Reklama

Edukacja

Najważniejsi są uczniowie

O manipulacjach przeciwników reformy edukacji, podwójnym roczniku uczniów, pensjach nauczycieli i roli samorządu w reformie oświaty z Dariuszem Piontkowskim, ministrem edukacji narodowej, rozmawia Andrzej Tarwid

2019-08-21 11:24

Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 10-13

[ TEMATY ]

wywiad

©pressmaster – stock.adobe.com

ANDRZEJ TARWID: – Za niewiele ponad tydzień rozpocznie się nowy rok szkolny. Co będzie w nim najważniejsze z punktu widzenia Ministerstwa Edukacji Narodowej?

MIN. DARIUSZ PIONTKOWSKI: – Zaczniemy kolejny rok wdrażania reformy. W nowym roku szkolnym zmiany strukturalne wejdą do szkół średnich, gdzie o jeden rok wydłuży się nauka w liceach i technikach. Zacznie obowiązywać szereg zmian w szkolnictwie zawodowym. Nauczyciele otrzymają kolejną podwyżkę płac. A młodzi nauczyciele, zaczynający pracę w zawodzie, otrzymają dodatkowe środki na start.

– Dlaczego wydłużenie nauki w szkołach średnich jest potrzebne?

– Dłuższa nauka w liceach czy technikach to przede wszystkim szansa na przywrócenie faktycznej rangi kształcenia ogólnego, które powinno dawać szeroką wiedzę i przygotowywać młodych ludzi do podjęcia studiów. Przypomnę, że poza naszym środowiskiem politycznym za takimi właśnie rozwiązaniami opowiadało się bardzo szerokie grono nauczycieli i ekspertów.

– Za to od początku przeciwna zmianom była opozycja. Teraz jej przedstawiciele mówią, że uczniowie szkół średnich przeżyją we wrześniu koszmar...

– Apeluję do tych uczniów i ich rodziców o spokój. A także o niepoddawanie się kolejnym manipulacjom. Niech Państwo poczekają na twarde fakty i skonfrontują je z tym, co było w latach poprzednich. Okaże się, jak jest naprawdę. I które samorządy dobrze się przygotowały do reformy, a które nie wykonały powierzonych im zadań.

– O jakich manipulacjach Pan Minister mówi?

– Mam na myśli całą tę złą atmosferę, którą politycy totalnej opozycji wraz ze sprzyjającymi im mediami wykreowali wokół reformy szkolnictwa. Przykładem jest histeria wywołana przy okazji ostatniego naboru do szkół średnich. Politycy opozycji mówili, że nie wystarczy miejsc dla absolwentów gimnazjów i szkół podstawowych, a wszystko okazało się nieprawdą. W oparciu o niepodważalne dane liczbowe pokazaliśmy, że liczba uczniów, którzy nie dostali się do szkół średnich w pierwszym terminie, jest mniejsza niż w poprzednich latach. W tym roku było to 11 proc., w poprzednich latach – ok. 14 proc. Ponadto przywołując konkretne przepisy, wykazaliśmy, że tegoroczna rekrutacja odbywała się według tych samych zasad, które obowiązywały w poprzednich latach.

– Mówi Pan Minister, że to, co słyszymy ze strony polityków opozycyjnych, jest czystą grą partyjną obliczoną na wywołanie emocji. Ale przecież także część zwolenników obecnego rządu uważa, że to niefortunne, aby tak dużą zmianę przeprowadzać w roku wyborczym...

– Chcę mocno podkreślić, że dla nas najważniejsze jest dobro Polski i Polaków, a w tym konkretnym przypadku – dobro dzieci i młodzieży. I to właśnie ze względu na ich dobro ustaliliśmy taki, a nie inny kalendarz wprowadzania kolejnych etapów reformy.
Gdybyśmy się kierowali interesem partyjnym, to rzeczywiście powinniśmy reformę odłożyć np. o rok. Ale ten sposób myślenia jest nam obcy.

– Proszę więc powiedzieć, co konkretnie zdecydowało, że akurat teraz do szkół średnich pójdzie podwójny rocznik?

– Minister Anna Zalewska, gdy przygotowywała kalendarz reformy, brała pod uwagę diagnozy demograficzne. One wyraźnie pokazują, że ten etap reformy powinien zostać przeprowadzony w tym roku, ponieważ mamy najmniej liczne roczniki. Gdybyśmy próbowali wprowadzić reformę za rok, dwa czy trzy lata, to liczba uczniów zdających do szkół średnich byłaby większa.

– Kiedy rozpoczynaliście reformę, niektórzy przedstawiciele Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) mówili, że jej efektem będzie utrata miejsc pracy przez nauczycieli. Tymczasem okazuje się, że zwłaszcza w dużych aglomeracjach nauczycieli brakuje. Kogo to dotyczy?

– Na początku pozwolę sobie przypomnieć, że ZNP i politycy opozycji straszyli, iż w wyniku reformy nauczyciele masowo będą tracili zatrudnienie. Niektórzy mówili nawet, że z zawodu zmuszonych będzie odejść ok. 100 tys. nauczycieli. Prawda okazała się zupełnie inna, o czym mówiliśmy od początku. Niestety, z tą prawdą trudno było nam się przebić przez kordon niechętnych nam mediów. W efekcie wielu nauczycieli żyło w strachu, że stracą miejsce pracy.

– A dzisiaj nie tracą pracy, tylko są poszukiwani. Jak duży jest to problem?

– Po pierwsze, zaczyna brakować nauczycieli zawodu. Wynika to z faktu, że muszą to być osoby, które w warunkach rynkowych spokojnie znajdą pracę w swoim zawodzie. Dla nich pensje nauczycielskie są mało atrakcyjne. Po drugie, w dużych miastach brakuje nauczycieli matematyki, fizyki czy języków obcych, co również wynika z sytuacji na rynku pracy.

– To diagnoza, a jak MEN zamierza rozwiązać ten problem?

– Dostrzegliśmy to już wcześniej, dlatego jest możliwość zatrudniania osób nawet bez wymaganych kwalifikacji nauczycielskich, zwłaszcza w przypadku przedmiotów zawodowych. Jest również możliwość zwiększenia wynagrodzenia tak, aby chociaż częściowo dorównać do stawek rynkowych i aby w ten sposób zachęcić specjalistów do przejścia do pracy w szkole.
Stworzyliśmy możliwości prawne, aby nauczyciela można było wynagradzać wyższymi kwotami, o ile organ prowadzący uzna, że warto to zrobić, lub np. dyrektor szkoły znajdzie firmy zainteresowane danym typem kształcenia.

– Samorządowcy mówią, że chętnie by tak zrobili, tylko nie mają na to pieniędzy...

– Niewiele osób wie, że finansowanie oświaty odbywa się nie tylko z budżetu państwa – ta część nazywana jest subwencją oświatową – ale także z udziału w podatkach publicznych, które w części powinny być przeznaczone na zadania edukacyjne. A te podatki przecież od kilku lat wyraźnie rosną. Żeby nie być gołosłownym, odwołam się do przykładu Warszawy, która ma o kilkanaście procent większe dochody z PIT-u i o ponad 25 proc. większe wpływy z CIT-u. Stolica jest więc miastem, które mocno korzysta z rozwoju gospodarczego. W ciągu 3 lat do kasy miasta wpłynęło 3 mld zł więcej. Włodarze Warszawy mają zatem środki na wyższe wynagrodzenia dla nauczycieli. I jeśli mówią, że brakuje im kadry nauczycielskiej, to namawiam ich do tego, aby traktowali oświatę jako inwestycję w młodzież, a nie tylko jako koszt dla miasta.

– Wątpliwe, aby politycy samorządowi sami z siebie zaczęli inaczej traktować oświatę. Wydaje się, że nowe działanie może wymusić jedynie zmiana prawa, ale czy jest to w ogóle możliwe?

– Rzeczywiście, musiałoby dojść do bardzo poważnej wymiany kompetencji między państwem a samorządem. Chcę jednak powiedzieć, że część samorządów postuluje np., aby sprawy wynagrodzenia nauczycieli w całości przyjęło na siebie państwo. Inne samorządy są przeciwne. Nie wiem więc, czy korporacje samorządowe są na to gotowe. Niemniej jako minister edukacji deklaruję, że możemy o tym rozmawiać.

– Pod koniec ubiegłego roku szkolnego ZNP zorganizowało strajk, który sparaliżował większość szkół. Głównym postulatem protestujących były podwyżki. Nie obawia się Pan Minister powtórki na początku tego roku szkolnego?

– Uważam, że tamten strajk wybuchł w dużej mierze z powodu tych złych emocji i wypaczania prawdziwych informacji, o których mówiłem wcześniej. Przypomnę bowiem, że rząd Prawa i Sprawiedliwości doprowadził do wzrostu wynagrodzeń nauczycieli. Już na samym początku premier Szydło i min. Zalewska zaproponowały 3-stopniową podwyżkę, o 5 proc. co roku. Teraz ta ostatnia podwyżka została przyspieszona ze stycznia 2020 r. na wrzesień 2019. Dzięki temu tylko w tym roku nauczyciele otrzymają podwyżkę o niemal 15 proc. Dodam, że jest to najwyższa skala podwyżek, jaka kiedykolwiek miała miejsce w oświacie.

– Odpowiedzią rządu na tamten strajk był również tzw. okrągły stół ws. edukacji. Wzięły w nim udział nie tylko niektóre centrale związkowe, ale obecni byli także rodzice, uczniowie czy kierujący szkołami prywatnymi. Jak rezultaty prac tak szerokiego forum wpłynęły na agendę działań MEN?

– Tak bezprecedensowo szerokie konsultacje są dla nas bardzo ważne, ponieważ chcemy wprowadzać zmiany w oparciu o możliwie duży konsensus społeczny. Jeśli zaś chodzi o skutki, efektem postulatów zgłoszonych przy okrągłym stole edukacyjnym jest m.in. to, że w najbliższych tygodniach zgłosimy kilka rozwiązań, które wzmocnią rolę rodziców w szkole, podniosą jakość kształcenia nauczycieli, a w dłuższej perspektywie rozpoczną zmiany systemu wynagradzania i awansu zawodowego nauczycieli.

– W jakim kierunku chcecie zmienić sytuację rodziców w szkole?

– Zamierzamy umożliwić rodzicom większy wpływ na to, co się dzieje w szkole. Mam na myśli większy wpływ przy opiniowaniu statutu szkoły, czyli dokumentu, który całościowo opisuje, jak szkoła funkcjonuje. Chcemy także uwzględnić rolę rodziców w aspekcie wychowawczym oraz ułatwić finansowanie rad rodziców.

– Sprawą, która obecnie najmocniej bulwersuje rodziców, jest wchodząca do szkół ideologia gender. Jak dorośli mogą przed nią bronić swoje dzieci?

– Rodzice mają wpływ na tzw. program profilaktyczno-wychowawczy szkoły. To tam określane są zadania wychowawcze szkoły. I już na tym poziomie rada rodziców może powiedzieć, jakie – według nich – zadania mogą być realizowane, a jakie nie. Przypomnę również, że zgodnie z Konstytucją RP rodzic może nie dopuścić do tego, aby jego dziecko uczestniczyło w zajęciach dodatkowych, na które on nie wyraża zgody.

– Na upowszechnianie ideologii gender zgadzają się niektóre samorządy. Twierdzą one, że zaproponowane przez nie zajęcia są zgodne z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

– Chcę powiedzieć jednoznacznie, że według nas, programy WHO są niezgodne z podstawami programowymi przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”. W związku z tym dyrektor nie ma prawa wpuścić do szkoły żadnej fundacji, która chciałaby tego typu program realizować. Jeżeli próbowałaby to zrobić, to rodzice mają prawo, przez radę rodziców, zakwestionować wejście takiej organizacji do szkoły.

– A kiedy to nie pomaga?

– Wówczas rodzice mogą interweniować w kuratorium. Zapewniam, że kuratorzy oświaty mają instrumenty prawne, które zmuszą dyrektorów szkół do przestrzegania prawa. W skrajnych przypadkach mogą nawet odwołać dyrektora, który postępuje niezgodnie z prawem.

– Wróćmy jeszcze na chwilę do okrągłego stołu. W trakcie jednej z podjętych tam dyskusji rodzice postulowali skrócenie procesu rekrutacyjnego do szkół średnich. Dzisiaj dla niektórych uczniów trwa to niemal całe wakacje. Czy da się coś z tym zrobić?

– Pracujemy nad tym, ale od razu przyznam, że zaproponowane przez nas rozwiązanie skróci proces rekrutacji maksymalnie o kilkanaście dni. Wynika to głównie z orzeczeń sądowych, które nakazują, aby uczniowie mogli się odwoływać, donieść dokumenty itd. Jako MEN jesteśmy zobowiązani się stosować do tych wytycznych.

– Stałym zarzutem nauczycieli jest to, że programy nauczania są przeładowane. Nauczyciele podobnie twierdzili, kiedy rządziła koalicja PO-PSL. A przecież programy piszą doświadczeni nauczyciele. Na czym polega ten paradoks?

– Rzeczywiście jest tak, że nowe podstawy programowe bardziej szczegółowo określają wymagania wobec uczniów i to, jakie umiejętności powinni oni opanować. Nie zwiększono natomiast objętości materiału, który uczeń ma do opanowania.

– To Pańska odpowiedź jako ministra edukacji, lecz czy to samo powtórzyłby Dariusz Piontkowski jako nauczyciel historii?

– Zdecydowanie tak. Powiem więcej, jako nauczyciel historii – który uczył w szkołach podstawowej i średniej – bardzo dokładnie przejrzałem podstawę programową. Według mnie, nie ma tam znaczącego zwiększenia treści, które mają być przez ucznia opanowane. Nie sądzę więc, aby materiał był przeładowany.
Już jako minister chcę natomiast podkreślić, że obok zmiany struktury szkoły kluczowym elementem reformy jest to, aby nauczyciel nie tylko przekazywał treści, ale by uczył młodzież umiejętności krytycznego, kreatywnego myślenia, szerszej wypowiedzi itp.

– Specjaliści dostrzegli tę zmianę, kiedy porównywali egzaminy w gimnazjach z tymi w szkole podstawowej, w których było więcej zadań otwartych. Jest Pan Minister zadowolony z efektów, które osiągnęli absolwenci 8-letniej podstawówki?

– Mieliśmy wątpliwości, czym się to zakończy, ale okazało się, że nauczyciele szkół podstawowych stanęli na wysokości zadania i przygotowali młodzież do egzaminów pod kątem większej kreatywności i samodzielnego myślenia. W efekcie wyniki egzaminów po szkole podstawowej są porównywalne z wynikami egzaminów po gimnazjum. Wydaje się więc, że model uczenia umiejętności miękkich, a nie tylko zdobywania twardej wiedzy, stopniowo następuje. A na tym bardzo nam zależało, kiedy zaczynaliśmy „dobrą zmianę” w edukacji.

– Na czym jeszcze ma polegać „dobra zmiana” w edukacji?

– Obok odejścia od testomanii, o którą oskarżano polską szkołę, będzie to również przywrócenie nauczania przedmiotowego. Najczęściej w tym kontekście mówiło się o nauce historii, która w starych podstawach programowych kończyła się na pierwszej klasie szkoły średniej. Teraz naukę historii przywracamy aż do końca szkoły średniej. Podobny proces objął przedmioty przyrodnicze.

– A jaki jest cel ostateczny tych wszystkich zmian?

– Mamy nadzieję, że zmiany, w których kładzie się mocny akcent na samodzielne, logiczne i krytyczne myślenie oraz wydłuża czas pracy nauczycieli z tymi samymi uczniami, zaowocują tym, iż absolwenci szkół średnich będą lepiej przygotowani do kontynuowania edukacji na poziomie studiów. Z kolei ci z nich, którzy nie chcą iść na wyższe uczelnie, będą lepiej przygotowani do wykonywania wybranego przez siebie zawodu. Cała nasza młodzież, dzięki reformie, będzie lepiej przygotowana do dorosłego życia.

* * *

Dariusz Piontkowski (1964 r.)
Ukończył studia historyczne na Wydziale Humanistycznym Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku oraz podyplomowe studia: menedżerskie, z zakresu zarządzania kadrami w administracji publicznej i z zarządzania oświatą.
Pracował jako nauczyciel w I Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Mickiewicza w Białymstoku. Zasiadał w białostockiej Radzie Miasta, był radnym Sejmiku Województwa Podlaskiego, a następnie marszałkiem tego województwa.
Poseł na Sejm VII i VIII kadencji.
Od 2015 r. pełnił funkcję zastępcy przewodniczącego sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.
4 czerwca 2019 r. powołany przez Prezydenta RP na urząd Ministra Edukacji Narodowej.
Żonaty, ma dwóch synów. W wolnych chwilach lubi aktywny wypoczynek, szczególnie siatkówkę, turystykę rowerową i żeglowanie.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kiedy ranne wstają zorze…

2020-01-21 12:48

Niedziela zielonogórsko-gorzowska 4/2020, str. VII

[ TEMATY ]

wywiad

liturgia

kościelny

Joanna Ruchniewicz-Wywigacz

Adam Ostrowski

Poranne wstawanie jest nieodłącznym elementem posługi kościelnego Adama Ostrowskiego z parafii św. Józefa Oblubieńca NMP w Żarach.

Joanna Ruchniewicz-Wywigacz: Ile lat służy Pan jako kościelny i czy ta praca w jakiś sposób wpłynęła na Pana?

Adam Ostrowski: Posługę kościelnego pełnię już 15 lat – 9 lat w kaplicy przy pl. Inwalidów i 6 lat w kościele parafialnym. Poranne wstawanie, by otworzyć kościół dla wiernych zbierających się ok. 6 rano w dzień powszedni na Mszę, pozwoliło mi uporządkować swoje życie duchowe. Przyjście do kościoła, wykonywanie po kolei czynności przed Eucharystią – przygotowanie kielicha, ampułek, ornatu, zapalenie świec oraz oświetlenia i czasem jeszcze wiele innych czynności, wpłynęły na mój wewnętrzny spokój. Świadomość przebywania w obecności Boga dyscyplinuje i człowiek stara się być lepszy na co dzień.

CZYTAJ DALEJ

Dlaczego chrzcimy dzieci, a nie dorosłych?

2020-01-08 08:08

Niedziela Ogólnopolska 2/2020, str. 11

[ TEMATY ]

chrzest

Internet

Chrzest jest najpiękniejszym darem, dlaczego więc pozbawiać go dzieci? Dlaczego krępować działanie Ducha Świętego w ich sercach i umysłach?

Kto naprawdę wierzy w skutki sakramentu, ten wie, że chrzest sprawia, iż stajemy się dziećmi Bożymi, otrzymujemy Ducha Świętego i zostajemy włączeni do Kościoła, w którym z czasem możemy przyjąć kolejne sakramenty. Skoro – w myśl słów św. Grzegorza z Nazjanzu – chrzest jest najpiękniejszym darem, dlaczego pozbawiać go dzieci? Dlaczego krępować działanie Ducha Świętego w ich sercach i umysłach? To przecież dzięki Niemu będą mogły kiedyś świadomym aktem wiary przyjąć Jezusa jako Pana i Zbawiciela, bo „chrzest dzieci domaga się katechumenatu pochrzcielnego” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1231). Ziarno wiary jest łaską, a ta może być przyjęta, jeśli spadnie na właściwie przygotowany grunt.

Duch Święty działający w duszy dziecka może je łatwiej przygotować na świadome przyjęcie wiary w wieku dojrzałym.

Jasne świadectwa tego, że chrztu udzielano dzieciom pochodzą z II wieku. Czy mogło tak być wcześniej? Wszystko na to wskazuje.

Biblijnych argumentów za chrztem dzieci jest kilka. W starożytności pod pojęciem „dom” rozumiano nie tylko wszystkich członków rodziny, w tym dzieci i niemowlęta, ale nawet sługi i niewolników (Dz 11, 14). Gdy Korneliusz wraz z całym domem przyjął chrzest, oznacza to także chrzest dzieci (Dz 10, 47-48). Wraz z całym domem chrzest przyjęli niejaka Lidia w Filippi (Dz 16, 15), strażnik więzienia, w którym przetrzymywani byli Paweł i Sylas (Dz 16, 33), Tycjusz Justus, przełożony synagogi w Koryncie (Dz 18, 8) czy Stefanas, mieszkający w tym samym mieście (1 Kor 1, 16). Trudno przypuścić, aby w żadnym z tych „domów” przyjmujących chrzest nie było ani jednego dziecka.

Z czasem, gdy Kościół się rozwijał, praktyka udzielania chrztu niemowlętom upowszechniała się coraz bardziej. Chrześcijanie odwoływali się do słów Jezusa: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże” (Mk 10, 14).

Już w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy po raz pierwszy Piotr głosił najpiękniejszą wieść o zbawieniu, dodał: „Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych” (Dz 2, 39).

Inny argument za chrztem niemowląt wynika z faktu, że Jezus był Żydem i nauczał wśród Żydów, a ci przecież obrzezywali niemowlęta. Trudno sobie wyobrazić, dlaczego Jezus – Żyd miałby zmieniać ten zwyczaj inicjacji niemowląt, który wywodzi się z Jego własnej religii, i nakazywać przyjmowanie do Kościoła tylko dorosłych. To raczej nieprawdopodobne. Gdyby takie było Jego pragnienie, z pewnością znalazłoby ono wyraz w Ewangelii.

Jest także bardziej egzystencjalny argument za chrztem dzieci. Bardzo poruszyło mnie świadectwo egzorcysty, który wiele lat spędził w Afryce. Zdarzało się, że dwie rodziny pokłóciły się ze sobą. Członkowie jednej z nich szli do czarownika, by ten rzucił urok lub przekleństwo na wrogów. Gdy urok padał na rodzinę chrześcijańską, dzieci nigdy nie doznawały uszczerbku. Jeśli czary skierowane były przeciw rodzinie pogańskiej, dzieci często zapadały na trudne do zdiagnozowania słabości. „Nie potrzeba mi innych dowodów, że chrzest dzieci jest potrzebny” – mówił egzorcysta. „Dziecko ochrzczone nie jest w stanie popełnić grzechu śmiertelnego, gdyż nie ma jeszcze pełnej świadomości winy. To oznacza, że od chwili chrztu zawsze mieszka w nim Duch Święty. I dlatego rzucane uroki nie mają żadnej mocy”. I dodawał: „Kłopot zaczyna się wtedy, gdy ktoś ochrzczony zrywa z Duchem Świętym przez grzech śmiertelny. Wówczas naraża się na działanie złego”.

Odmowa chrztu dzieciom nie ma egzystencjalnego uzasadnienia. Czy osobom, które rodzą się niepełnosprawne umysłowo i nigdy nie dojdą do świadomego przeżywania wiary, należy odmówić chrztu? Czy należy odmówić namaszczenia chorych osobom nieprzytomnym, nieświadomym, dotkniętym amnezją? Są przecież równie nieświadome jak dzieci. Czy posunięta miażdżyca jest podstawą do odmówienia Komunii św.? Oczywiście, że nie. Podobnie jest z sakramentem chrztu.

Nie jest więc tak, że chrztu nie udzielano niemowlętom w pierwotnym Kościele i protestanci przywrócili ten stan rzeczy, lecz odwrotnie – to właśnie niektóre wspólnoty protestanckie odeszły od praktyki udzielania chrztu dzieciom. Praktyki, która ma solidne podstawy biblijne i świadectwa nieprzerwanej Tradycji Kościoła.

CZYTAJ DALEJ

Burkina Faso: kolejna zbrodnia dżihadystów – 38 zabitych

2020-01-22 21:10

[ TEMATY ]

terroryzm

atak

Burkina Faso

Oleg Zabielin/Fotolia.com

W zamachu na targ w prowincji Sanmatenga w Regionie Środkowo-Północnym Burkina Faso dżihadyści zabili 38 osób. Ten kraj w Afryce Zachodniej przez wiele lat uchodził za enklawę spokoju i tolerancji, ale wszystko się zmieniło, gdy ten region Czarnego Lądu znalazł się pod wpływem bojowników tak zwanego Państwa Islamskiego.

Sytuacja w Burkina Faso pogarsza się, jest tam coraz niebezpieczniej – powiedział w Radiu Watykańskim ks. Luca Caveada, chargé d’affaires nuncjatury apostolskiej w tym kraju. Zwrócił uwagę, że nasilanie się przemocy trwa tam już od kilku miesięcy, tworząc nieprzerwany łańcuch wydarzeń. Dodał, że w praktyce codziennie dochodzi do jakiegoś ataku, zwłaszcza na północy i wschodzie, na pograniczu z Nigrem i Mali.

21 stycznia władze potwierdziły ostatecznie, że w wyniku niedawnego zamachu na targowisko zginęło 38 osób

– oświadczył dyplomata papieski. Zaznaczył, że dziś rano na miejsce udała się delegacja z gubernatorem prowincji na czele, w jej składzie jest również miejscowy biskup. Przedstawiciele władz spotykają się z rodzinami ofiar, chcą dodać im otuchy i odbudować dialog.

"Niestety mamy tu jednak do czynienia z postępującą eskalacją" – stwierdził z ubolewaniem ks. L. Caveada. Przypomniał, że zaledwie kilka dni temu w sąsiednim Nigrze zabito 89 żołnierzy, dodając, że nuncjatura w stolicy Burkina Faso - Wagadugu obejmuje także ten kraj. "W stolicy 8 stycznia w szkole wybuchł granat. Na szczęście obyło się bez ofiar. Jest to długi łańcuch wydarzeń, które niestety nadal trwają“ – podsumował swą wypowiedź tymczasowy szef placówki papieskiej w Burkina Faso.

Jest ona nieobsadzona od 19 marca ub.r., gdy dotychczasowy jej szef abp Piergiorgio Bertoldi został przeniesiony na podobne stanowisko do Mozambiku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję