Reklama

Zdrowie

W trosce o chorych na raka

Narodowa Strategia Onkologiczna to jeden z najważniejszych projektów prezydentury Andrzeja Dudy. Ma szanse realnie poprawić sytuację milionów Polaków w obszarze, w którym do niedawna byliśmy w ogonie Europy.

Ten bardzo ważny i długo przygotowywany projekt, niestety, natrafił na poważne komplikacje. Choć może on faktycznie uzdrowić sytuację w służbie zdrowia, został cynicznie zagłuszony przez opozycję, i to na skutek nieodpowiedzialnego zachowania posłanki PiS Joanny Lichockiej. Zacznijmy jednak od początku.

Ogon Europy

To, że sytuacja w służbie zdrowia, a w szczególności w obszarze leczenia onkologicznego, wymaga poprawy, wiadomo od dawna. Obecny rząd jest tego świadomy od początku, bo od 5 lat finansowanie onkologii i służby zdrowia znacznie wzrosło. Podkreślają to sami specjaliści, którzy przyznają, że z roku na rok sytuacja jest coraz lepsza, a nakłady na leczenie – coraz wyższe.

Świadczą o tym raporty, takie jak ten przygotowany w 2017 r. przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny. Jednym z najbardziej miarodajnych przykładów jest tutaj tzw. wskaźnik przeżywalności. Według opracowania NIZP-PZH, Polska do niedawna była przedostatnia w całej Unii Europejskiej pod względem przeżywalności osób, u których wykryto nowotwór złośliwy. Jedynie 43% chorych onkologicznie żyło 5 lat od wykrycia choroby. Za Polską była tylko Bułgaria, gdzie przeżywało 40% chorych na raka. Taki sam wynik jak Polska uzyskała jeszcze dużo biedniejsza Łotwa.

Reklama

Choć nie mamy danych z ostatniego pięciolecia, wart zauważenia jest fakt, że w tym czasie wydatki na onkologię wzrosły niemal o jedną trzecią – z 7,8 mld w 2015 r. do 11,2 mld zł w 2020 r. (prognoza). To musi się przełożyć na „przeżywalność”, jeśli weźmiemy pod uwagę, że tylko w ostatnich latach Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się na refundację bardzo kosztownych leków najnowszej generacji. Ostatnim przykładem jest tutaj terapia raka piersi – w 2019 r. dofinansowano bardzo drogi lek stosowany w leczeniu zaawansowanego stadium choroby. Realizacja złożonej w ubiegłym roku w Sejmie przez prezydenta, a przyjętej ostatnio przez rząd Narodowej Strategii Onkologicznej sprawi, że tego typu rozwiązania przestaną być stosowane doraźnie, a będą wprowadzane systemowo, co realnie poprawi sytuację chorych.

Strategia Onkologiczna

NSO jest zaplanowana na najbliższe 10 lat, a na jej realizację rząd zapewnił przekazanie 5 mld zł. Co ważne, są to środki gwarantowane, które decyzją premiera Mateusza Morawieckiego nie mogą być rozdysponowane na żaden inny cel.

Na co zatem zostaną wydane? Strategia działań na najbliższe 10 lat zakłada: „poprawę sytuacji kadrowej i jakości kształcenia w dziedzinie onkologii, inwestycje w edukację, prewencję pierwotną i zdrowy styl życia, a także poprawę skuteczności profilaktyki wtórnej, inwestycje w naukę i innowacje oraz poprawę organizacji systemu opieki onkologicznej przez zapewnienie pacjentom dostępu do najwyższej jakości procesów diagnostyczno-terapeutycznych oraz kompleksowej opieki” – czytamy w rządowym dokumencie.

Reklama

W skrócie: będzie więcej pieniędzy m.in. na kształcenie specjalistów, ich wynagrodzenia, profilaktykę, nowe leki, badania oraz opiekę medyczną nad chorymi.

Jak zaznaczył minister zdrowia Łukasz Szumowski, cała istota strategii onkologicznej tkwi w tym, że nie ma w niej pustych zdań: – To są konkretne działania z konkretną datą – podkreślił. Satysfakcji z przyjęcia Narodowej Strategii Onkologicznej nie ukrywa prezydent Andrzej Duda, który nazwał jej realizację przez rząd „wyrazem głębokiej troski o przyszłe pokolenia Polaków”. Nie ma on złudzeń, że z każdym rokiem będzie przybywało zachorowań na raka, trzeba temu zatem aktywnie przeciwdziałać.

Według prognoz ekspertów, na których powołuje się prezydent, w ciągu 5 lat będzie o 15% więcej zachorowań na raka niż teraz, a w ciągu najbliższych 10 lat – 28% więcej.

Andrzej Duda, podobnie jak jego małżonka, od samego początku swojej prezydentury bardzo aktywnie wspiera walkę z nowotworami, czego przykładem jest przygotowana z jego inspiracji ustawa ograniczająca korzystanie z solariów przez osoby niepełnoletnie. To nowatorskie rozwiązanie z wielkim zainteresowaniem było śledzone m.in. w USA i ma szansę realnie zmniejszyć liczbę zachorowań na raka skóry.

Skutki środkowego palca

Niestety, ogromny sukces prezydenckiej inicjatywy, który mógłby zapunktować w zbliżającej się kampanii wyborczej, został przyćmiony przez niedawne wydarzenia sejmowe. Opozycja cynicznie wykorzystała chorych na raka podczas dyskusji o rekompensatach dla TVP i Polskiego Radia. Najpierw, mając większość w Senacie, zgłosiła poprawki do propozycji sejmowej – zaproponowała przekazanie pieniędzy przeznaczonych na media publiczne właśnie na onkologię (bez żadnych umocowań finansowych, bo te środki miały być przekazane w formie obligacji, co kompletnie nie ma pokrycia w finansowaniu służby zdrowia). Później rozpętała nagonkę na posłów, którzy w Sejmie odrzucili te propozycje.

Sprawie prezydenckiej nie pomogło nieodpowiedzialne zachowanie posłanki Joanny Lichockiej, która po sejmowej dyskusji wykonała obraźliwy gest. Choć tłumaczyła, że jedynie przecierała powiekę środkowym palcem, opozycja zaczęła suflować narrację, że ten gest był skierowany do chorych na raka Polaków. Rozpętała się pełna emocji i histerii kampania przepojona niedomówieniami i kłamstwami. I tak zamiast merytorycznej dyskusji mamy teraz do czynienia z polityczną przepychanką, która dla prezydenta i całego obozu dobrej zmiany jest sporym problemem. Jak dużym, przekonamy się 10 maja.

2020-02-25 11:59

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Czy można uciec przed rakiem?

Niedziela Ogólnopolska 7/2020, str. 46-47

[ TEMATY ]

rak

choroba

nowotwór

zachorowania

adobe.stock

Przez świadome kształtowanie własnego stylu życia możemy znacznie zredukować lub wręcz zminimalizować ryzyko zachorowania na raka – mówi Niedzieli prof. Józefa Antonina Węsierska-Gądek – specjalista m.in. w dziedzinie onkologii i chorób autoimmunologicznych.

Maria Bocheńska: Pani Profesor, z danych statystycznych wynika, że na raka choruje co najmniej milion Polaków. Co sprawia, że mimo tak znacznego rozwoju medycyny ta choroba wciąż zabija ludzi?

Prof. Józefa Antonina Węsierska-Gądek: Najważniejsze czynniki zagrożenia nowotworowego to: palenie tytoniu, nadmierne spożywanie alkoholu, częsta i niekontrolowana ekspozycja na promienie UV – szczególnie w solariach, długotrwałe zażywanie preparatów hormonalnych, chroniczny stres, infekcje bakteryjne (Helicobacter pylori) i wirusowe (HBV, HPV) czy też niezdrowy styl życia (brak ruchu i dieta prowadząca do otyłości). Warto wspomnieć, że choroby nowotworowe są najczęstszą przyczyną zgonów osób po 60. roku życia, a tych w naszym starzejącym się społeczeństwie przybywa.

Czy ryzyko zachorowania w tym wieku dotyczy wszystkich typów chorób nowotworowych?

Nie we wszystkich przypadkach stwierdza się takie powiązania, ale np. przewlekła białaczka limfatyczna to najczęstsza postać nowotworu wieku zaawansowanego i mamy coraz więcej kobiet i mężczyzn, którzy zapadają na tę chorobę. Warto podkreślić, że jeśli chodzi o nierodzinną formę choroby nowotworowej, to głównie zapadają na nią i umierają ludzie powyżej 60. roku życia. Tu trzeba zaznaczyć, że dziedziczne formy raka są stosunkowo rzadkie i stanowią 1-10% wszystkich chorób nowotworowych.

Pani Profesor podkreśla szczególną rolę profilaktyki, która ma nas chronić przed chorobami nowotworowymi.

Przytłaczająca większość ludności może przez świadome planowanie i kształtowanie własnego stylu życia decydująco zredukować lub wręcz zminimalizować ryzyko zachorowania na raka – zarówno osoby z rodzinną predyspozycją do zachorowania, jak i nieobciążone wrodzonym defektem genetycznym. Kluczem jest profilaktyka pierwotna, czyli świadoma i radykalna zmiana sposobu życia, podjęta zanim pojawią się jakiekolwiek symptomy choroby.

Jednym z elementów profilaktyki jest odżywianie. O czym powinniśmy pamiętać?

To ma być przede wszystkim naturalne odżywianie. Chciałabym podkreślić bardzo istotny, podstawowy szczegół prawidłowej diety: ograniczenie prostych cukrów, czyli węglowodanów. Generalnie chodzi o to, aby nie dostarczać organizmowi cukru, gdyż pierwszym krokiem zmiany metabolicznej, która następuje podczas transformacji nowotworowej, czyli pierwszym etapem rozwoju choroby nowotworowej są zmiany metabolizmu glukozy. Wskutek tych zmian dochodzi do drastycznego zmniejszenia energetycznej efektywności tego procesu, co z kolei prowadzi do zwiększonego zapotrzebowania komórek rakowych na cukier. Toteż obniżenie poziomu glukozy znacząco spowalnia tempo progresji tkanki nowotworowej.

A jak to jest ze stresem?

Trzeba od razu zaznaczyć, że wpływ na zachorowanie ma na ogół kilka współdziałających ze sobą czynników. Stres jest bardzo niekorzystny dla organizmu. Weźmy pod uwagę fakt, że mamy w mózgu komórki neuronalne, które się nie odnawiają, musimy więc oszczędzać swoje zapasy. Tymczasem wiele osób nie dosypia; w ciągu dnia ciężko pracują, a wieczorami i nocami oglądają jakieś programy. Poza tym palą papierosy, do tego dochodzi alkohol. Ponadto zbyt ciężka dieta i jeszcze stres. To jest „kołowrót”, który ma fatalny wpływ na organizm. Proszę też zwrócić uwagę na to, że psychika jest czynnikiem podtrzymującym nas w trudnych sytuacjach. Ona sprawia, że się nie poddajemy, ale gdy nieustannie żyjemy w stresie, to zmniejsza się nasz potencjał samoobronny. Oczywiście, nie można tego jednoznacznie uogólniać. To sprawa indywidualna.

Wspomniała Pani Profesor o papierosach...

To mnie zawsze szokuje, że po dwugodzinnym wykładzie na temat środków rakotwórczych, wśród których nikotyna ma swoje szczególne miejsce, studenci, w ramach przerwy, idą na papierosa. Tymczasem sam dym tytoniowy zawiera kilka tysięcy różnych składników, spośród których ponad 250 jest bardzo szkodliwych lub wręcz trujących, np. benzopiren, formaldehyd, arsen, nikiel, radioaktywny polon, a ok. 90 to silne czynniki rakotwórcze, wywołujące zmiany w materiale genetycznym komórki i prowadzące do rozwoju nowotworu, nie tylko zresztą płuc.

Jakie badania powinno się systematycznie wykonywać?

Kobiety od 38. roku życia powinny badać się co roku u ginekologa, a jeśli były komplikacje, to wcześniej. Ponadto – systematyczne samobadanie piersi, a co 2 lata mammografia. Z kolei mężczyźni od 50. roku życia powinni obowiązkowo raz w roku pójść do urologa. Trzeba pamiętać, że zmiany nowotworowe łatwiej się leczy, gdy są w początkowym stadium. Podobnie jeśli chodzi o zmiany w płucach, wątrobie czy innych organach. Każdy człowiek co roku powinien poddać się badaniom kontrolnym. Na podstawie ich wyników lekarz rodzinny może ocenić stan naszego zdrowia i ewentualnie wykryć zagrożenia w początkowym stadium.

A jeśli już ktoś zachoruje?

Przede wszystkim potrzebne są dobra diagnoza i właściwy dobór leczenia. Koniecznie trzeba pamiętać o zmianie diety i stylu życia. Jeśli się będzie spożywało np. brokuły, cukinie, w ogóle pokarmy zawierające antyoksydanty (przeciwutleniacze, które neutralizują szkodliwe działanie wolnych rodników i usuwają ich nadmiar z organizmu), to komórki rakowe nie będą się miały czym żywić. Chciałabym też zwrócić uwagę na leczenie witaminą C. O tym mało się mówi, a tymczasem znam przypadki – także w Polsce, i to wśród starszych – ludzi, którzy zostali wyleczeni z choroby nowotworowej tą metodą. Dożylne podawanie wysokodozowanej witaminy C jest toksyczne wyłącznie dla komórek rakowych i je eliminuje. Końcowym produktem metabolizmu witaminy C jest nadtlenek wodoru, który w połączeniu z jonami żelaza tworzy wolne rodniki i generuje w komórkach nowotworowych tzw. stres oksydacyjny. W wyniku tego komórka rakowa ginie.

Czyli – jest nadzieja?

Oczywiście, nie wszystko zależy od nas, ale warto wiedzieć, w jaki sposób można skutecznie zapobiegać powstawaniu chorób nowotworowych. Tę wiedzę należy konsekwentnie wykorzystywać w kształtowaniu własnego stylu życia.

Prof. Józefa Antonina Węsierska-Gądek
Członek zagraniczny Polskiej Akademii Nauk i wykładowca w Instytucie Badań nad Rakiem Uniwersytetu Medycznego w Wiedniu. Prowadzi badania nad przyczynami powstawania raka oraz nad nowymi terapiami.

CZYTAJ DALEJ

Cierń z korony cierniowej Chrystusa

Niedziela zamojsko-lubaczowska 10/2017, str. 4-5

[ TEMATY ]

katedra

Zamość

Łukasz Kot

Zamojski relikwiarz Korony Cierniowej

Korona cierniowa to jeden z chrześcijańskich symboli męczeństwa Jezusa. Znajduje się obecnie w skarbcu katedry Notre-Dame w Paryżu

Królowie Francji rozdawali pojedyncze ciernie kościołom i władcom niemal całej zachodniej Europy. Jeden z kolców trafił do Czernięcina pod Turobinem, a następnie został przeniesiony do kolegiaty w Zamościu. Relikwię oprawiono w kryształ, złoto i rubiny.

Św. Helena, weneccy kupcy i 135 tys. liwrów w złocie

Wydarzenia Drogi Krzyżowej Chrystusa opisują Ewangeliści, ale tylko św. Łukasz nie odnotowuje faktu nałożenie na głowę Pana korony cierniowej. Św. Mateusz i św. Marek wspominają o „wieńcu z ciernia” („Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę” Mt 27, 29; Mk 15, 17), natomiast św. Jan użył słowa „korona” i to określenie jest najczęściej używane przez chrześcijan. Wg Ewangelisty, upleciona została w Pretorium – pałacu rzymskiego prefekta Judei Poncjusza Piłata przez jego żołnierzy.

Ból cierni

Korona cierniowa towarzyszyła Jezusowi w drodze na Golgotę i w czasie śmierci na krzyżu. Źródłem cierpień Zbawiciela był ból wbijających się pod skórę kolców, a także być może w czaszkę, kiedy upadał pod ciężarem krzyża. Korona cierniowa była w kształcie czepca, który opinał całą głowę. Pod skórą na głowie znajduje się sieć silnie unerwiona i z dużą ilością naczyń krwionośnych, dlatego korona spowodowała rozdzierający ból oraz obfite krwawienie. Chrystus musiał mieć kilkadziesiąt ran na głowie. Należy pamiętać, że ten rodzaj tortur wymyślono tylko dla Niego.

Wg tradycji, po zdjęciu z krzyża Jezusa „korona” została zabrana przez jednego ze świadków, Jego uczniów. Złamali w ten sposób zasadę rytuału żydowskiego, który nakładał obowiązek grzebania z ludzkim ciałem także wszystkich przedmiotów mających kontakt z Jego krwią. O dalszej historii samej korony wiadomo niewiele. Cesarz Konstantyn I Wielki (272 – 337) w 313 r. wydał edykt mediolański, dając chrześcijaństwu swobodę wyznawania religii i dzięki temu skończyły się prześladowania. Wtedy też ochrzczona już jego matka, św. Helena (248/250 – 330), pojechała do Jerozolimy, gdzie w oparciu o ustne przekazy tamtejszych chrześcijan, rozpoczęto wielkie prace wykopaliskowe. Dokopano się do kilku świętych miejsc. Przypuszcza się, że m.in. odkryto wtedy także skalną jamę z narzędziami męki Jezusa. Było to w 325 r. W Jerozolimie relikwia korony cierniowej czczona była na pewno już w początkach V wieku, co wiadomo ze świadectwa bp. Paulina z Noli. W 593 r. święte ciernie oglądał w Jerozolimie bp Grzegorz z Tours, który pisał, że korona była w doskonałym stanie, a jej ciernie były ciągle zielone. Pozostała tam do IX wieku.

Kult cierniowej korony

Wg Antoniego z Piacenzy, relikwia przechowywana była w kościele Apostołów na Syjonie (w miejscu gdzie kiedyś był Wieczernik). W 1063 r. korona trafiła do Konstantynopola. Cenne relikwie przedostawały się powoli na teren Europy Zachodniej. Wg badaczy i naukowców, miejscem ich przerzutu stała się bogata Wenecja.

Do dziś kolce z korony cierniowej Pana Jezusa są czczone w sanktuariach na całym świecie, m.in. w katedrze Zmartwychwstania Pańskiego i św. Tomasza Apostoła w Zamościu. Relikwiarz niegdyś ukazywany był wiernym tylko w Wielkim Poście po nabożeństwie Drogi Krzyżowej.

Relikwiarz

Dwa relikwiarze związane z Męką Pańską (dla Drzewa Krzyża Świętego i Ciernia z Korony) ufundował w 1738 r. inf. dr Jakub/Joachim Paschalis Arakiełowicz (od ormiańskiego imienia Arakiel/Arakheal – apostoł, poseł). Jak czytamy w „Polskim słowniku biograficznym” – był Ormianinem (zm. 17 września 1739 r. w Przemyślu). Syn Zachariasza Arakiełowicza z jałowca, który poślubił w Zamościu córkę złotnika Annę Jatułowicz (prawdopodobnie w 1685 r.), Zachariasz należał do patrycjatu ormiańskiego, pełniąc kilkakrotnie urząd wójta gminy ormiańskiej i ławnika. Zostawił po sobie kronikę z l. 1689 – 1726. Jego syn Jakub był księdzem, profesorem filozofii. Pochodził z zamojskiej rodziny patrycjuszowskiej. Studiował w Akademii Krakowskiej – otrzymał stopnie bakalarza i doktora filozofii. Został skierowany jako profesor kolonii akademickiej do Białej Podlaskiej, skąd z powodu lokalnych zamieszek musiał uciekać. W 1710 r. powołany został na katedrę poetyki w Akademii Zamojskiej, gdzie z czasem przechodził na inne katedry: matematyki, fizyki, etyki i teologii moralnej. Doktorat teologii uzyskał na Akademii Zamojskiej 13 maja 1715 r. W l. 1716-18 piastował stanowisko rektora. W 1718 r. na 2 lata pojechał do Rzymu celem pogłębienia swych umiejętności i uzyskania tytułu doktora obojga praw. Tytułu tego jednak nie przywiózł, ale po powrocie jeszcze 3 lata sprawował funkcję rektora. Uzyskał w tym czasie kolejne godności kościelne: kanonię chmieleńską, probostwo wilkołaskie i kraśnieńskie, był kanonikiem przemyskim, dziekanem – infułatem szczebrzeszyńskim, a w 1735 r. został XI dziekanem – infułatem zamojskim (1735-39). Był też protonotariuszem apostolskim. Zmarł w Przemyślu w 1739 r., gdzie 17 września został pochowany w kościele katedralnym.

W zamojskiej katedrze

Piękny, duży relikwiarz, w którym osadzony jest cierń z korony cierniowej Chrystusa, zrobiony został z kryształu i złota. Ozdobiony został perłami i rubinami. W jego centrum za szybką znajduje się jeden kolec – cierń skierowany częścią ostrą do dołu. Naokoło wysadzany rubinami w złocie oraz innymi kamieniami – tworzą one pierwszą otoczkę od ciernia. Wokół nich łańcuch pereł, przerwany, który tworzy drugą zewnętrzną otoczkę. Wszystko w złotym stylizowanym ornamencie roślinnym. Naokoło relikwii jeszcze jedna korona cierniowa ze złota, składająca się z 14 okręgów cierniowych z ok. 38-40 cierniami. Dolny okręg przerwany. Na szczycie relikwiarza znajduje się złoty masywny krzyż maltański/kawalerski (używany przez Zakony Szpitalików, tzn. Joannitów i Lazarytów) na złotym jabłku (globie). Cały element znajduje się na głowie mężczyzny w stroju wschodnim (ormiańskim, kapłańskim) trzymającego wzniesione obie ręce ku górze w geście modlitwy. Włosy bujne z zakręconym lokiem na czole. Rękawy stroju podwinięte do łokci. Przepasany stułą skrzyżowaną na piersi i wsuniętą pod sznur przepasający biodra. Na stroju widoczne elementy wici roślinnej. Prawa noga od kolana odkryta, lewa nieco pod kolanem. Gołe stopy. Podstawa relikwiarza wykonana jest ze złota, z rzeźbionymi czterema główkami, z których każda zwrócona jest w jedną z czterech stron świata, są też elementy roślinne.

CZYTAJ DALEJ

Minister Szumowski dementuje doniesienia o groźbach dymisji

2020-04-02 21:52

[ TEMATY ]

minister zdrowia

PAP

Minister Szumowski dla 300POLITYKI dementuje doniesienia o groźbach dymisji: Twierdzenie, że ktoś mnie naciska, jest taką grą moją osobą, że aż przykro. Zamiast pozwolić mi się zająć walką z epidemią, muszę się zajmować kolejnymi publikacjam.

– Jakiś absurd kompletny. Żadną dymisją nikomu nie groziłem. Jest to kompletnie wyssane z palca i próba manipulacji. Cały czas spędzam na walce z koronawirusem, a te doniesienia o dymisji są naprawdę wyssane z palca. Rozmawiam z premierem codziennie i nigdy nie przyszło mi do głowy grozi dymisją. Tym bardziej ,że nasza współpraca jest bardzo dobra – mówi minister zdrowia Łukasz Szumowski w rozmowie z 300POLITYKĄ.

Zapytaliśmy ministra zdrowia o jego komentarz do wieczornej publikacji Onetu, w której napisano, że minister groził premierowi dymisją.

– Największy nacisk, jaki jest na mnie wywierany to nacisk medialny. Ja cały czas odpowiadam zarówno mediom, jak i politykom to samo, że realne prognozy co do sytuacji w maju możemy mieć ok. połowy kwietnia. Twierdzenie, że ktoś mnie naciska, jest taką grą moją osobą, że aż przykro. Zamiast pozwolić mi się zająć walką z epidemią, muszę się zajmować kolejnymi publikacjami – mówi nam minister zdrowia.

– Co do sytuacji w maju, mówię szczerze i żadne medialne naciski mnie nie skłonią do żadnego innego stanowiska, bo to byłoby idiotyczne z punktu widzenia naukowego, połowa kwietnia to są dopiero przecięcia krzywych – mówi nam prof. Szumowski.

Zapytaliśmy min. Łukasza Szumowskiego jaka jest opinia minister zdrowia o propozycji przeprowadzenia wyborów w pełni korespondencyjnie: – Wybory korespondencyjne są bezpieczniejsze niż wybory bezpośrednie. Jeżeli analizujemy z punktu widzenia medycznego, to na pewno są lepszym rozwiązaniem niż wybory przeprowadzone w tradycyjny sposób w czasach epidemii, która nie wiadomo ile będzie trwała.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję