Reklama

Wiadomości

Nie ma usprawiedliwienia dla zabijania dzieci, których nie jesteśmy w stanie wyleczyć!

Nie ma usprawiedliwienia dla zabijania dzieci, tylko dlatego, że nie jesteśmy w stanie ich wyleczyć - przypomina Thierry de la Villejégu, dyrektor Fundacji Jérôme Lejeune, w rozmowie z okazji obchodzonego dziś 12. Światowego Dnia Zespołu Downa.

[ TEMATY ]

dzieci

zespół Downa

eleonora_os/fotolia.com

Thierry de la Villejégu: Jest to pewnego rodzaju nadwyżka chromosomowa, do której dochodzi podczas poczęcia dziecka. Następuje wówczas nieprawidłowe utworzenie par chromosomów: w parze 21. występuje trzeci chromosom. Powoduje on produkcję nadwyżki protein, które zakłócają niektóre funkcje organizmu, i powodują niepełnosprawności, głównie niepełnosprawność intelektualną. Osoby trisomiczne cierpią zatem z powodu zaburzeń poznawczych, m.in. pamięci i myślenia abstrakcyjnego i koncepcyjnego.

Trisomia 21 dotyczy wszystkich 350. genów, które znajdują się na chromosomie 21, dlatego odbija się także na innych aspektach rozwoju osoby chorej, np. na wyglądzie. Osoby z zespołem Downa, niezależnie od kraju pochodzenia, posiadają wspólne cechy, m.in. tzw. "migdałowe oczy", pucołowaty kształt twarzy, nieco odstające kości policzkowe.
Zespół Downa to najczęściej występująca choroba genetyczna związana z niepełnosprawnością intelektualną: występuje ona w przypadku 1 na 700 ciąż. Osoba dotknięta tą chorobą może też cierpieć na tzw. zaburzenia towarzyszące, takie jak np. zaburzenia snu czy wady serca. Część z tych zaburzeń jest dziś objęta odpowiednią opieką medyczną, pozostałe wciąż w niewystarczającym stopniu. Z medycznego punktu widzenia niezwykle interesujące jest też to, że trisomia 21 chroni przed niektórymi chorobami. Np. kobieta z zespołem Downa nigdy nie zachoruje na raka piersi.

- Częściej mówi się jednak o ograniczeniach, niż o zdolnościach i możliwościach osób trisomicznych. Jakie powinno być ich miejsce w społeczeństwie?

- Osoby z zespołem Downa są pozbawione pewnych zahamowań, dzięki czemu mogą z łatwością nawiązywać kontakty z innymi ludźmi, budować z nimi relacje i tworzyć bardzo pozytywną dynamikę społeczną. To więzi oparte nie na inteligencji, ale na życzliwości, współczuciu, empatii. Podczas gdy współczesne społeczeństwo ma problem z budowaniem relacji przyjaznych i z trudem buduje relacje oparte na zaufaniu czy spontanicznym wychodzeniu do siebie nawzajem, osoby z zespołem Downa robią to z wielką łatwością. To niezwykle cenne!
Zdecydowanie nie należy się bać integrowania osób z zespołem Downa w środowisku zawodowym. Kiedyś zapytałem osobę odpowiedzialną za administrację w jednej z paryskich klinik o to, jak układa się współpraca z zatrudnioną przez nich dziewczyną z zespołem Downa. W odpowiedzi usłyszałem: Eléonore (tak miała na imię ta dziewczyna z trisomią), to nasze słońce! Wcześniej w naszym zespole byliśmy nieco zamknięci, wyizolowani, a ona sprawiła, że staliśmy się prawdziwym teamem. Takich niezwykle wymownych przykładów znam naprawdę wiele.

- Oprócz zdolności interpersonalnych słyszy się także o zdolności do głębokich przeżyć duchowych osób z zespołem Downa. Świadczą o tym m.in. małe siostry uczennice Baranka - francuskie zgromadzenie, które jako jedyne na świecie przyjmuje do siebie kobiety trisomiczne.

- Istotnie, bardzo często można spotkać młode osoby z zespołem Downa, które prowadzą intensywne życie wiary i modlitwy. Jak wspominałem, te osoby mają mniejsze zahamowania: intelektualne i te nabyte. Posiadają też naturalny, spontaniczny zryw duchowy.
W parafiach francuskich często można np. spotkać osoby trisomiczne służące do mszy św. Lubią to robić i robią to bardzo dobrze, mają wielkie poczucie odpowiedzialności. W Lourdes działa dziś wspólnota, która gromadzi młodych mężczyzn z zespołem Downa, pod opieką diakona stałego. Ich zadaniem jest służba w parafiach całego miasta i w sanktuarium. To nowe doświadczenie, zorganizowane oczywiście za zgodą lokalnego biskupa, które pozwoli odkryć tym młodym ludziom ich miejsce w Kościele. To bardzo interesująca perspektywa, która pozwala osobom z zespołem Downa zarówno rozwijać swoją wiarę i integrować się z życiem parafialnym, jak też służyć poprzez prace powierzane zazwyczaj wolontariuszom.

- Na XVI-wiecznym obrazie niderlandzkiego malarza Jana Joesta de Kalkara pt. "Adoracja Dzieciątka" 6 spośród 17. postaci zgromadzonych wokół betlejemskiej szopki, to osoby z zespołem Downa, głównie aniołowie. Podobnych malowideł jest więcej.

- Ten obraz pokazuje, że dawniej osoby trisomiczne miały swoje piękne i ważne miejsce w życiu Kościoła. Nie tylko nie były ukrywane, ale wręcz eksponowane, znajdowały się w centrum życia duszpasterskiego. Ten obraz w przejrzysty sposób wskazuje kierunek, w którym powinniśmy podążać: dać biednym miejsce w Kościele, zaczynając od osób z zespołem Downa, zwłaszcza tym, które ożywia głęboka wiara. Dać im należne miejsce w sercu Kościoła. W ten sposób nasz Kościół stanie się dla świata przykładem życia, miłości i służenia prawdzie.

- A jakie są dziś największe wyzwania w towarzyszeniu osobom cierpiącym na zespół Downa?

- Dziś toczy się wielka walka o to, by tym osobom pozwolić żyć. Walka o to, by przyjąć życie osób z zespołem Downa i zakazać ich abortowania pod pretekstem tego, że nie odpowiadają kryteriom "idealnego dziecka". Zagrożeniem dla Zachodu jest zupełnie sztuczna wizja "dziecka idealnego", która jest iluzją, i niesie wielkie zagrożenie dzieciom, które noszą w sobie jakiekolwiek odmienności. Zatem pierwszym wielkim wyzwaniem jest przyjęcie i pokochanie osoby, która jest od nas inna, powiedzenie "tak" każdej istocie ludzkiej nawet, jeśli jest niepełnosprawna.

- W ubiegłym tygodniu internet obiegło nagranie, w którym dziewczyna z zespołem Downa prezentuje prognozę pogody na antenie France 2. Czy to znak, że w przestrzeni medialnej powstaje miejsce dla osób z zespołem Downa?

- Rzeczywiście, ten radosny przykład młodej kobiety, Mélanie, pokazuje, że dziennikarze i opinia publiczna zmieniają spojrzenie na osoby z zespołem Downa. Jednak stańmy w prawdzie: postawienie w świetle reflektorów Mélanie, która jest osobą niezwykle czarującą , inteligentną i zabawną, to jedno. Ale naświetlić należy także te 96 proc. osób z zespołem Downa, na których dokonuje się aborcji tylko ze względu na ich chorobę. Mówienie o zespole Downa tylko w aspekcie pozytywnym, to hipokryzja, faryzeizm. Oczywiście, pokazanie, jak zdolne są te osoby, jak są bogate - to wielka radość. Ale społeczeństwo powinno przemyśleć i zmienić podejście do praktyki eugenicznej, która prowadzi do tego, że we Francji zabija się 9 na 10 dzieci z zespołem Downa!

- Według Pana rozwój praktyk eugenicznych może doprowadzić do podobnego zagrożenia także w innych krajach Europy?

- W całej Europie praktyka eugeniczna masowo zagraża dziś osobom z zespołem Downa. Dzięki pojawieniu się nowych testów prenatalnych, trisomię 21 można wykryć na podstawie badania krwi matki. Już w 9-10 tygodniu ciąży badanie embrionu na podstawie fragmentu DNA zawartego we krwi matki pozwala na wykrycie, czy dziecko ma dodatkowy chromosom. Zatem za sprawą tych badań będzie można wyeliminować niemal 100 proc. osób z trisomią 21. Narodziny dzieci z zespołem Downa nigdy nie były tak bardzo zagrożone!

- Jak długo takie dziecko jest zagrożone aborcją?

- We Francji aż do 9 miesiąca ciąży. Aborcji można dokonać praktycznie w przeddzień narodzin.

- A przecież Francja, to zarazem kraj, który ma ogromne zasługi dla odkrycia zespołu Downa i poszukiwania pomocy medycznej dla osób trisomicznych.

- Aż do odkrycia trisomii 21 w 1958 r. przez francuskiego lekarza Jérôme Lejeune'a i jego towarzyszy, Raymonda Turpin i Marthe Gautier, dzieci trisomiczne były uważane za skazę społeczną, za powód wstydu w rodzinie. Dzięki temu odkryciu, choroba przestała być uznawana za wstydliwą, czy np. generowaną z racji na seksualną rozwiązłość. Zespół Downa był pierwszą zidentyfikowaną chorobą chromosomową. To także przyniosło ulgę rodzinom, które wcześniej myślały, że są winne zaistnieniu choroby u dzieci. Pierwszym elementem "uwalniającym" te rodziny była ta możliwość jasnego zidentyfikowania przyczyn choroby i tym samym pokonania uprzedzeń.
Od lat 60-tych dokonał się olbrzymi postęp kliniczny. Dziś, prawie 50 lat od dokonania tego odkrycia, osoby z zespołem Downa żyją średnio 60 lat, podczas gdy wcześniej długość ich życia oscylowała wokół 10 lat. Ponadto wiele towarzyszących schorzeń jest doskonale zdiagnozowanych i znajduje się pod opieką lekarzy. Dziś wiemy też, jak pomagać osobom z zespołem Downa, zwłaszcza młodym, tak, aby jak najlepiej odnalazły się w społeczeństwie. Są przecież dzieci trisomiczne, które potrafią czytać, pisać, liczyć. Są młodzi, którzy chodzą do szkół, którzy są zatrudniani. Takie osoby nierzadko spotyka się na stanowiskach związanych z usługami i komunikacją, ponieważ mają one zdolności budowania relacji bardzo cennych dla tego typu stanowisk pracy.

- Na czym współcześnie polega działalność Instytutu i Fundacji Jérôme Lejeune?

- Nasza działalność odpowiada dziełu i życiu profesora Lejeune'a. On był adwokatem życia. Był lekarzem, naukowcem, ale też adwokatem życia. Walczył, by jego mali pacjenci byli otaczani największym szacunkiem przez lekarzy, naukowców i ojców. Sam profesor był też ojcem rodziny. Obronie życia od jego początku do naturalnej śmierci poświęcił większość swojego życia.
Dziś fundacja zajmuje się badaniami naukowymi, aby znaleźć metodę leczenia osób trisomicznych. Możemy mówić o sukcesie, o ważnych badaniach naukowych, prowadzonych nie tylko we Francji, ale na świecie, a dzisiejszy stań badań w niczym nie przypomina tego sprzed 20 lat. Te badania dają pewność, że za kilka lat będziemy mieli lekarstwo. Ponadto fundacja boryka się dziś z trudnościami, jakie niesie ze sobą obrona życia. Próbuje otwierać dyskusje, dawać argumenty, edukować rodziny, młodych we wszystkich kwestiach, które dotyczą życia, jego aspektów moralnych i filozoficznych. Tak, by wspólnie kształtować serca i budować ducha miłosierdzia i prawdy wobec każdej istoty ludzkiej.
Przy fundacji rozwinął się instytut, który przyjmuje dziś ponad 8,5 tys. osób dotkniętych niepełnosprawnością intelektualną - w większości z zespołem Downa. Ten instytut jest niezwykle ważny, powiedziałbym: najważniejszy w Europie, a nawet na świecie. Daje pacjentowi opiekę medyczną na bardzo wysokim poziomie i zarazem pomaga mu zoptymalizować zdolności fizyczne, intelektualne i psychiczne. To wielki sukces.

- Zatem jak to możliwe, że w kraju, który ma tak ogromne zasługi dla ratowania osób z zespołem Downa, funkcjonuje prawo, pozwalające je zabijać praktycznie przez całą ciążę?

- To okropny paradoks. To wielka słabość intelektualna i moralna, która nie umie oprzeć się iluzji "dziecka idealnego". W tle jest też oczywiście upadek publicznego systemu opieki zdrowotnej, bo nie ma usprawiedliwienia dla zabijania dzieci tylko dlatego, że nie jesteśmy w stanie ich wyleczyć! W imię czego mam prawo zabić dziecko, tylko dlatego, że jest niepełnosprawne? To ogromna moralna porażka polityki zdrowia publicznego! I ogromna porażka edukacyjna względem matek i rodzin.
Dziecko niepełnosprawne, noszące upośledzenia, wciąż jest przede wszystkim dzieckiem: ma swoje bogactwo, swoje talenty i nie możemy go zredukować do jego choroby czy niepełnosprawności! Odpowiedzialni za politykę zdrowotną we Francji i na Zachodzie muszą naprawdę zastanowić się nad swoimi powinnościami moralnymi i solidarnościowymi. Demokracja szczyci się z budowania solidarności i braterstwa, ale nie ma mowy o braterstwie i solidarności, jeśli zabija się w sposób eugeniczny osoby z zespołem Downa.

2017-03-21 12:03

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Dwie córki bez Downa

Moja mała dwudziestomiesięczna córka idzie uśmiechnięta, niesie ze sobą książeczkę. Siadamy razem, żeby obejrzeć obrazki. Pyta o wszystko, wskazuje to, o co poproszę, przytula się do mnie tak mocno i czule, że przekrzywią się jej okulary. Są czerwone, wyraźne, okrągłe, a jednak jakże inne od kanciastej czerwieni, która króluje ostatnimi dniami w przestrzeni publicznej i krzyczy o prawach kobiet...

Jest moja, jest nasza. Jest córką, siostrą, wnuczką. Jest zdrowa.

Zbadana po raz pierwszy w ósmym tygodniu pod sercem była „źle rokującym płodem” u boku swej bliźniaczej, zdrowej siostry. Zdiagnozowano „olbrzymią przezierność karkową” i skierowano na kolejne, bardziej szczegółowe badania. To o niej w czasie USG powiedziano, że „Down, albo Zespół Edwardsa”. To jej serce dość wcześnie zaczęło niepokoić lekarzy i ośmieliło ich do złożenia jasnej propozycji o „bezpiecznym przerwaniu”. - Po co pani chce ryzykować? Przecież ma pani już dzieci.

W połowie prenatalnego życia moich bliźniaczych córek pojawiły się komplikacje. To było zagrożenie dla naszych trzech istnień, przeżyłyśmy dwie, ja i jedna z córek. Jej książkowo rozwijająca się siostra, u której nie znaleziona Downa, Edwardsa, „olbrzymiej przezierności karkowej” zmarła. Błąd lekarzy.

Wskutek tej straty ta, która ocalała, urodziła się o wiele za wcześnie. Musiała dojrzewać w inkubatorze przez trzy miesiące, wznieść się ponad wyjściowe 800 gramów urodzeniowej wagi, wytrzymać, gdy wszystkie funkcje życiowe podtrzymywał specjalistyczny sprzęt. Ale wielka wola życia pokonała sepsę, przetrwała operację serca, zabieg ratowania wzroku i wiele, wiele innych.

Nie dawano jej żadnych szans na przeżycie. Wątpiono w możliwości prawidłowego rozwoju i bycie zdrowym dzieckiem, wyśmiano moje pragnienie karmienia jej piersią. Niepotrzebnie…

Bolało! Fizycznie i nie fizycznie. Rodził się sprzeciw, bunt, pretensje o źle postawioną diagnozę.

Bolała myśl o córce bliźniaczce: Czy byłaby podobna do tej, która żyje? Tak radosna, wrażliwa i błyskotliwa? Nigdy się nie dowiem... ale piekłem bym tego nie nazwała. Może raczej cudem?

Nie ożywiam pretensji. Czasem zabieram niedużą dziewczynkę w czerwonych okularach i razem odwiedzamy grób jej siostrzyczki.

I nie, nie jestem bohaterką. Nie wieszczę heroizmu, na który, podobno, nie każdą z nas stać. Ja tylko pozwoliłam córce przyjść na świat – nie wycofałam się z zaproszenia, którym jest poczęcie każdego dziecka. Nie można zaprosić – i odwołać. Poczęcie i poród są zaproszeniem do jednej, długiej przygody, ona nazywa się życie człowieka. I trwa aż do śmierci.

CZYTAJ DALEJ

Serce Jezusa wszelkiej chwały najgodniejsze

Niedziela zamojsko-lubaczowska 24/2004

[ TEMATY ]

Serce Jezusa

Agnieszka Bugała

Figura Serca Pana Jezusa z kościoła przy ul. Kruczej we Wrocławiu

Po maju, w którym czciliśmy Matkę Bożą prowadzącą nas do Jezusa, nadszedł czerwiec poświęcony czci Bożego Serca. Po uroczystości Bożego Ciała obchodzimy w całym Kościele uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Oddając Cześć Bożemu Sercu, mamy na myśli Serce Jezusa żyjące w Jego uwielbionym Ciele, ale przede wszystkim czcimy Jego miłość ku ludziom. Bo serce jest symbolem miłości. Jeśli chcemy powiedzieć o kimś, że jest niedobrym człowiekiem, mówimy, że jest bez serca. Miłość Jezusa ku nam nie jest abstrakcyjna, ale konkretna, tkwiąca w Jego Sercu. Bo miłość posłała Syna Bożego na ziemię, z miłości dał się przybić do krzyża, miłość kazała Mu zostać z nami w Eucharystii.
Miłość Boga okazana ludziom w Sercu Jezusa była zawsze dostrzegana i czczona w Kościele. W pierwszych wiekach czczono ją w postaci zranionego boku i przebitego Serca Zbawiciela. Serce Jezusa czciło wielu świętych: św. Gertruda, św. Franciszek z Asyżu, św. Bernard z Clervoux, św. Franciszek Salezy i inni. Św. Bonawentura tak się modlił: „Patrz, duszo moja! Twój najsłodszy Oblubieniec otworzył bok Swój, aby ci darować swoje Serce”.

Główną jednak promotorką kultu Najświętszego Serca Jezusa w XVII w. była św. Małgorzata Maria Alacoque, pokorna zakonnica, wizytka, która we Francji miała widzenia Pana Jezusa. Kościół uznał jej widzenia za prawdziwe, a ją ogłosił świętą. Pan Jezus w objawieniach św. Małgorzacie wyraził swą wolę i pragnienie, aby ludzie bardziej oddawali cześć Jego Sercu i Je miłowali. Święta dzięki swym wysiłkom i wytrwałości osiągnęła to, że kult Serca Pana Jezusa, połączony z wynagradzaniem za grzechy ludzi, przybrał określone formy i rozwijał się pomyślnie. Godnym uwagi jest to, że pierwszą książkę o Najświętszym Sercu Pana Jezusa Cor Jesu meta cordium (Serce Jezusa celem serc wszystkich) napisał Polak zmarły w opinii świętości o. Kasper Drużbicki. Książka ta ukazała się drukiem w Poznaniu w roku 1672 na 3 lata przed objawieniami św. Małgorzaty Alacogue.


Do Stolicy Apostolskiej zaczęły napływać prośby o ustanowienie święta ku czci Serca Pana Jezusa. Najczęściej i najliczniej przychodziły one z Polski, gdzie kult Bożego Serca szerzył się i rozwijał. Pierwszą prośbę z Polski do Rzymu o ustanowienie święta Najświętszego Serca Pana Jezusa wysłali król August II i biskup Konstanty Szaniawski. Prośba jednak została odrzcona. Niezrażeni tym biskupi polscy ponowili swe prośby do papieża Klemensa XIII. Dołączył do nich król August III. Prośby te zostały wysłuchane. Papież Klemens XIII 6 lutego 1765 r. bullą Petentibus Plerisgue Episcopis Poloniae (Na liczne prośby Biskupów Polski), zgodził się na wprowadzenie święta i nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa. W niecałe sto lat później, na prośby biskupów z innych krajów, papież Pius IX dekretem z 26 sierpnia 1856 r. to święto rozszerzył na cały świat i nabożeństwu nadał formy liturgiczne. W setną rocznicę rozszerzenia uroczystości Serca Zbawiciela na cały świat, w roku 1956 papież Pius XII przypomniał i uczcił tajemnicę Bożego Serca, wydając encyklikę Haurietis aguas (Będziecie czerpać ze zdroju).

Tak więc kult Najświętszego Serca Pana Jezusa ma podstawy w nauczaniu Kościoła. Objawienia dane św. Małgorzacie Marii Alacogue nie były główną racją powstania nabożeństwa do Bożego Serca, ale okazją przypomnienia tej prawdy wiary, którą Kościół zawsze wyznawał, choć czynił to w różny sposób.
Za miłość i cześć do Bożego Serca dał Pan Jezus przez św. Małgorzatę 12 obietnic. Przypomnę dwie pierwsze, najważniejsze. Jedną z nich jest obietnica tzw. pierwszych piątków miesiąca odprawianych w naszych kościołach. Oto ona: „Tym wszystkim, którzy przyjmą Komunię wynagradzającą za grzechy, które ludzie popełniają, w 9 pierwszych piątków miesiąca - obiecuję, że nie umrą bez sakramentów św., bez kapłana”. Jest to wielka i ważna obietnica mówiąca o zbawieniu człowieka. Piątek, dzień śmierci Pana Jezusa, jest wyróżniony z pośród innych dni tygodnia. Odprawiający pierwsze piątki powinni pamiętać, że wynagradzają Panu Jezusowi za grzechy innych ludzi. Gdyby sami w tym czasie Boga ciężko obrażali, byłoby to niezrozumieniem obietnicy Pana Jezusa.

Inna obietnica: „Będę błogosławił, ochraniał i opiekował się domem, gdzie będzie czczony obraz Mego Serca”. Jest to piękna obietnica świadcząca o wielkiej miłości Jezusa do naszych rodzin, do nas wszystkich. Nie wystarczy jednak zawiesić obraz na ścianie, aby stać się beneficientem tego błogosławieństwa. Obraz ma nam pomagać czcić Boże Serce przez modlitwę i życie chrześcijańskie.
Niech czerwiec będzie dla nas odnowieniem czci i miłości Bożego Serca, które tak bardzo nas ukochało. Odmawiajmy Litanię do Serca Pana Jezusa mówiącą o dobroci Jego Serca i o łaskach, których może i chce nam to Serce udzielać. Zachęca nas do tego św. Piotr Apostoł, ponagla nas: „Chrystusa Pana święćcie w sercach waszych” (por. 1 P 5, 15).

CZYTAJ DALEJ

Waszyngton: Donald Trump odwiedził Sanktuarium św. Jana Pawła II

2020-06-02 21:50

[ TEMATY ]

sanktuarium

Donald Trump

św. Jan Paweł II

2 czerwca, w 41 rocznicę pierwszej wizyty papieża w Polsce prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, Donald Trump wraz z małżonką Melanią odwiedzili Narodowe Sanktuarium św. Jana Pawła II w Waszyngtonie. Wydarzenie to poprzedziło podpisanie dekretu o zwiększeniu wsparcia USA dla międzynarodowych wysiłków na rzecz wolności religijnej.

Wizytę Trumpa w Sanktuarium św. Jana Pawła II potępił m. in. arcybiskup Waszyngtonu, Wilton D. Gregory – pierwszy w dziejach Afroamerykanin na stolicy biskupiej w Waszyngtonie. Powiedział, że jest to dla niego zaskakujące i naganne, iż jakikolwiek ośrodek katolicki pozwala się tak bardzo nadużywać i manipulować w sposób, który narusza nasze zasady religijne". Słowa te należy odnieść do odpowiedzialnych za Sanktuarium Rycerzy Kolumba. Hierarcha przypomniał, że nauczanie katolickie wzywa wiernych do „obrony praw wszystkich ludzi, nawet tych, z którymi możemy się nie zgadzać".

Wczoraj prezydent Trump przeszedł z Białego Domu do kościoła episkopalnego św. Jana, który został podpalony przez protestujących 31 maja. Władze użyły przemocy, by rozproszyć tłum, który zebrał się na placu Lafayette'a naprzeciwko Białego Domu, uniemożliwiając prezydentowi udanie się do tej świątyni.

Komentując te działania abp Gregory przypomniał, że święty Jan Paweł II był żarliwym obrońcą praw i godności człowieka. „Na pewno nie zgodziłby się na użycie gazu łzawiącego i innych środków odstraszających, aby uciszyć, rozproszyć lub zastraszyć , jednie po to żeby zrobić zdjęcie przed miejscem kultu i pokoju".

Około 100 osób, w tym dzieci i ich rodzice protestowali dziś w pobliżu sanktuarium św. Jana Pawła II, domagając się pociągnięcia do odpowiedzialności sprawców zabójstwa 25 maja w Minneapolis czarnoskórego George'a Floyda.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję