Reklama

Ks. Dohnalik o pedofilii: jesteśmy na początku drogi, ale idziemy we właściwym kierunku

2019-01-25 16:34

Rozmawiał Krzysztof Stępkowski (KAI) / Warszawa

Graziako

– Można porównać obecną sytuację Kościoła z długoletnim procesem leczenia przewlekłej choroby. W jej trakcie mogą nastąpić nawroty i powtórne zakażenia, jednak nie należy wtedy się zniechęcać ani obrażać na lekarzy – mówi w rozmowie z KAI ks. dr Jan Dohnalik, delegat Biskupa Polowego ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży w Ordynariacie Polowym.

Współpracownik Centrum Ochrony Dziecka (COD) mówi m.in. o zasadach postępowania duchownych wobec dzieci i młodzieży w Ordynariacie Polowym, działaniach podejmowanych przez COD oraz o tym, które działania Kościoła w walce z problemem nadużyć wobec małoletnich są najskuteczniejsze.

Krzysztof Stępkowski (KAI): Na czym polega rola Księdza jako delegata Biskupa Polowego ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży i jakie zadania związane są z tą funkcją?

Ks. dr Jah Dohnalik: – Delegaci ds. ochrony dzieci i młodzieży są tymi, którzy przyjmują zgłoszenia o dokonanych przestępstwach. Często jako pierwsi mają kontakt z ofiarami i niejednokrotnie podejmują dochodzenie wstępne lub proces kanoniczny wobec sprawcy. Zostałem wyznaczony jako delegat biskupa polowego z uwagi na moje wykształcenie prawnicze, natomiast duszpasterzem osób pokrzywdzonych, ich rodzin oraz wspólnot zranionych przestępstwem został mianowany ks. płk SG Zbigniew Kępa, notariusz kurii Ordynariatu Polowego.

Reklama

KAI: Ma Ksiądz wiele pracy?

– Muszę przyznać, że od roku 2014, kiedy zostałem mianowany delegatem, pracy ściśle procesowej miałem niewiele. Jest to zasługą bardzo zdecydowanej i konsekwentnej postawy biskupa polowego Józefa Guzdka od początku jego posługi. Najtrudniejsza sprawa od strony prawnej została rozstrzygnięta, gdyż sprawca poważnych przestępstw został skazany prawomocnym wyrokiem sądu powszechnego na 10 lat pozbawienia wolności, a także przestał być duchownym w ramach karnej procedury kanonicznej.

Jednak nie brakuje problemów i wyzwań w Kościele w Polsce, gdzie mogę być użyteczny. Mój numer telefonu (jak również numer duszpasterza pokrzywdzonych) jest powszechnie dostępny i czasami kontaktują się ze mną osoby skrzywdzone. Ponadto w gronie delegatów niejednokrotnie konsultujemy sprawy skomplikowane od strony prawa polskiego i kanonicznego.

KAI: Ordynariat Polowy przygotował normy dotyczące ochrony dzieci i młodzieży.

– Rzeczywiście przygotowaliśmy dokument, który został zatytułowany „Zasady postępowania duchownych Ordynariatu Polowego wobec dzieci i młodzieży”. Jest to zwięzły tekst, gdyż naszym celem było przygotowanie wskazówek, które zostaną przyswojone przez kapelanów. Nie chcieliśmy też rozstrzygać wszystkich, bardzo szczegółowych sytuacji, czyli zgodnie ze wskazaniami papieża Franciszka unikaliśmy nadmiaru kazuistyki.

Z uwagi na specyfikę Ordynariatu Polowego kapelani wojskowi mają mniejszy kontakt duszpasterski z dziećmi i młodzieżą niż w przypadku księży diecezjalnych. Nie było więc potrzebne opisywanie szczegółowych procedur, np. dotyczących katechezy szkolnej, gdyż kapelani tym się z zasady nie zajmują.

KAI: Jakie w takim razie zapisy znalazły się w dokumencie?

– Dokument składa się z ogólnych zasad dotyczących dobra dziecka, jego prawa do poszanowania sfery cielesnej i duchowej. Podkreślony został zakaz jakiejkolwiek formy przemocy, manipulacji i nadużycia zaufania dziecka, szczególnie w tak bardzo delikatnej sferze seksualnej.

W drugiej części zostały przedstawione zagadnienia szczegółowe, które dotyczą kontaktów duszpasterskich księży z dziećmi i młodzieżą, ustalając pewne wzorce zachowań, aby w żaden sposób nie stwarzać okazji do naruszenia intymności dziecka. Mieszczą się tu sprawy oczywiste, jak zakaz przebywania i nocowania dzieci w mieszkaniach kapelanów czy unikanie przewożenia ich prywatnymi samochodami. Zostały także opisane problemy bardziej złożone, przed jakimi stawiają nas nowe technologie, na przykład kwestia nawiązywania przez księdza kontaktów internetowych z małoletnim jedynie za pośrednictwem oficjalnych maili i ogólnodostępnych telefonów. Taka komunikacja powinna odbywać się za wiedzą rodziców lub opiekunów.

Bardzo ważną częścią dokumentu są też zasady rozmowy z osobą ujawniającą nadużycie seksualne – trzeba tu wiele szacunku, zaufania, empatii i współczucia, co nie wyklucza późniejszej weryfikacji takiego zgłoszenia. Tej ostatniej kwestii dotyczy aneks omawianych zasad, jakim jest procedura postępowania w przypadku otrzymania wiadomości o wykorzystaniu seksualnym. W taką procedurę będzie włączony delegat (a jeśli jest nieobecny, w jego zastępstwie duszpasterz), przewidziany jest także udział prawnika przy zgłaszaniu sprawy do państwowych organów ścigania. Takie jasne zasady działania są wielką pomocą dla każdego kapelana, który będzie wiedział, jak zareagować, kiedy dowie się o przestępstwie.

KAI: Jak będzie wyglądało wdrażanie tych zasad w życie?

– Niedawno odbyła się odprawa księży dziekanów, na której ten dokument został omówiony. Księża kapelani zapoznali się z nim – do każdego został wysłany drogą służbową. Jest też dostępny na stronie internetowej Ordynariatu Polowego. W dokumencie zapisano, że: „Nieprzestrzeganie niniejszych zasad dotyczących indywidualnych spotkań z małoletnimi traktowane będzie jako naruszenie podstawowych obowiązków duszpasterskich z wszystkimi wynikającymi stąd konsekwencjami na gruncie prawa kanonicznego i państwowego”.

Trzeba jednak powiedzieć, że wiele z opisanych zasad już od dawna obowiązywało w Ordynariacie Polowym, a biskup polowy osobiście podkreślał wagę przestrzegania tych standardów na spotkaniach z kapelanami. W tym roku jest też zaplanowane kolejne szkolenie księży kapelanów w tym zakresie we współpracy z Centrum Ochrony Dziecka.

KAI: Czy te działania są wystarczające, czy Ordynariat Polowy planuje jeszcze podjąć jakieś kroki na drodze ochrony małoletnich?

– Opublikowanie dokumentu i wdrożenie jego postanowień oczywiście nie jest zakończeniem prac nad ochroną małoletnich w Ordynariacie Polowym. Został także powołany zespół do spraw prewencji przed nadużyciami, który będzie pracował nad dalszymi zagadnieniami. Członkami zespołu są nie tylko księża odpowiedzialni bezpośrednio za sprawę ochrony dzieci i młodzieży, ale także diecezjalni duszpasterze służby liturgicznej, harcerstwa, szkół wojskowych, a także Caritasu Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego.

Będziemy się niedługo zastanawiać, jakie działania podjąć, aby zorganizować bezpieczne wakacje. Chcemy przyjrzeć się zasadom przygotowania wyjazdów i kolonii pod kątem ochrony dzieci, by rodzice nadal mogli ufać, że ich pociechy są w dobrych rękach, kiedy jadą na odpoczynek organizowany przez parafię lub Caritas.

KAI: W ostatnim czasie nie tylko Ordynariat Polowy, ale i ogólnie Kościół w Polsce robią wiele, żeby chronić dzieci i młodzież przed przestępcami. Jakie działania wydają się Księdzu najbardziej efektywne?

– Najważniejsze i najbardziej efektywne działania są podejmowane z inicjatywy lub pod patronatem o. Adama Żaka SJ, koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży przy Konferencji Episkopatu Polski. Z jego inicjatywy, po aprobacie KEP, zostali powołani delegaci we wszystkich polskich diecezjach. Ojciec Adam wraz ze współpracownikami doszedł do wniosku, że potrzebna jest w całej Polsce sieć ludzi, którzy poważnie zajmą się tym problemem. Nie mniej ważni są duszpasterze osób zranionych przestępstwem, którzy powinni zająć się pokrzywdzonymi od strony duchowej i umożliwić im skorzystanie z pomocy psychologicznej oraz prawnej.

Jednak na dłuższą metę najważniejsze są działania prewencyjne i edukacyjne, w których specjalizuje się założone przez o. Adama Żaka Centrum Ochrony Dziecka. Warto przypomnieć, że przeszkolono już ponad 3000 księży z różnych diecezji. Problem zapobiegania i walki z pedofilią jest obecny w ramach formacji w wielu seminariach. Należy też wspomnieć, że Kościół korzysta z doświadczenia i wiedzy wielu środowisk, z których chciałbym wymienić fundację Dajemy Dzieciom Siłę, walczącą od ponad 25 lat z przemocą wobec małoletnich.

KAI: Czy w wypracowanych normach Episkopatu dostrzega Ksiądz jakieś luki, które wymagają pilnych zmian? Co na przykład z duchownymi, którzy oczekują na decyzję Stolicy Apostolskiej?

– Dokumenty Konferencji Episkopatu Polski są jednymi z pierwszych w Polsce, które poważnie traktują problem nadużyć seksualnych wobec dzieci i młodzieży. Wytyczne KEP były już nowelizowane w celu uzgodnienia ze zmieniającym się prawem polskim, dotyczącym prawnego obowiązku zgłaszania określonych przestępstw. Na pewno po kilku latach praktyki będzie można dokonać kolejnych korekt.

Jeśli chodzi o duchownych, którzy oczekują na dokończenie dochodzenia wstępnego lub procesu zleconego przez Kongregację Doktryny Wiary, jest to istotna sprawa, szeroko dyskutowana. Ważną inicjatywą, zaproponowaną przez Centrum Ochrony Dziecka, jest powoływanie kuratorów, którzy mają się zająć księżmi oskarżanymi o tego typu przestępstwa. Chodzi przede wszystkim o to, żeby taki duchowny nie miał kontaktu z dziećmi i młodzieżą.

Drugą istotną sprawą jest, aby oskarżeni nie pozostawali sami i w miarę możliwości skorzystali z właściwej terapii. Ponadto należy pamiętać, że niesłusznie oskarżonemu duchownemu należy przywrócić dobre imię. Ten wątek jest obecny nawet w filmie „Kler”, gdzie widzimy kapłana, który jest niesłusznie posądzony przez parafian, a pedofilem okazuje się kto inny.

KAI: Centrum Ochrony Dziecka działa w Polsce od kilku lat. Czy zdaniem Księdza ma ono wystarczające wsparcie?

– Trzeba podkreślić, że Episkopat Polski podjął bardzo dobrą decyzję, wybierając na funkcję koordynatora ds. ochrony dzieci i młodzieży przy KEP jezuitę, o. Adama Żaka, niezwykle kompetentną i oddaną osobę. Ojciec Adam ma rzadki dar łączenia ludzi wokół ważnych spraw i dlatego był świadomy, że nie może swoich zadań wypełnić sam, ale we współpracy z fachowcami z różnych dziedzin. Centrum Ochrony Dziecka ma niewielką strukturę, ale gromadzi wokół siebie osoby profesjonalnie przygotowane, świadome wagi problemu. Jako współpracownik COD bardzo wiele się uczę w czasie spotkań tego gremium, gdzie psychologowie słuchają prawników, kanoniści są otwarci na zdanie terapeutów, a duchowni potrafią przyznać rację świeckim.

Natomiast używając bliskiego mi języka wojskowego, widzę COD jako wysuniętą „szpicę” naprzeciw poważnego zagrożenia, z którego nie wszyscy zdają sobie sprawę. Wspólnota Kościoła dojrzewa do dostrzeżenia całej wagi dramatu nadużyć, ale dzieje się to zbyt wolno. Z jednej strony jest cały czas zbyt dużo lęku przed zmierzeniem się z traumą, przez lata wstydliwie skrywaną. Z drugiej strony niektórzy z nas chcieliby zamknąć ten temat zbyt szybko, wydaje się im, że kiedy opublikujemy odpowiednie dokumenty i skażemy sprawców na surowe kary, to problem zniknie. Tymczasem jesteśmy na początku drogi, ale na szczęście idziemy we właściwym kierunku.

KAI: Pedofilia to problem społeczny, choć często sprowadza się ją wyłącznie do problemu Kościoła. Czy Kościół swoimi działaniami zdobył taką wiarygodność, że wypracowane mechanizmy i rozwiązania mogą zostać wykorzystane przez inne grupy społeczne?

– Idea pracy nad ochroną dzieci i młodzieży jest właśnie taka, aby nie sprowadzać tej kwestii jedynie do grupy duchownych. Grupa robocza, która opracowała nasz dokument w Ordynariacie Polowym, jako pierwsza w Polsce przeszła w październiku szkolenie w krakowskim Centrum Ochrony Dziecka, na którym podkreślono wagę wprowadzenia całościowego systemu prewencji przed nadużyciami względem dzieci i młodzieży. Tam zrozumieliśmy, że nie chodzi o to, aby obronić dzieci przed księżmi, gdyż nie oni najczęściej są sprawcami. Chodzi o wprowadzenie ochrony w Kościele rozumianym jako Lud Boży, czyli należy ochronić naszych małych wiernych przed każdym, kto może stanowić dla nich zagrożenie. Może być to ktoś z bliskiej rodziny, szkoły lub harcerstwa, a także duchowny.

Jednak jeśli wypracujemy przejrzyste zasady dla wszystkich zaangażowanych na różne sposoby w Kościele, może to zainspirować do właściwych działań inne grupy społeczne. Sam prowadziłem szkolenia dla kapelanów i instruktorów harcerskich, a organizacje harcerskie i skautowe są zainteresowane wysłaniem swoich przedstawicieli na studia podyplomowe dotyczące prewencji nadużyć wobec dzieci i młodzieży prowadzone przez Akademię Ignatianum w Krakowie.

KAI: Obserwując wypowiedzi wielu duchownych wciąż wydaje się, że największym problemem jest nieumiejętność spojrzenia na molestowanie seksualne z perspektywy ofiar. W jaki sposób można to zmienić?

– Tutaj mistrzem jest papież Franciszek, który nieustannie powtarza, że Kościół musi nauczyć się słuchać. Nie ma innej drogi do wrażliwości i empatii niż słuchanie z uwagą osób skrzywdzonych. One często przez lata nie mówiły o swoim bolesnym doświadczeniu, gdyż bały się odrzucenia przez najbliższych i przez otoczenie społeczne. I niejednokrotnie życzliwa obecność pełna zrozumienia i empatii jest najlepszą pomocą, jaką możemy im wyświadczyć.

KAI: Rozpoczynający się rok to czas, w którym o kwestiach pedofilii w Kościele będzie mówiło się coraz więcej, nie tylko z powodu kolejnych zapowiadanych filmów poruszających to zagadnienie, ale także determinacji papieża Franciszka, który często ten problem porusza w swoich przemówieniach oraz ogłosił szczyt przewodniczących episkopatów w tej sprawie. Wydaje się, że papież mówi Kościołowi „sprawdzam”. Czy zdaniem Księdza Kościół w Polsce jest gotowy na oczekiwania papieża w tej sprawie?

– Stolica Apostolska ma tu bardzo jasne stanowisko i prowadzi konsekwentne działania w walce z pedofilią już od prawie dwudziestu lat. Jan Paweł II wprowadził obowiązek zgłaszania wszystkich prawdopodobnych przypadków do Kongregacji Nauki Wiary i nadał bardzo wymagające normy, według których sądzimy sprawców od strony kanonicznej. Ten sam święty papież wskazał jednoznaczny kierunek działania, który można streścić jego zdaniem: „Wierni mają prawo wiedzieć, że w kapłaństwie i życiu zakonnym nie ma miejsca dla tych, którzy krzywdzą młodych”.

Benedykt XVI znał skalę problemu i wydał mu jednoznaczną walkę. To za jego pontyfikatu nakazano wszystkim episkopatom świata wprowadzenie przejrzystych zasad i wytycznych. Teraz papież Franciszek, dostrzegając za poprzednikami powszechność tego dramatu, ale także zaniedbania w walce z przestępstwami, zaprasza do siebie wszystkich przewodniczących episkopatów lokalnych.

Kościół w Polsce idzie za tymi wezwaniami papieży, choć czasem wydaje się, że czyni to zbyt opieszale. W wielu sercach mogą rodzić się wątpliwości, czy nie jest to syzyfowa praca, skoro tak wiele lat trwa ten proces oczyszczenia, a końca nie widać. Jednak warto przyrównać tę sytuację do maratonu, a nie do sprintu. Nawet jeśli przebiegliśmy już 10 czy 15 kilometrów, to nadal jest długi dystans do pokonania.

Można też porównać obecną sytuację Kościoła z długoletnim procesem leczenia przewlekłej choroby. W jej trakcie mogą nastąpić nawroty i powtórne zakażenia, jednak nie należy wtedy się zniechęcać ani obrażać na lekarzy. Choć niektórzy może jeszcze myślą, że tę chorobę można wyleczyć witaminą C, to jednak potrzebujemy często poważnej operacji i długoletniej rekonwalescencji.

***

Ks. dr Jan Dohnalik – kapłan archidiecezji krakowskiej, doktor prawa kanonicznego, absolwent Wydziału Prawa Kanonicznego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, kanclerz Kurii Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego oraz Delegat Biskupa Polowego ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży.

Tagi:
wywiad pedofilia nadużycia seksualne

Reklama

Praga: Episkopat chce, by prokuratura ścigała duchownych, którzy dopuścili się molestowania nieletnich

2019-11-25 13:16

st (KAI) / Praga

Czeska Konferencja Biskupia złożyła zawiadomienie o przestępstwie nieznanych sprawców, którzy mogliby dopuścić się molestowania seksualnego jako duchowni Kościoła katolickiego. Biskupi chcą w ten sposób chronić osoby potencjalnie niesprawiedliwie oskarżone - powiedział pełnomocnik episkopatu, adwokat Ronald Němec. Biskupi zatwierdzili złożenie skargi na październikowej sesji plenarnej.

craigfinday/Foter/CC BY

Jak wyjaśnił w telewizji Prima przewodniczący episkopatu, kard. Dominik Duka, w sytuacji kiedy oskarża się kapłanów o wykorzystywanie seksualne, nie podając żadnych nazwisk, nie ma żadnej możliwości interwencji.

„Jeśli osoby te wiedzą o przestężstwach, to muszą oświadczyć, że znają ofiary, aby zapobiec takim przypadkom” – powiedział purpurat. „Z drugiej strony trzeba sobie uświadomić, że nie można ujawnić nazwiska potencjalnego sprawcy, dopóki sprawa nie zostanie zbadana” - dodał prymas Czech.

Doradca prawny Czeskiej Konferencji Biskupiej, mec. Ronald Nemec powiedział, że media podają, iż w Kościele rzymskokatolickim są ludzie, którzy mogli popełniać czyny przeciwko godności ludzkiej w dziedzinie seksualności. „Przez rok Kościół katolicki próbował bezskutecznie wytropić tych ludzi. Ponieważ jednak twierdzenia te pochodzą z kilku źródeł, dlatego wszyscy biskupi zgodnie postanowili, że zwrócą się do organów ścigania, by podjęły próbę wyśledzenia tych osób ”- dodał.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tymoteusz Szydło złożył prośbę do papieża o przeniesienie do stanu świeckiego

2019-12-11 07:16

dg / Warszawa (KAI)

- Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia - napisał Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przesłanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego z Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

diecezja.bielsko.pl

Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przekazanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego, napisał, że do publikacji czuje się zmuszony przez krzywdzące spekulacje, towarzyszące dopuszczalnej przez prawo kanoniczne zgodzie biskupa bielsko-żywieckiego na to, by udał się na urlop. "W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem" - wyjaśnia T. Szydło.

– W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama – napisał w oświadczeniu.

Przyznaje, że w kontaktach z mediami popełniał błędy, zwłaszcza nie sprzeciwiając się próbom kojarzenia go z konkretną opcją polityczną i dając się uwikłać w wydarzenia sprzyjające takim opiniom.

– Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji - wyjaśnia, prosząc media o uszanowanie prywatności i zaprzestanie publikacji jego temat.

Przeprosił także osoby, które czują się zawiedzione jego decyzją, "zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni".

– Mam nadzieję, że to oświadczenie ostatecznie przetnie wszelkie spekulacje oraz plotki na temat mojego klienta i pozwoli mu dalej normalnie żyć - powiedział w rozmowie z KAI adwokat Maciej Zaborowski, pełnomocnik Tymoteusza Szydło.

Oświadczenie dotyczące prośby o przeniesienie do stanu świeckiego

Wobec narastających spekulacji dotyczących mojego urlopu, na który otrzymałem zgodę od biskupa bielsko-żywieckiego, czuję się zmuszony zabrać głos. Chciałbym przeciąć w ten sposób krzywdzące spekulacje, które poza mną dotykają przede wszystkim moich bliskich a także osoby postronne. W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem.

Biskup bielsko-żywiecki przyjął prośbę o urlop, co jest dopuszczalne w ramach prawa kanonicznego. W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama. Oczywiście dziś zdaję sobie sprawę, że sam także popełniłem szereg błędów w kontaktach z mediami, zwłaszcza tuż po święceniach, kiedy nie oponowałem, gdy próbowano skojarzyć mnie z określoną opcją polityczną. Nigdy nie było to moim celem ani ambicją, jednak zabrakło mi siły woli, by zaprotestować przeciwko publikacjom na mój temat. Co gorsza, dałem się uwikłać w wydarzenia, które mogły zostać błędnie odczytane jako udzielenie poparcia politycznego. Przez następne lata mojej posługi unikałem mediów i protestowałem prywatną drogą przeciw publikacjom na mój temat.

Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji.

Żałuję, że moja historia potoczyła się w ten sposób, ale mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się poukładać życie na nowo. W tym miejscu mogę jedynie prosić media o uszanowanie mojej prywatności i zaprzestanie publikacji na mój temat. Zdaję sobie sprawę, że moja decyzja jest bolesna dla wielu osób, ale nie mogę postąpić inaczej. Przepraszam wszystkich, których zawiodłem, zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni.

Tymoteusz Szydło

Bielsko-Biała, 10.12.2019

CZYTAJ DALEJ

Reklama

To Duch Święty daje papieża

2019-12-14 08:16

Rozmawiał Paweł Bieliński (KAI) / Warszawa

W tym pontyfikacie chodzi o ewangelizację, o pokazanie wszystkim ludziom, że są kochani i że Chrystus jest przy nich, a nie o rewolucję - ocenia Deborah Castellano Lubov, watykanistka agencji Zenit. Autorka książki „Franciszek nieznany. Papież w oczach bliskich” przyznaje jednocześnie, że Franciszek czasem mógłby mówić jaśniej o wierze i doktrynie katolickiej.

Grzegorz Gałązka

Paweł Bieliński (KAI): Masz możliwość obserwowania Franciszka na co dzień, nie tylko w Watykanie, ale także podczas jego zagranicznych podróży apostolskich. Jaki - z Twojego punktu widzenia - jest obecny papież? Czy go lubisz?

Deborah Castellano Lubov: - Lubię go, bo jest bardzo kapłański. W jego obecności czujesz się jak w swojej parafii. Uważam, że jest świadomy presji, jaką mogą na niego wywierać dziennikarze w niektórych kwestiach. Rozmawiając z nimi w samolocie dzieli się z nimi tym, co leży mu na sercu, co go zajmuje. Jest prawdziwy, pokorny, przyjacielski, przystępny i serdeczny.

- Zdarza się jednak, że niektóre jego słowa czy działania bywają źle rozumiane. Jak myślisz - dlaczego?

- Ponieważ czasem rozmawia z nami otwarcie, jak przyjaciel, z którym siedzimy przy stole. Nie myśli wtedy: jestem papieżem Kościoła powszechnego i to, co powiem może być źle zrozumiane i wywołać problemy błędną interpretacją. Być może byłoby bardziej roztropne, gdyby przemyślał używane sformułowania w niektórych delikatnych kwestiach, zanim je wypowie. Ale właśnie to u niego lubimy, że jest po argentyńsku szczery, spontaniczny, otwarty. I w swej otwartości spontanicznie mówi coś, czego konsekwencji nie rozważył.
Były dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej o. Federico Lombardi powiedział mi, że gdyby odpowiedzi na pytania dziennikarzy w czasie powrotnych lotów do Rzymu były przygotowane wcześniej, straciłyby swą spontaniczność. Rodzi ona jednak ryzyko złego rozumienia jego słów. Dlatego o. Lombardi prosi zarówno dziennikarzy, jak i czytelników, by zawsze starali się wyłuskać istotę wypowiedzi Franciszka.

- Jaki jest, Twoim zdaniem, główny kierunek tego pontyfikatu?

- W tym pontyfikacie chodzi o ewangelizację, o pokazanie wszystkim ludziom, że są kochani i że Chrystus jest przy nich. Nie chodzi natomiast o rewolucję, jak się czasem sądzi. Niektóre media i niektórzy ludzi mieli nadzieję na wielkie zmiany w Kościele, na przykład w kwestii celibatu. Są postępy, gdy chodzi o rolę kobiet, ale nie ma mowy o święceniach kapłańskich dla nich, nic się tu nie zmieniło.
Papież mniej się skupia na doktrynie, niż to robili jego poprzednicy. Bardziej zależy mu na słuchaniu ludzi i byciu blisko nich. Ma inne podejście, ale jego pontyfikat zasadniczo stanowi kontynuację poprzednich, nawet jeśli niektóre jego wypowiedzi i dokonywane zmiany niewątpliwie wywołały obawę w niektórych kręgach.

- Jakiego Kościoła chce papież Franciszek?

- Kościoła miłosiernego, Kościoła bliskiego, Kościoła, w którym ubodzy czują się kochani i wiedzą, że Kościół jest z nimi. Widzimy, że papież podróżuje do krajów, w których katolicy stanowią mniej niż jeden procent mieszkańców, a nie jedzie tam, gdzie jest ich dziewięćdziesiąt procent.
Siedzi w nim jezuita, który każe mu wyjść i podejmować dialog nawet w takich miejscach, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie. Jedzie na przykład tam, gdzie prawa człowieka są zagrożone, przekonany, że trzeba się włączyć i wejść w kontakt, otworzyć drzwi i zacząć rozmawiać, aby zapoczątkować zmiany, których na razie, ale może zobaczą je ci, którzy przyjdą po nas. Przykładem takiego działania jest dokument o braterstwie międzyludzkim, podpisany przez papieża i wielkiego imama uniwersytetu Al-Azhar, w którym znajdują się konkretne sugestie w takich kwestiach, jak: praca na rzecz wolności religijnej, obywatelstwa, potępianie radykalizacji religii. Powstał już komitet zajmujący się wcielaniem w życie tego dokumentu, z udziałem Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego.
Podjęto więc konkretne kroki w dialogu, mimo że niełatwo przełożyć ten dokument na czyny, gdyż w przeciwieństwie do katolicyzmu w innych religiach nie ma nadrzędnej władzy. Imam al-Azharu nie reprezentuje wszystkich muzułmanów. Mimo to jest to bardzo dobry krok, tym bardziej że nie ogranicza się już tylko do chrześcijaństwa i islamu, lecz zaczyna obejmować także żydów i wyznawców innych religii...

- KAI:...na przykład buddystów.

- Widzieliśmy to podczas papieskiej wizyty w Tajlandii. Papież mówi: zróbmy ten krok i zobaczymy, co się będzie działo, jak odpowiedzą inni, nie zamykajmy drzwi do dialogu, który pozwala nam pójść naprzód. To inne podejście niż papieża Benedykta XVI, którego też kocham. W swoim wykładzie w Ratyzbonie rzucił on wyzwanie dialogowi z islamem [mówiąc o relacji między islamem i przemocą - KAI]. Nie ma nic złego w tym, co jasno i zgodnie z prawdą powiedział wówczas Benedykt, ale jeśli chce się zrobić postęp w dialogu, trzeba nawiązać relacje na nowo i papież Franciszek właśnie tak postępuje. Ale czasem mógłby mówić jaśniej o wierze i doktrynie katolickiej. Nieraz może się wydawać, że interesują go głównie sprawy migracji i ludzi ubogich.

- Tylko że to zainteresowanie jest zakorzenione w jego głębokiej wierze.

- To prawda. Jest zakorzenione w wierze katolickiej. Ale prawdopodobnie papież byłby lepiej rozumiany, gdyby tyle samo mówił o innych sprawach, np. o obronie życia nienarodzonych. Oczywiście Franciszek wypowiedział bardzo mocne słowa przeciwko aborcji, nazywając ją zabójstwem i mówiąc, że nie można jej niczym usprawiedliwić, nieraz opowiadał się także za tradycyjnym małżeństwem kobiety i mężczyzny. Ale przeważnie nie był wtedy słyszany, mimo że w istocie głosił to samo, co Benedykt XVI i Jan Paweł II - bo o wiele częściej mówi o czymś innym.

- Czy dostrzegasz dużą opozycję w Kurii Rzymskiej wobec pontyfikatu Franciszka, o której tyle piszą media?

- Taka opozycja bez wątpienia istnieje. Do dziennikarzy docierają „zagubione” watykańskie dokumenty, do których nie powinni mieć dostępu. Przekazują je ludzie, którym nie podobają się pewne zmiany czy nominacje. Niektóre nominacje rzeczywiście bywają zagadkowe, ale trudno oczekiwać, by papież był w stanie tak się na tym koncentrować i w tym orientować, mieć tyle czasu i sił, by wszystkie te decyzje podejmować absolutnie samodzielnie. Naturalnie musi zaufać ludziom, którzy mu w tym pomagają. Podobnie dzieje się także w innych instytucjach i zasadniczo nie ma nic złego w tym, że polega się na rekomendacjach innych osób.

- Wśród tych, którzy sprzeciwiają się Franciszkowi są niektórzy amerykańscy intelektualiści, mówiący o „niejasnościach” w papieskim nauczaniu, które wywołują zamieszanie...

- Krytykują oni zwłaszcza rozdział ósmy adhortacji apostolskiej „Amoris laetitia”. Ale nie biorą pod uwagę kontekstu tego, co zostało tam napisane. Papież wcale nie zezwolił na udzielanie Komunii świętej katolikom, którzy po rozwodzie zawarli nowe cywilne związki małżeńskie! Zaproponował im natomiast pewną drogę do przebycia razem ze swoim biskupem, trwającą w czasie, obwarowaną określonymi kryteriami. Problem polega na tym, że gdy ci intelektualiści proszą o wyjaśnienie w obliczu faktu, że niektórzy biskupi i księża udzielają tym ludziom Komunii, papież milczy. „Niejasność” polega nie na tym, że papież zezwala na udzielanie im Komunii (bo nie zezwala), lecz na tym, że sprawy nie wyjaśnia. A brak tego wyjaśnienia powoduje zamieszanie.

- Kiedy kard. Jorge Mario Bergoglio został papieżem, mówił, że spodziewa się, iż jego pontyfikat będzie krótki, potrwa nie dłużej niż cztery, pięć lat. Tymczasem zbliżamy się do siódmej rocznicy wyboru Franciszka, a ja odnoszę nawet wrażenie, że jesteśmy dopiero na początku tego pontyfikatu i że papież wciąż ma wiele do zrobienia...

- Nie wiemy, jak długo jeszcze potrwa jego pontyfikat. Jestem jednak pewna, że Franciszek jeszcze wiele dokona.

- Nie zakończyła się jeszcze reforma Kurii Rzymskiej. Finanse watykańskie wciąż sprawiają kłopoty...

- Ale miejmy nadzieję, że po niedawnej nominacji prefekta Sekretariatu ds. Gospodarki będzie mniej skandali w watykańskich finansach. Zresztą już podjęto wielki wysiłek dostosowania ich do standardów międzynarodowych.
Natomiast reforma Kurii Rzymskiej powinna się wkrótce zakończyć wraz z publikacją nowej konstytucji apostolskiej. Jej projekt nie wszystkich zadowolił, ale jest obecnie poprawiany.
Można się spodziewać, że papież pojedzie do Iraku, o czym sam mówił. Miało to nastąpić w pierwszej połowie 2020 roku, ale nie wiadomo czy do tej podróży dojdzie w związku z przemocą w tym kraju.

- Franciszek dwukrotnie zapowiadał też swą podróż do Sudanu Południowego.

- Byłby to milowy krok w procesie pokojowym. Papież chciałby tam pojechać z anglikańskim arcybiskupem Canterbury Justinem Welby.

- A czy pojedzie do Chin?

- To bardzo ambitny projekt, którego realizacja stanowi wielkie wyzwanie z powodu samej natury komunizmu. Leciałam z papieżem z Japonii, gdy mówił, że kocha Chiny i chciałby je odwiedzić. Ale pamiętajmy, że gdy prezydent Chin był w Rzymie, nie poprosił o spotkanie z papieżem, choć Watykan zapowiadał, że gdy tylko prezydent się w tej sprawie skontaktuje, drzwi staną przed nim otworem. Jednak on nie był tym zainteresowany, wolał rozmawiać z włoskimi politykami.
Poza tym chińskie władze nie przestrzegają niektórych postanowień tymczasowego porozumienia ze Stolicą Apostolską. Dlatego musiała ona opublikować list do tamtejszych księży wyjaśniający, jak mają reagować, gdy wymaga się od nich składania problematycznych przysiąg, stojących w sprzeczności z posługą księdza Kościoła katolickiego.

- A czy Franciszek zdoła przygotować wybór swego następcy?

- Już teraz z jego nominacji pochodzi połowa kardynałów-elektorów.

- Ale wciąż nie ma ich trzech czwartych, potrzebnych do wyboru papieża!

- Można się jednak spodziewać przynajmniej jeszcze jednego konsystorza. Zresztą to nie papież Franciszek wybierze swego następcę, To Duch Święty kieruje konklawe. To On wiedział, kiedy Kościołowi potrzebny był Benedykt XVI. To On wiedział, kiedy Kościołowi potrzebny był Franciszek. To On wie, kto ma być jego następcą.
Z pewnością kolegium kardynalskie będzie świadome, że potrzebny jest ktoś, kto ma taką miłość do Chrystusa, jaką okazuje Franciszek, sprawiając, że ludzie czują bliskość Boga, Jego miłosierdzie i miłość. A jednocześnie ktoś, kto bardzo jasno, ale i konkretnie mówi o sprawach wiary.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem