Reklama

Gospodarka

Polska pod pełnymi żaglami

Ile jest prawdy w twierdzeniu, że Polska wyrasta na prawdziwego lidera regionu i staje się największym gwarantem bezpieczeństwa krajów Europy Środkowo-Wschodniej?

Rozbudowa przemysłu stoczniowego, przekop Mierzei Wiślanej, dalszy rozwój polskich portów morskich, budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego i gigantyczne inwestycje w infrastrukturę kolejową i drogową – to tylko niektóre rządowe projekty gospodarcze, których kontynuację zapowiedział w kampanii wyborczej prezydent Andrzej Duda. Między innymi dzięki tym inwestycjom głos Polski w Europie staje się coraz donośniejszy, a nasi sąsiedzi i najbliżsi partnerzy widzą w nas reprezentanta także ich interesów narodowych.

Litwa, Ukraina, Czechy i Węgry – to pierwsze państwa, których przywódcy oficjalnie złożyli gratulacje Andrzejowi Dudzie. Nie ma w tym przypadku, bo m.in. te kraje najwięcej zyskują na coraz silniejszej pozycji Polski na arenie międzynarodowej i na naszym rozwoju gospodarczym.

Postkolonialna postkomuna

Reklama

Liderzy państw Europy Środkowo-Wschodniej rozumieją, że przez ostatnie lata ich kraje były dla swoich zachodnioeuropejskich partnerów rezerwuarem taniej siły roboczej i rynkiem zbytu dla wytworzonych przez tamtejsze firmy dóbr. Jednym z podstawowych czynników, które konserwowały taki układ, była kwestia bezpieczeństwa. Europa Środkowo-Wschodnia zrezygnowała z części swojej suwerenności gospodarczej, by w zamian za to znaleźć się w „zachodniej strefie wpływów”, co było tożsame z roztoczeniem nad tym obszarem swoistego parasola ochronnego. Dużo mówiło się wówczas o wspólnocie wartości i poglądów, a zdecydowanie mniej o tym, że zachodnie korporacje i państwa budowały swoje PKB w oparciu o zasoby i rynki „europejskich pretendentów”. Było to o tyle proste, że we wszystkich krajach, które na początku lat 90. wyzwoliły się z objęć „bratniej przyjaźni” ze Związkiem Sowieckim, praktycznie zdemontowano firmy mogące być konkurentem dla naszych zachodnich partnerów. Niespecjalnie przeszkadzało to ówczesnym elitom politycznym, które za sute apanaże robiły wszystko, by obywatele przyjmowali rosnące uzależnienie się od zachodnich przyjaciół jako naturalną konsekwencję bycia ową „biedną panną na wydaniu”. Zmiany w nastrojach zaczęły się pojawiać stopniowo, a punktem zwrotnym był kryzys lat 2007-09, który uzmysłowił wszystkim, że kapitał jednak ma narodowość. Dodatkowo rosyjska agresja na Gruzję w 2008 r. udowodniła, że dla „starej Europy” bezpieczeństwo „państw aspirujących”, które przecież było wpisane niejako w „kontrakt uzależnienia”, jednak nie jest tak ważne jak ich własne interesy narodowe. Na Zachodzie nikt wówczas nie zamierzał nie tylko umierać za Tbilisi, ale nawet za Tbilisi tracić.

To wówczas Europa Środkowo-Wschodnia, dzięki bezkompromisowej postawie Lecha Kaczyńskiego, obudziła się z marazmu i zrozumiała, że jeżeli sama nie zatroszczy się o własne bezpieczeństwo, to nikt tego za nią nie zrobi.

Międzymorze korzyści

Prawdziwym przełomem w budowie nowego środkowo-europejskiego ładu stało się zwycięstwo PiS w 2015 r. Nie ulega wątpliwości, że spośród wszystkich krajów regionu Polska ma szczególne predyspozycje, żeby być ich liderem. Znacznie większa od większości państw, silniejsza gospodarczo, dysponująca potencjałem ludzkim i zasobami strategicznymi, a także kluczowym położeniem, do tego budująca szczególne relacje z USA – znowu stała się głosem wszystkich państw regionu. Liderzy obozu dobrej zmiany od początku wiedzieli, że utrzymanie tej pozycji jest możliwe tylko dzięki powiększaniu potencjału gospodarczego kraju. Co więcej, przytomnie zrozumiano, że nie może to mieć miejsca kosztem naszych partnerów z regionu, ale musi mieć przełożenie na ich realne korzyści – jakże to odmienne od zaciekłej rywalizacji o zagraniczne inwestycje, którymi jeszcze 10 lat wcześniej żyły media. Tak wykształciła się koncepcja Międzymorza, formowana kiedyś przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a podjęta przez jego politycznego następcę – Andrzeja Dudę.

Reklama

Międzymorze to szeroki projekt, który jest odpowiedzią na zacieśniającą się współpracę rosyjsko-niemiecką i alternatywą dla niej. Choć polityczni fantaści krótkowzrocznie próbują w tym widzieć neoimperialny twór, który sprawi, że Polska znów będzie „od morza do morza”, jego autorzy nigdy nie mieli tego na myśli. Międzymorze to układ wzajemnego sprzężenia gospodarczo-energetycznego, tworzący środkowoeuropejski system bezpieczeństwa. To połączona sieć portów, dróg, kolei, środków przesyłu energii i towarów zapewniająca uczestniczącym w projekcie państwom suwerenność energetyczną i ogromne zyski z wymiany handlowej.

Polskie okno na świat

Stąd nieustanna rozbudowa portów w Gdyni i Gdańsku (o układzie energetycznym wspominałem w ostatnim artykule – nr 28/12 VII, s. 28), a także nowe możliwości, które stawia przed portem w Elblągu przekop Mierzei Wiślanej. W polskich portach rok po roku realizowane są inwestycje, które zwiększają ich wydajność i konkurencyjność. To pogłębianie kanałów portowych, rozbudowa głębokowodnych baz przeładunkowych, przebudowa nabrzeży, budowanie obrotnic oraz nowych torów i połączeń kolejowych umożliwiających transport towarów w głąb lądu. To także spółki powstałe przy portowych terenach – magazyny i terminale. Warte setki milionów złotych inwestycje przekładają się na konkretne zyski. Porty stają się hubami zapewniającymi synergię całej gospodarki. Towary wyładowywane w Gdyni czy w Gdańsku trafiają na rynki Czech, Węgier, Słowacji czy Austrii. I na odwrót. Polskie, czeskie czy węgierskie produkty płyną do Brazylii, Japonii, Kanady.

O tym, jak wielki jest to potencjał, niech świadczy fakt, że pomimo ogólnoświatowego spadku aktywności w portach i na szlakach morskich w dobie pandemii COVID-19 Port Gdynia utrzymał ubiegłoroczny poziom przeładunków w pierwszym półroczu bieżącego roku – do końca czerwca w Gdyni przeładowano ponad 12 mln ton (w analogicznym okresie 2019 r. – 12,1 mln ton). – Musimy pamiętać o tym, że polskie porty to realne wpływy do naszego budżetu. I to pieniądze niebagatelne – mówimy tu o 60 mld zł rocznie! Do tego pamiętajmy, że są one ogromnym aktywatorem, jeśli chodzi o miejsca pracy. Nie dość, że same zatrudniają mnóstwo osób, to jeszcze sprawiają, że inne firmy mogą te miejsca pracy tworzyć. Mówimy o gigantycznych, innowacyjnych przedsiębiorstwach, które są kołem zamachowym naszej gospodarki. Niestety, przez lata ta sfera była zaniedbywana, czego najlepszym przykładem jest spółka Port Gdańsk Eksploatacja. Choć jeszcze nie tak dawno przynosiła straty, to dzięki nowym władzom i nowej polityce udało jej się wyjść na prostą. – To bardzo przyszłościowa i niezmiernie ważna gałąź naszej gospodarki – mówi w rozmowie z Niedzielą Kacper Płażyński, gdański poseł Prawa i Sprawiedliwości.

A ambicje są ogromne. W Gdańsku mówi się otwarcie, że ma to być najważniejszy port nad Bałtykiem. Już dziś zajmuje on trzecie miejsce pod względem przeładunku. Swoich aspiracji nie ukrywa również Gdynia, a przecież to niejedyne polskie porty. Są jeszcze duże ośrodki w Szczecinie i Świnoujściu, a wraz z przekopem Mierzei Wiślanej zyska Elbląg. Polska ma szanse wpłynąć w przyszłość pod pełnymi żaglami.

2020-07-21 12:05

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Obajtek: w 2022 r. rozpoczniemy produkcję paliwa wodorowego we Włocławku

2020-09-21 12:20

[ TEMATY ]

gospodarka

PKN Orlen

Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen

Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen

W 2022 r. PKN Orlen rozpocznie produkcję paliwa wodorowego we Włocławku - poinformował w poniedziałek na Twitterze prezes spółki Daniel Obajtek. Zaznaczył, że koncern chce budować pozycję regionalnego lidera technologii wodorowych.

"Już w 2022 r. rozpoczniemy produkcję paliwa wodorowego we Włocławku. Równolegle z inwestycjami wzmacniamy nasz udział w organizacjach branżowych. Poprzez współpracę z czołowymi ośrodkami badawczymi i wymianę wiedzy chcemy budować pozycję regionalnego lidera technologii wodorowych" - napisał Obajtek.

"Przystąpiliśmy do @H2Europe, organizacji zrzeszającej blisko 200 firm i ośrodków badawczych pracujących na rzecz rozwoju ogniw paliwowych i technologii wodorowych. Udział w stowarzyszeniu daje dostęp do transferu wiedzy oraz możliwość pozyskiwania środków na badania i rozwój #H2" - podał nieco wcześniej na Twitterze PKN Orlen.

W zeszłym tygodniu płocki koncern poinformował, że rozpoczął proces wyboru wykonawcy hubu wodorowego, który ma powstać we Włocławku. Docelowo będzie on mógł wytwarzać do 600 kg doczyszczonego wodoru na godzinę. Zakończenie inwestycji planowane jest w pierwszym półroczu 2022 r.

Jak podał PKN Orlen, przedsięwzięcie obejmujące instalację produkcyjną, infrastrukturę logistyczną oraz dystrybucyjną "jest istotnym elementem wspierającym realizację strategii neutralności emisyjnej koncernu w obszarze paliw alternatywnych".

Wyjaśniono, że docelowo hub wodorowy we Włocławku będzie mógł wytwarzać do 600 kg doczyszczonego wodoru na godzinę. Zakończenie inwestycji planowane jest w pierwszym półroczu 2022 r.

Hub wodorowy ma powstać na terenie włocławskiego zakładu Anwil z Grupy Orlen. W pierwszym etapie moce produkcyjne instalacji będą wynosiły ok. 170 kg na godzinę, ale - jak wskazał płocki koncern - jej konstrukcja modułowa pozwoli na elastyczne zwiększanie produkcji wraz ze wzrostem popytu. Spółka wyjaśniła, iż wodór, który już teraz wytwarzany jest we Włocławku w procesie elektrolizy, będzie doczyszczany do jakości paliwa transportowego metodą adsorpcji zmiennociśnieniowej - PSA.

Paliwo, na pierwszym etapie dystrybucji, będzie przeznaczone przede wszystkim dla transportu publicznego i towarowego. Koncern przypomniał, że podpisał już kilka porozumień z samorządami, w tym z Górnośląsko-Zagłębiowską Metropolią, Krakowskim Holdingiem Komunalnym i Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacyjnym w Krakowie oraz miastem Płock, będącymi potencjalnymi odbiorcami wodoru.

Jak wspomniał PKN Orlen, oprócz hubu wodorowego we Włocławku i podobnej inwestycji planowanej w Płocku, koncern rozwija również technologie wodorowe w biorafinerii Orlen Południe w Trzebini, gdzie rozpoczęcie produkcji wodoru w jakości paliwa transportowego planowane jest już w 2021 r. (PAP)

Autor: Marcin Musiał

mmu/ pad/

CZYTAJ DALEJ

Bydgoszcz: wierni adorowali Najświętszy Sakrament w monstrancji z Medjugorie

2020-09-22 19:34

[ TEMATY ]

Medjugorie

Bydgoszcz

Niedziela

„Jestem ogromnie wdzięczny, że zostaliśmy wyróżnieni i zobowiązani do jeszcze gorliwszej modlitwy o pokój, która trwa na całym świecie” – powiedział proboszcz parafii św. Łukasza Ewangelisty i św. Rity w Bydgoszczy ks. Mirosław Pstrągowski.

Wspólnota stała się kilkudniowym miejscem szczególnej modlitwy, podczas której wierni adorowali Najświętszy Sakrament w monstrancji z Medjugorie.

„Królowa Pokoju” wróciła z Bośni i Hercegowiny i peregrynuje po Polsce. Monstrancja została ofiarowana jako wotum dziękczynne w imieniu pielgrzymów z całego świata, które wpisało się w inicjatywę stowarzyszenia „Comunità Regina della Pace”. Buduje ono na całym świecie dwanaście ołtarzy, gdzie odbywać się będzie wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu z modlitwą o pokój. Dotychczas udało się już stworzyć kilka takich miejsc, m.in. w sanktuarium w Kibeho w Rwandzie, gdzie ćwierć wieku temu doszło do ludobójstwa, oraz w słynnej Grocie Mlecznej w Betlejem. Kolejnym ma być ołtarz w Medjugorje, w który zostanie wkomponowana „Królowa Pokoju”.

Monstrancja powstała w gdańskiej pracowni Mariusza Drapikowskiego. Do jej wykonania użytych zostało dwanaście meteorytów. Ich nieziemskie pochodzenie symbolizuje wieniec z „gwiazd dwunastu”. Monstrancja ma swym wyglądem i konstrukcją nawiązywać do nadprzyrodzonego wizerunku Maryi, która w swym sercu nosi Chrystusa. Osobną symbolikę mają również barwy kamieni, których użyto w monstrancji. Jej wysokość wynosi 1,5 metra, a z tronem do przenoszenia i ustawiania – 185 centymetrów, zaś waga sięga około 50 kilogramów.

Międzynarodowe Centrum Modlitwy o Pokój w Medjugorie jest zlokalizowane w nękanym nieustannymi wojnami i konfliktami kraju położonym na Półwyspie Bałkańskim. To miejsce modlitwy i nawrócenia tysięcy osób. – Znajdujemy się w Diecezjalnym Ośrodkiem Kultu św. Rity, włoskiej augustianki, patronki spraw trudnych i niemożliwych, za której wstawiennictwem również prosimy o ustanie wojen, konfliktów oraz codzienny pokój międzyludzki w naszej ojczyźnie – powiedział proboszcz parafii św. Łukasza Ewangelisty i św. Rity w Bydgoszczy ks. Mirosław Pstrągowski.

Przez siedem dni kapłani, młodzież i wierni uczestniczyli w Mszach Świętych, adoracji, odmawianiu Koronki do Bożego Miłosierdzia oraz Apelach Jasnogórskich.

Szczególny dniem był natomiast 22 września. W Eucharystii wzięli udział czciciele św. Rity, członkowie jej bractwa, przedstawiciele Towarzystwa św. Wojciecha oraz członkowie Zakonu Rycerskiego Grobu Bożego w Jerozolimie. Po Mszy św. odbył się koncert muzyki chrześcijańskiej z Bliskiego Wschodu w językach aramejskim i arabskim w wykonaniu Sylwii Hazboun – Polki, katoliczki, która wyszła za mąż za Józefa z Betlejem.

CZYTAJ DALEJ

Franciszek przypomniał o znaczeniu zasady pomocniczości

2020-09-23 12:08

[ TEMATY ]

Franciszek

PAP

Na znaczenie zasady pomocniczości dla wyjścia z kryzysu lepszymi wskazał Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej na Dziedzińcu św. Damazego w Watykanie. Papież kontynuował cykl katechez zatytułowany „Uzdrowić świat”.

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry, zdaje się że pogoda nie jest zbyt piękna tym niemniej mówię wam dzień dobry!

Aby wyjść lepszymi z kryzysu takiego, jak obecny, będącego zarówno kryzysem zdrowia publicznego, jak i społecznym, politycznym i gospodarczym, każdy z nas jest wezwany do podjęcia swojej cząstki odpowiedzialności, to znaczy dzielić się odpowiedzialnością. Musimy zareagować nie tylko jako poszczególne osoby, ale także wychodzący z naszej grupy, roli, jaką odgrywamy w społeczeństwie, naszych zasad, a jeśli jesteśmy wierzącymi - naszej wiary w Boga. Często jednak wiele osób nie może uczestniczyć w odbudowie dobra wspólnego, ponieważ są usuwane na margines, wykluczane lub pomijane. Pewne grupy społeczne nie są w stanie wnieść swego wkładu do dobra wspólnego, ponieważ są przytłamszone ekonomicznie lub politycznie. W niektórych społeczeństwach wiele osób nie ma swobody wyrażania swojej wiary, swoich wartości, swoich myśli. Gdyby je swobodnie wyraziły, pójdą do więzienia. Gdzie indziej, zwłaszcza w świecie zachodnim, wiele osób same powstrzymuje się od wyrażania swoich przekonań etycznych lub religijnych. Ale nie można w ten sposób wyjść z kryzysu, a w każdym razie nie można wyjść z niego lepszymi, wyjdziemy w gorszym stanie.

Abyśmy wszyscy mogli uczestniczyć w uzdrawianiu i odnowieniu naszych narodów, słuszne jest, aby każdy posiadał odpowiednie środki do tego celu (por. Kompendium Nauki Społecznej Kościoła [KNSK], 186). Po wielkim kryzysie gospodarczym w 1929 roku papież Pius XI wyjaśnił, jak ważna dla prawdziwej odbudowy jest zasada pomocniczości (por. Quadragesimo anno, 79-80). Zasada ta ma podwójną dynamikę: odgórną i oddolną. Być może nie rozumiemy, co ona oznacza. Jest to zasada społeczna, która sprawia, że jesteśmy bardziej zjednoczeni. Postaram się to wyjaśnić.

Z jednej strony, a zwłaszcza w czasach przemian, kiedy poszczególne jednostki, rodziny, małe stowarzyszenia lub społeczności lokalne nie są w stanie osiągnąć podstawowych celów, wówczas słuszne jest, aby najwyższe szczeble organu społecznego, takie jak państwo, interweniowały w celu zapewnienia środków niezbędnych do ruszenia naprzód. Na przykład, z powodu kwarantanny związanej z koronawirusem, wiele osób, rodzin i firm znalazło się i nadal znajduje się w poważnych trudnościach, dlatego instytucje publiczne starają się pomóc poprzez stosowne interwencje społeczne, gospodarcze, sanitarne – to jest służba, którą powinny wypełniać.

Z drugiej jednak strony, przywódcy społeczeństwa muszą respektować i promować poziomy pośrednie lub niższe. Istotnie, decydujący jest wkład poszczególnych osób, rodzin, stowarzyszeń, przedsiębiorstw, wszystkich organizacji społecznych, a także Kościołów. Dysponując właściwymi im zasobami kulturowymi, religijnymi, ekonomicznymi lub zaangażowania obywatelskiego, ożywiają one i umacniają tkankę społeczną (por. KNSK, 185). To znaczy istnieje współpraca odgórna, od państwa ku ludowi, oraz oddolna, od instytucji ludu ku szczytom władzy. I to właśnie jest realizacją zasady pomocniczości.

Każdy musi mieć możliwość podjęcia swej odpowiedzialności w procesach uzdrawiania społeczeństwa, do którego należy. Kiedy uruchamiany jest jakiś projekt, który bezpośrednio lub pośrednio dotyczy pewnych grup społecznych, nie można pominąć ich udziału. Na przykład: „Co robisz?” – „Idę pracować dla ubogich” – „Wspaniale, a co robisz?” – „Uczę ubogich, mówię ubogim, co powinni czynić…”. Nie, tak nie można. Pierwszy krok, to pozwolenie ubogim, by ci powiedzieli, jak żyją, czego potrzebują. Trzeba wszystkim pozwolić mówić. W ten sposób działa zasada pomocniczości. Nie możemy pominąć udziału tych ludzi, nie można ignorować ich mądrości (por. Posynod. Adhort. ap. Querida Amazonia [QA], 32; Enc. Laudato si’, 63). Niestety, ta niesprawiedliwość często występuje tam, gdzie koncentrują się główne interesy gospodarcze lub geopolityczne, jak na przykład pewne rodzaje działalności wydobywczej w niektórych częściach planety (por. QA, 9.14). Głosy rdzennych mieszkańców, ich kultury i światopoglądy nie są brane pod uwagę. Dziś ten brak poszanowania dla zasady pomocniczości rozprzestrzenił się jak wirus. Pomyślmy o wielkich środkach pomocy finansowej wdrażanych przez państwa. Bardziej słuchamy dużych koncernów finansowych, niż ludzi, czy tych, którzy napędzają gospodarkę realną. Bardziej słucha się wielkich korporacji międzynarodowych, niż ruchów społecznych. Mówić językiem dnia powszedniego, bardziej słucha się możnych, niż słabych. A to nie jest droga, nie jest to droga ludzka, nie jest to droga, której uczył nas Jezus, nie jest realizowana zasada pomocniczości. W ten sposób nie pozwalamy osobom, by „odgrywały pierwszoplanową rolę w swoim wybawieniu”[1]. W zbiorowej podświadomości pewnych polityków – nazwijmy to tak – czy pracowników społecznych istnieje takie motto: „Wszystko dla ludu, nic wraz z ludem”. Procesy odgórne, bez wsłuchania się w mądrość ludu. Nie uwzględniając tej mądrości ludu w rozwiązywaniu problemów, a w tym przypadku w wychodzeniu z kryzysu. Albo pomyślmy też o sposobie wyleczenia wirusa: bardziej słuchane są wielkie koncerny farmaceutyczne, niż pracownicy służby zdrowia, zaangażowani na pierwszej linii frontu w szpitalach czy obozach dla uchodźców. To nie jest właściwa droga. Trzeba wysłuchać wszystkich. Wszystkich: i tych którzy są na górze jak i tych, co są na dole. Wszystkich.

Aby wyjść z kryzysu lepszymi, należy wdrożyć zasadę pomocniczości, szanując autonomię i zdolność do podejmowania inicjatywy przez wszystkich, zwłaszcza najmniejszych. Potrzebne są wszystkie części ciała i, jak mówi św. Paweł, te członki, które mogą wydawać się słabsze i mniej ważne, są w istocie najbardziej niezbędne (por. 1 Kor 12, 22). W świetle tego obrazu możemy powiedzieć, że zasada pomocniczości pozwala każdemu na podjęcie właściwej sobie roli na rzecz uzdrowienia i przyszłości społeczeństwa. Jej realizacja daje nadzieję na zdrowszą i sprawiedliwszą przyszłość. A tę przyszłość budujemy wspólnie, dążąc do rzeczy większych, poszerzając nasze horyzonty[2] – albo razem, albo przyszłość nie będzie funkcjonować. Albo będziemy wspólnie pracować na rzecz wyjścia z kryzysu, na wszystkich szczeblach społeczeństwa, albo nigdy nie wyjdziemy, nie da się. Wyjście z kryzysu nie oznacza liźnięcie farbą obecnej sytuacji, by wydawała się nieco bardziej sprawiedliwa. Przeciwnie, wyjście z kryzysu oznacza przemianę, a prawdziwej transformacji dokonują wszyscy, wszystkie osoby tworzące lud, wszyscy. Wszystkie zawody i wszyscy razem, wszyscy we wspólnocie. Jeśli nie uczynią tego wszyscy wynik będzie negatywny.

W jednej z poprzednich katechez widzieliśmy, że solidarność jest drogą wyjścia z kryzysu: jednoczy nas i pozwala nam znaleźć solidne propozycje dla zdrowszego świata. Ale ta droga solidarności potrzebuje pomocniczości. Ktoś mógłby mi powiedzieć: „Ojcze, używasz dzisiaj trudnych słów”. Dlatego właśnie staram się wyjaśnić, co one oznaczają. Solidarni, bo idziemy drogą pomocniczości. Istotnie nie ma prawdziwej solidarności bez zaangażowania społecznego, bez wkładu instytucji pośredniczących: bez wkładu rodzin, bez wkładu stowarzyszeń, bez wkładu spółdzielni, małych przedsiębiorstw, instytucji społeczeństwa obywatelskiego. Wszyscy winni wnieść swój wkład, wszyscy. Takie uczestnictwo pomaga korygować i zapobiegać pewnym negatywnym aspektom globalizacji i działań państw, jak ma to miejsce również w przypadku troski o ludzi dotkniętych pandemią. Należy pobudzać do tych inicjatyw „oddolnych”. Podam tylko jeden przykład: jakże wspaniale widzieć wkład w wolontariuszy w przezwyciężanie kryzysu, wolontariuszy pochodzących ze wszystkich warstw społecznych, zarówno z rodzin bogatych jak i ubogich, lecz wszyscy razem, by wyjść z kryzysu. To jest solidarność, to jest też zasada pomocniczości.

Podczas kwarantanny spontanicznie zrodził się gest oklasków dla lekarzy, pielęgniarzy i pielęgniarek, jako znak wsparcia i nadziei. Wielu z nich narażało swe życie i wielu oddało swe życie. Oklaski te kierujemy do wszystkich członków społeczeństwa, do wszystkich, do każdego z osobna, za ich cenny wkład, choćby niewielki. „Ale cóż może uczynić ten, stamtąd... - Posłuchaj go! Daj mu przestrzeń do pracy, skonsultuj się z nim”. Wyraźmy aplauz dla „odrzuconych”, dla tych, których ta kultura kwalifikuje jako „odrzuconych”, owa kultura odrzucenia, to znaczy, że wyraźmy aplauz dla „odrzuconych”, czyli obejmujemy tym aplauzem osoby starsze, dzieci, osoby niepełnosprawne, robotników, wszystkich tych, którzy poświęcają się służbie. Wszyscy współpracują, by wyjść z kryzysu. Ale nie poprzestawajmy jedynie na oklaskach! Nadzieja jest śmiała, a zatem zachęcajmy się do wielkich marzeń. Bracia i siostry, nauczmy się wielkich marzeń! Nie lękajmy się wielkich marzeń, dążąc do ideałów sprawiedliwości i miłości społecznej, rodzących się z nadziei. Nie próbujmy rekonstruować przeszłości, przeszłość to czas miniony, czkają na rzeczy nowe. Pan obiecał: „Uczynię wszystko nowe”. Wspierajmy się w wielkich marzeniach, dążąc do wspaniałych ideałów, nie próbujmy rekonstruować przeszłości, zwłaszcza tego, co było niesprawiedliwe i już chore, co nazwałem już niesprawiedliwością. Budujmy przyszłość, w której wymiar lokalny i globalny wzajemnie się ubogacają, gdzie każdy może wnieść swój udział, każdy powinien wnieść wkład swej kultury, swojej filozofii, swojej mentalności, gdzie może rozkwitać piękno i bogactwo mniejszych grup, także grup odrzuconych, bo jest w nich również piękno, i gdzie ci, którzy mają więcej angażują się, aby służyć i dawać więcej tym, którzy mają mniej.

PRZYPISY:

1. Orędzie na 106. Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy 2020 (13 maja 2020)

2. Por. Przemówienie do młodych z Ośrodka Kulturalnego im. Ks. Félixa Vareli, Hawana -Kuba, 20 września 2015.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję