Reklama

Zdrowie

Ta choroba zmieniła życie mojej rodziny

Dawniej w rodzinie, kiedy ktoś o czymś zapomniał, żartowaliśmy, że to wszystko przez tego niemieckiego lekarza Alzheimera. Odkąd wiemy, że mój ojciec zmaga się z tą chorobą, nikt z nas już tak nie żartuje

Pierwsze, jak się później okazało, objawy tej strasznej choroby zauważyła moja mama, ale uznała, że to efekt starzenia się mojego blisko 90-letniego taty i innych schorzeń, których ma niemało. Ponieważ z rodziną mieszkamy tuż obok moich rodziców, byłem drugą osobą, która doświadczyła zaskakującego i kompletnie odmiennego zachowania taty. Z dnia na dzień stałem się tym złym. Nie wiem, czy ten wybór był związany z faktem, że byłem najbliżej, czy z tym, że mój pierwszy wyuczony zawód jest pokrewny z jego profesją. Ważne jest tylko to... że się zaczęło.

Na początku kazał mi oddawać jakieś stare książki, które rzekomo sobie przywłaszczyłem, albo narzędzia, które jakoby ukradłem, itd. Próbowałem wyjaśniać, tłumaczyć, przedstawiać argumenty, że rzeczywistość jest inna, ale przy tej chorobie i w tym wybranym temacie przekaz był jednostronny. Tata mówił z niewzruszonym przekonaniem i narastającym zdenerwowaniem o swojej rzekomej krzywdzie, ja miałem ją naprawić, nie wiedząc jak, natomiast moje słowa były jak bezdźwięczne ruchy warg. Na inne tematy, jak kiedyś, przed chorobą, mógł rozmawiać normalnie i rzeczowo.

Kiedy pierwszy raz zaczął się dobijać do naszych drzwi o 2 w nocy, czym obudził nas i nasze dzieci, wystraszyliśmy się z żoną, że coś się stało z moją mamą, która też jest mocno schorowana. Jednak tata, bardzo zdenerwowany, tylko domagał się ode mnie zwrotu przyrządu, który kupił przeszło 60 lat temu, a ja mu go podobno ukradłem. Kiedy te jego nocne eskapady do nas, w piżamie po klatce schodowej, stawały się coraz częstsze, postanowiłem, że kupię tacie taki przyrząd, naiwnie myśląc, że poprzednie, które mu dałem, się uszkodziły. Przyjął go bez słowa, a gdy tylko wyszedłem, otworzył go, a właściwie rozłupał i... zepsuł.

Reklama

Tak wiele z żoną przeczytaliśmy o chorobie Alzheimera, a ja nadal w najtrudniejszych chwilach nie potrafiłem postrzegać swojego taty jako ciężko chorego człowieka. Na szczęście trafiliśmy na wspaniałą, bardzo mądrą, rzeczową i spokojną lekarkę. Po wstępnej rozmowie dała skierowanie na niezbędne do diagnostyki badania, a po ich wykonaniu rozpoczęło się leczenie, a właściwie farmakologiczne próby przyhamowania rozwoju choroby. Tata, oczywiście, nawet nie chciał słuchać o jakimkolwiek lekarzu. Musieliśmy użyć podstępu, żeby go zwabić do gabinetu lekarskiego. Wtedy ze smutkiem obserwowałem, jak bardzo się stara trzymać fason i jak intensywnie myśli, aby jak najlepiej odpowiadać na pytania lekarki. Gdy jednak zapytała go, kim jestem, odpowiedział spokojnie, ale z całym przekonaniem, że mnie nie zna...

Z czasem stopień zdenerwowania mojego taty narastał – aż do agresji. Najtrudniejsze były chwile, kiedy trzymając go w uścisku, by nie mógł nikogo bić, obrzucany inwektywami widziałem w jego oczach jednocześnie nienawiść i bezradność. Wracałem po takiej „akcji” do swojego mieszkania i długo nie mogłem się uspokoić. Miałem wrażenie, jakby mnie ktoś dusił, i wszystko we mnie drżało. Nie mogłem sobie z tym dać rady. Tata przecież zawsze był taki cichy i małomówny, niezwykle wrażliwy i bardzo dobry dla nas, dla swoich dzieci i żony. Po prostu kochany...

Nadszedł też dzień, kiedy pierwszy raz „uciekł z domu”. Zdenerwowana mama natychmiast wszczęła alarm. Razem z żoną ruszyliśmy go szukać. Szliśmy tam, gdzie rodzice razem wychodzili na spacer. Kiedy zobaczyłem go siedzącego na ławce na miejskim skwerze z opuszczoną prawie do kolan głową, serce mi mocniej zabiło. Ale kiedy podeszliśmy do niego i spostrzegłem na jego twarzy ślady łez, chciałem go mocno przytulić. Niestety, nie uczyniłem tego, gdy dostrzegłem jego zmieszanie na mój widok – bałem się jego reakcji. Pobiegłem uspokoić mamę, a żona posiedziała z nim trochę na tej ławce, wysłuchała opowieści i wrócili do domu. Wyjaśnił jej, że nie mógł znaleźć swjej żony w domu, dlatego się ubrał i poszedł jej szukać na skwerze. Od tej pory drzwi są zamykane na klucz, a tacie trzeba było dołączyć kolejne leki, aby go trochę wyciszyć. Ma to jednak swoje negatywne konsekwencje. Siedzi przy stole w przygnębieniu i wielkiej zadumie, a potem nagle z grymasem ogromnej bezradności na twarzy uderza trzy razy pięścią w stół i znów zapada w odrętwienie. Gdyby umiał mówić o tym, co czuje...

Reklama

Na szczęście dobrze przyjął wizytę kapłana w pierwszy piątek miesiąca i ufam, że te comiesięczne wizyty będą dla moich rodziców wsparciem duchowym. Nie będę udawał, że radzę sobie z konsekwencjami choroby taty. Dlatego powierzam tę swoją i taty, i całej naszej rodziny niemoc Bogu i Matce Bożej, w sposób szczególny podczas porannej Mszy św. w pierwszą sobotę miesiąca, pełen nadziei, że będą nam dane jeszcze takie chwile, kiedy w spokoju powiem mojemu tacie, jak bardzo go kocham.

Nie da się zrozumieć cierpień najbliższych i samego chorego na alzheimera tylko na podstawie opowieści. Dlatego polecam film w reżyserii Tila Schweigera z 2018 r. pt. „Head Full of Honey” (polski tytuł: „Podróż w niepamięć”), w którym Nick Nolte wciela się w rolę cierpiącego na tę chorobę. To tylko filmowy, niewielki wycinek życia samego chorego i jego najbliższych, ale warto zobaczyć.

2019-09-17 14:31

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Co powinniśmy wiedzieć o SM

Chociaż choroba i jej objawy zostały opisane w literaturze medycznej już 150 lat temu, jej rozpoznanie bywa trudne.

Statystyki NFZ mówią, że na SM, czyli stwardnienie rozsiane, choruje w Polsce ok. 46 tys. osób. Wielu chorych skarży się, że latami wędrowali do różnych specjalistów, zanim postawiono diagnozę.

CZYTAJ DALEJ

Badania: leki na nadciśnienie pomocne w leczeniu Covid-19

Powszechne stosowane leki na nadciśnienie tętnicze krwi wbrew wcześniejszym obawom nie zwiększają ryzyka zakażenia koronawirusem. Z najnowszych badań chińskich wynika nawet, że mogą być one przydatne w leczeniu ciężkiej postaci Covid-19.

Specjaliści szpitala Huo Shen Shan w Wuhan twierdzą na łamach „European Heart Journal”, że przebadali prawie 2,9 tys. pacjentów hospitalizowanych w lutym i marcu 2020 r. Przyznają, że początkowo obawiano się, że leki na nadciśnienie tętnicze krwi mogą zwiększać ryzyko zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2.

Najnowsza analiza badań nie potwierdza tych obaw.

Autorzy badania uważają, że jakiekolwiek leki na nadciśnienie w sposób znaczący zmniejszają ryzyko zgonu z powodu Covid-19 w porównaniu do pacjentów, którzy ich nie przyjmowali.
Takie działanie w największym stopniu wykazują inhibitory ACE oraz tzw. sartany (antagoniści receptora angiotensyny, ARB).

„Byliśmy zaskoczeni, że badania te nie potwierdziły naszej wcześniejszej hipotezy; okazało się, że jest wręcz przeciwnie, szczególnie w przypadku inhibitorów ACE oraz sartanów” - powiedział współautor badania Fei Li ze szpitala Xijing w Chinach.

Specjalista zastrzega, że są to jedynie badania obserwacyjne, a nie randomizowane (z podwójna ślepą próba), czyli o mniejszej sile dowodowej. Nie ma jednak wątpliwości, że pacjenci zażywający leki na nadciśnienie nie powinny ich odstawiać z powodu zagrożenia zakażeniem koronawirusami SARS-CoV-2, jeśli lekarz nie zaleci innej kuracji.

Takie są też zalecenia Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego (AHA): nie wolno odstawiać leków na nadciśnienie tętnicze krwi. Podobne jest też stanowisko Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Kardiolodzy zwracają też uwagę, że osoby z nadciśnieniem, które nie jest leczone, dwukrotnie są zagrożeni zgonem z powodu Covid-19 i częściej wymagają zastosowania wentylacji.

Dr Luis Ruilope ze szpitala uniwersyteckiego w Madrycie podkreśla w komentarzu do badań chińskich specjalistów, że otwierają one drzwi do dalszych analiz, czy leki na nadciśnienie mogą być przydatne w leczeniu ciężkiej postaci Covid-19. (PAP)

Autor: Zbigniew Wojtasiński

zbw/ zan/

CZYTAJ DALEJ

5 pytań do Prezesa Jerzego Kwiecińskiego

2020-06-05 20:06

[ TEMATY ]

prezes

PGNiG

minister finansów

PGNiG SA

5 pytań do… Pana Jerzego Kwiecińskiego, Prezesa Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, byłego Ministra Inwestycji i Rozwoju, Ministra Finansów w Rządzie Mateusza Morawieckiego.

1. Panie Prezesie, jak Polska dziś zaopatruje się w gaz ziemny?

Jerzy Kwieciński: W Polsce, w gospodarstwach domowych i przemyśle w tej chwili zużywamy prawie 20 mld m3 gazu, z czego mniej więcej 1/5 to jest gaz wydobywany w Polsce, głównie w województwach lubuskim, wielkopolskim, zachodniopomorskim i na Podkarpaciu. W zeszłym roku było to 3,8 mld m3, czyli można powiedzieć, że nasza własna produkcja stanowi 20% rocznego zapotrzebowania. Pozostały gaz musimy niestety importować. Około 20% sprowadzanego gazu przypłynęło do nas w postaci skroplonej, czyli LNG, głównie z Kataru, ale w coraz większym stopniu również z USA. Największa część gazu sprowadzanego przez PGNiG, około 60%, to gaz ze Wschodu, kupowany na mocy umowy jamalskiej z Gazpromem. Kontrakt jamalski wygasa z końcem 2022 roku i do tego czasu struktura dostaw pozostanie mniej więcej podobna, choć z całą pewnością wzrośnie udział gazu skroplonego. Ponadto, w drugiej połowie 2022 roku zostanie uruchomiony gazociąg Baltic Pipe, którym będziemy sprowadzać gaz wydobywany na Norweski Szelfie Kontynentalnym. Będzie to również gaz pochodzący z norweskich koncesji należących do PGNiG.

2. Dlaczego drugie źródło zasilania naszego kraju, jakim jest terminal LNG w Świnoujściu jest tak istotne?

JK: Dzięki terminalowi już teraz możemy sprowadzać gaz z całego świata. Dla Polski to element budowania bezpieczeństwa energetycznego, dla PGNiG – możliwość wyboru dostawcy, co oznacza bezpieczeństwo zaopatrzenia i optymalne ceny.

Rewolucja technologiczna, która się dokonała w Stanach Zjednoczonych, związana z wydobywaniem zarówno gazu, jak i ropy naftowej z łupków, zmieniła światowy rynek tych paliw. Kiedy parę lat temu Stany Zjednoczone zaczęły eksportować gaz łupkowy, Polska była jednym z pierwszych krajów, do których ten gaz w postaci skroplonej zaczął płynąć. To jest o tyle ciekawe, że jeżeli patrzymy w tej chwili na międzynarodowy handel gazem, to jeszcze 20 lat temu opierał się on wyłącznie na transporcie rurociągami. Dzisiaj mniej więcej połowa gazu jest przesyłana rurociągami, a druga połowa jest już w postaci LNG. Gaz w postaci skroplonej jest bardzo konkurencyjny cenowo i to spowodowało tak dużą presję na Rosję i na to, że zaczęła ona tracić po części rynek. Myślę, że liczba terminali, które będą sprzedawały gaz w postaci skroplonej na świecie będzie rosła.

To nie oznacza, ze rurociągi nie mają przyszłości. Dzięki Baltic Pipe, będziemy mogli sprowadzić z Norwegii poprzez Danię, prawie 10 mld m3 gazu rocznie. To kolejny krok w kierunku bezpieczeństwa dostaw i nowe możliwości handlowe dla PGNiG.

3.Czy dzień, kiedy zostanie uruchomiony Baltic Pipe, będzie oznaczał , że Polska rozpoczęła nowy etap - uzyskanie pełnej niezależności energetycznej?

JK: Absolutnie tak. Choć proszę pamiętać, że nasze zdolności sprowadzania gazu do Polski z innych kierunków niż Rosja są już w tej chwili spore i dzięki nim zaspokajamy znaczną część zapotrzebowania polskiego rynku. Gaz do Polski trafia, tak jak wspomniałem, drogą morską, metanowcami i jego ilość będzie dalej rosła. Po 2023 roku mamy zakontraktowane, przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, 12 mld m3 gazu skroplonego, co stanowi ponad połowę naszych obecnych potrzeb. Nasze kontrakty na LNG przewidują albo dostawę do kraju, albo możliwość odbioru od producenta, co pozwoli nam swobodnie i w zależności od potrzeb podjąć decyzję, czy ten gaz sprowadzimy do kraju czy też może sprzedamy gdzie indziej. Ponadto mamy coraz więcej połączeń gazociągami. Już nie tylko z Rosją poprzez Ukrainę i Białoruś. Są połączenia z Czechami i Niemcami, budujemy nowe ze Słowacją i z Litwą, co ma na celu tworzenie wspólnego rynku gazu w Europie. Nam przede wszystkim chodzi o utworzenie rynku Europy Środkowo-Wschodniej, co jest jednym z kluczowych projektów w ramach inicjatywy Trójmorza, której Polska jest uczestnikiem.

4. Pod koniec lipca ubiegłego roku zostało podpisane porozumienie gazowe pomiędzy Polską, Ukrainą i Stanami Zjednoczonymi. Jak i w jakich kierunkach będzie się ono materializowało?

JK: Ukraina zużywa mniej więcej 2 razy tyle gazu, co my, natomiast też bardzo dużo produkuje sama. Jednak w obecnym bilansie Ukrainy brakuje około 10 mld. m3 , które ten kraj musi importować. Jedną z możliwości zaopatrzenia może być gaz z USA, który docierałby najpierw do Świnoujścia w postaci skroplonej a potem, po regazyfikacji, byłby tłoczony gazociągami w kierunku południowo-wschodnim. Taka możliwość została już przez nas przetestowana – w zeszłym roku kupiliśmy ładunek LNG w Stanach Zjednoczonych i za pośrednictwem Terminalu LNG im. Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu, dostarczyliśmy go na Ukrainę. Naszym partnerem w tej transakcji po stronie ukraińskiej było ERU Trading, spółka zależna amerykańskiej spółki ERU Management.

Nie będę ukrywał, że liczymy na więcej takich transakcji i rozwój współpracy z Ukrainą.

5. Ostatnio niemiecki regulator oddalił wniosek Nord Stream 2 o wyłączenie spod obowiązującej dyrektywy gazowej. Co to oznacza z perspektywy Polski?

JK: My uważamy, że wszyscy gracze, wszyscy operatorzy na rynku europejskim powinni podlegać takim samym regułom, nikt nie powinien być wyłączony spod obowiązywania europejskich przepisów. Naszym sukcesem w ubiegłym roku było to, że nie udało się Gazpromowi i Niemcom wyłączyć rurociągu Opal w pełni spod zasad wynikających z dyrektywy gazowej. Stroną skarżącą był polski rząd, z którym PGNiG ściśle współpracowało. Już we własnym imieniu uczestniczyliśmy w postępowaniu przed niemieckim regulatorem, który miał zdecydować, czy gazociąg Nord Stream 2 będzie podlegał przepisom dyrektywy gazowej. Ta sprawa również zakończyła się po naszej myśli i Nord Stream 2 nie będzie traktowany w sposób wyjątkowy. Niedługo potem przyszła kolejna dobra wiadomość, – Sąd Unii Europejskiej oddalił skargi Nord Stream i Nord Stream 2 na nowelizację dyrektywy gazowej jako takiej. To wszystko były próby zapewnienia sobie uprzywilejowanej pozycji wbrew zasadom wynikającym z regulacji europejskich i ze szkodą dla bezpieczeństwa energetycznego naszego regionu. Ich niepowodzenie to szansa na dalszą liberalizację rynku gazu, większą liczbę dostawców, niższe ceny. Rewolucja związana z wydobywaniem gazu z łupków i jego transportem w postaci skroplonej wspiera ten proces. Jest on ważny, bo gaz ma do odegrania bardzo ważną rolę w procesie transformacji energetycznej jako paliwo przejściowe. Dlatego jego zużycie będzie w kolejnych latach rosło.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję