Reklama

Polityka

Wierzę w patriotyzm gospodarczy

Polska była państwem czysto teoretycznym i tak samo teoretyczny był biznes państwowych spółek. Na szczęście to się radykalnie zmieniło, odkąd rządzi PiS – mówi Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen

Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 36-39

[ TEMATY ]

wywiad

PKN Orlen

Daniel Obajtek, prezes PKN Orlen

– Bardzo często mówi Pan o patriotyzmie gospodarczym. Dlaczego to takie ważne?

DANIEL OBAJTEK: – Często mówię o patriotyzmie gospodarczym, bo w niego głęboko wierzę. Mamy otwarte granice, nie możemy blokować napływu usług i towarów z innych państw. Warto jednak zachęcać do kupowania polskich produktów. Po pierwsze dlatego, że są dobrej jakości, po drugie – kupując je, przyczyniamy się do rozwoju polskich firm i naszej gospodarki. W tych produktach są nie tylko zysk i podatki odprowadzane do państwa, ale także nakłady na rozwój i innowacje.

– Czy dlatego na stacjach Orlenu już 85 proc. produktów ma polskie pochodzenie?

– To system naczyń połączonych. Sprzedajemy produkty polskich firm, które płacą w kraju podatki, tu budują kapitał i kupują nasze paliwo. Oczywiście, współpracę z firmami, które swój biznes opierają na polskich produktach, poprzedziliśmy wnikliwą analizą rynku. Badania pokazały, że niemal 90 proc. osób chętniej kupuje dany produkt, wiedząc, że ma on krajowe pochodzenie. 80 proc. uważa, że polskie produkty są lepsze i bardziej ekologiczne, a niemal tyle samo osób twierdzi, że aktywną rolę we wsparciu drobnej przedsiębiorczości w Polsce powinny odgrywać duże, narodowe koncerny. Wobec takich wyników nie mogliśmy pozostać obojętni.

– Większość Polaków kojarzy PKN Orlen ze stacjami benzynowymi, a przecież Orlen to znacznie więcej...

– Ze stacjami kojarzy nas 90 proc. społeczeństwa. Tymczasem Grupa Orlen to kilkadziesiąt spółek, które prowadzą różnorodną działalność. Zajmujemy się m.in. sprzedażą hurtową paliw, mamy kilka rafinerii, petrochemię, którą rozbudowujemy, produkujemy nawozy dla rolnictwa, energię elektryczną i prowadzimy wiele firm techniczno-usługowych.

– W przemyśle naftowym bardzo ważna jest rozwinięta technologia. Czy koncern inwestuje w rozwój także polskiej myśli technicznej?

– Oczywiście, że tak. Budujemy w Płocku nowoczesną bazę badawczo-rozwojową – za 1,5 roku powinniśmy ją otworzyć. Gdyby takie inwestycje były przeprowadzone 20 lat temu, dziś bylibyśmy w zupełnie innym miejscu. Mielibyśmy projekty, licencje, technologie i swoje własne patenty. Jak dotąd tego nie mamy i nie możemy kupić. Takich nowoczesnych technologii nie sprzedaje się w Europie, ponieważ ktoś, kto je posiada, ma zdecydowaną przewagę na konkurencyjnym rynku. Nowoczesna gospodarka i biznes opierają się na nauce i wiedzy.

– PKN Orlen nabrał siły dzięki „dobrej zmianie”. Czy prawdą jest, że gdy rząd wypowiedział wojnę mafiom paliwowym, Orlen nie nadążał z produkcją paliwa?

– Mieliśmy spory problem zarówno z produkcją, jak i z całą logistyką, bo Platforma Obywatelska sprzedała także kilka spółek zależnych od Orlenu. Ale udało się dzięki usprawnieniu pewnych procesów. Dostarczyliśmy paliwo na polski rynek m.in. z naszych rafinerii na Litwie i w Czechach.

– Czy sukces firmy wiąże się tylko ze ściganiem mafii?

– Szacujemy, że 30 proc. to efekt pozbycia się mafii paliwowych, co jest ogromną zasługą premiera Mateusza Morawieckiego, 8 proc. to wzrost gospodarczy, natomiast pozostała część przypada na działania operacyjne Orlenu, czyli m.in. renegocjacje umów czy wprowadzanie nowych kierunków dostaw ropy, a także uszczelnienie „wycieku” paliwa w samym Orlenie.

– Czyli mafie paliwowe były nie tylko na zewnątrz, ale funkcjonowały także w spółce?

– Bardzo dużo paliwa ginęło w niewyjaśnionych okolicznościach. Mieliśmy straty z powodu nawiercania rurociągów i spuszczania z nich paliwa. Kradzieże zdarzały się też na cysternach. Dlatego bardzo rozbudowaliśmy Orlen Ochronę, która dba o bezpieczeństwo naszej infrastruktury.

– Poprzednie rządy i przyzwalanie na kradzież to...

– Zastanawiam się, jak można było w ten sposób rządzić państwem i polskimi firmami. Cysterny z nielegalnym paliwem jeździły po całym kraju, nawet tam, gdzie nie było dróg. Paliwo migrowało, ale nikt z tym nic nie robił. Słynne słowa ministra Sienkiewicza o stanie naszego kraju były prawdziwe, bo tak to właśnie wyglądało. Polska była państwem czysto teoretycznym i tak samo teoretyczny był biznes państwowych spółek. Na szczęście to się radykalnie zmieniło, odkąd rządzi PiS. Widzę to doskonale jako prezes największej spółki Skarbu Państwa, którą jest Orlen.

– Najlepiej pokazują to oficjalne dane. Przez ostatnie 3,5 roku zysk PKN Orlen wyniósł ok. 21 mld zł, tymczasem w latach 2008-15 było to raptem 2,9 mld zł. Ostatnie wyniki trzeba więc chyba rozpatrywać w kategorii ekonomicznego i matematycznego cudu. Czy Prezes Orlenu jest cudotwórcą?

– (Śmiech) Nie jestem cudotwórcą, tylko dbam o interes firmy, którą zarządzam. Wystarczy zoptymalizować koszty, zmienić niekorzystne umowy, usprawnić działania spółek. Ale nasi poprzednicy i tak twierdzą, że nie było żadnej mafii paliwowej. Przeczą temu jednak oficjalne wyniki Orlenu, które publikujemy co kwartał.

– Koncern w różnych podatkach odprowadza do budżetu ok. 36 mld zł. Można powiedzieć, że sponsoruje cały program „Rodzina 500+”.

– Kilku miliardów brakuje, bo „500+” to koszt ok. 40 mld, czyli nasze podatki odprowadzane do budżetu to ok. 90 proc. tego sztandarowego dla Polaków programu.

– Szacuje się, że przez 8 lat rządów PO-PSL PKN Orlen stracił miliardy złotych. Co by Pan zrobił, gdyby spółka miała te pieniądze?

– Bylibyśmy w zupełnie innym miejscu. Planujemy przecież inwestycję w morskie farmy wiatrowe na Bałtyku i wdrożyliśmy program rozwoju petrochemii. Spółka straciła nie tylko pieniądze, ale również czas, w którym mogłaby o wiele szybciej się rozwijać. Gdyby Orlen dysponował tymi środkami, Polska mogłaby mieć jeden z najnowocześniejszych przemysłów petrochemicznych w Europie. Wcześniej połączylibyśmy się kapitałowo z Grupą Lotos i bylibyśmy obecni na rynkach globalnych. Bez problemów przeprowadzilibyśmy modernizację w czeskim Litvínovie i w Orlen Lietuva. Na Litwie trzeba wykonać inwestycję związaną z pogłębionym przerobem ropy.

– Na czym to polega?

– Ta inwestycja pozwoli wyprodukować o 8 proc. więcej paliwa. Gdy Orlen kupował Możejki, w planach była ich modernizacja. Dzięki niej litewska rafineria byłaby naprawdę konkurencyjna. Gdyby zainwestowano w Możejkach 9 lat temu, czyli za czasów rządu PO-PSL, Orlen Lietuva mogłaby teraz przynosić jeszcze większe zyski. Tymczasem nie zmodernizowano tej rafinerii, żeby przez te wszystkie lata udowadniać śp. prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, że Możejki były złą inwestycją.

– Z tego wynika, że ówczesne kierownictwo spółki celowo działało na jej szkodę, by osiągnąć wątpliwy moralnie cel polityczny.

– Po pierwsze, powinno zainwestować 1,5-2 mld zł w Możejki, a po drugie, uszczelnić system, z którego zyski czerpały mafie paliwowe. Gdyby to zrobiono, Orlen Lietuva mogłaby przynosić większe zyski. Co więcej, okazało się, że inwestycja na Litwie, o którą zabiegał śp. prof. Lech Kaczyński, jest bardziej potrzebna Polsce niż krajom nadbałtyckim. Po przejęciu władzy przez PiS i uszczelnieniu rynku u nas nastąpił wzrost sprzedaży legalnego paliwa o 43 proc. Gdybyśmy nie mieli Orlen Lietuva, w Polsce moglibyśmy mieć problemy z zaopatrzeniem w paliwa.

– Wspomniał Pan Prezes o przejęciu Lotosu. Czy kupno jednej polskiej firmy paliwowej przez drugą jest przejawem patriotyzmu gospodarczego?

– Oczywiście, że tak. Każda opcja polityczna próbowała to zrobić, ale wycofywała się ze zwykłego politykierstwa. Przecież spółki PKN Orlen i Lotos należą do Skarbu Państwa. Mając tego samego właściciela, konkurują ze sobą zamiast z zagranicznymi koncernami. To połączenie powinno być przeprowadzone wiele lat temu. Tak się stało w innych krajach. Przykładem takiego działania jest choćby węgierski MOL, który powstał z połączenia kilku spółek. Nie mówiąc o takich koncernach, jak BP, Shell czy Total. W porównaniu z nimi jesteśmy małą firmą, natomiast po fuzji będziemy już koncernem średniej wielkości. Jeden silny, narodowy podmiot, ze zdywersyfikowanym portfelem dostaw, będzie mógł skuteczniej odpowiadać na jakiekolwiek zakłócenia na rynku – czy to makroekonomiczne, czy techniczne. Co oczywiste, wzmocnimy też naszą pozycję w negocjacjach cenowych z kontrahentami z USA, krajów Bliskiego Wschodu czy Rosji. Na tej transakcji bardzo dużo zyska też Grupa Lotos – przede wszystkim będzie miała dostęp do korzystniejszych kontraktów na surowce i wsady do produkcji paliw. Wspólny interes pozwoli obu spółkom na zacieśnienie współpracy z obecnymi partnerami i klientami oraz ułatwi pozyskiwanie nowych. Jeden duży podmiot wygospodaruje też więcej środków na inwestycje czy badania istotne dla rozwoju krajowej gospodarki. To powody, dla których jesteśmy zdeterminowani, by możliwie jak najszybciej przeprowadzić proces przejęcia kapitałowego Grupy Lotos.

– A szef PO Grzegorz Schetyna mówi, że nie dopuści do przejęcia Lotosu przez Orlen.

– Przypomnę czasy, gdy Lotos był w złej kondycji finansowej, a w mediach pojawiały się opinie, że nic takiego by się nie stało, gdyby firmę sprywatyzowano, a nawet sprzedano Rosjanom. Gdy słyszę dziś sprzeciw Grzegorza Schetyny wobec połączenia Orlenu z Lotosem, to mam nieodparte wrażenie, że znów ktoś myśli o szkodliwej dla spółki działalności. Przecież on widzi, że na całym świecie firmy się łączą i stają się wielokrotnie większe od Orlenu. W czyim imieniu więc działa? Bo ja nie znam logicznego i ekonomicznego wytłumaczenia takiej postawy. Za nami stoją twarde argumenty. Jesteśmy po procesie badania kondycji finansowej Lotosu, przeanalizowaliśmy wszystkie korzyści i wyzwania związane z tą transakcją.

– A może jest jak z Możejkami? Pomysł musiał być zły, bo pochodził z innej opcji politycznej...

– Mówiłem o tym na Forum Ekonomicznym w Krynicy-Zdroju. Wiem, że różnimy się politycznie, ale na działanie wbrew interesom Polski nie pozwolę. Przecież jesteśmy Polakami i musimy się zgodzić, że nasza gospodarka służy nam wszystkim. Wszyscy powinniśmy o nią dbać!

– Kiedy dojdzie do przejęcia Lotosu przez Orlen?

– To złożony proces, w który zaangażowane jest kilka stron, w tym Komisja Europejska. Negocjacje trwają, liczymy, że decyzja zostanie podjęta na początku przyszłego roku. Walczymy o pozytywną decyzję, bo uważamy, że to połączenie jest korzystne dla obu firm, dla bezpieczeństwa paliwowego Polski i całego regionu, dla polskiej gospodarki i Polaków.

– Na ile decyzja Komisji Europejskiej może być warunkowana politycznie?

– Odpowiem dyplomatycznie: bardzo mocno wierzę w logikę naszych argumentów, które przedstawiliśmy w Brukseli i merytoryczne podejście osób, które się tym procesem zajmują.

– Gdzie Orlen prowadzi teraz największą ekspansję?

– Posiadamy aktywa w 5 krajach Europy i Ameryki Północnej. Swoje produkty oferujemy już w ponad 100 państwach na całym świecie, prawie 60 proc. obrotów generowanych jest na rynkach zagranicznych. Mamy stabilną pozycję na rynku detalicznym w Czechach, Niemczech i na Litwie. Chcemy się tam dalej rozwijać. Planujemy też dalszą ekspansję na rynku słowackim, gdzie w detalu pojawiliśmy się w kwietniu br., a zakładamy, że jeszcze w tym roku będzie tam funkcjonowało 10 stacji paliw pod naszą marką.

– Był Pan prezesem Energi więc zna się Pan także na energetyce. Orlen planuje budowę morskiej farmy wiatrowej na Bałtyku. Czy to kolejny front ekspansji koncernu?

– Już teraz Grupa Orlen jest czwartym producentem energii elektrycznej w Polsce i ciągle budujemy nowe kompetencje w tym obszarze. Możliwe jest rozpoczęcie budowy farmy wiatrowej na Bałtyku w 2024 r., gdy zakończymy inwestycje petrochemiczne. Na razie jesteśmy na etapie prowadzenia intensywnych analiz, które obejmują badania środowiskowe i pomiary wietrzności. Sądzimy, że inwestycję udałoby się zrealizować w ciągu 2 lat, więc farma mogłaby rozpocząć działanie już w 2026 r. Szacowany koszt takiej inwestycji to kilkanaście miliardów złotych.

– Często się słyszy, że petrochemia to przyszłość. Czy może Pan przybliżyć naszym Czytelnikom, jakie produkty ten przemysł wytwarza?

– Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak petrochemia otacza nas w codziennym życiu. Ona jest we wszystkim: w budownictwie, bo niemal wszystkie okna są z PCV, w plastikach, foliach, opakowaniach w branży spożywczej i w meblach. Obicie foteli, na których siedzimy, wykładzina, po której chodzimy – to też produkty przemysłu petrochemicznego. Przerób ropy na paliwa stopniowo będzie malał, dlatego trzeba iść właśnie w kierunku petrochemii. W każdej rozwiniętej gospodarce pierwszym filarem jest budownictwo, a drugim – przemysł petrochemiczny. Dlatego zamiast importować produkty petrochemiczne z zagranicy musimy produkować je w kraju, by dalej rozwijać nasz kapitał i napędzać gospodarkę.

– Orlen w ostatnim czasie inwestuje nie tylko w przemysł – prowadzi także inne przedsięwzięcia, np. tworzy kompetencje agencji mediowej. Skąd taki pomysł?

– Agencję mediową tworzymy wspólnie z PZU. Jesteśmy dużymi firmami i wraz z rozwojem działalności więcej środków przeznaczamy na komunikację, promocję oraz marketing. Nadal chcemy to robić, zwiększając jednak efektywność naszych działań, tak by pieniądze nie trafiały do pośredników. W ten sposób działają duże firmy na całym świecie.

– Kupno Ruchu przez Orlen też jest częścią tej układanki. Czy jest Pan Prezes zadowolony, że udało się uratować polską firmę z wielkimi tradycjami?

– To dla nas bardzo ważny proces, przede wszystkim ze względu na potencjał biznesowy. Zrobiliśmy badania i analizy, których efektem było złożenie oferty kupna Ruchu. Gdy otrzymamy wszystkie zgody, będziemy mogli sfinalizować transakcję. Ona doskonale wpisuje się w nasze założenia rozwoju segmentu detalicznego.

– Na koniec wywiadu chciałbym zmienić temat.

– Proszę.

– Pańska kariera to istny „american dream”. Zaczynał Pan od biznesu w niewielkich przedsiębiorstwach, a później został wójtem, który uzyskał rekordowe – ponad 90-procentowe poparcie społeczne. Jest jakaś recepta na to, jak trafić z niewielkiej gminy Pcim do największej strategicznej polskiej firmy?

– Zanim zostałem samorządowcem, pracowałem w prywatnym biznesie. Zarządzałem procesami, budowałem firmy. Jedna z nich dobrze prosperuje i jest teraz przedsiębiorstwem średniej wielkości. Z biznesu przeszedłem do samorządu, ponieważ chciałem zrobić coś dobrego dla społeczeństwa. Samorząd z ponad 10 tys. mieszkańców działa podobnie jak firma i cieszę się, że gmina Pcim się rozwija. Jestem dumny, że nią kierowałem. Następnie byłem prezesem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Energi, a teraz PKN Orlen. Nie wiem, czy jest to zawrotna kariera. Wiem natomiast, że jestem pracoholikiem, ale ja po prostu lubię pracować.

– Czy w biznesie jest miejsce na wiarę?

– Oczywiście, że tak. Przecież wartości, które wnosi kultura chrześcijańska, są pożądane w biznesie. Zasady 10 przykazań Bożych sprawdzają się wszędzie, także w biznesie.

– Jako prezes jest Pan odpowiedzialny za firmę i za wielu ludzi. To duże wyzwanie.

– Wiele w życiu przeszedłem. Byłem oskarżany o rzeczy, których nigdy nie zrobiłem. To mnie zahartowało i wzmocniło. Pewnie dlatego do wielu spraw podchodzę z pokorą, ale i odpowiedzialnością. Tak samo rzetelnie jak teraz starałem się pracować, gdy miałem powierzone inne zadania.

– Co Pana motywuje?

– Wychowałem się na wsi, w rodzinie wielopokoleniowej, miałem bardzo szczęśliwe dzieciństwo. Przede wszystkim była wśród nas solidarność. Od dziecka uczyliśmy się odpowiedzialności za innych. Gdy chodziliśmy do lasu, nad rzekę, na sanki, to jeden wiedział, że ma pilnować drugiego. Takie dzieciństwo było kreatywną nauką radzenia sobie w życiu.

– W swoich działaniach nie skupia się Pan Prezes jednak na przeszłości, tylko planuje, co można jeszcze zrobić...

– Nie można żyć tylko teraźniejszością, bo ona szybko przemija. Należy patrzeć w przyszłość i wyciągać wnioski z przeszłości. W PKN Orlen diagnozujemy przyszłość i próbujemy się z nią zmierzyć. Wiem, że efekty mojej pracy nie zawsze są widoczne od razu, przychodzą później. Jednak największą szkodą dla tak dużej firmy, jak nasza, byłoby myślenie w perspektywie kilku miesięcy czy roku. Trzeba patrzeć dalej, niż sięga kadencja prezesa – w perspektywie co najmniej 10-20 lat.

– A jest coś, za co Pan szczególnie dziękuje Panu Bogu?

– Wiara daje człowiekowi ogromną siłę i za to dziękuję Panu Bogu. Oczywiście, dziękuję za rodzinę, za dzieci. Natomiast zawodowo jestem wdzięczny za to, że mogę mieć swój wkład w rozwój polskiej gospodarki poprzez zarządzanie największą polską firmą. To ogromna odpowiedzialność. Każda decyzja biznesowa musi się przekładać na wzrost wartości koncernu. PKN Orlen ma znaczący wpływ na polską gospodarkę, a jak wiadomo, silna gospodarka to wyższy standard życia Polaków.

2019-10-01 13:55

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Poseł Uściński: Nie popełniajmy błędów Platformy Obywatelskiej

2020-06-04 07:12

[ TEMATY ]

wywiad

rozmowa

Artur Stelamsiak

Konserwatyści chcą ratować Prawo i Sprawiedliwość przed tym, by nie popełniała błędów zachodniej chadecji. Polską racją stanu jest pielęgnowanie wartości - mówi poseł PiS Piotr Uściński, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu na rzecz Życia i Rodziny.

Artur Stelmasiak: - Jaka jest pozycja konserwatystów w PiS? Chodzi mi o takie osoby, dla których np. kwestie ochrony życia są ważne?

Piotr Uściński, poseł PiS: - Zdecydowana większość polityków Prawa i Sprawiedliwość jest konserwatystami. Choć jesteśmy wielonurtową partią, to jednak co do zasadniczych wartości prawie wszyscy się zgadzamy. Przecież nikt z PiS nie odważył się zagłosować za odrzuceniem projektu Zatrzymaj Aborcję.

- Pan zawsze głosuje także za życiem, ale inni czasami miewają z tym problemy.

- Mamy bowiem różną wrażliwość. Ale nawet te najtrudniejsze głosowania świadczą o tym, że w PiS jest ok. 50 posłów, na których można zawsze liczyć.

- A jak głosowaliście za natychmiastowym procedowaniem projektu Zatrzymaj Aborcję?

- Choć nie był to nasz wniosek to obok 11 posłów Konfederacji poprało go 52 posłów z klubu PiS. Większość naszego klubu wybrało pracę nad ustawą w komisji, co nie świadczy przecież o postawie przeciwnej życiu. Przeciwnie, jest wiele głosów mówiących, że prace w komisji będą zdecydowanie szybsze niż w zeszłej kadencji. Ale pod wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji eugenicznej, który złożyłem w grudniu wraz z posłem Bartłomiejem Wróblewskim podpisało się ponad 100 posłów z PiS. Osób, które chcą bronić życia i konserwatywnych wartości jest wystarczająco wielu, by nasze postulaty były zauważane w partii.

- Pytam o to, bo docierają do mnie takie głosy, że konserwatyści i osoby o poglądach pro-life nie mogą w partii zrobić kariery. Czy jesteście tłamszeni i spychani na margines w PiS?

- Konserwatywne postulaty są w partii dostrzegane, choć niestety nie wszystkie realizujemy. To odkładanie w czasie nie może trwać w nieskończoność i uważam, że teraz jest czas, by powrócić do tych wartości i spraw, które są ważne dla naszego elektoratu.

- Ostatnio mówi się wiele o wypowiedzeniu Konwencji Stambulskiej. Czy to jest jeden z waszych postulatów?

- Prezes Prawa i Sprawiedliwości wielokrotnie mówił, że dopóki PiS rządzi to gender nie będzie wprowadzone w Polsce. Obecnie może Konwencja Stambulska nie wyrządza zbyt wielu szkód, ale w przyszłości może być inaczej. Kiedyś, gdy PO-PSL ratyfikowały konwencję, powiedziałem, że ten dokument ma jeden dobry zapis.

- Jaki?

- Jest tam punkt mówiący o tym, że Konwencję Stambulską można wypowiedzieć. Uważam, że ta niebezpieczna konwencja powinna być zastąpiona jakimś innym pozytywnym dokumentem międzynarodowym jak np. Konwencja o Prawach Rodziny. Taki sygnał z Polski mógłby pomóc także innym państwom wycofać się z Konwencji Stambulskiej.

- Sprawa Konwencji Stambulskiej jest bardzo ważna dla konserwatywnego elektoratu. Gdy była procedowana nawet politycy PO mieli wobec niej wiele zastrzeżeń. A jakie ma plany PiS wobec ochrony życia? Prezes PiS mówił przecież, że jest przeciwnikiem aborcji eugenicznej. Projekt leży już drugą kadencje w Sejmie i nic.

- Cały czas czekamy na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie.

- .... Bardzo długo czekamy, bo już drugą kadencję. Pan był w grupie, która domagała się od Prezes TK zajęcia się tą sprawą. Niestety też nieskutecznie.

- Dlatego tuż po wyborach złożyliśmy nowy wniosek i czekamy. Jeżeli sprawa w Trybunale Konstytucyjnym znów będzie się przedłużać, to należy to zrobić ustawą sejmową i zająć się procedowaniem Zatrzymaj Aborcje.

- Wiem, że Pan Poseł nie jest odosobniony w swoich poglądach, bo wiem, że w PiS jest wielu polityków, dla których takie sprawy są ważne. Czy konserwatyści w PiS chcą się jakoś upodmiotowić? W jaki sposób chcecie przywrócić konserwatywną agendę w partii?

- Prawdą jest, że konserwatystów w PiS jest bardzo dużo. I teraz jest czas byśmy zaczęli upominać sie o wartości, z którymi szliśmy do wyborów... Ja mam przecież dzieci, które kiedyś zapytają mnie: Tato przez dwie kadencje byłeś w Sejmie i nie udało ci się zrealizować wszystkiego tego, na czym tak bardzo ci zależy? Co ty w tym sejmie przez 8 lat robiłeś?

- Takie najprostsze pytania są najtrudniejsze. To jak tata/poseł Uściński zamierza działać?

- I dlatego chciałbym uczynić wszystko, by móc kiedyś na takie pytania odpowiadać swoimi dziećmi nie tylko o moim zaangażowaniu w naprawę finansów publicznych czy wspieranie gospodarki, co oczywiście jest bardzo ważne, ale nie najważniejsze. Chcę dzieci wychować w katolickich wartościach i powinienem pokazać im, że o te wartości potrafię skutecznie walczyć. Jestem też to winien moim wyborcom, Polakom, którzy tego ode mnie oczekują. Razem z kolegami i koleżankami musimy zadbać o to, by konserwatyzm w PiS był bardziej obecny i wyrazisty. Dostrzegam zagrożenie politycznej nie jakości i braku wyrazistości, a to odpycha ludzi o konserwatywnych poglądach.

- Rozumiem, że jesteście zniecierpliwieni. Czy w jakiś sposób zaczniecie skuteczniej działać?

- Rzeczywiście cierpliwość się kończy i chcemy działać, by postulaty konserwatywne były wreszcie realizowane. Oczywiście zostały zrealizowane programy jak 500+, dzięki któremu rodzi się więcej dzieci. Pewnie jakaś cześć z nich, gdyby nie 500+, zginęłaby w podziemiu aborcyjnym. A więc ten program też jest prolife. Jest jeszcze dobra ustawa „za życiem”. Nie jest tak, że nic rząd PiS nie zrobił, ale to ciągle zbyt mało. Są też inne postulaty, problemy jakich rozwiązania oczekują wyborcy konserwatywni. Naprawdę jest jeszcze dużo do zrobienia, i te tematy muszą znaleźć się w pracach rządu i parlamentu.

- Te postulaty są podnoszone prawie tylko dzięki mediom katolickim i konserwatywnym. Media publiczne i prorządowe nie zajmują się praktycznie tym tematem. Tam też nie widać tych posłów, którzy chcą bronić życia nienarodzonych. Z czego to wynika?

- Bardzo byśmy chcieli, by ten konserwatywny dyskurs ws. ochrony życia się w końcu pojawił. Temat jest ważny dla milionów Polaków i powinien pojawiać się w debacie publicznej, w filmach, serialach i różnych programach. Aby ten przekaz był skuteczny powinien trafić do tzw. popkultury, a takich działań zupełnie nie widzę. Temat pro-life jak najbardziej wpisuje się w misję mediów publicznych, bo przecież chodzi o życie najmniejszych Polaków.

- A druga strona nie próżnuje.

- Silne media liberalne i lewicowe cały czas robią swoje. Promują aborcję i pod tym kątem pracują nad nastrojami społecznymi, które mogą wychylić się w lewą stronę. Ten proces jest szkodliwy dla Polski i powinniśmy pracować nad tym, by ten kurs odwrócić.

- A dlaczego Pana Posła nie ma w TVP?

- Dobre pytanie, ale chyba nie do mnie....(śmiech). Jeszcze raz powtórzę, że konserwatyści powinni mieć głos w mediach publicznych. Przecież my reprezentujemy wyborców PiS, którzy zagłosowali na nas dlatego, że np. popieraliśmy obronę życia. Teraz powinniśmy mieć możliwość tej obrony nie tylko w mediach katolickich, ale także w publicznych.

- Nie boi się Pan, że zaszkodzi w kampanii wyborczej prezydenta Andrzeja Dudy?

- Nie, bo przecież prezydent Andrzej Duda jest gwarantem tego, że agenda konserwatywnej polityki może być podnoszona. Prezydent wielokrotnie wypowiadał się, że podpisze ustawę zwiększającą ochronę życia, gdy ona tylko trafi na jego biurko. Dlatego ja zachęcam elektorat konserwatywny i swoich wyborców do głosowania na obecnego prezydenta. On jest jedynym liczącym się kandydatem, który będzie wspierał nasze postulaty konserwatywne. Andrzej Duda jest bowiem gwarantem tego, że nasze postulaty prolife i prorodzinne będą mogły być realizowane.

- Jesteśmy cały czas na wojnie kulturowej. Wojnie, w której cywilizacja życia walczy z cywilizacją śmierci. Oczywiście PiS zrobił wiele dobrych kroków, ale jest wielki niedosyt. Czy cywilizacja życia potrzebuje bardziej zdeterminowanych rycerzy na tej wojnie?

- Jako polityk rozumiem, że jesteśmy partią, która musi pozyskiwać elektorat i otwierać się na nowe grupy wyborców o różnej wrażliwości. Ale nie możemy osierocać elektoratu, dzięki któremu zdobyliśmy większość. Nie możemy zapominać o naszym trzonie, czyli elektoracie bardziej konserwatywnym. W zeszłej kadencji były poważne programy prorodzinne, naprawa finansów państwa i gospodarki, a teraz jest czas na sprawy podstawowe, których oczekuje od nas bardzo duża część naszych wyborców.

- Ale walka o cywilizację życia nie jest ważna tylko dla PiS, ale także dla Polski. Trwanie przy prawdziwych wartościach, to trwanie przy naszych korzeniach.

- W interesie naszym jest konserwatyzm, ochrona rodziny i życia. Polskość w różnych trudnych chwilach przetrwała dzięki rodzinie, przywiązaniu do Kościoła i wartości katolickich. Z tymi wartościami jako naród jesteśmy silniejsi i bardziej odporni na zewnętrzne zagrożenia. Te wartości są kapitałem społecznym, który powinniśmy pielęgnować.

- Jeżeli nie postawimy sobie tych wartości za cel i nie określimy ich jako polską rację stanu, to popłyniemy tak jak Zachód w Europy w lewą stronę. Czy Piotr Uściński zgodzi się z taką diagnozą?

- Jestem daleki od twierdzeń, że Polska może uzyskać tylko wtedy sukces, gdy będzie wspierała Berlin. Polacy są zbyt dumnym narodem, by być kogoś wasalem i płynąć w głównym nurcie. My mamy swoją tożsamość, którą powinniśmy pielęgnować. Nie tylko powinniśmy zachować nasze wartości w Polsce, ale być także drogowskazem dla innych państw i wnosić nasze cenne wartości do Europy. Ten główny nurt genderowy prowadzi świat na manowce, a polską racją stanu jest przeciwstawienie się tej ideologii.

- Jednym słowem Pan Poseł jest obrońcą PiS. Dlaczego broni Pan partii przed drogą zachodniej chadecji.

- Nie możemy pójść drogą zachodniej chadecji, bo to byłoby przede wszystkim niedobre dla Polski. Przecież zachodni tzw. "konserwatyści" często realizują lewicowe postulaty. A po to powstał PiS i ja jestem po to w PiS-ie, by służyć Polsce i Polakom. Powinniśmy uczyć się na błędach zachodnich partii politycznych i nie popełniać ich błędów.

- Jeżeli PiS nie wróci do pryncypiów takich jak ochrona życia i ochrona rodziny, to wcześniej, czy później wejdzie na drogę partii Angeli Merkel. Takie kroki uczyniła już wiele lat temu Platforma Obywatelska. Czy PiS pójdzie po jej śladach?

- Niestety niektórym się wydaje, że jest to jedyna możliwa droga i nie ma alternatywy. Wskazują, że polskie społeczeństwo pójdzie drogą zachodnią, a klasa polityczna będzie za tymi nastrojami podążać. Jednak na tym polega racja stanu i prawdziwa polityka, czyli troska o wspólne dobro, by się takim trendom przeciwstawiać. Jeżeli wiemy, że ta droga jest dla Polski i Polaków zła, to róbmy wszystko, co możliwe, by ich z tej drogi zawrócić. Polską racją stanu nie jest upodobnianie się do Zachodu, a Polacy nie po to głosowali na PiS, by politycy tej partii popełniali wiele błędów swoich zachodnich kolegów. Platforma Obywatelska nie miała tyle siły by się temu trendowi przeciwstawić, a ja wierzę w to, że Prawo i Sprawiedliwość taką siłę w sobie ma.

CZYTAJ DALEJ

Polacy hojnie odpowiedzieli na apel papieża Franciszka

2020-06-05 11:50

[ TEMATY ]

Franciszek

katolikwpiera.pl

Papież Franciszek na początku pandemii ustanowił w ramach Papieskich Dzieł Misyjnych specjalny ogólnoświatowy fundusz solidarnościowy, aby pomóc mieszkańcom krajów misyjnych dotkniętych epidemią koronawirusa. Polacy szybko odpowiedzieli na apel Ojca Świętego.

Papieskie Dzieła Misyjne w Polsce natychmiast uruchomiły specjalną zbiórkę na portalu katolikwspiera.pl. Dzięki wsparciu mediów informacja trafiła do wielu ludzi z wrażliwym sercem.

Papież Franciszek mówił o sytuacji w związku z koronawirusem: „Jedną z rzeczy, której mogliśmy nauczyć się podczas trwania pandemii jest ta, że nikt nie może uratować się sam, o własnych siłach”.

„Te środki zostaną przekazane na bezpośrednią ochronę przed epidemią najbiedniejszych na terenach misyjnych, ale też na wsparcie tych niezamożnych, zazwyczaj bardzo młodych jeszcze struktur misyjnych, instytucji służących duszpastersko i ewangelizacyjnie” – mówi dyrektor krajowy PDM ks. Tomasz Atłas.

„Kościół katolicki w Bangladeszu jest zawsze blisko biednych i najbardziej bezbronnych. Wyrażamy naszą wdzięczność, ponieważ nasza wspólnota w archidiecezji Dhaka mogła skorzystać z funduszu ustanowionego przez papieża w ramach Papieskich Dzieł Misyjnych” – powiedział Agencji Fides ks. Rodon Hadima, krajowy dyrektor PDM w Bangladeszu. Ks. Hadima opisał sytuację: „Z powodu lockdownu narzuconego w całym kraju większość ludzi w Bangladeszu nie ma pracy, pieniędzy na zakup żywności i w konsekwencji cierpi głód. Chrześcijanie i nasze instytucje religijne robią, co mogą, dzieląc się zasobami, aby pomóc rozwiązać tę trudną sytuację, dając cenne świadectwo wiary i dzieląc się miłością”.

Warto podkreślić, że pomimo bardzo trudnej sytuacji wspólnota chrześcijan w tym kraju także chce odpowiedzieć na apel papieża Franciszka. „Jeśli chodzi o specjalny fundusz solidarnościowy ustanowiony przez papieża w ramach PDM, ludność Bangladeszu chce wnieść swój wkład. Wysłaliśmy list z prośbą do wszystkich diecezji i instytucji religijnych, prosząc o ofiary, a wszyscy pozytywnie odpowiadają, przesyłając drobne datki. Mamy nadzieję, że wykonamy naszą misję jako PDM w Bangladeszu. Z drugiej strony chcemy wyrazić naszą wdzięczność, ponieważ nasza społeczność była jednym z beneficjentów tego specjalnego funduszu” – dyrektor krajowy PDM w Bangladeszu.

Jak podaje Agencja Fides, dzięki specjalnemu funduszowi solidarnościowemu PDM z całego świata wsparcie dotarło już do niektórych krajów Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Pomoc otrzymały siostry klaryski z klasztoru Matki Bożej z Guadalupe w Casablance (archidiecezja Rabat, Maroko). Pięć klarysek pochodzących z Meksyku już dawniej z trudem utrzymywało się dzięki produkcji hostii oraz wytwarzaniu produktów spożywczych sprzedawanych w sieci restauracji. Pandemia doprowadziła do zawieszenia tych inicjatyw i siostry nie były w stanie dłużej same się utrzymywać.

Wikariat apostolski w Puerto Gaitan w Kolumbii będzie mógł zapewnić utrzymanie kapłanom. Podobnie w Liberii, w diecezji Cape Palmas, wysłane dotacje posłużą do zagwarantowania wsparcia duszpasterzom, którzy przez wirusa nie są w stanie zarobić na utrzymanie. W liberyjskiej diecezji Gbarnga zgłoszono dwie pilne potrzeby duszpasterskie wynikające z kryzysu społeczno-gospodarczego: wsparcie księży i katechetów oraz stworzenie programów radiowych informujących w diecezjalnym radiu o koronawirusie.

W diecezji Francistown w Botswanie, gdzie wspólnoty katolickie są bardzo młode, pandemia ma poważny wpływ na duszpasterstwo wspólnot katolickich, z których prawie żadne nie są samowystarczalne. Wysłane dotacje zostaną zatem wykorzystane m.in. do zapewnienia działalności duszpasterskiej w 6 parafiach na obszarach wiejskich.

W diecezji Umzimkulu w Republice Południowej Afryki pandemia wpłynęła na życie ludności, działalność duszpasterską oraz sytuację ekonomiczną parafii, głównie położonych na obszarach wiejskich. Wsparcie z Funduszu pomoże lokalnym parafiom i wspólnotom religijnym w zaspokojeniu podstawowych potrzeb.

Na apel papieża Franciszka na portalu katolikwspiera.pl, gdzie zebrano 100 tys. zł, odpowiedziały 492 osoby. Część ofiarodawców wpłacała bezpośrednio na konto PDM – w 74 wpłatach przekazało 70 tys. zł. Wpłacały osoby indywidualne różnych stanów, parafie i wspólnoty zakonne. Łączna kwota, jaką dyrekcja krajowa PDM w Polsce przekaże papieżowi, to 170 tys. zł.

CZYTAJ DALEJ

Warszawa: od dziś kaplica relikwii bł. ks. Jerzego Popiełuszki ponownie otwarta

2020-06-06 09:08

[ TEMATY ]

rocznica

bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Archiwum

Z okazji 10. rocznicy beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu zostanie dziś zainstalowana gablota z przedmiotami, które miał ze sobą ks. Jerzy w dniu swojej męczeńskiej śmierci. Wydarzenie odbędzie się o godz. 11.00 w kaplicy relikwii, która tego dnia zostanie ponownie otwarta dla wiernych.

W pancernej gablocie zobaczyć będzie można m.in. złoty medalik, który miał na sobie ksiądz Jerzy, honorową legitymację odznaki Akcji „Burza”, wezwanie na przesłuchanie do prokuratury, metalowy obrazek Matki Bożej z Dzieciątkiem pochylającą się nad żołnierzem AK, zapalniczkę z napisem “Solidarność”, czy orzełka.

W pierwszej, wcześniej udostępnionej gablocie, eksponowana jest sutanna, w której zginął ksiądz Popiełuszko, uprowadzony i zabity przez funkcjonariuszy SB 19 października 1984 roku. Legendarny kaznodzieja Mszy w intencji Ojczyzny, które sprawował w latach 80. ub. wieku w kościele św. Stanisława Kostki, przy tej świątyni został też pochowany.

W salach dolnego kościoła, mieści się Muzeum Księdza Jerzego Popiełuszki. Założył je ówczesny proboszcz, ksiądz prałat Teofil Bogucki niedługo po męczeńskiej śmierci kapłana. W 2004 roku, staraniem kolejnego proboszcza, księdza Zygmunta Malackiego, Muzeum otrzymało nowoczesną, multimedialną formę.

W dziewięciu salach muzealnych znajduje się kilka tysięcy eksponatów, w tym przedmioty osobiste księdza Jerzego, przedmioty związane z jego męczeńską śmiercią, zdjęcia, prezentacje filmowe i dźwiękowe.

Autorzy ekspozycji przedstawiają Błogosławionego jako kapłana, który odpowiedział na otrzymane znaki Boga i przez lata dojrzewał do męczeństwa. Pragnął być księdzem w określonych warunkach historycznych, dla ludzi, których Pan Bóg postawił na Jego drodze. Był świadkiem Chrystusa w trudnych czasach i wielu doprowadził do Boga swoim przykładem.

Dwie gabloty umieszczone w kaplicy relikwii ks. Jerzego Popiełuszki przechowują cenne przedmioty związane z Jego męczeńską śmiercią są odporne na wszelkie naruszenia fizyczne, ognioodporne, z regulowaną wilgotnością i temperaturą, podświetlane.Takie zabezpieczenie śladów pozwoli im przetrwać, by dalej świadczyć o męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki i umożliwi ich ekspozycję.

Przedmioty, które są świadkami męczeństwa i śmierci duchownego noszą ślady dramatycznych wydarzeń sprzed blisko 36 lat. Są poszarpane, pobrudzone, pełne błota. Dzięki wsparciu MKiDN, żoliborskiemu muzeum udało się przeprowadzić ich podstawową konserwację, tak, żeby ochronić tkaniny i zachować wszelkie ślady dramatu.

Od 1984 roku do grobu błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki, znajdującego się przy kościele św. Stanisława Kostki obok muzeum, przybyły 23 miliony pielgrzymów. Spośród pielgrzymów i turystów z zagranicy najliczniejszą nację stanowią Amerykanie, następnie Francuzi i Hiszpanie – poinformował KAI Paweł Kęska z Muzeum i Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu Księdza Jerzego Popiełuszki.

Kapłan-męczennik wciąż cieszy się niezmiennym kultem. W Polsce jego relikwie są przechowywane w około 990 miejscach, m.in., w kaplicy sejmowej i prezydenckiej oraz w różnych kaplicach więziennych.

Kult kapelana “Solidarności” rozprzestrzenia się także za granicą. Jego relikwie obecne są w 448 kościołach i kaplicach w 61 krajach, m.in. w Wietnamie, Korei Południowej czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Od 1984 roku czyli daty śmierci ks. Popiełuszki, do żoliborskiego ośrodka dokumentacji zgłoszono 570 świadectw, także ze świata, dotyczących łask otrzymanych za wstawiennictwem ks. Jerzego. 20 z nich posiada dokumentację medyczną.

W Polsce są już 52 szkoły którym patronuje kapłan z Żoliborza. Jego imię nosi już 219 ulic, placów, z czego 5 za granicą, m.in. w Nowym Jorku i Budapeszcie.

Paweł Kęska zwraca uwagę, że polski męczennik pozostaje dla ludzi z całego świata postacią wciąż ważną i uniwersalną, a nie kimś z dawno minionej historii Polski. “Przed rokiem oprowadzałem pielgrzymów z Palestyny, którzy przejęci biografią ks. Jerzego powiedzieli: tak, to będzie nasz patron, patron prześladowanych chrześcijan, bardzo takiego potrzebujemy” – wspomina Paweł Kęska.

Zdaniem popularyzatora, osoba ks. Popiełuszki i jego znaczenie jest wciąż do odkrycia, m.in. dlatego, że wiele materiałów nie zostało do tej pory opracowanych, nie przeprowadzono również kwerend w archiwach, które mogą zawierać cenne materiały dotyczące działalności kapłana oraz tego, jak była ona na bieżąco oceniana.

Kęska wskazuje, że można dokonać kwerend w archiwach Solidarności, Radia Wolna Europa, w niektórych archiwach kościelnych czy choćby w regionalnych archiwach IPN. Zadaniem do zrealizowania jest z pewnością kompleksowe, wieloaspektowe opracowanie zagadnienia roli jaką spełniał kapłan w życiu publicznym. Wyraził przy tym nadzieję na rychłe rozpoczęcie prac z wykorzystaniem nieopracowanych i nieznanych dotąd źródeł.

***

Ks. Jerzy Popiełuszko urodził się w 1947 r. w wiosce Okopy na Białostocczyźnie, był kapelanem związanym z “Solidarnością” i robotnikami. Podczas Mszy za Ojczyznę sprawowanych w kościele św. Stanisława Kostki na stołecznym Żoliborzu publicznie krytykował nadużycia władzy komunistycznej. Równocześnie – zgodnie z przytaczaną przez siebie ewangeliczną zasadą “zło dobrem zwyciężaj” – przestrzegał przed nienawiścią do funkcjonariuszy systemu.

19 października 1984 r. został porwany przez oficerów Służby Bezpieczeństwa z IV Departamentu MSW. Po brutalnym pobiciu, oprawcy wrzucili księdza do Wisły na tamie koło Włocławka. Został pochowany na placu przed kościołem św. Stanisława Kostki, gdzie był duszpasterzem. W pogrzebie ks. Popiełuszki uczestniczyły tysiące ludzi.

Ks. Jerzy Popiełuszko został beatyfikowany 6 czerwca 2010 r. podczas Mszy św. na Placu Piłsudskiego w Warszawie.

Obecnie trwa jego proces kanonizacyjny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję