Reklama

Niedziela na Podbeskidziu

Przedświąteczny kompas finansowy

Jak ucieszyć się Bożym Narodzeniem, sprawić radość najbliższym prezentami i nie nadszarpnąć przy tym zbytnio domowego budżetu? O tym wszystkim opowiada Sławomir Sidorek z Bielska-Białej, na co dzień prowadzący katolicki blog o finansach w małżeństwie – „Compass – Boża droga do finansowej wolności” – w rozmowie z Moniką Jaworską

2019-12-10 10:48

Niedziela bielsko-żywiecka 50/2019, str. V

[ TEMATY ]

wywiad

radość

święta

Boże Narodzenie

Bielsko‑Biała

Archiwum rodziny Sidorków

Sławomir Sidorek ze swoją rodziną

Monika Jaworska: – Jak uniknąć gorączki zakupów przedświątecznych?

Sławomir Sidorek: – Kluczowe będzie właśnie to nastawienie duchowe, dostrzeżenie, co w tym czasie jest najważniejsze, na Kogo oczekujemy. Wtedy też właściwe „dobierzemy” tę otoczkę materialną i nie pozwolimy, aby naszym przewodnim mottem stało się powiedzenie: „Zastaw się, a postaw się”. Wiele osób na zakup prezentów świątecznych i organizację bożonarodzeniowych spotkań rodzinnych bierze szybkie pożyczki, kredyty, które potem musi długi czas spłacać.
Czy to jest dobre rozwiązanie? Moim zdaniem najgorsze z możliwych. Finansowanie zakupów za pomocą czegokolwiek innego niż gotówka może mieć szkodliwe skutki przez wiele miesięcy, a nawet lat. Spłata zadłużenia z tytułu kart kredytowych czy szybkich pożyczek może oznaczać, że zapłacimy nawet kilkadziesiąt razy więcej za zakupione prezenty.

– Jak więc mądrze zaplanować święta pod względem finansowym?

– Najlepszym rozwiązaniem jest – oczywiście – przygotowanie świątecznego budżetu, ale to wymaga więcej czasu. Przede wszystkim trzeba ocenić przynajmniej w przybliżeniu, jaki wydatek nie zrujnuje rodzinnych finansów. Po prostu zróbmy zestawienie na kartce, spisując kwoty, które chcemy przeznaczyć na prezenty, pakowanie, świąteczne potrawy, przyjęcia, ewentualną podróż do bliskich. Zróbmy założenia i sprawdźmy sumę wydatków. Jeśli ta kwota będzie zbyt wysoka, trzeba się zastanowić, jak ją ograniczyć. Z reguły największy wpływ mają na nią prezenty, którymi chcemy obdarować naszych najbliższych.

– Co więc zrobić, by obdarować bliskich prezentami dającymi im radość i nie naruszyć przy tym mocno budżetu domowego?


– Pomyślmy, czego w najbliższej przyszłości mogą potrzebować nasi bliscy, a zwłaszcza dzieci. Naszym pociechom najlepiej kupić coś praktycznego, np. ubiór, coś do szkoły, coś, czego na ten moment potrzebują. Oczywiście, wszystko w ramach przewidzianej wcześniej kwoty, która nie spowoduje załamania naszych rodzinnych finansów. A najlepszym prezentem będzie, jeśli kogoś obdarujemy czymś własnoręcznie wykonanym, bo taki prezent niesie wartość dodaną – nasz czas i serce.
Polecam również rodzinom obejrzeć film „Święta za dolara”, który pokazuje, jak jeden dolar musi wystarczyć na prezenty dla wszystkich. Wyłania się tu ważne przesłanie, że nie pieniądze, ale dawanie i troska o innych są esencją świąt.

– Prezenty znajdą się pod pięknie oświetloną choinką...

– Tak, w wielu domach i przed nimi, choinki rozbłysną kolorowymi światełkami. Jeżeli są to tradycyjne żaróweczki, a finanse dają taką możliwość, to warto zastanowić się nad zakupem nowego kompletu, ale tylko LED-owego. Koszty jego użytkowania są zdecydowanie niższe, a jego zakup może zwrócić się już w kolejnym sezonie świątecznym.

– Przed świętami często widzimy ludzi z przepełnionymi żywnością wózkami na zakupy. Czy rzeczywiście da się to wszystko spożyć w tak krótkim czasie?

– Przerażony jestem nieraz zawartością koszy kupujących. Zastanawiam się, czy takie ilości zostaną rzeczywiście spożytkowane, czy wylądują na śmietniku, bo okazało się, że było za dużo. Marnujemy ogromne ilości pożywienia. A wystarczy – jak i w przypadku finansów, tak i tutaj – usiąść wspólnie i rozplanować nasze świąteczne posiłki, zrobić listę potrzebnych zakupów i ściśle się jej trzymać. Dyscyplina ma tutaj ogromne znaczenie – tylko to, co na kartce, żadne inne produkty, choćby nie wiem, w jakiej promocji były.

– Czy potrzeba aż tak dużo samodyscypliny, aby w wirze przygotowań do świąt Bożego Narodzenia w katolickich rodzinach nie wygrał konsumpcjonizm?

– Świat zrobi wszystko, aby święta Bożego Narodzenia stały się wyłącznie świeckim wydarzeniem, w którym rządzi bożek zwany zakupami. Nie pozwólmy, aby przedświąteczna gonitwa zdominowała nasz rodzinny czas. Zadbajmy najpierw wspólnie o przygotowanie serca, swojego wnętrza, aby i w nim mógł narodzić się Zbawiciel. Trzeba nam jako katolikom zachować sedno tego, o co chodzi w Bożym Narodzeniu: o pokój, życzliwość, dobroć i miłość. Te ideały są całkowitym przeciwieństwem szału konsumenckiego, który dziś charakteryzuje Boże Narodzenie.

Więcej szczegółów odnośnie do zagadnień finansowych związanych ze świętami Bożego Narodzenia oraz „Plan budżetu świątecznego” na: www.compass.org.pl .

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Strażacy i świąteczny raban

2019-12-31 11:21

Niedziela kielecka 1/2020, str. 1

[ TEMATY ]

szpital

święta

Boże Narodzenie

straż pożarna

akcja charytatywna

W.D

Strażacy szykują sie na spotkanie z małymi pacjentami

Przyszli tuż przed świętami w pełnym umundurowaniu, ze sprzętem ratowniczym i oczywiście prezentami i życzeniami. Zrobili wielki, radosny raban na onkologii w Kielcach. Strażacy ochotnicy z Mąchocic Kapitulnych zorganizowali świąteczny projekt „Paczka dla dzieciaka na święta od strażaka”.

Akcja charytatywna prowadzona jest przez stowarzyszenie Strażacy Wspólnie Przeciw Białaczce i ma zasięg ogólnopolski. – Chcieliśmy tym małym pacjentom i ich rodzicom dodać otuchy, wnieść w ich szarą, szpitalną rzeczywistość choć odrobinę radości i uśmiechu – mówił organizator akcji Jakub Bugajski, który już po raz drugi koordynował przygotowanie wydarzenia. Pracuje na co dzień w jednostce gaśniczo-ratowniczej w PSP w Kielcach, a jako ochotnik w OSP Mąchocice Kapitulne. Podkreśla, że przekonał się, ile te spotkania strażaków z dziećmi, które przecież ich podziwiają i lubią (bo prawie każdy chłopiec w dzieciństwie marzy o byciu strażakiem) przyniosły obu stronom frajdę. – Sama nasza obecność wywołała sporo miłego zamieszania. Opowiadaliśmy dzieciom, na czym polega nasza praca, prezentowaliśmy im sprzęt ratowniczy, zachęcaliśmy je do zabawy. Niektóre rozmowy były bardzo wzruszające. – Jedna z mam podzieliła się ze mną trudną historią choroby swojego dziecka. Łza zakręciła mi się w oku. Wtedy pomyślałem, że ta akcja ma sens. Pierwszym razem obdarowaliśmy ponad sto dzieci nie tylko z onkologii, starczyło również prezentów dla pacjentów z Dziecięcego Szpitala w Kielcach. Najpierw dowiedziałem się, jak wielu pacjentów przebywa na onkologii, tak by mogło być obdarowane każde dziecko – mówił przed akcją. W parafii św. Jacka w Leszczynach ogłosiliśmy, że zbieramy zabawki, książki, drobny sprzęt elektroniczny na upominki dla dzieci w szpitalu. Odzew był niesamowity. Ludzie przynieśli górę maskotek, książek i zabawki. Trzeba było je posegregować i przygotować prezenty. W pomoc włączyli się bardzo aktywnie młodzi z Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej z Mąchocic Kapitulnych, przyjaciele Jakuba Bugajskiego, jego rodzeństwo. W tym roku Bugajski rozszerzył zasięg akcji, zachęcił druhów ochotników z powiatu kieleckiego: m.in. z OSP z Ciekot, Masłowa, Brzezinek, Woli Kopcowej, Górna, Miedzianej Góry, Kostomłotów, Ćmińska. Do jednostek dotarły plakaty i informacje. Druhowie bardzo chętnie odpowiedzieli na apel. – Naszym sztandarowym celem jest udzielanie pomocy, a ten projekt wpisuje się w naszą misję – tłumaczy Bugajski. Stowarzyszeniem Strażacy Wspólnie Przeciw Białaczce kieruje Paweł Gębalski, górnik, który uległ tragicznemu wypadkowi i czeka go trudna rehabilitacja. Również o nim strażacy pamiętają. – Poznaliśmy się w Kielcach przy okazji Targów Pożarniczych i tak zaczęła się nasza znajomość, a potem wspólne działanie – mówi Bugajski.

CZYTAJ DALEJ

Belgia: eutanazja po raz pierwszy na wokandzie

2020-01-16 17:27

[ TEMATY ]

eutanazja

Belgia

proces

Vatican News

W Belgii toczy się proces trzech lekarzy oskarżonych o złamanie norm regulujących zasady przeprowadzania eutanazji, a w konsekwencji zabicie 38-letniej Tiny Nys. W wypadku udowodnienia winy grozi im dożywocie. Ten symboliczny proces może poważnie wpłynąć na system opieki zdrowotnej w Belgii, która w 2003 r. zalegalizowała eutanazję i mocno lansuje „słodką śmierć”.

Eutanazja Tiny Nys miała miejsce 27 kwietnia 2010 r. i została przeprowadzona na jej prośbę. Rodzice i rodzeństwo kobiety wnieśli jednak sprawę do sądu, oskarżając lekarzy o sfałszowanie historii jej choroby oraz o działanie w sposób niekompetentny i pozbawiony szacunku.

Tina Nys, która

była całkowicie zdrowa poprosiła o eutanazję po rozstaniu z narzeczonym.
Psychiatra, do której się udała, i która już wcześniej miała ją pod opieką, stwierdziła jednak, że nie ma mowy u niej o „chronicznej i nieuleczalnej chorobie”, która wymagana jest do wydania zgody na śmiertelny zastrzyk. Nys zwróciła się więc z pozytywnym skutkiem do słynnej psychiatry, która, jak piszą belgijskie media, autoryzowała 1/3 wszystkich przypadków eutanazji przeprowadzonych w tym kraju z powodów psychicznych.

Rodzice informują, że Lieve Thienpont zaledwie po dwóch, trzech spotkaniach z ich córką nagle zdiagnozowała u niej Zespół Aspergera, tę samą lekką postać autyzmu, na którą cierpi Greta Thunberg, i na tej podstawie autoryzowała przeprowadzenie eutanazji. Następnie uczyniła wszystko, co w jej mocy, by utrudnić rodzicom otrzymanie dokumentacji medycznej (dostali ją po 51 dniach, zamiast po czterech dniach przewidzianym prawem). Lekarka uciekła się nawet do stwierdzenia: „jest to rodzina głęboko straumatyzowana, zraniona i anormalna o niewielkiej empatii i szacunku do innych. Zaczynam teraz lepiej rozumieć cierpienia Tiny”.

Wśród powodów, dla których rodzice wnieśli sprawę na wokandę był też sam sposób przeprowadzenia eutanazji. Lekarz, który przyjechał do domu Tiny, by podać jej kroplówkę ze śmiertelnym lekiem, nie miał nawet plastra do przyklejenia igły i kazał ją podtrzymywać ojcu, podczas gdy sam podawał truciznę. Po śmierci kobiety dał stetoskop komuś z rodziny, by sprawdził, czy jej serce przestało bić. Wychodząc porównał śmierć Tiny ze „śmiertelnym zastrzykiem, które podaje się domowemu zwierzęciu, by ulżyć mu w cierpieniu”.

Proces toczy się za zamkniętymi drzwiami, a adwokaci mają zakaz informowania o jego przebiegu mediów. Lekarzom grozi dożywocie, co budzi poważne obawy w świecie medycznym. „Jeśli nawet w niewielkim wymiarze zostanie skazany choćby jeden z trzech oskarżonych medyków, zagrozi to całemu systemowi” – pisze flamandzki dziennik „De Morgen”, wskazując, że w takiej sytuacji lekarze zaczęliby zrzucać na innych odpowiedzialność za decyzję o przeprowadzeniu eutanazji.

Obrońcy życia w Belgii są zadowoleni z dyskusji o końcu życia, którą sprowokował proces. Nie liczą jednak na wygraną. Przypominają, że w ub.r. w Holandii po raz pierwszy lekarz stanął przed sądem za przeprowadzenie eutanazji kobiety, która nie prosiła o to, by umrzeć. Mimo że komisja ds. kontroli norm dotyczących eutanazji stwierdziła, że „lekarz przekroczył procedury”, sędzia uniewinnił go motywując, że potwierdzenie woli pacjenta „jest niekoniecznym środkiem ostrożności” w przeprowadzaniu eutanazji. Wyrok w trwającym w Gandawie procesie ma zapaść za dwa tygodnie.

CZYTAJ DALEJ

Ks. Piotr Kot wspomina śp. ks. Wojciecha Wójtowicza

2020-01-17 13:39

[ TEMATY ]

kapłan

śmierć

kapłan

YouTube

Gdybym chciał posłużyć się językiem papieża Franciszka, to powiedziałbym, że był przykładnym ordynatorem tego «szpitala polowego», jakim był świat wokół niego i Kościół, w który wrósł tak mocno - pisze o tragicznie zmarłym ks. Wojciechu Wójtowiczu ks. dr Piotr Kot, rektor WSD w Legnicy i sekretarz Konferencji Rektorów w Polsce.

Kilka lat temu podczas rekolekcji, które prowadził ks. Wojciech, padły z Jego ust takie słowa: «Albo Bóg jest numerem jeden w twoim życiu, albo w ogóle nie jest Bogiem». Z perspektywy naszej wieloletniej przyjaźni właśnie tak zapamiętam ks. Wojciecha. Całe Jego życie, praca, modlitwa, wszelkie relacje, to było potwierdzanie tej prawdy.

Poznaliśmy się podczas studiów w Rzymie. Wspólnie mieszkaliśmy w Papieskim Kolegium Polskim. To był czas budowania pogłębionego patrzenia na współczesny świat i Kościół. Studiując nauki biblijne potrzebowałem egzystencjalnego osadzenia odkrywanych w słowie Bożym treści. Ks. Wojciech był niezastąpiony w przystosowaniu teologii do sytuacji człowieka żyjącego w skomplikowanym świecie. Był niezwykle oczytany i aktualny. W dodatku przygotowywał doktorat z eklezjologii Josepha Ratzingera. Te dwa czynniki: profetyzm Ratzingera i wyczucie znaków czasu, w połączeniu z niesamowitą zdolnością do syntetycznego myślenia, sprawiały, że ks. Wojciech rozumiał świat i Kościół jak mało kto. Potrafił pobudzać do myślenia realnego, do odrywania się od niepoprawnego sentymentalizmu i schodzenia na ziemię. Sądzę, że te cechy, ale też otwartość na drugiego człowieka i zdolność do dialogu, skłoniły rektorów seminariów w Polsce do powierzenia Mu w 2017 roku funkcji przewodniczenia temu gremium.

Ks. Wojciech był ciągle w coś zaangażowany. Kiedyś wyznał, że do aktywności inspiruje go pragnienie Niepokalanej przekazane podczas objawień w Fatimie: «Powodem mego smutku jest utrata tak wielu dusz».

On był w przedziwnej wewnętrznej komunii z tym «smutkiem» Maryi. To dlatego wszędzie było Go pełno. Gdybym chciał posłużyć się językiem papieża Franciszka, to powiedziałbym, że był przykładnym ordynatorem tego «szpitala polowego», jakim był świat wokół niego i Kościół, w który wrósł tak mocno. Pamiętam z naszych wspólnych wyjazdów wiele rozmów telefonicznych, których byłem mimowolnym świadkiem, z osobami poważnie chorymi, uzależnionymi, wątpiącymi. Ks. Wojciech nigdy nie pouczał, tylko pytał czy ta osoba ma jeszcze lekarstwa, czy ma coś w lodówce do jedzenia, czy jeszcze wytrzyma w samotności i cierpieniu. Zawsze oferował swoją obecność, dyskretną, ale bardzo serdeczną.

Na koniec przywołam ostatnią konferencję rekolekcyjną ks. Wojciecha podczas rekolekcji w seminarium w Legnicy w 2018 roku. Dotyczyła ona ważnej kwestii – ars moriendi, czyli sztuki umierania. Wtedy otrzymaliśmy od Niego prostą receptę, którą powtórzył za św. Ignacym z Loyoli: «Tak przeżywaj swoje życie, aby każda rzecz nosiła w sobie odniesienie do finis ultimatum». W tych prostych słowach teraz widzę samego ks. Wojciecha. Żył szybko, jakby wiedział, że ma niewiele czasu na to, by stracić życie dla Jezusa. Ale przy tym żył głęboko, bo właściwie to był zakorzeniony w innym świecie.

Ks. dr Piotr Kot Rektor WSD w Legnicy Sekretarz Konferencji Rektorów w Polsce

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję