Reklama

Wywiady

Służebniczki śląskie wśród trędowatych

[ TEMATY ]

trąd

KAZIMIERZ SZAŁATA

– Powołanie nie jest rzeczą łatwą. Doskonale pokazuje to wspaniały film o francuskich misjonarzach z Algierii "Ludzie Boga". Każdy zakonnik, bohater filmu dojrzewa do przyjęcia powołania inaczej, bo przecież każdy człowiek jest inny. A jak to było z Siostrą?


– To było dosyć proste. Kiedyś, gdy byłam jeszcze w 3 klasie liceum przyjechała do nas na katechezę jedna z naszych sióstr. Od tego momentu coś obudziło się w moim sercu. Szybko nawiązałam kontakt ze Zgromadzeniem Sióstr Służebniczek NMP i do matury czekałam już tylko, by stać się służebniczką.


– Posłannictwem zgromadzenia „jest miłość służebna, zwłaszcza wobec dzieci, młodzieży żeńskiej, ubogich i chorych". Czy idąc do klasztoru, spodziewała się Siostra, że będzie pracować wśród ludzi chorych na trąd, którzy są symbolem najokrutniejszego cierpienia, na dodatek wśród muzułmanów i animistów?

Reklama

– Absolutnie nie. Gdyby ktoś mi powiedział kilka lat temu, jak będzie wyglądało moje życie, nie uwierzyłabym. Nie myślałam, że taki mógłby być Boży plan względem mojej osoby. Dobry Bóg wybrał dla mnie Kamerun, Mokolo i trędowatych! Jestem Mu za to wdzięczna i proszę Go również o łaski, które są mi potrzebne, by z radością i prostotą im służyć. Tylko jedna trzecia trędowatych w wiosce to chrześcijanie, pozostali to animiści i muzułmanie wierzący w swojego Boga. Różnorodność wyznań, której doświadczam jest wezwaniem do dawania autentycznego świadectwa i modlitwy, wezwaniem do życia w pokoju i wzajemnej solidarności. W naszym Centrum Rohana Chabot, który powstał w 1973 r. mamy ośrodek zdrowia oraz cały kompleks budynków: sale szpitalne, rehabilitacja, przedszkole, biblioteka, warsztat, gdzie robi się obuwie i protezy itd. Na dzień dzisiejszy wioska liczy 72 podopiecznych żyjących samotnie lub ze swymi rodzinami.

– W ciągu ostatnich lat w wielu krajach misyjnych obserwujemy wzrost antychrześcijańskich ruchów, które utrudniają, a czasem uniemożliwiają codzienną posługę potrzebującym pomocy, tym, którzy często mogli liczyć tylko na pomoc misjonarzy. Czy dotyczy to również Kamerunu?

– Tu, gdzie jestem na północy Kamerunu, nie zdarzają się jakieś trudne czy niebezpieczne sytuacje. Ale nie można zapominać, ze znajdujemy się tylko 25 km od granicy z Nigerią, gdzie relacje miedzy chrześcijanami i muzułmanami (głównie z ugrupowania Bokoharam) są bardzo trudne. Obserwuje się za to wzrost liczby sekt. Dodatkowo wierzenia przodków, magia wpływają na poszczególnych ludzi i całe społeczeństwo komplikując często naszą posługę i pracę.

Reklama

– Kiedy przed laty Raoul Follereau razem z siostrą Eugenią ze Zgromadzenia Matki Bożej od Apostołów obmyślał plan wielkiej akcji przywrócenia do życia ludzi uważanych za umarłych za życia trąd był chorobą nieuleczalną. Ale wiedział dobrze, że trędowaci bardziej niż lekarstw potrzebowali znacznie głębszej terapii, którą, jak mówi legenda, stosował św. Marcin, lecząc trędowatych pocałunkiem. Czy dziś ta terapia straciła na ważności, czy chorym wystarczą same antybiotyki?

-To bardzo ważna terapia. Mam kontakt z chorymi, którzy niosą konsekwencje trądu: poważnie uszkodzony wzrok, często ślepota, oszpecone ciało, brak kończyn itd. W ich obecnym stanie lekarstwa nie przyniosą utraconego zdrowia. To czego najbardziej potrzebują to akceptacji, wysłuchania, zrozumienia, poświęconego dla nich czasu i zainteresowania. Te postawy są jak pocałunek, który potrafi uszczęśliwić człowieka cierpiącego. To najlepsze "antybiotyki", których nie kupi się w aptece!

- Przez całe stulecia trędowaci znajdowali pomoc ze strony najodważniejszych misjonarzy i misjonarek, którzy potrafili dzielić się miłością Boga, której sami doświadczali w swym powołaniu do życia konsekrowanego. Jak siostra widzi swoją posługę w kontekście swego zakonnego powołania.

-To, co najbardziej podoba mi się w postawie Jezusa, to jego bycie sługą dla innych. Ogołocił samego siebie i przyjął postać sługi. Bycie i posługa wśród trędowatych daje mi ku temu wiele okazji. Tu nie można żyć inaczej jak służąc drugim. Tu nie warto zajmować się czymś innym w obliczu bezradności i cierpienia drugiego człowieka. To trędowaci, ludzie bardzo nieszczęśliwi, bo dotknięci przez najokropniejszą chorobę na świecie - jak powszechnie się uważna - uczą mnie że w życiu proste gesty jak pozdrowienie, dobre słowo, zatrzymanie się, uśmiech, wysłuchanie itd. mają OGROMNA WARTOSC. Okazują się najistotniejsze i bardzo ważne. O wiele bardziej ważniejsze niż posiadanie dóbr materialnych, stanowisk, zrobienia kariery zawodowej - to za czym dziś goni świat. Oni zarażają swoja otwartością, pogodą ducha i radością.

- Praca wśród trędowatych, to nie tylko trudne chwile, czas spędzony na opatrywaniu źle gojących się ran, zabieganiu o to, by podopieczni ośrodka Chabot mieli co jeść i w co się ubrać. Z pewnością w waszej wielkiej "rodzinie" przeżywacie również radosne wydarzenia. Co takiego wydarzyło się w ostatnim roku?

-Trędowaci otrzymali nowy samochód. Ułatwiło nam to wyjazdy na niedzielna Eucharystię do oddalonego o kilka kilometrów kościoła parafialnego, organizowanie konsultacji okulistycznych i chirurgicznych. Wyjeżdżając byliśmy już spokojni, że samochód nie popsuje się po drodze i bez przeszkód wrócimy do domu. W tym roku chcemy zgalwanizować wyjazdy do ich rodzinnych wiosek. W dowód wdzięczności ofiarowali nam dużą miskę jajek. Śmiałyśmy się, że zwiększy się nam poziom cholesterolu. Poza tym nowe narodziny dzieci, chrzest Piotra Jegue, trędowatego staruszka u schyłku wieku. Szczęśliwie dotarły do nas paczki z polarami wysłane z Polski. To duża radość, bo w grudniu i styczniu chorym nie było zimno. Dzięki polarom zmniejszyła się też liczba oparzeń. Trędowaci nie muszą się ogrzewać przy ogniu. Zakupiliśmy wystarczającą na cały nowy rok liczbę worków czerwonego milu, umocnili zniszczone przez deszcz zabudowania, naprawili drzwi, zbudowali latryny dla tych, którzy ich nie posiadali. Ogółem zwyczajne działania, ale w tutejszych warunkach bardzo potrzebne i konieczne. Chorzy maja się lepiej, ich jakość życia uległa poprawie i to bardzo nas cieszy.

- Mimo niekwestionowanego postępu w walce z trądem liczonego w milionach wyleczonych osób, wciąż tu i ówdzie, zwłaszcza w najuboższych krajach pojawiają się nowe ogniska choroby. Niestety od kilku lat liczba nowych przypadków trądu nie zmniejsza się. Czy można przyczyny takiego stanu rzeczy szukać w pewnej demobilizacji sił i środków spowodowanej chwilowym zachwytem nad sukcesem?

-W Kamerunie liczba nowych zachorowań bardzo zmniejszyła się. Działania służby zdrowia, są rzeczywiście uśpione. Powszechnie mówi się że nie ma trądu. Taka jest polityka państwa i takie są jej założenia, by na arenie światowej Kamerun nie widniał na liście państw dotkniętych trądem, który jest synonimem ubóstwa. Rzeczywistość przedstawia się inaczej. Nie można jednak być pewnym, że ta choroba nie wróci. Tu i owdzie mówi się o pojedynczych przypadkach nowych zachorowań. Ludzie, którzy kilkadziesiąt lat temu zachorowali na trąd, mimo wyleczenia, do dnia dzisiejszego noszą skutki przebytej choroby i poważnie cierpią nie są uwzględniani przez państwo. Są najczęściej zapomniani i pozostawieni samym sobie. Na przestrzeni tych kilku lat widzę jak skutki wyleczonego już trądu pogłębiają się: byli trędowaci tracą wzrok a w niektórych przypadkach musimy podejmować decyzje o amputacji kończyn. Choroba ta nadal występuje, wciąż pojawiają się nowe przypadki. Wiemy ze jest to choroba która niszczy organizm, ale także rujnuje psychikę człowieka, co skutkuje problemami na poziomie życia społecznego. Wiem, że bez naszej pomocy ci ludzie nie byli by zdolni samodzielnie żyć. Mimo, że warunki są trudne, ziemia nie jest urodzajna starają się mimo swego często inwalidztwa pracować na polu. Dzięki pomocy finansowej ze strony Zakonu Kawalerów Maltańskich chorzy otrzymują co tydzień, to co jest najbardziej potrzebne do życia: mąkę z czerwonego milu, która jest podstawowym składnikiem posiłku. Poza tym maja zapewniona darmowa opiekę medyczna.

- Czy Wasi podopieczni mają okazję dowiedzieć się o Polsce, kraju z którego przywiozłyście swe gorące serca zdolne kochać nawet tych, których swoi wyrzucali z domów, skazując ich na straszliwy los porzuconych nieszczęśników, których ludzki lęk i egoizm uczynił dożywotnio trędowatymi.

-Oj to bardzo dobry pomysł by opowiedzieć naszym podopiecznym o Polsce. Jakoś nie przyszło mi to do głowy. Bez wątpienia słyszeli o bł. Ojcu Świętym Janie Pawle II. Niektórzy z nich mieli możliwość pojechać na spotkanie do Garoua w czasie Jego wizyty w Kamerunie. Opowiadałyśmy też im o naszym O. Założycielu Bł. Edmundzie Bojanowskim. Wiedzą też, że w Polsce pada śnieg i jest dosyć zimno. Ale na pewno trzeba im jeszcze więcej opowiadać o naszym kraju.

- Każdego dnia płynie z Polski cicha modlitwa Apostolstwa Niepełnosprawnych Dzieci, które spotkała Siostra podczas Festiwalu Misyjnego "Bóg mnie kocha" w Zielonce kolo Warszawy. Czy świadomość wsparcia ze strony najmłodszych pomaga w trudnych chwilach pracy misyjnej?

-Bardzo miło wspominam czas spędzony w Zielonce. Apostolstwo Dzieci Niepełnosprawnych to bardzo dobre dzieło! Podziwiam dzieci za ich ogromne zaangażowanie i dziękuje serdecznie za ich wierną modlitwę, ciche cierpienia ofiarowane za misjonarzy. To dla nas duża pomoc.

- Jak będzie wyglądał u Was 60 Światowy Dzień Trędowatych.


60. Światowy Dzień Trędowatych będzie miał miejsce w ostatni weekend stycznia. W sobotę podopieczni otrzymają prezenty żywnościowe. Wcześnie rano zakupiony na te okazję byk będzie zabity i sprawiedliwie podzielony. Święto Trędowatych, to dla nich wielki dzień, bo jest okazja do zjedzenia mięsa. Niektórzy spośród nich mają taką okazję tylko kilka razy w roku. Kulminacyjnym punktem święta będzie niedziela 27 stycznia 2013. Rozpoczniemy go o godz. 11.00 uroczystą Eucharystią sprawowaną w kaplicy ośrodka, w której co piątek uczestniczymy we wspólnej Mszy św. Następnie trędowaci zobaczą 3 scenki teatralne okazujące sytuacje z codziennego życia, o charakterze humorystycznym ale niosące mądrą treść. W programie jest przewidziany występ scholi dziecięcej, wspólny posiłek, nie zabraknie też śpiewów i tańca.

2013-01-23 13:42

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Lekarze na misjach

Niedziela lubelska 30/2019, str. 5

[ TEMATY ]

misje

trąd

Archiwum Centrum Wolontariatu

Anna Żuławska w kenijskim szpitalu

Dojeżdżamy do Drug. Przerażający widok. Kolonia dla 100 osób mieści się na uboczu wioski, tuż obok ogromnego miejskiego wysypiska śmieci. Mieszkania to maleńkie lepianki z gliny, w powietrzu aż gęsto od much. Po placu biegają małe, brudne i niedożywione dzieciaki. Znają już dr Helenę i resztę zespołu. Proszą o poradę lekarską. Siadamy pod drzewem na jedynych w kolonii metalowych krzesłach. Zaczynamy badanie i wydawanie leków. Dzieci nie mają trądu, ale ich rodzice przeszli to doświadczenie i pozostały im zniekształcenia kończyn – tak opisywała swoje doświadczenie na misjach pierwsza medyczna wolontariuszka z Lublina.

W Indiach

Magdalena Rojek, lekarka z Lublina, wyjechała do Jeevodaya we wschodnich Indiach w 2001 r. Jej kilkumiesięczna wyprawa zapoczątkowała serię pięknych dzieł misyjnych podejmowanych przez różne środowiska duszpasterskie w naszej archidiecezji. Jej posługę zorganizowało i wspierało lubelskie Centrum Wolontariatu.

Jeevodaya („Świt życia”) to ośrodek obejmujący jednocześnie szpital dla trędowatych, przychodnię lekarską, ale także przedszkole, szkołę i kościół; założone dokładnie 50 lat temu przez polskiego pallotyna i lekarza o. Adama Wiśniewskiego. Przez ostatnie 30 lat kieruje nim Helena Pyz, doktor medycyny z Warszawy, sama poruszająca się przy pomocy kul lub wózka inwalidzkiego. Ośrodek utrzymuje się z ofiarności ludzi, głównie polskiej emigracji z USA. W Lublinie promotorem pomocy dla Jeevodaya była nieżyjąca już prof. Elżbieta Krukowska z KUL, pierwsza prezes polskiego Towarzystwa Przyjaciół Trędowatych. Pod jej wpływem do Indii pojechała wspomniana lekarka, a potem jeszcze dwie inne wolontariuszki: Dominka Puacz ze Świdnika oraz Edyta Masternak, wychowawczyni ze Schroniska dla Nieletnich w Dominowie.

Praca na misjach przynosiła mocne doświadczenia. Magda wspominała: – Ilustracją ubóstwa naszych pacjentów niech będzie ta historia: Przyszła młoda kobieta z 4-miesięczną dziewczynką, w domu ma jedną starszą córkę, troje dzieci zmarło. Gdy karmiła małą, okazało się, że podaje jej mleko w butelce po olejku do włosów, nie stać jej było na zwykłą, plastikową butlę. Mleko było bardzo rozwodnione. Dr Helena dała kobiecie i butelkę, i mleko w proszku.

W Afryce

Na podobnej placówce, z tym że na Madagaskarze, pracował jako wolontariusz dr Stefan Ciszewski, emerytowany chirurg z Lublina i dawny ordynator szpitala przy ul. Staszica. – Zawsze myślałem, że gdy skończę pracować zawodowo, będę sobie po prostu odpoczywał w moim domku pod Lublinem. Ale gdy patrzyłem, jak odchodził od nas Jan Paweł II, zrozumiałem, że ja jeszcze mogę coś z siebie innym dać, tak jak to do końca życia robił nasz Papież – mówił w jednym z wywiadów. Dr Ciszewski pracował w szpitalu dla trędowatych w Maranie, osadzie, którą założył ponad 100 lat temu słynny apostoł trędowatych, jezuita bł. o. Jan Beyzym. Lubelski lekarz, pomimo chirurgicznej specjalizacji, podczas misji bywał na zmianę kardiologiem, ginekologiem i farmaceutą. Kolejnymi krajami jego posługi były Kongo i Rwanda.

W niezwykłej misji 8 lat temu uczestniczyła Anna Żuławska z Centrum Wolontariatu, początkująca wówczas lekarka z Lublina. „Jamhuri ya Afya – Republika Zdrowia” to projekt zrealizowany w szpitalu Cottolengo w wiosce Chaaria w Kenii. Przez ponad trzy miesiące wolontariuszka sprawowała codzienną opiekę nad pacjentami, często asystowała przy zabiegach lub operacjach. Odwiedzała także przychodnię w pobliskiej wiosce Mukothima. – Cottolengo jest szpitalem, gdzie miesza się mnóstwo problemów, nie tylko zdrowotnych. Głód, choroby i łzy cierpienia mieszają się z codziennym uśmiechem, życzliwością i optymizmem. Często pojawiają się łzy i to nie tylko ze strony pacjentów, ale także ze strony bezsilnych wolontariuszy, kiedy umiera kolejna osoba, a pewne jest, że gdybyśmy byli w Europie, udałoby się jej pomóc – mówiła lekarka.

W tę tradycję od kilku lat włącza się lubelska fundacja AfricaMed, założona przez młodych lekarzy wysyłających wolontariuszy do pracy w szpitalach w Afryce. W tym roku służyć będą m.in. w szpitalu misyjnym w tanzańskim Muganie. Lekarze podejmujący posługę wśród chorych i ubogich w różnych miejscach na świecie są znakomitymi ambasadorami polskości i naszej archidiecezji.

CZYTAJ DALEJ

Wybory: Duda na debacie TVP w Końskich, Trzaskowski na "Arenie prezydenckiej" w Lesznie

2020-07-06 07:20

[ TEMATY ]

wybory

Andrzej Duda

wybory 2020

red/um.warszawy/KPRP

W poniedziałek, na niecały tydzień przed II turą wyborów, nie będzie jednej debaty prezydenckiej z udziałem obu kandydatów, prezydenta Andrzej Duda weźmie udział w debacie organizowanej przez TVP w Końskich, a Rafał Trzaskowski będzie debatował podczas "Areny prezydenckiej" w Lesznie.

Sztaby obu kandydatów startujących w drugiej turze wyborów, zaplanowanej na 12 lipca, nie porozumiały się dotąd, co do formuły debaty, w której Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski zgodziliby się wziąć udział. Sztabowcy prezydenta Andrzeja Dudy zapowiadają jego udział w debacie organizowanej przez TVP w Końskich, w której nie chce wziąć udziału Trzaskowski.

Z kolei Rafał Trzaskowski zaprosił prezydenta Andrzeja Dudę na debatę organizowaną w poniedziałek w Lesznie. Sztab PiS ocenił tę propozycję jako "niepoważną".

I tak w poniedziałek mają być dwie osobne debaty prezydenckie - w Końskich z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy i w Lesznie, w której będzie uczestniczył kandydat KO Rafał Trzaskowski.

Radosław Fogiel, członek sztabu Andrzeja Dudy powiedział PAP, że formuła debaty w Końskich jest nowatorska, ponieważ zakłada, że ubiegający się o reelekcję prezydent będzie odpowiadał na pytania bezpośrednio od mieszkańców. "Po drugie (ta debata) ma szanse wyjść poza utarte ramy rytualnych dyskusji polityków i dziennikarzy" - stwierdził Fogiel.

Pytany, czy skoro w Końskich będzie tylko jeden kandydat - prezydent Andrzej Duda - nadal możemy mówić o debacie, odparł: "oczywiście lepiej się debatuje, kiedy ma się kontrkandydata".

"Pytanie, czy w ostatniej chwili Rafał Trzaskowski nabierze odwagi. Chcielibyśmy, żeby wykazał się odwagą i zamiast organizować jakieś quasi debaty przez własny sztab po prostu pojawił się w Końskich i odpowiedział na pytania. Prezydent Duda nigdy nie bał się spotkań z Polakami i cały czas mamy nadzieję, że nasz kontrkandydat również pojawi się" - zaznaczył Fogiel.

PAP zapytała też Fogla, czy sądzi, że przed II turą wyborów dojdzie jednak do bezpośredniej debaty dwóch kandydatów na prezydenta. "Cały czas jest propozycja, którą złożył Andrzej Duda, żeby wszystkie wiodące stacje telewizyjne w Polsce porozumiały się, odłożyły na bok partykularne interesy autopromocyjne i po prostu zorganizowały wspólną debatę" - powiedział Fogiel.

Z kolei "Arena prezydencka", czyli debata wyborcza organizowana przez sztab Rafała Trzaskowskiego, odbędzie się w poniedziałek w Lesznie.

O zamiarze jej organizacji poinformował w niedzielę rano na konferencji prasowej sam Trzaskowski. "Zapraszamy dziennikarzy od lewa do prawa, będą mogli zadawać pytania na dowolne tematy, ja na te pytania będę odpowiadał, mam nadzieję, że obok mnie będzie pan prezydent Andrzej Duda i również w takiej otwartej formule będzie odpowiadał na pytania" - powiedział kandydat Koalicji Obywatelskiej na prezydenta.

Debata ma rozpocząć o godz. 20.30. Każdą redakcję będzie reprezentował jeden dziennikarz, który będzie mógł zadać dwa pytania. Na zadanie pytania przewidziano 30 sekund, zaś na odpowiedź - 2 minuty. Kolejność zabierania głosu przez redakcje będzie losowana bezpośrednio przed spotkaniem.

Cezary Tomczyk, szef sztabu Rafała Trzaskowskiego, przekazał PAP, że do tej pory prezydent Andrzej Duda nie potwierdził swojej obecności na debacie.

W związku z tym PAP zapytała, czym będzie różnić się debata od konferencji prasowej. "Chcemy pokazać, że nie wolno bać się dziennikarzy, że trzeba odpowiadać nawet na najtrudniejsze pytania. W związku z tym skierowaliśmy zaproszenia do właściwie wszystkich ogólnokrajowych redakcji" - odpowiedział Tomczyk. "Z drugiej strony będziemy mieć Andrzeja Dudę, który będzie odpowiadał na pytania TVP. Tam nie są zaproszone inne media, nikt inny nie może zadać pytania Andrzejowi Dudzie" - mówił Tomczyk, odnosząc się do debaty organizowanej w poniedziałek przez TVP w Końskich.

"Trzeba pokazać, że prawdziwa debata to debata wielu redakcji. My od początku chcieliśmy - i mówił o tym Rafał Trzaskowski - żeby odbyła się debata telewizyjna trzech stacji. Mówił też o tym Andrzej Duda. Ale dziwnym trafem jest tak, że telewizja Polsat się zgadza, telewizja TVN się zgadza, ale nie zgadza się TVP. A wiadomo, kto rządzi TVP. Uważamy, że po prostu Andrzej Duda boi się debaty" - podkreślił szef sztabu Trzaskowskiego.

W I turze wyborów prezydenckich, która odbyła się 28 czerwca Andrzej Duda uzyskał 43,5 proc. głosów, a Rafał Trzaskowski - 30,46 proc. Frekwencja wyniosła 64,51 proc. (PAP)

autor: Karol Kostrzewa

kos/ krap/

CZYTAJ DALEJ

Uratowali dla przyszłych pokoleń

2020-07-06 23:10

Łukasz Michalak

Tkaniny zdobiące ściany kapitularza Krakowskiej Kapituły Katedralnej odzyskały pierwotne piękno! Realizatorem projektu UPJPII. 6 VII 2020

6 lipca 20202 r.  - ten dzień trzeba zapamiętać! Nastąpił finalny odbiór trwających trzy lata prac konserwatorskich, których zadaniem było uratowanie przed całkowitą degradacją obić ściennych reprezentacyjnego pomieszczenia w katedrze na Wawelu.

Próby ratowania zabytkowych tkanin przez lata nie przynosiły większego efektu. Dopiero otwarty trzy lata temu projekt dał szansę zachowania obiektu. Dzięki finansom Unii Europejskiej, wkładowi Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, który stał się jego beneficjentem oraz pomocy Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa dziś można mówić o wielkim sukcesie!

Nad realizacją projektu czuwała dr Natalia Krupa z Wydziału Historii i Dziedzictwa Kulturowego UPJPII, pracę specjalistów z Krakowa, Warszawy, Wrocławia organizowała Sabina Szkodlarska, nadzorem konserwatorskim zamierzenie ze strony UPJPII objęła Anna Drzewiecka.

Już na pierwszym etapie prac – badań od strony historycznej spotkano się z wielkim zaskoczeniem. Obicia ścian okazały się historycznie starsze niż uprzednio przypuszczano. Datowano je bliżej XVIII wieku, a pochodzenia upatrywano na Bliskim Wschodzie. Zespół Archiwum Krakowskiej Kapituły Katedralnej podjął się zrekonstruowania historii pomieszczenia i tkanin. Kompozycja wzorów, naleciałości stylowe, naśladownictwo układów kompozycyjnych pochodzących z okresu renesansu z II poł. XVI wieku pozwoliły określić wiek tkanin na początek XVII stulecia. Prace badawcze ukazały też, że jest to dzieło włoskie, weneckie. Trudno jednak je z jakimikolwiek porównać, takie same nie są znane!

- To, że pochodzą z takiego źródła nałożyło na konserwatorki tkanin jeszcze większe zobowiązanie – mówi ks. prof. dr hab. Jacek Urban, dziekan Krakowskiej Kapituły Katedralnej – dzięki melanżowi zainteresowanych tym pomieszczeniem stron (UE, UPJPII, SKOZK) udało się ten cały proces przeprowadzić… To pomieszczenie jest używane zgodnie z jego założeniem najwyżej kilkanaście razy w roku. Tu spotyka się kapituła, udostępniane jest w celach badawczych studentom polskim i zagranicznym, ks. proboszcz spotyka się tu z pracownikami katedry. Na co dzień bywają tu jedynie pracownicy Archiwum…

Od dłuższego czasu miejsce jedwabnych, zdobnych, zabytkowych obić zastępował współczesny len. Trzy lata pracy to także przeanalizowanie remontów kapitularza na przestrzeni lat czemu służyła także istniejąca dokumentacja fotograficzna, świadcząca, podobnie jak analiza ścian pod tkaninami, o wielu remontach, przebudowaniach, choćby zmianach ogrzewania, które nie służyły tkaninom obiciowym.

- Ukazały nam się prace konserwatorskie niestety o różnym stopniu profesjonalizmu, wtedy dopiero mogliśmy zaobserwować stopień zniszczeń faktyczny. Pod odjęciu dawnych napraw, cerowań, przeszyć okazało się, że obiekt jest w 80% stopniach zniszczony, z ubytkami całkowitymi, ze zniszczonymi osłonami, z wykruszonymi fragmentami wątków. Musieliśmy podjąć decyzję jak ten program naprawczy poprowadzić, by tkaniny mogły wrócić na ściany. Zadecydowaliśmy później, by przy instalowaniu tych tkanin były one od siebie niezależne, jako układane panele, a każdy wykonany na osobnym krośnie. Tym samym pozyskaliśmy efekt na kształt ekspozycji muzealnej. To daje też możliwość zareagowania w każdej chwili, gdyby z czasem cokolwiek mogło się przydarzyć jakiemuś fragmentowi obić - mówi dr Natalia Krupa, kierownik projektu.

Konserwatorki intensywnie pracowały dwa lata.

- Taki fragmencik, ot 10 centymetrów – pokazuje Sabina Szkodlarska – to parę dni pracy, niezwykle precyzyjnej. Podziwiam cierpliwość, wytrwałość konserwatorek. Większość odbywała się w Pracowni Konserwacji Tkanin Zabytkowych UPJPII, pozostałe panie pracowały w swoich pracowniach. One pracowali nad jedną sprawą w wielu miejscach. Podziwiam.

W pracowni UPJPII przeprowadzane były badania techniki wykonania i technologii.

- W pracowni na UPJPII dysponujemy bardzo nowoczesnym sprzętem – mówi dr Natalia Krupa - m.in. zautomatyzowanym mikroskopem cyfrowym z oprogramowaniem 3D, co bardzo dokładnie pozwoliło zdiagnozować stan zachowania tkanin, a przy usuwaniu każdej z warstw aparat cyfrowy na sliderze nad stanowiskiem pracy konserwatorów pozwalał na rejestrowanie wszystkich elementów prac w czasie.

- Mimo tak ogromnych zniszczeń chcieliśmy by była to jednak konserwacja a nie retusz estetyczny. Jestem pełna podziwu dla pań, które się tym zajmowały, bo to ogromna praca…a efekt jest fantastyczny. Tkaniny są dobrze zabezpieczone, należy teraz, co jest sprawą kluczową, ochrona tego wnętrza, by zapewnić stabilne warunki mikroklimatyczne, jest to w trakcie badań - podkreśla Anna Drzewiecka.

- My od dziesiątków lat jesteśmy przekonani, że tu jest mikroklimat, dlatego, że tu znakomicie się zachowują zarówno skóra, pergamin, papier, klisza fotograficzna. A przecież każde z nich potrzebuje innych warunków. Dlatego tu wykonaliśmy jakiś czas temu szafy na te archiwalia, które nie czują się dobrze w innych pomieszczeniach Archiwum. W tym wyjątkowym miejscu, będąc obok siebie, nic złego im się nie dzieje - dodaje ks. prof. Jacek Urban, przekonany, że dziś jest prawdziwie wielki dzień.

Część historii udało się przebadać, przywrócić jej świetność, uratować dla przyszłych pokoleń.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję