Reklama

Wiara

Taki zwykły, że aż święty

Z zewnątrz nikt szczególny. Krótkie włosy, niezbyt charakterystyczna twarz, małomówny, nieśmiały. W środku duchowy tytan z przepastną wiedzą teologiczną i niewzruszonym panowaniem nad sobą. Oto on – Wenanty, franciszkanin z Galicji

Niedziela Ogólnopolska 40/2019, str. 18-19

[ TEMATY ]

święto

www.wenanty.pl

O. Wenanty Katarzyniec, w tle kościół w Czyszkach, miejsce pracy o. Wenantego

Moja historia ze sługą Bożym o. Wenantym Katarzyńcem, zmarłym niemal sto lat temu franciszkaninem, urodzonym w małej wiosce niedaleko Lwowa, zaczęła się od lektury biografii św. Maksymiliana.

Promotor Maksymilian

Parokrotnie natrafiłem tam na wypowiedzi założyciela Niepokalanowa o tym skromnym, prostym człowieku, o przyjaźni, która ich łączyła. Ilekroć pojawiał się wątek o. Wenantego, doświadczałem swego rodzaju wewnętrznego pokoju, jakiejś sympatii, która mimochodem przychodziła, a odnosiła się przecież do człowieka, którego znałem z kart jednej tylko książki, gdzie w dodatku był on dość sporadycznie wspominany.

Kiedy gruchnęła wieść o tym, że red. Tomasz Terlikowski bierze się po o. Maksymilianie za biografię właśnie tego sługi Bożego pochowanego w urokliwej Kalwarii Pacławskiej na Podkarpaciu, gdzie ów franciszkanin spędził ostatnie lata życia, czekałem z niecierpliwością. W międzyczasie przyswajałem różne informacje na jego temat dostępne w internecie (głównie na prowadzonej przez o. Edwarda Staniukiewicza OFMConv z Kalwarii Pacławskiej stronie: wenanty.pl).

Reklama

Odwiedziny

Nim w moje ręce trafiła biografia o. Katarzyńca, wraz z braćmi z redakcji Drogi Odważnych wybraliśmy się do miejsca jego pochówku. Był to czas wielu rozmów, m.in. ze wspomnianym o. Staniukiewiczem, który podarował mi książkę o o. Wenantym swojego autorstwa. Był to też czas rozmowy z samym o. Wenantym. Nie wiem, ile czasu spędziłem przed jego grobem, ale minuty płynęły mi wtedy zupełnie inaczej, rzadko kiedy tak odpoczywałem.

Ten sługa Boży ugruntował po tym wyjeździe swoją pozycję cichego patrona Drogi Odważnych, kogoś stojącego za plecami naszego głównego orędownika w niebie – św. Maksymiliana. Tak było za życia obu zakonników, tak jest i teraz – jeden w cieniu, drugi na pierwszej linii.

Oczywiście, obie książki pochłonąłem jednym tchem. Jednocześnie stałym elementem mojego dnia stała się modlitwa o beatyfikację o. Wenantego spisana przez samego św. Maksymiliana i przez niego kolportowana na obrazkach z wizerunkiem o. Katarzyńca, które wydrukował po jego śmierci. Dość szybko się zorientowałem, że umiem tę modlitwę na pamięć. To pomaga, bo mogę odmówić ją dosłownie gdziekolwiek, i sprawia, że ten zwyczajny, skromny, prosty zakonnik towarzyszy mi po cichu każdego dnia.

Reklama

Generalnie: nuda

Te dwa słowa usłyszałem od jednego z moich przyjaciół po tym, jak przeczytał biografię o. Wenantego, bezpośrednio po lekturze książki o św. Maksymilianie. Rzeczywiście, porównanie obu życiorysów pod kątem podejmowanej aktywności, pewnego rozmachu działań daje takie wrażenie. Ojciec Wenanty nie był na studiach w Rzymie, nie założył żadnej wspólnoty, nie jeździł na misje, nie był zagorzałym apologetą ani ewangelizatorem, ale z jakiegoś powodu o. Maksymilian był po jego śmierci przekonany o jego świętości i obrał go za patrona startującego wówczas czasopisma „Rycerz Niepokalanej”. Można powiedzieć, że nie miał wyjścia.

Kiedy o. Maksymilian poszukiwał autorów do „Rycerza”, bardzo zależało mu na obecności w tym gronie o. Wenantego. Ten był już bardzo chory i nie chciał się podjąć tego zobowiązania, ale zapewnił swojego przyjaciela, że po śmierci bardziej wydatnie będzie w stanie wesprzeć to dzieło. Tak się rzeczywiście stało. Pierwszy numer „Rycerza” ukazał się 9 miesięcy po śmierci o. Wenantego, a szef redakcji nie miał wątpliwości, za czyją przyczyną znalazły się pieniądze na jego wydanie. I, oczywiście, nie była to jedyna taka sytuacja.

To był początek, dzięki któremu o. Wenanty nosi dziś przydomek „brat bankomat”, bo jak potwierdzają franciszkanie z Kalwarii Pacławskiej, jest on bardzo skutecznym orędownikiem w sprawach finansowych i biznesowych. Ciekawy paradoks: „nudne” życie na ziemi i brak jakichś znaczących epizodów związanych z pieniędzmi skutkuje obfitością środków finansowych wyproszonych za jego wstawiennictwem. Być może Bóg chce przez to pokazać, że pieniądze powinny iść w naszym życiu w parze ze skromnością, pokorą i konsekwencją w realizowaniu codziennych obowiązków.

Pan siebie samego

Bardzo łatwo byłoby spłycić opowieść o o. Wenantym do określenia „brat bankomat”, tak jak często ograniczamy naszą wiedzę o św. Maksymilianie do jego męczeńskiej śmierci. Tymczasem za świętością jednego i drugiego nie stoją li tylko męczeństwo czy świadectwa finansowego błogosławieństwa, ale to zwykła codzienność, która w swojej systematyczności życia duchowego i głębi relacji z Bogiem była prostą drogą do nieba.

Zawsze na wyobraźnię działa mi jeden cytat ze wspomnień św. Maksymiliana o o. Katarzyńcu, odnoszący się do ich pierwszego spotkania, gdy nie byli jeszcze kapłanami: „Spokój upiększający obcowanie z nim wskazywał, że jest on panem samego siebie”. Te słowa opisują 20-letniego ledwie człowieka, który dopiero ma zacząć pogłębiać swoją duchowość w murach lwowskiego seminarium Franciszkanów. Dziś możemy zupełnie nie zdawać sobie sprawy, o co chodziło św. Maksymilianowi, bo komputery i telefony bardzo skutecznie odbierają nam kontakt z samymi sobą, w zamian dając kontakt z całym światem. Ojcu Wenantemu ten konktakt nie był do niczego potrzebny, siebie bowiem znał doskonale.

Z jego biografii łatwo jest wyciągnąć wyobrażenie człowieka głęboko skupionego i uporządkowanego wewnętrznie, kogoś, kto doskonale zna swoje wnętrze i wie, co się w nim dzieje w danym momencie. Po lekturze jego życiorysów mam nieodparte wrażenie, że właśnie to jest pewnym zwornikiem jego świętej codzienności i wykonywania zwykłych czynności w niezwykły sposób.

Wikariusz, spowiednik, nauczyciel

Tylko jeden rok przetrwał jako wikariusz na parafii. Wyjeżdżać musiał pod osłoną nocy, by ludzie nie widzieli, że go „tracą”. Jako spowiednik i kaznodzieja był dla nich skarbem, ale Bóg widział go już po tak krótkim czasie kapłaństwa jako magistra franciszkańskiego nowicjatu we Lwowie.

Szczególnie na tym etapie jego życia objawił się pewien piękny charyzmat, którym był obdarzony, a który sprawił, że o. Wenanty stał mi się jeszcze bardziej bliski. Otóż od czasu do czasu mam w mojej wspólnocie za zadanie powiedzieć coś mądrego do braci w ramach konferencji czy filmów formacyjnych. Nie miałem najmniejszych wątpliwości, kogo powinienem prosić o patronowanie tej nauczycielskiej posłudze. Ojciec Katarzyniec, jak zaświadczają jego słuchacze zarówno z wiejskiej parafii, jak i z seminarium, miał dar przekazywania zawiłych prawd teologicznych w prosty i przystępny sposób, nie tracił przy tym głębi poruszanego tematu. Jest to coś, czego mi brakuje i w czym chciałbym o. Wenantego naśladować.

Patron dla młodych

Ojciec Wenanty odszedł w wieku 32 lat. W zasadzie całe jego życie to była młodość. Jaka ona była? Co było dla niej charakterystyczne? Do głowy przychodzi mi jedno słowo: pasja. Oczywiście, miał etapy pewnych kryzysów, gdy sam w wieku 15-16 lat z trudem się utrzymywał w wielkim mieście – we Lwowie. Miał jeden taki rok szkolny, gdy jego oceny mocno powędrowały w dół. Mógł poczuć odrzucenie, gdy w pierwszym podejściu nie przyjęto go do zakonu, ale kazano mu skończyć szkołę (na co nie miał grosza przy duszy i nie miał już serca prosić rodziców) i w dodatku polecono, by nauczył się najpierw łaciny. I to jest sytuacja, w której objawiło się, według mnie, najmocniej jego młodzieńcze serce, pełne pasji i samozaparcia. Co zrobił? Zagryzł zęby, uznał, że widocznie taka jest wola Boża, i wziął się do ciężkiej pracy.

Ile trzeba mieć w sobie pasji, by jako 18-latek zarobić dla siebie na cały rok kształcenia się i przez ten sam rok zacząć biegle władać łaciną? Tak bardzo Bóg był jego pasją. Tak bardzo jego pasją były Kościół i zakon franciszkański. Był człowiekiem orkiestrą – wychowywał, wykładał, kierował duchowo, spowiadał, dokształcał w razie braków szkolnej wiedzy i wszystko to robił na najwyższym poziomie i bez rozgłosu, zwyczajnie. Oto zwykły, święty zakonnik – o. Wenanty.

2019-10-01 13:55

Ocena: +5 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święte ciało idzie do nieba

2020-08-12 08:36

Niedziela wrocławska 33/2020, str. I

[ TEMATY ]

święto

Wniebowzięcie NMP

Graziako

Wniebowzięcie Matki Bożej

Prawda o Wniebowzięciu Matki Bożej to dogmat naszej wiary, ogłoszony dosyć niedawno, bo 1 listopada 1950 r. przez papieża Piusa XII.

Jedno z najstarszych i najważniejszych świąt maryjnych obchodzimy w Kościele 15 sierpnia. W polskiej tradycji znane też jako święto Matki Bożej Zielnej, ponieważ przypada na okres pierwszych zbiorów i dożynek, kiedy intensywnie pachną kwiaty i zioła. Istnieje też tradycja, która mówi, że Apostołowie zamiast ciała Maryi znaleźli piękne naręcza kwiatów, stąd ten element w liturgii kościelnej.

CZYTAJ DALEJ

Bejrut: pielęgniarka uratowała w chwili wybuchu troje wcześniaków

2020-08-12 10:25

[ TEMATY ]

pomoc

Twitter

Zdjęcie nieznanej pielęgniarki z uniwersyteckiego Szpitala św. Jerzego w Bejrucie, która uratowała troje wcześniaków z neonatologicznego oddziału intensywnej terapii, obiegło cały świat, stając się ilustracją bohaterskiego czynu w obliczu niespotykanej tragedii. Eksplozja w stolicy Libanu, do której doszło 4 sierpnia, zamieniała miasto w ruinę. W wyniku wybuchu ginęło co najmniej 220 osób, 7 tys. mieszkańców zostało rannych i około 300 tys. ludzi straciło dach nad głową.

Zdjęcie niezidentyfikowanej pielęgniarki trzymającej na rękach troje wcześniaków, rozmawiającej przez telefon, zrobił fotograf Bilal Jawich. W rozmowie z CNN Arabic przyznał, że był „zdumiony, gdy zobaczył pielęgniarkę trzymającą trzy noworodki. „Dostrzegłem spokój pielęgniarki, który kontrastował z otaczającą zaledwie metr dalej atmosferą” – zrelacjonował. „Wyglądała jakby posiadła ukrytą moc, która dała jej samokontrolę i zdolność, by uratować te dzieci” – dodał dziennikarz, który później rozmawiał z uwiecznioną na zdjęciu bohaterką. Okazało się, że w chwili wybuchu była na oddziale położniczym. Straciła przytomność. Gdy się ocknęła, zdała sobie sprawę, że niesie ze sobą trójkę przedwcześnie urodzonych dzieci. Noworodki trafiły potem do innego szpitala.

W wyniku eksplozji zginęło cztery pielęgniarki i co najmniej 13 pacjentów Szpitala św. Jerzego w Bejrucie, z kolei w Hopital des Soeurs du Rosaire jedna pielęgniarka zginęła, a druga ma połamane nogi.

„Wszystkie windy są zepsute. Respiratory, monitory, drzwi - wszystko jest zniszczone” – powiedział dr Joseph Elias, szef działu kardiologii w Hopital des Soeurs du Rosaire, tłumacząc dziennikarzom, jak pacjenci musieli zostać przeniesieni do innych nieuszkodzonych szpitali, a ciężko ranni byli leczeni na korytarzach i parkingach.

CZYTAJ DALEJ

Licheń: Odpust Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

2020-08-12 16:56

[ TEMATY ]

Licheń

Wniebowzięcie NMP

BIURO PRASOWE SANKTUARIUM MARYJNEGO

Tegoroczna uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny będzie w dniach 14-16 sierpnia w Sanktuarium Matki Bożej Licheńskiej okazją do potrójnego świętowania: uczczenia 170. rocznicy objawień Matki Bożej w Grąblinie, 53. rocznicy koronacji obrazu Matki Bożej Licheńskiej i setnej rocznicy „Cudu nad Wisłą”.

Uroczystości odpustowe rozpoczną się w piątek 14 sierpnia i Nieszporami maryjnymi i Mszą Św. przy ołtarzu koronacyjnym w starej części Sanktuarium. Po Eucharystii w licheńskiej bazylice o godz. 20.15 Barbara Kaczor, licheńska organistka, zagra koncert „Magnificat. Z Maryją wielbimy Boga”. Po nim tradycyjnie odbędzie się Apel Maryjny i procesja ze światłami.

W dzień odpustu, 15 sierpnia wierni będą modlić się w bazylice o godz. 11.00 Różańcem w intencji Ojczyzny. W południe sprawowana będzie główna Msza Św., podczas której zaśpiewa chór bazyliki licheńskiej „Stabat Mater” i Sanktuaryjny Kwintet Dęty.

Po południu, o godz. 14.30 delegacja złoży kwiaty pod pamiątkowym obeliskiem Bitwy Warszawskiej 1920 roku, a Msza Św. o godz. 16.00 zostanie odprawiona w intencji poległych w obronie Ojczyzny w wojnie polsko-bolszewickiej.

Uroczystości odpustowe zakończą się w niedzielę. O godz. 15.00 z kościoła św. Doroty w Licheniu wyruszy procesja do kaplicy objawień w Grąblinie, gdzie będzie sprawowana Msza święta.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję