Reklama

Wywiady

Czy możliwy jest dialog z islamem?

Prowadziłem kiedyś dialog z muzułmaninem, który stwierdził, że możemy rozmawiać na każdy temat – o kulturze, pokoju i wojnie, a nawet o kobietach. Ale dyskusja czysto religijna nie ma sensu – mówi prof. Eugeniusz Sakowicz, teolog i religioznawca, w rozmowie z Katarzyną Woynarowską.

Niedziela Ogólnopolska 4/2020, str. 16-18

[ TEMATY ]

dialog

islam

muzułmanie

adobe.stock.pl

Katarzyna Woynarowska: „Nie każdy muzułmanin to terrorysta, ale każdy terrorysta to muzułmanin”. Irytują Pana Profesora takie stwierdzenia?

Prof. Eugeniusz Sakowicz: Oczywiście, bo nie są prawdziwe! Zresztą nie wiem, czy istnieje ogólnoświatowy rejestr wszystkich terrorystów, a w nim rubryka: „Wyznawana religia”. Wśród terrorystów można spotkać ludzi wyznających różne światopoglądy, ateistów, osoby bezwzględnie nienawidzące religii, ale też takich, którzy deklarują się jako muzułmanie.

Ale akty terrorystyczne podejmowane są dziś głównie właśnie z pobudek religijnych...

Akty terrorystyczne podejmowane były kiedyś i są nadal przez ludzi przyznających się nie tylko do islamu, ale też do hinduizmu, a nawet chrześcijaństwa. Wielu terrorystów w gruncie rzeczy nie ma nic wspólnego z religią, do której się przyznają lub która jest im „przyczepiana” jak szyld. Siejący przemoc i grozę wiedzą doskonale, że religia jest im potrzebna jako „zasłona dymna”. Niejednokrotnie słyszałem z ust znajomych muzułmanów stwierdzenia, że terroryści nazywani przez media muzułmańskimi wcale nie są muzułmanami!

Ludzie obawiają się, że jeśli w Europie wybuchnie wojna, to będzie ona wojną religii.

Wizja wojny religijnej w Europie jest absurdem.

Dlaczego? Przecież stosunkowo niedawno mieliśmy taką wojnę na Bałkanach...

Obecnie duży odsetek Europejczyków to ludzie, którzy zagubili wiarę religijną bądź się jej wyrzekli. Jeszcze inni, pochodzący z domów, w których szanowana była tradycja religijna, zobojętnieli całkowicie na jakiekolwiek myśli o Bogu, żyją tak, jakby Boga nie było. Przecież społeczeństwa zsekularyzowane, zlaicyzowane nie są społeczeństwami religijnymi! Statystyka dotycząca państw europejskich jest wielce niepokojąca. Na Zachodzie zaledwie kilka procent katolików praktykuje swoją religię, uczestnicząc w niedzielnej Mszy św. Są państwa, których zdecydowana większość mieszkańców (jak chociażby Czechy czy Estonia) deklaruje swoją niewiarę w Boga. Życie „obok siebie” nie musi z kolei oznaczać życia przeciwko sobie. Dobrym przykładem jest społeczność muzułmańska – wprawdzie dziś niewielka – od wieków obecna na ziemiach Rzeczypospolitej Polskiej. Kiedyś Tatarzy litewscy, dziś Tatarzy polscy, poświadczali niejednokrotnie na polach bitew miłość do swojej ojczyzny – katolickiej Polski. Od bitwy z Krzyżakami pod Grunwaldem w 1410 r. poczynając, na Bitwie Warszawskiej z bolszewikami w 1920 r. i kampanii wrześniowej 1939 r. kończąc. Jeden z moich znajomych, dziś blisko stuletni muzułmanin, mówił mi, że polscy Tatarzy są pokojowo usposobieni, szanują innych dzięki „otoczeniu chrześcijan”, wśród których żyją od wieków.

Porozmawiajmy o współistnieniu. W Polsce jeszcze tego nie widać, ale np. w Europie Zachodniej od dekad istnieją w miastach całe dzielnice muzułmańskie, a w małych miejscowościach nikogo nie dziwi meczet stojący obok kościoła.

Życie różnych społeczności na jednym terytorium, jak np. właśnie w Europie, może i będzie generować napięcia czy nawet spięcia, konflikty. Nie muszą one jednakże być zarzewiem nienawiści, walk czy wojen. Tak może się stać, kiedy religia zacznie być manipulowana przez politykę czy – mówiąc bardziej konkretnie – kiedy ludzie niewierzący w Boga, a posiadający polityczną władzę, będą dzielili i nastawiali negatywnie przeciwko sobie ludzi religijnych.

Muzułmanie są zwykle bardzo religijni, chrześcijanie w Europie – raczej obojętni w wierze, przynajmniej w większości. Czy islam, jak chcą niektórzy, spowoduje, że chrześcijanie staną się mniejszością lub, co gorsza, zmienią religię?

To nie islam jest zagrożeniem dla Europy, ale laicki fundamentalizm, bardzo brutalny, bezwzględny. Wystarczy tylko spojrzeć na odniesienie całych rzesz Europejczyków (z parlamentami na czele) do nienarodzonych, by powziąć takie przekonanie. O religijności muzułmanów mówił przed wielu laty św. Jan Paweł II w książce Przekroczyć próg nadziei. Wskazywał z jednej strony na odwagę modlących się muzułmanów, z drugiej zaś – na coraz bardziej puste katedry. Gorliwość w wierze wyznawców innych religii, w tym przypadku muzułmanów, jest „znakiem czasu”, wyzwaniem skierowanym do sumień chrześcijan, by wrócili do swoich „korzeni”. A przecież korzenie Europy są chrześcijańskie! Cały kontynent – jego historia, kultura i sztuka – został zbudowany „na planie krzyża”. Chrześcijanie świadomi swojej wiary już są w Europie mniejszością. Wierzę jednak, że świat jest w rękach Boga. A zatem tylko Bóg wie, jaka będzie przyszłość!

Jest jeszcze cały obszar kultury, obyczajów, tradycji, które wpływają na naszą codzienność i na przyszłość...

Praktyki religijne islamu czy też zwyczaje i obrzędy muzułmańskie na pewno nie zostaną powszechnie przyjęte w Europie. Skoro ktoś porzucił chrześcijaństwo, to nie przyjmie w jego miejsce islamu! Europejczycy na pewno nie zrezygnują z utrwalonych przez wieki przyzwyczajeń kulinarnych na rzecz jadłospisów muzułmańskich. Nie będą pościć przez cały miesiąc ramadan, skoro w ogóle przestali pościć, a wstrzemięźliwość w piątki od pokarmów mięsnych jest już dziś tylko wspomnieniem „diety” przodków. Europejczycy nie zrezygnują też ze swoich win, które są tak kategorycznie – bo to napój alkoholowy – odrzucane przez islam, jako mącące w głowach ludzi i uderzające koniec końców w monoteizm. Niektórym Europejczykom byłoby też bardzo trudno przeciwstawić się „kulturze śmierci” i wybrać „cywilizację miłości”. Islam, bezwzględnie potępiając aborcję, jest wielkim wyrzutem sumienia dla Europejczyków i dla Amerykanów.

Obawiamy się islamu, bo tkwi w nas lęk, że to religia agresywna, krwawa...

A muzułmanie mówią o swojej religii jako o religii pokoju. Zresztą pozdrawiają siebie słowami: Salem alejkum!, które są pozdrowieniem pokoju. Ten, kto chce znaleźć argument za przemocą i wojną, na pewno go jednak znajdzie, nawet w najświętszych tekstach, np. w Koranie. Według badaczy religii, politologów religii, arabistów, przemoc i agresję ma „miłować” 1-2% muzułmanów. Tę wypowiedź usłyszałem ok. 20 lat temu, a stwierdził to jeden z najwybitniejszych polskich badaczy islamu. Być może odsetek ten jest mniejszy. Warto by zweryfikować ten „sąd”.

A obowiązek walki z „niewiernymi”, w tym z chrześcijanami?

Stwierdzenie o bezwzględnie i bezwarunkowo skodyfikowanym zapisie walki muzułmanów z chrześcijanami nie jest prawdziwe. Chrześcijanie zawsze byli traktowani przez świętą księgę islamu – Koran oraz przez tradycję muzułmańską jako „Lud Księgi”, tj. Biblii, który kiedyś miał prawdziwe objawienie, ale je zagubił. Dżihad, czyli tzw. święta wojna, w pierwotnym islamie pojmowany był jako walka zbrojna z własnymi brutalnymi władcami muzułmańskimi. Co więcej, każdy muzułmanin musiał i musi nieustannie prowadzić wojnę z „niewiernym”, który ukrywa się w nim samym. To pierwsze i podstawowe znaczenie terminu, którego wszyscy się boją... Wezwanie do „świętej wojny z niewiernymi” pojawiło się dopiero na początku II tysiąclecia, a wiązało się z wyprawami krzyżowymi. Jeden z moich znajomych muzułmanów mówił mi z całym przekonaniem: „Żadna wojna, kiedy zabija się ludzi, nie jest święta!”.

Obie religie – i islam, i chrześcijaństwo – są monoteistyczne, ale pojęcie Boga jest w nich skrajnie różne. Różne jest też rozumienie wielu bardzo istotnych kwestii, np. dotyczących wolności człowieka oraz miejsca religii w społeczeństwie.

Tak, to prawda – islam i chrześcijaństwo to religie monoteistyczne. Taki sąd wyrazi większość chrześcijan. Tak jednak nie będą uważać muzułmanie, którzy posądzają chrześcijan o wiarę w trzech bogów, a zatem winią ich za popełnienie grzechu politeizmu, jedynego niewybaczalnego – według islamu – grzechu. Człowiek winien bezwzględnie poddać się Bogu – mówią muzułmanie. To Allah jest gwarantem jego wolności. Nad wolnością danego człowieka czuwa społeczność muzułmańska, od rodziny poczynając, na ummie, czyli wielkiej wspólnocie wiernych islamu, kończąc. Islam jest wszystkim, wierzą muzułmanie, a zatem polityką, kulturą, religią, życiem zbiorowym i osobistym. Społeczność z natury jest religijna – dodają – tak bowiem jak pojedynczy człowiek ma być poddany Allahowi, tak samo mniejsza czy większa społeczność ludzka, a w końcu państwo winny być bezdyskusyjnie subordynowane miłosiernemu, litościwemu Bogu.

Czy my, chrześcijanie, możemy się czegoś nauczyć od muzułmanów?

Muzułmanie określają siebie jako posłusznych woli Allaha (muslim znaczy „posłuszny”). Tego poddania się woli Bożej – Bogu w Trójcy Jedynemu chrześcijanie mogą się od nich uczyć; poddania jej swojego życia nie tylko prywatnego, ale i publicznego, społecznego. Godna uznania jest też wierność muzułmanów modlitwie i pewnym innym praktykom wiary, takim jak post czy jałmużna. Muzułmanie nie wstydzą się publicznej modlitwy – w odróżnieniu od bardzo wielu chrześcijan. Poddanie się Bogu (chrześcijanie powiedzieliby: Bożej Opatrzności) sprawia też, że w trudnych sytuacjach muzułmanie zachowują się spokojniej niż większość ludzi kultury Zachodu. Nie tracą równowagi ducha.

Słyszy się głosy, że z islamem nie da się prowadzić dialogu. A jeśli trzeba, to jak powinien on wyglądać?

Bardzo ważne jest słyszenie i słuchanie odpowiednich głosów. Blisko 20 lat temu prowadziłem dialog z muzułmaninem w bazylice Ojców Dominikanów w Lublinie. Staliśmy naprzeciwko siebie na dwóch ambonach. Zadawaliśmy sobie nawzajem pytania. Mój rozmówca powiedział wówczas, że możemy prowadzić dialog na każdy temat. Możemy rozmawiać o kulturze, o pokoju i wojnie, a nawet o kobietach. Ale dyskusja czysto religijna nie ma sensu...

Pan Profesor się z tym zgadza?

Nie, ponieważ inne stanowisko wyraża Kościół katolicki w swoim oficjalnym nauczaniu. Jeśli nie dialog, to co? – zadajmy sami sobie to pytanie. On jest możliwy, ale bardzo trudny, i może przybierać różne formy. Pierwszą, podstawową jest dialog życia, zwany też dialogiem codzienności, czyli koegzystencji. Chodzi o dobre relacje sąsiedzkie, o życzliwość w miejscu pracy, w szkole – tam, gdzie spotykają się niejednokrotnie chrześcijanie z muzułmanami. Druga forma to dialog specjalistów czy też ekspertów, tj. osób doskonale wykształconych w naukach o religii, w teologii. Jego celem jest odpowiedź na istotne, wspólne pytania religijne, np. o Boga, o sens życia, cierpienia, śmierci. Warto przy tym zauważyć rzecz charakterystyczną: chrześcijaństwo ma wielu specjalistów od praktycznie każdej religii, natomiast np. wśród muzułmanów trudno takich znaleźć. Trzecia forma to dialog modlitwy bądź doświadczenia religijnego. Jego przykładem są spotkania w Asyżu w latach 1986 i 2002, zainspirowane przez św. Jana Pawła II jako Dni Modlitwy o Pokój. Żadną miarą nie chodziło w Asyżu o wspólną modlitwę chrześcijan i muzułmanów, ale o to, żeby „być razem, aby się modlić”. Jest jeszcze jedna forma dialogu – czwarta: dialog dzieł, czyli społecznego zaangażowania. W ramach tego dialogu chrześcijanie i muzułmanie mogą i powinni występować razem w obronie godności człowieka, w tym nienarodzonego, sprzeciwiając się aborcji, która jest praprzyczyną każdej wojny. Powinni nie dopuścić do uprawomocnienia eutanazji, która odmawia prawa do życia starcom – „stróżom tradycji”. Ta forma dialogu jest praktyczną realizacją troski o człowieka, o jego rozwój zgodnie z katolicką nauką społeczną.

Prof. Eugeniusz Sakowicz
Kierownik Katedry Religiologii i Ekumenizmu w Instytucie Nauk Teologicznych na Wydziale Teologicznym UKSW oraz członek Komitetu Nauk Teologicznych PAN.

2020-01-21 09:37

Ocena: +3 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prof. Krajewski: Jan Paweł II to wielka postać dialogu międzyreligijnego

[ TEMATY ]

dialog

Żydzi

św. Jan Paweł II

TV.Niedziela.pl

- Także w przyszłości Jan Paweł II będzie postrzegany jako wielka postać dialogu międzyreligijnego - ocenia w rozmowie z KAI prof. Stanisław Krajewski. Wyraża nadzieję, że to przesłanie papieża Wojtyły "zostanie naprawdę przyjęte". Współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów ze strony żydowskiej zauważa, że częścią nauczania Jana Pawła II o wielkich religiach jest nauczanie szacunku dla judaizmu. 18 maja przypada 100. rocznica urodzin Karola Wojtyły.

Publikujemy treść rozmowy z prof. Stanisławem Krajewskim:

Tomasz Królak (KAI) Przez całe życie Karol Wojtyła zachowywał pamięć o swoich szkolnych kolegach-Żydach. Te wspomnienia ożywały po dziesięcioleciach także w kontekście późniejszych losów Żydów, zwłaszcza Holocaustu. Jak Pan to odbiera?

Prof. Stanisław Krajewski:

Pamiętanie Karola Wojtyły o swoich żydowskich kolegach jest dla mnie ważne, bo tworzy szczególną więź między nami. I jest zapewne jednym z powodów, dla których afirmował on tradycję Polski „jagiellońskiej”, czyli niejednorodnej etnicznie i religijnie. Z relacji o czasach przedwojennych wynika, że martwił go ówczesny antysemityzm. Jego trwająca do śmierci relacja z Jerzym Klugerem - przedwojennym kolegą, mieszkającym po wojnie w Rzymie - była wzruszająca. Kluger wywarł pewien wpływ na relacje chrześcijańsko-żydowskie; doceniliśmy to jako Polska Rada Chrześcijan i Żydów, nadając mu tytuł Człowieka Pojednania.

Wojenne doświadczenia Wojtyły oznaczają, że był w stanie uwzględnić fakt Zagłady, rozmiar i charakter tej tragedii. Inna sprawa, jak to uwzględnił. Muszę bowiem dodać, że jego interpretacja cierpienia, wspomniana w trakcie spotkania z delegacją polskich Żydów w 1987 roku, była dla mnie rażąca. Mianowicie powiedział: „Kościół w Polsce, który z bliska patrzył na tę potworną rzeczywistość zagłady, bezwzględnej zagłady waszego narodu, zamierzonej i realizowanej, przeżywał to w duchu głębokiej solidarności z wami". To jest bardzo daleko idące uogólnienie, które zupełnie nie odpowiada doświadczeniom Żydów. Natomiast te słowa zapewne wyrażają to, jak Karol Wojtyła pamiętał swoją własną postawę – tego nie neguję.

Poza tym wygłosił jeszcze interpretację teologiczną: „Wierzymy w moc oczyszczającą cierpienia. Im straszliwsze cierpienie, tym większe oczyszczenie.” To jest jeszcze bardziej rażące, szczególnie właśnie w odniesieniu do Zagłady. Myślę, iż cierpienie może mieć dobre skutki, ale nie musi. Nie musi mieć wartości zbawczej. Być może Papież to wyczuwał, bo w czasie następnego spotkania przytoczył pierwszą z wymienionych opinii, ale drugiej nie powtórzył. Chciałbym dodać, że każde cierpienie może być potraktowane przez osoby, które czują się spadkobiercami cierpiących, jako wezwanie do odpowiedzialności.

KAI: Możemy chyba powiedzieć, że - z racji ścisłych związków biografii Wojtyły z żydowskim światem - soborowa deklaracja "Nostra atetate" o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich padła na szczególnie podatny "grunt". Wydaje się bowiem, że papież Wojtyła był idealnym kandydatem na "wykonawcę" wskazań Soboru jeśli chodzi o dialog z religiami niechrześcijańskimi, co było przed Soborem nie do pomyślenia. Jak się z tej roli, Pana zdaniem, wywiązał?

- Tak, Jan Paweł II był odpowiednią osobą, żeby kontynuować dzieło Soboru w zakresie dialogu, choć i Jan XXIII miał doświadczenia, które go kierowały w tę samą stronę. I to on rozpoczął proces zmian, w tym otwarcia na inne religie.

Jeśli chodzi o gesty w sferze relacji międzyreligijnych, Jan Paweł II zrobił chyba tyle, ile było można. Ponadto pewne tezy teologiczne dotyczące Żydów sformułował z całą jasnością; np.: Przymierze Boga z Żydami nigdy nie zostało odwołane; antysemityzm jest grzechem.

KAI: Ciekawe, że to właśnie papież Wojtyła, urodzony w kraju tak mocno doświadczanym przez historię i przez dziesięciolecia żyjący w kraju odciętym żelazną kurtyną od wolnego Zachodu przeszedł do historii jako papież, który zrewolucjonizował kontakty Kościoła z wielkimi religiami. Jest w tym chyba coś paradoksalnego?

- Jego doświadczenia odegrały rolę, ale też zapewne jego osobowość. I wspomagał to otwarcie cały styl, który wprowadził, np. podróże po świecie i spotkania z różnymi środowiskami. Sprzyjał temu także ówczesny „duch epoki”. Jego doświadczenia z PRL nie zapobiegły otwarciu na inne religie, choć wpłynęły zapewne na inne przekonania, np. na odrzucenie postaw związanych z teologią wyzwolenia.

KAI: Jan Paweł II był pierwszym w dziejach papieżem, który przekroczył próg synagogi (w Rzymie, 13 kwietnia 1986 r.). Elio Toaff, główny rabin Rzymu wspominał "Zrozumiałem wtedy, że nastała nowa era". Jak na bieżąco odbierał Pan to wydarzenie? Pamięta Pan swoją ówczesną reakcję? Czy można mówić o polskich owocach papieskich starań o nowe relacje chrześcijańsko-żydowskie?

- Pamiętam nastrój uniesienia. Wizyta papieża w synagodze to było epokowe wydarzenie, trudno sobie wyobrazić bardziej przełomowy gest. Również wizyta w Izraelu była takim przełomowym wydarzeniem.

Gdy Jan Paweł II udał się do synagogi, liczyłem na to, że wpłynie to głęboko na postawy Polaków, że wszyscy zrozumieją, iż należy szanować Żydów i religię żydowską. I z jednej strony faktycznie nastąpiły wkrótce odpowiednie kroki ze strony polskiego Kościoła: powstała odpowiednia komisja Episkopatu. Byłem niemal tego świadkiem, zostałem prędko poproszony o współpracę. Potem były spotkania polskich Żydów z papieżem, w których brałem udział. To zapewniało nam swoistą nobilitację.

Z drugiej jednak strony te zmiany na lepsze okazały się być ograniczone. Obecnie jest tak, że każdy ksiądz słyszał, że polski papież miał dobre i nacechowane szacunkiem relacje z Żydami, ale zarazem niektórzy są gotowi kontynuować najskrajniejsze antysemickie postawy rodem z okresu przedwojennego. Jakby nie widzieli sprzeczności.

A ogólniej mówiąc, Jana Pawła II biorą na sztandary niemal wszyscy w polskim Kościele; każdy twierdzi, że jest jego kontynuatorem, niezależnie od tego jakie ma poglądy. To powoduje, że przesłanie papieża-Polaka stało się niemal nieistotne, jakby nie było w nim treści. Mówię to z bólem, bo uważam, że jest w nim wiele cennych treści, co nie znaczy, że jego opinie nie mogą być kontrowersyjne.

Nie jest moją sprawą ocenianie poglądów teologicznych dotyczących struktury Kościoła czy roli kobiet, natomiast jest dla mnie jasne, że miał on wyraźne poglądy dotyczące otwarcia na inne wielkie religie. Częścią tego jest nauczanie szacunku dla judaizmu. Świadczy o tym na przykład modlitwa, którą odmówił w 1999 roku przy pomniku na warszawskim Umschlagplatzu. Mówił wtedy o narodzie żydowskim: „Pamiętaj, by jego nowe pokolenia trwały w wierności Tobie i otwierały się na to, co transcendentne, i na to, co stanowi wyjątkową tajemnicę ich powołania.”

KAI: Sobór Watykański II wypowiedział znamienną deklarację, iż Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co winnych religiach "prawdziwe jest i święte". Co ceni judaizm w dwóch innych religiach monoteistycznych?

- Z perspektywy judaizmu widzenie wartości w innych religiach jest stosunkowo łatwe. Rabin z Jerozolimy, Alon Goshen-Gottstein, założył Instytut Poszukiwania Mądrości w Religiach świata (obecnie nosi on nazwę Instytutu Eliasza). Już w średniowieczu niektórzy rabini mówili o prawdzie w innych religiach. Dominującą rolę uzyskał zawarty w Talmudzie pogląd, że „sprawiedliwi”, którzy są wyznawcami innych religii, mogą dostąpić „świata przyszłego”. Niektórzy szli dalej: na przykład Hameiri mówił, że chrześcijaństwo i islam wprowadzają ludzi na "drogę religii". Chodziło mu o duchowe aspiracje tych religii, sposób, w jaki edukują wyznawców itd. Późniejsi rabini podkreślali wspólne dziedzictwo i fakt, że np. chrześcijaństwo - niezależnie od tego, co jest w nim nie do przyjęcia dla Żydów - odwołuje się wprost do hebrajskiej Biblii.

Myślę, że dzięki tym wspólnym źródłom możliwy jest szczególny sojusz. Z perspektywy żydowskiej swoista wartość chrześcijaństwa i - w jakimś stopniu - islamu polega na tym, że to, co można by określić jako tajemnicę Izraela, może być zrozumiane przez ludzi tych religii.

Ponadto Żydzi i chrześcijanie stają przed wspólnymi wyzwaniami, takimi jak nowoczesność, nauka itd. Jak na razie muzułmanie uczestniczą w tym w stosunkowo mniejszym stopniu, chociaż tysiąc lat temu to właśnie oni byli w tych kwestiach najbardziej zaawansowani.

Muszę jednak dodać, że uznanie wartości i obecności prawdy w innej religii nie oznacza uznania jej równocenności. By do tego doszło, potrzebne są zmiany w nastawieniu i w interpretowaniu tradycji. One dopiero się zaczęły i nie wiadomo, czy są realne. Mm nadzieję, że tak. I że tego typu zmiany zajdą we wszystkich naszych religiach.

Mówiąc bardziej osobiście, znam chrześcijan i cenię wielu z nich. Zastanawiającą wartością są zgromadzenia zakonne. Mam poczucie, że to dobrze, iż istnieją takie osoby i tego rodzaju próby funkcjonowania w tym świecie. Doceniam też to, że nawet w chrześcijaństwie będącym wyznaniem dominującym w społeczeństwie pozostaje wrażliwość na maluczkich. Bardziej anegdotycznie powiedziałbym, że w chrześcijaństwie trochę lepiej aniżeli w judaizmie rozumie się wartość milczenia (choć być może jeszcze lepiej docenia się to np. w Indiach). Nie ma u nas wspólnych form bycia w milczeniu. Czuję, że jest to jakiś problem.

Jestem ostrożnym optymistą: jeśli tylko uda się przezwyciężyć brzemię historii, to możliwość budowania głębokiej więzi stanie się na tyle wyraźna, że głęboki sojusz, zwłaszcza między Żydami a chrześcijanami, stanie się czymś ważnym i konstruktywnym zarówno dla jednych, jak i dla drugich.

KAI: Czy, według Pana, pomiędzy wspólnotą Kościoła katolickiego a wspólnotą Żydów pozostają jakieś trudne czy kontrowersyjne kwestie natury teologicznej czy historycznej, które wymagałyby wyjaśnienia?

- Różnice teologiczne oczywiście pozostaną. Jednak to nie wyklucza szacunku i bliskości. Najważniejsze przełomy zostały dokonane. Jeśli chodzi o Żydów, wspomnę tylko o deklaracji Dabru emet z 2000 roku. Oczywiście trudno porównywać jej reprezentatywność z dokumentem takim jak Nostra aetate.

Dzięki Soborowi Watykańskiemu i Janowi Pawłowi II w Kościele katolickim pojawiły się deklaracje na najwyższym szczeblu. Jednak proces przyjmowania tych nowych postaw jest długi i niejednostajny, napotyka opory, gdzieniegdzie wyraźnie umacnia się myślenie dawniejsze. Nie wiemy, co jeszcze nas czeka na poziomie masowym. A na poziomie elitarnym potrzebne jest rozwijanie teologii uwzględniających z całą powagą i szacunkiem inne religie, a przy tym opartej na zasobach własnej tradycji. Chodzi między innymi zarówno o żydowską teologię chrześcijaństwa, jak i o chrześcijańską teologię judaizmu.

Jeśli chodzi o historię, to oczywiście są sprawy niedostatecznie wyjaśnione. Ocena Piusa XII, tzn. jego zachowania wobec Zagłady, jej sprawców i jej ofiar, jest wśród jednych pozytywna, wśród innych wysoce negatywna. To nie jest przeciwstawienie Żydów katolikom; ma ono miejsce i wśród katolików, i również wśród Żydów.

KAI: Jak postrzega Pan postawę dwóch następców Jana Pawła II wobec drogi nakreślonej przez Jana Pawła II, której symbolem jest nie tylko wspomniana wizyta w rzymskiej synagodze ale i spotkanie z przedstawicielami religii świata w Asyżu w październiku 1986 roku?

- Myślę, że obaj zasadniczo kontynuują drogę, na którą wprowadził Kościół polski papież. Zwłaszcza Franciszek wykazuje zrozumienie dla innych religii, w tym dla judaizmu, co wiąże się z jego doświadczeniami argentyńskimi, np. z jego relacją z rabinem Skórką (zresztą również „Człowiekiem Pojednania” Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów).

Międzyreligijne dokonania Jana Pawła II - w przeciwieństwie do np. jego postawy wobec nadużyć seksualnych - nie wydają się być kontestowane poza środowiskami tradycjonalistycznymi. Uważam, że i w przyszłości będzie on postrzegany jako wielka postać dialogu międzyreligijnego. I wciąż liczę na to, że to jego nauczanie zostanie naprawdę przyjęte.

***

Stanisław Krajewski (ur. 1950) - profesor zwyczajny w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów od jej powstania w 1990 roku. Autor m.in. książek „Żydzi, judaizm, Polska”; „54 komentarze do Tory dla nawet najmniej religijnych spośród nas”; „Poland and the Jews: Reflections of a Polish Polish Jew”; „Co zawdzięczam dialogowi międzyreligijnemu i chrześcijaństwu”.

CZYTAJ DALEJ

Już jest w dobrych rękach. Śp. ks. Wojciech Szlachetka

2020-07-06 13:30

Paweł Wysoki

Nagła i przedwczesna śmierć ks. Wojciecha Szlachetki, proboszcza parafii pw. Matki Bożej Szkaplerznej w Abramowie, okryła żałobą Rodzinę Zmarłego, duchownych i wiernych, którym gorliwie służył.

Uroczystości pogrzebowe z licznym udziałem kapłanów i świeckich miały dwie stacje: 3 lipca Mszy św. żałobnej w kościele parafialnym w Abramowie przewodniczył bp Mieczysław Cisło, a 4 lipca Mszy św. pogrzebowej w rodzinnej parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kraczewicach przewodniczył bp Adam Bab. Ciało Zmarłego spoczęło na miejscowym cmentarzu parafialnym.

- Módlmy się o to, by Pan przyjął do siebie śp. ks. Wojciecha. Niech jego kapłańska służba zostanie zwieńczona radością życia wiecznego - mówił bp Adam Bab, zachęcając zgromadzonych do modlitwy za Zmarłego, a także za pogrążoną w żalu rodzinę, zwłaszcza Rodziców i Brata z Rodziną. - Tak, jak przez ponad 32 lata ks. Wojciech sprawował Eucharystię, tak my chcemy mu służyć modlitwą i ofiarą Mszy św. Przed Bogiem chcemy dziękować za wszelkie dobro, które uczynił jako kapłan - mówił biskup. Zwracając się do Rodziców Zmarłego, bp Bab podziękował im za to, że swojego syna podarowali Bogu, za wiarę przekazaną dzieciom i za stworzenie dobrych warunków do odczytania woli Bożej i jej wypełniania. - Chcemy Was pocieszyć nadzieją życia wiecznego. Nie martwcie się, ks. Wojciech jest w dobrych, ojcowskich, kochających, Bożych rękach. Nie został powołany po to, by na wieki spocząć w grobie, ale by żyć życiem wiecznym w szczęściu, które nie będzie zagrożone żadnym cierpieniem - zapewniał. Pasterz podziękował Zmarłemu za to, co najcenniejszego podarował ludziom jako ksiądz: za sprawowane Msze św. - Dziś prosimy dla Niego o nagrodę życia wiecznego, w które wierzył i o którym tyle razy nauczał - mówił bp Bab. Zachęcał również do modlitwy za śp. ks. Wojciecha i podkreślał, że i On na pewno modli się u Boga za nami i czeka na nas w niebie. - Za śp. ks. Wojciechem idźmy do domu Ojca, już tu na ziemi, troszcząc się o nasze życie wieczne - apelował pasterz.

Przed złożeniem ciała Zmarłego do grobu przyszedł czas na podziękowania i świadectwa. Za posługę dobrego i gorliwego kapłana, którego Pan w tak nieoczekiwany sposób zabrał do siebie, dziękował ks. Piotr Petryk, dziekan dekanatu opolskiego. Marek Kowalski, wójt gminy Abramów, z wdzięcznością wspominał 8 lat kapłańskiej pracy śp. ks. Szlachetki w Abramowie. - Był niezwykle lubianym i cenionym kapłanem, świetnym duszpasterzem i dobrym gospodarzem. Tyle razem przeżyliśmy, tyle dobrego na płaszczyźnie duchowej i materialnej udało nam się osiągnąć - dzielił się wójt. Jak zapewniał, za dar słowa i sakramentów mieszkańcy Abramowa będą mu zawsze wdzięczni.

Ks. Janusz Zań, dziekan z Bełżyc i kolega z roku, z żalem wyliczył, że śp. ks. Wojciech jest już 6 kapłanem spośród 38 z roku święceń, który przeszedł do domu Ojca. - Mimo tego, że chorował, a nawet bardzo cierpiał, nie sądziliśmy, że tak szybko Go pożegnamy. On kochał kapłaństwo, kochał drugiego człowieka. Należał do tych osób, które z dystansem podchodzą do wielu spraw. Miał doskonałe poczucie humoru, był pełen wewnętrznej pogody ducha. Był bardzo lubiany. Będzie nam go brakowało - podkreślał. Ks. Jan Brodziak, dziekan dekanatu michowskiego, podziękował za 8 lat pięknej kapłańskiej pracy w Abramowie i dekanacie. Zapewnił o duchowej łączności i trwałej pamięci.

Śp. ks. Wojciech Szlachetka przez kilka lat był archidiecezjalnym moderatorem Ruchu Światło-Życie. - Ważnym rysem jego kapłańskiej służby było zaangażowanie w sprawy ewangelizacji. Ci, który znali go najlepiej i najbliżej, podkreślali, że jego serce było pochłonięte dziełem ewangelizacji - powiedział ks. Jerzy Krawczyk, obecny moderator Ruchu. - Bardzo troszczył się o formację oazowych kapłanów, zachęcał ich do udziału w rekolekcjach w sercu oazy w Krościenku; dla dzieci i młodzieży stwarzał jak najlepsze warunki na wakacyjne oazy w Bychawce, Słodyczkach k. Zakopanego, a nawet w Rzymie. Z jego inicjatywy przy archikatedrze lubelskiej powstało Centrum Ruchu Światło-Życie. Kochał św. Jana Pawła II i troszczył się, by jak najwięcej młodych osób mogło poznać Ojca Świętego m.in. poprzez udział w papieskich pielgrzymkach i Światowych Dniach Młodzieży - wyliczał moderator. Jak podkreślał, chociaż śp. ks. Wojciech podejmował nowe odpowiedzialności w Kościele w Lublinie i nie był ostatnio bezpośrednio zaangażowany w oazę, zawsze pytał o kondycję ruchu i starał się, by dzieci i młodzież z parafii, w których pracował, mogła kształtować wiarę i charakter w oparciu o ponadczasowy program sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego.

Niezwykłe świadectwo o wierze i odwadze śp. ks. Szlachetki dał ks. prał. Józef Dziduch, jego katecheta z czasów szkolnych. Gdy był wikarym w Kraczewicach, wówczas Poniatowa nie miała jeszcze swojej parafii, młody Wojciech był uczniem w miejscowym liceum. To były czasy, gdy w szkołach nie było religii, ani krzyży. - Wojtek zainicjował powieszenie krzyża w klasie. Sam go wykonał, wystrugał figurkę Pana Jezusa i w tajemnicy przyniósł do mnie, abym poświęcił. Krzyż zabrał ze sobą do szkoły i przy akceptacji wszystkich kolegów powiesił w klasie. Tej akcji towarzyszył niepokój ze strony nauczycieli i dyrekcji, ale ostatecznie uczniowie obronili krzyż. Watro o tym pamiętać, że to za sprawą Wojtka w liceum w Poniatowej pojawił się pierwszy krzyż - wspominał ksiądz prałat. - To wydarzenie już wówczas wskazywało, jakim człowiekiem jest i będzie Wojtek - podkreślał.

Ks. Jerzy Wesołowski, proboszcz z Kraczewic, przywołując artystyczne zainteresowania śp. ks. Wojciecha, przypomniał, że przed laty to właśnie on z ekipą konserwatorów odnowił kościół w rodzinnej parafii. - Śp. ks. Szlachetka był z tą ziemią mocno związany. Często głosił tu słowo Boże, udzielał sakramentów, interesował się parafią. Bardzo cieszył się z obchodzonego w tym roku 100-lecia parafii w Kraczewicach i wyrażał pragnienie uczestnictwa w jubileuszowych uroczystościach - dzielił się proboszcz. - Nosiłeś nazwisko Szlachetka i byłeś szlachetnym człowiekiem, kapłanem według Bożego serca - podkreślał ks. Wesołowski. Proboszcz zaprosił wiernych do udziału w Mszy św. w intencji śp. ks. Wojciecha, która będzie sprawowana w kościele Kraczewicach 30 lipca o godz. 17.30.

Śp. ks. Wojciech Szlachetka, kanonik honorowy Kapituły Lubelskiej, urodził się 20 kwietnia 1963 r. w Poniatowej. Święcenia prezbiteratu przyjął 12 grudnia 1987 r. w Lublinie. Podczas niespełna 33-letniej kapłańskiej służby pracował w Markuszowie, Lublinie, Sernikach, Wólce i Abramowie. Był m.in. archidiecezjalnym moderatorem Ruchu Światło-Życie, dyrektorem Muzeum Archidiecezjalnego i Ośrodka Renowacji Dzieł Sztuki, kapelanem szpitala PSK 1 w Lublinie i domów pomocy społecznej oraz duszpasterzem rolników i mieszkańców wsi. Zmarł 30 czerwca 2020 r.

CZYTAJ DALEJ

Jak wakacje to tylko z Eucharystią!

2020-07-08 19:30

ks. Łukasz Romańczuk

#wakacyjnemsze

Wakacje trwają w najlepsze. Mimo, że wciąż pojawia się zagrożenie COVID-19, wielu Polaków wybiera się w różne strony naszego pięknego kraju. Jedni nad morze, inni w góry, jeszcze inni na Mazury. W naszej archidiecezji znajduje się wiele pięknych kościołów Pokażmy je, oznaczmy hashtagiem #wakacyjnemsze i dzielmy się naszym wspaniałym rejonem, a także zaprośmy "do nas" na Mszę św. 

#WakacyjneMsze  to inicjatywa, która ma zachęcić do aktywnego uczestnictwa w Eucharystii także podczas wakacji. “Od Pana Boga nie ma wakacji” - często słyszymy z ambon, gdy rozpoczyna się błogi czas odpoczynku. Robiąc zdjęcie, umieszczając je na Facebooku, Instagramie czy Twitterze, nie tylko dajemy świadectwo naszej wiary, ale także zachęcamy innych, aby np.: uczestniczyli w niedzielnej Mszy św. 

Można to zrobić w następujący sposób:

https://twitter.com/kslukromanczuk/status/1280916194548158464


A tak do akcji zachęcał rzecznik Episkopatu Polski, ks. Paweł Rytel-Andrianik:

https://twitter.com/niedziela_pl/status/1279285681576181760



CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję