Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

Chleba naszego daj nam Panie

Sierpień to czas żniw i dożynek. Jak nasz kraj długi i szeroki wciąż żyje tradycja jego świętowania. W różnych formach, z udziałem różnych postaci, według różnorodnych zwyczajów. Jednak zawsze z ogromną czcią dla ziarna i chleba, dla ludzkiej pracy oraz odwiecznych praw natury.

2026-08-25 08:42

Niedziela zamojsko-lubaczowska 35/2026, str. IV

[ TEMATY ]

diecezja zamojsko‑lubaczowska

Arch. Kingi Łuczak

KGW Sąsiadeczki z Łaszczówki

KGW Sąsiadeczki z Łaszczówki

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Po ciężkiej i długiej pracy związanej ze żniwami radość ludzka była ogromna. Kończył się czas całodziennego pobytu na polu, w żarze letniego słońca, ręce kosiarzy były obolałe od kosy, kobiet od podbierania zboża i kręcenia powrósła. Wszystko pod presją czasu, aby zdążyć przed deszczem lub letnią burzą, która mogła położyć zboże lub uszkodzić kłosy. Gdy nadszedł więc wreszcie upragniony koniec żniwowania, świętowała cała wieś. Śpiewano i tańczono tam gdzie były dwory, włościanie organizowali dla pracujących, przygotowując dla wszystkich obfity poczęstunek – tak zwane okrężne. Młodzi chłopcy i dziewczyny tworzyli ze zboża na drewnianym stelażu wieniec żniwny przyozdobiony kwiatami i owocami, i szli z innymi robotnikami pod drzwi dworu, aby oznajmić uroczyście zakończenie robót w polu. Wówczas zadowoleni właściciele dworu zapraszali na ucztę, która trwała do rana.

Reklama

Choć nie ma już włościan, a każdy rolnik sam uprawia swoją ziemię to wiele zwyczajów z przeszłości w lekko zmienionej formie przetrwało do dziś. Podobna jest radość, podobne wieńce dożynkowe w kształcie tradycyjnej korony, podobne świętowanie. Każdy się też zgodzi z tym, że pomimo dostępności maszyn i urządzeń rolniczych nadal żniwa to wyjątkowy czas w ciągu mijających pór roku. Głęboko zakorzeniony i przekazywany z pokolenia na pokolenie szacunek do zboża i chleba nadal w nas – mieszkańcach wsi jest.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Chleb – to słowo zawiera sobie świętość i codzienność. W naszej tradycji był najważniejszym elementem pożywienia, obdarzany niezwykłym szacunkiem i czcią. W kulturze polskiej jest wiele powiedzeń związanych z chlebem i wiele obrzędów – choćby witanie młodej pary chlebem i solą, czy świecenie chleba w koszyczkach wielkanocnych. Samo wytwarzanie chleba i jego wypiek też miał swój szczególny rytuał. Pieczono go tylko raz w tygodniu, zwykle w sobotę, a w najbiedniejszych chatach nawet raz w miesiącu. Zaczynano skoro świt, przynoszono wodę ze studni, drewno do pieca chlebowego, wyjmowano z komory nieckę z zakwasem z poprzedniego pieczenia, celowo zostawionym. Widziałam takie pieczenie chleba kiedyś na wycieczce szkolnej w Muzeum Wsi Lubelskiej – pamiętam niepowtarzalny smak ciasta i zapach dymu. Jednak dopiero wiele lat później upiekłam chleb sama i nauczył mnie tego mój świętej pamięci teść, który był piekarzem.

Najważniejszy jest zakwas – musi być „żywy”. Od pieczenia do pieczenia przechowywany już nie w niecce, a w słoiku, w chłodnym i ciemnym miejscu. Dzień przed pieczeniem chleba wylewam go do dużej miski, podlewam ciepłą wodą i dokarmiam mąką żytnią. Zakwas nie lubi żadnych narzędzi – trzeba powoli mieszać go ręką bo ogrzewa się wtedy naszym ciepłem. Robi się to dość długo, aż mąka ładnie się połączy i wtedy odstawia na całą noc, koniecznie nakrywając ściereczką. Rano następnego dnia trzeba wstać, ubrać się, uczesać, koniecznie włosy zasłonić chustką i iść do zakwasu (od tego momentu rozpoczęcia procesu, dawniej wierzono, że kobieta nie może usiąść bo i chleb w piecu siądzie). Miskę stawiamy na stole i sprawdzamy czy zakwas pracuje (czyli czy pojawiły się pęcherzyki powietrza na jego powierzchni). Znów dolewamy kubek wody ciepłej i sypiemy mąkę (kto jaką miał w domu taką sypał, najbiedniejsi poślednią czy razowa, najbogatsi białą, pszenną). Dodajemy też dużą łyżkę soli, bo bez soli chleb nie smakuje... Znowu długo dłonią wyrabiamy ciasto aż będzie dość gęste. Jeżeli trzeba dolewamy wody, jeżeli trzeba dosypujemy mąki – jak to mój teść mawiał: „pod ręką wyczujesz, ciasto samo Ci powie”. I tak zamieszane ciasto odstawiamy w misce do wyrośnięcia. Koniecznie nakrywając ściereczką. Trzeba też było pamiętać, aby wszystkie okna i drzwi były zamknięte, bo ciasto nie znosi przeciągów. Czas na przygotowanie pieca chlebowego...trzeba nanieść drewna i dość długie polana poukładać ciasno od podłogi po sufit. Rozrąbać skałki lub szczypy i rozpalić. Czasem przy tym rozpalaniu sypało się odrobinę mąki na drewno lub żar, aby obłaskawić ogień, żeby dobrze piec nagrzał i wyszedł dobry chleb. W piecu pali się bardzo długo, ponad dwie godziny do trzech nawet, żar trzeba równomiernie rozłożyć na całym piecu i pilnować, żeby drzwiczki nie były całkiem zamknięte, a lekko uchylone aby zapewnić stały dopływ tlenu. Podczas gdy w piecu zaczęło się już dość dobrze palić i żar obejmował cały piec, jeszcze raz trzeba wrócić do ciasta chlebowego. Nie dolewamy już wody tylko podsypujemy stolnice lub blat mąką i zagniatamy kule ciasta – tyle co na jeden bochen chleba. Zagniatanie musi być długie i miarowe, aby jak najwięcej powietrza wcisnąć w ciasto. Gdy wszystkie bochenki chleba będą już w swoich formach albo zwyczajnie na desce, trzeba je znów nakryć ściereczką do wyrośnięcia. Chleb rośnie i czeka, aż piec będzie gotowy, czasem nawet 1,5 – 2 godziny. Jak w piecu wypali się żar z drewna wyciągamy wszystkie resztki i wymiatamy piec. Trzeba to robić sprawnie aby nie wystudzić pieca! Do wygarniania resztek z pieca służy kociuba, a do wymiatania omiotka na kiju. Gdy piec jest gotowy, bierze się jeden bochen chleba, kładzie na łopacie i smaruje ręką po wierzchu, zwykłą, zimną wodą i wkłada do pieca na minimum godzinę, czasem dłużej... Gdy wszystkie bochenki chleba zostały umieszczone w piecu, kobieta rozpoczynała sprzątanie. Najpierw dokładnie polewała nieckę i czyściła ją z resztek ciasta. Z zebranej masy często formowała placki które dopiekały się w piecu lub smażyły na fajerkach. Sprzątała stół i ławy. Następnie rozkładała czyste, białe płótno aby ułożyć na nim chleb po upieczeniu. Zapach roznosił się nie tylko po izbie, ale po całym obejściu. Czasem wyczulone, głodne nosy dzieci wyczuwały ten zapach, na pobliskich łąkach przy pasieniu krów... Gdy chleb się upiekł, kładziono go na stole i czekano, aż ostygnie. Białe płótno i ta chwila oczekiwania było niczym święto w każdym domu. Najczęściej krojono chleb dopiero w niedzielę, po kościele. Kobieta brała bochen do rąk, robiła znak krzyża i pierwszą, największa kromkę otrzymywał mąż – jako głowa rodziny. Później inni dorośli, a na końcu dzieci. Reszta chleba była zawijana w kawałki płótna i chowana do komory, często wysoko, tak aby nie dostały się do niego dzieci. Chleb był wytęskniony, wyczekany, wypachniony... „Chleba naszego, powszedniego daj nam dziś Panie!”

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Duchowość w Służbie Zdrowia

Niedziela zamojsko-lubaczowska 46/2024, str. IV

[ TEMATY ]

diecezja zamojsko‑lubaczowska

Joanna Ferens

Biskup Marian Rojek udziela sakramentu namaszczenia chorych

Biskup Marian Rojek udziela sakramentu namaszczenia chorych

W obliczu współczesnych wyzwań i kryzysów, które stają przed służbą zdrowia, warto spojrzeć na ich rolę z innej perspektywy, właśnie przez pryzmat święta św. Łukasza Ewangelisty, patrona lekarzy i pielęgniarek. To święto to doskonały moment, aby głębiej spojrzeć na potrzeby zarówno pacjentów, ale i tych, którzy każdego dnia niosą im pomoc i wsparcie. Uroczystości, które miały miejsce w Domu Pomocy Społecznej dla Kombatantów w Biłgoraju, nabierają szczególnego znaczenia w kontekście współczesnego deficytu empatii i miłości.

Wydarzenie rozpoczęło się od Mszy św., którą w intencji pracowników służby zdrowia sprawował ordynariusz diecezji zamojsko-lubaczowskiej bp. Marian Rojek. Biskup w rozmowie podkreślał, jak ważną rolę w społeczeństwie odgrywają zarówno lekarze i pielęgniarki, jak i kapłani posługujący chorym. – Człowiek składa się z ciała i z ducha. Nie da się leczyć tylko ciała, jeżeli duch jest chory. Można być w pełni młodym, sprawnym fizycznie, nic właściwie nie dolega, wyniki są fantastyczne, ale człowiek jest przygnębiony, nie ma sensu życia, właściwie nie wie po co żyje, nie ma radości i szczęścia ponieważ duch jest zagubiony. Z drugiej strony także i ten duch, który jest umacniany, jak jest oparty na mocnej wierze, na tej miłości, nadziei, to potrafi także wspomóc to ciało w tych różnych boleściach. Niekiedy wydaje się jakby od strony fizycznej, że dany człowiek tego czy tamtego nie powinien czynić, bo nie ma tych możliwości fizycznych, ale on je ma, on pokazuje, że ma wolę życia. Dlatego ważny jest cały człowiek i myślę, że ta piękna współpraca zarówno lekarzy, pielęgniarek i całej służby zdrowia z kapłanami jest niezwykle ważna, gdyż każda z tych osób niesie pomoc człowiekowi w potrzebie, realizując przez to swoje powołanie – zaznaczył.
CZYTAJ DALEJ

KRRiT: więcej wydarzeń sportowych będzie musiało być transmitowanych w otwartych kanałach telewizyjnych

2026-09-11 11:30

[ TEMATY ]

sport

KRRiT

Adobe Stock

Od września 2027 roku więcej wydarzeń sportowych, m.in. z udziałem polskich tenisistów, koszykarzy, hokeistów i klubów piłkarskich, będzie musiało być transmitowanych w otwartych kanałach telewizyjnych - wynika z opublikowanego w Dzienniku Ustaw rozporządzenia Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

W dokumencie powołano się na „stopień społecznego zainteresowania wydarzeniami i ich znaczenie dla życia społecznego i gospodarczego”.
CZYTAJ DALEJ

Abp Fulton Sheen: ewangelizacja przez radio i telewizję

2026-09-11 20:47

[ TEMATY ]

telewizja

ewangelizacja

radio

telewizja

beatyfikacja

Abp Fulton John Sheen

@Vatican Media

Abp Fulton Sheen i papież Jan Paweł II

Abp Fulton Sheen i papież Jan Paweł II

Przyszły błogosławiony dał się poznać nie tylko jako człowiek modlitwy, gorliwy pasterz i autor licznych książek. W Stanach Zjednoczonych abp Fulton Sheen zdobył ogromną popularność przede wszystkim jako znakomity komunikator. W epoce rozwoju radia i telewizji dostrzegł w nowych mediach przestrzeń, w której wiara może spotkać się z pytaniami i niepokojami współczesnego człowieka.

Na kilkanaście dni przed beatyfikacją amerykańskiego arcybiskupa Agencja Fides przypomina jego postać jako jednego z pionierów katolickiej obecności w mediach. Sukces Sheena nie był jedynie rezultatem talentu oratorskiego. Stały za nim głęboko przeżywana wiara, solidna wiedza teologiczna i filozoficzna, umiejętność posługiwania się językiem zrozumiałym dla szerokiej publiczności oraz uważne wsłuchiwanie się w pytania nurtujące słuchaczy i widzów.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję