Reklama

Niedziela Małopolska

Staszkówka k. Ciężkowic

Mieć alternatywę, żeby zrobić coś dobrego

Czy istnieje recepta na dobry i zgrany chór? Chórzyści ze Staszkówki wraz ze swoim dyrygentem, Piotrem Burkotem, nie odpowiadają jednoznacznie. Przekonują, że śpiew jest ich pasją i śpiewają dla przyjemności, zaś dyrygent, który dodatkowo potrafi zadbać o rozwój chórzystów i dobrze ich poprowadzić, jest na wagę złota. Liczy się także wsparcie bliskich

Niedziela małopolska 36/2019, str. 4-5

[ TEMATY ]

chór

archiwum prywatne

Justyna z babcią odkryła wspólną pasję

Justyna z babcią odkryła wspólną pasję

Chór gminno-parafialny w parafii pw. św. Wojciecha w Staszkówce k. Ciężkowic powstał w styczniu 2017 r. z inicjatywy proboszcza ks. Krzysztofa Jarmuły. Do współpracy przy tym dziele kapłan zaprosił miejscowego organistę i nauczyciela muzyki, Piotra Burkota. Po ponad 2 latach w chórze śpiewa ok. 40 stałych chórzystów. W skład grupy wchodzi przede wszystkim młodzież z parafii: studenci, uczniowie szkół średnich i szkoły podstawowej w Staszkówce.

Rozwija

Justyna Głąb, licealistka ze Staszkówki, od dziecka uwielbiała śpiewać wspólnie z babcią w domu. – Chciałam pójść w jej ślady – wyjaśnia i dodaje: – Dzięki regularnym próbom mogę przede wszystkim rozwijać swój głos. Nabrałam też większej pewności siebie – zapewnia dziewczyna. – Przewodzi nam hasło: „Bogu na chwałę, ludziom na pożytek” – wyjaśnia Piotr Burkot, dyrygent chóru. – Ale nasza działalność obejmuje nie tylko obszar użytkowy, kiedy to ubogacamy śpiewem różne uroczystości, lecz również pełni rolę wychowawczą i poznawczo-kształcącą – podkreśla i tłumaczy, że konieczność systematycznej pracy wpływa pozytywnie na samodyscyplinę, uczy odpowiedzialności i samodzielności. Ponadto wspólne próby i wyjazdy z chórem integrują społecznie. Chór poprzez swą działalność kształtuje także osobowość młodego człowieka. – Młodzi z reguły interesują się otaczającym światem. Ich poglądy nie są jeszcze w pełni ukształtowane ani „skażone” przez agresywne oddziaływanie mediów. To właściwy moment, aby zainteresowali się wartościową sztuką i odnaleźli w jej uprawianiu oraz odbiorze źródło zadowolenia i radości. To właśnie kontakt ze sztuką uwrażliwia, pobudza wyobraźnię, a także rozwija uczuciowość człowieka – zauważa Piotr Burkot i dodaje: – Bardzo ważnym atrybutem chóru jest to, że posiada utalentowane solistki, m.in. Ewę Ochwat (która bardzo nam pomaga i jest profesjonalną wokalistką), Olę Wronę, Sabinę Łaś oraz Anię Łaś, a także akompaniatorów wchodzących w skład chóru: Bartosza Bochenka, Jakuba Bochenka i Pawła Wąsowskiego.

Daje poczucie przynależności

Reklama

Repertuar chóru to ok. 50 utworów muzyki sakralnej różnych epok, w tym 14 kolęd i pastorałek oraz kilkanaście utworów świeckich. – Wymogi poszczególnych koncertów zobowiązują do wykonywania repertuaru zgodnego z konwencją danej uroczystości – wyjaśnia Piotr Burkot. Występy staszkowskiego chóru związane są bardzo mocno z historią tej miejscowości. Historią niełatwą: to na tej ziemi podczas I wojny światowej rozegrała się bitwa gorlicka. Pamiątką tamtych czasów są cztery wojenne cmentarze, na których leżą polegli w tej bitwie żołnierze kilku armii. Co roku na cmentarzu „Patria” odbywają się uroczystości patriotyczne, a staszkowianie dużą wagę przywiązują do kultywowania pamięci i tradycji przodków. Niespełna półtora roku po swoim powstaniu, chór młodzieżowy wystąpił z koncertem patriotycznym przed każdą Mszą św. W ten sposób cała społeczność parafialna świętowała 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości.

Relaksuje

Czy występ przed znajomymi, rodziną, przyjaciółmi jest stresujący? Adam Ochwat i Justyna Głąb zapewniają, że nie. – Reakcje znajomych były raczej pozytywne i motywujące, wielu moich przyjaciół gratulowało mi odwagi – mówi Adam. – Najwięcej znaczą dla mnie pochwały od żony – dodaje. Justyna i Adam przekonują, że chórzyści w ciągu tych paru lat zdążyli się zaprzyjaźnić ze sobą. – Chór daje możliwość poznania nowych ludzi, przebywania z osobami starszymi od siebie, które można o coś zapytać, poprosić o radę – zauważa Justyna. Adam dodaje: – Śpiew jest dla mnie odskocznią od problemów i codziennej pracy, czymś co robię dla przyjemności. To relaksuje mnie i sprawia, że cały tydzień inaczej wygląda – zapewnia mężczyzna.

Piotr Burkot przyznaje, że duża odpowiedzialność za atmosferę w grupie przypada na osobę, która prowadzi „cały ten zbiorowy instrument muzyczny złożony z ludzi, zwany chórem”. Dyrygent dodaje refleksyjnie: – Cytując klasyka: „Wszystko, co piękne rodzi się w trudzie, lecz trud mija, a piękno pozostaje”.

Motywuje

Reklama

Nabór do chóru odbywa się raz na rok. Chętni powinni odznaczać się: słuchem muzycznym, pamięcią muzyczną, poczuciem rytmu; posiadać odpowiednie predyspozycje psychiczne i fizyczne oraz dobre wyniki w nauce. Chórzyści zapraszają w swoje szeregi, a Piotr Burkot przypomina: – Przynależność do chóru pomaga rodzicom wychowywać i kształtować osobowość dziecka. Śpiew uwrażliwia na potrzeby drugiego człowieka. Członkostwo w chórze mobilizuje do solidnej pracy – zaznacza. Adam Ochwat, który na co dzień jest również animatorem na orliku, a z zamiłowania sportowcem, dodaje: – To bardzo ważne, aby znaleźć swoją pasję w życiu, coś co się lubi i robi dla przyjemności. To może być muzyka czy sport. We współczesnym świecie człowiek łatwo może się zagubić. Wiem, że młodzi w miastach bardzo szybko ulegają pokusie odejścia od wiary, od Kościoła. U nas tego nie ma. Chór sprawia, że mogę coś robić dla innych, pożytecznie spędzić czas, nie na ławce, pijąc piwo i paląc papierosy. To jest potrzebne nam, młodym. Żeby mieć alternatywę – tłumaczy.

Chór w Staszkówce zaśpiewa na uroczystościach odpustowych 12 września, a także w Sieniawie 15 września na uroczystościach związanych z 80. rocznicą wybuchu II wojny światowej. Chórzyści są wdzięczni wszystkim, dzięki którym mogą śpiewać i występować, i proszą o modlitwę w ich intencji za wstawiennictwem Matki Bożej Staszkowskiej.

2019-09-03 13:09

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Chór – to brzmi dumnie

2020-11-04 10:46

Niedziela kielecka 45/2020, str. IV

[ TEMATY ]

chór

Jędrzejów

Arch.

Chór jędrzejowski przy parafii cysterskiej

Chór jędrzejowski przy parafii cysterskiej

Siłę Chóru im. św. Cecylii przy cysterskiej parafii bł. W. Kadłubka w Jędrzejowie stanowi jego trwałość – 90 lat istnienia, ponad stu chórzystów w historii i wykreowane wartości: piękna chóralnego muzykowania i siły wspólnoty.

Już wkrótce, bo w dniu św. Cecylii – ich patronalne jubileuszowe święto z modlitwą, śpiewem, spotkaniem przy chóralnym rodzinnym stole.

Teresa Lato, wieloletnia dyrygentka chóru, mówi o swoim doświadczeniu w tej pracy, akcentując poczucie odpowiedzialności. – Ciąży na mnie ogromna odpowiedzialność za efekty wspólnej pracy na chwałę Boga. Dziękuję Panu za talent, za możliwość rozwoju artystycznego. Śpiew w chórze to ogromna radość, przyjemność. Śpiew chóralny podczas nabożeństw liturgicznych nadaje im uroczysty charakter, pozwala głębiej przeżywać treści ewangeliczne i uwrażliwia wiernych na piękno muzyki sakralnej – zaznacza.

Wysławianie Boga w Trójcy Jedynego, śpiew podczas Mszy św. stanowią pełne uczestnictwo w Eucharystii.

W publikacji Renaty Piaseckiej pt. „Społeczeństwo powiatu jędrzejowskiego w latach 1918-1939” znalazła się fotografia z 1930 r. przedstawiająca amatorski zespół teatralny z Jędrzejowa podczas przedstawienia o tematyce religijnej, z udziałem chóru klasztornego. Fotografia znajduje się w zbiorach Państwowego Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie. To jedyny dokument potwierdzający początki działalności zespołu.

Trudne lata pod niemiecką okupacją

Pierwszym dyrygentem jędrzejowskich chórzystów był organista p. Reczyński. Ważnym w historii chóru kontynuatorem tego zadania stał się organista Edward Senderski, który prowadził zespół w czasie II wojny światowej. Próby odbywały się potajemnie. Utalentowany organista komponował pieśni liturgiczne dla 40-osobowego wówczas chóru mieszanego na różne uroczystości kościelne, z akompaniamentem organów. Sanderski był prawdziwym patriotą, wyrażającym poprzez śpiew chóralny umiłowanie Boga i ojczyzny pod niemiecką okupacją. W górnej części partytury pieśni pt. „Zmartwychwstał Pan” zachowały się słowa: „W intencji Ojczyzny u stóp Zwycięskiego Jezusa pracę tę składam”.

– Dziś także wykonujemy ten utwór w okresie wielkanocnym. Partytura przetrwała, jest możliwe jej odtwarzanie. Dotyczy to również wielu innych kompozycji tego twórczego, utalentowanego muzyka, to np. ,,Kantata ku czci bł. Wincentego Kadłubka’’ – wyjaśnia dyrygentka chóru.

Edward Senderski został aresztowany przez hitlerowców i stracony w Auschwitz w 1943r. Zachowała się jego fotografia z roku 1941 podarowana przez jedną z chórzystek. Po tragicznej śmierci Senderskiego chór prowadził kolejny organista p. Lizak, a następnie – Stanisław Marczewski.

Przede wszystkim liturgia

We wrześniu 1945 r. w klasztorze pracę organisty podjął Władysław Wiencek, aż do października 1962 r. Przez kilka miesięcy obowiązki organisty i dyrygenta pełnił cysters o. Konstanty, a z początkiem 1963 r. na tych stanowiskach zastąpił go Lucjan Rolka – absolwent Salezjańskiej Średniej Szkoły Organistowskiej w Przemyślu. W latach 1950-63 chór liczył 55 osób. W 1985 r. skład chóru był nieco mniejszy – 32 osoby. Za czasów dyrygentury L. Rolki chór nie uczestniczył w żadnych konkursach i przeglądach pieśni religijnych. Śpiew zespołu uświetniał liturgię Mszy św. (Sumy) w każdą niedzielę oraz uroczystości ślubne i pogrzebowe. Ponadto dwukrotnie w ciągu roku odbywały się koncerty z okazji wspomnienia św. Cecylii i w okresie bożonarodzeniowym.

Na ważne zadania liturgiczne w życiu chóru zwraca dzisiaj uwagę Maria Kasza: – Wysławianie Boga w Trójcy Jedynego, śpiew podczas Mszy św. stanowią pełne uczestnictwo w Eucharystii. To wielka radość i satysfakcja, że mogę wraz z innymi chwalić Boga i Matkę Najświętszą. To wszystko podnosi na duchu i umacnia wiarę – mówi.

Z pieśnią na pielgrzymim szlaku

Lucjan Rolka zainicjował pielgrzymki zespołu do ciekawych turystycznie miejscowości i sanktuariów na terenie Polski. – Tam uczestniczyliśmy ze śpiewem w liturgiach Mszy św., poznawaliśmy zabytki architektury i historię zwiedzanych kościołów. W latach 1964 – 2015 chórzyści odbyli 37 pielgrzymek, m.in. ich celem były: Warszawa, Niepokalanów, Częstochowa, Licheń, Wąchock, Michniów, Leżajsk, Zakopane, Ludźmierz, Dębowiec, Święty Krzyż i wiele innych – opowiada Teresa Lato.

„Najmilej i z bijącym ze wzruszenia sercem” chórzyści wspominają pielgrzymkę do Lourdes, ale i do La Salette, Mediolanu, Padwy, zorganizowaną przez ojców cystersów.

Tak napisano o La Salette w kronice: Zważywszy wysokość 1800 m n.p.m., gdzie znajduje się sanktuarium – mieliśmy wrażenie, że jesteśmy bardzo blisko Matuchny i Jej Syna, niemal na wyciągnięcie ręki.

– Reprezentowaliśmy z dumą naszą parafię, nasze miasto, podkreślając, że wspiera nas w naszych działaniach bł. Wincenty Kadłubek – patron parafii i – od 2016 r. patron Jędrzejowa. Równocześnie śpiewaliśmy pieśni Jemu poświęcone, które od wieków wykonywane są w naszym kościele – dodaje Teresa Lato.

L. Rolka komponował i opracowywał pieśni na różne okresy roku liturgicznego. Chór szczególnie upodobał sobie piękny czterogłosowy utwór dyrygenta „Nad polską ziemią”, śpiewany najczęściej w maju. Lucjan Rolka pracował z chórem 46 lat (1963 – 2008). Za swoją pracę na rzecz kultury sakralnej, parafii i miasta został uhonorowany w 2014 r. statuetką Złotego Gryfa.

Dyrygentka i kronikarka

Od lutego 2009 r. chórem kieruje Teresa Lato – absolwentka Wydziału Wychowania Muzycznego kieleckiej WSP, nauczycielka miejscowych szkół podstawowych, członkini chóru od lat 60. ub. wieku.

Kronika chóru, którą prowadzi od 1985 r. to już cztery pokaźne tomy. Na ich kartach są pięknie opisane wydarzenia, ale i statystki, np.: chórzyści śpiewali pięciokrotnie w obecności dostojników kościelnych przybyłych zza granicy, swoje wpisy zamieścili: kard. Józef Glemp, bp Damian Zimoń, bp Jan Gurda, bp Stanisław Szymecki, bp Marian Florczyk, bp Władysław Blin, bp Jan Piotrowski i nuncjusz apostolski w Polsce abp Celestino Migliore.

W 2017 r. zostało założone Stowarzyszenie Muzyczne ,,Cecylianum” celem pozyskiwania funduszy na zakup strojów i instrumentów, ale i w trosce o archiwalne zabezpieczenie rękopisów partytur pieśni, o zachowanie ciągłości w funkcjonowaniu zespołu.

Ciekawym doświadczeniem był udział podczas III i IV Zjazdu Rodziny Lato w Krzcięcicach. Sukcesem było zdobycie „medalowych” pozycji na przeglądach kolęd i pastorałek w różnych miejscach regionu i Polski.

Alicja Ciosk zwraca uwagę na to, jak udział w chórze uwrażliwia na przeżywanie piękna liturgii i związanych z nimi uroczystości. – Ponadto jest super spotkaniem z grupą kulturalnych i wrażliwych na piękno ludzi, którzy kochają śpiew. Chór daje mi możliwość rozważania głębi słów tekstu i melodii pieśni religijnych – mówi.

Nie sposób wymienić wszystkich ważnych wydarzeń artystycznych z ostatnich lat chóru. Niektóre dotyczyły prezentacji związanych z kultem bł. W. Kadłubka, we współpracy z młodzieżą szkolną, np. wtedy, gdy nuncjusz apostolski abp Celestino Migliore ogłosił Błogosławionego patronem Jędrzejowa. Miło wspominają Przeglądy Kolęd i Pastorałek w Sobkowie. O tym wszystkim w parafialnej kronice, prowadzonej pieczołowicie przez Teresę Lato.

Radość i wspólnota

Anna Wronka podkreśla, że udział w chórze to przede wszystkim: poczucie przynależności do wybranej grupy z „jej parafii”, zobowiązanie do pracy nad sobą, dbanie o podnoszenie jakości chóralnego śpiewu (a nie solowego!), możliwość modlitwy śpiewanej, ofiarowanie Panu Bogu talentu, no i radość śpiewania.

Podobnie Elżbieta Maluch zwraca uwagę na pozytywne emocje: dobre samopoczucie, radość życia, łączenie pokoleń. -Wspólne śpiewanie to przyjemność przebywania w gronie chórzystów, podróżowanie, biesiady, konkursy, racjonalnie wykorzystany czas to świadomość śpiewania dla innych, którym się to podoba – mam satysfakcję wręcz czuję dumę, gdy słyszę, że jesteśmy potrzebni – tłumaczy.

W 2017 r. zostało założone Stowarzyszenie Muzyczne ,,Cecylianum” celem pozyskiwania funduszy na zakup strojów i instrumentów, ale i w trosce o archiwalne zabezpieczenie rękopisów partytur pieśni, o zachowanie ciągłości w funkcjonowaniu zespołu poprzez organizowanie warsztatów i koncertów z młodzieżą szkolną i dla młodzieży.

Największą troską jest brak młodych chórzystów (przeciętny wiek czynnych uczestników to 60-85 lat). – Dopóki zdrowie i siły pozwolą, a nasza patronka – św. Cecylia będzie nas otaczała swoją opieką, będziemy śpiewać Bogu na chwałę – ludziom dla przyjemności i radości – podsumowuje T. Lato.

CZYTAJ DALEJ

Zabijanie nienarodzonych w kontekście prawdy i wolności

2020-11-27 18:36

[ TEMATY ]

nienarodzone dzieci

wolność

prawda

zabijanie dzieci

Ivan Kmit/Fotolia

Człowiek, o czym przypomina m.in. Karol Wojtyła w swojej adekwatnej antropologii, różni się istotowo od pozostałego świata stworzeń żyjących między innymi tym, że posiada duszę nieśmiertelną, z jej duchowymi władzami: rozumem i wolną wolą.

Rozum pozwala człowiekowi pozostawać w możliwie wszechstronnym kontakcie z rzeczywistością. Posiada on zdolność ujmowania prawdy i odróżniania jej od błędu, fałszu oraz kłamstwa. Istotna dla poznawczej relacji rozumu do wszelkiego bytu jest prawda i prawdziwość. Prawda (zgodność tego, co myślimy i mówimy, z tym co jest w rzeczywistości) stanowi istotną rację bytu ludzkiego poznania. Prawda jest celem dążenia osoby, ponieważ „wyzwala” ją z bytowania przedrefleksyjnego. Człowiek poprzez poznanie prawdy konstytuuje swoją osobową podmiotowość, dlatego z tego powodu, nie może nie chcieć poznawać prawdy, ponieważ tylko przez nią spełnia się jako osoba – staje się osobą. W pierwszym rzędzie, człowiek poznaje prawdę o dobru - w tym prawdę o dobru i godności ludzkiego życia, od poczęcia, aż po naturalną śmierć.

Prawda chroni rozum przed zrelatywizowaniem dobra, zwłaszcza dobra moralnego. Prawda broni też przed sprowadzeniem dobra do uczuć (jak chciał D. Hume), do emocji (jak uczył M. Scheler), czy też do czystej formy apriorycznego rozumu praktycznego (jak widział to I. Kant). Prawda o dobru jest zasadą świadomego i wolnego działania osoby. Jest momentem rozszczepienia czynów ludzkich na dobre i złe. I tutaj dochodzimy do drugiej duchowej władzy człowieka – do wolnej woli, przez którą dokonuje się ludzka wolność.

Wola wyraża się zarówno w prostym akcie „ja chce”, jak i złożonych: „ja rozstrzygam” i „ja wybieram”. Dojrzały akt wolnej woli zakłada akt poznania, co oznacza, że wolność, aby była prawdziwa, służąc pojedynczemu człowiekowi i całej ludzkości, musi być organicznie związana z prawdą oraz dobrem i w gruncie rzeczy powinna być zawsze na usługach miłości.

Dobro poznane jako prawdziwe, powinno być wprowadzone w czyn. Nie wystarczy poznać prawdę o dobru, ani nawet ją przeżywać. Dobro poznane w świetle prawdy, jeśli nie ma pozostać tylko w sferze intelektualnej, musi stać się zasadą chcenia i działania. Szukanie i ujmowanie prawdy jest doskonałością rozumu. Moralność natomiast jest doskonałością woli. Istoty obdarzone właściwością poznawczą mogą (powinny zawsze) ujmować prawdę, dociekać jej i do niej dążyć. Istoty obdarzone wolą wolą, oświeconą prawdą rozumu mogą (powinny) realizować dobro moralne. I to jest moralność charakterystyczna tylko dla człowieka, bowiem rzeczy, rośliny i zwierzęta z natury nie „poruszają się” w świecie dobra i zła moralnego, bo nie posiadają rozumu, odkrywającego prawdę i wolnej woli realizującej poznaną prawdę.

Prawda o dobru ludzkiego życia

Odkrywana przez rozum prawda o ludzkim życiu, wskazuje na podstawowy fakt, że jest ono - od poczęcia, aż po naturalną śmierć - fundamentalną wartością – dobrem samym w sobie. Św. Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae. O wartości i nienaruszalności życia ludzkiego (25.03.1995) zaprezentował czytelną wykładnię Kościoła i jej uzasadnienie dotyczące omawianej problematyki podkreślając, że życie ludzkie w każdej swojej fazie i etapie jawi się jako szczególne dobro z kilku powodów.

Po pierwsze, jest ono „inne i odrębne od życia wszelkich innych stworzeń żyjących” (EV nr 34). Jest ono bowiem„owocem specjalnej decyzji Boga i Jego postanowienia, aby połączyć człowieka ze Stwórcą szczególną i specyficzna więzią: «Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego nam» (Rdz 1, 26)” (EV nr 34).

Po drugie, życie ludzkie „jest w świecie objawieniem Boga, znakiem Jego obecności, śladem Jego chwały”, przez co człowiek z woli Stwórcy jawi się jako „szczyt i ukoronowanie stwórczego działania Boga”, który wszystko w rzeczywistości stworzonej ukierunkował ku człowiekowi (EV nr 34).

Po trzecie, wartość ludzkiego życia pomimo „osłabienia” i „zamazania” jej przez grzech, zarówno pierworodny, jak i każdy późniejszy, została na nowo potwierdzona i objawiona w tajemnicy Wcielenia (EV, nr 1) i Odkupienia (EV, nr 25).

Po czwarte, nieporównywalna wartość ludzkiego życia wynika także i z tego, że będąc „podstawowym warunkiem, początkowym etapem i integralna częścią całego i niepodzielnego procesu ludzkiej egzystencji” (EV nr 2), „jest czymś więcej niż tylko istnieniem w czasie. Jest dążeniem ku pełni życia; jest zalążkiem istnienia, które przekracza granice czasu: «Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności» (Mdr 2, 23)” (EV nr 34). Życie ludzkie jest przeznaczone ku pełni życia, ku wieczności (EV nr 2, 37-38).

W świetle nauczania Kościoła katolickiego ludzkie życie jest święte, bo „pochodzi od Boga, jest Jego darem, Jego obrazem i odbiciem, udziałem w Jego ożywczym tchnieniu [...]. Życie i śmierć człowieka są zatem w ręku Boga, w Jego mocy” (EV nr 39).

Po piąte, życie ludzkie od poczęcia, aż po naturalną śmierć, jest także genetycznie pierwszym i podstawowym prawem każdego człowieka. Jeśli odmówi się komukolwiek tego prawa, wszystkie inne nie mają racji bytu – są zawieszone w próżni! Bo po co człowiekowi prawo do godności, do edukacji, do pracy, godziwej płacy itd., jeżeli jest unicestwiony w imię pseudoprawa do zabijania, będącego w gruncie rzeczy bezprawiem? Jan Paweł II podczas homilii w Radomiu, dnia 4 czerwca 1991 r. tak komentował ten stan rzeczy: „Korzeń dramatu - jakże bywa on rozległy i zróżnicowany. Jednakże pozostaje i tutaj ta ludzka instancja, te grupy, czasem grupy nacisku, te ciała ustawodawcze, które «legalizują» pozbawienie życia człowieka nienarodzonego. Czy jest taka ludzka instancja, czy jest taki parlament, który ma prawo zalegalizować zabójstwo niewinnej i bezbronnej ludzkiej istoty? Kto ma prawo powiedzieć: «wolno zabijać», nawet: «trzeba zabijać», tam, gdzie trzeba najbardziej chronić i pomagać życiu?”.

Zakłamywanie prawdy rozumu o wartości ludzkiego życia

W 1920 roku profesor filozofii i prawa Karl Binding oraz profesor nauk medycznych Alfred Hoche wydali swoją pracę „Die Freigabe der Vernichtung lebensunwerten Lebens” (Wydanie zniszczeniu istot nie wartych życia). W przywołanej publikacji, za reprezentantów „lebensunwertes Leben” (życia pozbawionego wartości) uznano osoby borykające się z chorobami psychicznymi, z niepełnosprawnością fizyczną, a także z uszkodzeniem ośrodkowego układu nerwowego, bez względu na wiek zachorowania. Do tej grupy zaliczano zarówno noworodki z wadami genetycznymi, jak i dojrzałych mężczyzn walczących w niemieckich oddziałach w czasie I wojny światowej, u których – w wyniku doświadczonej traumy – rozwinęły się objawy psychotyczne. Autorzy w przywołanej rozprawie twierdzili, że osoby te powinny być pozbawione życia, przy czym, podkreślali, że nie będzie to akt zabicia/morderstwa w sensie prawnym, lecz wyrazem aktu łaski, dobry uczynek. Takie rozumowanie tłumaczyli „troską” zarówno o los tych osób, jak i o dobro całego społeczeństwa. Byli przekonani, że ich życie jest bezużyteczne, bo nie jest w stanie przynieść żadnego zysku, a tylko naraża społeczeństwo na niepotrzebne straty. Ich eksterminacja miałaby być zatem korzyścią zarówno dla państwa, jak i dla rodzin”uwolnionych” z ciężaru opieki nad nimi. Szukając argumentów przemawiających na rzecz powyższych tez, dokonali chłodnej, nieludzkiej kalkulacji. Wyliczyli bowiem średni, roczny koszt przeznaczany na osobę przebywającą w szpitalu psychiatrycznym. W dalszej kolejności pomnożyli go przez liczbę chorych osób znajdujących się na terenie Niemiec, po czym wynik ten pomnożyli przez liczbę 50 (szacowaną średnią długość życia). Uzyskana przez nich suma została określona mianem majątku narodowego przeznaczanego na cele nieproduktywne.

Spekulacje na temat zagłady „istot nie wartych życia” do lat 30 'XX wieku pozostawały w obszarze rozważań teoretycznych. Jednak sugestie te zostały wprowadzane już w życie 19 lat później przez Niemcy i rozszerzone na różne grupy osób, które uznano za „niewarte życia”.

Choć w naszych czasach, nie używa się publicznie kategorii „lebensunwertes Leben”, to w jakiś sposób jej miejsce zajmuje dzisiaj wieloznaczna i trudna do operacjonalizacji kategoria „jakość życia” (ang. quality of life QOL), występująca w różnych dyscyplinach naukowych, także w medycynie.

Niechlubni ojcowie „prawa” aborcyjnego, stanowionego wbrew rozumowi

Choć podstawowe fakty antropologiczne wskazują na życie ludzkie od poczęcia, aż po naturalną śmierć jako wartość samą w sobie i niezbywalne oraz nienaruszalne prawo każdego człowieka, to pewne grupy ludzi z racji ideologicznej przynależności – łatwe zresztą do zidentyfikowania, zarówno w przeszłości, jak i obecnie - uzurpują sobie m.in. „prawo” do zabijania dziecka poczętego, a nie narodzonego.

Jako pierwszy na świecie Związek Radziecki zalegalizował aborcję. Włodzimierz Lenin w 1920 roku zaczął domagać się „bezwarunkowego zniesienia wszystkich ustaw ścigających sztuczne poronienia”. W 1933 roku identyczną politykę prowadził Adolf Hitler. Dążąc do utworzenia czystej rasy, doprowadził do legalizacji zabijania nienarodzonych dzieci, które posiadały, lub mogły posiadać wady wrodzone. W Polsce władze okupacyjne pozwoliły na aborcję 9 marca 1943 roku. Wydały wówczas rozporządzenie zezwalające Polkom na zabijanie polskich nienarodzonych dzieci bez żadnych konsekwencji, równocześnie zaś kara śmierci groziła za zabicie niemieckiego, nienarodzonego dziecka. 27 kwietnia 1956 roku władza komunistyczna zapatrzona w „osiągnięcia” - także prawne ZSRR - zalegalizowała w Polsce aborcję. Ustawa dopuszczała przerywanie ciąży do 12 tygodnia w trzech przypadkach: z powodu wskazań lekarskich, przy uzasadnionym podejrzeniu, że ciąża jest wynikiem przestępstwa oraz ze względu na trudne warunki życiowe kobiety ciężarnej. W 1959 roku Ministerstwo Zdrowia wydało nowe rozporządzenia o dopuszczalności przerwania ciąży. Wystarczyło wtedy ustne zeznanie o trudnej sytuacji, aby aborcja zastała wykonana.

W 1993 roku, po uzyskaniu przez Polaków suwerenności i demokracji, uchwalona została ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży. Polska stała się pierwszym krajem na świecie, który w warunkach demokracji odrzucił ustawę aborcyjną i wprowadził ustawę chroniącą życie. Przywołana ustawa w artykule 4a. 1 delegalizuje aborcję poza trzema przypadkami: a) gdy „ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej; b) badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu; c) jeśli ciąża pochodzi z gwałtu”.

Fałszywa i zdeprawowana wolność na usługach „prawa” aborcyjnego

Brakowi szacunku dla ludzkiego życia od chwili poczęcia, a nawet bezpardonowemu atakowi na nie, sprzyja wypaczona koncepcja wolności, zniekształcająca życia indywidualne i społeczne człowieka. W słowie skierowanym do młodzieży zgromadzonej w Krakowie, dnia 10.06.1987 roku Jan Paweł II nauczał, że „wolności nigdy nie można posiadać. Jest bardzo niebezpiecznie ją posiadać. Wolność trzeba stale zdobywać”. Ciągle na nowo, także w naszych czasach – tu i teraz - należy uświadomić sobie zagrożenia wolności.

Pierwszym zagrożeniem dla prawdziwej wolności jest jej „bałwochwalczy kult” (Jan Paweł II, Encyklika Veritatis splendor, 54), rodzący dwa główne niebezpieczeństwa: immanentyzm i relatywizm etyczny. Immanentyzm wyraża się w tym, że wolność staje się swoistym absolutem w stosunku do innych wartości, jawiąc się jako ich źródło (VS, 32) i moc stwórcza (VS, 35). Z kolei relatywizm sprawia, że „wolność pragnąc wyswobodzić się od wszelkiej tradycji i autorytetu, zamyka się nawet na pierwotne najbardziej oczywiste pewniki prawdy obiektywnej i powszechnie uznawanej, stanowiącej podstawę życia osobistego i społecznego, wówczas człowiek nie przyjmuje już prawdy o dobru i złu jako jedynego i niepodważalnego punktu odniesienia dla swoich decyzji, ale kieruje się wyłącznie swoją subiektywną i zmienną opinią lub po prostu swym egoistycznym interesem i kaprysem” (EV, 19).

Kolejnym, ważnym zagrożeniem dla wolności jest sekularyzm, „który w swej naturze i definicji jest zespołem poglądów i zwyczajów broniących humanizmu całkowicie oderwanego od Boga i całkowicie skoncentrowanego na kulcie działania oraz produkcji, wypaczonego przesytem konsumpcji i przyjemności, nie troszczącego się o niebezpieczeństwo utraty własnej duszy” (Jan Paweł II, Adhortacja Reconcilatio et paenitentia, 18).

Bałwochwalczy kult wolności i sekularyzm obdzierający człowieka z tego co boskie i duchowe, znajdują się u podstaw wielu współczesnych doktryn i ideologii (neoliberalizm, postmodernizm, feminizm, gender, posthumanizm, LGBT+ itd.), „które przyznają poszczególnym jednostkom lub grupom społecznym prawo decydowania o tym, co jest dobre, a co złe: według nich ludzka wolność może „stwarzać wartości” i cieszy się pierwszeństwem przed prawdą do tego stopnia, że sama prawda uznana jest za jeden z wytworów wolności. Wolność zatem rościłaby sobie prawo do takiej autonomii moralnej, która w praktyce oznaczałaby zupełną jej suwerenność” (VS, nr 35).

Wypaczone rozumienie wolności, obdartej z prawdy i dobra, skutkuje także: a) patologicznym indywidualizmem, który zawsze i wszędzie akcentuje własną niezależność i odrębność, często połączoną z niechęcią do uczestniczenia w życiu społecznym, odrzucającą normy moralno-społeczne. chce w imię jakiejś obiektywnej prawdy (Jan Paweł II, List do Rodzin,14); b) hedonizmem, rozumiejącym życie jako intensywne poszukiwanie szczęścia w stopniu maksymalnym, przy minimalnej odpowiedzialności za własne decyzje i czyny, bez względu na obiektywne wymagania prawdziwego dobra (LR, 14); c) utylitaryzmem, dla którego liczy się tylko to, co przynosi zysk.

Patologiczny indywidualizm, hedonizm i utylitaryzm wzięte razem sprawiają, że człowiek ze swoim ciałem (nie ma tutaj mowy o duszy, bo nie ma Boga!) zostaje zredukowany do wymiaru materialnego. Człowiek jawi się tylko jako zespołem organów, funkcji i energii (EV, nr 23). Z kolei ludzka płciowość jest pozbawiona wymiaru osobowego, stając się narzędziem afirmacji własnego «ja» oraz samolubnego zaspokajania przeróżnych pragnień i popędów. Przestaje ona być znakiem i miejscem miłości. Zachowania seksualne człowieka zostają pozbawione ich naturalnego odniesienia, jakim jest zachowanie gatunku, co prowadzi do oddzielenie zachowań seksualnych od prokreacji.

Zasygnalizowane powyżej złowrogie trendy (i pochodne od nich) infekujące kulturę w jej różnych obszarach, takich jak: etyka/moralność, nauka i sztuka oraz gospodarkę, a także politykę i prawo sprawiają, że coraz wyraźniej widoczna jest „wojna silnych przeciw bezsilnym” (EV, nr 12). W takim kontekście życie, które powinno być przyjęte z miłością, staje się ciężarem odrzucanym na wszelkie możliwe sposoby, a w sytuacji choroby, czy niepełnosprawności jest unicestwiane, bo zagraża „dobrobytowi lub życiowym przyzwyczajeniom (…) osób uprzywilejowanych” (EV, nr 12).

„Bronic życia i umacniać je, czcić je i kochać...” (EV, 42)

Wartość i piękno ludzkiego życia od poczęcia, aż po naturalną śmierć nie da się uchwycić i przeżywać maszerując po ulicach z wulgaryzmami na ustach, nienawiścią w sercu i z destrukcyjnymi hasłami. W ogóle, aby moc zrozumieć otaczający nas świat i jego sens, pomimo cierpienia, trudności i problemów, potrzeba używać rozumu, który poszukuje prawdy - w tym prawdy o dobru i głębi istnienia, a następnie należy zaangażować całą swoją wolę (wolność), aby rozpoznane dobro realizować dzień po dniu, przeciwstawiając się wszelkim przejawom zła i kłamstwa.

Współczesna walka z poczętym, a nienarodzonym dzieckiem jest owocem – jakby powiedział Georg W. F. Hegel w Fenomenologii ducha - „lekkomyślności i nudy podkopujące istniejącą rzeczywistość”. Jest także owocem posthumanizmu, który głosi, że człowiek takim jakim go znamy dotychczas, jest mało wartościowy i w gruncie rzeczy banalny. Gdy rozum nie szuka już prawdy, a wolna wola nie podażą za dobrem, człowiek ucieka w świat iluzji o swojej wszechmocy i samowystarczalności mniemając, że jest w nim jeszcze coś wart, pocieszając się hardością, którą bierze za odwagę, zarozumiałością, która stwarza mu pozory mądrości, cynizmem, który staje się jego moralnością.

Gdy człowiek rezygnuje z poszukiwania prawdy i myślenia według wartości – wtedy pojawia się głupota, będąca głębokim problem filozoficznym i egzystencjalnym. Jej przejawem jest m.in. walka z faktami i postępowanie wbrew logice oraz wszelkiej racjonalności. Głupota – jak zauważa ks. M. Heller w Moralności myślenia - to ma do siebie, że nie milczy, ale wprost przeciwnie mówi wiele i głośno, powiększając sumę bezsensu we Wszechświecie.

Wniosek jest prosty. Uda się przywrócić podziw i szacunek dla ludzkiego życia od poczęcia, aż po naturalną śmierć, gdy na nowo człowiek zacznie w pełni używać władz duchowych nieśmiertelnej duszy – rozumu i wolnej woli, pamiętając o swoim boskim pochodzeniu (genealogia divina) i przeznaczeniu do życia wiecznego.

„Bronić życia i umacniać je, czcić je i kochać - oto zadanie, które Bóg powierza każdemu człowiekowi, powołując go - jako swój żywy obraz - do udziału w Jego panowaniu nad światem” (EV, 42).

CZYTAJ DALEJ

Papież na konsystorzu: purpura kardynalska to kolor krwi, a nie wybitnego wyróżnienia

2020-11-28 17:05

[ TEMATY ]

Watykan

konsystorz

Bazylika św. Piotra

Vatican News

Purpura szat kardynalskich, która jest kolorem krwi, może stać się dla ducha świata kolorem wybitnego wyróżnienia – przestrzegł papież Franciszek 28 listopada podczas konsystorza zwołanego dla ustanowienia 13 nowych kardynałów.

Wskazał, że nawrócenie jest „zejściem z bezdroży, aby wejść na drogę Boga”.

Papież zauważył, że droga jest „środowiskiem, w którym zawsze odbywa się droga Kościoła: drogą życia, historii, która jest historią zbawienia w takiej mierze, w jakiej dokonuje się ona z Chrystusem, ukierunkowana na Jego tajemnicę paschalną”. - Jerozolima jest zawsze przed nami. Krzyż i zmartwychwstanie należą do naszej historii, są naszym dzisiaj, ale zawsze są też celem naszej drogi – mówił Franciszek.

Podkreślił, że nie jest to jedynie to dla konsystorza zwołanego dla ustanowienia nowych kardynałów, „ale «wskazanie drogi» dla nas, dzisiaj idących wraz z Jezusem, który poprzedza nas w drodze.

On jest siłą i sensem naszego życia i naszej posługi”, stwierdził Ojciec Święty.

Nawiązując do prośby Jakuba i Jana, którzy chcieli zająć miejsce po prawej i lewej stronie Jezusa w Jego chwale, papież zaznaczył, że „nie jest to droga Jezusa, ale inna”. - To droga tych, którzy, być może nawet nie zdając sobie z tego sprawy, „wykorzystują” Pana, aby promować samych siebie – wskazał Franciszek.

Odpowiedź Jezusa: „Nie wiecie, o co prosicie”, „w pewnym sensie ich usprawiedliwia, ale jednocześnie oskarża: ֿ«Czyż nie zdajecie sobie sprawy, że jesteście na bezdrożach?». Istotnie, za chwilę właśnie dziesięciu innych apostołów okaże swoją oburzoną reakcją na synów Zebedeusza, jak bardzo wszyscy byli kuszeni, by pójść na bezdroża”.

- Drodzy Bracia, wszyscy kochamy Jezusa, wszyscy chcemy za Nim iść, ale musimy być zawsze czujni, aby trwać na Jego drodze. Możemy bowiem naszymi stopami, naszymi ciałami być z Nim, ale nasze serca mogą być daleko i prowadzić nas na manowce. Zatem, na przykład, purpura szat kardynalskich, która jest kolorem krwi, może stać się dla ducha świata, kolorem wybitnego wyróżnienia – stwierdził Ojciec Święty.

Zwrócił uwagę na kontrast między Jezusem, który jest „w drodze”, a uczniami, którzy są „na bezdrożach”. Są to „dwie trasy nie dające się pogodzić”. - Tylko bowiem Pan może ocalić swoich zagubionych przyjaciół, którym grozi zatracenie się, tylko Jego krzyż i Jego zmartwychwstanie. Dla nich, a także i dla wszystkich, wstępuje On do Jerozolimy. Dla nich, i dla wszystkich, połamie On swoje ciało i przeleje swoją krew. Dla nich i dla wszystkich zmartwychwstanie, a przez dar Ducha przebaczy im i przemieni. Umieści ich ostatecznie na swojej drodze – przypomniał papież.

Dodał, że „św. Marek - podobnie jak Mateusz i Łukasz - włączył tę historię do swojej Ewangelii, ponieważ jest ona zbawczym Słowem, niezbędnym dla Kościoła wszystkich czasów”. - Nawet jeśli Dwunastu robi złe wrażenie, ten tekst wszedł do Kanonu, ponieważ ukazuje prawdę o Jezusie i o nas. Jest to słowo zbawienne również dla nas dzisiaj. Także i my, papież i kardynałowie, musimy zawsze spojrzeć na siebie w tym słowie prawdy. Jest to ostry miecz, tnie nas, jest bolesny, ale jednocześnie nas uzdrawia, wyzwala, nawraca. Nawrócenie jest tym właśnie: zejściem z bezdroży, aby wejść na drogę Boga – zakończył Franciszek.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję