Reklama

Głos z Torunia

Sanktuarium życia

O słuchaniu, zaufaniu i myciu nóg z Katarzyną i Markiem Kalczyńskimi rozmawia ks. Paweł Borowski

Niedziela toruńska 38/2019, str. 4-5

[ TEMATY ]

wywiad

Archiwum rodzinne

Bycie we wspólnocie Domowego Kościoła pomaga w tworzeniu relacji małżeńskich i relacji z dziećmi

KS. PAWEŁ BOROWSKI: – Całe małżeńskie życie jesteście w Domowym Kościele. Co Wam daje Domowy Kościół?

KATARZYNA KALCZYŃSKA: – Wiedziałam, że padnie to pytanie, a jednak zawsze trudno jest na nie odpowiedzieć (śmiech). Dzięki formacji w Domowym Kościele nie żyjemy osobno. Może to wydawać się dziwne, bo przecież jesteśmy małżeństwem, więc żyjemy razem pod jednym dachem, mamy wspólne sprawy, zmartwienia i troski. Jednak czasem można żyć z kimś pod jednym dachem, ale nie razem. Domowy Kościół nauczył mnie, jak żyć nie obok siebie, lecz ze sobą. Dzięki temu wiem, że kiedy dzieci opuszczą rodzinne gniazdo, to nie zostanie w nim dwoje ludzi, którzy żyją osobno. Zostanę w tym domu z kimś, kogo kocham, w tym domu nie będzie dwóch pokoi, w których żyje para nieznoszących się ludzi.

– Współcześnie dużo mówi się o kryzysie ojcostwa. Czy bycie w Domowym Kościele pomaga być ojcem?

MAREK KALCZYŃSKI: – Bycie w tej wspólnocie pomaga w tworzeniu relacji małżeńskich i relacji z dziećmi. Uczę się rozmawiać z moją żoną, również z innymi ludźmi podczas spotkań kręgu. W Domowym Kościele praktykujemy tzw. dialog małżeński. Rozmawiamy ze sobą, a przede wszystkim wysłuchujemy się. Taki sposób rozmowy przenosimy również na komunikację z naszymi dziećmi. Skoro nauczyłem się słuchać żony (śmiech), tego, co ma do powiedzenia, to mogę słuchać także dziecka. Nie muszę od razu ustawiać się w roli nakazowej, oceniania, ale mogę słuchać, aby zrozumieć. Potem zostanę wysłuchany i zrozumiany przez swoje dziecko.
To prawda, że jest kryzys ojcostwa. Jedną z przyczyn jest to, że zmienił się model relacji między ojcem a dziećmi. Kiedyś był bardziej nakazowy ze strony rodzica. Ojciec kazał, a dziecko słuchało. Teraz dzieci, a zwłaszcza nastolatki, tego nie akceptują i tata nie wie, jak w takiej sytuacji postępować. Ja, ojciec, muszę z nimi rozmawiać, a nade wszystko słuchać, żeby do mnie dotarło, jaki jest rzeczywisty problem młodego człowieka i jak on to widzi, a nie to, co ja sobie wyobraziłem.

– Jednym z elementów formacji jest wspólna modlitwa małżeńska i rodzinna. Czy dzieci chętnie się modlą z Wami?

M.K.: – Chętnie. Przy czym nie jest prosto wszystkich zebrać naraz. Praktyką naszej rodziny jest wspólna modlitwa w każdą niedzielę. Modlimy się wspólnie również w różnych innych sytuacjach, np. przed podróżą, przed wyruszeniem na stok narciarski, przy problemach. Czasami, rzadko, ale zdarza się, że dzieci same proponują wspólną modlitwę z jednym z nas, z tatą czy mamą.
K.K.: – Wspólna modlitwa całej rodziny sprawia, że dzieci nie mają oporu, jest to dla nich czymś naturalnym i oczywistym.
M.K.: – Oczywiście te wszystkie rzeczy nie dzieją się automatycznie. To wszystko dokonuje się przez lata pracy nad sobą i formacji. Przychodzą różne kryzysy, z którymi trzeba się zmierzyć. Wiele lat temu uczestniczyliśmy w rekolekcjach z parami, które już miały dłuższe doświadczenie w Domowym Kościele. Odkryliśmy wtedy, że każde z tych małżeństw lubi ze sobą przebywać. Na rekolekcjach, na których małżeństwa zaczynają swoją przygodę w tej wspólnocie, pary spędzały często czas osobno – mąż oddzielnie, żona oddzielnie, albo szukały okazji do spotkań z innymi małżeństwami w czasie wolnym, a ci, którzy już przeszli lata wspólnej modlitwy i dialogu małżeńskiego wolne chwile spędzali ze sobą, lubili ze sobą przebywać.
K.K.: – To nas zmobilizowało do zweryfikowania swojego podejścia do wielu spraw. Pojawiło się większe pragnienie głębszego wejścia w formację i praktykowania zasad Domowego Kościoła takie, jakie one są. Pojawiła się myśl: Dlaczego tak późno to odkryliśmy (śmiech).

– Domowy Kościół jest szkołą?

K.K.: – Jest szkołą. Uczy nas, jak żyć w zgodzie ze sobą, z mężem, z rodziną.
M.K.: – Każdy z nas ma jakieś ograniczenia, a spotkania kręgu, dialog z żoną i inne praktyki Domowego Kościoła pomagają mi te ograniczenia pokonywać.
K.K.: – Bycie we wspólnocie z innymi małżeństwami i rodzicami pozwala odkryć, że nie jesteśmy jedynymi, którzy przeżywają różnorakie trudności. To daje poczucie oparcia. Omawiamy też tematy pomagające pokonywać rodzinne problemy.

– Tegoroczna pielgrzymka rodzin i małżeństw na Jasną Górę przebiega pod hasłem: „Rodzina sanktuarium życia”. Jak rozumiecie te słowa?

K.K.: – To w rodzinie powstaje nowe życie, jest pielęgnowane, kształtuje się i rusza w świat. Rodzina nie jest miejscem, w którym mamy się zatrzymać na zawsze, lecz mamy wypuszczać w świat młodych ludzi, by szli i tworzyli nowe rodziny, tworzyli kolejne sanktuaria. Ale rodzina jest miejscem, do którego się wraca, jak z pielgrzymką do sanktuarium, by naładować akumulatory i ruszyć dalej.

– Jako nowa para diecezjalna Domowego Kościoła macie jakąś wizję swojej posługi?

M.K.: – Pełniliśmy już posługę pary rejonowej. Wówczas stworzyliśmy sobie jakieś plany, wizje drogi, którą chcieliśmy pójść, ale życie pokazało, że byliśmy postawieni przed innymi potrzebami i musieliśmy realizować coś innego, coś, co Bóg widział jako bardziej potrzebne. Oczywiście, że teraz też mamy pewne plany, ale obecnie podchodzimy z większą otwartością i zaufaniem do nowej posługi.
K.K.: – Chcemy również służyć tak, by nie zmarnować dzieła, które przed nami kształtowali inni.

– Macie jakiś wzór małżeństwa i rodziny?

M.K.: – Trudno wskazać jedno małżeństwo, ale wiele aspektów w życiu innych rodzin, podejście do dzieci, wzajemne relacje stawały i stają się dla nas inspiracją. Jedną z takich inspiracji był zwyczaj, który praktykowała jedna z rodzin, z którą spotkaliśmy się na rekolekcjach, a mianowicie umycie nóg w gronie rodziny po Liturgii Wielkiego Czwartku. Wprowadziliśmy ten gest do naszego życia. Muszę powiedzieć, że kiedy klękam przed swoim dzieckiem, by obmyć mu stopy, to jest to za każdym razem bardzo mocne doświadczenie. To jest coś więcej niż mycie nóg, to jest symbol wymagający przełamania się. Jest symbolem dla dziecka, dla mojej żony, ale jest symbolem także dla mnie: umywam nogi mojej rodzinie, bo jestem wezwany, by im służyć. Nie jestem tylko tym, który wskazuje palcem zadania do wykonania, chociaż również to robię, np. rozdzielając sobotnie zadania, ale jestem myjącym nogi, który służy swojej rodzinie.
K.K.: – Mamy szczęście wywodzić się z rodzin, których tradycją jest nierozerwalność małżeństwa. To też chcemy przekazać własnym dzieciom.

– Dziś w kulturze tymczasowości, kiedy wymienia się coś na lepszy model, trwanie w Domowym Kościele pomaga wytrwać w wierności małżeńskiej.

M.K.: – Nam pomaga. Dzięki trwaniu w Domowym Kościele lubimy ze sobą być. I widzimy, że małżeństwa, które są w tej wspólnocie, także lubią ze sobą być. To wspaniałe, kiedy patrzysz w oczy swojej żony po wielu latach i nadal ją lubisz, nadal chcesz z nią być. (śmiech)
Jednak ważne jest podkreślenie jeszcze jednej sprawy. Czy bycie w Domowym Kościele pomaga w budowaniu małżeństwa i rodziny? Myślę, że samo bycie – nie. Nie wystarczy przynależność i chodzenie na spotkania, potrzeba jeszcze życia wskazaniami, takimi jak: praktykowanie dialogu, modlitwy, czytania Pisma Świętego i wprowadzania dobrych nawyków do swojego życia.
K.K.: – Bycie w Domowym Kościele jeszcze nic nie zmienia, ale bycie domowym kościołem, już tak, zmienia wszystko.

* * *

Katarzyna i Marek Kalczyńscy
są małżeństwem od 22 lat. Pracę nad swym małżeństwem rozpoczęli 21 lat temu w kręgu Domowego Kościoła przy parafii pw. Matki Bożej Zwycięskiej w Toruniu. Od około 10 lat są w jednym z kręgów w parafii pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Grębocinie. Są rodzicami trójki dzieci: 19-letniego Bartka, 15-letniej Zosi i 10-letniego Szymka. Od września br. posługują jako para diecezjalna Domowego Kościoła Diecezji Toruńskiej

2019-09-17 14:31

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

5 pytań do… pana Pawła Solocha

2020-05-30 08:23

[ TEMATY ]

wywiad

polityka

5 pytań do...

Piotr Grzybowski rozmawia z Pawłem Solochem, Sekretarzem Stanu, Szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Piotr Grzybowski: Czy może Pan Minister przybliżyć nam funkcję i miejsce BBN w strukturze naszego Państwa?

Paweł Soloch: Biuro Bezpieczeństwa Narodowego jest instytucją pracującą na rzecz Prezydenta. Jest organem doradczym, ale podejmuje również działania związane z realizacją prezydenckich prerogatyw. Na polecenie Prezydenta lub z własnej inicjatywy przygotowujemy opinie, analizy czy projekty aktów prawnych. Zarówno w sprawach bezpieczeństwa wewnętrznego, jak i międzynarodowego. Biuro odpowiada też za współpracę ośrodka prezydenckiego z rządem w sprawach bezpieczeństwa.

Oczywiście szczególnie ważne jest wspieranie Prezydenta w realizacji jego kompetencji związanych ze zwierzchnictwem nad Siłami Zbrojnymi. Dotyczą one kierowania obroną państwa, zatwierdzania planów oraz dokumentów strategicznych, mianowana na stopnie oficerskie i generalskie czy wyznaczana oficerów na najwyższe stanowiska w Siłach Zbrojnych. BBN zapewnia także obsługę posiedzeń Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Po co tworzy się Strategię Bezpieczeństwa Narodowego ?

Z dwóch powodów. Po pierwsze, jest to swego rodzaju „mapa drogowa”, zbiór konkretnych zadań i celów dotyczących wzmacniania bezpieczeństwa dla wszystkich organów i instytucji państwa. Prace nad Strategią są także dużym wysiłkiem jeśli chodzi o budowanie wspólnej myśli, z założeniem, że będzie ona konsekwentnie realizowana, także w razie zmiany władzy.

Z drugiej strony, jest to przekaz dla innych państw, ale też własnego społeczeństwa, dotyczący kształtu naszej polityki bezpieczeństwa. Jest to pewna wykładnia postrzegania zagrożeń przez władze oraz opis działań i przygotowań, jakie będziemy podejmować, aby te zagrożenia niwelować.

Oczywiście to, czego się oczekuje od każdej strategii, to przełożenie jej zapisów i rekomendacji na realne działania. Stąd w obecnej Strategii przywołana została kwestia przyjęcia ustawy o zarządzaniu bezpieczeństwem narodowym. W porozumieniu z rządem uruchamiamy właśnie prace nad projektem tej ustawy.

Pan Prezydent Andrzej Duda 12 maja podpisał w dość uroczystej formie nową Strategię Bezpieczeństwa Narodowego. Co w niej jest nowego?

Może zacznę od tego, co nie zmieniło się w sposób zasadniczy jeżeli chodzi o kierunki działania państwa, ale zostało pewnym stopniu zmodyfikowane. Konsekwentnie realizujemy kierunek, nazwijmy „pro-zachodni”, związany z członkostwem Polski w NATO, Unii Europejskiej oraz strategicznym partnerstwem ze Stanami Zjednoczonymi. Zapisy dotyczące relacji z NATO i UE zostały uszczegółowione. Wskazujemy na konkretne inicjatywy, jak wzmocnienie mechanizmów odstraszania i obrony NATO czy przyspieszania procesów decyzyjnych i reagowania struktur Sojuszu w razie zagrożeń, a także wzmocnienie pewnych inicjatyw europejskich, takich jak PESCO. W Strategii na pewno większy nacisk położyliśmy na rolę nowych formatów zainicjowanych przez Prezydenta Andrzeja Dudę, jak Inicjatywa Trójmorza czy format „Bukaresztańskiej Dziewiątki”, skupiający państwa wschodniej flanki NATO.

W sposób mocniejszy, niż w poprzedniej Strategii, uwypuklone – jako zagrożenia dla ładu i bezpieczeństwa międzynarodowego, w tym Polski – jest wskazanie expresiss verbis, polityki rosyjskiej. Szczególnie jeśli chodzi o ocenę sytuacji po agresji rosyjskiej na Ukrainę w 2014 roku.

Natomiast w sprawach bezpieczeństwa wewnętrznego nowym, istotnym elementem jest przede wszystkim kwestia integracji zarządzania bezpieczeństwem narodowym. Ogólnie mówiąc, chodzi o wzmocnienie państwa samego w sobie. Strategia zwiera szereg daleko idących zapisów dotyczących budowania odporności państwa na kryzysy, ochrony obywateli i obrony powszechnej.

W Strategii mamy także postulat wzmocnienia obrony cywilnej, czyli formacji chroniącej obywateli w czasie kryzysów, będącej pod ochroną międzynarodowych konwencji. Obecnie taką rolę pełnią chociażby Ochotnicze Straże Pożarne. Zarówno w małych miejscowościach, jak i na przedmieściach dużych miast funkcjonuje to znakomicie. Musimy zbudować podobny system także w dużych aglomeracjach. Chodzi o zaangażowanie obywateli i wolontariuszy w systemie budowanym w znacznej mierze na wzór państw skandynawskich, gdzie ma to charakter powszechny. W Polsce, jak powiedziałem, dotyczy to przede wszystkim mniejszych ośrodków. Wzorce OSP w jakiejś formule są do wykorzystania na terenie dużych miast.

Kolejną kwestią jest ułożenie relacji w sprawach bezpieczeństwa na najwyższych szczeblach kierowania państwem. Chodzi na przykład o stworzenie bardziej elastycznej formuły i zwiększenie efektywności w relacjach między Prezydentem a Radą Ministrów czy poszczególnymi ministerstwami. To są wnioski m.in. z ćwiczeń KRAJ 19, w których uczestniczyli przedstawiciele najwyższych władz państwa. Ćwiczenia te odbyły się z inicjatywy Prezydenta Andrzeja Dudy, po raz pierwszy od 14 lat.

Obecna pandemia również wpłynęła na pewne zapisy końcowe Strategii, chociaż w jakiś sposób zagrożenia o charakterze epidemicznym były antycypowane już wcześniej. Dotyczy to zdolności państwa do reagowania nie tylko na zagrożenia militarne, ale i wszelkie inne. Dużą rolę odgrywa tu kwestia koordynacji działań instytucji państwa. Stąd postulaty ustawy o zarządzaniu bezpieczeństwie narodowym, co zostało zapowiedziane w momencie podpisywania Strategii. Mówił o tym zarówno Prezydent Andrzej Duda, jak również Premier Mateusz Morawiecki. Obaj są co do tego zgodni.

Jeden z czterech filarów Strategii mówi o konieczności kształtowania postaw patriotycznych i pielęgnowania tożsamości narodowej Polaków, zakorzenionej w chrześcijańskim dziedzictwie. Są to uniwersalne wartości, nierozerwalnie związane z bezpieczeństwem państwa. Szczególnie w Polsce, gdzie przez 123 lata braku państwowości, to właśnie tożsamość i właściwe postawy pozwoliły przetrwać naszemu narodowi.

Są też oczywiście kwestie związane z nowymi wyzwaniami, takimi jak cyberbezpieczeństwo czy szerzej, bezpieczeństwo informacyjne. Paradoksalnie pandemia dodatkowo unaoczniła znaczenie tych obszarów bezpieczeństwa.

Od 2008 obserwujemy realne działania ofensywne – agresję Rosji, najpierw wobec Gruzji, później Ukrainy. Czy Polska jest należycie zabezpieczona na kierunku wschodnim?

W Strategii znalazły odzwierciedlenie zapisy dotyczące wzmocnienia krajowych zdolności odstraszenia, czyli własnych sił zbrojnych. Przede wszystkim chodzi o potwierdzenie, mimo widma kryzysu spowodowanego pandemią, osiągnięcia docelowego pułapu 2,5 proc. PKB wydatków na obronę już w 2024 roku. Z tym wiążą się inwestycje takie jak zwiększanie liczebności Sił Zbrojnych, także poprzez utworzenie ich nowego rodzaju, jakim są Wojska Obrony Terytorialnej, czy zakup nowoczesnego sprzętu i uzbrojenia.

Jest też kwestia dalszej adaptacji Sojuszu Północnoatlantyckiego do obecnej sytuacji bezpieczeństwa. Proszę zwrócić uwagę, że od 2014 roku, wskutek agresywnych działań Rosji, rola Sojuszu wyraźnie się zmieniła. Chodzi m.in. o dyslokację wojsk sojuszniczych na flance wschodniej, w tym obecność wojsk amerykańskich na terenie Polski. Stąd podkreślenie relacji ze Stanami Zjednoczonymi, konsolidacji Sojuszu oraz zachowania jedności transatlantyckiej. Proszę zwrócić uwagę, że we wszystkich publicznych dokumentach natowskich ocena zagrożenia, np. ze strony Rosji, dla wszystkich państw NATO jest jednoznaczna.

Podobnie utrzymywane są sankcje Unii Europejskiej wobec Rosji. UE jest drugą organizacją, która – nie będąc organizacją wojskową – ma jednak znaczenie dla bezpieczeństwa i budowania jedności. Pojawiają się momentami pewne kryzysy między Stanami Zjednoczonymi a Europą, jednak jednym z nadrzędnych przekonań – nie tylko władz Polski, ale podobnie wielu innych państw zachodnich – jest to, że sojusz ze Stanami Zjednoczonymi stanowi podstawę bezpieczeństwa całego kontynentu europejskiego.

Czy widzi Pan taki moment, kiedy powie Pan: „zrobiłem wszystko - Polska jest bezpieczna”?

Na pewno jestem przekonany, że po pięciu latach prezydentury Andrzeja Dudy Polska jest bezpieczniejsza, niż była jeszcze w 2015 roku. Natomiast zapewnianie bezpieczeństwa to ciągły proces przygotowywania się na sytuacje, których dzisiaj nie jesteśmy w stanie zdefiniować.

Popatrzmy chociażby na ostatnią sytuację. Jeszcze niedawno, mówiąc o zagrożeniach, mówiliśmy o zagrożeniach przede wszystkim o charakterze militarnym. Te zagrożenia oczywiście nie zniknęły, stąd zapisy w Strategii na temat Rosji. Pojawiło się jednak coś, czego pół roku temu, dziewięć miesięcy temu nikt nie przewidywał, czyli pandemia, która stanowi zagrożenie dla praktycznie wszystkich mieszkańców Ziemi.

CZYTAJ DALEJ

Doszliśmy za wszystkich z Łowickiej Pielgrzymki

2020-05-31 15:22

[ TEMATY ]

Jasna Góra

koronawirus

pandemia

pielgrzymka łowicka

źródło: BPJG

Wielkie wzruszenie towarzyszyło wejściu 365. Łowickiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. Pierwsza w tym roku piesza pielgrzymka, nazywana ‘jaskółką’ pielgrzymowania, mimo trudności na trasie pielgrzymowania, dotarła do Matki Bożej w sobotę, 30 maja.

Pielgrzymka wyruszyła z Łowicza na Jasną Górę 25 maja. Jeszcze tego samego dnia została zatrzymana przez policję, gdyż według funkcjonariuszy doszło do naruszenia przepisów dotyczących epidemii, a bezpośrednim powodem zatrzymania pielgrzymki było nielegalne zgromadzenie. Część pątników wróciła do domów, a część kontynuowała pielgrzymkę. We wtorek, 26 maja, łowicką pielgrzymkę rozwiązano. Od 27 maja pielgrzymka powróciła na szlak, ale odbywała się w innej formie - ks. Wiesław Frelek, przewodnik pielgrzymki, dostał pozwolenie na przemarsz 5-ciu osób.

Mimo padającego deszczu, tradycyjnie, trzykrotnie padali na twarz pielgrzymi z Łowicza przed Szczytem jasnogórskim. Oddali hołd pod pomnikiem Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego. Łzy wzruszenia widać było w oczach pielgrzymów, kiedy witali się z Matką Bożą w Kaplicy Cudownego Obrazu.

Na swych pielgrzymów czekał bp Józef Zawitkowski, biskup senior z Łowicza. „Żebyście wiedzieli, jakie to dla mnie jest przeżycie - mówił w rozmowie z dziennikarzami bp Zawitkowski - Oni idą 365 razy, a ten rok - 1100 lat od Cudu nad Wisła, 100 lat urodzin papieża, trzeba lecieć, jaskółki...ale epidemia. Wiara mocniejsza jest od epidemii, wiara mocniejsza jest od panowania. Szli, mieli przygody. To nie pierwszy raz, rozpędzali ich Kozacy, rozpędzali ich zaborcy, strzelali do nich Niemcy, aresztowali ich ubowcy, ale co tam. Żebyście znali dusze Łowiczaka - wszystko przejdą, wszystko przeminą i Matce Boskiej śpiewają z taką radością. Wy nie znacie tych Księżaków, oni mają dusze twarde i zostanie to im w sercu. Następna pielgrzymka, 366. będzie większa, bo to jest doświadczenie, które umacnia wiarę”.

Anna Powroźnik

365. Piesza Pielgrzymka Łowicka, 30 maja 2020 r.

„Módlcie się z nami, my będziemy modlić się za was - prosił biskup Zawitkowski - Pan Bóg odmieni nasz los ku dobremu. Jutro Zielone Świątki, będzie już wszystko inaczej, w kościele będą wszyscy, już nie będą nam wymierzać miejsca, a przyjdzie czas, że Pan Bóg nas pozna, jak zdejmiemy maski”.

Słowa powitania do Łowiczaków skierował w Kaplicy Matki Bożej o. Samuel Pacholski, przeor Jasnej Góry.

Ojciec przeor porównał Pielgrzymkę Łowicką do gołębicy, która przynosząc Noemu zielony, świeży listek oliwki, zwiastowała, że wody potopu opadają: „Mam nadzieję, że wy przychodzicie jak jaskółka i jak gołębica pokoju, żeby nam zwiastować, że to, o co prosiliście, o ustąpienie pandemii, o potrzebne łaski nie tylko dla waszego diecezjalnego Kościoła, ale dla całej naszej Ojczyzny, przez trud, gorliwą modlitwę i pokutny charakter tej pielgrzymki, która odbyliście, że to wszystko przez ręce Maryi, zostanie nam dane”.

„Bardzo się cieszę, że mogę was tutaj witać. Waszej pielgrzymki nie powstrzymały wojny, zabory, stan wojenny, inne epidemie. Wasi ojcowie w 1894 roku pielgrzymowali prosić także o uwolnienie od epidemii cholery i wówczas wyprosili te łaskę dla Łowicza. Dzisiaj pieszo tutaj przyszły 22 osoby, ale są też inni, którzy dojechali, cała rzesza duchowych pielgrzymów”.

„Przychodzicie tutaj jako zwiastuni dobrej nowiny - podkreślał ojciec przeor - Jako ci, którzy już nie tylko w tym roku w imieniu Łowicza, ale myślę całej Ojczyzny, po tych ponad dwóch miesiącach czasu, kiedy ta Kaplica była niemalże opustoszała, przychodzicie i w tym pierwszym dniu, kiedy możemy się tutaj gromadzić tak jak zawsze, bez żadnych limitów, przychodzicie, aby zwiastować, że Maryja jest Tą, która w sposób potężny oręduje za nami. Jej zawierzamy naszą Ojczyznę, Kościół w Polsce, wasze rodziny, diecezję łowicką”.

„Pielgrzymowanie jak zawsze było wspaniałe - zapewnia ks. Wiesław Frelek, przewodnik pielgrzymki - Najważniejsza jest intencja, z jaką idziemy. Wiadomo, że były troszeczkę problemy z naszym wyjściem z Łowicza. Na szlaku spotkały nas nieprzewidywane wydarzenia, ale Matka Najświętsza zostawiła tych, których chciała, i najważniejsze, że jesteśmy na Jasnej Górze. Wyprosiliśmy intencje, jedna już się spełniła, bo prosiliśmy o deszcz, zmoczyło nas dwa razy i dzisiaj myślałem, że będzie jeszcze ulewniejszy, ale Pan Bóg nas pokropił tak, byśmy czyści weszli na Jasną Górę. Ufam, że ta pandemia ustanie, bo o to prosiliśmy cała drogę”.

„Trzeba wyjść z domu - radził kolejnym pielgrzymkom, ks. Frelek - Po prostu trzeba wyjść z domu, nie bać się. Co będzie dalej? Pan Bóg sprawi, że będzie wszystko dobrze, ale trzeba się odważyć i wyjść na pątniczy szlak”.

*

Pielgrzymi z Łowicza zebrali się na Mszy św. o godz. 15.30, której w Kaplicy Matki Bożej przewodniczył biskup Józef Zawitkowski. Na Eucharystii zgromadzili się pielgrzymi piesi, mieszkańcy Łowicza, którzy dotarli autokarami na powitanie pielgrzymki, a także władze samorządowe.

„Łowiczanie kochani, nie powinienem dziś mówić kazania. Wy jesteście głośnym krzykiem, jak ja was za to kocham” - mówił na początku Mszy św. bp Zawitkowski, któremu wzruszenie wyraźnie odbierało głos.

Kazanie było „przypowieścią, bajką, ale prawdziwą z morałem”. Ks.biskup mówił o pielgrzymce - ‘jaskółce’, która na Jasną Górę przyleciała w śmiertelną pandemię.

„Matko Częstochowska, ‘jaskółki’ przyleciały - mówił w homilii biskup senior z Łowicza - 365. Łowicka Piesza Pielgrzymka przyszła do Ciebie, ale taka smutna, jak nigdy, taka szara, w maskach, podziobana, bez tańców, bez śpiewów, rozżalona, ale przyszła”.

„O moje ptaszyny kochane, kto was tak na żółto i pomarańczowo pomalował? Dlaczego macie czarne maski? Dlaczego nosicie na dziobach żałobę? Biedne moje. Ze starego starostwa i z miejskiego ratusza pelikany przyleciały i są z wami, już nie płaczcie, nie jesteście sami”.

„Policjanci drodzy, wiem, że to nie wasza wina - mówił ks. biskup nawiązując do policyjnych kontroli pielgrzymów - Jakiś jastrząb, albo kruk drapieżny tak wam kazał. Niech Pan Bóg mu przebaczy (...) Panowie pamiętajcie, że wiara mocniejszą jest od panowania, a wyście nam kościoły na metry pomierzyli. To nie tak, panowie”.

Pielgrzymkę zakończyły słowa podziękowań.

Tradycją łowickiego pielgrzymowania jest przybywanie do Maryi Częstochowskiej na Zielone Świątki, czyli uroczystość Zesłania Ducha Świętego. W częstochowskim sanktuarium Łowicka Pielgrzymka zwana jest „jaskółką pieszego pielgrzymowania”, bo to właśnie ona rozpoczyna ‘sezon pielgrzymkowy’ na Jasną Górę.

Łowicka Piesza Pielgrzymka jest jedną z najstarszych w Polsce. Pątnicy wędrują na Jasną Górę nieprzerwanie od 1656 roku. Podczas tegorocznej pielgrzymki przypomniano, że 125 lat temu pątnicy z Łowicza uprosili ustanie zarazy cholery, która dziesiątkowała ich miasto.

CZYTAJ DALEJ

Abp Jędraszewski zachęca do licznego udziału w procesjach Bożego Ciała

2020-06-01 17:15

[ TEMATY ]

abp Marek Jędraszewski

Boże Ciało

Artur Stelmasiak/Niedziela

Zachęcam duszpasterzy, aby jak co roku organizowali procesje Bożego Ciała do czterech ołtarzy. Wiernych natomiast gorąco zachęcam do włączenia się w przygotowania do procesji oraz do licznego w nich udziału – napisał abp Marek Jędraszewski we „Wskazaniach w sprawie procesji Bożego Ciała” dla archidiecezji krakowskiej.

Powołując się na rozporządzenie Rady Ministrów z 29 maja br. metropolita krakowski przypomniał, że zgromadzenia religijne mogą się odbywać niezależnie od liczby ich uczestników, co stwarza możliwość zorganizowania tradycyjnych procesji eucharystycznych w Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa.

- Zachęcam duszpasterzy, aby jak co roku organizowali procesje Bożego Ciała do czterech ołtarzy. Wiernych natomiast gorąco zachęcam do włączenia się w przygotowania do procesji oraz do licznego w nich udziału – napisał abp Marek Jędraszewski w opublikowanych dziś „Wskazaniach w sprawie procesji Bożego Ciała”.

Metropolita krakowski zwrócił uwagę, że konieczne będzie zachowanie wymaganych środków bezpieczeństwa, to znaczy utrzymywanie odpowiednich odległości między uczestnikami procesji (minimum 2 metry) lub zasłanianie ust i nosa.

Centralna procesja Bożego Ciała w Krakowie rozpocznie się Mszą świętą 11 czerwca o godz. 9.00 na Wawelu. Następnie traktem królewskim uda się na Rynek zatrzymując się przy czterech ołtarzach usytuowanych kolejno przy kościołach św. Idziego, śś. Piotr i Pawła, św. Wojciecha i zakończy się przed bazyliką Mariacką.

- Niech doświadczenie obecności Boga w sakramencie Eucharystii będzie dla nas wszystkich źródłem radości, pokoju i miłości, które jako wspólnota Kościoła możemy ofiarować światu – podkreśla abp Marek Jędraszewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję