to konkretny sposób przyciągania do Kościoła i do wspólnoty. Młodzież lubi konkrety i potrzebuje konkretnych propozycji. 30 lecie reaktywacji KSM niech będzie dobrą okazją ku temu, aby zaprosić każdego proboszcza i młodzież do konkretnego działania. Czy to możliwe? Przyszedł czas na GOTÓW! Zapraszam do konkretów.

Przeczytasz więcej o KSM-ie w artykule, do którego link podaliśmy na górze artykułu po lewej stronie.

CZYTAJ DALEJ

#NiezbędnikAdwentowy: patron dnia św. Andrzej Apostoł

Andrzej był rybakiem, bratem św. Piotra, pochodził z Betsaidy nad Jeziorem Galilejskim. Razem z bratem i jego rodziną mieszkał w Kafarnaum.

Jezusa i Jego naukę poznał dzięki Janowi Chrzcicielowi, którego był uczniem. Stał się Pierwszym Powołanym, jednym z dwunastu Apostołów; poszedł za Jezusem zaraz po Jego chrzcie w Jordanie i namówił do tego również Piotra.
Jego uczestnictwo w niezwykłych wydarzeniach i szczególne wyróżnienie przez Jezusa sprawiły mocną wiarę w Boga i Jego dzieło. „Gdy (Jezus) przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja (...). I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim” (Mt 4, 18-20).

TER

Św. Andrzej, patron kościoła

Św. Andrzej, patron kościoła

Głoszenie Słowa Chrystusa stało się sensem życia Andrzeja po śmierci, zmartwychwstaniu, wniebowstąpieniu Jezusa i zesłaniu Ducha Świętego na Apostołów.

Św. Andrzej był pierwszym głosicielem Ewangelii w Bizancjum; prawdopodobnie był pierwszym biskupem Konstantynopola. Zginął śmiercią męczeńską rozpięty na krzyżu w kształcie litery X ok. roku 67-70 n.e.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję