Reklama

Niedziela Łódzka

Bernardyńska e-rodzina

Ostatnie miesiące dla wielu rodziców, uczniów były wyjątkowo stresujące, pełne obawy o zdrowie swoje i bliskich.

Niedziela łódzka 27/2020, str. V

[ TEMATY ]

szkoła

wakacje

pandemia

Marek Rubajczyk

Podziękowania uczniów dla rodziców i nauczycieli

Dla zdecydowanej większości był to czas większej społecznej dyscypliny i stosowania się do zaleceń #zostańwdomu. Ograniczenia spowodowały, że głównym kanałem komunikacji stały się media społecznościowe i komunikatory, które również wkroczyły z impetem w szkolną rzeczywistość.

Wiosną zorganizowane zostały e-otwarte drzwi Szkół Ojców Bernardynów z wykorzystaniem narzędzi dostępnych na Facebooku. Transmisje online z dyrekcją poprzedzone zostały prezentującymi nasze szkoły filmikami. Zostały one wykonane bez pomocy firm zewnętrznych, profesjonalnie organizujących transmisje w internecie, co dowodzi, że w wielu sprawach trzeba się wykazać kreatywnością i samodzielnością. Na początku maja zaprosiliśmy rodziców naszych uczniów na zebrania i konsultacje z nauczycielami. W tym celu wykorzystaliśmy platformę, jaką posługujemy się od marca, nauczając na odległość.

Współpraca

Nasze szkolne wirtualne progi otworzyliśmy także na kontakty z partnerami edukacyjnymi. Licealiści wzięli udział w webinariach w ramach współpracy z Warszawskim Instytutem Bankowości i poszerzyli swoją wiedzę o przedsiębiorczości. Ważnym dla całej społeczności szkolnej aspektem były lekcje online o cyberbezpieczeństwie. Młodzież wzięła udział w wielu wydarzeniach edukacyjnych i kulturalnych, m.in. w wykładzie organizowanym przez Fundację Edukacyjną im. Jana Karskiego.

Reklama

Na reakcje zwrotne na zamieszczane przez nas w internecie posty, prezentacje czy filmiki nie trzeba było długo czekać. Pojawiały się spontaniczne komentarze, polubienia czy udostępnienia publikowanych przez nas materiałów. Ta spontaniczność naszych odbiorców każdego dnia pokazywała, jak istotne dla wszystkich tworzących szkolną społeczność są dobre wzajemne relacje.

Aktywność i kreatywność uczniów dowodzi, iż łatwo dostosowują się do panujących warunków i potrafią sprawnie reagować za pomocą dostępnych i znanych im narzędzi.

Przykłady

Udało się nam wywołać falę pozytywnych odpowiedzi na nasze pomysły – uczniowie zaczęli łączyć się w zespoły i wspólnie tworzyć własne materiały. Dla przykładu podamy dwie ważne i piękne daty w kalendarzu rodziny: 26 maja i 1 czerwca. Przy tych okazjach powstały galerie zdjęć dzieci z sercami czy też ich – wykonane przez najmłodszych – portrety mam (a przesyłane w tajemnicy przez tatusiów do wychowawcy).

Z inicjatywy szkolnego samorządu uczniowskiego powstał materiał przygotowany przez uczniów liceum film dodający otuchy tegorocznym maturzystom. Najnowszy materiał przygotowali siódmoklasiści.

Reklama

Aktywność i kreatywność uczniów dowodzi, iż łatwo dostosowują się do panujących warunków i potrafią sprawnie reagować za pomocą dostępnych i znanych im narzędzi. Ich rodzice najczęściej są zainteresowani relacjami z wydarzeń, zatem obserwują nasze wpisy w internecie. Ta efektywna współpraca owocuje kolejnym pokoleniem pomysłowych i wartościowych ludzi, tworzących bernardyńską społeczność szkolną.

2020-06-30 12:26

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Szkoła we wrześniu 2020. Warunki i zasady

2020-08-13 09:09

[ TEMATY ]

szkoła

Adobe.Stock

W Ministerstwie Edukacji Narodowej odbyła się konferencja prasowa, w której udział wzięli: Dariusz Piontkowski Minister Edukacji Narodowej i Izabela Kucharska Zastępca Głównego Inspektora Sanitarnego.

Co do zasady, od pierwszego września uczniowie rozpoczną edukację w szkołach stacjonarnie, z zachowaniem ogólnych wytycznych GIS, MZ i MEN. Natomiast na obszarach, w których zostały wyodrębnione strefy z uwagi na większe ryzyko zakażeniem wirusem SARS-CoV-2 przygotowaliśmy dodatkowe zalecenia, które dyrektor placówki może zastosować uwzględniając specyfikę swojej szkoły – powiedział Dariusz Piontkowski Minister Edukacji Narodowej.

Zalecenia dla dyrektorów szkół ze stref żółtej i czerwonej

MEN wspólnie z GIS przygotował dodatkowe zalecenia dla dyrektorów publicznych i niepublicznych szkół i placówek, które znajdują się w strefie żółtej i czerwonej. Kilka dni temu zostały wydane ogólne wytyczne dla dyrektorów publicznych i niepublicznych szkół i placówek.

Zalecamy, by dyrektor szkoły, placówki z terenu objętego strefą żółtą, czerwoną organizował pracę szkoły z uwzględnieniem wytycznych MEN, MZ i GIS dla publicznych i niepublicznych szkół i placówek od 1 września 2020 r., w zakresie - higieny, czyszczenia i dezynfekcji pomieszczeń i powierzchni, gastronomii, organizacji pracy burs/internatu, postępowania w przypadku podejrzenia zakażenia u pracowników szkoły/internatu/bursy. Warto przypomnieć, że wytyczne te są zbieżne z zaleceniami międzynarodowych organizacji działających w tym zakresie.

Dodatkowo dyrektor może ustalić elastyczne godziny przychodzenia klas do szkoły, np. co 5-10 minut.

Ponadto, dyrektor może ograniczyć do minimum przychodzenie i przebywanie osób trzecich, w tym w strefach wydzielonych, wprowadzić obowiązek zachowania dystansu między uczniami w przestrzeniach wspólnych szkoły lub stosowanie przez nich osłony ust i nosa (korytarze, szatnia). Podobne obostrzenia mogą być zastosowane w przypadku pracowników szkoły, jak np. ochrona ust i nosa, np. w pokojach nauczycielskich czy na korytarzach.

Zaprezentowane wskazówki dają również możliwość wyznaczenia stałych sal lekcyjnych, do których przyporządkowana zostanie jedna klasa czy wprowadzenia zakazu organizowania wyjść grupowych i wycieczek szkolnych. Wskazówki te pozwalają także na zorganizowanie zajęć wychowania fizycznego na powietrzu, tj. w otwartej przestrzeni terenu szkoły.

Możliwe warianty zawieszenia zajęć przez dyrektora szkoły

Minister Dariusz Piontkowski podkreślił, że standardowym sposobem organizacji zajęć będą zajęcia tradycyjne, w szkole. Dyrektor szkoły będzie mógł zawiesić prowadzenie zajęć w formie stacjonarnej i wprowadzić kształcenie mieszane (hybrydowe) – wariant B lub zdalne – wariant C. Możliwe to będzie po uzyskaniu zgody organu prowadzącego i pozytywnej opinii Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego. Warto zaznaczyć, że wprowadzenie żółtej lub czerwonej strefy na terenie danego powiatu nie oznacza automatycznego przechodzenia pracy szkół w tryb mieszany czy zdalny. W takich wypadkach powiatowa stacja sanitarno-epidemiologiczna może zalecić tylko ograniczone działania, jak np. obowiązek zasłaniania ust i nosa w przestrzeniach wspólnych szkoły lub placówki. W przypadku funkcjonowania placówki w trybie mieszanym lub zdalnym okres ten nie powinien być dłuższy niż zwyczajowo 14 dni przeznaczone na czas kwarantanny, a dyrektor może w tym czasie ograniczyć realizację materiału szkolnego.

Warunki wprowadzenia kształcenia w wariancie B i C

Wariant B

Dyrektor szkoły będzie mógł podjąć decyzję o wprowadzeniu Wariantu B, czyli kształcenia mieszanego, gdy państwowa powiatowa stacja sanitarno-epidemiologiczna, na poziomie ilości i charakteru zachorowań na danym terenie uzna za konieczną taką organizację nauki. Kształcenie mieszane (tzw. hybrydowe) będzie dot. pojedynczych lub niewielkich grup uczniów, zajęć w mniejszych grupach lub dla części klas (np. klasy I-III – zajęcia stacjonarne, a starsze klasy zajęcia zdalne). Dyrektor szkoły będzie zobowiązany zorganizować kształcenie zdalne np. dla uczniów pozostających na kwarantannie, dla uczniów przewlekle chorych, na podstawie opinii lekarza sprawującego opiekę zdrowotną nad uczniem, dla uczniów, którzy mają orzeczenie o indywidualnym nauczaniu z poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Wariant C

Dyrektor szkoły będzie mógł podjąć decyzję o wprowadzeniu Wariantu C czyli zawieszeniu wszystkich zajęć stacjonarnych i przejściu na nauczanie zdalne dla wszystkich uczniów. Kluczowa przy podejmowaniu takiej decyzji będzie zgoda organu prowadzącego i pozytywna opinia państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarno-Epidemiologicznego, która zostanie podjęta gdy będzie duże zagrożenie epidemiczne w powiecie lub będą przypadki zachorowań lub kwarantanny grupy osób w danej placówce.

Kto rozpoczyna działania z uwagi na sytuację epidemiologiczną

Informacja do senepidu, np. o zachorowaniu wśród uczniów lub personelu, może pochodzić od lekarza, ale – w zależności od sytuacji – również od rodziców lub pełnoletniego ucznia, dyrektora szkoły, placówki lub innych pracowników szkoły, którzy uzyskali informację o zachorowaniu. Informacja taka podlega weryfikacji i ocenie ryzyka przez Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego. Przeprowadza on dochodzenie epidemiologiczne, a następnie, w razie potrzeby, podejmuje czynności, które mają na celu zapobieganie szerzeniu się zakażeń i zachorowań.

Procedury w sytuacji podejrzenia zakażenia SARS-CoV-2

Podczas konferencji zostały zaprezentowane również procedury postepowania w sytuacji zagrożenia zakażenia oraz schemat postępowania. W przypadku podejrzenia zakażenia na terenie szkoły lub placówki dyrektor lub nauczyciel musi odizolować ucznia w wyznaczonym wcześniej do tego pomieszczeniu, a następnie poinformować o tym fakcie rodziców, którzy muszą odebrać dziecko ze szkoły. Jeśli będzie taka potrzeba, rodzic z dzieckiem powinni udać się do lekarza.

Jeżeli objawy wskazują na możliwość zarażenia SARS-CoV-2 (infekcja górnych dróg oddechowych, wysoka gorączka, kaszel), należy o tym fakcie poinformować najbliższą powiatową stację sanitarno-epidemiologiczną i postępować według jej dalszych zaleceń. Jeśli wynik testu dziecka będzie pozytywny, będzie wszczynane dochodzenie epidemiczne, którego celem jest ustalenie kręgu osób potencjalnie narażonych. Dyrektor szkoły powinien stosować się do zaleceń inspektora sanitarnego. Osoby z bliskiego kontaktu mogą zostać skierowane na kwarantannę (do 14 dni), a inne osoby, które nie miały bezpośredniego kontaktu lub kontakt krótkotrwały, mogą być poddane nadzorowi epidemiologicznemu i mogą nadal funkcjonować, np. uczyć się, przebywać w szkole. Osoby te jednak powinny stale monitorować stan swojego zdrowia, np. poprzez pomiar temperatury ciała.

Materiały informacyjne

Dziś również udostępniliśmy na stronie internetowej MEN najczęściej zadawane pytania i odpowiedzi w związku z powrotem uczniów do szkół i placówek od 1 września 2020 r. To obszerny zbiór kilkudziesięciu pytań, które mogą być pomocne dla rodziców, dzieci i nauczycieli.

Przygotowaliśmy również plakaty informacyjne – wskazówki dla uczniów i rodziców, które pokazują podstawowe zasady zachowania bezpieczeństwa w szkole, w drodze do niej czy podczas spędzania wolnego czasu.

CZYTAJ DALEJ

Dom św. Maksymiliana

2020-08-12 08:36

Niedziela łódzka 33/2020, str. I

[ TEMATY ]

św. Maksymilian Kolbe

Ks. Paweł Gabara

Obraz św. o. Maksymiliana Marii Kolbego

Wyobraźmy sobie świat w roku 1894: dynamiczny rozwój przemysłu, postęp techniczny, kapitalizm. Polski nie ma na mapach świata. Jednak właśnie w niej przychodzi na świat Rajmund Kolbe.

Jak czytamy w akcie urodzenia późniejszego świętego: „Działo się to w mieście Zduńska Wola 8 stycznia 1894 roku o godzinie 4 po południu. Stawił się osobiście: Juliusz Kolbe, lat dwadzieścia trzy, z zawodu tkacz, zamieszkały w Zduńskiej Woli, w obecności Leopolda Lange (...) i Franciszka Dąbrowskiego (...) z zawodu tkaczy. Okazali nam dziecko płci męskiej, oświadczając, że urodziło się ono we wsi Zduńska Wola, w dniu dzisiejszym, o godzinie 1 w nocy z jego ślubnej małżonki, Marianny z Dąbrowskich, lat dwadzieścia trzy. Dziecku na chrzcie w dniu dzisiejszym nadano imię Rajmund (...)” (pisownia oryginalna).

Boże małżeństwo

Matka o. Maksymiliana, Marianna, przeszła długą drogę do małżeństwa. Jako młoda panienka wszem i wobec ogłaszała, że nigdy nie wyjdzie za mąż. Marzyła o klasztorze, chcąc realizować powołanie zakonne w zgromadzeniu sióstr felicjanek. Ponieważ jednak była córką tkacza, nie stać jej było na wiano, które powinna wnieść do zgromadzenia. Swoje powołanie zrealizuje jednak w późniejszym czasie, gdy odchowawszy dzieci zamieszka w wymarzonym zgromadzeniu jako tercjanka rezydentka.

W wieku 21 lat Marianna wyszła za mąż za Juliusza Kolbego, który podobnie jak jej ojciec zajmował się tkactwem. Juliusz Kolbe pochodził z rodziny katolickiej i był człowiekiem o żarliwej wierze. On również odczuwał w młodości powołanie zakonne, ostatecznie wybrał jednak franciszkański zakon świecki. „Dobrali się z Marią wspaniale. Ta sama żarliwa wiara, te same marzenia o życiu zakonnym, ta sama wrażliwość franciszkańska. Juliusza opisywano jako wysokiego blondyna, który nie pił i nie palił. Wyglądał na milczka. Pasował do kobiety, która chciała prowadzić dom po swojemu”.

Jak bardzo oderwany od dzisiejszej rzeczywistości jest ten obraz. Dwoje ludzi, którzy, rezygnując z powołania zakonnego, nie rezygnują z ideałów zakonnych – żyją w ubóstwie, wstępują do zakonu świeckiego, wspierają siebie nawzajem w wierze. Taki dom może rodzić tylko święte dzieci.

Rajmund był ich drugim synem, urodzonym 2 lata po pierworodnym Franciszku. Kiedy dokładnie urodził się o. Maksymilian – nie wiadomo; podana w akcie urodzenia data 8 stycznia mogła być datą z kalendarza juliańskiego, który obowiązywał w zaborze rosyjskim i nie powtarza się ona w innych dokumentach, które podają zazwyczaj datę 7 lub 6 stycznia. Postulator beatyfikacyjny ostatecznie rozstrzygnął tę kwestię, przedstawiając metrykę urodzenia o. Kolbego, która podaje datę 27 grudnia 1893 według kalendarza juliańskiego, według gregoriańskiego – 8 stycznia 1894 r. i ta data uznawana jest oficjalną.

Sam o. Maksymilian nigdy jednak nie dowiedział się, kiedy właściwie przyszedł na świat. Wiadome było natomiast, gdzie – w Zduńskiej Woli, w domu przy ul. Browarnej. Dom, zniszczony podczas I wojny światowej, zrekonstruowano na tej samej ulicy, która obecnie ma za patrona św. Maksymiliana. W domu mieści się muzeum poświęcone świętemu.

„Ciężka praca i głębokie, wszechogarniające życie religijne – tak można by w największym skrócie scharakteryzować atmosferę domu rodzinnego Kolbów. Pracowano od 6 rano do 8 wieczorem, z przerwą półgodzinną na śniadanie, 1-godzinną na obiad i 15-minutową na podwieczorek, czyli ponad 10 godzin dziennie. Małżonkowie – oboje tercjarze franciszkańscy – żyli w wierności, miłości i zgodzie. Juliusz nie palił i nie pił. Całe mieszkanie składało się z jednej izby. Znajdował się tu ołtarzyk Matki Boskiej Częstochowskiej, przed którym paliła się lampa olejna”.

Z powodu złej sytuacji materialnej rodzina Kolbów zmuszona jest opuścić Zduńską Wolę. Mieszkają jakiś czas w Łodzi, gdzie Juliusz pracuje w fabryce, a w roku 1896 przenoszą się do Pabianic. To w tym mieście założą warsztat tkacki, a Rajmund przyjmie I Komunię św. To także tu, w kościele św. Mateusza, w życiu Rajmunda po raz pierwszy tak wyraźnie objawi się Maryja Niepokalana. Zanim to jednak nastąpiło, w jego życiu namiesza pewien aptekarz.

Nauka i powołanie

Kiedy Rajmund Kolbe miał 9 lat, chętnie pomagał matce we wszystkich pracach. Marianna Kolbe, oprócz pracy w sklepie, asystowała przy porodach, używając naparów z ziół do okładów. Kiedy zabrakło jej kozieradki, wysłała syna do apteki, prosząc, aby przyniósł jej foenum-graecum. Rajmund pobiegł do znanej w Pabianicach apteki pana Kotowskiego. Kiedy bezbłędnie wyrecytował łacińską nazwę zioła, pan Kotowski wpadł w osłupienie. Dowiedziawszy się, że chłopiec uczy się łaciny u proboszcza parafii św. Mateusza, zachwycony bystrością umysłu Rajmunda, obiecał dawać mu korepetycje.

Dlaczego w życiu Rajmunda sytuacja z kozieradką i korepetycje z łaciny okazały się tak ważne? W tym samym roku, ale nieco wcześniej, państwo Kolbowie podjęli decyzję, że ich starszy syn, Franciszek, zostanie księdzem. Gotowi na wszelkie wyrzeczenia, byle umożliwić mu naukę w seminarium, rodzice zrezygnowali z kształcenia Rajmunda, planując dla niego karierę sklepikarza lub tkacza. Kiedy zaś pan Kotowski wziął go pod opiekę, nie tylko kształcąc, ale opłacając koszty edukacji, Rajmund mógł po roku dołączyć do brata w szkole handlowej.

Św. Maksymilian urodził się w Zduńskiej Woli.

Po tym przełomie kolejny miał miejsce w roku 1907. Wtedy to do Pabianic przybyło dwóch franciszkanów: o. Peregryn Haczela, prowincjał franciszkanów ze Lwowa, wraz ze współbratem. Przyjechali oni głosić misje w okresie wielkanocnym. Prócz odnowy wiary w parafianach misjonarze mieli jeszcze jeden cel: zapewnić zakonowi napływ nowych sił. Z tego względu o. Haczela bez wahania ogłosił z ambony, że kolegium franciszkańskie we Lwowie przyjmuje nowych chłopców gotowych poświęcić życie służbie zakonnej. To ogłoszenie znalazło podatny grunt w sercach Franciszka i Rajmunda Kolbów. Od urodzenia zanurzeni w duchowości franciszkańskiej chłopcy usłyszeli głos Boga, wzywający ich do życia zakonnego.

Franciszkanie nie przyjęli ich jednak natychmiast – przeor nakazał im wpierw ukończyć szkołę handlową i wraz z rodzicami przygotowywać się przez rok do dalekiej podróży do Lwowa. Uszczęśliwieni rodzice, we współpracy z proboszczem i panem Kotowskim, zaczęli budować grunt pod wielką wyprawę synów i wysłanie ich w świat, drogą powołania.

Powyższy tekst w nieco innej wersji ukazał się w „Głosie Maksymiliana” (nr 1/2015), piśmie parafii św. Maksymilina Marii Kolbego w Pabianicach.

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do...

2020-08-15 00:18

[ TEMATY ]

polityka

5 pytań do...

Adobe Stock

5 pytań do… Pana Mecenasa Marka Markiewicza, adwokata, dziennikarza, posła na Sejm I i III Kadencji

Piotr Grzybowski: Panie Mecenasie, jesteśmy cały czas w powyborczej aurze. Pan Andrzej Duda uzyskał mandat Polaków na drugą kadencję. Chciałem zapytać o Pana pierwszą powyborczą refleksję…

Marek Markiewicz: Wielka, wielka radość i poczucie, że - choć niezręcznie powiedzieć - sprawiedliwość zwyciężyła, bo niewątpliwie pan prezydent Duda był kandydatem: i lepszym, i lepiej przygotowanym, a poza tym myślącym w kategoriach prezydenta RP. Nie muszę mówić, że oglądałem i słuchałem całej kampanii i byłem zmartwiony płaskim poziomem widzenia spraw polskich przez kontrkandydata. Nie mam nic do niego, nigdy go nie spotkałem, szanuję tak, jak każdego człowieka, ale różnica była niezwykle wyraźna. Nie można publicznie mówić, że prezydent w nocy podpisuje ustawy, których nie czyta. Skąd on to wie? Dlaczego zasiewa tyle strachu u ludzi, co jest właśnie odwrotnością powinności prezydenta?. Jeżeli powiada, że zwoła radę programową w tydzień po wyborach, po zaprzysiężeniu i wtedy zobaczy, co PiS ukrywa - to dowodzi, jak strasznie to jest naiwne z jednej strony, a z drugiej jak łatwo wzbudzić strach i obawy u ludzi. Trzeba naprawdę uważać. Prezydent ma być czynnikiem stabilizującym, a nie jątrzącym jednych przeciwko drugim. Tak więc powiem, że poczucie sprawiedliwości było pierwsze. Rzeczywiście obawiałem się, nie wyobrażając sobie sytuacji, gdyby jeszcze raz za mojego życia miało to się wszystko odwrócić w drugą stronę, którą ja dość dobrze znam i która mnie martwi. Nie chcę mówić o tym z niechęcią, ale z troską.

PG: Jaka, zdaniem Pana, będzie 2 kadencja Prezydenta Andrzeja Dudy. Czego Pan oczekuje?

MM: Ja myślę, że Prezydent w tej chwili ma mandat nieporównanie mocniejszy niż wcześniej, ale także bardzo wyraźnie opisaną swoją rolę. Ja po wystąpieniu w Grupie Wyszehradzkiej zobaczyłem, że pierwszy raz pojawiła się wyraźna teoria relacji między Polską, a UE. Tego Pan Prezydent unikał wcześniej, teraz natomiast wyraźnie widać było pomysł, aby Polska - akcentując swoją obecność - wywalczyła sobie takie miejsce, na jakie zasługuje. To bardzo ważne wystąpienie, które przeszło bez echa, przyciśnięte miazgą wyborczą. Sądzę też, że Pan Prezydent przez mocniejszą pozycję oraz przez zdobyte doświadczenie, będzie silniej akcentował swoją rolę w polityce zagranicznej. To jest niezwykle ważne. Ujawniła się też nowa cecha (co dla mnie jest bardzo ciekawe) - skłonność do korzystania z inicjatywy ustawodawczej. Prezydent taką inicjatywę ma i w czasie pandemii wyraźnie zaznaczył swój sposób myślenia o gospodarce i o sprawach społecznych. Bardzo jestem ciekaw, do jakiego zaplecza odwoła się (bo musi się odwołać, a widać wyraźnie, że chce skonstruowania jakiegoś planu ustawodawczego, który wyraźnie zapowiedział), czy uzyska wystarczające wsparcie ze strony obozu własnego. To jest przedmiot mojej obawy, bo bardzo na to zasługuje, natomiast wcale nie widzę wyraźnej chęci wsparcia tej jego pozycji, którą sam sobie wypracował. Ja mam głębokie poczucie, że Prezydent sam sobie zawdzięcza zwycięstwo, bo takiego samozaparcia, takiej pracy nie od każdego można byłoby oczekiwać, a on to pokazał: wyraźnie zdobył sobie sympatię ludzi, niezależnie od struktur partyjnych. Bardzo jestem z tego zadowolony, a zobaczymy, jak to wykorzysta, jak będzie wyglądała sytuacja w najbliższym czasie. Niewątpliwie Polska będzie wystawiona, jako państwo, na bardzo ciężką próbę w relacjach z UE. To widać już wyraźnie. Dla mnie nadzieją jest wyraźny związek, czy porozumienie między Panem Prezydentem, a Panem Premierem, który nawet jakby usunął się na bok w czasie kampanii wyborczej. Jeżeli ten duet będzie dalej tak funkcjonował, to patrzę z nadzieją w przyszłość.

PG: Powszechną w społeczeństwie jest krytyka wymiaru sprawiedliwości. Jak postrzega to środowisko prawnicze?

MM: Trudno mówić o środowisku, które ja reprezentuję, ponieważ raczej jestem outsiderem. Środowisko prawnicze jest raczej niechętne reformie i próbie zmiany układu sił. To jest temat na bardzo długą rozmowę. Jest liczny zespół niechętny PiS-owi i Panu Prezydentowi, co bardzo utrudnia funkcjonowanie wewnątrz grupy zawodowej. Możemy się różnić, ale nie „nie lubić” (mówię o środowisku adwokackim). Natomiast to rzeczywiście był silny hamulec dalej idących reform, układających się na kilku poziomach. Najbardziej podstawowym jest czysto organizacyjny sposób funkcjonowania sądów. Kiedy pracowałem w telewizji, a nie wiedziałem, jaki temat „z miasta” przywieść, to mówiłem ekipie: jedźcie do dowolnego sądu pod salę, gdzie wyznaczono rozprawę o 9.00 i popatrzcie, o ile później ona się rozpocznie. Nie byłem w stanie tego pojąć, ponieważ jest to sprawa do najłatwiejszego załatwienia. Drugą sprawą jest bardzo proste pytanie, które każdy sobie powinien postawić, mówiąc w ogóle o funkcjonowaniu państwa: utarło się przekonanie, że prawo reguluje wszystko, a prawo reguluje tylko bardzo niewielką część życia społecznego. Nie ma np. żadnego przepisu prawa rodzinnego, który by nakazywał rodzicom kochać dzieci. Nie ma czegoś takiego, a na tym się opiera rodzina, ale także ocena tej rodziny. Ocena jest sferą pewnego uznania sędziego, jego doświadczenia życiowego (w procedurze karnej i cywilnej są w przepisach odniesienia do doświadczenia życiowego sędziego, do jego wiedzy, również poza prawnej). Tu są bardzo często problemy, gdy oceniamy wyroki i zastanawiamy się, do jakiej sfery wartości odwołuje się sędzia. Zawsze się zastanawiam: być może ja źle rozumiem, ale szereg rozstrzygnięć będzie odbiegało od tego, jakie są normy zła czy dobra w życiu społecznym i to jest największy problem. Tu nawet nie można oskarżać sędziów, dlatego że po wielu latach, co każdy powie, pojawia się pewien rodzaj rutyny. Ja nie mógłbym być sędzią, bo bym się zapłakał zawsze nad racjami „za i przeciw”, ale widzę, że po kilku latach skazywania ludzi na cierpienie, jakim jest więzienie następuje znieczulenie sędziów. Bez tego nie można by nawet funkcjonować, ale czasami powoduje to odpłynięcie od oceny rzeczywistości. Sędziowie bardzo często nadają w wyrokach pewne znamię własnego pojmowania polityki, czy historii. Teoretycznie tak może być, ale nie może to być wbrew racji stanu państwa, czy widzeniu historii. Co się niestety zdarza. Dlatego już Rousseau wspominał - o czym rzadko kto mówi - że sędziowie powinni być wybieralni, kadencyjni, że powinni mieć poczucie, że nie jest to urząd dożywotni, który kostnieje w swej własnej mądrości. Ja nie stawiam tego, jako postulat, bo to by była zmiana całego ustroju. Jednak dobrze byłoby, żeby sędziowie pamiętali, że istnieje funkcja czasu… I wreszcie trzecia rzecz, która jest konsekwencją poprzednich: stan sędziowski wyrodził się jako samodzielna władza. To bardzo trudna sprawa, dlatego że przy opresyjnej władzy zamknięcie się stanu sędziowskiego gwarantuje pewną stabilność jego działania, ale z drugiej strony powoduje eliminacje. Tak to mamy w Polsce. Ja nie jestem w stanie pojąć, dlaczego prawie połowa Polaków uwierzyła, że to sędziowie sami siebie mają wybierać na stanowiska sędziowskie i i tworzyć drogę awansu. KRS - przecież nie organ państwowy w rozumieniu władzy - jest organem, który (tak się to utarło w Polsce po okrągłym stole) wybierany był przez sędziów. Teraz postanowiono, żeby był on wybierany przez organ władzy suwerennej, czyli przez Parlament - i o to poszedł cały spór, że ktoś z zewnątrz ośmiela się ingerować w wymiar sprawiedliwości. Nikt nie zwrócił uwagi, że od lat np. TK jest wybierany właśnie przez Parlament, nie przez siebie. Natomiast potrzeba budowania kasty zamkniętej w sobie przerosła zdrowy rozsądek, a wtedy bardzo łatwo doprowadzić do konfliktu władzy sądowniczej z władzą państwową, której przecież elementem ta władza sądownicza jest. Nie jestem w stanie pojąć buntu sędziów przeciwko władzy wybranej w demokratycznych wyborach. W pewnych warunkach można założyć, że to jest element korekcji, jakiejś ochrony podstawowych wartości prawa, ale to nie może być systemowe przeciwstawienie, kiedy sędziowie ze świeczkami w rękach protestują przeciwko Parlamentowi, dopiero co wybranemu w powszechnych wyborach. Wtedy my pytamy: to kto wybrał sędziów? Skąd się wzięła ich moc? Z wielkiej nauki? Wcale nie, kształcenie sędziów nie wymagało wielkiej selekcji, a co gorsza - było od lat obarczone strasznym błędem, że kariera sędziowska była najniżej notowaną karierą w zawodach prawniczych. Powinno być odwrotnie: to sędzia powinien być na czele drabiny zawodowej. Tymczasem przez lata w PRL- u trzeba było najpierw skończyć aplikację sędziowską, zdać egzamin sędziowski, by potem rozpoczynać odrębną nową aplikację np. adwokacką. W związku z tym wykształcenie adwokata było podwójnie głębokie w stosunku do sędziego. To jest nierozważne i do dzisiaj cierpimy, ponieważ często młodzi sędziowie tylko czekają na moment, żeby uciec do lepiej płatnych prac gdzieś w korporacji. Z punktu widzenia społecznego to jest absolutne nieszczęście i trzeba powiedzieć, że wszystko, co wzmacnia pozycję zawodową sędziego służy państwu. Dopiero jak się te wszystkie czynniki zbierze, widać jak jest. Jak niedobrym był pomysł, aby zwalniać wszystkich sędziów, a minister miałby powoływać nowych do SN. Miał więc rację Prezydent, że to zawetował, ale to pokazało, że początek reformy nie był pomyślany systemowo, w imieniu całej formacji. Teraz to się już ujednolica, ale jest to – i długo jeszcze będzie – problem.

PG: Parę dni temu doszło do bezprecedensowego zbezczeszczenia figury Chrystusa przed Bazyliką św. Krzyża. Jaka powinna być reakcja zwykłych ludzi, służb, wymiaru sprawiedliwości?

MM: Jednoznaczna. Pan mówi, że bezprecedensowa, w pewnym sensie precedensowa: już od kilku lat, a na pewno od wielu miesięcy mamy do czynienia z prowokacjami w manifestacjach, gdzie profanowane były symbole, wizerunek Matki Boskiej. To, co stało się w Warszawie było konsekwencją pewnej bezkarności, czy braku reakcji na wcześniejsze - nie to, że drobniejsze, ale nie aż tak strasznie znaczące wydarzenia, jakie miały miejsce. No i to jest początek wojny. Moim zdaniem ks. Abp. Jędraszewski rok temu, cytując wiersz o czerwonej zarazie, kiedy mówił o konflikcie, o tęczowej zarazie, wyraźnie powiedział o ideologii, która zaczęła się kształtować - jak to często w dziejach lewicy, która chce zmienić istniejący porządek. Wyraźnie mówił, że LGBT godzi w dotychczasowy kształt rodziny, dotychczasowe relacje i cele stawiane rodzinie, związkom rodzinnym, związkom krwi, związkom szczepu, na których cała cywilizacja jest oparta. To jest - jak zwykle w lewicy - pragnienie stworzenia nowego świata, pytanie tylko: jakiego i czy lepszego? Tak dziwnie się składa, że porywy następują, kiedy wymiera pokolenie, które widziało totalną klęskę myślenia w poprzedniej edycji. Bolszewicy chcieli stworzyć świat, w którym wierność Pawlika Morozowa konsulowi była większa niż jego związek z ojcem. Pawlik Morozow donosił na własnego ojca, bo tego wymagał interes socjalizmu. Najgorsze jest to, że rzadko kto przypomina, że lewicowe widzenie świata - chociaż czasami może i atrakcyjne - zbankrutowało kompletnie. Pan Prezydent mówiąc, że LGBT to nie ludzie, a ideologia powiedział głęboką prawdę. Ludzie odmienni, czy nie heteronormatywni żyją wokół nas od tysięcy lat i to nie powoduje, większych - poza komunistami i faszystami reakcji publicznych. Natomiast ideologia, która stawia równość między związkiem homoseksualnym, a rodziną - to jest już pewien - fatalny zresztą – atak na społeczeństwo, oparty na zniszczeniu wszystkiego, co istnieje. Wtedy to się nazywa ideologia, która jednoczy pewną część tego środowiska i doprowadza do prowokacji, mającą wyzwalać walkę czy wojnę religijną. Tyle razy w historii to już przecież było i teraz, niestety, dożyliśmy tego, co przewidział abp. Jędraszewski i co bardzo trafnie opisał Prezydent w czasie kampanii wyborczej. Każdy rozsądny człowiek wie, że nie jest to wymierzone przeciwko konkretnemu człowiekowi, nad którym KKK każe się pochylić, któremu każe pomóc, co wyraźnie zawiera nauka Kościoła. Każdy kto tego nie dostrzega, udaje tylko, że należy do Kościoła. Nie musi w to wierzyć, ale taki jest porządek, przy jednoczesnym uznaniu za grzeszne praktyki homoseksualne. Te są jednoznacznie i w opisie funkcjonowania związków rodzinnych, społecznych kryje się mądrość wieków. Nie wymyślono sobie na przykład, że kazirodztwo jest lepsze czy gorsze. Wiadomo z doświadczenia, do jakich zniekształceń genetycznych i innych ono prowadzi. Jeżeli ktoś chce to zmieniać - proszę bardzo, to jest jego prawo, ale nie może dochodzić swoich racji drogą barbarzyńskiego atakowania tego, co jest bliskie innym ludziom.

PG: Panie Mecenasie, czy Konwencja Stambulska stanowi realne zagrożenie dla polskiego systemu prawnego?

MM: Konwencja, jak każda ratyfikowana konwencja międzynarodowa, jest częścią prawa wewnętrznego i w niej są zawarte nakazy, czy zobowiązania państwa (jak np. w art. 12 do wykorzenienia pewnych stereotypów, które do tej pory kształtowały życie społeczna). Wystarczy tylko te stereotypy opisać i nagle pojawia się czysto prawne zobowiązanie. Rodzi się bardzo poważne pytanie, co miał w głowie prezydent Komorowski, że tę konwencję ratyfikował. Widocznie miał więcej niż Węgrzy, Czesi, Litwini, Brytyjczycy także, którzy widzieli, że to jest manifest rewolucyjny, który nabrał cech prawnych. Do tej pory nikt nie domagał się realizacji postanowień prawnych, ale to jest otwarta sprawa, bo za chwilę się może pojawić i ja to niebezpieczeństwo rozumiem. Nasze państwo powinno działać według pewnego porządku. Nie jest tak, że Minister Sprawiedliwości występuje do Ministra Rodziny o wypowiedzenie konwencji, bo tu jest właśnie kompetencja premiera, prezydenta. To jest zbyt poważna sprawa, żeby z takich czy innych powodów (nie chcę tego oceniać), zaraz po wyborach Minister Sprawiedliwości czynił sztandar pewnej walki, która także ma podtekst polityczny. Sprawa jest zbyt poważna, żeby była obarczona podejrzeniem, że ktoś komuś chce jakoś dokuczyć, a wydaje mi się, że tak trochę jest. W tym sensie to, co Pan Premier zrobił, odwołując się do pojęcia godności ludzkiej zawartego w art. 30 Konstytucji - że jest ona nienaruszalna, podlega ochronie władz publicznych - to jest rzeczywiście poważny problem. Chcę powiedzieć, że to jest jedyny w moim przekonaniu przepis nowy, w stosunku do poprzednich Konstytucji. Tego nie było, to jest ustrojowy przepis wskazujący pierwszeństwo jednostki w stosunku do władz. Władze mają chronić godność człowieka i nie mają prawa urządzać krucjat, które by zmieniały zwyczaje ludzi i to w trybie prawnie nakazanym. To jest sprzeczne w ogóle w ideą zapisu Konstytucji, o którym bardzo mało się mówi, ale on jest bardzo ważny i tu Pan Premier ma oczywistą rację. Natomiast w Konwencji pojawia się jeszcze jedno: struktura międzynarodowych ekspertów, komitetu doradczego. W związku z tym mamy kolejną strukturę ponadpaństwową, która ma niejasne, ale silne kompetencje w stosunku do władz publicznych. To z tego może być straszny problem. Można by na to machnąć ręką, bo takich dokumentów pojawiało się wiele, gdyby nie to, że mamy do czynienia z konfliktem między UE a Polską. To nie jest konflikt historyczny, czy jakiś inny, tylko konflikt czysto ideowy. Jeżeli w wystąpieniach posłów deputowanych parlamentu pojawiają się oskarżenia o faszyzm w Polsce, jak to Polska jest niepraworządna, jest to coś strasznie niesprawiedliwego i odbieramy to bardzo jasno. Znałem bardzo dobrze premiera Buzka, którego pozycji obecnie nie pojmuję i nie rozumiem, jak on może z ludźmi z lewicy tworzyć sojusz ideowy w parlamencie. Zapytałem go, jak to jest, że on był na najwyższym stanowisku w PE, gdy oskarżano Polskę o odpowiedzialność za holokaust (co jest nieprawdą i co on doskonale wie) nie pisnął ani słowa. Odpowiedzi nie było. Jeżeli w tym duchu, przy udziale wspólnych pieniędzy unijnych polscy deputowani występują przeciwko własnemu krajowi w sprawie jego interesów, to znaczy, że konflikt ideowy w tych relacjach jest bardzo silny, dotyczy praworządności. Powiedziałem: jeżeli tak, to dlaczego nie mówimy o praworządnym naprawieniu szkód wojennych w stosunku do Polski ? Tego też wymaga praworządność, czy cywilizowane relacje między Polską, a Niemcami. Pan Timmermans pochodzi z kraju, który wystawił formacje wspierające Hitlera i oni mają Polskę pouczać o faszyzmie? To może nie były wielkie formacje, ale były złożone z obywateli tamtych państw i jakoś nigdy nie słyszałem w parlamencie, aby ktoś się od nich odcinał w sposób zdecydowany W Polsce krzyczą niektórzy, że żądania tyle lat po wojnie są haniebne. A kiedy one mają się pojawić? W związku z tym, jeżeli w sposób nieuprawniony, w moim przekonaniu pojawiają się takie ideowe podstawy konfliktu, buduje się konflikt między Polską, a UE. W interesie Polski jest być w UE i to jest oczywiste, ale nie do takiej Unii ludzie szli kiedyś w referendum, kiedy była mowa, że Unia jest związkiem państw. Teraz powolutku ona się zmienia w państwo związkowe, stając się jednolitym tworem z jednolitą filozofią, a nie wszyscy to akceptują. To jest jakaś ironia historii albo niewiedza rzeczy: upływ czasu powoduje, że siła ideologicznych przekonań jest ponad rozum.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję