Reklama

Kościół

Odnowa moralna

Wielka Nowenna przed Milenium Chrztu Polski

Dziwny jest ten prymas… Stawia poprzeczkę tak wysoko, że można by powiedzieć, iż wierzy w niemożliwe.

Niedziela Ogólnopolska 9/2020, str. 18-20

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

Maryja

prymas

Jasnogórskie Śluby Narodu

Archiwum Instytutu Prymasowskiego Stefana Kardynała Wyszyńskiego

Kardynał Stefan Wyszyński przemawia do wiernych zebranych przed jasnogórskim szczytem, 26 sierpnia 1957 r

Najpierw pisze śluby inne niż wszystkie: podkreśla w nich to, co leży po naszej stronie; jest w nich mowa nie tyle o tym, co ma nam dać Bóg, ile o tym, co damy Mu my, Polacy, przez ręce Maryi. Ta zachwiana równowaga, nietypowość ślubowań, wskazuje na Prymasowską radykalność. Wyszyński pisze tekst, który na Jasnej Górze powtarza milion ludzi, a niebawem powtórzy go cały katolicki naród zebrany w parafialnych świątyniach. Ludzie wołają: „Przyrzekamy!”, i zobowiązują się do przeprowadzenia w Polsce duchowej „rewolucji” – i to w czasach, kiedy trwa inny przewrót, a komunizm przestaje być zjawiskiem przejściowym, zamieniając się w „stałe” działanie, w którym przyjdzie żyć następnym pokoleniom. Wbrew tym faktom ówczesny prymas jest pewien, że jego rodacy mogą – nawet w środowisku komunizmu – zamienić swoje domy i swoją ojczyznę w krainę Bożego prawa.

Wiara prymasa

On rzeczywiście w to wierzy. Wie, że Bóg jest większy od największych ideologii. Wierzy w Boga „blisko”, w Boga „nieobojętnego”, czego gwarantem jest mu Matka Boża z Jasnej Góry. Dlatego wiąże swój program ratowania ojczyzny i rodaków z Maryją. Jej Magnificat uważa za manifest społeczny – widzi w nim program, który wyznacza przyszłość. Jest przekonany, że Polacy za nim pójdą, są przecież głęboko przywiązani do Matki Najświętszej. Wyszyński wierzy, że cześć oddawana Matce Bożej może się w prosty sposób przekładać na Jej naśladowanie i upodobnienie się do Niej w codziennym życiu. To ostatnie oznacza „chrześcijańską rewolucję”, która zatrzyma komunistyczny program ateizacji społeczeństwa.

Agresywny komunizm

Wyszyński zna mechanizmy, które poruszają świat, wie, że można „przestroić” człowieka, by odbierał inne przekazy i według nich budował swoje życie. Wie też, że nie wolno dopuścić do przejęcia władzy nad duszą rodaków przez ateistyczne idee, które nie tylko chcą stworzyć nowe, ateistyczne społeczeństwo, ale też stawiają sobie za cel stworzenie „człowieka socjalistycznego”. Przecież myśl marksistowska chlubi się swą historyczną rolą w dziejach ludzkości: po homo sapiens pojawi się homo sovieticus, ukształtowany na kanwie przeprowadzanego przez komunistów eksperymentu społecznego.

Reklama

Kiedy analizujemy czasy, w których Stefanowi Wyszyńskiemu przyszło sprawować posługę prymasa Polski, i patrzymy na tworzony przez niego program, budzi się w nas zdumienie. Czy on wierzy, że zdoła powstrzymać komunistów, którzy chcą wprowadzić człowieka na „nowy” stopień rozwoju? Dziś nie jesteśmy do końca świadomi tego, o jaką stawkę zdecydował się grać Prymas Tysiąclecia. Zmiana polskiej mentalności na sowiecką była kwestią czasu...

Sprzeciw wobec człowieka sowieckiego

Prymas wie, że psychika człowieka oraz jego charakter kształtują się pod wpływem czynników zewnętrznych i że w myśl tej maksymy radzieccy przywódcy chcą stworzyć nowy rodzaj człowieka. To soczłek (sowiecki człowiek) – człowiek pracy, odcięty od przeszłości, wykorzeniony i wyzuty z religii. To ktoś pozbawiony własnej osobowości i zdolności samodzielnego myślenia.

Stefan Wyszyński mówi marksistowskiemu programowi stanowcze: „nie”, i pisze swój własny, maryjny manifest. A ponieważ nakreślone przez niego cele są w każdym punkcie sprzeczne z ideologią komunistyczną, za chwilę dojdzie do ostrej konfrontacji państwa i Kościoła. Prymas jest pewien, że skoro droga Kościoła jest naśladowaniem Maryi, zwycięstwo będzie udziałem ludzi wierzących.

Reklama

Już w pierwszym zamyśle prymasa Śluby Jasnogórskie nie stanowią jednorazowej manifestacji wiary: są programem, który ma dotknąć życia Polaków i zmienić w nim wszystko. „Oby każde słowo Przyrzeczeń Jasnogórskich weszło w naszą krew, w nasze myśli, wolę i uczucia, w każdy czyn nasz, w całe życie narodu” – woła kilka tygodni po wyjściu z więzienia.

Homo christianus

Założenie leżące u podstaw przyrzeczeń zostaje zdefiniowane krótkim hasłem: „Śluby złożone muszą być wykonane!” – muszą zostać podjęte w praktyce i muszą zaowocować pojawieniem się nowego człowieka: homo christianus. Polacy mają pokazać, jak wygląda chrześcijaństwo w praktyce. Prymas mówi: „Musimy się wczuć dobrze i wmyśleć w nasze sumienie, aby się przekonać, czy istotnie duch Ewangelii jest duchem Narodu” i stawia jasny cel: „by każdy z nas był chrześcijaninem nawet w drżeniu serca, poruszeniu myśli i porywie woli”. Za wzór stawia pierwszego homo christianus – Maryję.

Czas stosowny

Wyszyński umie odczytywać znaki czasu. Rozumie, że jeśli trzeba podjąć wysiłek odnowy narodu, to powinno się zacząć właśnie teraz. Jest przekonany, że Śluby Jasnogórskie przyszły z natchnienia Bożego i że z tego samego natchnienia rodzi się idea 9-letniej nowenny: „Śluby Jasnogórskie, Wielka Nowenna to natchnienie Matki Najświętszej, jakby Jej macierzyńska dłoń wyciągnięta na ratunek swym dzieciom” – pisze. Znakiem działania Opatrzności jest też dla niego obecność miliona rodaków na Jasnej Górze w dniu ślubowań. To wszystko przekonuje go, że śluby otwierają naród polski na jakąś dziejową szansę... Jakby samo niebo dawało stosowne miejsce i czas: okrągłą rocznicę Ślubów Kazimierzowskich, oddziaływanie Jasnej Góry, gwałtowne przemiany w samym systemie partii komunistycznej...

To takie „okno pogodowe”, którego nie wolno przegapić. Społeczeństwo na moment się ożywia, pojawia się chwila większej swobody – pora na następny krok.

Wybór drogi maryjnej

By wykorzystać tę dziejową szansę, trzeba znaleźć odpowiednie narzędzia do dokonania chrześcijańskiej rewolucji. Wyszyński nie ma wątpliwości, że droga będzie maryjna i że to także jest wskazówka dana mu przez Bożą Opatrzność. Dlatego „chciał ratować naród przez Maryję, chciał wyzwolić z niego jak największe moce”.

Jeszcze w Komańczy przygotowuje „ciąg dalszy” ślubowań. Swoją wizję przekazuje episkopatowi Polski i to jemu zleca realizację opracowanego programu. Między 15 a 29 sierpnia 1956 r. przygotowuje szczegółowy plan Wielkiej Nowenny. Do roku Milenium Chrztu Polski pozostaje 9 lat, więc myśl, by przygotowanie było „wielką nowenną”, nasuwa się sama. Wyszyński chce, aby przez kilkuletnią nowennę naród wyprosił sobie niezwykłą łaskę: „zachowania wiary, zwycięstwo i wolność Kościoła”.

29 sierpnia 1956 r. prymas wręcza plan nowenny biskupom Klepaczowi i Choromańskiemu. Decyduje, że każdy ze ślubów stanie się programem duszpasterskim na kolejny rok i znajdzie swoje odzwierciedlenie w całym programie duszpasterskim: kazaniach, dniach skupienia, czuwaniach, rekolekcjach. Przez kolejne lata Kościół w Polsce ma mieć tylko jeden program: nowennę.

Celem jest „rewolucja”: „Musimy być w pełni świadomi tego, do czego dążymy: gruntownej przemiany ducha Narodu przed Milenium” – pisze w Apelu do duchowieństwa.

W oparciu o Maryję

Rzeczywiście, prymas chce obudzić w ludziach ducha: „Musimy zerwać z tym swoistym «laicyzmem narodowej katolickości», w której wszystko na zewnątrz w słowach i gestach jest «katolickie», tylko w sercach i umysłach jest całe piekło dantejskie”. A że zdaje on sobie sprawę, iż ludzi pociągają żywe przykłady i że trzeba się też odwołać do warstwy uczuciowej, w oczywisty sposób kieruje uwagę na Maryję.

Wierzy w rolę Matki Bożej w dziejach swego narodu. Powtarza, że Maryja jest nie tylko postacią historyczną, ale też że działa w Kościele i w narodzie także dziś – „jest aktualnie czynna”. Przekonują go do tego wiedza historyczna – ciągłość obecności i działania Matki Najświętszej w każdym pokoleniu Polaków – ale przede wszystkim osobiste doświadczenie. Powie przed Jej Cudownym Obrazem: „Maryja Jasnogórska? Ona była mi przez cały czas Mocą, Wytrwaniem, Światłem i Oparciem, Pociechą, Nadzieją i Pomocą Nieustanną”.

Nic dziwnego, że 3 dni po Ślubach Jasnogórskich Wyszyński pisze do generała paulinów: „Stał się cud wiary! Może wszyscy uwierzą w potęgę Jasnej Góry w Polsce! Wszyscy! Ja wierzę od dawna!”.

Prymas wie, że droga ocalenia narodu jest związana z Maryją. Jest przekonany, że tak chce Bóg, że per Mariam to jedyna skuteczna reguła zwycięstwa. Dwa lata później powie: „W każdej ciężkiej sytuacji mówimy sobie: skoro nawet sam Bóg, Ojciec Przedwieczny, zaczął dzieło Odkupienia od Niewiasty, to chyba i my, zwłaszcza teraz, roztropnie czynimy, gdy od Niej zaczynamy”.

Swoje doświadczenie uważa za powtarzalne, dlatego przekłada je na życie rodaków. Mówi o tym w jednym z pięknych, ocierających się o mistykę, sformułowań programowych nowenny: „Dzieci najlepiej się czują na kolanach matki. To nasze miejsce! Nie schodźmy z macierzyńskich kolan Maryi. Tam był ongiś Jezus. A dziś ustąpił nam miejsca. Przecież powiedział: «Oto Matka twoja!»”.

Komunistyczna antynowenna

Rozpoczyna się Wielka Nowenna, która ma odrodzić w narodzie chrześcijańskiego ducha. Nie trzeba wiele czasu, by stało się jasne, że nie będzie zgody władz komunistycznych na stworzenie homo christianus.

Komuniści przygotowują własną „nowennę”. Program pierwszego roku prymasowskiej nowenny wiąże się z hasłem: „Wierność Bogu, Krzyżowi, Ewangelii, Kościołowi i jego pasterzom”, a władze organizują ogólnopolską akcję usuwania krzyży z przestrzeni publicznej. Pokazują, że nowenna jest nie tylko nieskuteczna, ale wręcz szkodliwa. Bo jak mówić o wierności krzyżowi, kiedy Kościół nie potrafił nawet obronić jego obecności w urzędach, szkołach, szpitalach?

Polityka władzy okazuje się skuteczna – wśród biskupów pojawiają się głosy, by zrezygnować z nowenny, bo jej skutki będą odwrotne do oczekiwanych. Jednak Wyszyński mówi stanowcze: „nie”. Trudno to zrozumieć, ale nie boi się konfrontacji. Nie cofa się ani o piędź.

Komunistyczna antynowenna idzie za Wielką Nowenną jak cień. Kiedy Kościół ogłasza hasło: „Naród wierny łasce”, władze odpowiadają wyrzucaniem religii z przestrzeni publicznej. Kiedy hasłem nowenny jest obrona życia, komuniści promują swobodę seksualną i ogłaszają ustawę zezwalającą na „aborcję na życzenie”. Na program nierozerwalności małżeństwa i obrony godności kobiety władze komunistyczne odpowiadają uderzeniem w nierozerwalność małżeństwa. Gdy Kościół podejmuje hasło: „Młodzież wierna Chrystusowi”, komuniści ogłaszają program ateizacji młodego pokolenia, a na obozach i koloniach wprowadzają zakaz praktyk religijnych. Gdy Kościół akcentuje sprawiedliwość społeczną, etos pracy, uczciwość i solidarność, komuniści zaczynają zamykać ludziom wierzącym drogę do awansu zawodowego, a nawet zwalniają ich z pracy. Kiedy Kościół rozpoczyna 8. rok nowenny i wypowiada walkę wadom narodowym, komuniści nasilają akcję rozpijania społeczeństwa i prześladują ruchy trzeźwościowe. Gdy ostatni rok nowenny przebiega pod hasłem: „Weź w opiekę Naród cały”, władze ogłaszają blokadę Jasnej Góry i likwidują połączenia komunikacyjne z Częstochową... Ale Wielka Nowenna zostaje przeprowadzona do końca.

Największe wydarzenie

Wielka Nowenna przed Tysiącleciem Chrztu Polski to „idea szalona”, związana z wielkim ryzykiem: w przypadku jej niepowodzenia Kościół mógł przegrać wszystko. Okazała się latami nasilonych represji ze strony władzy komunistycznej, które – patrząc po ludzku – powinny zniszczyć opracowaną przez Wyszyńskiego ideę maryjnej odnowy moralnej narodu. Ale inicjatywa prymasa była opatrznościowa – tak jak i znaki poprzedzające jej rozpoczęcie były odczytywane przez Wyszyńskiego jako opatrznościowe.

Wielka Nowenna nie miała i nie ma sobie równych w świecie. Historycy twierdzą, że wraz ze Ślubami Jasnogórskimi była ona największym wydarzeniem świadczącym o zbiorowej samoświadomości narodu od czasu zjazdu gnieźnieńskiego w 1000 r. To dobry sposób definiowania nowenny – pod przewodem prymasa podjął ją i wytrwał w niej polski, katolicki naród!

2020-02-25 11:59

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Gorzkie Żale z Prymasem Wyszyńskim – Wierny do końca

2020-04-05 09:08

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

kard. Wyszyński

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego

W Niedzielę Męki Pańskiej dotarliśmy na szczyt Golgoty. Pod Krzyżem na którym umarł Zbawiciel świata widzimy najwierniejsze Mu osoby: Matkę Bolesną, św. Jana Ewangelistę i Marię Magdalenę. Wierni do końca. Poznając drogę życia i pasterskiej posługi Prymasa Stefana Wyszyńskiego, możemy powiedzieć bez żadnych wątpliwości, że i on pozostał wierny do końca! Do niego możemy odnieść słowa: przeszedł przez życie, dobrze czyniąc.

Choć sytuacja Kościoła w Polsce w momencie obejmowania stolicy prymasowskiej przez bp. Stefana Wyszyńskiego była bardzo trudna, nie złamało to wiary i ducha Wielkiego Prymasa. Władze w Polsce zamykały szkoły prowadzone przez zgromadzenia zakonne, rozwiązywano wszystkie organizacje katolickie. Władze państwowe chciały wprowadzić dekret o obsadzaniu stanowisk kościelnych.

21 maja 1953 r. prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński przesłał Bolesławowi Bierutowi memoriał, będący odpowiedzią Episkopatu na ataki wymierzone w Kościół katolicki oraz na próby jego podporządkowania komunistycznym władzom. W jego ostatnich słowach biskupi stwierdzali: „Rzeczy Bożych na ołtarzu cesarza składać nam nie wolno. Non possumus! (Nie możemy)”. Jak już wiemy z poprzednich rozważań, Prymas Wyszyński został internowany 25 września 1953 roku i przebywał kolejno w Rywałdzie Królewskim koło Grudziądza, w Stoczku Warmińskim, w Prudniku koło Opola i w Komańczy w Bieszczadach, skąd powrócił do Warszawy 26 października 1956 r.

Pomimo antyreligijnego i antykościelnego nastawienia władz, Prymas żył miłością bliźniego, nie wyłączając nikogo – zaznacza o. Gabriel Bartoszewski, OFM Cap., wicepostulator procesu beatyfikacyjnego Prymasa. W „Zapiskach więziennych” zanotował: „Przebaczam wszystkim moim nieprzyjaciołom i tym, którzy są blisko mnie, i tym, którzy są daleko, i wydaje im się, że wszystko mogą”.

Słowa przebaczenia zawarł też w testamencie: „Uważam sobie za łaskę, że mogłem dać świadectwo prawdzie jako więzień polityczny przez trzyletnie więzienie i że uchroniłem się przed nienawiścią do moich rodaków sprawujących władzę w państwie. Świadom wyrządzonych mi krzywd, przebaczam im z serca wszystkie oszczerstwa, którymi mnie zaszczycili”.

Nie trudno zauważyć, że słowa Prymasa mówiące o przebaczeniu są echem słów Chrystusa, wypowiedzianych z wysokości Krzyża: Przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”.

Oczekując na beatyfikację Wielkiego Prymasa pamiętajmy o słowach jego następcy, metropolity warszawskiego kard. Kazimierza Nycza: „Musimy pamiętać o tym, że w beatyfikacji udowadniamy świętość tego człowieka, to znaczy siłę, skalę jego zjednoczenia z Chrystusem i to, co w jego nauczaniu, kazaniach, listach było wyrazem owej duchowej więzi z Panem Bogiem czyli świętości. To zadanie jest dopiero przed nami”. I tego nie zapomnijmy.

CZYTAJ DALEJ

Zmarła Marta Olszewska, wdowa po b. premierze Janie Olszewskim

2020-04-05 13:07

[ TEMATY ]

zmarły

©MaverickRose – stock.adobe.com

W niedzielę nad ranem zmarła Marta Olszewska, wdowa po nieżyjącym już byłym premierze Janie Olszewskim. Była dziennikarką i działaczką opozycji antykomunistycznej, odznaczoną przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

O śmierci Marty Olszewskiej poinformowali w niedzielę: Fundacja im. Janusza Kurtyki oraz były szef MON Antoni Macierewicz.

"Dziś nad ranem zmarła Marta Olszewska z domu Miklaszewska, żona śp. premiera Jana Olszewskiego i matka działacza niepodległościowego Marka Majle. Odznaczona Krzyżem Oficerskim Orderu Polonia Restituta przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w 2007 roku została członkiem Kapituły Orderu" - napisał Macierewicz na Facebooku.

Jak dodał, żona zmarłego przed rokiem Jana Olszewskiego była wybitną dziennikarką m.in. "Tygodnika Solidarność" i prasy podziemnej, działaczką opozycji niepodległościowej, autorką sprawozdań z procesów robotników z Ursusa, morderców błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki oraz pierwszego wywiadu z płk. Ryszardem Kuklińskim. "Żegnamy Cię Marto. Wieczny odpoczynek racz Jej dać Panie" - napisał polityk PiS.

Jan Olszewski - adwokat, publicysta i polityk (od grudnia 1991 r. do czerwca 1992 r. premier) zmarł 7 lutego 2019 roku. (PAP)

mkr/ mrr/

CZYTAJ DALEJ

Tutto andra bene – wszystko będzie dobrze

2020-04-06 11:35

Małgorzata Pabis

Jezus nie przestaje i mnie kochać, nawet jeśli wydaje mi się, że nie przychodzi z pomocą na czas. W ten dramatyczny czas koronawirusa Włosi dodają sobie nawzajem otuchy, mówiąc: „Tutto andrà bene” (…) Może dziś, w czas epidemii, warto na nasz czas popatrzeć, poprzez próbę, przez którą przechodzili przyjaciele Jezusa z Betanii i „mocno trzymać się wiary i wierzyć, że wszystko zakończy się dobrze” - powiedział we wtorek w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach ks. prof. dr hab. Tadeusz Panuś, proboszcz parafii św. Anny w Krakowie.

W homilii ks. prof. Panuś zaprosił nas wraz ze św. Janem Ewangelistą do pewnego domu w Betanii, „gdzie jesteśmy świadkami niezwykłego spotkania z zaprzyjaźnioną z Jezusem rodziną”. - Wyjątkowo wiele uwagi poświęcają tej przyjaźni ewangeliści. Wiemy, iż Jezus bywał w ich domu w Betanii wielokrotnie. Znamy rozmowy. Znamy szczegóły z tych spotkań. Razu pewnego, kiedy Jezus był w domu Marty i Marii, „Maria siedziała u Jego stóp”, cała zasłuchana w Jego słowa. Wiemy, iż w tą przyjaźń wpisana była wielka próba. „Oto choruje ten, którego ty kochasz” – z taką wieścią pójdzie posłaniec do Jezusa w imieniu sióstr. Choroba Łazarza musiała być bardzo poważna, skoro tak właśnie siostry przekazują Jezusowi tę wiadomość. Tak na marginesie, warto zauważyć, że jest w tym sposobie przekazu pewna przyjazna manipulacja. Maria i Marta odwołują się do uczuć Jezusa, nie zostawiając mu przestrzeni do namysłu. Chcą sprowokować Jego działanie. Między wierszami jest taki przekaz, „jeśli go naprawdę kochasz, nie pozwól by umarł”. Jezus wprawdzie powie, że „choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale aby się objawiła chwała Boża”, ale Łazarz jednak umiera – mówił kaznodzieja, zauważając, że dzisiaj obecność Chrystusa w domu przyjaciół w Betanii jest radykalnie inna. - Oto teraz, kiedy Jezus przychodzi do domu Marty, Marii i Łazarza, to już nie jest, tak jak dotychczas, przyjaciel rodziny. Przychodzi jako ten, który przyprowadził im brata zza grobu, stamtąd, skąd ludzie nigdy nie wracają. Tak, Jezus przychodzi jako Zbawiciel – powiedział.

Proboszcz parafii św. Anny w Krakowie zwróci uwagę na bohaterów dzisiejszego opowiadania: Marię i Judasza. - Maria zachowuje się w sposób przekraczający wszelkie konwencje. W spontanicznym odruchu serca bierze flakon drogocennego olejku i wylewa go na stopy Jezusa. Za pomocą tego gestu, ogromnie kosztownego. Warto o tym może powiedzieć: 300 denarów to blisko roczna pensja robotnika w winnicy, czyli ok. 30 tys. złotych na dzisiejsze realia. Maria chce wyrazić wdzięczność Jezusowi. Znamienne, że Maria nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej gest miał także taki sens, którego ona nie zamierzała. Nie wiedziała, że w ten sposób namaściła Pana Jezusa na dzień Jego pogrzebu. „A dom napełnił się wonią olejku”. Teologowie zwracają uwagę na ten fakt i jego przesłanie. W zamyśle Marii miała to być woń wdzięczności, a tymczasem była to wspaniała woń miłej Bogu ofiary, jaką Jezus już za kilka dni miał złożyć na krzyżu – powiedział.

Z kolei o Judaszu kaznodzieja mówił: - Judasz będzie tym, który się oburzy na to marnotrawstwo i trafnie zauważył, że za cenę tego wylanego olejku można by pomóc wielu ubogim. Jan Ewangelista nadmieni jednak, że tak naprawdę nie o biednych mu chodziło. Znamienne, że Pan Jezus nie wypomina mu nieuczciwości. Odpowiada mu tak, jakby Judaszowi naprawdę chodziło o ubogich. Jezus wierząc Judaszowi, daje mu szansę. Niestety, serce Judasza pozostanie niewzruszone.

Patrząc na zachowania tych dwóch osób ks. prof. Panuś przedstawił wnioski dla nas. - Jest w tym fakcie, że Jezus ma zaprzyjaźnioną rodzinę, dom coś wzruszającego. Przyjaźń z rodzeństwem z Betanii pozwala postawić wniosek, że nasz dom, każda nasza rodzina może być w takiej przyjacielskiej relacji z Jezusem – podkreślił i dodał: - Z faktu, że siostry zawiadamiają Jezusa o cierpieniu chorobie swojego brata Łazarza, można wysnuć taki wniosek. Kościół to moje siostry, którym jestem zawierzony. Nie zostawią mnie w chwili mojej choroby, ale powiedzą o moim nieszczęściu Panu. Kościół teraz, w czas epidemii mówi Jezusowi nieustannie: „oto chorują ten którego kochasz”. To ja jestem Łazarzem. Jezus nie przestaje i mnie kochać, nawet jeśli wydaje mi się, że nie przychodzi z pomocą na czas.

W ten dramatyczny czas koronawirusa Włosi dodają sobie nawzajem otuchy, mówiąc: Tutto andrà bene – Wszystko będzie dobrze. Powiedzenie sięga swoimi korzeniami średniowiecznej mistyczki, Julianny z Norwich. Jezus powiedział do niej: „Pragnę, abyś wiedziała, że skoro obróciłem największe zło w dobro, przemienię również w dobro wszelkie inne zło, jakiekolwiek by nie było”. Mistyczka zaś stwierdza: „Poznałam dzięki łasce Bożej, że powinnam mocno trzymać się wiary i wierzyć, że wszystko zakończy się dobrze”. Może dziś, w czas epidemii, warto na nasz czas popatrzeć, poprzez próbę, przez którą przechodzili przyjaciele Jezusa z Betanii i „mocno trzymać się wiary i wierzyć, że wszystko zakończy się dobrze”. Tutto andrà bene...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję