Reklama

Historia

Wojna nadeszła na oczach „Niedzieli”

1939 r. – jak ocenia historiografia – był najtragiczniejszym rokiem w polskich dziejach. Nasz tygodnik – wówczas o zasięgu diecezjalnym – z uwagą śledził doniesienia światowych agencji. Wielkim zaskoczeniem może być dla nas fakt, że mała, prowincjonalna gazeta tak doskonale wyczuwała narodowy puls. Być może przesłanie „Niedzieli” i innych pism katolickich było najbardziej głębokim i wartościowym głosem w tym trudnym dla Polaków czasie

W 1939 r. nasze pismo nosiło nazwę „Niedziela. Ilustrowany Tygodnik Katolicki Diecezji Częstochowskiej”. Można dziś skwitować z przekąsem, że przedwojenna „Niedziela” wśród wielkich tytułów nie znaczyła nic, jednak jej lektura przynosi wiele cennych refleksji.

Gazety duże i małe czerpały informacje z dużych agencji prasowych, a komentarz do nich zależał od klasy dziennikarza – w wielu przypadkach od jego fantazji czy od politycznego zapotrzebowania. Bywało czasem, że dziennikarski celebryta, mający już spakowane walizy, dawał „dobre rady” czytelnikom, którzy w obliczu nadciągającego nad Polskę w 1939 r. końca świata nie mogli lub nie chcieli opuścić ojczyzny. „Niedziela” z 1939 r. odnotowała cudowne zdarzenie „nawrócenia” elitarnych „Wiadomości Literackich”, które w przededniu wojny z trudem uciułały – o czym trąbiły na świat – skromne 5 tys. zł na Fundusz Obrony Narodowej (a np. sam mistrz Kiepura dał aż 100 tys. zł). Komentatorzy naszego tygodnika przypomnieli, że te same „Wiadomości Literackie” jeszcze niedawno błyskiem pióra Tuwima i Słonimskiego „pluły cynizmem na imię żołnierza, pluły i kopały to, co przywykliśmy uważać za godne czci, co błyszczało zawsze chwałą” – a wszystko to w rymie i rytmie nowoczesnej bohemy. „O, takie wiersze szkodzą, ale przede wszystkim bolą. Bolą strasznie. Ofiara «Wiadomości Literackich» parzy” – pisała „Niedziela” w numerze na 23 kwietnia 1939 r.

Może trudno przyjąć tę znaną prawdę, że czasem z oddali widać lepiej. „Niedziela” nie tylko wczuwała się w duszę prostego ludu, lecz także z prawdziwą troską wspierała rodaków przez słowo pasterzy, episkopatu czy papieża. Owszem, częstochowska przedwojenna „Niedziela” „tchnęła prowincją i strasznym zabobonem, peryferyjnym myśleniem lub – jak kto woli – ciasnotą umysłową”. Była to jednak ocena ludzi z metropolii, którzy wybrali świat „kolorowych” przyjemności czy też intelektualnych bezdroży. Pogardzali „prostotą wiary”, którą „legitymowali się” ludzie związani z „Niedzielą”.

Reklama

Spokojny rok

Zaiste, „Niedziela” rozpoczęła 1939 r. zupełnie normalnie. Długie lata pokoju utrwalały wrażenie, że tak będzie zawsze. Redakcja, która miała swoją siedzibę przy ul. Najświętszej Maryi Panny 64 w Częstochowie, dopięła noworoczny numer – jego tematem był palący brak nowych powołań kapłańskich. W edytorialu odredakcyjnym ks. Stanisław Gałązka, redaktor naczelny, wyliczał, że na jednego kapłana w diecezji przypada blisko 4 tys. dusz – liczbę tę oceniał jako znikomą. Biskup częstochowski Teodor Kubina opublikował w „Niedzieli” obszerny list pasterski o potrzebie dobrych kapłanów. Na łamach znalazła się także informacja, że w Polsce rodzi się rocznie ok. 60 tys. nieślubnych dzieci. Przedmiotem troski „Niedzieli” były też szerząca się w kraju plaga alkoholizmu, a także wielkie bezrobocie. Nawoływano do okazywania bezrobotnym miłości w imię miłości Boga oraz zamieszczano informacje dotyczące deklaracji Rady Społecznej przy Prymasie Polski w sprawie sprawiedliwego rozdziału dochodu społecznego. Poza tym początek 1939 r. nie zapowiadał niczego szczególnego. „Polska wkracza spokojnie w Nowy Rok” – tak zatytułowano wydrukowane w „Niedzieli” wyjątki z przemówienia wigilijnego prymasa Polski kard. Augusta Hlonda, które wygłosił na falach Polskiego Radia. Redakcja na progu nowego roku odniosła się do krytycznych uwag czytelników, które dotyczyły jej pracy: „Chcemy być bezstronnymi informatorami. Chcemy życzliwie oceniać dobro, bez względu na to, z której strony pochodzi. Z równą bezstronnością chcemy potępiać zło, zakłamanie i fałsz, gdziekolwiek ono istnieje” – napisał redaktor naczelny o celach „Niedzieli”.

Wojna? Jaka wojna?

Mimo że przedwojenna Częstochowa znajdowała się blisko granicy z III Rzeszą (ok. 30 km), to na początku 1939 r. panował tam sielski spokój. Z niepokojem spoglądano za to w stronę Sowietów. „Jak dzieci, które poczuły wolność i w igraszce z ogniem podpaliły własny dom – a teraz chodzą zgłodniali, obdarci...” – napisała „Niedziela” za francuskim „La Croix”.

Z perspektywy spokojnego kraju obserwowano na łamach „Niedzieli” krwawą rozprawę wspieranych przez Moskwę republikańskich władz z wyznawcami Chrystusa w dalekiej Hiszpanii. Za „L’Osservatore Romano” przytaczano przykłady męczeństwa biskupów i księży. Te ponure wieści przeplatane były tymi optymistycznymi. Oto doniesiono, że największy nakład osiągają w USA książki religijne i Pismo Święte, co potwierdził Amerykański Instytut dla Wiedzy i Sztuki.

Reklama

Znamienne są słowa spisane w rubryce „Niedzieli” pt. „Wiadomości ze świata”: „Ciekawe jest – pisze autor notatki – że jeden z ministrów (w Londynie – przyp. S.B.) – radzi ludności zrobić większe zapasy żywności. Czyżby Anglia obawiała się w krótkim czasie wojny?”. W naszym kraju rzeczywiście wiele osób nie brało tego w ogóle pod uwagę.

Niemcy nie lepsi

Do optymistycznych wieści redakcja zaliczyła i tę: „Biuro prasowe centralnego kierownictwa młodzieży hitlerowskiej ogłosiło, że w dniach od 23 do 28 grudnia we wszystkich organizacjach młodzieży hitlerowskiej nastąpi przerwa w działalności, aby umożliwić członkom tych organizacji spędzenie świąt Bożego Narodzenia jako «święta rodziny», wspólnie z rodzicami”. W niedługim czasie miało się okazać, że niewielka była z tego pociecha... „Niedziela” podała, że rząd niemiecki chce zamknięcia klasztorów katolickich w państwie. Zauważono, że „kurs nowopogański” w III Rzeszy zwraca się przeciw religii katolickiej. W niewielkim artykule pt. „Kanclerz Hitler a Kościół katolicki” wskazano jednak: „Uważamy, że III Rzeszy i jej kultury nie można upodabniać do stosunków panujących w Rosji sowieckiej lub w czerwonej Hiszpanii”. Ten pochopny sąd przyszło jednak niebawem z wielkim bólem zweryfikować.

Wróg nie śpi

„Niedziela” z niekłamaną dumą pisała o nowoczesnych udogodnieniach, które pojawiły się w Warszawie: „W Sejmie ustawiono aparat samozapisujący mowy”, który „zapisuje dokładnie przemówienia”. Do takich ciekawostek można by zaliczyć również reklamę używanego i dziś proszku Persil, „znanego ze swej dobroci” – jak wówczas pisano. Proszek ten anonsowano jako wyrób zakładów Polskiej Spółki Akcyjnej „Persil” w Bydgoszczy. Właśnie w 1939 r. wyszło na jaw, że centrala firmy mieści się w Düsseldorfie i że nie o samo pranie jej chodzi, ale również o propagandę w duchu hitlerowskim. W swoich drukach reklamowych raczyła ona Polaków niemiecką wizją historii. Jak wyliczono, każdego roku ta rzekomo polska spółka wywoziła z kraju grube miliony za swe produkty i przyczyniła się naszymi rękami do wzmocnienia gospodarki III Rzeszy. „Niedziela” natychmiast zaprzestała umieszczać na swoich łamach reklamy marek Persil oraz Ata i Henko, jako zależnych od niemieckiej firmy Henkel. Wydano w tej sprawie specjalne oświadczenie, że „Niedziela” zamieszczała dotąd reklamy tych wyrobów w przekonaniu, iż są one pochodzenia polskiego, teraz jednak polecać ich nie będzie.

Mamy papieża

„Zgon Ojca Świętego usunął w cień sprawy całego świata” – napisano po śmierci Piusa XI. „Jedynie gazety niemieckie nie umiały powstrzymać się od przykrych i niesmacznych, a nawet obrażających pamięć wielkiego papieża uwag”. To była zemsta za zamknięcie przez Piusa XI bram Watykanu przed Hitlerem, gdy ten odwiedził Mussoliniego w Rzymie. „Niedziela” nazwała papieża „najodważniejszym z odważnych”. Jego następcą został wielki przyjaciel Polaków abp Achille Ratti – Pius XII, pierwszy nuncjusz po odrodzeniu Rzeczypospolitej.

Z pewną nadzieją „Niedziela” poinformowała także o wizycie szefa niemieckiej dyplomacji Ribbentropa, który przyjechał do Warszawy, aby „zadokumentować przed światem, że Niemcy chcą być w zgodzie z Polską”. „Dodać trzeba, że o wizycie tej wiele pisały gazety europejskie, przypisując jej jak widać wielkie znaczenie” – skonstatowali dziennikarze „Niedzieli”. Niedługo później Ribbentrop bawił u Mołotowa na Kremlu, gdzie już rzeczywiście „zadokumentował”, tyle że czwarty rozbiór Polski.

Tymczasem coraz więcej hałasu wywoływały niemieckie szykany wobec Polaków w Gdańsku. „Niedziela” podała, że na jednej z kawiarń wywieszono napis głoszący, iż psom i studentom polskim wstęp jest wzbroniony. „Niedziela” protestowała przeciwko propozycjom z Warszawy wyciszania takich incydentów w imię zgody z Niemcami.

Wielki wybuch

15 marca 1939 r. wybuchła bomba – wojska niemieckie zajęły Pragę. Czeskie władze potulnie poddały Hitlerowi 7-milionowy kraj, nowocześnie uzbrojoną armię, znakomite zakłady przemysłowe i zbrojeniowe oraz skarb narodowy. Fakt ten spowodował ostry kryzys w stosunkach Zachodu z Niemcami. Dopiero to wydarzenie było tak naprawdę sygnałem o możliwości wybuchu wojny. „Niedziela” umieściła na okładce numeru na 2 kwietnia 1939 r. obraz Chrystusa Ukrzyżowanego i artykuł poświęcony gorącej sytuacji. Pierwszy śródtytuł brzmiał: „Świat na wulkanie”. Od tej pory nie było dnia, który by nie przynosił nowych, alarmujących wieści. Ten zuchwały krok Hitlera zabrał poczucie spokoju, które w Polsce zagościło na dobre w 1921 r. Tak więc wyczekiwano, co się teraz wydarzy, i dywagowano, jak się zabezpieczyć przed ewentualnością nowych wstrząsów lub, nie daj Boże, nową dziejową burzą. Łudzono się jeszcze, że może nastąpić moralne odrodzenie w Niemczech albo w Polsce – i to wystarczy do zatrzymania wszelkiego zła. Łudzono się, że pokolenie, które przeżyło w Europie wojnę – również Niemcy – zbyt dobrze pamięta jej straszne skutki, by mogło pragnąć nowej.

W kraju ruszyła jednak wielka akcja dozbrajania armii, w którą z entuzjazmem włączyła się także „Niedziela”. Dosłownie z euforią zostało przyjęte oświadczenie o gwarancjach Wielkiej Brytanii i Francji, że pośpieszą Polsce z pomocą w razie niebezpieczeństwa. Wkrótce Polska podpisała umowę sojuszniczą z Wielką Brytanią. 23 kwietnia 1939 r. na okładce „Niedzieli” znalazł się tytuł: „Silni – zwarci – gotowi!”. Tekst na jedynce otwierał śródtytuł: „Drugi cud nad Wisłą?”. Mowa była o dużych ofiarach Polaków na Pożyczkę Obrony Przeciwlotniczej. Ta postawa narodu przypominała wydarzenia z 1920 r. Drugi śródtytuł brzmiał: „Chcesz pokoju, gotuj się”, i mówił o konieczności zbrojeń. Naszą mobilizację chwaliła prasa zagraniczna, tymczasem Niemcy grzmieli o agresywnej polityce. Pewnym testem była w tej sprawie propozycja prezydenta USA Roosevelta zawarcia na 10 lat pokoju z III Rzeszą. Rozjuszony Hitler stwierdził, że Zachód chce zyskać czas na dozbrojenie, aby potem łatwiej zgnieść Niemcy.

30 kwietnia 1939 r. w „Niedzieli” głos zabrali hierarchowie Kościoła katolickiego. Episkopat oświadczył słowami pełnymi patosu, że wskutek załamania się prawa moralnego w stosunkach międzypaństwowych jedynym poręczeniem bezpieczeństwa kraju jest armia, dlatego patriotyzm, obowiązek pasterski i głębokie obywatelskie poczucie nakazują włączenie się narodu w przygotowania w obliczu wojny w obronie ojczyzny i wiary. Wzywano też do wielkiej modlitwy, wraz z papieżem, o pokój.

Oddajcie Gdańsk!

Jak grom z jasnego nieba spadła na łamy „Niedzieli” wiadomość, podana przez pisma francuskie, że Hitler żąda od Polski zrzeczenia się praw do Gdańska oraz zgody na budowę autostrady niemieckiej przez nasze Pomorze do Prus Wschodnich, co godziło poważnie w polskie życie ekonomiczne i naszą niepodległość. 7 maja 1939 r. „Niedziela” wezwała na pierwszej stronie, aby nie uginać się przed szantażem: „Nie po to na polach bitewnych świata płynęła polska krew, nie po to ginęły w ciągu wieków szeregi najlepszych dzieci Ojczyzny, by dziś z praw nabytych mielibyśmy zrezygnować”. Kolejny z tekstów zatytułowano bardzo wymownie: „Lud polski się nie da”.

Zła passa trwała: Hitler wypowiedział pakt o nieagresji z Polską w odwecie za naszą umowę z Brytyjczykami. Szef polskiej dyplomacji Józef Beck ogłosił 5 maja 1939 r. w Sejmie, iż Rzeczpospolita nie chce wojny z Niemcami, ale też nie zapłaci za pokój każdej ceny i nie ustąpi Hitlerowi. Mowa Becka stała się głośna w świecie, jednak to, co ze sobą niosła, musiało mrozić krew w żyłach. Czy ktoś jeszcze po tych słowach miał nadzieję, że uda się uratować pokój? Czy był ktoś, kto uważał, że gwarancją pokoju jest zgoda na kolejne żądania Hitlera, choćby oddanie mu Gdańska, a może później Pomorza, Wielkopolski i Śląska? Czy może warto coś stracić, żeby się ocalić?

W „Niedzieli” nastroje przygasły. W kolejnych numerach zastanawiano się bardzo poważnie nad tym, czy pod każdym względem jesteśmy gotowi do wojny obronnej. Troska w obliczu bardzo już teraz realnej groźby wojny dotyczyła także podniesienia moralności w życiu codziennym. „Niedziela” zamieszczała wiele rad, jak wzrastać w wierze i moralności. Miały temu też służyć dwa kongresy eucharystyczne – w Zawierciu i Gdyni, podczas których modlono się o zwycięstwo sprawiedliwości nad gwałtem silnych, o zgodę i jedność w narodzie, o opiekę Opatrzności, o męstwo. Wiele było doniesień o prześladowaniach Polaków w Rzeszy i Gdańsku. W artykule pt. „Hitler czy Jezus?” dywagowano, czy Niemcy mogą się ocknąć i obalić nazizm od wewnątrz. W tekście „Mniejszość polska w Niemczech płacze krwawymi łzami!” pisano o zdziczeniu niemieckich pogan i profanowaniu chrześcijańskich symboli. Silna była wiara w szczerość sojuszników z Zachodu i ich armie, które pomogą ostudzić zakusy Niemców.

6 sierpnia, w 25. rocznicę wybuchu Wielkiej Wojny, „Niedziela” zamieściła na stronie tytułowej przedrukowany z pisma francuskiego rysunek Chrystusa dźwigającego swastykę zamiast krzyża, otoczonego żołnierzami hitlerowskimi. Był to bardzo symboliczny obraz w przededniu wybuchu wojny. Redaktorzy „Niedzieli” skonstatowali ze smutkiem, że Wielka Wojna niewiele nauczyła ludzkość. Szatańska pycha Hitlera, depcząc prawa Boskie i ludzkie, prowadzi nas wszystkich w przepaść. Stwierdzono, że Polacy nie mogą wyobrazić sobie życia bez niepodległości, są więc przygotowani duchowo i orężnie, żeby obronić kraj. Wierzono, że zwyciężymy, „bo z nami słuszność, z nami Bóg”.

2019-08-27 12:56

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Śmierć za człowieczeństwo

2020-03-18 11:00

Niedziela podlaska 12/2020, str. VII

[ TEMATY ]

pomoc

II wojna światowa

pomoc Żydom

Monika Kanabrodzka

Kapliczka upamiętniającą tragiczne wydarzenia w Paulinowie

Precedensem względem Europy Zachodniej była w okresie II wojny światowej kara śmierci, która groziła Polakom za udzielenie pomocy Żydom. Nie zraziło to jednak 17 mieszkańców ze wsi Paulinów, którzy za akt człowieczeństwa ponieśli najwyższą karę. 24 marca w Narodowy Dzień Pamięci Polaków Ratujących Żydów pod okupacją niemiecką warto o nich pamiętać.

Na mocy rozporządzenia gubernatora Hansa Franka z 15 października 1941 r. kara śmierci przewidziana była dla Żyda, który opuści getto, oraz Polaka, który udzieli schronienia zbiegowi. Groźby i kary te były bezwzględnie respektowane. Podnoszone larum o ,,antysemityzm Polaków wyssany z mlekiem matki” (wyp. szefa izraelskiej dyplomacji Israela Kaca) jest rażąco sprzeczne z rzeczywistością.

Cena azylu

Ludności polskiej nie wolno było pomagać Żydom. O wielkim heroizmie świadczy najliczniejsza grupa odznaczonych medalem i tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata przez Instytut Męczenników i Bohaterów Yad Vashem w Jerozolimie, do której zalicza się ponad 6 tys. Polaków. Według badań naukowych łącznie zginęło bądź podejmowało ryzyko śmierci od 150 tys. do 350 tys. ludzi. Zgodnie z publikacją faktograficzną Dam im imię na wieki autorstwa ks. Pawła Rytla-Andrianika i Edwarda Kopówki, z bliższych i dalszych okolic Treblinki zamordowano 310 Polaków za ukrywanie Żydów, 335 odznaczono Medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata i ok. 450 osób z narażeniem życia niosło pomoc ludności wyznania mojżeszowego.

Noc z 23 na 24 lutego 1943 r. była dla mieszkańców wsi Paulinów w gminie Sterdyń tragiczna. Niemcy zorganizowali wtedy obławę i otoczyli wieś. Aby schwytać zbiegłych Żydów z getta i wydać wyrok także na tych, którzy im pomagali, sprowadzono 2 tys. żołnierzy i policjantów z Ostrowi Mazowieckiej. Zastosowano prowokację. Rozpoznania dokonało dwóch Żydów, jeden z Warszawy, drugi ze Sterdyni – Szymel Helman. Prowokator z Warszawy podając się za Żyda francuskiego, zbiegłego z transportu ,,przesiedleńców”, dołączył do ukrywających się Żydów i wszystko bacznie obserwował.

Paulinów pod ostrzałem

Zbiegli szukali schronienia w lasach i pobliskich wsiach. Znaleźli je w miejscowości Paulinów. Franciszek Kierylak, stajenny, wpuszczał ich na noc do stajni. W darze wdzięczności za pożywienie, bezpieczeństwo, Żydzi naprawiali buty. Na podstawie obserwacji, prowokatorzy donieśli Niemcom, kto pomagał Żydom. W wyniku tej operacji, Niemcy za udzielenie pomocy ukrywającym się Żydom rozstrzelali 15 osób z Paulinowa i okolic. Wśród nich byli: Franciszek Augustyniak (29 l.), Czesław Borowy, Jan Brzozowski, Zygmunt Drgas (23 l.), Stanisław Hendoszko, Józef Kotowski (56 l.), Ewa Kotowska (56 l.), Stanisław Kotowski (25 l.), Franciszek Kierylak (59 l.), Stanisław Piwko (30 l.), Wacław Pogorzelski (24 l.), Jan Siwiński (46 l.), Franciszek Siwiński, Zygmunt Uziębło (19 l.), Aleksandra Wiktorzak (50 l.) Do tego grona należy zaliczyć dwóch mieszkańców Paulinowa – Stanisława Mazurka oraz Stanisława Kusiaka, którzy za pomoc Żydom, w innym czasie, zginęli w Treblince. Nie obyło się także bez represji, którym były poddawani mieszkańcy.

Dla upamiętnienia śmierci pomordowanych, Franciszek i Józef Pytlowie z Kolonii Dzięcioły wybudowali kapliczkę z figurą Jezusa Frasobliwego w miejscu, gdzie zginęło małżeństwo Kotowskich. Tablicę pamiątkową wykonał Włodzimierz Grużewski. Więcej informacji można znaleźć w książce pt. Dał im imię na wieki, wydanej w 2011 r.

CZYTAJ DALEJ

Papież: w dramacie pandemii Jezus mówi: „Otwórz serce na moją miłość”

2020-04-05 12:10

[ TEMATY ]

Franciszek

PAP

W dramacie pandemii Jezus mówi do każdego z nas: „Odwagi: otwórz swoje serce na moją miłość. Poczujesz pocieszenie Boga, który cię podtrzymuje” - przekonywał papież Franciszek w homilii podczas Mszy św., jaką odprawił w Niedzielę Palmową przy ołtarzu Katedry w bazylice św. Piotra w Watykanie. Zachęcił do nawiązania kontaktu „z tymi, którzy cierpią, z tymi, którzy są sami i w potrzebie”, bo „życie do niczego nie służy, jeśli nie służymy”.

Publikujemy polskie tłumaczenie papieskiej homilii:

Jezus „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi” (Flp 2, 7). Pozwólmy się wprowadzić tymi słowami Apostoła Pawła w dni święte, gdzie Słowo Boże, jak refren, ukazuje Jezusa jako sługę: w Wielki Czwartek jest sługą umywającym uczniom nogi; w Wielki Piątek jest ukazywany jako sługa cierpiący i zwycięski (por. Iz 52, 13); a już jutro Izajasz prorokuje o nim: „Oto mój sługa, którego podtrzymuję” (Iz 42, 1). Bóg nas zbawił, służąc nam. Zazwyczaj sądzimy, że to my służymy Bogu. Nie, to On służył nam bezinteresownie, bo pierwszy nas umiłował. Trudno jest kochać nie będąc kochanym. A jeszcze trudniej służyć, jeśli nie pozwolimy, by służył nam Bóg.

W jaki sposób służył nam Pan? Oddając za nas swoje życie. Jesteśmy mu drodzy i drogo Go kosztowaliśmy. Święta Aniela z Foligno zaświadczyła, iż usłyszała od Jezusa następujące słowa: „To nie dla żartów cię pokochałem”. Jego miłość przywiodła Go do złożenia za nas siebie w ofierze, do wzięcia na siebie całego naszego zła. Bóg nas zbawił, pozwalając, by nasze zło rozpętało się nad Nim. Nie reagując, jedynie pokorą, cierpliwością i posłuszeństwem sługi, wyłącznie siłą miłości. A Ojciec podtrzymywał służbę Jezusa: nie rozgromił zła, które się na Niego zwaliło, ale podtrzymywał Jego cierpienie, aby nasze zło zostało pokonane jedynie dobrem, aby było przeniknięte na wskroś miłością. Na wskroś.

Pan służył nam do tego stopnia, że doświadczył sytuacji najbardziej bolesnych dla tego, kto kocha: zdrady i opuszczenia.

Zdrada. Jezus doznał zdrady od ucznia, który go sprzedał oraz od ucznia, który się go zaparł. Został zdradzony przez ludzi, którzy wołali „Hosanna” , a później krzyczeli: „Na krzyż z Nim!” (Mt 27, 22). Został zdradzony przez instytucję religijną, która Go niesprawiedliwie skazała i przez instytucję polityczną, która umyła sobie ręce. Pomyślmy o małych lub dużych zdradach, jakich doznaliśmy w życiu. To straszne, gdy odkrywamy, że uzasadnione zaufanie zostało zawiedzione. W głębi serca rodzi się tak wielkie rozczarowanie, że życie zdaje się już nie mieć sensu. Dzieje się tak, ponieważ rodzimy się, aby być kochanymi i aby kochać, a rzeczą najbardziej bolesną jest zdrada ze strony tych, którzy przyrzekli nam być wiernymi i bliskimi. Nie możemy sobie nawet wyobrazić, jak bolesne to było dla Boga, który jest miłością.

Spójrzmy w nasze wnętrze. Jeśli będziemy wobec siebie szczerzy, to zobaczymy nasze niewierności. Jak wiele kłamstw, obłudy i dwulicowości! Ileż dobrych intencji zdradzonych! Ileż nie dotrzymanych obietnic! Ileż postanowień się rozpłynęło! Pan zna nasze serce lepiej niż my, wie jak słabi i niestali jesteśmy, jak często upadamy, jak ciężko nam powstać i jak trudno uleczyć niektóre rany. A co uczynił, żeby wyjść nam naprzeciw, żeby nam służyć? To, co powiedział przez proroka: „Uleczę ich niewierność i umiłuję ich z serca” (Oz 14, 5). Uzdrowił nas, biorąc na siebie nasze niewierności, odpuszczając nam nasze zdrady. Abyśmy, zamiast popaść w zniechęcenie, obawiając się, że nie damy rady, mogli spojrzeć w górę na Ukrzyżowanego, przyjąć Jego uścisk i powiedzieć: „Oto moja niewierność jest tam, Ty ją wziąłeś, Jezu. Otwierasz przede mną ramiona, służysz mi swoją miłością, stale mnie wspierasz... Zatem idę naprzód!”.

Opuszczenie. Na krzyżu, w dzisiejszej Ewangelii, Jezus mówi jedno jedyne zdanie: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? (Mt 27, 46). To mocne zdanie. Jezus cierpiał z powodu opuszczenia przez swoich uczniów, którzy uciekli. Ale został Mu Ojciec. Teraz, w otchłani samotności, nazwał Go po raz pierwszy imieniem ogólnym „Boże”. I zawołał do Niego „donośnym głosem” najbardziej rozdzierające „dlaczego?”: „Dlaczego także i Ty mnie opuściłeś?”. Są to w istocie słowa Psalmu (por. 22, 2): mówią nam one, że Jezus również zaniósł w modlitwie najskrajniejszą rozpacz. Ale faktem jest, że jej doświadczył: doświadczył największego opuszczenia, o którym świadczą Ewangelie, cytując Jego oryginalne słowa: „Elì, Elì, lemà sabactàni?”.

Po co to wszystko? Po raz kolejny - by nam służyć. Bo kiedy czujemy się przyparci do muru, kiedy znajdujemy się w ślepej uliczce, bez światła i bez wyjścia, kiedy wydaje się, że nawet Bóg nie odpowiada, pamiętajmy, że nie jesteśmy sami. Jezus doświadczył całkowitego opuszczenia, sytuacji najbardziej Jemu obcej, aby być w pełni solidarnym z nami. Uczynił to dla mnie, dla ciebie, żeby ci powiedzieć: „Nie lękaj się, nie jesteś sam. Doświadczyłem w pełni twojej rozpaczy, aby być zawsze u twego boku”. Oto jak dalece Jezus nam służył, zstępując w otchłań naszych najokrutniejszych cierpień, aż po zdradę i opuszczenie. Dzisiaj, w dramacie pandemii, w obliczu tak wielu pewników, które się rozpadają, w obliczu wielu zdradzonych oczekiwań, w poczuciu opuszczenia, które ściska nam serce, Jezus mówi do każdego z nas: „Odwagi: otwórz swoje serce na moją miłość. Poczujesz pocieszenie Boga, który cię podtrzymuje”.

Drodzy bracia i siostry, co możemy uczynić przed Bogiem, który służył nam aż po doświadczenie zdrady i opuszczenia? Możemy nie zdradzić tego, do czego zostaliśmy stworzeni, nie porzucić tego, co się liczy. Jesteśmy na świecie, aby miłować Jego i innych ludzi. Reszta przemija, a to zostaje. Przeżywany przez nas dramat pobudza nas, by brać na serio to, co jest poważne, by nie zagubić się w rzeczach błahych; do ponownego odkrycia, że życie do niczego nie służy, jeśli nie służymy. Ponieważ życie jest mierzone miłością. Tak więc, w tych świętych dniach, w domu, stajemy przed Krucyfiksem, będącym miarą miłości Boga do nas. Przed Bogiem, który służy nam do tego stopnia, że daje życie, prośmy o łaskę, by żyć, aby służyć. Spróbujmy nawiązać kontakt z tymi, którzy cierpią, z tymi, którzy są sami i w potrzebie. Pomyślmy nie tylko o tym, czego nam brakuje, ale o dobru, które możemy uczynić.

„Oto mój sługa, którego podtrzymuję”. Ojciec, który podtrzymywał Jezusa w Męce, zachęca także i nas do służby. Z pewnością miłowanie, modlitwa, przebaczanie, zatroszczenie się o innych, zarówno w rodzinie, jak i w społeczeństwie, może kosztować. Może się wydawać, że jest to droga krzyżowa. Ale droga służby jest drogą zwycięską, która nas zbawiła i która ocala nasze życie. Chciałbym to powiedzieć szczególnie młodym, w tym Dniu, który od 35 lat jest im poświęcony. Drodzy przyjaciele, spójrzcie na prawdziwych bohaterów, którzy w tych dniach się ujawniają: nie są to ci, którzy mają sławę, pieniądze i sukcesy, ale ci, którzy dają siebie, aby służyć innym.

Poczujcie się wezwani, by postawić na szali wasze życie. Nie bójcie się poświęcić go dla Boga i dla innych, zyskacie na tym! Ponieważ życie jest darem, który otrzymujemy dając siebie. Dlatego też, że największą radością jest powiedzenie „tak” dla miłości, bez „jeśli” czy „ale”. Tak jak Jezus uczynił to dla nas.

CZYTAJ DALEJ

Prymas Polski o wyborach 10 maja: pierwszorzędne jest życie i zdrowie człowieka

2020-04-06 09:38

[ TEMATY ]

wybory

Polak

wybory 2020

Radio Zet

Prymas Polski abp Wojciech Polak, pytany czy 10 maja powinny odbyć się wybory prezydenckie, stwierdził, że pierwszorzędne jest życie i zdrowie człowieka. "Jeżeli jest ryzyko dla życia i zdrowia, to nie powinniśmy narażać ani siebie, ani innych" - podkreślił.

Prymas Polski w poniedziałek był pytany w Radiu Zet o podtrzymywanie przez rządzących terminu wyborów prezydenckich, które mają się odbyć 10 maja.

"Nie chcę rozstrzygać kwestii politycznych - czy one się powinny odbyć czy nie powinny. Jeżeli stan zagrożenia jest taki, jaki dziś przeżywamy, jeżeli ciągle widzimy, że są ograniczenia, które pokazują, że jedyną rzeczą jest właśnie izolacja, to zawsze musimy pamiętać, że pierwszorzędne jest życie i zdrowie człowieka. I dopóki to zagrożenie życia i zdrowia człowieka istnieje, to myślę, że to, co powiedział arcybiskup Gądecki jest mi bliskie - powinno być zawieszenie tej rywalizacji politycznej i ograniczenie, które dotyczy także wyborów" - odpowiedział prymas Polski.

W ubiegły piątek przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki wystosował apel do wszystkich ugrupowań i komitetów wyborczych o ograniczenie i czasowe zawieszenie wszelkiej rywalizacji politycznej dotyczącej wyborów prezydenckich. Przypominając w poniedziałek ten apel abp Polak podkreślił, że jednoznacznie on pokazuje, że najistotniejsza i najważniejsza jest troska o życie i zdrowie obywateli.

"Uważam, że jeżeli jest ryzyko dla życia i zdrowia, to nie powinniśmy narażać ani siebie, ani innych" - podkreślił prymas Polski.

Dopytywany, czy jeżeli jednak odbędą się wybory 10 maja, to czy on weźmie w nich udział, abp Polak odpowiedział: "Tego nie wiem; nie będę narażał swojego życia i zdrowia". "Tu nie chodzi o mnie osobiście, o tylko moje życie i zdrowie, ale także o to, żeby inni się nie narażali" - dodał.

Prymas Polski był także pytany o wcześniejsze rozporządzenie rządowe, zgodnie z którym od 12 kwietnia aż do odwołania w kościołach lub na pogrzebach będzie mogło być obecnych do 50 osób. Abp Polak zaznaczając, że zapisy te nie były konsultowane z Konferencją Episkopatu Polski, opowiedział się za pozostawieniem obecnych ograniczeń limitujących udział wiernych w mszach św. do pięciu osób (z wyłączeniem osób sprawujących posługę).

"Jeżeli słyszymy to, co się dzieje dzisiaj (liczba zakażonych i ofiar epidemii - PAP), oczekuję, że w tym tygodniu na pewno pan minister powie, że przedłuży także ten czas restrykcji i taka sytuacja się nie wydarzy, a to, co zostało kiedyś zapisane nie będzie aktualne. Nic się nie zmienia (...). Jestem przekonany, że jeżeli będzie to apogeum (epidemii), że takie ogłoszenie będzie lada moment, że dalej jesteśmy w ograniczeniu, które dzisiaj przeżywamy" - tłumaczył abp Polak. Zachęcał także wiernych do pozostania w domach i uczestnictwa w mszach online lub za pośrednictwem radia i telewizji. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję