Reklama

Niedziela Małopolska

Plac zabaw dzięki świątecznym choinkom

Niedziela kielecka 35/2019, str. 3

[ TEMATY ]

Caritas

akcja

TD

Plac zabaw powstał dzięki radiowej akcji

Boże Narodzenie 2018 r. jest już dość odległe, ale przeprowadzona wówczas akcja Polskiego Radia Kielce „Choinka pod choinkę” przełożyła się na dodatkową atrakcję w wakacje i najbliższe jesienne ciepłe dni dla podopiecznych Ogniska Wychowawczego Caritas kieleckiej im. bł. Edmunda Bojanowskiego w Jędrzejowie. Udało się, dzięki zebranym funduszom, zbudować plac zabaw za budynkiem Ogniska, które dla wielu podopiecznych stało się drugim domem.

Podczas grudniowej licytacji świątecznych choinek zebrano ponad 33 tysiące zł, pewną kwotę należało dołożyć – i oto przez całe wakacje plac za budynkiem tętnił życiem.

Co tam mamy? Ściankę wspinaczkową, huśtawkę, karuzelę, tor przeszkód, zjeżdżalnię. I jeszcze domek, na który już dzieci same sobie uskładały, chodząc po kolędzie.

Reklama

Poświęcenie miało miejsce 16 lipca br., i – jak opowiada siostra służebniczka Barbara Kubacka, dzieci nie mogły już się tej chwili doczekać, z trudem dotrwały do przecięcia wstęgi i błyskawicznie opanowały plac zabaw. Święcili go księża z parafii, szefowie Caritas kieleckiej oraz oblaci ze św. Krzyża, rokrocznie zaangażowani w akcję „Choinka pod choinkę”. Przez całe wakacje plac, jak mówi s. Barbara – „żył codziennie”, ruchem i gwarem wypełniało go kilkudziesięciu uczestników półkolonii. Co tam można wykreować? Wojnę „gazetową”, toczenie przeszkód, zabawy z chustą i inne. Z dwóch lipcowych turnusów skorzystało ok. 125 dzieci.

Z dniem 1 września ruszyły zajęcia w Ognisku, z których w ciągu dnia korzysta ok. 60 dzieci, przywożonych na miejsce, i odwożonych do domów. Mają zapewnioną pomoc w lekcjach, obiad i kolację przed zakończeniem pobytu, a także dodatkowe zajęcia w miarę potrzeb. – Bardzo chodzi nam o to, żeby dzieci nauczyły się bliskości i kontaktu z drugim człowiekiem, żeby nie postrzegały świata przez telefony, komputery – tłumaczy s. Barbara. Wraz z s. Urszulą Limanówką (kierowniczką Ogniska) i świeckim personelem Caritas kieleckiej (dwie wychowawczynie, kucharki, kierowca itd., łącznie 9 osób) starają się tak zbudować ofertę, aby sprostać współczesnym potrzebom i aby właściwie kształtować młodych ludzi. Niedostatki finansowe, wskutek instytucjonalnej opieki państwa, są obecnie coraz mniejsze, ale pozostaje sfera emocjonalno-opiekuńcza, wychowawcza, samotność matek, które nie są w stanie podołać wszelkim obowiązkom macierzyństwa. Temu wszystkiemu 500plus nie zaradzi. – Dzieci ogromnie potrzebują zainteresowania ich sprawami, rozmowy, bardzo się wtedy otwierają. Jesteśmy sobie bliscy – mówi s. Barbara.

Rodzice, którzy są chcą skierować dziecko do Ogniska sami zgłaszają taką potrzebę, a w szczególnie trudnych sytuacjach czynią to szkolni pedagodzy.

Reklama

Podopieczni Ogniska włączają się, a wręcz współtworzą wiele akcji lokalnych, organizowanych przez powiat, gminę, parafię. Dzień Patrona przypadający w listopadzie łączą np. z patriotycznymi obchodami Święta Niepodległości. Przygotowują koncert kolęd, ale i same kolędują na własne potrzeby (np. dzięki zebranym pieniądzom z okazji zakończenia roku szkolnego możliwy stał się wyjazd szlakiem bł. E. Bojanowskiego, co było dużym przeżyciem, z noclegiem w „jego klasztorze”). Dni Matki, Ojca, nabożeństwa różańcowe, majowe, roraty i Drogi Krzyżowe, św. Mikołaj – we wszystkim tym podopieczni Ogniska uczestniczą.

Ognisko Wychowawcze Caritas im. bł. Edmunda Bojanowskiego w Jędrzejowie prowadzone przez Caritas kielecką, przy współpracy Sióstr Służebniczek NMP zostało otwarte 2 grudnia 2000 roku. Każdego dnia zapewnia opiekęco najmniej kilkudziesięciu dzieciom w wieku od 6 do kilkunastu lat. Są to głównie dzieci pochodzące z rodzin borykających się z problemami, choć nie tylko.

Ognisko zapewnia swoim wychowankom kompleksową opiekę, w tym żywienie, możliwość realizacji obowiązku szkolnego, uczestnictwo w zorganizowanych formach wypoczynku letniego i zimowego, zajęcia artystyczne rozwijające talenty i zainteresowania dzieci, rewalidację i profilaktykę uzależnień, współpracę z instytucjami mogącymi udzielić pomocy w sytuacjach traumatycznych doświadczeń, wychowanie religijne.

Ognisko opieką otacza w każde wakacje 120-140 dzieci ze szkół podstawowych i gimnazjów z terenu powiatu jędrzejowskiego. Rocznie wydaje się także ponad 8 700 posiłków.

2019-08-27 12:56

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

#zadzwońdoseniora – zapytaj czy coś potrzeba albo po prostu porozmawiaj

2020-03-19 08:06

[ TEMATY ]

pomoc

akcja

Photographee.eu/fotolia.com

Wielu seniorów posłuchało próśb i zastosowało się do akcji #zostańwdomu – przypomina Główny Inspektorat Sanitarny (GIS) i apeluje o #zadzwońdoseniora - akcję dzwonienia do osób starszych z pytaniem, czy coś potrzeba albo by po prostu porozmawiać.

Główny Inspektorat Sanitarny ocenia, że w obecnej sytuacji osoby starsze mogą czuć się zagubione.

"Seniorze, nie wstydź się poprosić bliskich o pomoc w codziennych czynnościach, takich jak zakupy, zaopatrzenie w leki, załatwianie spraw urzędowych i pocztowych" – radzi GIS.

Seniorzy są najbardziej narażeni na rozwinięcie ciężkiej postaci choroby COVID-19, wywoływanej przez nowy koronawirus SARS-Cov-2.

Przebieg zakażeń koronawirusem jest zróżnicowany - od bezobjawowego, przez łagodną chorobę układu oddechowego, po ciężkie zapalenie płuc, a nawet niewydolność wielonarządową oraz wstrząs septyczny. Najczęściej objawami koronawirusa są: kaszel, duszności, temperatura ciała powyżej 38 stopni oraz ból mięśni.

Wirus przenosi się drogą kropelkową. Najczęściej przez kaszel, kichanie i rozmowę. Może też być przenoszony pośrednio przez dotyk.

By mu zapobiegać należy często myć ręce; unikać dotykania oczu, nosa i ust; ograniczyć kontakty z innymi ludźmi; podczas spotkań zachowywać bezpieczną odległość ok. 2 metrów od rozmówcy i zdrowo się odżywiać. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Włochy: epidemia, która trwa ponad 40 lat…

2020-03-26 13:02

[ TEMATY ]

epidemia

koronawirus

PAP

Świat zamierał z przerażenia, gdy słyszał, że w ciągu jednej doby z powodu COVID-19 zmarło ponad 600 osób. Gdy każdego dnia, od ponad 40 lat we Włoszech zabija się kilkaset dzieci w łonach matek, wszyscy śpią spokojnie…

Od ponad miesiąca świat z niepokojem patrzy na Włochy dotknięte epidemią COVID-19.Okazuje się jednak, że mimo tak kryzysowej sytuacji, w której naturalnie zmienia się sposób myślenia o wartości ludzkiego życia a kolejne zgony wprowadzają niepokój o życie własne i najbliższych, Włosi wciąć nie podejmują refleksji o trawiącej ich od dziesięcioleci epidemii… Można by rzec, że do jednej plagi dodają drugą, wykonywaną „na życzenie”…

Aborcja - pilny przypadek...


Obowiązujące obecnie we włoskich szpitalach restrykcje, mające na celu ograniczenie kontaktów i udostępnianie miejsc najbardziej dziś potrzebującym, nie dotyczą jednak „przypadków pilnych”. Do takich, obok poważnych obrażeń, problemów sercowych, konieczności wykonania przeszczepu oraz innych sytuacji klinicznych związanych z bezpośrednim zagrożeniem życia, zalicza się także wykonywanie aborcji. A zatem, odraczane są zabiegi pacjentów z dolegliwościami ortopedycznymi, okulistycznymi, nawet pacjentów onkologicznych, jeśli zabieg można przełożyć bez ryzyka dla chorego. Ale kiedy chodzi o zabijanie dziecka w łonie matki, to jest to już „przypadek pilny”.

Jak słusznie podkreśla autorka jednego z włoskich portali, pośpiech wywodzi się w tym przypadku nie z niebezpieczeństwa o życie, ale raczej z woli śmierci, tzn. woli uniknięcia narodzin dziecka za wszelką cenę i na wszystkie sposoby. Okropny wyrok śmierci wobec niewinnego bez obrony…

Walka o miejsca i personel w walce z COVID-19 w tej sytuacji już nie obowiązuje… Czyli na jednym łóżku umiera kolejna osoba na koronawirusa, której nikt nie udziela pomocy, bo trzeba zająć się zabójstwem kolejnego człowieka… Chorzy nie są leczeni, ale zabijanie maleńkich dzieci nadal się dokonuje! W wyniku aborcji 500 dzieci dziennie, czyli 22 dzieci na godzinę traci we Włoszech życie.

Prezes Stowarzyszenia “Ora et Labora in Difesa della Vita” podkreśla, że wiele szpitali znajduje się pod ogromną presją, przede wszystkim w Lombardii w innych regionach północy, gdzie skoncentrowana jest największa liczba zakażeń COVID-19. Poszukiwane są nowe źródła finansowania a wystarczyłoby, aby pieniądze przeznaczone na aborcje (każdy region płaci za każdą aborcję nawet do 5 tys. euro!) skierować na obecne ogromne potrzeby związane z zarządzaniem kryzysowym. Podobnie także cały personel zatrudniony do przeprowadzania tych zbrodni, które wołają o pomstę do Boga i do przyszłych pokoleń, mógłby służyć jako pomoc w powstrzymaniu epidemii.

Domowa aborcja na życzenie?

„Na pomoc” w tej sytuacji spieszą panie ze Stowarzyszenia AMICA (Associazione Medici Italiani Contraccezione e Aborto), powstałego w 2015 r. w celu zapewnienie wszystkim kobietom dostępu i wolności wyboru w zakresie różnych możliwych technik aborcji. Związani z tą organizacją ginekolodzy Anna Pompili i Mirella Parachini w liście zamieszczonym na portalu „Quotidiano Sanità” zauważyły, że to bardzo nieekonomiczne w obecnej sytuacji, aby dokonywać aborcji w szpitalach, zamiast zlecać aborcję farmakologiczną. Autorki listu są oburzone niemożliwością bądź zablokowaniem możliwości dostępu do procedury aborcji farmakologicznej w Lodi w Lombardii, gdzie praktykowane jest prawie wyłącznie chirurgiczne przerywanie ciąży. Domowa aborcja farmakologiczna jest przecież bezpieczna, wymaga mniejszej liczby kontroli, co jest zaletą nie tylko z ekonomicznego punktu widzenia, ale także z punktu widzenia możliwości zarażenia się COVID-19 czy innymi.

Wzywają zatem do rozsądku: nieuzasadniona hospitalizacja zdrowych ludzi to marnotrawstwo zasobów gospodarczych, zajęcie łóżek odbieranych tym, którzy naprawdę tego potrzebują. Ta wybitna troska o życie i bezpieczeństwo człowieka wyrażana przez osoby, które dążą do ułatwienia procedur zabójstwa człowieka razi chyba każdego…

Panie ubolewają, że ta „trudna i złożona sytuacja” [tzn. poczęte dziecko – przyp. MZ] wciąż jeszcze napotyka się z antynaukowymi uprzedzeniami, ideologią, która czyni ludzi tak ślepymi i nierozsądnymi, prowadząc do wyborów mających na celu pokazanie, że we Włoszech kobiety muszą się dobrze zastanowić przed aborcją.

Alerty bezpieczeństwa, wyjątkowe środki ostrożności, ogłaszanie stanów epidemiologicznych, wzywanie do zachowania kwarantanny, szacowanie strat gospodarczych… Świat a wraz z nim także nasze „małe światy” w przeciągu kilku dni wirus postawił na głowie… Odebrał życie ludziom, których śmierć jest dramatem dla wielu rodzin, zaskoczonych nagłą utratą bliskiej, kochanej osoby.

Gdy każdego dnia setki dzieci pozbawia się życia „zgodnie z prawem” i politycznie poprawną wolnością, każdy idzie spać spokojnie, nie myśląc o tym, że wciąż dokonuje się plaga niszczenia ludzkości i cywilizacji, która w zatrważającym tempie pozostawia ślady okrutnej śmierci na obliczu naszego świata… W obliczu koronawirusa władze państw działają błyskawicznie. Kiedy politycy równie sprawnie wezmą się za ratowanie abortowanych dzieci?

CZYTAJ DALEJ

(Na)rodziny tradycji

2020-04-05 11:26

Radek Mokrzycki

Dzieci Wandy i Radka z palmami, które same wykonały

Do tej pory nie robiliśmy palm własnoręcznie. Bo i po co, skoro można kupić gotową i wspomóc ofiarą parafialne dzieło?

W tym roku, wiadomo, sytuacja jest wyjątkowa. Aby upamiętnić i uczcić wjazd Jezusa do Jerozolimy, zasiedliśmy wieczorem do rodzinnego stołu, na którym piętrzyły się już bibułki, gałganki, tasiemki, suszone kwiatki, koraliki, papier kolorowy i wiele innych materiałów plastycznych. Mali i więksi artyści z zaangażowaniem słuchali Słowa Bożego, które ilustrowało sytuację sprzed dwóch tysięcy lat. Zastanawiali się jak to jest, że jednego dnia ludzie chwalą Jezusa, innego przyczyniają się do Jego śmierci. Skomplikowane dywagacje na ten temat uciął Pięciolatek, ogłaszając:

- Tak to już w życiu jest. A Pan Jezus umrzeć musiał, bo jak inaczej pokazać, że się kogoś kocha? - a potem zaprezentował swą palmę – miniaturę drzewa z kokosami.

Była także propozycja wysłuchania „Pasji według św. Łukasza” albo chociaż pieśni pasyjnych, ale wycofaliśmy się z niej, zauważywszy, że bez komentarzy i wzajemnych, głośnych porad praca twórcza traci swój rytm i urok.

Radek Mokrzycki

Palmy w domu Mokrzyckich

Pięknie było patrzeć na współpracę domowników, ich drobne żarciki i odpowiadać na pytania nurtujące młode sumienia: o spowiedź, święcenie pokarmów i o komunię duchową.

Mile snuć wspomnienia o świętowaniu w poprzednich latach a także układać wielkanocne menu w czasach pandemii.

Nasz akt twórczy zakończyliśmy aktem modlitwy.

W tęsknocie za spotkaniem Boga w Eucharystii oraz możliwością dzielenia się radością ze Zmartwychwstania w bliskości z krewnymi, rodzi się nowy Kościół. Domowy. Do bólu szczery, wypełniony miłością trudną i bezinteresowną. W żadnym wypadku sztywny. Wspólnota ludzi wdzięcznych za to „niewiele”, które nam zostało. Ludzi ufających, że Bóg się obudzi, zmartwychwstanie i Kościół z martwych podniesie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję