Reklama

Niedziela Łódzka

Zioła na nadęte ego

Z Janem Kubiakiem, honorowym bonifratrem, spadkobiercą tajników leczenia ziołami wileńskich braci, rozmawia Anna Skopińska

Niedziela łódzka 47/2019, str. 4-5

[ TEMATY ]

wywiad

ziołolecznictwo

Ks. Kamil Gregorczyk

Jan Kubiak

ANNA SKOPIŃSKA: – Panie Janie, były kiedyś zioła na zadarty nos, ale gdy u kogoś przyjdzie taka pycha, że niczym już jej nie zbijemy, to co wtedy? Ma Pan jakieś lekarstwo na nadęte ego?

JAN KUBIAK: – Wystarczy trochę uśmiechu i pogody ducha. Trzeba może spojrzeć życzliwie jeden na drugiego? Ludzie teraz zrobili się agresywni i choć poprawiła się bardzo sytuacja materialna społeczeństwa, to wielu ciągle mało i mało. Stąd potem zawiści, zazdrości i zadarte nosy wkoło.

– Można na to coś zaaplikować?

– Oczywiście, że można wspomóc się ziołami. Nawet zalecam. Przede wszystkim melisę. Ona wycisza. Poza tym jest smaczna i nawet sam zapach leczy. Bo melisa pachnie cytryną. Jak zetrzemy świeżą na dłoni, to można nawet ręki nie myć cały dzień, a zapach nie zniknie. Ale też dużo osób chwali sobie mieszanki, które troszkę wyciszają i uspokajają. Dobiera się je indywidualnie, by nie było jakichś komplikacji, gdy np. ktoś prowadzi pojazd czy pracuje na wysokości. Ale wydaje mi się, że przede wszystkim trzeba więcej życzliwości. I to w zupełnie drobnych sprawach.
Niedawno byłem w jednej z aptek, kupowałem maści i gazy. Teraz nie pakuje się w torby, by środowiska nie zanieczyszczać, a ja nie miałem w co wziąć moich zakupów. Pani uśmiechnęła się i mówi – zaraz poradzę. Gumkami powiązała mi wszystko, uśmiechnęła się, ja też, podziękowałem. Można? Można.

– Trzeba być też otwartym na innych, a gdy ktoś jest zadufany? ...

– To wydaje mi się, że tu nic nie pomoże. Jeśli ktoś jest już tak zadufany w sobie, to obojętnie jaką będzie sprawował funkcję, zawsze pokaże, że on tu rządzi. Dla przykładu – portier – jak będzie taki, to nie przepuści człowieka, bo „jestem pan i koniec”. A tu przecież trzeba nieraz doradzić, bo ktoś przychodzi nieśmiały, nie wie, jak się odezwać, nie wie, jak zapytać. Trzeba wysłuchać. Szczególnie ludzi starszych. A tych teraz w wielu wypadkach się nawet poniewiera. I te ciągłe telefony mnie irytują – dzwoniące jakieś prywatne przychodnie. I choć mówisz – dziękuję, to nękają cię kilka razy w ciągu dnia. I potem tylko się słyszy: naciąganie ludzi, ktoś podpisuje, wpłaca jakieś pieniądze, potem ich ani odzyskać nie może, ani nie może korzystać z porady lekarza. Także teraz na wszystko trzeba zwracać uwagę. Przyszedł też taki czas, gdy wszyscy się pchają. Przez to bardzo zachwiały się relacje między ludźmi.

– To co zrobić, by je poprawiać? Może coś z Pana działki...

– Gdyby ktoś chciał, to zawsze można dać zioła uodparniające, wzmacniające, szczególnie że teraz blisko już sezon zimowy. Są różnice temperatur, bardzo łatwo się przeziębić. Więc takie zioła można podawać, ale też takie, które trochę wyciszają. Mówiliśmy o melisie. Może być to połączone z serdecznikiem, może być i chmiel, może kozłek. Ale trzeba bardzo roztropnie dobierać składniki. I bardzo dokładnie dowiedzieć się, czy pacjent pracuje, jaki zawód wykonuje, by można mu odpowiedni zestaw skomponować.

– Sami nie eksperymentujemy?

– Można też samemu, bo niektórzy pacjenci są z daleka, często dojazd sprawia im kłopot. Wiec woleliby porozmawiać przez telefon i tak sprawę załatwić. Ale wtedy trzeba tak doradzać, by sobie dany człowiek na miejscu coś kupił. Można i w ten sposób, ale często brakuje na to czasu.

– A skąd ta chęć górowania nad innymi?

– Myślę, że zawsze tak było, np. dawniej gimnazjaliści, studenci mieli swoje czapki. Jak ktoś ją nosił, to wiedział, że jest jakby oznakowany pozytywnie. I musiał się odpowiednio zachować. Nie mógł pozwolić sobie na złe zachowanie w tramwaju czy w autobusie. Nie było mowy o jakiś przekleństwach, kultura, grzeczność, uprzejmość – szczególnie wobec kobiet. Teraz to wszystko jakby się wymieszało.
Kiedyś w szkole były fartuszki, teraz jedna ma fryzurę za tyle, inna kieckę i torbę za tyle. Więc ci biedniejsi patrzą z zazdrością. I ta zawiść zaczyna się już od szkoły podstawowej. Bo ja z tobą nie rozmawiam, z tobą się już nie spotkam... A w domu rodzice nie mają czasu na rozmowy, by pewne kwestie poruszać i odpowiednio dziecko przygotować do życia. I przede wszystkim wychować. A gdy się nie rozmawia, to problem się pogłębia.

– To znaczy, że od razu po przebudzeniu powinniśmy się nastrajać życzliwie?

– I zacząć dzień od gimnastyki. To się jakoś zaniedbało, choć nawet starzy ludzie powinni to robić. Po prostu – na tyle, ile możesz, na tyle, ile potrafisz, zacznij coś ćwiczyć. Czy dłonie, czy jakieś przysiady, czy okno otwórz, by nałapać świeżego powietrza. Ale nie żeby stać w tym oknie i marznąć, tylko by się ruszać. Tak samo dzieci – nie można znaleźć 5 minut czasu? A jeśli ktoś zacznie, to potem to wciąga. I tak jak pamięta, by pacierz odmówić, tak będzie wiedział, żeby wstać 5 minut wcześniej, by zrobić gimnastykę. A po niej człowiek jest już rozprężony i inaczej wygląda.

– A dzień zaczynamy herbatą?

– Niekoniecznie. Dawniej jadało się zupy mleczne czy mleko, czy kakao, do tego kanapka. Piło się herbaty owocowe. Ale są niektóre rzeczy, których jeść nie powinniśmy. Trzeba czytać składy. I starać się samemu przygotować potrawy. Bo domowe smaki się potem pamięta.

– W tej życzliwości może pomóc nam róża? Mówił Pan kiedyś, że jest dobra na wszystko...

– Kwiat róży łączymy z ziołami przy stanach depresji, nerwic. A owoc róży to bomba witaminowa. Witaminy C ma więcej niż cytryna. Wiem, że teraz trzeba wszystko szybko, a parzenie ziół sprawia trochę trudności. Ale to kwestia organizacji.

– Gdy ktoś jest zły na cały świat, to może tu przyjść?

– Jak najbardziej. Na pewno wyjdzie z uśmiechem. Postaram się, by tak było. Ale też dobrze jest się pomodlić. Modlitwa pomaga na te wszystkie stany – nerwic, zadufań w sobie. I przemyśleć, zastanowić się. Pamięta pani – kiedyś na wsiach były ławeczki. W mieście każdy chodzi sam, ludzie z jednej klatki się nie znają. A tu może trzeba zatrzymać się, zapytać? Czasem ktoś ma może jakiś kłopot. Nieraz ktoś chciałby się zwierzyć. W miastach takie rozmowy przy ławkach zanikły. A na wsiach jeszcze na szczęście to trwa.
Dawniej, jak skupowałem zioła, częściej bywałem na wsiach. I mogłem spotykać się z ludźmi. Cenię ich sobie za kulturę i trzeźwość w myśleniu. Oni wiedzą, co chcą powiedzieć i o czym mówią. I choć to już trochę się zmienia, to ciągle mam wielki szacunek dla tych ludzi.

2019-11-19 12:18

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zioła na pogodę ducha

Z Janem Kubiakiem, zielarzem, spadkobiercą tajników leczenia ziołami wileńskich bonifratrów, rozmawia Anna Skopińska

Anna Skopińska: – Panie Janie, wokół nas, na ulicach, w urzędach, w pracy, pełno jest ludzi ze skwaszoną miną. Wie Pan, co im podać, by usta nie robiły się w podkówkę, a szły do góry?

Jan Kubiak: – Bardzo dużo jest takich ludzi. I wszyscy nerwowi. A przed gabinetami psychiatrów tylu młodych. To przerażające, bo kiedyś jedynie starsi tam trafiali. Tak szybkie mamy tempo życia, że ludzie nie nadążają. Przy tym mają ogromne aspiracje i chcieliby od razu nie wiadomo jakie fortuny zarabiać. Więc nerwowo nie wytrzymują. Na to wszystko zioła, jak najbardziej, by pojawił się wreszcie uśmiech na twarzy, ale najważniejsze są według mnie rozmowy. Trzeba przyjść, porozmawiać, bo każdy ma inne kłopoty.

– Przyjść np. do Pana? Czy raczej zaleca Pan psychologa?

– A nawet i ze mną można porozmawiać. Bardzo chętnie. Można też iść do psychologa. Kiedyś z rozmaitymi problemami ludzie chodzili do księdza. Samemu trudno nieraz sobie poradzić. Tak naprawdę to dużo rzeczy wynosi się z domu. I to, jak rodzice wychowywali, jak uczyli, oraz to, czy człowiek chce się przystosować do sytuacji, daje bądź nie, pewną odporność.

– Tyle że, gdy ludzie pójdą do psychiatry, to dostaną na pewno jakieś psychotropy. A może da się tego uniknąć?

– Można pić zioła. Na te sprawy stresowe. Jest specjalna mieszanka składająca się z liścia melisy, kozłka, chmielu, kwiatu róży, lawendy, wrzosu, werbeny, może być tam jeszcze męczennica. Ale to wszystko trzeba dobrać indywidualnie. I dowiedzieć – w jakim wieku jest pacjent, jak pracuje, jaki zawód wykonuje. To jest bardzo istotne. Nie można pewnych ziół wydawać komuś, kto jeździ samochodem – to jest niewskazane.

– A czego nie można wtedy pić?

– Dużych ilości melisy. Kozłek też odurza. Więc trzeba uważać albo odpowiednio się przygotować. Jeśli np. zaczynam pracę od rana, to wieczorem można się napić takich ziół wyciszających. Nawet senność po nich przyjdzie. I może jakiś takich snów po tym nie ma, które człowiekowi głowę rozrywają. Trzeba też uważać na posiłki. Zjadane późno też wpływają na zły humor następnego dnia. Te błędy żywieniowe mają ogromne znaczenie.

– Jedzmy więcej warzyw i owoców?

– Tak, ale bez unikania innych rzeczy. Nie narzucajmy też swoich restrykcyjnych diet innym. Powinno się jadać posiłki urozmaicone. Czyli wszystko. To rozum wskazuje. Warzywa jak najbardziej. I owoce też, ale pewnych owoców też się nie powinno jeść, choćby gruszek. Nie poleca się ich przede wszystkim chorym na cukrzycę. Dlatego tak ważny jest wywiad z pacjentem. Wywiad i wiedza, co dolega, jakie leki przyjmuje, jakie ma zalecenia.

– Pan ma taką pogodę ducha. To od ziół? Które zioła Pan pije?

– Często głóg, owoc i kwiat, a na pamięć by była lepsza – miłorząb japoński. Melisę też. Niedawno obchodziłem 60. rocznicę małżeństwa, więc to już trzeba się też melisy napić.

– To przy takiej wysokiej rocznicy melisa jest potrzebna?

– Wypadałoby nieraz się napić. Bo czasem wychodzą rzeczy humorystyczne – jedno nie dosłyszy, drugie przekręci. Dużo jest też takich sytuacji, że człowiek co innego robi, a okazuje się, że tej drugiej osobie o co innego chodzi. Więc potrzeba trochę cierpliwości. I uśmiechać się. Do wszystkich. Z sąsiadami dobrze żyć, być życzliwym. I starać się pomagać ludziom. Nieraz to głupstwo, jakaś drobna przysługa, bo komuś brakło chleba czy masła i trzeba mu kupić. I nie wszystko przeliczać na pieniądze.

– A co Pan je – jeśli można wiedzieć – że to daje taką energię?

– Lubię jeść sery. Nie wszystkie, ale mam takie swoje ulubione. Białe i żółte. Czasami topiony, kozi, bo jest bardzo smaczny. A moja słabość to gorgonzola. Pamiętam, że takie sery robiło się często w domu samemu. Może nie aż takie, ale z kminkiem, też trochę śmierdzące. Dlatego teraz szukam tych smaków. A rano robimy sobie z żoną owsiankę – z jabłkiem, z bananem. Na mleku.

– Czyli mleko nie jest takie szkodliwe?

– Mówi się, że ludziom starym jest niewiele potrzebne. Ale nie zaszkodzi, a jakąś słabość trzeba mieć. Kiedyś bardzo lubiłem smalec ze skwarkami, pamiętam ziemniaki ze skwarkami i zsiadłym mlekiem. Teraz tego unikam, by nie obciążać wątroby i raczej wybieram chleb z masłem. A chleby lubię wypiekane domowymi sposobami. Niektórzy mają dobre receptury i umieją go zrobić.

– Ale mówi się, że chleba nie powinno się za dużo jeść – co Pan na to?

– Więc ograniczam. I zjadam jedną pajdę chleba. Lubię też bardzo wszelkiego rodzaju zupy. Teraz jesienią, zimą, wszystko, co z bani, jak najbardziej zalecam. To naprawdę dobrze robi, gdy posiłki są urozmaicone. I nigdy nie jest jednakowo. Czasem zjem też kawałek ciasta drożdżowego, wypieczonego. Pamiętam czasy, gdy z biedy jadło się śledzie z beczki. Ale na kolację, nawet tu w klasztorze, jadło się ziemniaki ze zsiadłym mlekiem.

– Wspomniał Pan o dyni. Jest taka zdrowa?

– Bardzo zdrowa. Przede wszystkim odrobacza. Więc zamiast brać przeróżne specyfiki, trzeba jeść nasiona z dyni i potrawy z dyni. Choć ich przyrządzenie wymaga czasu i trochę umiejętności.

– W swoich mieszankach też wykorzystuje Pan dynię?

– Zalecam ją. Przede wszystkim mężczyznom. Tym, którzy mają problemy z prostatą. Dla nich dynia jest jak najbardziej wskazana.

– A co dla kobiet?

– Jabłka. Teraz jest tak dużo gatunków. Trzeba sobie tylko odpowiedni wybrać. One nie obciążają wątroby, więc można śmiało jeść. Kiedyś nawet w diecie odchudzającej zalecano przez jeden dzień zjeść tylko kilogram jabłek.

– I to pomagało?

– Niektórzy sobie chwalili. Ale z odchudzaniem to trzeba znaleźć coś dla siebie. Dawniej mówiło się, że jeśli chcesz być szczupła, to potrzebna mniejsza łyżeczka i mniejsza miseczka.

– A wie Pan, że kobiety więcej się uśmiechają, gdy schudną? Jest jakaś recepta ziołowa na odchudzanie?

– Są odpowiednie mieszanki. Z morsztynem, lubczykiem, który też pewnie rozweseli. Nie wypada mi pytać, jak działają, ale skoro panie je powtarzają, to chyba są skuteczne. Moje oko też to potwierdza. Ale trzeba też mieć umiar w jedzeniu i się nie objadać. Zaleca są pięć posiłków, ale lekkich i jadanych powoli. Człowiek zaprogramowany jest przez Pana Boga na długowieczność i ona zależy od tego, co jadamy, jaki tryb życia prowadzimy.

– Czyli już od młodości na to pracujemy? Na starość nie da się nic naprawić?

– Wtedy jest już za późno. Dużo jest teraz stulatków. Niedawno stuletniej pani szykowałem zioła. Ale dużo jest też kobiet po 90-tce. W okolicach Łodzi to Tuszyn Las jest taki długowieczny. Za miastem ludzie prowadzą spokojniejszy tryb życia, nie ma takiego pędu, nie siedzą tyle przed telewizorem. Dzisiaj miałem pacjentkę – przyniosła tyle dokumentacji medycznej, że to dwa kilo było najmniej. Rozmawiamy – korzysta pani z usług lekarza, to bardzo dobrze, ale po co pani do tego komputera zagląda? Bo mi pokazuje receptury, które mam zrobić. Więc albo zaufanie do lekarza, albo do Internetu.

– Nie powinniśmy się sami leczyć?

– Są pewne rzeczy, które nie wymagają medyka, ale gdy źle się czuję, to idę do lekarza. Tylko bez przesady, bo leki też muszą zadziałać.

– Najpierw iść do lekarza, a potem do zielarza?

– Można. Na pewno wyjdziemy stąd nastawieni pozytywnie. Nawet w taki pochmurny dzień. Pamiętajmy też w tym zagonieniu o wypoczynku. I uśmiechajmy się. Ktoś przechodzi – powiedz mu: „Dzień dobry” i chodź wyprostowany.

CZYTAJ DALEJ

Watykan: papież ochrzcił rozdzielone bliźniaki syjamskie

2020-08-10 13:10

[ TEMATY ]

Franciszek

twitter.com/SalvoCernuzio

Papież Franciszek ochrzcił w minionych dniach w kaplicy Domu Świętej Marty pochodzące z Republiki Środkowoafrykańskiej bliźniaki syjamskie, rozdzielone w watykańskiej klinice Bambino Gesù 7 lipca br.

Ujawniła to Antoinette Montaigne, środkowoafrykańska polityk i była minister komunikacji tego kraju, która opublikowała zdjęcie z tego wydarzenia w mediach społecznościowych.

CZYTAJ DALEJ

MR: już ponad pół miliona bonów turystycznych trafiło do rodzin

2020-08-11 21:11

[ TEMATY ]

turystyka

bon turystyczny

Adobe.Stock.pl

Do polskich rodzin trafiło już 560 tys. bonów turystycznych - poinformował we wtorek resort rozwoju. Jak dodano, wartość przyznanych bonów to 479 mln zł. Od 1 sierpnia bon można aktywować na platformie PUE ZUS.

"Już ponad pół miliona #bonturystyczny jest w rękach polskich rodzin. To blisko pół miliarda złotych!" - napisał we wtorek na Twitterze resort rozwoju.

Polski Bon Turystyczny można aktywować od 1 sierpnia br. Na platformie PUE ZUS mogą to robić rodzice dzieci do 18. roku życia. Profil na PUE można założyć m.in. przy pomocy Profilu Zaufanego oraz bankowości elektronicznej. Po wejściu na PUE rodzice aktywują bon i otrzymają kod. Sam proces płatności odbywa się poprzez przekazanie numeru bonu podmiotowi oraz za pomocą dwóch kodów potwierdzających zakup w momencie płatności za usługę. Bonem można płacić wielokrotnie, aż do wyczerpania środków.

Bon to elektroniczny dokument przyznawany na dziecko, na które przysługuje świadczenie wychowawcze lub dodatek wychowawczy z programu "Rodzina 500 plus". Dotyczy to także dzieci, których rodzice pobierają świadczenie rodzinne za granicą i "500 plus" im nie przysługuje. Na każde dziecko przysługuje jeden bon w wysokości 500 zł. W przypadku dziecka z niepełnosprawnością wsparcie jest dwa razy wyższe i wynosi 1000 zł.

Za pomocą bonu można płacić za usługi hotelarskie i imprezy turystyczne na terenie Polski. Bon jest ważny do końca marca 2022 r. i nie podlega wymianie na gotówkę ani inne środki płatnicze. Lista zarejestrowanych podmiotów jest dostępna na stronach Polskiej Organizacji Turystycznej. (PAP)

autor: Michał Boroń

mick/ amac/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję