Reklama

Francja

Francja: policja udaremniła zamach na jeden lub dwa kościoły w Paryżu

Policja francuska udaremniła zamach terrorystyczny na jeden lub dwa kościoły w Paryżu, którego miał dokonać młody mężczyzna – student informatyki, zatrzymany kilka dni temu. Poinformował o tym w przemówieniu telewizyjnym 22 kwietnia francuski minister spraw wewnętrznych Bernard Cazeneuve. Dodał, że w mieszkaniu aresztowanego (w 13. dzielnicy miasta) i w jego samochodzie znaleziono broń palną i białą, amunicję i kamizelki kuloodporne oraz materiały informatyczne. Zdaniem ministra, potwierdza to bez żadnych wątpliwości, że planowano atak na jedną lub dwie świątynie.

[ TEMATY ]

zamach

BBC NEWS

Telewizyjny serwis informacyjny iTele podał, że kościoły, które miały paść ofiarami zamachów, znajdują się w regionie paryskim.

Według źródeł policyjnych aresztowany, który kilka dni wcześniej został postrzelony w kolano, jest prawdopodobnie zabójcą 32-letniej Aurélie Châtelain, którą znaleziono martwą 19 bm. rano w Villejuif w południowym regionie podparyskim. Świadczy o tym materiał DNA studenta, znaleziony w samochodzie kobiety. W tym samym mieście znajdują się kościoły, które miały być celem zamachów. Obecnie policja bada sprawę i szuka ewentualnych wspólników.

Od lata ub.r. studenta i jego rodzinę stale obserwowano i wielokrotnie przesłuchiwano, gdyż niektórzy jej członkowie byli znani policji z sympatii do radykalnego islamu. Sam zatrzymany zamierzał po zamachu wyjechać do Syrii, aby tam włączyć się w działalność dżihadystów.

Reklama

Niedoszły zamachowiec jest pochodzenia francusko-algierskiego, ma 24 lata, a do Francji przybył w 2009. W tej chwili przebywa w areszcie w ramach 96-godzinnego zatrzymania, jakie przewiduje francuskie ustawodawstwo o zwalczaniu terroryzmu, ale – zdaniem władz sądowych – jego pobyt za kratkami powinien zostać przedłużony o co najmniej 24 godziny. Istnieje bowiem duże ryzyko dokonania aktu terrorystycznego a także jest potrzeba współpracy międzynarodowej w tej sprawie – uważają sędziowie.

Media, powołując się na anonimowe źródła sądowe, twierdzą, że zarzuty zgromadzone przeciw podejrzanemu są „bardzo poważne” i wszystko wskazuje na to, że nie działał on sam. Obecny przypadek „wykazuje niebezpieczne podobieństwa do sprawy braci Kouachich i Coulibaly’ego [oskarżonych o współudział w styczniowym zamachu na redakcję pisma „Charlie Hebdo – KAI]” – twierdzi jedno ze źródeł z wymiaru sprawiedliwości.

2015-04-22 13:34

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Grajewski: inspiratorem zamachu na Jana Pawła II był komunistyczny reżim w Moskwie

[ TEMATY ]

wywiad

zamach

św. Jan Paweł II

aistoria.rai.it

Inspiratorem zamachu na Jana Pawła II był komunistyczny reżim w Moskwie – twierdzi Andrzej Grajewski. Historyk zauważa, że polskie śledztwo dostarcza wielu nieznanych dotąd informacji, potwierdzających, że organizatorami zamachu były bułgarskie komunistyczne służby specjalne. Przypominamy wywiad z dr. Grajewskim na ten temat.

KAI: IPN już kilka lat temu zakończył umorzeniem śledztwo w sprawie zamachu na Jana Pawła II. Czego nowego dowiedzieliśmy się z tego postępowania na podstawie ujawnionego, liczącego 230 stron uzasadnienia?

Andrzej Grajewski: To uzasadnienie trzeba rozpatrywać w dwóch kategoriach. Przede wszystkim jest to dokument prawny, zbierający zebraną do tej pory wiedzę i przynoszący nowe ustalenia prawne. Konkluzja jest jednoznaczna: zamach nie był wynikiem działania pojedynczych osób, ale „związku przestępczego o charakterze zbrojnym, w którym kluczową role odgrywali funkcjonariusze bułgarskich komunistycznych służb specjalnych”. To jest na gruncie prawnym konstatacja zupełnie nowa, bo do tej pory mówiło się albo wyłącznie o sprawcy bezpośrednim, czyli Mehmecie Alim Agcy, albo ewentualnie jeszcze o jego pomocniku Omerze Bagcim, skazanym za dostarczenie mu pistoletu. Bułgarzy i pozostali Turcy zostali zwolnieni z braku wystarczających dowodów winy. Natomiast działania prokuratora Michała Skwary doprowadziły do zasadniczo innej konkluzji. Są to ustalenia nowe i ważne.

Natomiast w perspektywie faktograficznej dokument zebrał i uporządkował wszystkie relacje, które pojawiały się w wyniku kolejnych włoskich śledztw, oraz dodał kilka istotnych szczegółów. Prowadzenie takiego śledztwa po tylu latach, przy tak intensywnych działaniach dezinformacyjnych oraz wyraźnej niechęci zarówno Wschodu, jak i Zachodu do odkrycia wszystkich szczegółów tej zbrodni – było niezwykle trudne. Można powiedzieć, że to było szukanie igieł w stogu siana i kilka ważnych igieł panu prokuratorowi Skwarze udało się odnaleźć.

Po pierwsze, odnajduje pseudonim operacyjny Siergieja Antonowa oraz jego numer rejestracyjny. To jest niezwykle istotne, bo do tej pory Antonow był przedstawiany jako poczciwy urzędnik bułgarskiego biura turystycznego, który zupełnie przez przypadek i najprawdopodobniej na skutek intrygi CIA, która nauczyła Agcę tak zwanego bułgarskiego śladu, niewinnie spędził kilkanaście miesięcy we włoskim więzieniu oraz przeżył głęboki stres, siedząc na ławie oskarżonych. Teraz widzimy, że Antonow był współpracownikiem bułgarskich służb specjalnych, a przez powiązania ze swoim wujkiem miał dostęp do kręgu bardzo wysokich funkcjonariuszy bułgarskich służb specjalnych, więc mógł być traktowany jako człowiek ich zaufania. Bułgarskie służby też czyściły archiwa przed upadkiem systemu i dane rejestracyjne Antonowa pojawiają się wyłącznie raz, w korespondencji wewnętrznej z 1991 roku, przez czyjeś zaniedbanie. Tym większa zasługa pana prokuratora Skwary.

Po drugie, dokument jeszcze raz porządkuje i weryfikuje kwestie związane z zeznaniami Agcy dotyczącymi planu ucieczki, który przedstawili Bułgarzy, i bardzo wyraźnie pokazuje, że jego wyjaśnienia znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Przypomnę, że podczas zamachu Antonow czekał na via dei Conciliazione, niedaleko ambasady kanadyjskiej przy Stolicy Apostolskiej, w samochodzie, którego markę i kolor Turek prawidłowo opisuje. Miał on zostać natychmiast zawieziony do ambasady bułgarskiej, gdzie czekał TIR, aby tego samego dnia wywieźć zabójcę z Włoch. Okazuje się, że TIR rzeczywiście przyjechał 9 maja 1981 roku, a więc w dniu, w którym Agca wraca do Rzymu, i wyjechał 13, po zamachu. W 1981 roku TIR, rzekomo rutynowo przywożący alkohol do ambasady, przyjechał tylko raz – właśnie wtedy. Także zupełnie wyjątkowo Bułgarzy odmówili wówczas odprawy w urzędzie celnym. Normalnie samochód jechał z ładunkiem do urzędu i po odprawie był plombowany. Wtedy Bułgarzy zażądali odprawy u siebie. Według dokumentów, do których dotarł prokurator Skwara, włoscy celnicy dziwią się, że w ten sposób, w pośpiechu odprawili jakieś książki i rzeczy osobiste. Nic nie uzasadniało ani pośpiechu, ani nadzwyczajnej procedury. Jak sądzę, chodziło o to, by po odprawie można było schronić dwóch tureckich zamachowców – Agcę i Orala Celika – i wywieźć ich po podrobieniu pieczęci, co nie było trudne.

Co więcej, ta wersja jest potwierdzona przez polskich świadków, oficerów wojskowych służb specjalnych, II Zarządu Sztabu Generalnego, w tym Czesława Wawrzyniaka, późniejszego admirała, w tym czasie attaché wojskowego. Ambasada polska stoi tuż obok bułgarskiej, i oczywiście panowie z obu się doskonale znali. Obaj oficerowie zaobserwowali, że 13 maja 1981 u Bułgarów działo się coś nadzwyczajnego. Co więcej, dwóch z nich zniknęło – właśnie Todor Ajwazow i Żelio Wasiliew, którzy razem z Antonowem kontaktowali się z Agcą i mieli przygotować jego ucieczkę. Jeden z tych peerelowskich oficerów przypomniał sobie, że attaché bułgarski zwrócił się nagle do niego z prośbą o udostępnienie mu talonów na tańsze paliwo, które włoski MSZ dawał korpusowi dyplomatycznemu. Talonami dysponował Ajwazow... Widać, w jakim popłochu musiał opuszczać placówkę, skoro nie przekazał ich kolegom. Prokurator Skwara bardzo skutecznie zbija też alibi całej trójki Bułgarów dotyczące tego, co robili w czasie zamachu. To wszystko daje podstawę do stwierdzenia, że ta część wyjaśnień Alego Agcy była prawdziwa i że Bułgarzy od 1980 roku przygotowywali zamach.

KAI: Uderzająca jest szalona niedbałość w tworzeniu tego alibi. Oni wyraźnie improwizują, jakby w ogóle nie byli na to przygotowani: plączą się w zeznaniach, zmieniają je, nagle coś sobie przypominają po wielu miesiącach.

- Oni po prostu zakładali, że zamach się musi udać. Notabene, jestem głęboko przekonany, że gdyby Agca uciekł, to już by dawno nie żył. Po wywiezieniu zostałby zabity.

KAI: Mamy więc zamach, który – jak stwierdził prokurator – był efektem zorganizowanego działania komunistycznych służb specjalnych. Co można by dodać do tej skrótowej charakterystyki?

- Zamach miał konstrukcję wielopoziomową. Od samego początku przyjęto taką strukturę przygotowań, aby maksymalnie rozmyć odpowiedzialność i zatrzeć wszelkie powiązania pomiędzy ośrodkiem inspirującym zbrodnię a jego bezpośrednimi wykonawcami.

Inspiratorem zbrodni w moim najgłębszym przekonaniu był komunistyczny reżim w Moskwie: kierownictwo sowieckiej partii, a więc Leonid Breżniew i jego otoczenie, ale bardziej Jurij Andropow. To jest krąg pierwszy, polityczny. Miał on szereg istotnych motywów skłaniających go do zabicia Papieża, przy czym sprawy w Polsce były w tej kwestii drugorzędne. Postaram się to udowodnić w moim obszernym wstępie do przygotowywanego wydania tego uzasadnienia.

Drugi krąg to sowieckie służby specjalne, które to polityczne zadanie zamordowania Papieża wykonywały: wywiad KGB albo wywiad wojskowy GRU – tego z całą pewnością nie wiemy. Udział Władimira Kuziczkina, wysokiego funkcjonariusza Zarządu I KGB, czyli wywiadu, w tej historii świadczy jednak, że zajmował się tym właśnie KGB, którym kierował w tym czasie Jurij Andropow. Kiedy odbywa się proces Antonowa, Andropow jest już sekretarzem generalnym, a więc udowodnienie bułgarskiego tropu, a co za tym idzie – sowieckiej inspiracji, oznaczałoby stwierdzenie, że przywódca supermocarstwa jest zbrodniarzem, który chciał zabić papieża. Taka konstatacja odznaczałaby gwałtowne zaostrzenie stosunków między obu blokami i dlatego nikomu – ani na Wschodzie, ani na Zachodzie – nie zależało na ujawnienia tego.

Dlatego wszystkie włoskie sądy inspiratorami zamachu się nie zajmowały, o czym z rozbrajającą szczerością mówili włoscy sędziowie, podkreślając, że kwestia mocodawców była poza ich zasięgiem. Kiedy Agca zaczyna mówić o spotkaniach w Teheranie z Kuziczkinem, sędzia śledczy Martella urywa to, nie chce tego wątku kontynuować. Podobnie jednoznaczna jest reakcja sędziego prowadzącego proces, który na słowa Agcy, że spośród dyplomatów sowieckich akredytowanych w Sofii może rozpoznać tego, który się z nim kontaktował, powiedział, że to nie ma to nic do rzeczy.

KAI: Malenkowa?

- Tak go nazywał Agca - jak on się naprawdę nazywał, nie wiemy.

KAI: Pewnie to było nazwisko operacyjne. Uderzające jest, że sędzia Martella, który wydaje się człowiekiem bardzo kompetentnym, gdy tylko zeznania Agcy wykraczają poza historię zmowy Turków i Bułgarów, nagle traci swoją dociekliwość i ucina wszystkie dalej idące wątki.

- To prawda, ale właśnie dokument sporządzony przez prokuratora Skwarę bardzo obszernie opisuje różnego rodzaju szantaże, którym sędzia Martella był poddawany, o czym zaczął mówić bardzo późno. Szantaż dotyczył zresztą także jego rodziny. Szantażyści posługiwali się nawet drugimi imionami dzieci, które nigdy nie były używane, co oznacza, że mieli dostęp do oficjalnych dokumentów. Zresztą o tym samym mówił Agca, że kiedy został sam na sam z rzekomym bułgarskim prawnikiem Markowem, on mu wyliczył całą jego rodzinę, która zginie, jeśli nie zmieni zeznań.

Krąg trzeci to Bułgarzy jako podwykonawcy. Krąg czwarty – turecki świat przestępczy działający na pograniczu bułgarsko-tureckim, przede wszystkim w Warnie, i zajmujący się handlem narkotykami i papierosami. Czołową rolę odgrywał w tym kręgu Bekir Celenk, łączący turecką mafię z bułgarskimi służbami specjalnymi. Przypomnę, że to on miał być głównym płatnikiem i on organizował pierwsze, najważniejsze spotkania w sprawie zamachu. Kiedy wyjaśnienia Agcy doprowadziły do tego, że za Celenkiem został wysłany list gończy, schronił się właśnie w Bułgarii, która przez wiele miesięcy nie chciała go wydać. Kiedy wreszcie wydano go Turcji i podjęto decyzję o jego ekstradycji do Włoch, Celenk tak się tym przejął, że tuż przed ekstradycją zmarł... Ten kluczowy świadek nigdy nie był więc przesłuchany. Ważny jest także Abuzer Ugurlu, ojciec chrzestny mafii, działającej na pograniczu turecko-bułgarskim.

Ten czwarty krąg ma mocne powiązania z różnymi radykalnymi organizacjami tureckich – zarówno prawicowymi, jak Szare Wilki, jak i lewicowymi. W tych czasach prawicowy i lewicowy terroryzm siał spustoszenie w Turcji i destabilizował ten kraj. Tam właśnie ludzie mafii znajdują bezpośrednich wykonawców, czyli Alego Agcę i Orala Celika. Być może do tego kręgu należą także także Omer Ay oraz Sedat Sirri Kadem.

Wreszcie jest krąg piąty, bezpośredni uczestnicy zamachu, także rozbici na dwie grupy: bezpośredni wykonawcy, przede wszystkim Agca i Celik, oraz zaplecze, czyli grupa ludzi, która im pomagała poruszać się blisko rok po Europie, przygotowała całą infrastrukturę zamachu, zapewniając między innymi finansowanie. Wydaje się, że czołową postacią dla tego zaplecza organizacyjno-finansowego jest Musa Serdar Celebi, jeden z przywódców środowiska Szarych Wilków w RFN.

W związku z Celikiem pojawia się pytanie, dlaczego Francuzi, którzy w 1984 roku aresztowali go za przestępstwa narkotykowe, przez wiele lat twierdzili, że to nie on. Postawienie Celika przed sądem w czasie procesu Antonowa zmieniłoby bieg tego procesu, gdyby Celik, który organizuje całą „infrastrukturę” zamachu, rozpoznał Antonowa. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych Francuzi przyznali, że rzekomy Kurd, siedzący od lat w więzieniu, to jednak Celik, i dopuścili do jego konfrontacji z Agcą, który bez problemu go zresztą rozpoznał po tylu latach. Celik się początkowo do niczego nie przyznał, twierdząc, że to nie on, ale w końcu przyznał, że był na placu św. Piotra, ale jako turysta, chociaż jest jego zdjęcie, uciekającego tuż po zamachu.

KAI: Czy mamy jakiekolwiek ślady świadczące o tym, że peerelowskie służby miały jakikolwiek związek z tą operacją?

- Prokurator Skwara i inne osoby z IPN przesłuchały blisko stu funkcjonariuszy peerelowskich służb specjalnych, zarówno cywilnych, jak i wojskowych, przede wszystkim dla zweryfikowania informacji o tak zwanym polskim śladzie. Jeden z oficerów wywiadu wojskowego oświadczył – był w tej sprawie głośny artykuł we „Wprost” – że wiosną 1981 roku polskie służby miały otrzymać informację wyprzedzającą, jakoby środowisko Szarych Wilków wytypowało kogoś do zabicia Papieża. Tenże oficer został przesłuchany i powtórzył tę informację. Jednak prokurator Skwara nie znalazł żadnego jej potwierdzenia, nikt jej nigdy nie zarejestrował ani nie widział – poza tym jednym oficerem.

KAI: To w takim razie dlaczego ten oficer tak twierdzi?

- Zapewne była to kolejna dezinformacja, po to aby odwrócić uwagę prokuratorów IPN od najważniejszych śladów, to znaczy bułgarskiego, sowieckiego i enerdowskiego. Wiadomość pojawiła się, kiedy IPN wszczął śledztwo, i kosztowała wiele miesięcy działań mało wartościowych z punktu widzenia ustalenia prawdy.

KAI: Byłby to więc jednak udział polskich służb – nie w samym zamachu, ale w dezinformacji na jego temat.

- Takich działań było więcej. Jestem przekonany, że szereg książek, które się ukazało w Polsce na ten temat, było świadomymi lub nieświadomymi działaniami dezinformacyjnymi. Takie działania były i – co więcej – są prowadzone. Mamy tu do czynienia z całą gamą zachowań. Są autentyczni poszukiwacze wątpliwości, uczciwi dziennikarze, którzy rzucają się na każdą przynętę i piszą w dobrej wierze. Nie brakuje też użytecznych idiotów, którym się podrzuca rzekomo sensacyjne materiały, nieprawdziwe lub dobrze spreparowane.

Drugi, obok działań dotyczących samego zamachu, obszerny korpus faktów, jaki opisuje dokument, to działania dezinformacyjne, prowadzone zarówno przez bułgarskie, jak i przede wszystkim enerdowskie służby specjalne, ale również przy jakimś udziale służb peerelowskich, które wymieniały się dokumentami i które w stopniu, którego dzisiaj jeszcze nie znamy, na pewno uczestniczyły w obiegu materiałów stanowiących podstawę działań dezinformacyjnych, które Stasi nazwała Operation Papst – Operacja Papież.

KAI: Dość przygnębiająca jest skuteczność dezinformacji, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że zamach odbył się na oczach setek milionów, jeśli nie miliardów ludzi. W powszechnej wiadomości istnieje tylko to, czego się absolutnie nie dało ukryć: sam Agca oraz ci Bułgarzy i ewentualnie jeszcze Turcy, o których on powiedział. Dlaczego ta dezinformacja okazała się tak skuteczna?

- Dlatego że była dla wielu po prostu wygodna – dla Wschodu, ale też na jakimś etapie dla Zachodu. To pokazuje też oczywiście siłę obecności agentury komunistycznej w mediach zachodniej Europy, która przecież nigdy w pełni nie została ujawniona.

Jak to było możliwe, że dopiero IPN wprowadził do obiegu naukowego wyjaśnienia Agcy? Wcześniej były one wydane w nakładzie kilkuset egzemplarzy w niszowym wydawnictwie włoskim na początku lat dziewięćdziesiątych, co nie miało zupełnie żadnego znaczenia. One w obiegu naukowym w ogóle nie funkcjonują.

KAI: Zdumiewające – wydawałoby się: taka sensacja, a nikogo nie obchodzi.

- Skoro nikt nie pokazywał tej drugiej strony, to skąd świat miał o niej wiedzieć? A na naszą jedną, skromną pozycję ukazało się kilkanaście podtrzymujących starą tezę, że to tureccy fanatycy uknuli cały ten spisek...

Jestem głęboko przekonany, że to co wiemy, to wierzchołek góry lodowej. Jak ona jest rozległa, jaki ma kształt, jaką konsystencję – tego nie wiemy. Wiemy, co powiedział w pewnym momencie Agca, i co udało się zweryfikować. Trzeba dodać, że on sam też niewiele wiedział.

KAI: Wiedział tyle, ile musiał.

- W gruncie rzeczy wciąż niewiele wiemy o tym jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń dwudziestego wieku. Niewątpliwie śmierć Papieża zmieniłaby bieg historii – Polski, ale i świata, i to zmieniałaby zdecydowanie na niekorzyść. Śmierć Papieża zmieniłaby radykalnie pozycję komunizmu na świecie i uniemożliwiłaby w moim przekonaniu pokojowe wyjście z niego, co oznacza, że stawka, jaka stała w zamachu na Papieża, była nieporównywalna z niczym innym, i dlatego wokół tego wydarzenia rozsnuto taką sieć dezinformacji kłamstw, półprawd, że musiałoby się stać coś zupełnie niezwykłego, żeby to wszystko można było kiedyś zebrać razem i przeanalizować. Jestem pełen podziwu dla pracy jednego prokuratora, który znalazł kilka ważnych faktów i pokazał nowy kontur wydarzeń, które miały doprowadzić do śmierci Papieża.

rozmawiał Tomasz Wiścicki

CZYTAJ DALEJ

To jest CUD!

2020-07-07 10:03

[ TEMATY ]

Radio Maryja

Maryja

Tak skwitowała urzędniczka SANEPID-u wyniki testu na koronawirusa ojców franciszkanów z Niepokalanowa. 107 testów i wszystkie ujemne.

To nie możliwe, aby w tak dużej społeczności nikt nie miał pozytywnego wyniku. Wszystko zaczęło się w piątek, 26 czerwca 2020 r. Wieczorem karetka pogotowia zabrała jednego z braci do szpitala. Brat ten wrócił do klasztoru z urlopu 22 czerwca. Czuł się nie najlepiej dlatego pojechał do lekarza. Dostał antybiotyki i wrócił do klasztoru.

W klasztorze w ciągu tych kilku dni miał kontakt bezpośredni z około 30 braćmi. Według pracownika SANEPID-u kontakt bezpośredni, to taki, w którym dana osoba przebywała z zarażonym minimum 15 minut, w odległości mniej niż 2 metry.

Brat jest między innymi fryzjerem, ostrzygł w tym czasie kilku braci. Ponadto całą wspólnotą spotykamy się na posiłkach w refektarzu i kilka razy dziennie w kaplicy na modlitwie. Nieświadomi zagrożenia nikt nie unikał z nim kontaktu. W ciągu tych pięciu dni pobytu w klasztorze po urlopie brat ten był w wielu miejscach wspólnego przebywania.

Chory po wykryciu korona wirusa został przewieziony do szpitala jednoimiennego w Warszawie i przebywa tam do dnia dzisiejszego. Jest podłączony do respiratora. Jego płuca oddychają w 60 %. Jest utrzymywany w śpiączce farmakologicznej.

Do szpitala zakaźnego trafił jego rodzony brat i bratowa oraz 90-letnia mama, która jest na OIOMI-e. Stan naszego współbrata jest nadal poważny, ale stabilny. Kiedy w sobotę 27 czerwca dotarła do klasztoru informacja o koronawirusie naszego współbrata, strach padł na wszystkich. Zrozumieliśmy, że to nie żarty. Zostaliśmy natychmiast objęci przez SANEPID kwarantanną do 10 lipca. Została zamknięta bazylika dla udziału wiernych oraz wszystkie miejsca pracy, w których pracują osoby z zewnątrz. Wprowadziliśmy zalecenia SANEPIDU co do ograniczenia spotkań między sobą. Z twarzy zniknął uśmiech, usta zakryły maseczki. Przeszliśmy w internetowy reżym nabożeństw.

Od współbraci z innych klasztorów, parafian, sympatyków naszego sanktuarium, naszych rodzin i znajomych otrzymaliśmy wiele wsparcia duchowego i materialnego, za co z serca wszystkim dziękujemy. Wielu zapewniało nas o modlitwie.

Czekaliśmy z niecierpliwością na piątek, 3 lipca. W tym dniu zrobiono nam wymazy. Teraz pozostało tylko czekać na sobotę, jak na wyrok. Dzięki Bogu z piątku na sobotę było comiesięczne czuwanie modlitewne przed pierwszą sobotą. Tym razem byli tylko zakonnicy. Odmówiliśmy trzy części różańca przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. Na zakończenie była Msza św. Razem z nami przez internat modliło się kilkaset osób.

Przyszła pierwsza sobota, 4 lipca, a z nią comiesięczne spotkanie „Oddaj się Maryi”: konferencja, świadectwa, Msza św. z zawierzeniem wszelkich spraw Matce Bożej oraz nabożeństwo wynagradzające Niepokalanemu Sercu Maryi.

Wszystko jak co miesiąc ale bez udziału wiernych. Można nas było oglądać przez YouTube na kanale NIEPOKALANÓW oraz słuchać transmisji przez Radio Niepokalanów. Pomimo pustki w bazylice czuło się obecność ludzi, że są tu z nami, że tak jak my zawierzają się Niepokalanej. To św. Maksymilian nauczył nas, aby ze wszystkim przychodzić do Niej.

Była to najspokojniejsza pierwsza sobota od 4 lat. Nikt nie prosił o poświęcenie dewocjonaliów, chwilę rozmowy, spowiedź. Tak cicho jak nigdy. Spokojnie można było zjeść posiłek, odpocząć i dalej czekać na „wyrok”. Chyba już każdy w klasztorze brał pod uwagę różne scenariusze. Po południu okazało się, że wyniki będą dopiero w niedzielę.

Wieczorem, w trakcie codziennego różańca odmawianego w kaplicy św. Maksymiliana w intencji zakończenia epidemii, rozdzwoniły się dzwony na bazylice. Cóż to może być, czy nie daj Boże coś niedobrego się stało z naszym chorym bratem, ale w klasztorze nie ma takiego zwyczaju, a może Ojciec Święty zachorował?

Pytań było wiele.

Na Apel Maryjny wchodzi do kaplicy św. Maksymiliana gwardian klasztoru i ogłasza przez mikrofon: wyniki na koronowirusa wszystkich braci są ujemne. Według urzędniczki SANEPID-u: To jest CUD !!!

Przez cały okres epidemii nie zdarzyło się nigdzie w Polsce, a być może i na świecie, aby nikt, z tak dużej grupy mającej kontakt z osobą zarażoną, nie został zarażony. Zanim gwardian ogłosił wyniki wraz z pracownikiem SANEPID-u kilka razy sprawdzał listy. 100 % zdrowych.

Chwała Bogu!

Niepokalana po raz kolejny pokazała, że troszczy się o swój Niepokalanów. Odbieramy tę łaskę jako znak, że Matce Najświętszej podoba się to, co od kilku lat robimy: pierwsze soboty z zawierzeniem, wspólny Różaniec, nabożeństwa pokutne i Msze święte za grzechy aborcji, pielgrzymki pokutne, czuwania nocne, Wielkie Zawierzenie Niepokalanemu Sercu Maryi, które już za miesiąc odbędzie się po raz Czwarty, Sztafeta Różańcowa i wiele innych. Niech ta Boża interwencja będzie iskrą, która zapali nasz naród nową miłością do Boga i ludzi i wleje w nasze serca wiarę, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Tak jak 100 lat temu Maryja przyszła z pomocą naszym przodkom, ukazując się bolszewikom i przepędzając ich spod Warszawy, tak niech w naszych czasach przyjdzie nam z pomocą i zwycięży naszych wrogów.

Dziękujemy Wam, że z nami byliście. Polecamy każdego z Was Maryi i życzymy abyście doznali, jak dobra i czuła jest nasza MATKA.

Franciszkanie z Niepokalanowa

Ogłoszenie o. Grzegorza Szymanika - gwardiana Niepokalanowa o wynikach badań.

"Zawierz się Maryi, nasza Mama nigdy Ciebie nie zawiedzie."

CZYTAJ DALEJ

Szkoły katolickie w USA będą mogły zwolnić homoseksualnych nauczycieli

2020-07-09 20:50

[ TEMATY ]

szkoła

USA

religijność

nauczyciele

Vatican News

Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych orzekł, że szkoły wyznaniowe mają prawo do zatrudniania i zwalniania swoich nauczycieli bez ingerencji państwa. Oznacza to, że szkoła katolicka będzie mogła pozbyć się nauczyciela o orientacji homoseksualnej, rozwiedzionego czy żyjącego na kocią łapę lub po prostu nie uczęszczającego co niedzielę na Mszę. Do tej pory takie działania mogły zostać uznane za dyskryminację w miejscu pracy.

Zdaniem sądu szkoły wyznaniowe muszą mieć prawo do wyboru swoich pracowników i zwolnienie jednego z nich, np. w związku z życiem niezgodnym z zasadami religijnymi danej placówki, nie może być podstawą do ubiegania się o odszkodowanie lub przywrócenie do pracy. Decyzja ta gwarantuje instytucjom wyznaniowym znacznie większą swobodę w działaniu i doborze pracowników niż dotychczas.

Sąd uznał, że nauczyciel w szkole wyznaniowej pełni ważną rolę nie tylko w zdobywaniu wiedzy przez uczniów, ale także w przekazywaniu im wiary, dlatego np. szkoła katolicka ma prawo dobrać sobie taki zespół, który będzie spełniał te cele. Nauczyciel musi być więc osobą nie tylko odpowiednio wykształconą, ale także spełniającą wymogi danej religii, również te moralne.

„Edukacja religijna i formacja uczniów jest główną przyczyną istnienia większości tych prywatnych szkół religijnych, dlatego też wybór nauczycieli, którym to zadanie szkoły powierzają, leży u podstaw ich misji”
– napisał w orzeczeniu sędzia Samuel Alito.

Nowe rozporządzenie obejmie także takie przypadki jak sprawa Małych Sióstr Jezusa, którym groziła wielomilionowa grzywna i utrata dofinansowania publicznego w związku ze sprzeciwem wobec konieczności rozpowszechniania antykoncepcji w prowadzonych przez siebie ośrodkach. Przepisy ustawy o służbie zdrowia w USA gwarantują, że każdy ośrodek zdrowia, korzystający z dofinansowania z ubezpieczeń społecznych, jest zobowiązany do udostępniania pacjentom środków antykoncepcyjnych, sterylizacji i tabletek wczesnoporonnych. Po decyzji Sądu Najwyższego siostry mają szansę utrzymać dofinansowanie bez konieczności działania wbrew swoim zasadom moralnym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję