Reklama

Polska

Bp Libera: pedofilia to zło, które musi być wykorzenione i to wykorzenione do końca

- Pierwszą troską powinna być objęta zawsze ofiara, dziecko, osoba małoletnia, która została wykorzystana seksualnie przez duchownego - mówi KAI biskup płocki Piotr Libera przed Dniem Modlitwy i Pokuty za grzechy pedofilii, który Kościół w Polsce obchodzić będzie 3 marca.

[ TEMATY ]

pedofilia

bp Libera

bp Piotr Libera

Maciek 86/wikipedia.pl

Bp Piotr Libera

KAI: 3 marca Kościół w Polsce po raz pierwszy obchodzić będzie Dzień Modlitwy i Pokuty za grzechy wykorzystania seksualnego małoletnich przez osoby duchowne. Czego on będzie dotyczyć i jakie znaczenie ma to wydarzenie?

Bp Piotr Libera: Inicjatywa ta została przyjęta przez nasz Episkopat w odpowiedzi na wezwanie papieża Franciszka, który apelował o to co najmniej dwukrotnie. Jesienią 2016 r. polski Episkopat postanowił, że nastąpi to w pierwszy piątek tegorocznego Wielkiego Postu. Zaproponowano, aby przyjąć formę nabożeństwa przebłagalno-pokutnego, w postaci Drogi Krzyżowej. W polskiej religijności bowiem Droga Krzyżowa zajmuje ważne miejsce.

- Wielu zapyta. Dlaczego po raz kolejny Kościół ma przepraszać?

- Być może dla niektórych, mało zorientowanych wiernych, stanowi to pewne zaskoczenie. Jest to jednak głos sumienia pasterzy Kościoła, którzy wiedzą, że przestępstwa seksualne ze strony duchownych wobec osób małoletnich rzeczywiście miały miejsce. Nieodzowny jest zatem akt wynagradzający za te straszne przestępstwa.

- Kościół czyny o charakterze pedofilskim ze strony kapłanów zalicza do najgorszych zbrodni. Dokonuje się ona na kilku płaszczyznach jednocześnie. O jakich możemy mówić?

- Posłużę się stwierdzeniem Benedykta XVI, który mówił, że „przestępstwo pedofilii spenetrowało wewnętrzny świat wiary”. Są to mocne słowa, pokazujące spustoszenie, jakie to przestępstwo wywołuje.
Przede wszystkim trzeba na to spojrzeć z indywidualnego punktu widzenia. Pierwszą troską powinna być objęta zawsze ofiara, dziecko, osoba małoletnia, która została wykorzystana seksualnie przez duchownego: księdza diecezjalnego bądź zakonnika. Zdarza się także czasem wykorzystanie przez jakąś osobę świecką, która pracuje w strukturach Kościoła.
Porażającą skalę tych przestępstw pokazuje historia Kościoła w USA, Irlandii, Niemczech, Kanadzie czy Australii. Każda ofiara, przecież jeszcze dziecko, zostaje dogłębnie zraniona w swojej godności i w swym człowieczeństwie. Ten grzech zostawia po sobie na bardzo wiele lat, potężne zranienia sfery moralnej, duchowej i psychiki. Nieraz osoba taka przez całe życie żyje z tą głęboką raną. Szuka ratunku w różnego rodzaju terapiach. Leczenie jest bardzo potrzebne, ale nawet po długich terapiach rana nie znika do końca.
Grzech ten uderza również w rodzinę skrzywdzonego dziecka czy osoby małoletniej, w rodziców i rodzeństwo. Wiem to z relacji ze spotkań z rodzicami ofiar. Czasami rodzice potrzebują większej pomocy terapeutycznej niż samo skrzywdzone dziecko.
Następną wspólnotą, która jest krzywdzona, jest wspólnota parafialna. Przecież najczęściej czyny te mają miejsce w ramach konkretnej społeczności ludzi wierzących. Ci ludzie zostają także przez to zło dotknięci. Skrzywdzeni zostają także inni kapłani czy osoby duchowne, gdyż cień takiego czynu pada bardzo szeroko.
Jest to zło, które niesamowicie obraża Boga. Przypomnijmy słowa Jezusa z Ewangelii św. Mateusza: „Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mt 18, 6). Jest to zło, które musi być wykorzenione i to wykorzenione do końca.

- Mówi się, że dość gwałtowny w dzisiejszej epoce wzrost ilości czynów o charakterze pedofilskim ma swe podłoże kulturowe, jest owocem połączenia wypaczonej seksualności z permisywnym otoczeniem kulturowym.

- Jedną z przyczyn tego zjawiska jest z pewnością rozpowszechniony typ współczesnej kultury, silnie przesycony erotyzmem. Na każdym niemal kroku współczesny świat epatuje seksem i to często w postaci wypaczonej. Jesteśmy dziećmi tej epoki. Wywiera ona swój negatywny wpływ zarówno na ludzi świeckich, jak i na duchownych.
Zresztą problem nie dotyczy tylko współczesności. Jako patrolog spotkałem świadectwa ojców Kościoła z IV i V wieku, które mówią o zgorszeniu powodowanym przez ten grzech. Żyjący w IV stuleciu na Wschodzie św. Bazyli Wielki opisuje jak wyglądała kara dla zakonnika, który został przyłapany na kontaktach seksualnych z młodzieńcem bądź z chłopcem. Ma być wychłostany, ogolony, opluty, wrzucony do lochu i zaledwie raz dziennie dostawać miseczkę pożywienia. Widzimy, jak głęboki wstręt już wówczas wywoływał ten grzech i jak był surowo karany.

- Często spotykamy się z tezą, że dziś jest to problem Kościoła w różnych krajach Zachodu, poważniej jednak nie dotknął Kościoła w Polsce. Co Ksiądz Biskup na to?

- Kościół w Polsce prowadził i nadal prowadzi pracę z dziećmi i młodzieżą, a więc z takim niebezpieczeństwem musi się liczyć, ale też starać się przed nim bronić. Niezbędna jest profilaktyka i zabezpieczenie tych dzieci. Konieczne są odpowiednie szkolenia osób pracujących z dziećmi i młodzieżą - w zakresie troski o dzieci i ich ochrony przed takimi przestępstwami.

- Przed dwoma laty w bazylice Najświętszego Serca w Krakowie mówił Ksiądz Biskup: „My biskupi, wyznajemy, że zbyt często - zamiast postawić na pierwszym miejscu dobro dzieci - dawaliśmy się zwieść oszustwu, dwulicowości i mechanizmom negacji sprawców zbrodni pedofilii”. Czy to oznacza, że biskupi mogli ukrywać ten problem? Czy takie postawy nadal spotykamy, czy zostały one przezwyciężone?

- Tak bywało i to nie tylko u nas. Kościół stopniowo uczył się jak należy reagować na takie przestępstwa. Zdarza się, że pierwszą reakcją biskupa jest obrona duchownego. Wyżej stawiane jest wtedy poniekąd dobro sprawcy niż ofiary. Czasami dany biskup czy dany ksiądz, kolega oskarżonego, w geście fałszywej solidarności czy fałszywego współczucia, jest skłonny bardziej wierzyć temu, co mówi sprawca niż ofiara i jej opiekunowie.
Jako biskupi jesteśmy nazywani ojcami, a jeśli syn dokonał jakiegoś wykroczenia, pojawia się chęć, żeby tego syna chronić za wszelką cenę. Biskup, aby nie zniszczyć zaufania kapłanów do siebie – jeśli działa wedle tego schematu - bywa skłonny czasami przymknąć oko, dać większy posłuch sprawcy niż ofierze.
Psychoseksuolodzy ostrzegają jednak, że sprawcy-pedofile są mistrzami manipulacji. Często w przebiegły sposób negują taki fakt i potrafią zmylić swym zachowaniem przełożonego.

- Skąd ta przebiegłość?

- Najczęściej grzechowi pedofilii towarzyszy zdeprawowane sumienie: nie formowane, nie kontrolowane, nie poddawane regularnym rachunkom sumienia oraz spowiedzi. Nie zapominajmy, że sumienie, o które człowiek się nie troszczy, ulega deprawacji. Wtedy kapłan ma problem, żeby dostrzec swoją winę. Tłumaczy się na przykład, że ofiara sama do niego przychodziła, że chciała, że jej nie zmuszał.... . Nie jest to żadne usprawiedliwienie, gdyż odpowiedzialność w takim przypadku zawsze spoczywa na osobie dorosłej.

- Jakie obecnie procedury i mechanizmy działania stosowane są w diecezji płockiej? Czy udało się w pełni wcielić w życie normy watykańskie oraz te sformułowane przez Konferencję Episkopatu Polski? Na ile są one skuteczne?

- Działamy zgodnie z „Wytycznymi” Konferencji Episkopatu Polski, które okazały się bardzo potrzebne i użyteczne. Dokument główny nosi nazwę: „Wytyczne dotyczące wstępnego dochodzenia kanonicznego w przypadku oskarżeń duchownych o czyny przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobą niepełnoletnią poniżej osiemnastego roku życia”, a towarzyszą mu aneksy poświęcone trosce o ofiary oraz profilaktyce i działaniach na etapie formacji kapłańskiej. Wspomina się w nich o konieczności przejścia przez wychowawców, opiekunów i animatorów, zarówno świeckich jak i duchownych, przeszkolenia oraz możliwości korzystania z konsultacji dotyczących pracy z podopiecznymi.
W diecezji płockiej powołałem do życia w 2013 r. zespół ekspertów „Ku uzdrowieniu i odnowie”, który pomaga mi w rozeznawaniu tych bolesnych przypadków. W jego skład wchodzi sześć osób, w tym pięciu świeckich i jeden kapłan. Są to prawnik, psychoseksuolog, psychoterapeuta, pedagog będący specjalistą od terapii i psycholog. Zespół pomógł mi w opracowaniu i dotarciu z programami profilaktycznymi do duchownych oraz świeckich zatrudnionych przez diecezję. W marcu 2014 r. odbyły się specjalistyczne szkolenia dla pracowników centralnych instytucji diecezjalnych: Kurii, Sądu Biskupiego, Caritas, wykładowców Wyższego Seminarium Duchownego, dziekanów i ojców duchownych. Wykłady i zajęcia warsztatowe koncentrowały się wokół wątku: rozpoznawanie i reagowanie na przypadki pedofilii, rodzaje pedofilii i ich źródła. W kilka miesięcy później szkolenie zostało powtórzone dla wszystkich katechetów, kleryków, sióstr zakonnych - przeszło je około 800 osób.
Aby ofiary wykorzystania (bądź ich opiekunowie) miały możliwość zgłoszenia przypadku, w każdej diecezji, także w naszej - zgodnie z postulatem Konferencji Episkopatu – jest wyznaczona osoba merytorycznie przygotowana, którą w każdej chwili można zawiadomić o przestępstwie. Ma ona obowiązek udzielić wstępnej pomocy ofierze bądź jej rodzinie i pokierować ją dalej. Zgłoszenia faktu zaistnienia przestępstwa przyjmuje także Kuria.

- Jak ten mechanizm działa w konkretnych przypadkach?

- Kiedy następuje zgłoszenie, to duchowny wskazany przez ofiarę jako sprawca zostaje do czasu wyjaśnienia sprawy zawieszony w swoich funkcjach duszpasterskich, czyli także w pełnieniu urzędu wikariusza bądź proboszcza. Najpierw podejrzanego przesłuchuje 3-osobowy zespół, celem wstępnego rozeznania. Rozmawia on z ofiarą i jej rodzicami bądź opiekunami oraz ewentualnymi świadkami w sprawie. Ten wstępny etap trwa kilka, kilkanaście tygodni. Na zakończenie przewodniczący zespołu przekazuje raport biskupowi diecezjalnemu. Jeśli sprawa wygląda na prawdopodobną i nie jest to fałszywy donos, informuję o tym Kongregację Nauki Wiary. Dykasterium to, po przeanalizowaniu sprawy, wysyła pismo upoważniające biskupa do wszczęcia procesu karno-administracyjnego wobec podejrzanego kapłana.
Kolejnym krokiem jest powołanie specjalnego trybunału, który prowadzi formalny proces. Trybunał składa się z prawników kościelnych i psychologa. Przesłuchuje ofiarę, jej rodzinę, świadków i samego podejrzanego. Oskarżony kapłan ma prawo do obrony, jest więc też obrońca.

- A jeśli trybunał dowiedzie winę?

- Trybunał przekazuje biskupowi diecezjalnemu wyniki procesu i jeśli wina została udowodniona, wymierza się karę zgodnie z prawem kościelnym. Wyrok musi zostać później potwierdzony przez Stolicę Apostolską (Kongregacja Nauki Wiary).

- Jakie kary przewiduje prawo kościelne za takie przestępstwa?

- Najlżejszą karą - jeśli sprawca rokuje realne nadzieje na poprawę - jest minimum 3, a na ogół 5-letni zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą. Mając taki zakaz ksiądz nie może być ani wikarym, ani proboszczem. Dostaje też nakaz odbycia zamkniętych rekolekcji i podjęcia długotrwałej, specjalistycznej terapii. Taka terapia trwa około 2 lat.
Przyznam, że kara polegająca na zakazie kontaktów z dziećmi i młodzieżą jest trudna do realizacji, gdyż w praktyce niełatwo jest biskupowi znaleźć miejsce dla kapłana, który nie może kontaktować się z dziećmi lub młodzieżą. Może to być zatem na przykład funkcja kapelana w domu pomocy społecznej, w domu zakonnym czy praca w jakimś archiwum kościelnym.
Kolejną karą może być, w określonych przypadkach, suspensa, czyli zawieszenie w wypełnianiu obowiązków kapłańskich, wynikających ze święceń. Czasami ma ona charakter ograniczony, tzn. że kapłan ma zakaz odprawiania Mszy św. publicznie, może natomiast to robić prywatnie, w jakiejś małej kaplicy. Karze suspensy za czyny pedofilskie towarzyszy nieraz dożywotni zakaz pracy z małoletnimi.
Natomiast gdy sprawca dopuścił się molestowania kilku ofiar i nie rokuje szans na poprawę, to następuje definitywne wydalenie ze stanu duchownego. Taka kara musi być zaaprobowana przez Stolicę Apostolską.

- A jak powinna być realizowana współpraca Kościoła z państwowym wymiarem sprawiedliwości?

- Już na początku, kiedy tylko pojawi się zgłoszenie i prowadzone jest dochodzenie wstępne, przedstawiciel biskupa informuje ofiarę i jej rodzinę, aby rozważyli możliwość zgłoszenia tego przypadku do prokuratury.
W sytuacji kiedy prokurator i sąd podejmą postępowanie przewidziane procesem cywilnym, wtedy zostaje zawieszona procedura kościelna. Takie zasady przewidują „Wytyczne” Konferencji Episkopatu Polski. Dopiero gdy zakończone zostanie postępowanie sądowe i zapadnie wyrok, rusza proces kościelny, który bierze pod uwagę rezultaty cywilnego procesu sądowego.

- O jakiej skali wśród duchownych przestępców w zakresie obcowania płciowego z osobą małoletnią możemy mówić w diecezji Księdza Biskupa?

- W diecezji płockiej pracuje 677 kapłanów diecezjalnych i zakonnych. W czasie mojej niemal 10-letniej posługi, zarzuty wykorzystania pojawiły się względem około 1,5 procenta duchownych. W niektórych przypadkach postępowanie jeszcze trwa.

- Co w zakresie ochrony Kościoła przed tego rodzaju przestępstwami mógłby Ksiądz Biskup doradzić innym? - Po pierwsze należy bardzo szybko reagować. Nie łudzić się, że czas tu coś rozwiąże. To musi być norma działania dla każdego biskupa i podlegających mu urzędów. Jeśli wpłynie zgłoszenie o możliwości popełnienia takiego przestępstwa, to niezwłocznie biskup powinien powołać komisję, która przeprowadzi wstępne dochodzenie. Następnie jak najszybciej informacja o jego wyniku winna być przekazana biskupowi i później Kongregacji Nauki Wiary. Gdy zarzuty okażą się bardzo prawdopodobne, należy szybko wszcząć proces karno-administracyjny podejrzanego kapłana.

- Jak wygląda, jak powinna wyglądać troska i pomoc ofiarom?

- Pomoc musi się rozpocząć w momencie, kiedy tylko pojawi się zgłoszenie. My proponujemy pomoc prawną ofierze i jej rodzinie w postaci adwokata oraz terapię dla ofiary, której koszty pokrywamy. Jeśli zachodzi potrzeba, terapią zostaje objęta również rodzina. Mam na myśli wielomiesięczną, specjalistyczną terapię.

- Zbliża się Dzień Modlitwy i Pokuty za grzechy wykorzystania seksualnego małoletnich przez osoby duchowne. Jak będzie on przebiegał w diecezji płockiej?

- Specjalnym listem zaprosiłem księży na pierwszy piątek Wielkiego Postu na godzinę 17. do katedry. Są to dziekani, wicedziekani, ojcowie duchowni, zakonnicy, pracownicy Kurii, seminarium duchownego, Sądu Biskupiego i innych instytucji diecezjalnych. Będzie to nabożeństwo przebłagalne i wynagradzające Panu Bogu za grzechy pedofilii – w formie Drogi Krzyżowej, której będę przewodniczyć.

- Krzyż będą nieść kapłani. Droga Krzyżowa zakończy się wystawieniem Najświętszego Sakramentu. Będzie to 15-ta stacja, Jezus Zmartwychwstały, obecny w Najświętszym Sakramencie. Zostanie odmówiona modlitwa przebłagalna, z prośbą o wybaczenie grzechów z tej sfery, tym ludziom Kościoła, którzy się ich dopuścili. Naszą modlitwą obejmiemy oczywiście także ofiary nadużyć i wszystkich, których z tego powodu dotknęło cierpienie.

- A czy w innych diecezjach będzie to podobnie realizowane?

- Będą to Drogi Krzyżowe prowadzone przez biskupów. Niedawno Sekretariat Episkopatu przekazał materiały, które pomogą w organizacji tego nabożeństwa. Autorem rozważań jest o. Józef Augustyn SJ. Redakcją zajął się ks. Adam Żak, koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży ze strony Episkopatu, jezuita mający duże doświadczenie w tym zakresie.
Wierzę, że przypadający 3 marca tego roku Dzień Pokuty i Modlitwy pomoże nam wszystkim uświadomić sobie, że nadzieją na przyszłość jest dla nas miłosierdzie i Boża sprawiedliwość, ale także pełne determinacji kroczenie drogą oczyszczenia Kościoła, na której drogowskazem są słowa „zero tolerancji” w tej dziedzinie.

- Dziękuję za rozmowę.

2017-02-28 11:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

O. Żak: O mechanizmach kryzysu na tle wykorzystywania seksualnego w USA i roli Jana Pawła II

2020-07-02 10:24

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

USA

pedofilia

BP KEP

O Adam Żak

- Analiza historii kryzysu wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele w Stanach Zjednoczonych pokazuje, że był to kryzys strukturalny związany z odwróceniem hierarchii wartości, gdzie miejsce człowieka, który miał być "drogą Kościoła", zajęła instytucja i jej wizerunek publiczny – wyjaśnia ks. Adam Żak SJ.

Ekspert dowodzi, że bez pomocy Stolicy Apostolskiej a szczególnie Jana Pawła II oraz nacisku opinii publicznej, Kościół w USA nie byłby w stanie przezwyciężyć tego kryzysu, gdyż panowała w nim „kultura milczenia”, klerykalne (korporacyjne) rozumienie Kościoła oraz chronienie za wszelką cenę kapłaństwa sprawców (przestępców), choć w ich życiu było ono już wypalone i martwe.

- Oczyszczenie Jan Paweł II rozumiał jako konieczny i istotny proces z punktu widzenia samej istoty misji Kościoła, zarówno tej do wewnątrz jak i na zewnątrz – dodaje koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży.

A oto pełna treść wywiadu:

KAI: Bardzo istotnym obszarem działań Jana Pawła II była kwestia masowych nadużyć seksualnych, jakie miały miejsce w Kościele w Stanach Zjednoczonych poczynając od lat 90-tych XX stulecia. Doprowadziły one do wybuchu skandalu w 2002 r. Proszę przybliżyć te wydarzenia.

- Fala ujawnień przestępstw wykorzystywania seksualnego małoletnich, jaka ruszyła w całych Stanach Zjednoczonych w lutym 2002 r. poczynając od publikacji dziennikarzy - prowadzących w dzienniku „Boston Globe” dział dochodzeniowy pod nazwą "Spotlight" - wydobyła na jaw masowe nadużycia. Dotyczyły one nie lat 90. XX wieku, tylko okresu od końca lat 60. do połowy lat 80., kiedy to ich liczba w Kościele amerykańskim zaczęła spadać. Episkopat amerykański na skandale wykorzystywania seksualnego małoletnich zaczął reagować jednomyślnie niestety dopiero w 2002 r. pod naciskiem opinii publicznej oraz Jana Pawła II, a wcześniej przełożeni kościelni robili wszystko, aby ofiary milczały, a sprawców przenoszono.

Co prawda, już w początkach lat 80. amerykańscy biskupi zauważyli, że kryzys fermentuje. Ale niestety, mimo wyraźnych sygnałów i prób rozpoznania jego mechanizmów, do katastrofy doprowadził brak jedności wśród biskupów i brak woli rozwiązania problemu. Tę jedność i wolę działania próbował zainspirować Jan Paweł II poczynając od 1993 r., kiedy napisał list do konferencji episkopatu USA po wizycie „ad limina”, w czasie której uzyskał wiele informacji o sytuacji Kościoła w tym kraju. Indult udzielony Kościołowi w USA w 1994 r. miał znacznie ułatwić karanie sprawców oraz uruchomić oczyszczającą pracę w Kościele. Był to indult postulujący zasadę „zero tolerancji” wobec przestępstw seksualnego wykorzystywania małoletnich przez duchownych. Niestety nie przyniósł spodziewanych owoców.

KAI: Dlaczego?

- Gdyż droga do zbudowania jedności, wyrażona w przyjęciu przez episkopat amerykański „Karty ochrony dzieci i młodzieży” w 2002 r. trwała aż 20 lat. Prawdopodobnie trwałaby jeszcze dłużej, gdyby nie nacisk opinii publicznej, w tym szerokich kręgów katolików świeckich "zranionych" – jak to określił Jan Paweł II – tym, jak działali przełożeni kościelni.

KAI: Co spowodowało, że trwało to aż tak długo?

- Fakt, że w Kościele trwała zmowa milczenia, na dodatek opłacana coraz to większymi sumami odszkodowań negocjowanych po cichu z ofiarami. Problem bagatelizowano z różnych przyczyn, m. in. z powodu braku fachowej wiedzy nt. skutków wykorzystywania seksualnego dzieci. Sądzono, że aby problem rozwiązać, wystarczy terapia kapłana-sprawcy, połączona ze zmianą środowiska. Wielu biskupów, na czele z arcybiskupem Bostonu kard. Bernardem Law i jego poprzednikiem, uważało, że kierując księdza-sprawcę na terapię i przenosząc go po cichu w inne miejsce - ratowali jego kapłaństwo. To nie ofiary przestępstw były na pierwszym miejscu, tylko wizerunek instytucji oraz dobro sprawcy. Jeden z biskupów amerykańskich, gdy fala ujawnień w 2002 r. ruszyła, wyznał publicznie, że biskupi zapomnieli o tym, że osoby poszkodowane należały do owczarni, którą im Pan powierzył.

Analiza historii kryzysu w Kościele w Stanach Zjednoczonych - i także w innych krajach pokazuje, że nie jest to kryzys "techniczny", jakiś błąd w sztuce, powiązany z ewentualną, i tylko do pewnego stopnia wytłumaczalną ignorancją nt. sposobu działania sprawców oraz długotrwałych skutków dla ofiar, tylko, że jest to kryzys strukturalny związany z odwróceniem hierarchii wartości. Bowiem miejsce człowieka, który miał być "drogą Kościoła", zajęła instytucja i jej wizerunek publiczny. Taka była w gruncie rzeczy diagnoza sformułowana przez Benedykta XVI wiele lat później w liście pasterskim do katolików w Irlandii z 19 marca 2010 r. A jeszcze dosadniej została ona powtórzona w jego tekście napisanym na emeryturze i opublikowanym 11 kwietnia 2019 r. pt. "Kościół a skandal wykorzystywania seksualnego". Diagnoza ta odsłania kryzys wiary i klerykalne (korporacyjne) rozumienie Kościoła oraz chronienie za wszelką cenę kapłaństwa, które w życiu sprawców było wypalone, martwe.

Ponadto - nie tylko w USA - przez lata w Kościele dominowało relatywizowanie własnych problemów związanych w wykorzystywaniem seksualnym małoletnich, bo "gdzie indziej jest gorzej". Taka mentalność przyczyniła się do tego, że ten „wrzód” ślimaczył się przez lata.

Dlaczego mogło to trwać tak długo? Bo ofiary milczały. Ich milczenie kupowano za cenę, która rosła w miarę jak wzrastało ryzyko kompromitacji instytucji. Jednostkowe odszkodowanie za wykorzystanie seksualne w formie stosunku seksualnego (czyli mniej więcej nasz art. 200 kk) wynosiło tuż przed wielką falą ujawnień ok. 200 tys. dolarów. Ofiara za tę cenę zobowiązywała się do milczenia. Natomiast sprawca był przenoszony w inne miejsce, gdzie nikt nie wiedział o jego przestępstwach. Nie ponosił prawie żadnych konsekwencji. Wielu zostało przeniesionych do innych diecezji. Niektórzy sami odeszli z kapłaństwa. Taki kapłan mógł owszem ponieść konsekwencje, ale tylko w przypadku kiedy państwowy wymiar sprawiedliwości dowiedział się o przestępstwie. Natomiast Kościół ich nie karał. Indult, który miał usprawnić stosowanie prawa kanonicznego, nie spowodował bynajmniej, żeby powszechnie zaczęto prowadzić postępowania kanoniczne.

KAI: Jak zrozumieć biskupów, którzy przenosili księży, nie chroniąc dzieci w innych miejscach? Przecież to nie mieści się w głowie…

- Rzeczywiście nie mieści się... Bywało tak, również w Europie, że księży oskarżanych o wykorzystywanie seksualne posyłano na terapię, a sami psychoterapeuci oświadczali, że dany człowiek został wyleczony. Ale nie brano pod uwagę faktu – także w kręgach psychoterapeutów i psychiatrów - że sprawcy często są potężnymi manipulatorami. Manipulowali oni również terapeutami oraz swoimi kościelnymi przełożonymi.

Działo się tak niezależnie od tego, że niektóre raporty przygotowane dla konferencji biskupów amerykańskich jeszcze w latach 80-tych, ostrzegały przed możliwą „niepoprawnością” sprawców i recydywą z ich strony. Zalecały, by uznanie poprawy sprawcy zostało wcześniej potwierdzone przez odpowiedni nadzór.

W tej sytuacji na scenę wkroczyły media. Dziennikarzom wysokonakładowej gazety „Boston Globe”, którzy zainteresowali się archidiecezją bostońską, nie było trudno odkryć jak działał system ukrywania sprawców w sutannach. Dziennikarze sięgnęli po spisy duchowieństwa, wydawane z roku na rok, w których szybko zauważyli nietypowe przenosiny księży do innych parafii. Na bazie publicznie dostępnych dokumentów diecezjalnych, wykryli w tej archidiecezji ponad 90-ciu kapłanów, którzy byli przenoszeni w nietypowy sposób. Część z nich stanowili „spadochroniarze” z innych diecezji czy zakonów. Natomiast arcybiskup Bostonu przyjmował ich do swej diecezji, aby "ratować ich kapłaństwo”. Należy dodać, że kiedy przenoszono takiego księdza w inne miejsce, nie towarzyszył temu zakaz pracy z dziećmi czy młodzieżą, ani informacja do kogokolwiek, kto mógłby kontrolować jego postępowanie. Wszystko to było usprawiedliwiane ochroną dobrego imienia oskarżonego. Zgromadzonego materiału starczyło na dziesiątki dobrze udokumentowanych artykułów w „Boston Glob”.

KAI: A czy Stolica Apostolska była o tym informowana?

- Zapewne nie o wszystkim, ale nie wątpię, że miała swoje źródła informacji i stopniowo coraz bardziej zdawała sobie sprawę, że sytuacja staje się coraz poważniejsza. Była świadoma braku jedności amerykańskich biskupów zarówno jeśli chodzi o ocenę sytuacji jak i o odpowiedź na oznaki kryzysu. Taka zapewne była geneza listu Jana Pawła II z 1993 r. do episkopatu USA, następnie powołania komisji ekspertów, jak również wydania indultu dla Kościoła w Stanach Zjednoczonych w 1994 r.

W końcu, w 2001 r. Jan Paweł II zdecydował się ogłosić List apostolski w formie motu proprio: „Sacramentorum sanctitatis tutela”, który zastępował instrukcję „Crimen sollicitationis” z 1922 r. Ponadto musiał zdawać sobie sprawę, że nie jest to problem jednego czy drugiego kraju, ale że jest to problem globalny. Ostatecznie zadecydował, aby wykorzystywanie seksualne osoby małoletniej poniżej osiemnastego roku życia, którego dopuszcza się duchowny, włączyć do nowej listy przestępstw kanonicznych zastrzeżonych Kongregacji Nauki Wiary, a każdy taki przypadek, mający przynajmniej cechy prawdopodobieństwa, nakazał zgłaszać do tejże Kongregacji. Dalsze postępowanie miało być prowadzone wedle jej wskazań.

Dokumentem wykonawczym w stosunku do motu proprio „Sacramentorum sanctitatis tutela”, jest dokument „De delictis gravioribus”, podpisany 18 maja 2001 r. przez kard. Josepha Ratzingera, ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Zawarto w nim przepisy proceduralne.

KAI: Czy na skutek tego dokumentu nastąpił przełom w Kościele w USA?

- Do przełomu w USA doszło dopiero w 2002 r., kiedy poczynając od lutego „Boston Globe” publikuje szokujące informacje o skali wykorzystywania seksualnego przez duchownych archidiecezji bostońskiej. Był to rodzaj zapalnika, który uruchomił łańcuchową reakcję kolejnych ujawnień. W reakcji na to Jan Paweł II w kwietniu 2002 r. zwołał wszystkich kardynałów amerykańskich do Rzymu i wygłosił do nich przemówienie, które było pierwszą całościową analizą problemu. Padły w nim bardzo ważne tezy, które oznaczały radykalny koniec z negacją przestępstw lub ukrywaniem faktów.

Jan Paweł II jako przyczynę narastającej nieufności do Kościoła wskazał nie tyle atak nieprzychylnych mediów, co fakty jakie miały miejsce, czyli na „wielkie zło wyrządzone przez niektórych księży i zakonników”. Co więcej, uznał, że częścią tego zła, które zraniło wielu, był sposób działania kościelnych przełożonych. Jasno powiedział, że „ludzie muszą wiedzieć, że w stanie kapłańskim i życiu zakonnym nie ma miejsca dla tych, którzy krzywdziliby młodych”. Obie części tego zdania są istotne, bo po pierwsze „ludzie muszą wiedzieć” - czyli że te sprawy mają być załatwiane w sposób przejrzysty a nie ukrywane - a po drugie, że w Kościele nie może być tolerancji dla krzywdzicieli dzieci i młodzieży. Takie jest rozumienie zasady "zero tolerancji" przez Jana Pawła II.

W tym samym przemówieniu Jan Paweł II mówił o tym, że oczyszczenie Kościoła nie może być dokonywane z powodów wizerunkowych. Chodzi bowiem o ewangeliczne nawrócenie, które polega, na „radykalnej decyzji odwrócenia się od grzechu i powrotu do Boga, która sięga głębi duszy ludzkiej i może dokonać niezwykłej przemiany”. Wyjaśniał, że tak rozumiane oczyszczenie nie jest dla Kościoła czymś dowolnym: „Jest ono koniecznie potrzebne, jeśli Kościół chce bardziej skutecznie głosić wyzwalającą moc Ewangelii Jezusa Chrystusa”.

Oczyszczenie Jan Paweł II rozumiał jako konieczny i istotny proces z punktu widzenia samej istoty misji Kościoła, zarówno tej do wewnątrz jak i na zewnątrz. Był przekonany, że tylko Kościół oczyszczony, Kościół jasno i zdecydowanie rozprawiający się z wykorzystywaniem seksualnym w swoich szeregach, „pomoże także społeczeństwu zrozumieć trapiący je kryzys i go przezwyciężyć”.

KAI: Jakie były konsekwencje tego spotkania z amerykańskim episkopatem?

- Zaczęto faktycznie traktować przestępstwa seksualne na szkodę małoletnich zgodnie z obowiązującymi – a wprowadzonymi w „Sacramentorum sanctitatis tutela” na około rok przed ujawnieniami „Boston Globe” – kościelnymi procedurami. Zaczęto osądzać je pod nadzorem Stolicy Apostolskiej.

Rozpoczęto też szeroko zakrojone działania prewencyjnie. Trzeba przyznać, że Kościół w Stanach Zjednoczonych w kolejnych latach zdecydowanie postawił na dobro i ochronę dzieci i młodzieży oraz zbudował bardzo skutecznie działający system prewencji. Dziś mamy tam do czynienia z prewencją obejmującą wszystkie instytucje kościelne i całą działalność Kościoła z dziećmi lub młodzieżą. Zostały wypracowane odpowiednie profesjonalne programy. W tę pracę są systemowo włączeni rodzice i świeccy współpracownicy. A przez szkolenia przeszło do tej pory ok. 5 milionów osób uczestniczących czynnie w misji Kościoła.

Oprócz tego Episkopat USA zlecił niezależnej instytucji badawczej szczegółową analizę skali wykorzystywania seksualnego małoletnich na przestrzeni 52 lat: od 1950 do 2002 r. Uczestniczyło w tych badaniach 97% wszystkich jurysdykcji diecezjalnych i zakonnych. Przeanalizowano również przyczyny i czynniki ryzyka. Stworzono też skuteczne programy skierowane do sprawców, mające za cel, aby więcej nikogo nie krzywdzili. Wprowadzono coroczny centralny audyt wszystkich jurysdykcji diecezjalnych, weryfikujący na bieżąco wypełnianie postanowień „Karty ochrony dzieci i młodzieży” i realizację przyjętych norm. Dane wskazują, że ten wysiłek przynosi spodziewane owoce.

Niestety Kościół w USA nie wyciągnął odpowiednich konsekwencji z drugiego elementu diagnozy Jana Pawła II i nie dokonał rozliczenia tych kościelnych przełożonych, którzy popełnili rażące błędy. Stąd druga ostra faza kryzysu na tle pedofilskim w Stanach Zjednoczonych wybuchła w 2018 r., kiedy Wielka Rada Przysięgłych Pensylwanii opublikowała raport z analizy dokumentów kurialnych sześciu diecezji tego stanu i ujawniła jak działali biskupi oraz ich kurie. Okazało się, że kryzysu nie da się zażegnać bez rozwiązania problemu rażących zaniedbań ze strony biskupów. Tym bardziej, że niektórzy z nich zrobili "kariery" w Kościele w USA. A prawie żaden nie poniósł konsekwencji z powodu swych rażących błędów.

Kiedy spojrzy się na fakt, że abp Theodore Edgar McCarrick, dziś już wydalony z kolegium kardynalskiego i ze stanu duchownego, był wtedy człowiekiem „wiodącym w walce z pedofilią”, to wcale nie dziwi, że biskupów w Kościele amerykańskim nie rozliczano. Rozliczono natomiast – i to skutecznie – samych księży.

Inaczej było w Irlandii, gdzie Stolica Apostolska za pontyfikatu Benedykta XVI przeprowadziła wizytacje w diecezjach. Dziś nie ma tam już u steru żadnego biskupa z okresu ujawnień. Ostatni musiał ustąpić bodajże w 2008 r.

KAI: Jan Paweł II zbyt ufał biskupom? Wierzył, że uczciwie zajmą się tymi sprawami?

- Jan Paweł II musiał mieć wątpliwości odnośnie do działań biskupów, skoro zdecydował, że ostateczny głos w osądzaniu spraw zawiązanych z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich ma Stolica Apostolska. Poddanie tych spraw bezpośredniemu nadzorowi Kongregacji Nauki Wiary było z jego strony swoistym votum nieufności do zdolności episkopatów lokalnych - w zakresie samodzielnej i prawidłowej odpowiedzi na kryzys. A jeśli nie votum nieufności, to przynajmniej konstatacją, że sobie z kryzysem nie radzą.

KAI: Linię Jana Pawła II konsekwentnie kontynuował jego następca papież Benedykt XVI. Jakie były najważniejsze jego kroki oraz dokonania na tym polu?

- Zanim Benedykt XVI został kontynuatorem polityki Jana Pawła II wobec kryzysu związanego z wykorzystywaniem seksualnym małoletnich w Kościele, jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary był jej współtwórcą i wykonawcą. Stamtąd kard. Ratzinger miał doskonały punkt obserwacji na przebieg kryzysu we wszystkich jego aspektach. Do Kongregacji bowiem od 2001 r. spływały zgłoszenia z całego świata, które – jak sam powiedział w wywiadzie dla Petera Seewalda (2010) – ujawniły "nagle tak wiele brudu". Ta faza kryzysu przypadła już na ostatnie lata pontyfikatu Jana Pawła II, który nieco wcześniej musiał się mierzyć ze skandalem wokół kard. Hansa Hermanna Groëra, arcybiskupa Wiednia, czy prawie równocześnie z amerykańską falą ujawnień, z oskarżeniami abp. Juliusza Paetza, metropolity poznańskiego. Ciągle też wisiała w powietrzu sprawa ks. Maciela Degollado, założyciela Legionistów Chrystusa. Dochodzenie w tej ostatniej sprawie kard. Ratzinger rozpoczął jeszcze za pontyfikatu Jana Pawła II w 2004 r. i zakończył wyrokiem w 2006 r. już jako Benedykt XVI. Nie jest więc prawdą, że Jan Paweł II blokował dochodzenie.

Szczególnie intensywnie Benedykt XVI zaangażował się w kryzys irlandzki. Zarządził szereg wizytacji w diecezjach tego kraju. W kilku istotnych punktach dokonał nowelizacji „Norm o najcięższych przestępstwach w Kościele” (De delictis gravioribus), promulgowanych jeszcze przez Jana Pawła II. Kierując list pasterski do Kościoła w Irlandii w marcu 2010 r. - w którym przeanalizował okoliczności i przyczyny kryzysu - Benedykt XVI dał całemu Kościołowi jasne wskazanie, że odpowiedź Kościoła na przestępstwa seksualne na szkodę dzieci nie może stawiać na pierwszym miejscu dobrego imienia instytucji, kosztem dobra i godności człowieka skrzywdzonego. Przed Bożym Narodzeniem 20 grudnia tego samego roku w teologicznej refleksji skierowanej do Kurii Rzymskiej zgromadzonej na życzeniach świątecznych ukazał niewyobrażalne zło grzechu i przestępstwa wykorzystywania seksualnego dzieci przez księży "pod płaszczykiem świętości".

On też zdecydowanie odciął się od opinii wielu środowisk katolickich, wg których oskarżenia przeciw duchownym o wykorzystywanie seksualne to atak a nawet prześladowanie Kościoła. Według niego największe prześladowanie i atak pochodzi nie od wrogów zewnętrznych, tylko z grzechu w Kościele. Rok 2010 był dla Benedykta XVI szczególnie ważny, gdyż był to z jednej strony Rok Kapłański, a z drugiej czas wybuchu wielkiego kryzysu ujawnień w Niemczech i w innych krajach na kontynencie europejskim. Benedykt XVI zapoczątkował też spotkania z ofiarami podczas swoich podróży do różnych krajów.

KAI: Dziękujemy za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Już jest w dobrych rękach. Śp. ks. Wojciech Szlachetka

2020-07-06 13:30

Paweł Wysoki

Nagła i przedwczesna śmierć ks. Wojciecha Szlachetki, proboszcza parafii pw. Matki Bożej Szkaplerznej w Abramowie, okryła żałobą Rodzinę Zmarłego, duchownych i wiernych, którym gorliwie służył.

Uroczystości pogrzebowe z licznym udziałem kapłanów i świeckich miały dwie stacje: 3 lipca Mszy św. żałobnej w kościele parafialnym w Abramowie przewodniczył bp Mieczysław Cisło, a 4 lipca Mszy św. pogrzebowej w rodzinnej parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kraczewicach przewodniczył bp Adam Bab. Ciało Zmarłego spoczęło na miejscowym cmentarzu parafialnym.

- Módlmy się o to, by Pan przyjął do siebie śp. ks. Wojciecha. Niech jego kapłańska służba zostanie zwieńczona radością życia wiecznego - mówił bp Adam Bab, zachęcając zgromadzonych do modlitwy za Zmarłego, a także za pogrążoną w żalu rodzinę, zwłaszcza Rodziców i Brata z Rodziną. - Tak, jak przez ponad 32 lata ks. Wojciech sprawował Eucharystię, tak my chcemy mu służyć modlitwą i ofiarą Mszy św. Przed Bogiem chcemy dziękować za wszelkie dobro, które uczynił jako kapłan - mówił biskup. Zwracając się do Rodziców Zmarłego, bp Bab podziękował im za to, że swojego syna podarowali Bogu, za wiarę przekazaną dzieciom i za stworzenie dobrych warunków do odczytania woli Bożej i jej wypełniania. - Chcemy Was pocieszyć nadzieją życia wiecznego. Nie martwcie się, ks. Wojciech jest w dobrych, ojcowskich, kochających, Bożych rękach. Nie został powołany po to, by na wieki spocząć w grobie, ale by żyć życiem wiecznym w szczęściu, które nie będzie zagrożone żadnym cierpieniem - zapewniał. Pasterz podziękował Zmarłemu za to, co najcenniejszego podarował ludziom jako ksiądz: za sprawowane Msze św. - Dziś prosimy dla Niego o nagrodę życia wiecznego, w które wierzył i o którym tyle razy nauczał - mówił bp Bab. Zachęcał również do modlitwy za śp. ks. Wojciecha i podkreślał, że i On na pewno modli się u Boga za nami i czeka na nas w niebie. - Za śp. ks. Wojciechem idźmy do domu Ojca, już tu na ziemi, troszcząc się o nasze życie wieczne - apelował pasterz.

Przed złożeniem ciała Zmarłego do grobu przyszedł czas na podziękowania i świadectwa. Za posługę dobrego i gorliwego kapłana, którego Pan w tak nieoczekiwany sposób zabrał do siebie, dziękował ks. Piotr Petryk, dziekan dekanatu opolskiego. Marek Kowalski, wójt gminy Abramów, z wdzięcznością wspominał 8 lat kapłańskiej pracy śp. ks. Szlachetki w Abramowie. - Był niezwykle lubianym i cenionym kapłanem, świetnym duszpasterzem i dobrym gospodarzem. Tyle razem przeżyliśmy, tyle dobrego na płaszczyźnie duchowej i materialnej udało nam się osiągnąć - dzielił się wójt. Jak zapewniał, za dar słowa i sakramentów mieszkańcy Abramowa będą mu zawsze wdzięczni.

Ks. Janusz Zań, dziekan z Bełżyc i kolega z roku, z żalem wyliczył, że śp. ks. Wojciech jest już 6 kapłanem spośród 38 z roku święceń, który przeszedł do domu Ojca. - Mimo tego, że chorował, a nawet bardzo cierpiał, nie sądziliśmy, że tak szybko Go pożegnamy. On kochał kapłaństwo, kochał drugiego człowieka. Należał do tych osób, które z dystansem podchodzą do wielu spraw. Miał doskonałe poczucie humoru, był pełen wewnętrznej pogody ducha. Był bardzo lubiany. Będzie nam go brakowało - podkreślał. Ks. Jan Brodziak, dziekan dekanatu michowskiego, podziękował za 8 lat pięknej kapłańskiej pracy w Abramowie i dekanacie. Zapewnił o duchowej łączności i trwałej pamięci.

Śp. ks. Wojciech Szlachetka przez kilka lat był archidiecezjalnym moderatorem Ruchu Światło-Życie. - Ważnym rysem jego kapłańskiej służby było zaangażowanie w sprawy ewangelizacji. Ci, który znali go najlepiej i najbliżej, podkreślali, że jego serce było pochłonięte dziełem ewangelizacji - powiedział ks. Jerzy Krawczyk, obecny moderator Ruchu. - Bardzo troszczył się o formację oazowych kapłanów, zachęcał ich do udziału w rekolekcjach w sercu oazy w Krościenku; dla dzieci i młodzieży stwarzał jak najlepsze warunki na wakacyjne oazy w Bychawce, Słodyczkach k. Zakopanego, a nawet w Rzymie. Z jego inicjatywy przy archikatedrze lubelskiej powstało Centrum Ruchu Światło-Życie. Kochał św. Jana Pawła II i troszczył się, by jak najwięcej młodych osób mogło poznać Ojca Świętego m.in. poprzez udział w papieskich pielgrzymkach i Światowych Dniach Młodzieży - wyliczał moderator. Jak podkreślał, chociaż śp. ks. Wojciech podejmował nowe odpowiedzialności w Kościele w Lublinie i nie był ostatnio bezpośrednio zaangażowany w oazę, zawsze pytał o kondycję ruchu i starał się, by dzieci i młodzież z parafii, w których pracował, mogła kształtować wiarę i charakter w oparciu o ponadczasowy program sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego.

Niezwykłe świadectwo o wierze i odwadze śp. ks. Szlachetki dał ks. prał. Józef Dziduch, jego katecheta z czasów szkolnych. Gdy był wikarym w Kraczewicach, wówczas Poniatowa nie miała jeszcze swojej parafii, młody Wojciech był uczniem w miejscowym liceum. To były czasy, gdy w szkołach nie było religii, ani krzyży. - Wojtek zainicjował powieszenie krzyża w klasie. Sam go wykonał, wystrugał figurkę Pana Jezusa i w tajemnicy przyniósł do mnie, abym poświęcił. Krzyż zabrał ze sobą do szkoły i przy akceptacji wszystkich kolegów powiesił w klasie. Tej akcji towarzyszył niepokój ze strony nauczycieli i dyrekcji, ale ostatecznie uczniowie obronili krzyż. Watro o tym pamiętać, że to za sprawą Wojtka w liceum w Poniatowej pojawił się pierwszy krzyż - wspominał ksiądz prałat. - To wydarzenie już wówczas wskazywało, jakim człowiekiem jest i będzie Wojtek - podkreślał.

Ks. Jerzy Wesołowski, proboszcz z Kraczewic, przywołując artystyczne zainteresowania śp. ks. Wojciecha, przypomniał, że przed laty to właśnie on z ekipą konserwatorów odnowił kościół w rodzinnej parafii. - Śp. ks. Szlachetka był z tą ziemią mocno związany. Często głosił tu słowo Boże, udzielał sakramentów, interesował się parafią. Bardzo cieszył się z obchodzonego w tym roku 100-lecia parafii w Kraczewicach i wyrażał pragnienie uczestnictwa w jubileuszowych uroczystościach - dzielił się proboszcz. - Nosiłeś nazwisko Szlachetka i byłeś szlachetnym człowiekiem, kapłanem według Bożego serca - podkreślał ks. Wesołowski. Proboszcz zaprosił wiernych do udziału w Mszy św. w intencji śp. ks. Wojciecha, która będzie sprawowana w kościele Kraczewicach 30 lipca o godz. 17.30.

Śp. ks. Wojciech Szlachetka, kanonik honorowy Kapituły Lubelskiej, urodził się 20 kwietnia 1963 r. w Poniatowej. Święcenia prezbiteratu przyjął 12 grudnia 1987 r. w Lublinie. Podczas niespełna 33-letniej kapłańskiej służby pracował w Markuszowie, Lublinie, Sernikach, Wólce i Abramowie. Był m.in. archidiecezjalnym moderatorem Ruchu Światło-Życie, dyrektorem Muzeum Archidiecezjalnego i Ośrodka Renowacji Dzieł Sztuki, kapelanem szpitala PSK 1 w Lublinie i domów pomocy społecznej oraz duszpasterzem rolników i mieszkańców wsi. Zmarł 30 czerwca 2020 r.

CZYTAJ DALEJ

Św. Jan Paweł II patronem Kalwarii Zebrzydowskiej

2020-07-07 15:08

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Kalwaria Zebrzydowska

Arturo Mari/Biały Kruk

W roku 100. urodzin Jan Paweł II zostanie ogłoszony patronem Kalwarii Zebrzydowskiej. Do tamtejszego urzędu miasta dotarł akt wystawiony przez Kongregację ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów przy Stolicy Apostolskiej.

Uroczyste przekazanie dekretu potwierdzającego ten fakt nastąpi w czasie odpustu Wniebowzięcia NMP w Kalwarii Zebrzydowskiej, a przekaże go metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski.

Starania o uczynienie Jana Pawła II patronem Kalwarii Zebrzydowskiej rozpoczęły się w 2019 r. Na wniosek burmistrza miasta, Rada Miejska podjęła 30 grudnia ub. roku uchwałę z prośbą skierowaną do abp. Marka Jędraszewskiego o poparcie inicjatywy ustanowienia św. Jana Pawła II patronem Kalwarii Zebrzydowskiej. Metropolita krakowski uchwałę wraz z rekomendacją przekazał do Stolicy Apostolskiej. Do prośby pozytywnie odniosła się również Konferencja Episkopatu Polski oraz nuncjusz apostolski abp Salvatore Pennacchio.

W uzasadnieniu uchwały czytamy: „Wyrażając wolę wielu mieszkańców Miasta Kalwaria Zebrzydowska, wdzięcznych Bogu, że dane im było żyć w czasach, gdy Papieżem był najznamienitszy z Rodu Polaków, prosimy Jego Ekscelencję o skierowanie do Stolicy Apostolskiej wniosku o ustanowienie Patronem Miasta Kalwaria Zebrzydowska Świętego Jana Pawła II”.

„Jan Paweł II był dla nas Polaków Przewodnikiem i Nauczycielem. Pamięć o Janie Pawle II to nie tylko wyraz patriotyzmu, ale także i przede wszystkim idea oparcia się na trwałych wartościach wynikających z Ewangelii” – podkreślają włodarze miasta.

Jan Paweł II jako jedyny otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Miasta Kalwarii Zebrzydowskiej. Akt przekazany został papieżowi w Ludźmierzu w czasie jego szóstej pielgrzymki do Polski. Wówczas przyjął z rąk burmistrza Kalwarii Zebrzydowskiej oraz przedstawicieli Rady Miejskiej dekret potwierdzający to wydarzenie.

Karol Wojtyła od najmłodszych lat nawiedzał Kalwarię Zebrzydowską, bazylikę i dróżki. Przybywał tu początkowo z ojcem, a następnie jako kapłan, biskup, kardynał, a ostatecznie jako następca św. Piotra. W czasie przejazdu do Wadowic i krótkiego postoju na kalwaryjskim rynku, 14 sierpnia 1991 r. papież wypowiedział słowa: „Dziś tylko na krótko się tu zatrzymuję. Ale tutaj serce moje zostało na zawsze”.

Ostatnia Eucharystia na polskiej ziemi w 2002 r. miała miejsce w kalwaryjskiej bazylice. Tutaj Jan Paweł II zawierzył Maryi losy Kościoła i narodu polskiego. Wydarzenie to było klamrą spinającą życie Karola Wojtyły – Jana Pawła II, największego pośród pielgrzymów kalwaryjskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję