Reklama

Polska

Pulikowski: Mam nadzieję, że wyjdzie to na dobre małżeństwom, że... Duch Święty sobie poradzi

W rodzinie kluczową rolę pełni więź małżeńska. A dla wielu małżeństw jest to bardzo duży problem – oceniają w wywiadzie dla KAI Jadwiga i Jacek Pulikowscy. Polscy audytorzy październikowego Synodu biskupów na temat rodziny wyrażają nadzieję, że wszystkie wcześniejsze obawy wobec tego wydarzenia okażą się niepotrzebne. "Mam nadzieję, że wyjdzie to na dobre małżeństwom i Kościołowi i że... Duch Święty sobie poradzi" – mówi Jacek Pulikowski.

[ TEMATY ]

synod

rozmowa

Synod o rodzinie

J. Pulikowski/oficjalna strona

Jadwiga i Jacek Pulikowscy

KAI: Październikowy Synod Biskupów obradować będzie pod hasłem: "Powołanie i misja rodziny w Kościele i w świecie współczesnym". Jakie - w oczekiwaniu Państwa jako audytorów synodu - wino być jego podstawowe przesłanie?

Jacek Pulikowski: Jan Paweł II mówił, że przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę. Z pewnością jest to najważniejszy teren działalności pastoralnej Kościoła. Widzimy jakie są owoce, gdy rodzina jest dobra. Bez trudu można też dostrzec owoce złego małżeństwa. Zarówno te dobre, jak i złe konsekwencje rozpowszechniają się równie szybko jak kręgi na wodzie: na dzieci, na ich małżeństwa, na znajomych itd. A te złe owoce, poranione postawy, mogą niszczyć, kolejne pokolenia.
Rodzina silna jest także kluczem do uratowania świata przed tymi zorganizowanymi siłami, które chcą go zniszczyć. Jak mówi dr Wanda Półtawska - człowiek jest zawsze poddany duchowi: albo Duchowi Świętemu, albo duchowi tego świata. Jeśli człowiek świadomie nie podda się Duchowi Świętemu, to nieświadomie ulegnie złemu duchowi, którym świat jest przesączony.
Zatem droga ocalenia idzie zdecydowanie poprzez sferę duchową człowieka oraz przez rodzinę. Warto zwrócić uwagę, że w rodzinie kluczową rolę pełni więź małżeńska. A dla wielu małżeństw jest to bardzo duży problem. Dla kobiety więź jest normalnym efektem zawarcia małżeństwa, a dla mężczyzny niekoniecznie. Mężczyzna pragnie budować dom dla rodziny, a budowanie więzi z żoną o wiele mniej go interesuje. Powiedziałbym, że mężczyzna musi wzbić się na znacznie wyższy poziom świadomości, żeby "zniżyć się" i uznać budowę relacji z żoną, za ważniejszą od budowy domu. Tymczasem budowanie więzi, relacji pomiędzy małżonkami, jest podstawowym elementem tworzenia i cementowania rodziny. Jan Paweł II powiedział wyraźnie że: "celem małżeństwa jest wspólna droga do świętości przez budowanie komunii osób na wzór komunii Osób Boskich". Niestety wielu z nas - zwłaszcza mężczyzn - w to nie wierzy. Zajmuje się działalnością na rzecz rodziny, nawet bardzo ofiarną, a jednocześnie nie dba dostatecznie o więzi z własną żoną. A brak więzi owocuje rozbiciem rodziny, brakiem dobrego wychowania dzieci, itd.
Pamiętajmy, że zdobywanie środków na utrzymanie rodziny jest dopiero na trzecim miejscu, w hierarchii wartości, jaką znajdujemy w adhortacji Jana Pawła II "Familiaris consortio". Pierwszym jest odpowiedzialność za życie poczęte. Niestety bardzo wielu mężczyzn całkowicie się z tego zwalnia. Drugim jest wychowanie. Faktycznie bardzo wielu mężczyzn jest z tego zwalnianych nawet przez żony: ty zarabiaj a ja zajmę się dziećmi. Dopiero na trzecim miejscu jest praca zawodowa, ale musi ona służyć, być podporządkowana wymogom życia rodzinnego. Na czwartym miejscu Jan Paweł II wymienia przykład dojrzałej postawy chrześcijańskiej.

- Jak można wzmocnić duszpasterstwo rodzin poprzez udział świeckich, jak ten proces miałby przebiegać?

- Jadwiga: Fakt, że przez lata jeździliśmy wspólnie, całą rodziną, na wszelkie spotkania duszpasterskie czy rekolekcje, był wielką ku temu okazją. Przyjeżdżaliśmy więc w piąkę, razem z dziećmi. Okazywało się, że to, iż byliśmy razem, dla wielu było znacznie ważniejsze w sensie siły świadectwa, niż to, co mieliśmy do powiedzenia. Zresztą w jakiś sposób dzieci się w to wszystko znakomicie wpisywały. One kontrolowały o czym mówimy, przybiegały się przytulić i przypominały nam o tym, co jest najważniejsze.

- Jacek: Jeżeli ludzie uwierzą, że misją porządnych małżeństw jest nie ukrywanie tego światła pod korcem, lecz przekazywanie go innym poprzez pokazywanie, że są szczęśliwi, to świat będzie wyglądać inaczej. Od jakiegoś czasu kiedy pytają mnie "jak pana przedstawić?", odpowiadam: proszę powiedzieć, że jestem "szczęśliwym człowiekiem, szczęśliwym mężem, szczęśliwym ojcem i od niedawna szczęśliwym teściem, a czekam na to aż będę szczęśliwym dziadkiem".

- Nie znaczy to, że nie mam żadnych problemów czy trosk, ale jestem szczęśliwy. Zresztą problemy są potrzebne do szczęścia. Tak, wspólne przezwyciężanie problemów bardzo pogłębia więź i czyni małżeństwo bardziej odpornym na zagrożenia. Naszą misją jest pozytywnie "prowokować", tak jak rozbili to pierwsi chrześcijanie. Ludzie mówili: "zobaczcie jak oni się kochają!" I tę siłę w naszym społeczeństwie można uruchomić. Trzeba tą ideą zarazić ruchy, stowarzyszenia, ludzi, którzy są bliżej Kościoła.

- Chyba też i parafie?

- Jacek: Jest jeszcze głowa parafii, od której wiele zależy, lecz która nie zawsze to czuje. Są jednak ludzie, skupieni w wielu wspólnotach, ruchach i stowarzyszeniach, którzy jeśli przyjmą do programu swego działania dawanie świadectwa o tym, że są szczęśliwi w małżeństwie, to ta infekcja będzie zaraźliwa. Inni odpowiedzą: chcemy tak samo!

- Jadwiga: Szczęśliwe są dzieci, które wyrosły w takich rodzinach i mogą to przekazywać dalej. Natomiast ci, którzy - nie z własnej winy - takiego szczęścia nie zaznali, mają szansę rozejrzeć się wokoło i taką rodzinę znaleźć. Kiedyś bp Stefanek opowiedział nam o kleryku, który na czwartym roku seminarium wystąpił zeń, aby wybrać życie rodzinne...

- Bo poznał dziewczynę, w której się zakochał?

- Jadwiga: Bynajmniej, pojechał w czasie wakacji na rekolekcje rodzin i - po raz pierwszy w życiu - spotkał tam zwykłe, bardzo szczęśliwe rodziny. To był przełom w jego życiu. Wcześniej nikt mu nie pokazał takiej szczęścia rodzinnego. Uciekł do seminarium, by nie zakładać rodziny. Jest to konkretny przykład, jak szczęśliwa rodzina może "zarażać" innych, jej świadectwo może mieć wielką siłę.

- Jacek: Dobre małżeństwo jest dopiero początkiem odnowy. To małżeństwo musi mieć dzieci. Następną rzeczą do zrobienia jest budzenie radości z rodzicielstwa. Na widok kobiety w stanie błogosławionym zawsze natychmiast modlę się, odmawiam chociażby "Zdrowaśkę", nawet na ulicy. To pomysł mojej żony, która zaraziła tym całą rodzinę.
Niestety, tę radość rodzicielstwa czasem gaszą ludzie z otoczenia, bywa że nawet rodzice bądź teściowie. Pamiętam, długą rozmowę z zapłakaną kobietą z drugiego krańca Polski. Dramatycznym głosem wyznała, że jest w trzeciej ciąży. Staram się ją pocieszyć, mówiąc, że początki bywają trudne, ale z czasem dziecko zaakceptuje. Ona na to, że już zaakceptowała. Pomyślałem zatem, że chodzi o problem z mężem. Okazuje się, że nie. W końcu wydobywam z niej, że problemem są jej rodzice i teściowie, przerażeni możliwością narodzenia się kolejnego wnuka. Postanowili, że składają się solidarnie na... aborcję, wywierając presję w tym kierunku.

- Doświadczenie rodzin wielodzietnych jest takie, że im więcej dzieci, tym łatwiej jest je wychowywać.

- Jacek: Oczywiście. Większy jest psychiczny koszt wychowania jednego dziecka niż dwójki, większy dwójki niż trójki, większy wychowania trójki niż czwórki... Gdzieś wreszcie pojawia się granica psychiczna czy zdrowotna, która stanowi realną barierę. Każda para tę granicę musi ustalić niejako "na bieżąco", z jednej strony kierując się roztropnym namysłem, z drugiej wielkodusznością. Małżonkowie powinni rozeznać, jaka liczba dzieci dla ich małżeństwa i rodziny będzie optymalna.

- Niezrozumienie tego faktu powoduje, że tragicznie przedstawia się sprawa demografii w Polsce.

- Jacek: Ja jednak zachowuję optymizm, nawet taki z drugim dnem.

- Co to znaczy?

- Jacek: Ci którzy głoszą aborcję, ci, którzy głoszą egoistyczne singlowanie, wymrą bezpotomnie, oczywiście czyniąc szkody po drodze. Ale oni nie przekażą tych idei swoim dzieciom, gdyż ich nie mają. Natomiast ci, którzy w pokorze i w trudzie podjęli się wychowania większej gromadki, w demokratycznym systemie muszą wygrać... przez "przegłosowanie". Jest to kwestia kilku pokoleń.

- Czy nie jest Pan niepoprawnym optymistą?

- Jacek: Pierwszy mechanizmem, który uruchamia aktywność człowieka jest tęsknota do wartości, o której zamarzył. Jeśli ludzie zaczną marzyć o dobrym małżeństwie i o licznej gromadzie dzieci, to współczesne trendy demograficzne tego nie zwyciężą. W Polsce musi się dokonać taka przemiana myślenia. Może to wspomóc wypowiedziana już obietnica 500 zł miesięcznie na każde dziecko, choć nie załatwi to wszystkiego. Może jednak odsunąć niektóre lęki.
Jeśli się podejmie skutecznie działanie otwierania serc i jeszcze wspomoże się to finansowo, to rzeczywiście może się dokonać radykalna odmiana. I w to ciągle - mam nadzieję, że nie do końca naiwnie - wierzę.

- Jesteście audytorami synodu. Jakie przesłanie chcecie tam wyrazić?

- Jacek: Nie jedziemy tam, aby wyrażać swoje przesłanie. Chcemy dzielić się naszym rodzinnym i zdobytym w poradni doświadczeniem i ewentualnie w razie potrzeby bronić prawdy, piękna i dobra. Mamy wolę bronić niewzruszonej nauki Kościoła i Bożych przykazań. Mam nadzieję, że nie trzeba będzie rozdzierać szat jak Reytan. Będziemy chcieli używać zdobytej przez lata pracy z małżeństwami argumentacji, aby pokazać, że zadaniem Kościoła jest rozeznanie tego co obiektywnie dobre, a nie kreowanie jakiegoś "nowego dobra", w rodzaju Komunii św. dla osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach.

- Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

- Jacek: Cudzołóstwo jest cudzołóstwem. Jest to nienaruszalna zasada zawarta w Bożym przykazaniu. Chodzi także o szacunek dla tych ludzi, którzy dokonali innego wyboru. Człowiek taki odszedł od współmałżonka i w tym momencie świadomie złamał przysięgę. A jeśli wszedł w nowy związek, to od tego momentu sam zdecydował o tym, że rezygnuje z komunii świętej. Pedagogika nakazuje pozwolić mu ponosić konsekwencje tego wyboru.

- Ale pedagogika Ewangelii zakłada też powrót marnotrawnego syna?

- Jacek: Niewątpliwie. On przecież może wrócić do żony. A jeśli zlikwidujemy mu wszystkie przykrości, to po co ma wracać do żony? Po co ma wracać do przykazań? Skoro zakopie mu się poprzeczkę pod ziemią, to nie będzie musiał do niej dorastać. A podstawowym źródłem szczęścia człowieka jest osobisty wzrost. Człowiek, który zostawił żonę i dzieci, poszedł do innej kobiety, degraduje się. Czy mamy się na to zgodzić, kierowani rzekomą dobrocią dla niego? Jeśli on ma wyrzuty sumienia, to my mielibyśmy je łagodzić przez mówienie: "w porządku, nie jest źle, możesz przystępować do Komunii św."?

- Miłosierdzie nie polega więc na łagodzeniu wyrzutów sumienia...

- Jacek: Gdyby miłosierdzie na tym polegało, to gdybym się uderzył młotkiem w palec, to Pan Bóg spowodowałby, żeby mnie nie bolało. A ma mnie boleć, abym uważał i po raz drugi nie zrobił tego samego. Pedagogia Boża jest taka, że człowiek ponosi konsekwencje swojego działania. A zwalnianie z tej odpowiedzialności jest antywychowaniem, jest antypedagogiką.

- Jadwiga: Jest też brakiem szacunku dla tej osoby, dla jej wyborów i decyzji. Człowiek podejmuje decyzje na całe życie. A wchodząc w nowy związek, świadomie rezygnuje z Eucharystii. Nie mamy prawa mu powiedzieć: a jednak możesz!

- Zapewne nie spodziewaliście się, że będziecie audytorami Synodu Biskupów, jedynymi z Polski. Jak do tego doszło?

- Jacek: W pewnym momencie, znienacka spytano nas, czy się zgodzimy. Odpowiedzieliśmy, że naszym zdaniem to nie jest najlepszy wybór i przedstawiliśmy listę przeciwwskazań. Ale mimo to wysunięto naszą kandydaturę. A jak Ojciec Święty nas zamianował, to już... klamka zapadła.

- Jak Państwo postrzegają pontyfikat Franciszka w kontekście rodziny?

- Jacek: Nie odważę się podsumowywać czy oceniać. Z pewnością nastąpiło jakieś ożywienie i zawsze może z tego wyniknąć dobro. Wierzę, że na zakończenie synodu wszyscy odetchniemy z ulgą, że wszystkie wcześniejsze obawy okażą się niepotrzebne. Mam nadzieję, że wyjdzie to na dobre małżeństwom i Kościołowi i że... Duch Święty sobie poradzi.

- Jadwiga: Tak więc - jak napisali polscy biskupi - do nadchodzącego synodu przygotowujemy się z wiarą, nadzieją i miłością.

2015-09-29 12:42

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Abp Budzik: Chcemy zrobić inwentaryzację naszego życia diecezjalnego

2020-06-05 19:47

[ TEMATY ]

synod

Lublin

abp Stanisław Budzik

Paweł Wysoki

Członkowie synodalnej komisji misyjnej

- Chcemy zrobić sobie rachunek sumienia czy inwentaryzację tego, w jakim miejscu naszej wspólnej, archidiecezjalnej drogi się znajdujemy. Jakie zadania stawiają obecne czasy ludziom wierzącym i jaka jest nasza wierność Ewangelii – powiedział abp Stanisław Budzik. Metropolita lubelski wręczył nominacje członkom dwunastu komisji III Synodu Archidiecezji Lubelskiej. W prace zespołu są zaangażowani zarówno duchowni jak i świeccy.

Zwracając się do zgromadzonych, abp Stanisław Budzik zauważył, że choć trwająca pandemia uniemożliwiła uroczyste otwarcie Synodu to aktualna sytuacja pozwala na podjęcie pracy w małych grupach. – Postanowiliśmy zaprosić państwa i wręczyć nominacje tak, aby podjąć prace przygotowawcze. Tym samym, gdy nasz Synod się rozpocznie, jego obrady będą mogły przebiegać sprawniej i owocniej – mówił.

Metropolita lubelski przypomniał także znaczenie Synodu Diecezjalnego dla życia lokalnego Kościoła. – Chcemy zrobić sobie rachunek sumienia czy inwentaryzację tego, w jakim miejscu naszej wspólnej archidiecezjalnej drogi się znajdujemy. Jakie zadania stawiają obecne czasy ludziom wierzącym i jaka jest nasza wierność Ewangelii. Co nam dobrze wychodzi, z czym sobie radzimy, jakie mamy środki do dyspozycji, jak się sprawdzają te struktury, które funkcjonują w naszej Archidiecezji. Chcemy sprowokować rozmowy na temat tego jak funkcjonują nasze wspólnoty parafialne, poprzez te w dekanatach, aż do życia diecezjalnego – tłumaczył abp Budzik.

O zasadach prac komisji opowiedział ks. dr Adam Jaszcz, sekretarz Synodu. – Członkami zespołów są osoby, które mają doświadczenie danej dziedziny życia Kościoła.

Zespoły synodalne to nie tylko zespoły parafialne i dekanalne, mamy także zespoły na poziomie ruchów i stowarzyszeń jakie funkcjonują w naszej diecezji, swój zespół mają także księża seniorzy i alumni seminarium.
Zachęcamy, aby pierwsze spotkania miały charakter modlitewny z adoracją Najświętszego Sakramentu. Przed nami jest przygotowanie projektów uchwał synodalnych, które w przyszłości będą dokumentem roboczym dla ostatniej fazy synodu – mówił duchowny.

W skład wszystkich gremiów synodu zostali powołani księża, jak i świeccy. Wśród tematów prac komisji znalazły się zagadnienia takie jak: powołanie świeckich w Kościele, duchowość i posługa kapłańska, życie konsekrowane, liturgia, katechizacja i ewangelizacja, młodzież, rodzina, miłosierdzie, ekumenizm i dialog międzyreligijny, misje, dialog z kulturą oraz odpowiedzialność za dobra materialne.

Pierwszy Synod Diecezji Lubelskiej został zwołany przez biskupa Mariana Leona Fulmana. Odbywał się od 25 do 27 września 1928 r. Jego celem było uporządkowanie prawa diecezjalnego w oparciu o opublikowany wcześniej Kodeks Prawa Kanonicznego.

Przygotowane uprzednio projekty statutów synodalnych zostały odczytane i przedyskutowane na trzech sesjach publicznych w katedrze i podczas czterech zebrań ogólnych w seminarium duchownym. Statuty synodalne, podpisane przez biskupa Fulmana i opublikowane, zaczęły obowiązywać od 31 marca 1929 r.

Kolejny synod został zwołany przez bp. Bolesława Pylaka i przeprowadzony w latach 1977-1985. Przedmiotem jego obrad było osiem szerokich zagadnień z życia lokalnego Kościoła: przepowiadanie słowa Bożego, posługa katechetyczna, życie liturgiczne, kapłani diecezjalni, posługa instytutów zakonnych, apostolat świeckich, struktury duszpasterskie i działalność pastoralna. Mimo, że od jego zakończenia minęły 34 lata, dokumenty na nim uchwalone obowiązują nadal i wiele z nich nie straciło swej aktualności.

CZYTAJ DALEJ

Pierwsze piątki miesiąca

Kto dziewięć piątków odprawi jak trzeba,
nie umrze w grzechach, lecz pójdzie do nieba

Pierwszy i ostatni?

Pamiętasz swoją pierwszą spowiedź? Ja pamiętam dokładnie. Pamiętam to zaangażowanie i przejęcie. Pamiętam ten strach. Najpierw była próba. Po wcześniejszym sprawdzeniu czy znamy regułę, każdy z nas podchodził na chwilkę do konfesjonału i udawał, że się spowiada. Następnego dnia na serio. W domu przeprosiłam rodziców i rodzeństwo za każdą wyrządzoną przykrość i - do kościoła. „Oby tylko nie ks. Stanisław!” - myślałam. Ale za kratkami konfesjonału nie czekał nikt inny, rzecz jasna. Nie było tak źle. Pamiętam, że paliły mnie policzki. Potem pani katechetka powiedziała, że od tej pory mamy chodzić do spowiedzi w każdy pierwszy piątek miesiąca, ale nie wytłumaczyła po co.

Dlaczego nie wtorek?

Piątek w tradycji Kościoła ma bardzo wielką symbolikę. Przede wszystkim śmierć Pana Jezusa na krzyżu. To wtedy Jego Serce zostało przebite włócznią. Jest to również związane z objawieniami Pana Jezusa złożonymi św. Małgorzacie Marii Alacoque. Za jej pośrednictwem Jezus przekazał czcicielom swego Serca 12 obietnic:

1. Dam im wszystkie łaski potrzebne w ich stanie.

2. Zgoda i pokój będą panowały w ich rodzinach.

3. Będę ich pocieszał we wszystkich ich strapieniach.

4. Będę ich bezpieczną ucieczką za życia, a szczególnie przy śmierci.

5. Wyleję obfite błogosławieństwa na wszystkie ich przedsięwzięcia.

6. Grzesznicy znajdą w mym Sercu źródło nieskończonego miłosierdzia.

7. Dusze oziębłe staną się gorliwymi.

8. Dusze gorliwe dojdą szybko do wysokiej doskonałości.

9. Błogosławić będę domy, w których obraz mego Serca będzie umieszczony i czczony.

10. Kapłanom dam moc kruszenia serc najzatwardzialszych.

11. Imiona tych, co rozszerzać będą to nabożeństwo, będą zapisane w mym Sercu i na zawsze w Nim pozostaną.

12. Przyrzekam w nadmiarze miłosierdzia Serca mojego, że wszechmocna miłość moja udzieli tym wszystkim, którzy komunikować będą w pierwsze piątki przez dziewięć miesięcy z rzędu, łaskę pokuty ostatecznej, że nie umrą w stanie niełaski mojej ani bez sakramentów, i że Serce moje stanie się dla nich bezpieczną ucieczką w godzinę śmierci.

Co z tego będę miał?

Przeczytałeś dokładnie punkt 12.? Ta Wielka obietnica mówi o tym, jak bardzo Jezus troszczy się o ciebie. To niezwykłe! Jezus pozwala dostąpić nam największej łaski - śmierć w stanie łaski uświęcającej. Warunek jest jeden - przez dziewięć kolejnych piątków miesiąca musisz pojednać się z Bogiem i przystąpić do Komunii św. Czy można chcieć więcej?

Może warto?

Pewnie, że warto! Zastanów się tylko, od kiedy zaczynasz.

CZYTAJ DALEJ

Serce Jezusa #6

2020-06-06 07:52

aspekty.niedziela.pl

Zapraszamy do modlitwy i rozważań.

Tekst Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa znajdziecie tutaj 


„Serce Jezusa, domie Boży i bramo niebios”. Ponieważ niebiosa w kosmologii starożytnej były traktowane jako siedziba Boga, Jezus objawiający Ojca jest porównany do bramy, przez którą mamy dostęp do nieba. Wyrażenie „dom Boży i brama niebios” jest cytatem z Księgi Rodzaju 28, 17, gdzie mamy opis walki Jakuba z tajemniczym siłaczem, na pamiątkę której Jakub (odtąd Izrael) postawił stelę, mówiąc: Oto dom Boży (betel) i brama niebios. (ks. Stanisław Ziemiański SJ, Teologia Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa, źródło: ampolska.co)


Z Encykliki papieża Piusa XII „Haurietis Aquas”, o kulcie Najświętszego Serca Jezusa:

Gdy widzimy te nader obfite potoki wód, czyli zbawiennych łask ze Serca Odkupiciela, za natchnieniem Ducha Świętego dopływających do niezliczonych mas katolików, nie możemy powstrzymać się, by nie wezwać was, Czcigodni Bracia, byście wraz z Nami najwyższe złożyli dzięki Dawcy wszelkich dóbr, Bogu, wedle słów Apostoła: "Temu, który mocen jest uczynić daleko więcej, niż o to prosimy, albo pojmujemy, według działającej w nas mocy, - Jemu niech będzie chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie na wszystkie czasy i na wieki wieków - Amen".

Skoro złożyliśmy należne dzięki Bogu wiecznemu, teraz pragniemy tą encykliką wezwać Was i wszystkich najdroższych synów Kościoła, byście z wielką pilnością poznali poglądy Biblii, Ojców Kościoła i teologów na fundamentalne zasady kultu Najświętszego Serca Jezusa. Jesteśmy najmocniej przekonani, że dopiero wtedy, przy pomocy światła prawdy objawionej przez Boga, poznacie zasadniczą, najgłębszą istotę kultu Najświętszego Serca Jezusa, wtedy dopiero będziecie mogli należycie ocenić niezrównaną wzniosłość i niewyczerpalne bogactwa darów niebieskich. Z pobożnego rozważania i kontemplacji dobrodziejstw tego kultu wynikną głębsze motywy do godnego uczczenia pierwszego stulecia od chwili rozszerzenia uroczystości ku czci Najświętszego Serca Jezusa na cały Kościół.

Chcemy chrześcijanom podać dobre materiały do rozmyślań i rozważań, by łatwiej mogli poznać istotę tego kultu i zbierać zeń większe pożytki. Zatrzymamy się w tym celu nad niektórymi kartami Starego i Nowego Zakonu, które zawierają objawienia i opisy nieskończonej miłości Boga dla rodzaju ludzkiego, miłości, której nigdy dostatecznie nie zdołamy poznać. Wspomnimy i przytoczymy także komentarze Ojców Kościoła i Doktorów, wreszcie postaramy się naświetlić tę najściślejszą łączność, jaka istnieje pomiędzy tą formą pobożności, którą czcimy Serce Boskiego Zbawiciela a kultem należnym miłości Zbawiciela i miłości Trójcy świętej za miłość dla całej ludzkości. Ufamy, że gdy w świetle Pisma świętego i Tradycji poznamy podstawy i współczynniki zasadnicze tego kultu, wtedy chrześcijanie łatwiej będą czerpać "wody ze zdrojów Zbawicielowych", lepiej doceniać ważność kultu Najświętszego Serca Jezusa i jego właściwe miejsce w liturgii Kościoła, w jego życiu wewnętrznym i zewnętrznym, w jego pracy i dziełach. Wtedy też będą mogli zbierać duchowe owoce dla odnowienia obyczajów, jak tego bardzo pragną Pasterze ludu wiernego.


Akt osobistego poświęcenia się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa (na podstawie tekstu św. Małgorzaty Marii Alacoque):

Panie Jezu Chryste! Ja … oddaję się i poświęcam Twemu Najświętszemu Sercu moją osobę i całe moje życie, aby odtąd czcić, wielbić i miłować Twoje Serce dla nas na krzyżu włócznią żołnierza otwarte. Mocno postanawiam należeć całkowicie do Ciebie i czynić wszystko z miłości ku Tobie, wyrzekając się tego, co się Tobie we mnie nie podoba. Boskie Serce Jezusa, Ty bądź moją miłością i drogą mojego życia. Serce pełne miłosierdzia, ratuj mnie przed atakami złych mocy, przed moją grzesznością i słabością, bo w Twojej nieskończonej dobroci pokładam całą moją ufność i nadzieję świętości. Serce pełne miłości, przygarnij mnie do Siebie i spraw, abym poznał Ojca. Niech Twoja miłość – hojny dar Ducha Świętego – tak głęboko przeniknie moje serce, żebym zawsze pamiętał o Tobie i wiernie naśladował Ciebie. Oby imię moje zostało zapisane w Tobie, Serce mojego Boga i Pana, ponieważ bardzo pragnę, aby moim największym szczęściem i pełną radością było żyć i umierać jako Twój wierny sługa i apostoł. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję