Reklama

Wiadomości

ADOPCJA: każde dziecko potrzebuje rodziców "od zaraz"

Najpierw przyjeżdżała do niego, ale nawet nie chciała wejść do salki, w której leżało. Później siadała tyłem do łóżeczka, aż w końcu pewnego dnia wzięła je na ręce. W Wielki Piątek powiedziała, że to jej synek i zabiera go do domu - o kobietach, które oddają dzieci do adopcji, faktach i mitach procesu adopcyjnego oraz dramatycznych historiach dzieci z domów dziecka opowiedziała w rozmowie z KAI Zofia Dłutek, dyrektor Katolickiego Ośrodka Adopcyjnego w Warszawie.

[ TEMATY ]

adopcja

CC0 Creative Commons/pixabay

Paulina Godlewska (KAI): Internauci zainicjowali w mediach społecznościowych akcję #AdopcjaJestOK”. W Polsce jednak najczęściej słyszy się o długich procedurach adopcyjnych, o nawet kilkuletnim oczekiwaniu na dziecko, które może zniechęcić rodziców. Jak w rzeczywistości jest z adopcją?

Zofia Dłutek: Adopcja jest na pewno rozwiązaniem, jeżeli dziecko nie może być wychowywane w rodzinie naturalnej. Ośrodki adopcyjne i proces adopcji są tak skonstruowane, żeby dziecku, które w jakiś sposób zostało samo na świecie, znaleźć najlepszą rodzinę, która zaspokoi jego potrzeby. To rodzic ma zaspokoić potrzeby dziecka, a nie odwrotnie. Ośrodek adopcyjny próbuje znaleźć takich rodziców, którzy są gotowi odpowiedzieć na potrzeby konkretnego dziecka.
Myślę, że wiele negatywnych stereotypów o adopcji istnieje od strony tych, którzy przychodzą do ośrodka i mówią: "Chcemy mieć dziecko, a pani jest po to, żeby nam to dziecko dać". Mają też konkretne wymagania: to dziecko ma być zdrowe, z matki, która nie była narkomanką, która nie piła, która nie była bezdomna, nie była chora psychicznie ani upośledzona umysłowo. Ale to jest odwrócenie spojrzenia na adopcję. Pamiętam, kiedy pewna pani polityk wykrzyczała mi, że każdemu dziecko się należy. Nie. Dziecko się nie należy. To dziecku należy się rodzina, a ono jest darem Boga, dawcy życia.

- Czy często pojawiają się rodzice z postawą roszczeniową dotyczącą tego, jakie ma być dziecko, które adoptują?

- Czasem przychodzą tacy kandydaci, ale nie każdy ma taką roszczeniową postawę. Mówię im, że jeżeli zrozumieją, że ośrodek adopcyjny szuka rodziny dla konkretnego dziecka, to nie będzie dla nich trudnością przyniesienie potrzebnych dokumentów i poddanie się diagnozie psychologiczno-pedagogicznej.
To osierocone dziecko ma już „w plecy” co najmniej 9 miesięcy ciąży, podczas której było odrzucane, albo traktowane jako wielki kłopot czy pokrzyżowanie planów. Te dzieci są ze środowisk, w których często szybciej podsuwa się jako rozwiązanie aborcję, niż urodzenie dziecka i wychowywanie je. Urodzenie, to jest wyraz matczynej miłości, a oddanie go do adopcji - konsekwencją sytuacji, w której osamotniona kobieta się znalazła. Pan Bóg z jakiegoś względu dał właśnie tej zygocie duszę nieśmiertelną i my jako ludzie wierzący powinniśmy się tym cieszyć i Mu dziękować. Z ludzkiej strony jest to czasem bardzo trudne. Kiedy mam telefon ze szpitala i słyszę, że matka miała 3 promile alkoholu we krwi i dziecko również urodziło się "pijane"; kiedy matka jest bezdomna, bez dokumentów, również gdy matka dziecka jest upośledzona albo dziecko jest chore, z wadami rozwojowymi albo jest wcześniakiem... Są też dzieci, o których słyszymy: bite, głodzone, zastraszone, samotne, chore, niepełnosprawne...
Myślę, że do społeczeństwa i tych, którzy rządzą ciągle nie dociera prawda, że zbiór dzieci mogących pójść do adopcji i zbiór osób, które chcą adoptować dziecko, to nie są dwa pokrywające się zbiory. One mają tylko wspólną część, niestety wciąż zbyt małą. Powinniśmy dążyć do popularyzowania idei adopcji, do rozszerzania swojego serca na przyjęcie potrzebującego, a nie koncentrować się na swojej potrzebie bycia matką i ojcem. Dobrze by było, aby ludzie, którzy przyjdą do ośrodka adopcyjnego wiedzieli, że to oni mają być dla dziecka, a nie ono dla nich. Kiedyś, w miłości rodzinnej, ta wzajemność nastąpi.

- Czy małżeństwa, które zgłaszają się do ośrodka wiedzą na czym polega adopcja?

- To się bardzo zmieniło w ciągu ostatnich 25 lat. W dzisiejszych czasach ludzie starają się najpierw zgłębić temat. Najczęściej przychodzą małżeństwa, które nie mają dzieci, przez wiele lat pragną potomstwa i są po długiej diagnozie i próbach leczenia. Kiedy przychodzą na rozmowę z nami już wiedzą, jak przebiega proces adopcyjny. Są osoby, które jeszcze nie do końca przeżyły żałobę po braku biologicznych dzieci, które nie „przebaczyły” Bogu, że nie otrzymały daru macierzyństwa i ojcostwa i nie są w stanie wejść z otwartym sercem w sytuację adopcji. To bardzo ważny etap - opłakać, aby potem z radością powiedzieć: jesteśmy osobami, które mogą zrobić coś dobrego dla dzieci, które nas potrzebują. Ale te dzieci, to nie są jednak wymyślone, idealne dzieci. Adoptowane dziecko, to nie dziecko "w zastępstwie". To też będzie nasze dziecko, które przyszło do naszego domu, ale inną drogą. Musimy się jednak liczyć, że ma już jakąś historię życiową i być gotowymi na to, by przyjąć ją wraz z nim. To nie może być tak, że spotykają się trzy „bidy” – ona biedna, bo nie ma dziecka, on biedny, bo ma bezpłodną żonę albo sam jest bezpłodny (co jeszcze dotkliwiej dotyka mężczyzn) i dziecko - biedna porzucona sierota. Z tych trzech "bied" nie będzie radości i życia.

- Jak wygląda pierwsza rozmowa z rodzicami?

- Mówimy na czym polega adopcja, a z drugiej strony staramy się poznać kandydatów. Jeżeli widzimy, że przy każdym pytaniu o dziecko, kobieta ma łzy w oczach to wiemy, że ona ma jeszcze nieprzepracowaną bezpłodność. Jeżeli ta kobieta nie może jeszcze patrzeć do wózka, cieszyć się z tego, że jej koleżanka urodziła dziecko, jeżeli mąż siedzi nieobecny i mówi, że przyszedł, bo żona chciała, to wiemy, że to jeszcze nie jest ten czas. Jeżeli jednak spełniają wstępne warunki(m.in. co najmniej pięcioletni staż małżeński, zdrowie fizyczne i psychiczne, odpowiednie warunki mieszkaniowe i finansowe), są informowani o wymaganych dokumentach (np. akt małżeństwa czy zaświadczenie z KRK), akceptują nasz sposób kwalifikacji - są zapisywani do ośrodka.
Procedura adopcji w Polsce jest określona ustawą i każdy ośrodek adopcyjny się do niej stosuje. Dokumenty, które składają rodzice pozwolą lepiej ich poznać i uwiarygodnić. Kolejnym etapem jest diagnoza psychologiczno-pedagogiczna kandydatów (m.in. wywiad z miejsc zamieszkania małżonków). Po pomyślnej diagnozie kandydaci podejmują szkolenie.

- Czego ono dotyczy?

- Program szkoleń jest zatwierdzony przez Ministra Pracy i Polityki Społecznej. W Katolickim Ośrodku Adopcyjnym w Warszawie nosi nazwę SŁUŻYĆ NAJMNIEJSZYM. Spotkania odbywają się zwykle dwa razy w miesiącu o godz. 18. Uczestniczy w nich 7-8 par. Jest to wygodna godzina dla kandydatów; ci którzy pracują na zmiany wiedzą wcześniej o spotkaniach, więc też mają szansę w nich uczestniczyć. Czasem słyszymy, że to trudne tyle wieczorów poświęcić na szkolenie, ale jeśli decyzja o adopcji stanie się priorytetem, to nie będzie to tak trudne. Później przecież też będą np. wywiadówki w szkole niekoniecznie dostosowane do zajęć rodziców.
Proces szkolenia rodziców adopcyjnych jest rozłożony w czasie, bo czas ma tu swoje znaczenie. Kandydatów prosimy również, żeby pojechali na weekend małżeński, rekolekcje małżeńskie. To ma ich ugruntować jako wspólnotę, do której przyjdzie dziecko. Szkolenie trwa ok. 6-7 miesięcy. Wspólne zajęcia integrują starających się o adopcję i pokazują, że są inni ludzie w takiej samej sytuacji. I choć różnice między nimi widać czasem gołym okiem - jedni są ubrani tak, że wiadomo, że zarabiają kilkanaście tysięcy, inni zarabiają dużo mniej, jedni z wyższym wykształceniem, inni z zawodowym, jedni z wioski, drudzy z miasta - to problem mają ten sam: brak dziecka. Potem, gdy już adoptują dzieci, te rodziny często są dla siebie grupą wsparcia.
Szkolenia mają przyszłym rodzicom adopcyjnym uświadomić i pogłębić własną motywację, poznać specyficzne problemy zdrowotne, rozwojowe, wychowawcze dzieci osieroconych i sposoby ich rozwiązywania, zwrócić uwagę na właściwe budowanie więzi z dzieckiem wielokrotnie odrzucanym, wyposażyć w wiedzę prawniczą dotyczącą zagadnienia przysposobienia itd.

- Czy rodzice mówią dzieciom, że zostały adoptowane?

- Na spotkaniach z rodzicami jest poruszony temat jawności adopcji. Mówimy o tym, jak powiedzieć i kiedy powiedzieć dziecku o fakcie przysposobienia. Niedawno w ośrodku byli kandydaci z Ukrainy. Stwierdzili, że nigdy nie powiedzą swojemu dziecku o adopcji. Powiedzenie, że dziecko jest adoptowane, nadal jest tam postrzegane bardzo źle. Rodzice z Polski pytają raczej nie o to „czy”, ale „ jak” i „kiedy” powiedzieć o tym.

- Jeszcze 40 lat temu i w naszym kraju mówiło się: „niech pani założy pod sukienkę poduszkę, jedną, drugą, trzecią, później państwo wyjedziecie i wrócicie z dzieckiem”. I to były rady ośrodka adopcyjnego! Teraz już nikt tego nie usłyszy. Nie można nie powiedzieć dziecku o tak ważnym fakcie jego życia. Gdyby się o tym dowiedziało w przypadkowych okolicznościach, czułoby się oszukane przez najbliższych, mogłoby podważyć dotychczasowe prawdy przekazywane przez rodziców. Prawda powiedziana w miłości nie krzywdzi, ale pozwala dojrzewać.

- Co dzieje się później?

- Jeżeli po szkoleniach i po ostatecznej diagnozie małżonkowie dostaną pozytywną opinię kwalifikacyjną ośrodka adopcyjnego, stają się kandydatami do przysposobienia. Z drugiej strony zgłoszone do ośrodka dziecko musi być zakwalifikowane do adopcji. Dzieje się tak wtedy, gdy ma wszystkie niezbędne dokumenty m.in. diagnozę lekarską, psychologiczną, pedagogiczną, jest wolne prawnie (tj. jego rodzice biologiczni zrzekli się praw rodzicielskich lub zostały im odebrane lub zmarli), a ono samo lub jego opiekunowie prawni zgadzają się na poszukiwanie rodziny adopcyjnej. Wtedy temu dziecku szukamy odpowiednich rodziców. Wybór nie zależy od kolejności zakwalifikowania. Pod uwagę brany jest m.in. stan zdrowia dziecka, jego wiek, miejsce zamieszkania, rodzina pochodzenia, rodzeństwo. Często widzimy łzy rodziców adopcyjnych szczęśliwych, że odnalazło się „ich” dziecko, czasem odbieramy telefony z żalem, że długo czekają, że inne pary już mają dziecko. Na pytanie: "Ile musimy jeszcze czekać?" jest zawsze taka sama odpowiedź, która naprawdę wypływa z serca i z doświadczenia: "Każdy musi poczekać na swoje dziecko".

- A kiedy już ośrodek znajdzie dla dziecka odpowiednich rodziców?

- Dzwonimy do nich i mówimy, żeby przyjechali jak najszybciej porozmawiać z pracownikiem ośrodka i zaznajomić się z dokumentami zaproponowanego im dziecka. Staramy się, żeby zakwalifikowane do adopcji dziecko nie czekało ani dnia dłużej. Bo każde potrzebuje rodziców od zaraz. Rodzice otrzymują wszystkie posiadane przez nas dane dziecka. Niestety, nie możemy powiedzieć o nim wszystkich ważnych rzeczy, ale po prostu sami nie wszystko wiemy. Dotyczy to zwykle starszych dzieci. Kiedy dziecko opowiada o swoim największym sekrecie? Wtedy, kiedy po jakimś czasie poczuje się bezpiecznie, że ci rodzice już go nie oddadzą. I wtedy zdradzi największą tajemnicę swojego życia, czasem bardzo dramatyczną.

- Kiedyś pewna adoptowana córeczka powiedziała, że mając 3.5 roku widziała swojego ojca powieszonego w łazience. I pamiętała ten obraz. Dopiero wtedy adopcyjni rodzice zrozumieli dlaczego dziecko nie chciała wchodzić do łazienki... Pamiętam też przypadek dziecka wykorzystywanego seksualnie w lesie przez biologicznego ojca. Rodzina zastępcza jeździła z dzieckiem w weekendy za miasto, właśnie do lasu, ponieważ mieszkała w centrum miasta. Za każdym razem do tego chłopca wracała historia, że jego ojciec go tam wywoził, przywiązywał do drzewa i wykorzystywał. Opiekunowie nie wiedzieli, dlaczego chłopiec jest taki nerwowy w podróży, dlaczego reaguje tak gwałtownie i jest pełen strachu, a po przyjeździe do domu jest agresywny i nie do wytrzymania... W końcu przekazali go innej rodzinie zastępczej.

- Aż trudno uwierzyć, że to sytuacje z życia wzięte...

- My nie musimy wymyślać przykładów czy oglądać horrorów i dramatów psychologicznych. My znamy to z życia. Takie są nasze dzieci. Pamiętam sprawę głośną medialnie, gdzie rodzice trzymali w domu w beczkach zwłoki swoich dzieci. W tym samym domu, w którym wychowywali kilkoro innych! Te dzieci im zabrano. I co się z nimi stało? Przecież one też były skierowane do adopcji. I kto takie dzieci mógł wziąć? Wtedy pytamy: czy ty, jako kandydat na rodzica, jesteś w stanie płakać z płaczącymi? Nieść z nimi ten ciężar przez całe życie?
To, że spotykamy się tu, w Katolickim Ośrodku Adopcyjnym jest przewagą nad innymi ośrodkami, bo w chrześcijaństwie istnieje przebaczenie. I ono daje nam możliwość zrzucenia z siebie ciężaru tego, jak ktoś bardzo mnie skrzywdził. Dlatego na rodziców szukamy wierzących ludzi. Nie chodzi o to, żeby oni się tylko modlili i chodzi na pielgrzymki, ale żeby potrafili zmienić swoje serce korzystając z Bożej łaski. Małżonkowie, którzy są bezpłodni często mają pretensje do Boga. Oni muszą się z Nim pogodzić. To rzadko poruszany problem. Najczęściej w kościele słyszymy o tym, żeby zakładać rodziny, rodzić dzieci i dobrze je wychowywać. Często księża zapominają, że w tym kościele, w ławce siedzi może kobieta, która zalewa się gorzkim łzami, bo nie może mieć dziecka. Myśli: jaki sens ma moje życie, jeżeli sensem życia kobiety jest bycie matką?

- Dlaczego takie historie nie wychodzą wcześniej, przecież te dzieci są pod opieką psychologa?

- Psycholog nie wytworzy takiego poczucia bezpieczeństwa jakie wytworzy matka. A to też nie jest wcale tak, że dostaniesz dziecko i jesteś już jego matką. To dziecko jeszcze przez dwa lata będzie cię sprawdzało: a jak zrzucę telewizor z pierwszego piętra to nadal mnie będziesz chciała? A jak zajdę w ciążę, to wyrzucisz mnie z domu? To jest dopiero wyzwanie. A gdyby nawet te historie wcześniej były znane personelowi zajmującemu się porzuconym dzieckiem, to czy bez prawdziwej miłości można by im skutecznie pomóc?

- Kiedy rodzice już dostają dokumenty dziecka, zdjęcie ...

- Nie, zdjęcia nie dostają. Zdjęcie nie jest potrzebne rodzicom. To nie jest tego typu decyzja. W tym momencie ważne jest zdrowie i pochodzenie dziecka, jego rozwój, ile ma rodzeństwa. I najważniejsze: kiedy mogą się z nim spotkać. Wtedy zaczynamy już czuć tę temperaturę. Są rodzice, którzy nie mogą doczekać się spotkania i nawet 5 dni ciągnie się w nieskończoność. Ale są też tacy, którzy mówią, że danego dnia nie odpowiada im spotkanie. Wtedy nam zapala się czerwona lampka, że może to nie jest dla nich dobry czas. Przecież jak się zaczyna poród, to nie jest ważne czy jest przed, czy po Bożym Narodzeniu, czy mam wtedy urlop czy prezentację w pracy. Wtedy nie ma nic ważniejszego, niż poród.
Zastanówmy się też w jaki sposób, jako pracodawcy, odnosimy się do rodziców, którzy starają się o adopcję? Czy czasem to nie powód do zwolnienia, bo przecież ciąży nie widać? Często, kiedy kobieta spodziewa się dziecka to znajomi z pracy też czekają na poród, gratulują, kupują prezent i odwiedzają dziecko. Czasami i nasi rodzice podobnie są fetowani. Pamiętam wspaniały przykład, kiedy to po sprawie adopcyjnej czekał na parkingu przed sądem samochód wypełniony współpracownikami, z ordynatorem oddziału na którym matka adopcyjna była oddziałową. Były oklaski, klaksony, tort i ogromna radość. Czy my potrafimy się tak cieszyć, kiedy ktoś w naszej rodzinie czy pracy adoptuje dziecko?

- Jak wyglądają pierwsze spotkania dzieci z rodzicami?

- Jeżeli dziecko jest świadome to mówi mu się, że przyjdą do niego goście. Dziecko zwykle stara się dobrze zaprezentować. Ono już w wieku 5 lat wie doskonale, choć podświadomie, co to jest autoprezentacja. Ale są też dzieci, które pokazują się od najgorszej strony, testują rodziców, czy takiego "niedobrego" będą chcieli zabrać. Byłoby dobrze, gdyby dziecko mogło być sam na sam z rodzicami. A zdarza się, że stawia się go w sytuacji, w której trudno mu się zorientować, którzy to są przyszli rodzice, bo w sali jest jeszcze pracownik ośrodka, psycholog, dyrektor domu dziecka, opiekun prawny i wychowawca. Ale serce podpowie...
Ostateczna weryfikacja kandydatów na rodziców adopcyjnych to kontakt z dzieckiem. My ich poznajemy przez papiery, staramy się "rozgryźć" przy pomocy psychologii, ale na spotkaniu widzimy czy ten rodzic potrafi złapać z dzieckiem kontakt. Kiedy są pewni, że to „ich” dziecko, rodzice składają do sądu wniosek o przysposobienie. W jego W jego sformułowaniu pomaga im ośrodek. Po udanym kontakcie odwiedzają dziecko w placówce, w której przebywa nawiązując z nim wieź i poznając je lepiej. Najczęściej po krótkim czasie dziecko może przeprowadzić się do ich domu. Taką decyzję wydaje zasadniczo sąd lub opiekun prawny. Sprawy adopcyjne trwają kilka miesięcy. Dziecko w tym czasie jest już z rodzicami w domu. Dopiero jednak po sprawie adopcyjnej przeprowadzonej przez sąd rodzinny zmianie ulega metryka urodzenia dziecka. Przestaje być problemem korzystanie ze służby zdrowia, zapisanie dziecka do szkoły czy załatwienie formalności przy chrzcie.

- Kontakty z sądem rodzinnym bywają niełatwe?

- Sędziowie rodzinni mają bardzo dużo pracy, stąd np. zwykle kilkumiesięczne terminy oczekiwania na sprawę adopcyjną. Sama sprawa, choć emocjonująca, kończy się orzeczeniem przysposobienia. Jeśli ośrodek rekomenduje małżonków to sąd opierając się na jego pracy najczęściej nie ma wątpliwości co do wnioskodawców.
Jednak istnieje trend, żeby za wszelką cenę dążyć do wychowywania dzieci przez rodzinę biologiczną, nawet wbrew faktom i czasowi, którego nikt porzuconemu dziecku nie odda. Bywa, że sąd chroni matkę przez lata i wysyła ją na kolejny odwyk, ojciec pisze tkliwe listy z więzienia. Potem dziecko ma 12 lat, bo matkę dopiero po 7 latach pozbawiono władzy rodzicielskiej i jest oczekiwanie, że w ośrodku adopcyjnym powinni już czekać ludzie i chcieć wziąć takie dziecko do siebie. A dziecka w tym wieku już raczej nikt nie chce. Kandydaci, nie bez racji, boją się doświadczenia dziecka, jego wieku i problemów z tym związanych.
Jesteśmy teraz w trakcie sprawy, gdzie matka ma siedmioro dzieci, żadnego z nich nie wychowuje. To najmłodsze dziecko jest jeszcze w wieku niemowlęcym. Na ostatniej rozprawie, sędzia stwierdziła, że psycholog powinien zbadać dodatkowo umiejętności wychowawcze matki. Rozprawa przełożona. A sędzia stwierdziła, że to badanie da jej pewność, że gdyby pojawiło się ósme dziecko, to pozbawi ją władzy rodzicielskiej na pierwszej sprawie... Czy można mieć wątpliwość, że kobieta nie nadaje się na matkę, jeżeli przez 2 miesiące nie zainteresowała się ani razu swoim dzieckiem? Przecież gdyby to dziecko było z nią w domu i przez 2 miesiące nie zajrzała do łóżeczka, to by umarło. A na spotkaniu, gdzie jest pracownik ośrodka adopcyjnego i pracownik z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie ta kobieta mówi, że to ona zapewnia dziecku taką dobrą opiekę w rodzinie zastępczej czy placówce. Można się uśmiać z tego absurdu. Albo zapłakać.
Najtrudniej przetłumaczyć w sądzie, że dziecko, które jest w pieluszkach nie jest malutkie, ono już potrzebuje rodziców. Każde dziecko potrzebuje rodziców od zaraz. Przez wiele lat błagaliśmy żeby zapraszano pracowników ośrodków adopcyjnych na szkolenia sędziów rodzinnych, bo psychologia rozwojowa dziecka jest bardzo potrzebna do podejmowania racjonalnych decyzji, ale nie możemy się nigdy przebić, są ważniejsze treści podawane na szkoleniach...

- Czy matki z patologicznych środowisk celowo starają się przedłużyć cały proces odebrania praw rodzicielskich po to, aby dostawać np. 500+ na dziecko?

- Z moich obserwacji w ośrodku, z tego okresu kiedy weszło 500+ wynika, że większość dzieci jest zabieranych ze szpitali do domów. M.in. szpitale namawiają matki, żeby zabrały dzieci do domu, bo dostaną 1000 zł tzw. "kosiniakowego", 500+ i jakoś dadzą sobie radę. W pierwszym momencie te 1500 zł jest dla nich wielką pokusą, bo często one nigdy nie widziały takich pieniędzy. Jest teraz więcej niż dawniej dzieci do adopcji, które mają 10 czy 11 miesięcy. Przecież skądś one się wzięły... Dziecka nie można odebrać z domu dopóki coś mu się nie stanie, dopóki pijany konkubent nie uszkodzi dziecka, dopóki wywiad kuratorski nie wniesie o odebranie dziecka rodzinie. Potem długa droga sądowa.

- A dziecko z niepełnosprawnością?

- Jako wspólnota wierzących jesteśmy za tym, aby nie dokonywano aborcji z przesłanki eugenicznych, czekamy kiedy politycy wreszcie z odwagą wpiszą ten zapis do polskiego porządku prawnego. Chciałabym, abyśmy mieli świadomość i gotowość przyjęcia każdego dziecka do naszego domu, abyśmy wracający z Marszu Życia, stawiali sobie pytanie „a może to my mamy dziecko uratowane przed aborcją eugeniczną przyjąć za syna lub córkę, nawet jeśli diagnoza się potwierdzi i będzie dzieckiem niepełnosprawnym?”. Kiedyś pracowałam w Domu Dziecka Niewidomego. Nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby ktoś, w naszym katolickim ośrodku, przez ostatnich dwadzieścia parę lat wziął niewidome dziecko. A ja myślałam, że tak się stanie...
Jeżeli poseł czy ekspert w telewizji mówi, że są rodziny, które chcą przyjąć dziecko z zespołem Downa, to ja się go pytam: gdzie one są? Bo ja ich nie znam. Jeżeli słyszę: „trzeba minimalizować adopcje zagraniczne, bo najważniejszym jest żeby dziecko wychowało się w naszym kraju”, to pytam: „czy pierwotną potrzebą dziecka nie jest rodzina, dopiero kolejną wspólnota narodowa”? Dla dziecka niepełnosprawnego potrzebujemy wyjątkowych rodziców. Adopcja zagraniczna jest takim właśnie poszukiwaniem wyjątkowych rodziców nawet zagranicą. Dotyczy to też dzieci starszych i rodzeństwa.
Wczoraj zgłoszono do naszego ośrodka dwie czwórki rodzeństwa. Wszyscy powiedzą - fajne dzieci, nie wolno ich rozdzielać. Często te dzieci młodsze żyją tylko dlatego, że te starsze się nimi zajmowały. Tylko, że od początku działania naszej placówki (a jest to jeden z największych ośrodków adopcyjnych) nie mieliśmy kandydatów, którzy by chcieli przysposobić czworo dzieci naraz.

- A są pary, które chcą adoptować więcej niż jedno dziecko?

- Czasami myślą o adopcji dwójki dzieci, trójka to jest unikat. Jak już myślą o dwójce to wyobrażają sobie, że najlepiej gdyby były to niemowlaki. Patrzymy na własne potrzeby, a przecież jeżeli mamy czwórkę dzieci do adopcji to najstarsze może mieć 12 lat, a najmłodsze 5. I zdarza się, że to młodsze ktoś chce adoptować, ale bez starszego... I co wtedy? Oddać to najmłodsze? Zostawić razem z rodzeństwem w domu dziecka? Jaka jest alternatywa?

- Katolicki Ośrodek Adopcyjny prowadzi też adopcje zagraniczne. Czy te dzieci są adoptowane przez Polaków mieszkających za granicą?

- To kolejny mit: jeśli już adopcja zagraniczna to dla Polaków - emigrantów. Dziecko potrzebuje stabilnego, bezpiecznego środowiska, a nie ludzi którzy sami są na dorobku i oderwani od korzeni walczą o dobrą pracę, godziwe warunki, szukają przyjaciół, uczą się języka i poznają specyfikę społeczeństwa, które wybrali. To sprawia, że nie są dobrymi kandydatami do przysposobienia dzieci, dla których w Polsce nie udało się znaleźć rodziców. Poza tym, często nie są oni w stanie spełnić warunków, które są stawiane przez organizacje adopcyjne w kraju, w którym żyją np. ze względów małej biegłości językowej umożliwiającej przejście badań psychologicznych.

- Jak przebiegają adopcje zagraniczne?

- Zgodnie z ustawą najpierw szukamy rodziców w naszym ośrodku adopcyjnym. Gdy nie ma kandydatów, jego karta trafia do ośrodków w całym województwie, a potem szukamy dla niego rodziców w całej Polsce. W następnym etapie karta dziecka trafia do Centralnego Banku Danych Dzieci i po kwalifikacji (w której bierze się pod uwagę zdanie dziecka i jego opiekunów) możliwa jest adopcja zagraniczna. W Polsce od roku tylko nasz ośrodek może przeprowadzać takie adopcje. Nadal dla dziecka szukamy rodziny we współpracy z organizacjami, które rekomendują kandydatów na rodziców adopcyjnych w swoich krajach. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej sprawdza te organizacje i wydaje im pozwolenia na adoptowania dzieci z Polski.

- Czy dzieci chcą wyjeżdżać za kraju?

- W większości pragną być w rodzinie i rozumieją, że po długim czekaniu na polską rodzinę ich szansą jest rodzina z zagranicy. Ale są o to pytane i przed zgłoszeniem do adopcji zagranicznej i wielokrotnie w trakcie kontaktów z rodziną. Małżonkowie przyjeżdżają do Polski na kilka tygodni, uczestniczą w dwóch rozprawach adopcyjnych przed sądem polskim. Nawiązywanie więzi początkowo jest trudniejsze ze względów językowych, ale miłość i troska przezwycięża te bariery.

- Często myślimy: jak dziecko nauczy się języka, jak będzie funkcjonowało w innym kraju? Dzieci uczą się szybko. Potem nawet nie chcą mówić po polsku, bo Polska nie kojarzy im się dobrze. Dla niego w Polsce zwyczajem rodzinnym są libacje alkoholowe, bicie, porzucenie... Dla niego polskość to nie gościnność, duma z historii, piękne jeziora na Mazurach, czy górskie krajobrazy.

- Pojechałam kiedyś do Włoch odwiedzić rodzinę, która przysposobiła dziecko z Polski. Rozmawiałam z tą dziewczynką przez tłumacza. Nie wiem, czy nie chciała mówić po polsku, czy po prostu wyparła ten język z pamięci. W języku polskim pamiętała tylko przekleństwo, które we Włoszech oznacza „zakręt”...
Trzeba jednak zaznaczyć, że rodzice z zagranicy są szkoleni, żeby wychowywać dziecko w przyjaźni do kraju jego pochodzenia. I to się udaje, ale nie zaraz w pierwszym okresie aklimatyzacji w nowym kraju. Kiedy dziecko ma poczucie bezpieczeństwa zbudowane w nowej rodzinie w sposób naturalny wraca kiedyś do historii swojego życia, a ta niewątpliwie kojarzy się z Polską, ale już oglądaną z innej perspektywy. Rodzice adopcyjni mają w sobie pewien sentyment do kraju pochodzenie dziecka, przecież ten kraj dał im ich wymarzone dziecko.

- Kiedy dziecko trafi już do rodziny, czy oferowane jest jej jakieś wsparcie?

- W Polsce po adopcji rodzina jest traktowana jak każda inna. Ale może zwrócić się o pomoc do ośrodka. Zostanie ona udzielona w zależności od potrzeby i naszych możliwości. Prowadzimy comiesięczne spotkania rozpoczynane Mszą św. Jest to okazja do bezpośredniego kontaktu, czasami podpowiadamy rodzicom i radzimy im w różnych kwestiach. Oni chętnie słuchają właśnie nas, bo w społeczeństwie jest taki schemat, że dziecko adoptowane to jest takie trochę społeczne dziecko, a to oznacza, że wszyscy możemy się wtrącać w jego wychowanie. Tak nie jest. To jest dziecko tych rodziców i to oni je wychowują i biorą za to odpowiedzialność.
Radzimy też rodzicom, żeby na początku dziecko nie miało częstego kontaktu z dalszą rodziną, czy zostawało pod czyjąś opieką. Ono ma wiązać się z rodzicami i być z nimi. Nie można też wziąć małego dziecka i od razu wysłać go do żłobka czy przedszkola. Bo dla niego takie zbiorowisko dzieci nie różni się niczym od domu dziecka i ono będzie się codziennie zastanawiało, czy ta nowa mama po niego wróci? Cieszę się, że prawo w Polsce jest coraz bardziej proadopcyjne i np. adoptując dziecko do 7. roku życia można wziąć urlop macierzyński.

- A jak wygląda adopcja z drugiej strony, ze strony kobiety, która chce oddać swoje dziecko?

- Kobiety, które przychodzą do ośrodka zwykle jeszcze nie wiedzą, co z tym nienarodzonym dzieckiem zrobić. Trzeba im uświadomić, że są już matkami, że one są za dziecko odpowiedzialne i to od ich decyzji zależy jego życie i dalszy jego los. Często ośrodek jest miejscem, gdzie kobieta może w końcu powiedzieć o swojej sytuacji, nawet nakłamać, żeby lepiej przed nami wypaść, ale powiedzieć. Odblokować się i nawiązać kontakt z dzieckiem. Nasze pierwsze pytania dotyczą tego, co można dla niej zrobić, żeby mogła wychowywać swoje dziecko? Przychodzą również kobiety, które pytają, co zrobić, żeby dziecko oddać, żeby w szpitalu nikt jej nie zadawał pytań, nie pokazywał dziecka, nie kładł na piersiach.
Kiedyś zadzwoniono do mnie ze szpitala, że jest tam matka, która urodziła dziecko z gwałtu i chce je oddać do adopcji. Podpisała już wszystkie dokumenty adopcyjne, ale bardzo płacze i nie jest w stanie się uspokoić. Pojechałam do niej. Okazało się, że zgwałcił ją pracodawca. Proponował jej pieniądze na aborcję, kiedy się nie zgodziła to ją zwolnił. Mimo, że ta kobieta zdecydowała się oddać dziecko, to zapytała, gdzie ono trafi i czy może je odwiedzić. Najpierw przyjeżdżała do niego, ale nawet nie chciała wejść do salki, w której leżało. Później siadała tyłem do łóżeczka, aż w końcu pewnego dnia wzięła je na ręce. W Wielki Piątek powiedziała, że to jej synek i zabiera go do domu.
Kobiety, które zostawią swoje dzieci w szpitalu mają 6 tygodni żeby je odebrać. To czas na to, aby minął pierwszy szok, uspokoiły się hormony. O tym się nie mówi, ale matki, które zdecydowały się urodzić dzieci z gwałtu są świętymi. Bo cały świat mówi: to nie twoja wina, jesteś ofiarą przemocy, takie dziecko trzeba uśmiercić. My mamy zaszczyt czasem je poznać i wesprzeć. Wielki dar...

- Czy matki, które decydują się na pozostawienie dziecka w "oknie życia" robią to dlatego, że nikt wtedy o nic nie pyta, nikomu nie trzeba się tłumaczyć, nikt nie patrzy?

- Nikt też nie pomoże jej urosnąć w tej sytuacji. I jeszcze wszyscy się cieszą, przyjeżdża telewizja i pokazuje, że znaleziono dziecko i ktoś teraz się tym dzieckiem zaopiekuje. Dla mnie okna życia są podtrzymaniem niedojrzałości. Trzeba dziewczynę uświadomić: zaczęłaś współżyć seksualnie - już nie jesteś dzieckiem. Teraz masz przyspieszony kurs dojrzałości. Ten moment spotkania z kobietą jest bardzo istotny. W dużej mierze chodzi również o edukację personelu medycznego. Matka w szpitalu informuje zwykle jeszcze zanim urodzi, że chce oddać dziecko do adopcji. Bywa tak, że personel medyczny odwraca się od niej, przedłuża poród. Ludzie potrafią być dla takiej kobiety bezwzględni. Jednocześnie na tym samym oddziale leżą kobiety, które dokonały aborcji, a inne walczą o utrzymanie ciąży.

- Okno życia nie powinno być alternatywą?

- Jedno z dzieci znalezionych w oknie życia miało na ręku bransoletkę ze szpitala, więc łatwo było zidentyfikować jego tożsamość. To dziecko można było zostawić w szpitalu. Wtedy kandydatom na rodziców adopcyjnych można powiedzieć np. na co chorowała jego matka. A dziecko znalezione w oknie życia jest zupełnie anonimowe. Nie wiesz na co chorowali jego rodzice, czy ono urodziło się zdrowe, czy miało szczepienia. Okazało się, że matką jest dziewczyna, która ma zdawać maturę, i która pochodzi z tzw. "kulturalnej" rodziny. Rodzice nie pozwolili jej zatrzymać dziecka. Kazali jego ojcu dowiedzieć się od zakonnic, jak funkcjonuje okno życia. Siostry mu wyjaśniły, że dziecko się po prostu zostawia, zamiast powiedzieć - pójdźcie do ośrodka adopcyjnego. Wyobraża sobie pani, że oni całą rodziną pojechali podrzucić to dziecko, rodzice i dziadkowie? Nikt mi nie powie, że to było uratowanie życia temu dziecku. Nigdy też nie wiemy czy kobieta, która zostawiła dziecko w oknie życia zrobiła to dobrowolnie, czy zmusili ją rodzice albo ojciec dziecka. Nie wiadomo też jaką tożsamość ma to dziecko i jaki jest jego stan zdrowotny. Nie można też cofnąć tej, czasem pochopnej, decyzji. A każda kobieta w Polsce ma prawo do darmowego porodu w szpitalu i ma prawo zostawić w nim dziecko, nawet nie wyjaśniając dlaczego.

- Czy była historia adopcyjna, którą pani osobiście bardzo przeżyła?

- Gdybym nie traktowała każdego przypadku indywidualnie to byłabym teraz taką panią urzędniczką, która siedzi i przekłada papiery. Jutro spotykam się z chłopcem, który ma 18 lat. Pamiętam go, gdy był 4-latkiem i jak bardzo trudna była jego historia i jak długo walczyliśmy o to, żeby trafił do rodziny adopcyjnej. Tej historii nie mogę opowiedzieć. Mogę za to powiedzieć, że radością później jest spotykanie rodziców i adoptowanych dzieci. Nie jestem w stanie teraz ich wszystkich rozpoznać, bo tych adopcji było ponad 2,5 tys., ale wiem że byłam ogniwem w łańcuchu dobra.

2018-02-26 12:40

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wciąż duża liczba starszych dzieci czeka na adopcję

2020-08-24 14:09

[ TEMATY ]

adopcja

Adobe.Stock

W 2019 r. z rodzin naturalnych do rodzinnych form pieczy zastępczej skierowanych zostało 8065 dzieci, a do form instytucjonalnych 4415 dzieci. Problemem jest wciąż duża liczba dzieci zakwalifikowanych do adopcji, dla których nie dobrano kandydatów do przysposobienia (2350), z czego najbardziej chodzi o dzieci w wieku 5-9 lat (583) i 10-14 lat (1251).

Systematycznie maleje liczba adopcji międzynarodowych, w ub. roku wynosząc jedynie 11 - wynika ze sprawozdania z wykonania ustawy o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej za rok 2019, która trafiła do Sejmu.

Ustawa o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej obowiązuje od 1 stycznia 2012 r. Kształtuje ona sferę działań państwa wobec rodzin mających trudności w wypełnianiu funkcji opiekuńczo-wychowawczych, które mogą skutkować umieszczeniem dzieci w pieczy zastępczej.

W 2019 r. w systemie wspierania rodziny i pieczy zastępczej nastąpiła istotna zmiana w związku z wejściem w życie ustawy z dnia 26 kwietnia 2019 r. o zmianie ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci. Nowe regulacje polegały na objęciu programem "Rodzina 500+" dzieci przebywających w rodzinnych formach pieczy zastępczej. Od 1 lipca 2019 r. dodatkowe wsparcie przyznano również na dzieci w wieku do 18. roku życia umieszczone w placówkach opiekuńczo-wychowawczych, regionalnych placówkach opiekuńczo-terapeutycznych oraz interwencyjnych ośrodkach preadopcyjnych.

Nowelizacja ta pozwoliła na objęcie dodatkowym wsparciem finansowym wszystkich dzieci przebywających w pieczy zastępczej, niezależnie od formy tej pieczy. Tym samym piecza zastępcza otrzymała dodatkowe wsparcie w ramach polityki prorodzinnej państwa.

W sprawozdaniu z wykonania ustawy przypomina się, że w ramach działania systemu wspierania rodziny najważniejsza jest praca z samą rodziną i to możliwie od momentu przeżywania przez nią pierwszych trudności. Jest niezbędna wówczas, gdy w rodzinie ma miejsce poważny kryzys, zagrażający dobru dziecka. Rodzina, dzięki współpracy, powinna osiągnąć zdolność prawidłowego funkcjonowania na tyle, aby bezpieczeństwo dzieci nie było zagrożone.

Praca z rodziną prowadzona jest głównie w formie usług asystenta rodziny, natomiast pomoc w opiece i wychowaniu prowadzona jest w formie placówek wsparcia dziennego i/lub rodzin wspierających.

Asystenci rodziny

Asystent rodziny może zostać przydzielony rodzinie przeżywającej problemy opiekuńczo-wychowawcze na wniosek pracownika socjalnego lub na mocy decyzji sądu rodzinnego. W 2019 r. zatrudnionych było ogółem 3934 asystentów rodziny, nieco więcej (0,4 proc.) niż rok wcześniej. Na zatrudnienie asystentów rodziny w 2019 r. gminy wydały ogółem 152 mln zł (w 2018 r. 141 mln zł), z czego 64 proc. stanowiły wydatki ze środków własnych, a pozostałą część środki z budżetu państwa oraz fundusze unijne.

Ogółem z usług asystentów rodziny skorzystało w 2019 r. 44 tys. 324 rodziny (w 2018 r. 45 483 rodziny), w tym 6956 rodzin zobowiązanych zostało do współpracy z asystentem przez sąd. W stosunku do 2018 r. oznacza to wzrost liczby rodzin, do których sąd skierował asystenta rodziny o 7,6%. Na ów wzrost wpływ ma m.in. wprowadzenie ustawą nowelizującą Kodeks rodzinny i opiekuńczy gwarancji pozwalającej zapobiec umieszczeniu dziecka w pieczy jedynie z powodu ubóstwa rodziców. Użycie tego środka jest możliwe po wyczerpaniu wszystkich narzędzi wsparcia rodziny określonych w ustawie Kodeks rodzinny i opiekuńczy oraz po wykorzystaniu pracy prowadzonej przez asystenta rodziny z rodziną.

Placówki wsparcia dziennego

Rodziny wychowujące dzieci w wieku szkolnym, a zwłaszcza rodziny, które mają trudności w wypełnianiu funkcji opiekuńczo-wychowawczych w stosunku do swoich dzieci, niejednokrotnie potrzebują pomocy w zakresie organizowania dzieciom czasu wolnego, pokonywania trudności szkolnych, radzenia sobie z zaburzeniami zachowania. Ważną rolę w sferze pomocy w opiece i wychowaniu pełnią placówki wsparcia dziennego. Dostęp do tego wsparcia rodziny powinien być na tyle szeroki, aby miejsce w nim znalazły nie tylko dzieci kierowane przez ośrodki pomocy społecznej, ale także dzieci, które przyprowadzą rodzice lub opiekunowie.

W 2019 r. na obszarze Polski działały 1923 placówki wsparcia dziennego, co oznacza wzrost o 101 placówek w stosunku do 2018 r. (1822), w tym 1127 placówek prowadzonych było przez inny podmiot niż samorząd gminy. W 2019 r. do gminnych placówek wsparcia dziennego uczęszczało 37 tys. 748 dzieci (w 2018 r. 38 tys. 475 dzieci).

Rodziny wspierające

Rodzina przeżywająca trudności może, przy współpracy asystenta rodziny, zostać objęta pomocą rodziny wspierającej. Jest to rodzina z bezpośredniego otoczenia dziecka, czyli np. sąsiedzi. Taka rodzina pomaga rodzinie przeżywającej trudności w opiece i wychowaniu dziecka, prowadzeniu gospodarstwa domowego, kształtowaniu i wypełnianiu podstawowych ról społecznych.

W 2019 r. funkcjonowały 104 rodziny wspierające, z tego 26 rodzin wspierających prowadziło pracę nie dłużej niż 3 miesiące, 53 - nie dłużej niż 12 miesięcy. W 25 przypadkach wskazano, że rodziny wspierające prowadziły pracę dłużej niż rok. W 2019 r. z pomocy rodzin wspierających korzystało 118 rodzin.

System pieczy zastępczej

Piecza zastępcza powinna mieć charakter jedynie okresowy i wszędzie tam, gdzie jest to możliwe, zmierzać do integracji dziecka z jego rodziną. Jednak należy podkreślić, że zdarzają się sytuacje, w których dobro dziecka wymaga utrzymywania tej formy opieki aż do pełnoletności.

Na podstawie postanowienia sądu dziecko może zostać umieszczone w jednej z dwóch form pieczy zastępczej: rodzinnej lub instytucjonalnej.

Liczba dzieci umieszczonych w pieczy zastępczej w 2019 r. wyniosła ogółem 72 450, wobec 72 339 w 2018 r. (wzrost o 0,2%), w dalszym ciągu przeważa jednak forma pieczy rodzinnej nad instytucjonalną, tzn. ta pierwsza stanowi 77 proc. całości.

Odsetek dzieci (0-18 lat), umieszczonych w pieczy zastępczej w stosunku do populacji dzieci w przedziale do 18. roku życia utrzymuje się od dwóch lat na podobnym poziomie (0,87%). Obecnie w rodzinnej pieczy zastępczej przebywa ok. 55,5 tys. dzieci, a w instytucjonalnej ok. 17 tys.

W 2019 r. z rodzin naturalnych do rodzinnych form pieczy zastępczej skierowanych zostało 8065 dzieci (wobec 7372 dzieci w 2018 r.), natomiast do form instytucjonalnych 4415 dzieci (wobec 4438 dzieci w 2018 r.).

Łącznie zatem w 2019 r. napłynęło do pieczy zastępczej z rodzin naturalnych 12 tys. 480 dzieci, czyli o 670 dzieci więcej niż w roku poprzednim. W przypadku liczby dzieci, które powróciły z pieczy zastępczej do rodzin naturalnych, można zaobserwować jej spadek (o 161 dzieci) w stosunku do 2018 r. Aż że 91% ogółu dzieci umieszczonych w pieczy zastępczej to dzieci umieszczone w niej po raz pierwszy.

W świetle przepisów ustawy pełnoletni wychowanek pieczy zastępczej może pozostać w dotychczasowej rodzinie zastępczej, rodzinnym domu dziecka albo placówce opiekuńczo-wychowawczej do 25. roku życia, pod warunkiem, że pobiera naukę.

W liczbie podopiecznych w rodzinnej i instytucjonalnej pieczy zastępczej uwzględniane są także osoby, które ukończyły już 18. rok życia i nadal przebywają w pieczy zastępczej. Na koniec 2019 r. w pieczy zastępczej przebywało 12 tys. 087 osób, które ukończyły 18. rok życia i kontynuowały naukę.

31 grudnia 2019 r. w pieczy zastępczej przebywało 60 tys. 363 dzieci poniżej 18. roku życia. Oznacza to, że aż 16,7% ogółu osób objętych pieczą zastępczą stanowią osoby, które ukończyły 18. rok życia.

Rodzinna piecza zastępcza

W 2019 r. w rodzinnej pieczy zastępczej przebywało ogółem 55 458 dzieci umieszczonych w 36 832 podmiotach rodzinnej pieczy zastępczej. Oznacza to spadek liczby podmiotów o 420 w stosunku do 2018 r. (37 252 podmiotów), czyli o 1,1%.

Liczba rodzin zastępczych w 2019 r. wyniosła 36 tys. 164. Oznaczało to spadek liczby rodzin o 475, tj. o 1,3% w stosunku do 2018 r. Największy spadek w 2019 r. w stosunku do roku poprzedniego (tj. o 1,8%) dotyczył liczby rodzin zastępczych niezawodowych. Natomiast liczba rodzin zastępczych zawodowych wzrosła o 1,9% w stosunku do 2018 r.

Rodziny zastępcze stanowiły 98% ogólnej liczby podmiotów rodzinnej pieczy zastępczej, a pozostałe 2%, w liczbie 668, to rodzinne domy dziecka, których liczba w stosunku do 2018 r. wzrosła aż o 9%.

35 proc. dzieci umieszczonych w rodzinnej pieczy zastępczej to dzieci w wieku 7-13 lat, 28 proc. - dzieci w wieku 14-17 lat, 18 proc. - 18-24 lata, 10 proc. - 4-6 lat, 7 proc. - 1-3 lata, a tylko 2 proc. dzieci poniżej 1. roku życia.

Zgodnie z danymi statystycznymi w 2019 r., z rodzinnych form pieczy zastępczej do rodzin naturalnych powróciło 2165 dzieci, natomiast przysposobionych zostało 1237 wychowanków. Liczba dzieci, które w 2019 r. powróciły do swoich rodzin naturalnych, wzrosła w porównaniu do 2018 r.

Grupa 10 tys. 83 wychowanków w wieku 18-24 lata po osiągnięciu pełnoletności pozostaje w dotychczasowych rodzinach zastępczych i rodzinnych domach dziecka. Na koniec 2019 r. w rodzinnej pieczy zastępczej przebywało ponadto 126 małoletnich matek.

Instytucjonalna piecza zastępcza

Zgodnie z przepisami ustawy placówki opiekuńczo-wychowawcze zobowiązane są zapewnić dzieciom całodobową opiekę i wychowanie. Celem działania instytucjonalnej pieczy zastępczej jest jak najlepsze zabezpieczenie dobra dziecka w sytuacji, gdy nie może być ono umieszczone w rodzinnej pieczy zastępczej
.

Ustawa wyraźnie ogranicza rolę instytucji w opiece nad małoletnimi pozbawionymi opieki rodziców biologicznych - przez wskazanie terminów etapowego zmniejszania liczby wychowanków placówek i podwyższania granicy wieku dla dzieci umieszczanych w instytucjonalnej pieczy zastępczej, tak by samorządy terytorialne mogły się do nich odpowiednio organizacyjnie i finansowo przygotować.

Przepisy ustawy wprowadziły znaczne ograniczenie roli placówek opiekuńczo-wychowawczych w opiece nad dzieckiem przez regulacje pozwalające na umieszczanie w nich wyłącznie dzieci powyżej 10. roku życia. Zmiany powyższe były wprowadzane sukcesywnie w kolejnych latach tak, aby z dniem 1 stycznia 2020 r. wiek dzieci przebywających w placówkach opiekuńczo-wychowawczych nie był niższy niż 10 lat.

Na dzień 31 grudnia 2019 r. działało na terenie Polski 1139 placówek opiekuńczo-wychowawczych, co oznacza zwiększenie liczby placówek w stosunku do 2018 r. o 14. W placówkach instytucjonalnej pieczy zastępczej przebywało łącznie 16 992 dzieci. W porównaniu z 2018 r. było to o 59 dzieci mniej.

Z tego w placówkach opiekuńczo-wychowawczych przebywało nadal 1355 dzieci poniżej 7. roku życia, w tym z powodu: pobytu wraz z małoletnią matką - 107 dzieci, stanu zdrowia - 125 dzieci, pobytu ze starszym rodzeństwem - 682 dzieci, z innego ważnego powodu - 80 oraz z powodu braku wolnych miejsc w pieczy rodzinnej - 318 dzieci. Miejsce w pieczy zastępczej znalazło również 77 małoletnich matek z dziećmi.

Średni miesięczny koszt utrzymania dziecka w placówce opiekuńczo-wychowawczej wynosił w 2019 r. 5044 zł i był wyższy o 5,6% niż w 2018 r. (4777 zł). Dla porównania koszt utrzymania dziecka w rodzinie zastępczej zawodowej i w rodzinnym domu dziecka to 2284 zł, czyli ok. 45% kwoty średniego miesięcznego kosztu utrzymania dziecka w placówce opiekuńczo-wychowawczej.

Osobie opuszczającej, po osiągnięciu pełnoletności, rodzinę zastępczą, rodzinny dom dziecka, placówkę opiekuńczo-wychowawczą lub regionalną placówkę opiekuńczo-terapeutyczną przysługuje (pieniężna i niepieniężna) pomoc na usamodzielnienie. Może to być pomoc na kontynuowanie nauki, usamodzielnienie, zagospodarowanie, pomoc w znalezieniu odpowiednich warunków mieszkaniowych, zatrudnienia oraz wsparcie prawne i psychologiczne.

Przeciętna wartość wsparcia dla wychowanka z tytułu kontynuowania nauki wyniosła 5559 zł rocznie, na usamodzielnienie - 4980 zł, natomiast na zagospodarowanie - 2 126 zł.

Adopcja

Od 1 stycznia 2012 r. organizowanie i prowadzenie ośrodków adopcyjnych stanowi zadanie zlecone z zakresu administracji rządowej, realizowane przez samorząd wojewódzki lub na jego zlecenie przez podmioty niepubliczne. Zadanie to finansowane jest z budżetu państwa.

W 2019 r. na organizowanie i prowadzenie ośrodków adopcyjnych wydatkowano kwotę 38 mln 268 tys. zł, w tym środki z budżetu państwa - 38 mln 040 tys. zł - stanowiły 99,4%.

W 2019 r. liczba i struktura ośrodków adopcyjnych nie uległa znaczącym zmianom względem 2018 r. Na terenie kraju funkcjonowały 64 ośrodki adopcyjne, w tym 60% stanowiły ośrodki publiczne.

Zadaniem ośrodków adopcyjnych jest prowadzenie procedur przysposobienia. Zadanie to należy do ich wyłącznych kompetencji. Ośrodki adopcyjne wydają m.in. opinie kwalifikacyjne dla kandydatów do adopcji dziecka, biorą udział w posiedzeniach w sprawie okresowej oceny sytuacji dziecka umieszczonego w pieczy zastępczej oraz prowadzą szkolenia dla kandydatów do przysposobienia dziecka oraz szkolenia na rodziny zastępcze.

Kandydaci do przysposobienia dziecka muszą ukończyć odpowiednie szkolenie. Ramowy program tego szkolenia jest zatwierdzany, na wniosek podmiotu wnoszącego, przez ministra właściwego do spraw rodziny, na okres 5 lat. W 2019 r. na kandydatów do przysposobienia dziecka przeszkolono 2419 osób, a w 2018 r. - 2714 osoby.

Dodatkowo w 2019 r. ośrodki adopcyjne przeprowadziły 84 szkolenia dla kandydatów na rodziny zastępcze, w których przeszkolono 386 osób, przy czym małżonkowie wykazywani byli jako 1 osoba.

Do ważnych zadań ośrodków adopcyjnych należy także udzielanie specjalistycznych porad. Najwięcej z nich udzielono rodzinom przysposabiającym (47 176 porad). Pomoc w ośrodkach adopcyjnych uzyskiwały też rodziny naturalne (4231 porad). Ośrodki adopcyjne udzielały również wsparcia psychologiczno-pedagogicznego w postępowaniu postadopcyjnym, a działania w tym zakresie podejmowano 11 201 razy.

Adopcje krajowe

W sprawozdaniu zaznaczono, że z uwagi na panującą sytuację epidemiologiczną i ograniczaną w związku z tym działalność sądów, statystyka dotycząca adopcji za rok 2019 dostępna jest jedynie za I półrocze. Wstępne wnioski są jednak takie, że ogólna liczba przysposobionych dzieci w 2019 r. pozostanie na poziomie zbliżonym do roku 2018.

Według danych z 31 grudnia 2019 r., liczba dzieci zakwalifikowanych do adopcji, dla których nie dobrano kandydatów do przysposobienia, wyniosła 2350. W tym dzieci w wieku do 1. roku życia było 46, w wieku 1-4 lat było 284, dzieci w wieku 5-9 lat było 583, dzieci w wieku 10-14 lat było 1251, a dzieci w wieku 15 lat i więcej - 186.

Liczba kandydatów na rodziców adopcyjnych oczekujących na adopcję dziecka wg stanu na 31 grudnia 2019 wynosiła 2374 (małżonkowie wykazywani są tu łącznie jako 1 kandydat) - liczba ta dotyczy kandydatów do przysposobienia, którzy począwszy od 1 stycznia 2012 r. otrzymali pozytywną opinię kwalifikacyjną, z wyłączeniem tych, których ośrodek adopcyjny dobrał już jako kandydatów do przysposobienia konkretnego dziecka, posiadających ten status na dzień 31 grudnia 2019 r.

Na koniec 2019 r. liczba dzieci oczekujących na adopcję wzrosła, w porównaniu ze stanem na dzień 31 grudnia 2018 r., o 547 dzieci (tj. o 30,3%). Natomiast liczba kandydatów na rodziców adopcyjnych oczekujących na przysposobienie dziecka zmalała o 110 osób (tj. o 4,4%), przy czym małżonkowie, tak jak wskazano powyżej, liczeni są jako 1 kandydat.

Zestawiając ze sobą dane na temat dzieci i kandydatów do przysposobienia, w sprawozdaniu z ustawy zauważono, że nadal liczba kandydatów do przysposobienia dziecka jest większa niż liczba dzieci oczekujących na przysposobienie. Różnica ta jest jednak znacząco mniejsza niż na koniec 2018 r.

"Dodatkowo należy podkreślić, że ponad 78% dzieci oczekujących na przysposobienie (dzieci, które uzyskały kwalifikację do przysposobienia, dla których ośrodek adopcyjny nie dokonał doboru kandydatów do przysposobienia wg stanu na dzień 31 grudnia 2019 r.) to dzieci w wieku od 5 do 14 lat. Nadal zatem ta kategoria wiekowa jest szczególnym wyzwaniem dla ośrodków adopcyjnych, które pracują z kandydatami do przysposobienia, jak również dla innych jednostek wspierających rodzinę, aby odpowiednio zachęcić, a następnie przygotować kandydatów na przysposobienie dzieci starszych.

Jest to też obszar, który wymaga przeanalizowania pod względem potencjalnych zmian legislacyjnych, które dodatkowo ułatwiłyby kandydatom podjęcie decyzji o przysposobieniu tych dzieci" - brzmi fragment sprawozdania.

Adopcje międzynarodowe

W 2019 r. kontynuowano działania mające na celu zmniejszenie liczby adopcji międzynarodowych polskich dzieci.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pełni funkcję organu centralnego ds. przysposobienia międzynarodowego w rozumieniu art. 6 Konwencji o ochronie dzieci i współpracy w dziedzinie przysposobienia międzynarodowego z dnia 29 maja 1993 r., czyli Konwencji Haskiej. Zadania wynikające z pełnienia tej roli wykonuje Departament Polityki Rodzinnej. Jednym z tych zadań jest wydawanie zgody na kontynuowanie procedury o przysposobienie, o której mowa w art. 17 lit. c Konwencji Haskiej. W 2016 r. wydano 196 zgód w odniesieniu do 290 dzieci.

W 2017 r. resort rodziny, realizując politykę ograniczania adopcji zagranicznych, wydał 103 zgody w stosunku do 157 dzieci. W 2018 r. było 17 takich zgód w stosunku do 21 dzieci, natomiast w 2019 wydanych zostało 11 zgód dotyczących 12 dzieci, z tego 9 dotyczyło łączenia rodzeństwa lub adopcji wewnątrzrodzinnych, a 2 odnosiły się do dzieci z instytucjonalnej pieczy zastępczej, posiadających orzeczenie o niepełnosprawności, dla których adopcja związana ze zmianą miejsca zamieszkania w Polsce na miejsce zamieszkania w innym państwie była najlepszą ze wszystkich zastępczych form opieki nad dzieckiem.

Krajami będącymi miejscem zwykłego pobytu kandydatów w tych sprawach były: Włochy (4 dzieci), Niemcy (2 dzieci), Hiszpania (2 dzieci), USA (2 dzieci), Islandia (1 dziecko), Norwegia (1 dziecko).

W Polsce do prowadzenia procedury adopcji zagranicznych w 2019 r. upoważnione były dwa ośrodki adopcyjne. Obwieszczeniem Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z dnia 13 stycznia 2017 r. ws. listy ośrodków adopcyjnych upoważnionych do współpracy z organami centralnymi innych państw lub z licencjonowanymi przez rządy innych państw organizacjami lub ośrodkami adopcyjnymi zostały wyznaczone: Diecezjalny Ośrodek Adopcyjny w Sosnowcu oraz Katolicki Ośrodek Adopcyjny w Warszawie.

W 2019 r. ośrodki te współpracowały z zagranicznymi organizacjami adopcyjnymi, licencjonowanymi przez rządy innych państw lub bezpośrednio z organami centralnymi Państw-Stron Konwencji haskiej. W 2019 r. na terenie Polski działały 23 takie organizacje.

Dodatkowo w 2019 r. kontynuowano także monitoring losów małoletnich, przysposobionych przez kandydatów mających miejsce zamieszkania poza granicami Polski. Zadanie to należy do Katolickiego Ośrodka Adopcyjnego w Warszawie. Monitoring polega przede wszystkim na przesyłaniu przez organ centralny państwa przyjmującego lub pośredniczącą agencję adopcyjną raportów z przeprowadzanych wywiadów postadopcyjnych w częstotliwości raz na rok przez okres pierwszych trzech lat, a po upływie tego okresu raz na trzy lata, aż do osiągnięcia przez dziecko pełnoletności.

Dodatkowo kandydaci do przysposobienia dziecka mający miejsce zwykłego pobytu poza granicami Polski są zobowiązani do wyrażania na piśmie zgody na kontakt z dzieckiem za pośrednictwem środków umożliwiających porozumiewanie się na odległość (telefon, skype, e-mail) przez pracowników Katolickiego Ośrodka Adopcyjnego w Warszawie lub przez pracowników polskiego organu centralnego oraz zgody na wizyty w miejscu zamieszkania dziecka, realizowane przez polskie służby konsularne lub inne osoby upoważnione przez organ centralny przez okres 6 miesięcy od dnia uprawomocnienia się postanowienia o adopcji.

Niepełnosprawność w pieczy zastępczej i adopcji

Na koniec 2019 r. w pieczy zastępczej przebywało 8480 dzieci z orzeczeniem o niepełnosprawności, co stanowi 11,7% wszystkich dzieci przebywających w pieczy zastępczej; 6400 dzieci przebywało w rodzinnej pieczy zastępczej, a 2080 dzieci w instytucjonalnej pieczy zastępczej.

Wśród przyczyn niepełnosprawności wymienianych w orzeczeniach lekarskich największą grupę stanowią upośledzenia umysłowe (18%), choroby psychiczne (15%) i choroby neurologiczne (13%).

W 2019 r. w pieczy zastępczej przebywało ponadto 2294 dzieci ze zdiagnozowanym Spektrum Płodowych Zaburzeń Alkoholowych FASD.

Wśród dzieci przysposobionych w 2019 r. 120 dzieci posiadało orzeczenie o niepełnosprawności, z czego 110 zostało przysposobionych w adopcji krajowej, a 10 dzieci w adopcji zagranicznej. W 2016 r. przysposobiono - 105 dzieci z niepełnosprawnością, w 2017 r. - 98 dzieci, zaś w 2018 r. - 106 dzieci.

"W świetle spadku ogólnej liczby adopcji utrzymanie się adopcji dzieci z orzeczeniem o niepełnosprawności na stałym poziomie jest pozytywnym zjawiskiem" - odnotowano w sprawozdaniu.

CZYTAJ DALEJ

Biskupi na XX Dzień Papieski: z Maryją i przez Maryję

2020-09-22 07:41

[ TEMATY ]

Dzień Papieski

Materiał prasowy

Oparcie na Jezusie możliwe jest razem z Maryją i przez Maryję – piszą biskupi w liście pasterskim zapowiadającym obchody XX Dnia Papieskiego. Będzie on obchodzony w niedzielę, 11 października, pod hasłem „Totus Tuus” – „Cały Twój”.

Biskupi przypominają, że XX Dzień Papieski przypada w roku stulecia urodzin oraz piętnastej rocznicy śmierci św. Jana Pawła II.
W liście pasterskim, który będzie odczytywany w kościołach 4 października (w niedzielę poprzedzającą Dzień Papieski), rozważają znaczenie zawołania „Totus Tuus”, które znajduje się w papieskim herbie św. Jana Pawła II i wskazują na jego aktualność. „Te dwa słowa wyrażają całkowitą przynależność do Jezusa za pośrednictwem Jego Matki” – piszą biskupi. Dodają, że najbliższy Dzień Papieski będzie przeżywany w polskim Kościele w duchu rozważania tajemnic życia Maryi i wzywania Jej orędownictwa.

Zobacz zdjęcia: PEŁNY TEKST LISTU: Totus Tuus. List pasterski Episkopatu Polski zapowiadający obchody XX Dnia Papieskiego

„Orędownictwo i opieka Maryi były szczególnie widoczne w życiu i posługiwaniu św. Jana Pawła II” – czytamy w liście pasterskim. Biskupi wspominają m.in. cudowne ocalenie Papieża Polaka w czasie zamachu na Placu Świętego Piotra w Rzymie 13 maja 1981 roku oraz jego wypowiedź o tym, że słowa „Totus Tuus” pomogły mu przejść przez trudne doświadczenia wojny i okupacji. Podkreślają też, że Maryja i miłość do Niej były obecne w dziejach Polski od ich początków. Przypominają m.in. pieśń „Bogurodzica”, cudowną obronę Jasnej Góry w czasie potopu szwedzkiego oraz odparcie wojsk bolszewickich w 1920 roku, a także świadectwo bezgranicznego zawierzenia Maryi, jakie dali kard. August Hlond i kard. Stefan Wyszyński. Zwracają również uwagę na liczne w naszym kraju sanktuaria maryjne i kapliczki świadczące „o wielkiej ufności Polaków w orędownictwo Matki Bożej”.

Zapowiadając Dzień Papieski, biskupi zapraszają wszystkich do „szkoły Maryi”, która uczy całkowitego zaufania słowu Boga oraz miłości do drugiego człowieka.
Zachęcają też do codziennej modlitwy różańcowej. „Niech będzie ona zarówno wspólną modlitwą małżonków, jak i całych rodzin, a także ludzi samotnych, chorych i cierpiących, pozostających w kwarantannie czy w izolacji” – czytamy w liście. Biskupi proponują, aby modlić się w drodze do pracy, szkoły, na uczelnię czy na zakupy. „Różaniec uczy nas słuchać natchnień Ducha Świętego, kochać Jezusa, służyć Kościołowi, cieszyć się wiarą, być pokornym, posłusznym i ofiarnym” – dodają.

List Episkopatu przypomina, że w Dniu Papieskim – podczas kwesty przy kościołach i w miejscach publicznych – będzie można wesprzeć materialnie stypendystów Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” nazywanej „żywym pomnikiem” wdzięczności dla św. Jana Pawła II. Fundacja co roku obejmuje opieką blisko dwa tysiące zdolnych uczniów i studentów z małych miejscowości całej Polski. „Niech udzielone w ten sposób wsparcie – nawet w obliczu osobistych trudności i niedostatków – będzie wyrazem naszej solidarności i wyobraźni miłosierdzia” – piszą biskupi.

CZYTAJ DALEJ

W poczuciu odpowiedzialności za muzykę kościelną

2020-09-22 22:35

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej

W poniedziałek, 21 września br. metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski wręczył dekrety nowym członkom Archidiecezjalnej Komisji Muzyki Kościelnej. Uroczystość odbyła się w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich.

- W słynnym przemówieniu w Paryżu, w siedzibie UNESCO,

św. Jana Paweł II powiedział, że przyszłość świata przyjdzie nie przez politykę, nie przez ekonomię, nie przez religię lecz przez kulturę – przypomniał ks. Grzegorz Lenart - przewodniczący Archidiecezjalnej Komisji Muzyki Kościelnej. Zauważył, że w szeroko pojętej kulturze swoje miejsce ma kultura chrześcijańska, a jej znaczącą częścią jest muzyka rozbrzmiewająca w świątyniach. I zaznaczył - Te słowa św. Jana Pawła II niewątpliwie intrygują, zastanawiają, zdumiewają, ale przed wszystkim rodzą w nas poczucie odpowiedzialności za to dziedzictwo kultury chrześcijańskiej, któremu na imię muzyka kościelna.

Ksiądz Lenart zapewnił metropolitę krakowskiego, że komisja dołożymy wszelkich starań, by piękno muzyki, wybrzmiewającej w świątyniach naszej archidiecezji, prowadziło do spotkania człowieka z Bogiem i do nawrócenia, aby Słowo Boże, unoszące się na skrzydłach muzyki, trafiało do najciemniejszych zakamarków ludzkich serca. I dodał: - Pragniemy wyrazić ogromną wdzięczność, za zaufanie, jakim ksiądz arcybiskup nas obdarzył, czyniąc nas ciałem doradczym i powierzając odpowiedzialność za najważniejsze sprawy związane z muzyką kościelną

w archidiecezji.

Nawiązując do przemówienia Jana Pawła II w UNESCO, abp Marek Jędraszewski stwierdził, że jest to fundamentalny wykład dotyczącym kultury. Przypomniał, że Ojciec Święty mówił o zwycięstwie kultury. Zauważył, że Ojciec Święty odwołał się do sytuacji Polski, która przetrwała trudne czasy zaborów właśnie dzięki kulturze, a także do okresu II wojny światowej, podczas której, na mocy porozumień między sowiecką Rosją, a hitlerowskimi Niemcami, czyniono starania, aby unicestwić polską inteligencję. I podkreślił: – Stało się wtedy jasne, że naród polski ma szansę przeżyć pod warunkiem, że będzie miał kolejne pokolenia twórców kultury. Stąd udział Karola Wojtyły w Teatrze Rapsodycznym, zafascynowanie poezją, dramaturgią. Papież zdawał sobie sprawę, że trzeba walczyć o nowe pokolenia twórców kultury, bo inaczej będziemy narodem niewolników. Metropolita zauważył, że w tym przemówieniu papież dał definicję kultury, która jest owocem ludzkiego ducha i ma na celu uwznioślenie go. I przekonywał: – W tym stwierdzeniu zawarta jest także, przynajmniej pośrednio, definicja antykultury jako tworu, który pomniejsza ludzkiego ducha. Zauważył, że na tle współczesnych zagrożeń otwiera się przestrzeń dla muzyki sakralnej, dzięki której ludzki duch może wznosić się wysoko w górę.

Jak przypomina ks. Grzegorz Lenart, komisje muzyki kościelnej są organami doradczymi biskupa diecezjalnego, który mianuje ich przewodniczącego i pozostałych członków. Wg instrukcji Konferencji Episkopatu Polski o muzyce kościelnej (z 2017 roku), do zadań komisji należy m.in.: troska o właściwy poziom muzyki w ośrodkach duszpasterskich, pomoc w zachowywaniu prawidłowych relacji między duchownymi i muzykami kościelnymi, troska o odpowiednie regulacje prawne, gwarantujące możliwość należytego wykonywania zadań przez muzyków kościelnych, uzgadnianie z organizatorami repertuaru wykonywanego podczas Mszy św. z udziałem biskupa diecezjalnego i transmitowanych przez media, staranne weryfikowanie kompetencji osób i zespołów, którym powierza się funkcje muzyczne podczas transmitowanej liturgii, a także sprawdzanie zgodności tekstów i melodii używanych podczas liturgii z obowiązującymi normami. Szczegółowo zadania komisji określają regulaminy diecezjalne. W regulaminie organistów Archidiecezji Krakowskiej wyraźnie podkreślono, że Archidiecezjalna Komisja Muzyki Kościelnej reprezentuje Arcybiskupa Metropolitę Krakowskiego w sprawach związanych z muzyką kościelną. Ponadto bardzo ważną i odpowiedzialną funkcję komisja spełnia podczas budowy instrumentów w kościele.

Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej podało, że w skład Archidiecezjalnej Komisji Muzyki Kościelnej wchodzą:

Przewodniczący: ks. mgr lic. Grzegorz Lenart

Wiceprzewodniczący: mgr Józef Łukasz

Sekretarz: dr Filip Presseisen

Podkomisja ds. budownictwa organowego w Archidiecezji Krakowskiej:

• dr Filip Presseisen

• mgr Józef Łukasz

• mgr Tomasz Kuc

• mgr Maciej Kramarski

• lic. Piotr Matoga

Podkomisja ds. organistów w Archidiecezji Krakowskiej:

• mgr Mateusz Peciak

• mgr Marek Pawełek

• mgr Dawid Rzepka

• mgr Łukasz Sandera

Podkomisja ds. koncertów w kościołach Archidiecezji Krakowskiej:

• dr Krzysztof Pawlisz

• mgr Maciej Banek

• mgr Krzysztof Musiał

Podkomisja ds. kantorów, scholi gregoriańskich, chórów, orkiestr:

• s. dr hab. Susi Ferfoglia

• mgr Stanisław Kowalczyk

• mgr Marcin Kruk-Wasilewski

• lic. Janusz Korczak

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję