Reklama

Wiadomości

Nie ma usprawiedliwienia dla zabijania dzieci, których nie jesteśmy w stanie wyleczyć!

Nie ma usprawiedliwienia dla zabijania dzieci, tylko dlatego, że nie jesteśmy w stanie ich wyleczyć - przypomina Thierry de la Villejégu, dyrektor Fundacji Jérôme Lejeune, w rozmowie z okazji obchodzonego dziś 12. Światowego Dnia Zespołu Downa.

[ TEMATY ]

dzieci

zespół Downa

eleonora_os/fotolia.com

Thierry de la Villejégu: Jest to pewnego rodzaju nadwyżka chromosomowa, do której dochodzi podczas poczęcia dziecka. Następuje wówczas nieprawidłowe utworzenie par chromosomów: w parze 21. występuje trzeci chromosom. Powoduje on produkcję nadwyżki protein, które zakłócają niektóre funkcje organizmu, i powodują niepełnosprawności, głównie niepełnosprawność intelektualną. Osoby trisomiczne cierpią zatem z powodu zaburzeń poznawczych, m.in. pamięci i myślenia abstrakcyjnego i koncepcyjnego.

Trisomia 21 dotyczy wszystkich 350. genów, które znajdują się na chromosomie 21, dlatego odbija się także na innych aspektach rozwoju osoby chorej, np. na wyglądzie. Osoby z zespołem Downa, niezależnie od kraju pochodzenia, posiadają wspólne cechy, m.in. tzw. "migdałowe oczy", pucołowaty kształt twarzy, nieco odstające kości policzkowe.
Zespół Downa to najczęściej występująca choroba genetyczna związana z niepełnosprawnością intelektualną: występuje ona w przypadku 1 na 700 ciąż. Osoba dotknięta tą chorobą może też cierpieć na tzw. zaburzenia towarzyszące, takie jak np. zaburzenia snu czy wady serca. Część z tych zaburzeń jest dziś objęta odpowiednią opieką medyczną, pozostałe wciąż w niewystarczającym stopniu. Z medycznego punktu widzenia niezwykle interesujące jest też to, że trisomia 21 chroni przed niektórymi chorobami. Np. kobieta z zespołem Downa nigdy nie zachoruje na raka piersi.

- Częściej mówi się jednak o ograniczeniach, niż o zdolnościach i możliwościach osób trisomicznych. Jakie powinno być ich miejsce w społeczeństwie?

- Osoby z zespołem Downa są pozbawione pewnych zahamowań, dzięki czemu mogą z łatwością nawiązywać kontakty z innymi ludźmi, budować z nimi relacje i tworzyć bardzo pozytywną dynamikę społeczną. To więzi oparte nie na inteligencji, ale na życzliwości, współczuciu, empatii. Podczas gdy współczesne społeczeństwo ma problem z budowaniem relacji przyjaznych i z trudem buduje relacje oparte na zaufaniu czy spontanicznym wychodzeniu do siebie nawzajem, osoby z zespołem Downa robią to z wielką łatwością. To niezwykle cenne!
Zdecydowanie nie należy się bać integrowania osób z zespołem Downa w środowisku zawodowym. Kiedyś zapytałem osobę odpowiedzialną za administrację w jednej z paryskich klinik o to, jak układa się współpraca z zatrudnioną przez nich dziewczyną z zespołem Downa. W odpowiedzi usłyszałem: Eléonore (tak miała na imię ta dziewczyna z trisomią), to nasze słońce! Wcześniej w naszym zespole byliśmy nieco zamknięci, wyizolowani, a ona sprawiła, że staliśmy się prawdziwym teamem. Takich niezwykle wymownych przykładów znam naprawdę wiele.

- Oprócz zdolności interpersonalnych słyszy się także o zdolności do głębokich przeżyć duchowych osób z zespołem Downa. Świadczą o tym m.in. małe siostry uczennice Baranka - francuskie zgromadzenie, które jako jedyne na świecie przyjmuje do siebie kobiety trisomiczne.

- Istotnie, bardzo często można spotkać młode osoby z zespołem Downa, które prowadzą intensywne życie wiary i modlitwy. Jak wspominałem, te osoby mają mniejsze zahamowania: intelektualne i te nabyte. Posiadają też naturalny, spontaniczny zryw duchowy.
W parafiach francuskich często można np. spotkać osoby trisomiczne służące do mszy św. Lubią to robić i robią to bardzo dobrze, mają wielkie poczucie odpowiedzialności. W Lourdes działa dziś wspólnota, która gromadzi młodych mężczyzn z zespołem Downa, pod opieką diakona stałego. Ich zadaniem jest służba w parafiach całego miasta i w sanktuarium. To nowe doświadczenie, zorganizowane oczywiście za zgodą lokalnego biskupa, które pozwoli odkryć tym młodym ludziom ich miejsce w Kościele. To bardzo interesująca perspektywa, która pozwala osobom z zespołem Downa zarówno rozwijać swoją wiarę i integrować się z życiem parafialnym, jak też służyć poprzez prace powierzane zazwyczaj wolontariuszom.

- Na XVI-wiecznym obrazie niderlandzkiego malarza Jana Joesta de Kalkara pt. "Adoracja Dzieciątka" 6 spośród 17. postaci zgromadzonych wokół betlejemskiej szopki, to osoby z zespołem Downa, głównie aniołowie. Podobnych malowideł jest więcej.

- Ten obraz pokazuje, że dawniej osoby trisomiczne miały swoje piękne i ważne miejsce w życiu Kościoła. Nie tylko nie były ukrywane, ale wręcz eksponowane, znajdowały się w centrum życia duszpasterskiego. Ten obraz w przejrzysty sposób wskazuje kierunek, w którym powinniśmy podążać: dać biednym miejsce w Kościele, zaczynając od osób z zespołem Downa, zwłaszcza tym, które ożywia głęboka wiara. Dać im należne miejsce w sercu Kościoła. W ten sposób nasz Kościół stanie się dla świata przykładem życia, miłości i służenia prawdzie.

- A jakie są dziś największe wyzwania w towarzyszeniu osobom cierpiącym na zespół Downa?

- Dziś toczy się wielka walka o to, by tym osobom pozwolić żyć. Walka o to, by przyjąć życie osób z zespołem Downa i zakazać ich abortowania pod pretekstem tego, że nie odpowiadają kryteriom "idealnego dziecka". Zagrożeniem dla Zachodu jest zupełnie sztuczna wizja "dziecka idealnego", która jest iluzją, i niesie wielkie zagrożenie dzieciom, które noszą w sobie jakiekolwiek odmienności. Zatem pierwszym wielkim wyzwaniem jest przyjęcie i pokochanie osoby, która jest od nas inna, powiedzenie "tak" każdej istocie ludzkiej nawet, jeśli jest niepełnosprawna.

- W ubiegłym tygodniu internet obiegło nagranie, w którym dziewczyna z zespołem Downa prezentuje prognozę pogody na antenie France 2. Czy to znak, że w przestrzeni medialnej powstaje miejsce dla osób z zespołem Downa?

- Rzeczywiście, ten radosny przykład młodej kobiety, Mélanie, pokazuje, że dziennikarze i opinia publiczna zmieniają spojrzenie na osoby z zespołem Downa. Jednak stańmy w prawdzie: postawienie w świetle reflektorów Mélanie, która jest osobą niezwykle czarującą , inteligentną i zabawną, to jedno. Ale naświetlić należy także te 96 proc. osób z zespołem Downa, na których dokonuje się aborcji tylko ze względu na ich chorobę. Mówienie o zespole Downa tylko w aspekcie pozytywnym, to hipokryzja, faryzeizm. Oczywiście, pokazanie, jak zdolne są te osoby, jak są bogate - to wielka radość. Ale społeczeństwo powinno przemyśleć i zmienić podejście do praktyki eugenicznej, która prowadzi do tego, że we Francji zabija się 9 na 10 dzieci z zespołem Downa!

- Według Pana rozwój praktyk eugenicznych może doprowadzić do podobnego zagrożenia także w innych krajach Europy?

- W całej Europie praktyka eugeniczna masowo zagraża dziś osobom z zespołem Downa. Dzięki pojawieniu się nowych testów prenatalnych, trisomię 21 można wykryć na podstawie badania krwi matki. Już w 9-10 tygodniu ciąży badanie embrionu na podstawie fragmentu DNA zawartego we krwi matki pozwala na wykrycie, czy dziecko ma dodatkowy chromosom. Zatem za sprawą tych badań będzie można wyeliminować niemal 100 proc. osób z trisomią 21. Narodziny dzieci z zespołem Downa nigdy nie były tak bardzo zagrożone!

- Jak długo takie dziecko jest zagrożone aborcją?

- We Francji aż do 9 miesiąca ciąży. Aborcji można dokonać praktycznie w przeddzień narodzin.

- A przecież Francja, to zarazem kraj, który ma ogromne zasługi dla odkrycia zespołu Downa i poszukiwania pomocy medycznej dla osób trisomicznych.

- Aż do odkrycia trisomii 21 w 1958 r. przez francuskiego lekarza Jérôme Lejeune'a i jego towarzyszy, Raymonda Turpin i Marthe Gautier, dzieci trisomiczne były uważane za skazę społeczną, za powód wstydu w rodzinie. Dzięki temu odkryciu, choroba przestała być uznawana za wstydliwą, czy np. generowaną z racji na seksualną rozwiązłość. Zespół Downa był pierwszą zidentyfikowaną chorobą chromosomową. To także przyniosło ulgę rodzinom, które wcześniej myślały, że są winne zaistnieniu choroby u dzieci. Pierwszym elementem "uwalniającym" te rodziny była ta możliwość jasnego zidentyfikowania przyczyn choroby i tym samym pokonania uprzedzeń.
Od lat 60-tych dokonał się olbrzymi postęp kliniczny. Dziś, prawie 50 lat od dokonania tego odkrycia, osoby z zespołem Downa żyją średnio 60 lat, podczas gdy wcześniej długość ich życia oscylowała wokół 10 lat. Ponadto wiele towarzyszących schorzeń jest doskonale zdiagnozowanych i znajduje się pod opieką lekarzy. Dziś wiemy też, jak pomagać osobom z zespołem Downa, zwłaszcza młodym, tak, aby jak najlepiej odnalazły się w społeczeństwie. Są przecież dzieci trisomiczne, które potrafią czytać, pisać, liczyć. Są młodzi, którzy chodzą do szkół, którzy są zatrudniani. Takie osoby nierzadko spotyka się na stanowiskach związanych z usługami i komunikacją, ponieważ mają one zdolności budowania relacji bardzo cennych dla tego typu stanowisk pracy.

- Na czym współcześnie polega działalność Instytutu i Fundacji Jérôme Lejeune?

- Nasza działalność odpowiada dziełu i życiu profesora Lejeune'a. On był adwokatem życia. Był lekarzem, naukowcem, ale też adwokatem życia. Walczył, by jego mali pacjenci byli otaczani największym szacunkiem przez lekarzy, naukowców i ojców. Sam profesor był też ojcem rodziny. Obronie życia od jego początku do naturalnej śmierci poświęcił większość swojego życia.
Dziś fundacja zajmuje się badaniami naukowymi, aby znaleźć metodę leczenia osób trisomicznych. Możemy mówić o sukcesie, o ważnych badaniach naukowych, prowadzonych nie tylko we Francji, ale na świecie, a dzisiejszy stań badań w niczym nie przypomina tego sprzed 20 lat. Te badania dają pewność, że za kilka lat będziemy mieli lekarstwo. Ponadto fundacja boryka się dziś z trudnościami, jakie niesie ze sobą obrona życia. Próbuje otwierać dyskusje, dawać argumenty, edukować rodziny, młodych we wszystkich kwestiach, które dotyczą życia, jego aspektów moralnych i filozoficznych. Tak, by wspólnie kształtować serca i budować ducha miłosierdzia i prawdy wobec każdej istoty ludzkiej.
Przy fundacji rozwinął się instytut, który przyjmuje dziś ponad 8,5 tys. osób dotkniętych niepełnosprawnością intelektualną - w większości z zespołem Downa. Ten instytut jest niezwykle ważny, powiedziałbym: najważniejszy w Europie, a nawet na świecie. Daje pacjentowi opiekę medyczną na bardzo wysokim poziomie i zarazem pomaga mu zoptymalizować zdolności fizyczne, intelektualne i psychiczne. To wielki sukces.

- Zatem jak to możliwe, że w kraju, który ma tak ogromne zasługi dla ratowania osób z zespołem Downa, funkcjonuje prawo, pozwalające je zabijać praktycznie przez całą ciążę?

- To okropny paradoks. To wielka słabość intelektualna i moralna, która nie umie oprzeć się iluzji "dziecka idealnego". W tle jest też oczywiście upadek publicznego systemu opieki zdrowotnej, bo nie ma usprawiedliwienia dla zabijania dzieci tylko dlatego, że nie jesteśmy w stanie ich wyleczyć! W imię czego mam prawo zabić dziecko, tylko dlatego, że jest niepełnosprawne? To ogromna moralna porażka polityki zdrowia publicznego! I ogromna porażka edukacyjna względem matek i rodzin.
Dziecko niepełnosprawne, noszące upośledzenia, wciąż jest przede wszystkim dzieckiem: ma swoje bogactwo, swoje talenty i nie możemy go zredukować do jego choroby czy niepełnosprawności! Odpowiedzialni za politykę zdrowotną we Francji i na Zachodzie muszą naprawdę zastanowić się nad swoimi powinnościami moralnymi i solidarnościowymi. Demokracja szczyci się z budowania solidarności i braterstwa, ale nie ma mowy o braterstwie i solidarności, jeśli zabija się w sposób eugeniczny osoby z zespołem Downa.

2017-03-21 12:03

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Droga Krzyżowa dla dzieci

2020-03-27 16:55

[ TEMATY ]

dzieci

Droga Krzyżowa

dziecko

#NiedzielaDlaDzieci

AdobeStock

Kochani Rodzice, zapraszamy was do przejścia ze swoimi dziećmi Drogą Krzyżową. Weźcie je na kolana, przytulcie i przeczytajcie, jak bardzo Pan Jezus kocha każdego człowieka. Jak bardzo kocha je. Przekonajcie siebie i swoje dzieci, że upadki, niepowodzenia nie są czymś ostatecznym, ale drogą do czegoś nowego.

Jezus na śmierć skazany

Wiesz, Jemu wtedy było najtrudniej. Nikt Go nie chciał, nikt Go nie bronił, przestraszeni przyjaciele nie przybiegli, żeby Go ratować. Ale On właśnie wtedy był najpiękniejszy. Myślę, że się bał, czasem trudno się nie bać. Myślę, że był potwornie smutny, smutku czasem nie da się łatwo odegnać. Ale nie opuścił głowy. Wiesz, jak to się nazywa? Godność. Wiedział, że jest dobry i że wszystko ma jakiś sens. I nie dał sobie wmówić, że nikt Go nie chce. Możesz Mu o tym powiedzieć: „Panie Jezu, jesteś mi potrzebny, jesteś dobry, ja Ciebie chcę”.

Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Te dwie drewniane belki mają kształt człowieka. Wiesz, co to znaczy? Że Bóg człowieka nosi na rękach. Tak jak się wnosi śpiące dziecko z samochodu do mieszkania. Tak jak pan młody wnosi swoją młodą żonę przez próg. A czasem tak, jak się nosi jakiś ciężar. On nas niesie.

Pierwszy upadek pod krzyżem

Czasem się potyka. Tak jak ty, kiedy uczyłeś się chodzić i potykałeś się co piętnaście sekund, a myśmy cię podnosili i wołaliśmy: „Brawo, żołnierzu! Maszeruj dalej!”. Potem to samo powtarzało się, kiedy uczyłeś się jeździć na rowerze i na rolkach. O matko, ile razy ty miałeś obtłuczone kolana i kleiliśmy je plastrami. Ale potknąć się, upaść, to nic strasznego. Bóg też się tego nie boi.

Pan Jezus spotyka swoją Matkę

Bóg w ogóle ma w sobie coś maminego. Mamusiowego. Dla mamy dziecko najładniejsze jest wtedy, kiedy całe umazane jest czekoladą albo ubabrane ziemią, w której budowało zamki i tunele. Bóg wzrusza się nami nie tylko wtedy, kiedy stroimy się w niedzielny garniturek, ale też kiedy jesteśmy upaćkani codziennością.

Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi

Pan Bóg jest wszechmocny – to stare słowo znaczy, że On wszystko może sam. Ale wiesz, On uwielbia prosić o pomoc i kocha pracę zespołową. Nawet jak zwyczajnie grabisz liście przed domem, to pomagasz Bogu porządkować świat.

Weronika ociera twarz Jezusowi

Bóg lubi ludzi odważnych. Myślę, że bardziej woli, żebyśmy byli odważni niż grzeczni. Wyobraź sobie, że jest jakiś chłopak w twojej klasie, który może nie jest największym bystrzakiem ani królem strzelców na boisku. I wyobraź sobie, że powiesz mu, że w sumie to go lubisz i zapraszasz go na urodziny. To wiesz co? Będziesz wtedy podobny do samego Boga.

Drugi upadek pod krzyżem

Tylko się nie przejmuj za bardzo, jeśli znowu coś ci nie wyszło. Nie załamuj się, tylko leć się przytulić do taty, mamy, do starszej siostry albo kudłatego królika, którego trzymacie w kuchni. Wysmarkaj nos i powiedz: „Potrzebuję pomocy, pomożesz mi?”. Ludzie, którzy cię kochają, uwielbiają ci pomagać. Bóg też. On dobrze wie, że czasem trudno się podnieść samemu.

Jezus spotyka płaczące niewiasty

Wcale nie jest tak, że zawsze musimy się uśmiechać jak te manekiny ze sklepu z sukniami ślubnymi. Nawet na modlitwie możemy powiedzieć Bogu: „Jakoś mi się nie chce dzisiaj uśmiechać”. Wiesz, jakie jest najkrótsze zdanie w księdze Ewangelii? „Jezus zapłakał”. Popłakać jest OK. Bóg też się tego nie wstydzi.

Trzeci upadek pod ciężarem krzyża

Bo tylko koty są takie cwane, że jak spadają z parapetu albo z płotu, to tak się w powietrzu wywiną, że spadają na cztery łapy i biegną dalej. U ludzi to jest trochę bardziej skomplikowane. Ale wiesz, co jest dobrego w tym, że coś nam się nie uda trzeci raz, piętnasty albo stomilionowy? Uczymy się wtedy wytrwałości, żeby spróbować jeszcze raz. W końcu zawsze się udaje. I wtedy jesteś mistrzem: tabliczki mnożenia, skoków w dal albo w niewyjeżdżaniu kredką za linie.

Jezus z szat obnażony

Jak czasem powiesz komuś ciepłe słowo, to jakbyś go swetrem okrył albo kocem w mroźny dzień.

Jezus do krzyża przybity

Pan Jezus jest taki, że kiedy w stajence był malutki i kiedy był dorosły na krzyżu, ręce trzymał szeroko wyciągnięte. Czemu? Bo marzy o jednym: przygarnąć cały ten wielgachny świat.

Jezus umiera na krzyżu

Nie ma takiej sytuacji, której On by przed nami nie przeszedł. Jak ktoś marznie na dworze, bo nie wziął kurtki, jak ktoś gubi się w mieście i mama go szuka albo jak kogoś eksmitują z mieszkania, bo nie miał na czynsz, albo jak zdarza się jakieś inne nieszczęście – to Pan Jezus mówi tak: „Ja to wszystko przeszedłem, Ja to znam, to nie jest koniec świata. Chodź, idziemy dalej, damy radę”.

Jezus z krzyża zdjęty

Wysłać komuś SMS-a: „Lubię cię, pomodlę się za ciebie” – to jakby przynieść do domu wróbla ze zwichniętym skrzydłem. Ogrzeje się i nabierze sił do fruwania.

Jezus do grobu złożony

Bo cuda się dzieją, tylko nie wiadomo kiedy. Bardzo trudno je przyłapać. Dziadek na wsi sieje ziarno na jesień, nie widzi, co tam się dzieje pod ziemią, aż mu wyrasta zielono na wiosnę. Albo mówisz tacie: „Jesteś najfajniejszym facetem na świecie” – i jakoś dziwnie jest szczęśliwy i ma trzy razy więcej siły niż wcześniej. Tak, cuda się dzieją, bądź cierpliwy. Kiedy Panu Jezusowi było najtrudniej, opowiedział najpiękniejszą historię.

Inne ciekawe materiały dla dzieci: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Krzyż z kościoła św. Marcelego w Rzymie

W IV wieku wzniesiono na ruinach catabulum - głównego urzędu pocztowego w starożytnym Rzymie - kościół pod wezwaniem św. Marcelego, papieża, który zasiadał na Stolicy Piotrowej w latach 307-309, za panowania cesarza Maksencjusza. W XIV wieku w kościele umieszczono drewniany krzyż z wyobrażeniem Chrystusa. Gdy podczas pożaru w 1519 r. świątynia spłonęła doszczętnie, ze zgliszcz - ku zdziwieniu rzymian - wyciągnięto nienaruszony krucyfiks. Od tamtego dnia stał się on obiektem szczególnej czci mieszkańców Wiecznego Miasta. Umieszczono go, oczywiście, w nowym, renesansowym kościele, który wzniesiono w tym samym miejscu.
Procesje z krzyżem św. Marcelego weszły na stałe do tradycji rzymskiej. W XVI wieku powstała arcykonfraternia, której celem było ich organizowanie (działa ona po dzień dzisiejszy).
W kronikach odnotowano, że już trzy lata po pożarze, w 1522 r., gdy w Rzymie szerzyła się epidemia cholery, przez kilka dni noszono procesjonalnie krzyż ulicami miasta, by błagać Boga o zakończenie epidemii. W czasie lat świętych niesiono go z kościoła św. Marcelego, znajdującego się przy ulicy Corso, do Bazyliki św. Piotra; po raz ostatni uczyniono to w czasie Roku Świętego 1950. Natomiast w przeddzień rozpoczęcia Soboru Watykańskiego II, na życzenie Jana XXIII, krzyż przeniesiono do Bazyliki Matki Bożej Większej na triduum modlitw; 7 października 1962 r. sam papież udał się na jego adorację.
Jan Paweł II kazał umieścić krucyfiks św. Marcelego w Bazylice Watykańskiej z okazji obchodów Dnia Przebaczenia, które miały miejsce 12 marca br. Tę historyczną ceremonię śledziły miliony telewidzów, a gest Papieża obejmującego ukrzyżowanego Chrystusa urósł do rangi jednego z symboli Pontyfikatu.
Krzyż pozostanie w Bazylice przez cały okres Wielkiego Postu.

CZYTAJ DALEJ

Chaos okiełznany, czyli rodzina w kwarantannie

2020-03-28 11:12

©Yakobchuk Olena – stock.adobe.com

Od niemal dwóch tygodni rodzice i dzieci przebywają ze sobą 24 godziny na dobę. Zapytaliśmy rodzinę z Małopolski o to, jak właściwie przeżyć czas pandemii. W jaki sposób stymulować rozwój umysłowy, fizyczny i duchowy najmłodszych, a jednocześnie znaleźć przestrzeń dla siebie? Opowie o tym Agnieszka Hajos-Iwańska, pracująca zdalnie żona i mama.

Anna Bandura: Jak zadbać o siebie i rodzinę w czasie kwarantanny?

Agnieszka Hajos-Iwańska: Podstawowa sprawa w tym okresie "izolacji społecznej" to utrzymać możliwie normalny rytm dnia. Stałe pory wstawania, posiłków, kładzenia się spać, lekcje/praca raczej w pierwszej części dnia. To daje wszystkim poczucie, że zmiana w życiu nie jest aż taka wielka. Utrzymanie normalności to też pielęgnowanie swoich rodzinnych zwyczajów i małych przyjemności — jak wspólny wieczór kinowy w sobotę (tylko w salonie, a nie w kinie) czy to, że mama ma nadal zadbane, pomalowane paznokcie (tylko robi je sobie sama). Takie trzymanie się normalności jest ważne nie tylko dla dzieci.

Ta niecodzienna sytuacja, w której się znaleźliśmy, może stać się okazją do pogłębiania relacji nie tylko z członkami rodziny, ale także z Bogiem. Jak w tym czasie kształtuje się wasza duchowość?

Ze względu na ograniczenie dotyczące uczestnictwa w Mszy św., uczestniczymy w niej online. A ponieważ mamy zwyczaj (dorośli) być na Mszy św. codziennie, co rano w naszym salonie można do nas dołączyć. Dzieci czasem korzystają z tej możliwości, w wolności. Uczestniczymy w adoracji online, zachęcamy dzieci do Różańca i do duchowej lektury (oczywiście na miarę wieku, z dziećmi czytamy "Idziemy za Tobą"). Wspólna modlitwa jest w naszym domu czymś naturalnym, natomiast więcej rozmawiamy o cnotach ludzkich, na pierwszym miejscu jest oczywiście męstwo i posłuszeństwo, które w nas wszystkich ta sytuacja bardzo wzmacnia.

Co jest najtrudniejsze w tym okresie?

Dla nas osobiście trudne jest łączenie intensywnego życia zawodowego (akurat w naszej branży dzieje się bardzo dużo) z intensywnym życiem rodzinnym i nadzorowaniem nauczania dzieci. Jesteśmy zmęczeni, ale staramy się trzymać fason i dawać dzieciom przykład. Na razie się udaje.

U dzieci, które nie mają doświadczeń edukacji domowej może pojawić się myśl, że pobyt w domu to czas na zabawę. Jak zatem planować obowiązki i przyjemności, lekcje i odpoczynek?

Przede wszystkim — w ogóle planować. Plan dnia, choćby ramowy, to podstawa w sytuacji, kiedy nic zewnętrznego nami nie steruje. W pracy przyjmujemy zasadę planowania 2/3 czasu i zostawiania reszty jako bufora na "pożary", wobec dzieci i zadań szkolnych ta zasada się sprawdza. Co do przyjemności, mamy kilka prostych zasad (bajka po odrobieniu lekcji, codzienna porcja ćwiczeń na instrumencie, porcja ruchu w środku dnia). No i żelazna zasada "czasu dorosłych" wieczorem, która jest nam koniecznie potrzebna jako bufor.

Czy istnieje coś, co w czasie kwarantanny na pierwszy rzut oka wydawało się nieistotne, ale w dłuższej perspektywie okazało się ważne?

Niezwykła ilość spędzanego razem czasu jest źródłem radości, ale też napięć, zwłaszcza jeśli rodzina "siedzi sobie na głowach". Ważne wydaje się zadbanie o czas tylko dla siebie każdego członka rodziny, prawo do wycofania się, choćby w książkę. Niekoniecznie trzeba spędzać całą dobę w zbiorowości, zwłaszcza jeśli mamy w domu introwertyków.

Jesteście kursantami Akademii Familijnej. Jak to, czego nauczyliście się w AF, wpływa na wasze relacje w czasie kwarantanny?

Podstawowa umiejętność wykształcona na kursach AF — poza rozmawianiem — to umiejętność oddzielania faktów od opinii, problemów i całej reszty. W zarządzaniu dziećmi zamkniętymi na niewielkiej przestrzeni spokojne rozplątywanie ich sporów na podstawie tych zasad okazuje się bezcenne.

Zauważam, że instytucja rodziny w tym niecodziennym czasie się odbudowuje. Jakie są wasze refleksje na ten temat?

Jest taki mem o tym, że ludzie nagle zaczęli siedzieć w domu i sami gotować, jak tak dalej pójdzie to jeszcze zaczną czytać... To oczywiście żart, ale przekazuje prawdę o tym, że jako społeczeństwo odzwyczailiśmy się od spędzania czasu w gronie bliskiej rodziny. Uczymy się spędzać ze sobą czas, znosić nawzajem swoje słabsze momenty. Z drugiej strony, wszystkim nam towarzyszy lęk o tych najsłabszych, starszych i schorowanych członków naszych rodzin. Część z nas świadomie odsuwa się od nich, w trosce o ich bezpieczeństwo, a jednocześnie czujemy potrzebę odbudowywania kontaktów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję