Reklama

Ożywieni na Jasnej Górze

2019-08-21 11:25

Agata Pieszko
Edycja wrocławska 34/2019, str. 4-5

Anna Majowicz
Bp Jacek Kiciński z pielgrzymami

Po 9 dniach w drodze i przebyciu ok. 230 km, 10 sierpnia mogliśmy pokłonić się Maryi. W 39. Pieszej Pielgrzymce Wrocławskiej na Jasną Górę dotarło ok. 1500 osób, w tym ponad 50 księży i 20 sióstr zakonnych

Do niesamowitych wydarzeń tegorocznej pielgrzymki na pewno możemy włączyć zaręczyny Magdaleny i Czarka z grupy 3., które miały miejsce już pierwszego dnia wędrówki, obecność znacznej liczby obcokrajowców, w tym Johnnego z Libanu i Saula z Meksyku – wolontariuszy zapraszających na 42. Europejskie Spotkanie Młodych we Wrocławiu, czy niesienie Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie na trasie Oleśnica – Namysłów. Dla wielu najbardziej poruszającym momentem był jednak wieczór uwielbienia w Kluczborku.

Uchwycić się Jezusa

Środek osiedla, ogromne błonia, którymi mieszkańcy Kluczborka na co dzień zapewne spacerują z dziećmi, a pośrodku On w Najświętszym Sakramencie. Piątego dnia pielgrzymowania ołtarz zbudowany na polu namiotowym na jedną noc zamienił się w górę Tabor, a blask Jezusa rzeczywiście był oślepiający. Po muzycznym uwielbieniu kapłan przeszedł z Chrystusem wśród pielgrzymów. Mogliśmy Go dotknąć, mogliśmy uchwycić się Jezusa! Całe życie szukamy kogoś, kogo możemy się uchwycić. Inwestujemy w wygląd, karierę, relacje, które często przedkładamy nad relację z Panem Bogiem. Zapominamy, że tylko uchwycenie się Jezusa da nam to prawdziwe szczęście. Tego wieczoru miałam szansę dotknąć szaty kapłana niosącego Najświętszy Sakrament. Natychmiast przypomniały mi się słowa kobiety z Ewangelii wg św. Marka, która od 12 lat cierpiała na upływ krwi: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Kilka dni później wędrowałam z paulińską grupą 2., w której o. Maksymilian Stępień, przewodnik, zgłębiał w trakcie drogi właśnie tę Ewangelię. – Dla wielu ludzi zdrowie lub zewnętrzny wygląd to pierwsze przykazanie na ich życiowym wybiegu. Dbają o linię, robią sobie lifting, odtłuszczenie, zażywają odżywki mineralne, chodzą do solarium, centrum akupunktury, wybitnych krawców, modystek, florystek… Mają doskonałą sylwetkę, ale czują się wewnętrznie puści, jakby z nich wyssano krew – mówił paulin. Tak też czuła się kobieta, która wydała całe swoje mienie, aby osiągnąć szczęście. Chodziła do wybitnych lekarzy, ale tej życiodajnej substancji wciąż jej ubywało. Jezus był ostatnią Osobą, do której przyszła po pomoc. Uchwyciła się Go jednak i została uleczona. Ta Ewangelia pokazuje, jak wielką cenę płacimy za to, by ktoś nas uleczył, by ktoś się nami zainteresował. Zapominamy, że Chrystus robi to zupełnie za darmo. Wrocławski egzorcysta mówił, że na świecie są obecne dwa demony, których ciężko się pozbyć, a nazywają się: „Zwróć Na Mnie Uwagę” i „Zaopiekuj Się Mną”. Zaznaczał także, że żadne dobra materialne nie zaspokoją pustki, która jest w człowieku. W tysiącach sklepów tekstylnych możemy sprawdzać jakość tkanin, fundować sobie produkty pochodzące z luksusowych witryn, jednak prawdziwego piękna nie da się kupić. – Jezus nie miał markowego płaszcza. Jego szaty były manifestacją obfitości ducha – podkreślał o. Maksymilian. Jakże niewiele musimy sobie uświadomić, by uzyskać szczęście. Dlaczego to jest jednak najtrudniejsze? Annegret Eckhardt, psychiatra i psychoterapeutka opisała w książce „Autoagresja” efekty doświadczenia, które przeprowadzono na zwierzętach. Spostrzeżono, że małpy oddzielone od swoich matek wykazywały skłonności autoagresyjne. Autodestrukcja występowała również, gdy uniemożliwiano im uczepienie się futra matki. Brak kontaktu z Jezusem także prowadzi nas do destrukcji.

Pozwólmy Bogu działać

W XIV wieku we Francji jeden z królów postanowił wprowadzić ziemniaki do uprawy, ponieważ brakowało żywności. Wszędzie siano tylko zboże. Król wydawał więc dekrety: „Należy sadzić ziemniaki!”. Ludzie natomiast mówili: „My nie będziemy tego sadzić! Dziad siał pszenicę, ojciec siał pszenicę i ja będę siał pszenicę!”. Poza tym chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj, a nie jakiegoś tam ziemniaka... Król postanowił więc, że obsadzi ziemniakami wszystkie swoje pola i postawi przy nich straże. Ludzie pomyśleli z czasem, że te ziemniaki to coś cennego. Od tej pory zaczęli je wykradać i sadzić na swoich polach. To historia, którą usłyszałam w tym roku na szlaku. Jaki morał z niej płynie? Nie wszystko, co nowe, musi być złe. Ciekawe ile w nas siedzi takich ziemniaków, które boimy się wyciągnąć... albo nawet zasadzić...? Tak ciężko jest nam oddać stery Panu Bogu, wysłuchać Jego woli. Sami sobie jesteśmy przecież kapitanem, żaglem i okrętem. Nie pozwalamy się brać na głębokie wody, wolimy łowić przy brzegu. Nie chcemy sztormu, chociaż to po nim są najpiękniejsze muszle. – Znajdź w sobie eksplorator pustki. To jest szkoła modlitwy. Szkoła zaufania. Oddanie steru Duchowi Świętemu. Tutaj jest potrzebne nasze zaufanie, że jak nic nie będę mówił, nie będę Panu Bogu dyktował, gdzie chcę iść, to Pan Bóg nas właśnie do takich nieznanych miejsc zaprowadzi. On sam przemówi, On sam zapali światło tam, gdzie Go nie ma. Pan Bóg chce w tych miejscach działać i jako Ożywiciel stwarzać coś nowego – mówił w drodze ks. Bartłomiej Kot, przewodnik grupy 3. – Stworzyciel, Ożywiciel, to on przynosi życie tam, gdzie go nigdy nie było, tam, gdzie nie można się go spodziewać. W chaos, pustkę, ciemność, jałowość, otchłań. My się bardzo tej pustki boimy, ale Bóg się jej nie boi, ona jest miejscem Jego działania. To dla Boga pomysł na coś, czego jeszcze nie było.

Reklama

Duch Ożywiciel

Na pielgrzymim szlaku ponownie rozważaliśmy działanie Ducha Świętego, a szczególnie Ducha Ożywiciela. Dało się Go odczuć zwłaszcza dzięki obecności młodzieży i rodzin, których w tym roku zdecydowanie przybyło. – W dzisiejszym świecie, w którym próbuje się przekazywać dużo złych wiadomości o Kościele, na pielgrzymce doświadczamy niesamowitej wspólnoty, wspólnoty wiary. Co roku pielgrzymka wyzwala dobroć w ludzkich sercach. Tym razem doświadczyliśmy ożywienia, ponieważ pielgrzymowało z nami coraz więcej rodzin – zaznaczył bp Jacek Kiciński, pielgrzymujący do Jasnogórskiej Pani po raz dziewiętnasty. – Duch Święty, to potęga Bożej miłości. Tej miłości jest tyle, że aż jest gęsto między osobami Ojca i Syna. Zapisałem sobie takie porównanie odnośnie Ducha Świętego: jak powietrze jest parne, to już wiadomo, że ono za chwilę się skropli i będzie padał deszcz. Coś, co było niewidzialne, ledwie wyczuwalne, staje się widzialne w postaci deszczu. Czym deszcz dla ziemi, tym Duch Święty dla wszelkiego stworzenia. On jest Stworzycielem dającym życie – mówił ks. Stanisław Orzechowski w Trzebnicy na rozpoczęcie drugiego dnia pielgrzymowania. Nie znoszę deszczu, jednak on zwiastuje czas oczyszczenia. Duch Święty w trakcie pielgrzymowania zaczął się skraplać i ożywiać nasze wysuszone serca, o czym zapewniały liczne świadectwa. To On jest źródłem wody żywej, czyli źródłem działania Jezusa.

Wielokrotnie zadawałam ludziom pytanie, czym jest dla nich pielgrzymka. Dziś postanawiam zadać je sama sobie. Odpowiedź jest trudna. Pielgrzymka to na pewno tajemnica, bo nie sposób w racjonalny sposób wytłumaczyć tego, że mimo pęcherzy na stopach, permanentnego niewyspania i wyczerpującego słońca, setki ludzi decydują się na doświadczenie tego samego za rok. Coś sprawia, że tęsknimy za tymi rannymi pobudkami, które co prawda możemy sobie zafundować w domu, jednak w żadnym wypadku nie będą miały uroku pielgrzymki. Pielgrzymka jest po prostu niepowtarzalna. Niektórzy już odliczają dni do kolejnej, a niebawem poznamy hasło, które będzie nam towarzyszyć na szlaku za rok!

Tagi:
Piesza Pielgrzymka Wrocławska

Reklama

Zaręczyny na pielgrzymce

2019-08-27 12:56

Agata Pieszko
Edycja wrocławska 35/2019, str. 5

Jedną z najczęstszych intencji na pielgrzymkowym szlaku jest ta o dobrego męża i dobrą żonę. Ileż ona niesie za sobą zawstydzenia, uśmiechów i skrytych westchnień! O skuteczności tej modlitwy przekonali się Magdalena i Czarek z grupy 3. akademickiej, którzy musieli wspominać Maryi o sobie nawzajem, ponieważ już wkrótce staną razem przed ołtarzem

Agata Pieszko
Magdalena i Czarek z grupy 3. akademickiej wkrótce staną przed ołtarzem

Mimo że od wejścia na Jasną Górę zdążyliśmy przespać już wiele nocy, dla dwojga pątników 39. Piesza Pielgrzymka Wrocławska przejdzie do historii jako początek zupełnie nowego rozdziału w życiu!

Pierwszego dnia pielgrzymowania, podczas wieczornego Apelu Jasnogórskiego w bazylice św. Jadwigi w Trzebnicy nikt nie spodziewał się tego, co zaraz miało się wydarzyć. Wiedział tylko Czarek, który w swój plan wtajemniczył ks. Bartłomieja Kota, przewodnika grupy 3.

– Śpiewałam w scholi, zauważyłam, że Czarek jest zdenerwowany, ale nie miałam zielonego pojęcia, że z powodu tego, co nastąpiło chwilę później. Ks. Kot zaprosił nas na środek. Wcześniej wspominał, że na pielgrzymce pojawia się mnóstwo intencji o dobrego męża czy żonę. Pomyślałam, że chce zaprezentować przykład naszej pary. Ksiądz jednak zapytał Czarka, jak długo jesteśmy razem, a zaraz po tym, czy zamierza poczynić jakieś kroki w związku z tym. Wtedy Czarek uklęknął i się oświadczył! Byłam zszokowana – dzieli się Magda.

Pomoc świętej

Czarek zdradził nam, że przyszła małżonka jest osobą, która skrupulatnie wszystko planuje i z tego powodu ciężko sprawić jej niespodziankę. – Chciałem zaskoczyć Magdę. Długo się przygotowywałem, jednak pomysł pojawił się nagle, około dwóch tygodni przed pielgrzymką. Decyzję o oświadczynach podjąłem rok temu, później rozpoczęły się poszukiwania pierścionka. Gdy już go wybrałem, czekałem na tę wyjątkową chwilę – mówi Czarek. Nie dość, że pierwszego dnia wędrówki to właśnie grupa 3. prowadziła apel dla całej pielgrzymki, to odbył się on w bazylice, nie na zewnątrz, jak w ostatnich latach. Św. Jadwiga nad wszystkim czuwała! – To poważna decyzja w życiu każdego mężczyzny i na pewno bardzo stresująca. Przy realizacji mojego pomysłu pomógł mi jednak przewodnik i wtajemniczeni pielgrzymi z mojej grupy. Mieliśmy piękne okoliczności! – dodaje Czarek.

Ręce splecione w tańcu

Tak Magda opowiadała o pierwszym spotkaniu z Czarkiem: – Poznaliśmy się na ślubie. Żadne z nas nie miało osoby towarzyszącej i kiedy już miałam wychodzić, Czarek w ostatniej chwili wziął mnie do tańca, ten taniec się przedłużył i... – Tańczymy tak już od 5 lat – dodaje z uśmiechem Czarek.

Co sprawiło, że młody mężczyzna postanowił zatrzymać nieznajomą? – Uśmiech i piękne oczy. Ten urok osobisty! – stwierdza Czarek. To sprawiło, że poprosił Magdę do tańca, a jej wewnętrzna dobroć spowodowała, że zapragnął, by dziewczyna z pięknym uśmiechem została jego żoną. Magdalena może się czuć przy Czarku bezpiecznie. Jak sama stwierdziła, ceni w nim najbardziej mądrość i to, że potrafi sobie poradzić w wielu różnych życiowych sytuacjach.

Życzymy Magdalenie i Czarkowi, aby ich życie było pięknym, wspólnym pielgrzymowaniem i już dziś zapraszamy na pielgrzymkę do Trzebnicy, która wyruszy z katedry wrocławskiej w sobotę 12 października. Może i tym razem Trzebnica stanie się dla kogoś tak wyjątkowym miejscem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zmarł o. Łucjan Królikowski OFM Conv, który uratował 150 sierot

2019-10-12 19:32

Dr Małgorzata Brykczyńska

W piątek rano 11 pażdziernika 2019, w Enfield, CT (USA) zmarł o. Łucjan Królikowski OFM Conf, autor książki Skradzione Dziecinstwo i Pamiętnik Sybiraka i Tułacza. Odznaczony najwyższymi orderami Polski, (ostatnio z okazji 100 rocznicy urodzin Prezydent RP przyznał mu order Orła Białego), Harcmistrz, i wielki franciszkanin, który przed miesiącem obchodził 100 urodziny w Chicopee, MA. Na uroczystość zjechali się ludzie z całego świata, włącznie z sierotami z Tengeru których uratował, ich rodzinami i inni “Afrykańczycy”.

Marie Romanagno

Ks Łucjan był seniorem franciszkanów (najstarszy żyjący franciszkanin) i ostatni który jeszcze odbył nowicjat u Św Maksymiliana Kolbe. Ojciec Łucjan zmarł w powszechnej opinii świętości. Wielki człowiek, polak, kapłan.

Łucjan Królikowski urodził się 7 września 1919 r. Do zakonu franciszkanów wstąpił w Niepokalanowie. W 1939 r. udał się na studia do Lwowa, ale już rok później został aresztowany przez NKWD i wywieziony na Syberię. Wolność przyniósł mu układ Sikorski-Majski z 1941 r., który gwarantował „amnestię” dla Polaków. Ojciec Łucjan z trudem przedostał się do Buzułuku, gdzie stacjonował sztab Armii Andersa. Wraz z nią przemierzył Kazachstan, Uzbekistan i Kirgizję. Później ukończył szkołę podchorążych i dotarł do Persji i Iraku.

Nadal jednak chciał być zakonnikiem, nie żołnierzem. Wiosną 1943 r. dotarł do Bejrutu, gdzie rozpoczął studia teologiczne. Ukończył je i otrzymał święcenia kapłańskie. W czerwcu 1947 r. wypłynął do Afryki Równikowej, gdzie podjął pracę wśród polskich dzieci w Tengerze (przebywały tam dzieci z matkami oraz sieroty, które NKWD wywiozło na Sybir – te, które ocalały, zostały uratowane przez Armię Andersa). Po okropieństwach Syberii małym tułaczom osiedle położone niedaleko równika wydawało się rajem.

Szczęście nie trwało jednak długo. Kiedy w 1949 r. Międzynarodowa Organizacja Uchodźców postanowiła zlikwidować polskie obozy w Afryce, a dzieci odesłać do komunistycznej Polski, o. Łucjan zdecydował, by wraz z nimi wyemigrować do Kanady. Na początku czerwca 1949 r. prawie 150 polskich sierot wyruszyło z Afryki.

W Kanadzie o. Łucjan był prawnym opiekunem dzieci, zajmował się także ich edukacją i wychowaniem. Tymczasem w Polsce komuniści wpadli w szał. Do próby odzyskania sierot chciano wykorzystać nawet ONZ. Na próżno – dzieci o. Łucjana były już wolne.

Można zadać sobie pytanie: Skąd ta chęć bezinteresownej pomocy? Sam o. Łucjan udzielał najlepszej odpowiedzi: „Życie człowieka jest grą, sztuką, realizacją Boskiego utworu, który nosi tytuł: miłość. Ona jest tak wpleciona w życie, że stanowi pobudkę ludzkich myśli, słów, czynów i działań. Miłość, która nie skrzywdzi biednego, bezbronnego jak dziecko, nie zerwie kwiatka, by go za chwilę podeptać, ani nie zgładzi psa czy kota”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

X Międzynarodowy Festiwal Chóralnej Pieśni Maryjnej rozstrzygnięty

2019-10-20 23:14

Maciej Orman

Chór Powiatowego Młodzieżowego Domu Kultury i Sportu w Wieluniu zwyciężył w X Międzynarodowym Festiwalu Chóralnej Pieśni Maryjnej Częstochowa-Koziegłowy 2019. Honorowy dyplom dla najlepszego dyrygenta festiwalu odebrał dyrygent wieluńskiego chóru Jakub Jurdziński. Nagrody przyznano w niedzielę 20 października podczas koncertu galowego w Bazylice Jasnogórskiej

Maciej Orman

– Gromadzimy się w tym szczególnym miejscu, gdzie od ponad 600 lat muzyka jest częścią liturgii sprawowanej na chwałę Boga i Matki Najświętszej. Jest to miejsce, gdzie muzyka rozbrzmiewała najpiękniej dzięki działalności kapeli jasnogórskiej, która przez ponad 400 lat była jedynym miejscem edukacji artystycznej w Częstochowie. Cieszymy się, że te tradycje od kilku lat kontynuuje Jasnogórska Szkoła Muzyczna – powiedział na początku koncertu finałowego o. Nikodem Kilnar, paulin, krajowy duszpasterz muzyków kościelnych.

– Mamy znakomite chóry amatorskie. Amatorskie muzykowanie jest nieodzowną częścią życia artystycznego w każdym kraju. To dla nas ogromna satysfakcja, że mogliśmy słuchać prezentacji tych ośmiu chórów i uczestniczyć w tym wyjątkowym święcie muzyki – przyznała Beata Młynarczyk, przewodnicząca jury.

Do konkursu zakwalifikowało się 8 chórów amatorskich: 1 z Łotwy, 2 z Białorusi i 5 z Polski. Przesłuchania odbywały się w sobotę 19 października w kościele pw. św. Marii Magdaleny w Koziegłowach. Jeszcze tego samego dnia chóry wystąpiły z repertuarem rozrywkowym na rynku w Olsztynie k. Częstochowy. W niedzielę muzycy śpiewali podczas Mszy św. w wybranych kościołach archidiecezji częstochowskiej, a następnie spotkali się na koncercie finałowym w Bazylice Jasnogórskiej.

II nagrodę jury przyznało chórowi „Majowy Kwiat” z Mińska, a wyróżnienia trafiły do: chóru „Hosanna” z Witebska – za dobór repertuaru, chóru „Jutrzenka” z łotewskiej miejscowości Rezekne – za ekspresję, i do chóru „Cantabile” z Kędzierzyna-Koźla – za zaangażowanie i muzykalność.

Głównymi organizatorami jubileuszowego festiwalu było Stowarzyszenie Śpiewacze „Pochodnia” przy Rzemiośle Częstochowskim oraz gmina i miasto Koziegłowy. Bardzo duży wkład wniosła również gmina Olsztyn.

– Wszystko zaczęło się w 2007 r. Głównym inicjatorem Międzynarodowego Festiwalu Chóralnej Pieśni Maryjnej był mój nieżyjący już dzisiaj ojciec Jerzy Wojtal, który chciał zorganizować takie wydarzenie właśnie w Częstochowie ze względu na jej maryjny charakter. Finał odbywa się w Bazylice Jasnogórskiej, ponieważ jest to magnes, który przyciąga chóry. Nie każdemu udaje się tu wystąpić – powiedział „Niedzieli” prezes „Pochodni” i dyrektor festiwalu Marek Wojtal. – Od 2012 r. współpracujemy również z Koziegłowami. Gmina i miasto wyciągnęły do nas pomocną dłoń i co roku współpraca układa się wzorowo – dodał.

Zdaniem dyrektora festiwalu, ranga wydarzenia rośnie z roku na rok. – Być może do finału kolejnego festiwalu uda nam się zaprosić 10-12 zespołów – powiedział Marek Wojtal.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem