Data chrztu Polski jest przełomowa. Polska jako naród wychodzi z dziejowego niebytu, a zaczyna istnieć na kartach historii. Ten fakt był bezsporny nawet 50 lat temu, gdy Polską władała dyktatura komunistyczna. To właśnie dlatego władze PRL urządziły wówczas konkurencyjne obchody 1000-lecia Państwa Polskiego. Dziś mamy szczęście, że duchowne i świeckie władze Polski świętują w tym samym miejscu, czyli jest dokładnie tak samo jak 1050 lat temu.
Czy to się komuś podoba, czy nie, to musi się zgodzić, że przed przyjęciem Chrztu po prostu Polski nie było na mapie cywilizowanego świata. Wcześniej nikt nie potrafił pisać, czytać, czy uprawiać ziemi. Pewnie posłużę się sporym uproszczaniem, ale dzięki przyjęciu chrześcijaństwa nasi praojcowie wyszli z jaskiń i ziemianek, a na łysych górach zaczęto budować kościoły. Stopniowo poznawali prawdziwego Boga, a nowa religia stawała się tożsamościowym elementem młodego państwa w centrum Europy.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Historię początków naszej państwowości można porównać do dziejów Narodu Wybranego. Bibliści często powtarzają, że Żydzi nie wyróżniali się niczym szczególnym w starożytnym świecie. Nie mieli silnej gospodarki, potężnej armii, ani ekspansywnej kultury. Jednak szczytem nowoczesności była ich religia oparta na Dekalogu. Nawet patrząc z poziomu świeckiej nauki, gdy zestawimy religię Starego Testamentu z pogańskimi kultami Greków i Rzymian, to widzimy, że Żydzi wyprzedzali wówczas cały cywilizowany świat o przysłowiowe "lata świetlne". Chrześcijanie są przekonani, że Stare Przymierze Boga z człowiekiem nie było przypadkiem. To czas przygotowania człowieka na pełnię Objawienia, czyli przyjście Syna Bożego.
Żydzi przygotowywali się grubo ponad 1000 lat na przyjście Mesjasza. Oczywiście nie chcę stawiać tu znaku równości pomiędzy znaczeniem Przymierza Boga z Narodem Wybranym z historią Polski. Narodziny, śmierć i Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa dały początek całej naszej cywilizacji i każdemu z nas otworzyły drogę do Nieba.
Jednak na tym tle chciałbym pokazać fenomen wydarzeń, których obchodzimy jubileusz. Wydawać by się mogło, że Polska wyłoniła się na mapie Europy właśnie po to, by przyjąć chrzest, bo przecież jeszcze 1100 lat temu na naszych ziemiach nie mogło być mowy o żadnej państwowości. Najnowsze badania archeologiczne potwierdzają, że pierwsze książęce grody w Wielkopolsce powstały zaledwie 20-30 lat wcześniej. Naszą narodową historię również można więc odczytać w kategoriach nadprzyrodzonych, bo przecież zręby polskiej państwowości powstały dosłownie w przededniu przyjęcia Chrztu przez Mieszka I. Zupełnie tak, jakby silna świecka władza pojawiła się w Wielkopolsce właśnie po to, aby Polska mogła przyjąć chrzest i naukę Jezusa Chrystusa.
Reklama
Chrzest Polski jest takim wydarzeniem, kiedy to polskość i chrześcijaństwo są ze sobą tożsame. Jednocześnie świętujemy więc 1050. „urodziny” naszego państwa i Kościoła. Początek rzeczywistości świeckiej i duchowej, które nawzajem się przenikają i uzupełniają. A ta harmonijna całość stanowi to, co od wieków nazywamy Rzeczpospolitą Polską.
Nasza historia pokazuje jeszcze jedno powtarzające się cyklicznie zjawisko: Każdy wróg Polski atakował jednocześnie Kościół w Polsce, który przez wieki był oparciem dla narodu. W tym miejscu chciałbym zacytować Marszałka Piłsudskiego, który powiedział, że "Polska będzie wielka, albo jej nie będzie wcale". W kontekście jubileuszu można sparafrazować te słowa i powiedzieć, że albo Polska będzie wierząca, albo jej nie będzie wcale. Moim zdaniem naszą racją stanu jest dbanie o to, aby Polacy nadal byli narodem chrześcijańskim... To jest najlepszy prezent, jaki możemy dać na 1050. "urodziny" Polski.