Reklama

Edukacja

Najważniejsi są uczniowie

O manipulacjach przeciwników reformy edukacji, podwójnym roczniku uczniów, pensjach nauczycieli i roli samorządu w reformie oświaty z Dariuszem Piontkowskim, ministrem edukacji narodowej, rozmawia Andrzej Tarwid

Niedziela Ogólnopolska 34/2019, str. 10-13

[ TEMATY ]

wywiad

©pressmaster – stock.adobe.com

ANDRZEJ TARWID: – Za niewiele ponad tydzień rozpocznie się nowy rok szkolny. Co będzie w nim najważniejsze z punktu widzenia Ministerstwa Edukacji Narodowej?

MIN. DARIUSZ PIONTKOWSKI: – Zaczniemy kolejny rok wdrażania reformy. W nowym roku szkolnym zmiany strukturalne wejdą do szkół średnich, gdzie o jeden rok wydłuży się nauka w liceach i technikach. Zacznie obowiązywać szereg zmian w szkolnictwie zawodowym. Nauczyciele otrzymają kolejną podwyżkę płac. A młodzi nauczyciele, zaczynający pracę w zawodzie, otrzymają dodatkowe środki na start.

– Dlaczego wydłużenie nauki w szkołach średnich jest potrzebne?

– Dłuższa nauka w liceach czy technikach to przede wszystkim szansa na przywrócenie faktycznej rangi kształcenia ogólnego, które powinno dawać szeroką wiedzę i przygotowywać młodych ludzi do podjęcia studiów. Przypomnę, że poza naszym środowiskiem politycznym za takimi właśnie rozwiązaniami opowiadało się bardzo szerokie grono nauczycieli i ekspertów.

– Za to od początku przeciwna zmianom była opozycja. Teraz jej przedstawiciele mówią, że uczniowie szkół średnich przeżyją we wrześniu koszmar...

– Apeluję do tych uczniów i ich rodziców o spokój. A także o niepoddawanie się kolejnym manipulacjom. Niech Państwo poczekają na twarde fakty i skonfrontują je z tym, co było w latach poprzednich. Okaże się, jak jest naprawdę. I które samorządy dobrze się przygotowały do reformy, a które nie wykonały powierzonych im zadań.

– O jakich manipulacjach Pan Minister mówi?

– Mam na myśli całą tę złą atmosferę, którą politycy totalnej opozycji wraz ze sprzyjającymi im mediami wykreowali wokół reformy szkolnictwa. Przykładem jest histeria wywołana przy okazji ostatniego naboru do szkół średnich. Politycy opozycji mówili, że nie wystarczy miejsc dla absolwentów gimnazjów i szkół podstawowych, a wszystko okazało się nieprawdą. W oparciu o niepodważalne dane liczbowe pokazaliśmy, że liczba uczniów, którzy nie dostali się do szkół średnich w pierwszym terminie, jest mniejsza niż w poprzednich latach. W tym roku było to 11 proc., w poprzednich latach – ok. 14 proc. Ponadto przywołując konkretne przepisy, wykazaliśmy, że tegoroczna rekrutacja odbywała się według tych samych zasad, które obowiązywały w poprzednich latach.

– Mówi Pan Minister, że to, co słyszymy ze strony polityków opozycyjnych, jest czystą grą partyjną obliczoną na wywołanie emocji. Ale przecież także część zwolenników obecnego rządu uważa, że to niefortunne, aby tak dużą zmianę przeprowadzać w roku wyborczym...

– Chcę mocno podkreślić, że dla nas najważniejsze jest dobro Polski i Polaków, a w tym konkretnym przypadku – dobro dzieci i młodzieży. I to właśnie ze względu na ich dobro ustaliliśmy taki, a nie inny kalendarz wprowadzania kolejnych etapów reformy.
Gdybyśmy się kierowali interesem partyjnym, to rzeczywiście powinniśmy reformę odłożyć np. o rok. Ale ten sposób myślenia jest nam obcy.

– Proszę więc powiedzieć, co konkretnie zdecydowało, że akurat teraz do szkół średnich pójdzie podwójny rocznik?

– Minister Anna Zalewska, gdy przygotowywała kalendarz reformy, brała pod uwagę diagnozy demograficzne. One wyraźnie pokazują, że ten etap reformy powinien zostać przeprowadzony w tym roku, ponieważ mamy najmniej liczne roczniki. Gdybyśmy próbowali wprowadzić reformę za rok, dwa czy trzy lata, to liczba uczniów zdających do szkół średnich byłaby większa.

– Kiedy rozpoczynaliście reformę, niektórzy przedstawiciele Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) mówili, że jej efektem będzie utrata miejsc pracy przez nauczycieli. Tymczasem okazuje się, że zwłaszcza w dużych aglomeracjach nauczycieli brakuje. Kogo to dotyczy?

– Na początku pozwolę sobie przypomnieć, że ZNP i politycy opozycji straszyli, iż w wyniku reformy nauczyciele masowo będą tracili zatrudnienie. Niektórzy mówili nawet, że z zawodu zmuszonych będzie odejść ok. 100 tys. nauczycieli. Prawda okazała się zupełnie inna, o czym mówiliśmy od początku. Niestety, z tą prawdą trudno było nam się przebić przez kordon niechętnych nam mediów. W efekcie wielu nauczycieli żyło w strachu, że stracą miejsce pracy.

– A dzisiaj nie tracą pracy, tylko są poszukiwani. Jak duży jest to problem?

– Po pierwsze, zaczyna brakować nauczycieli zawodu. Wynika to z faktu, że muszą to być osoby, które w warunkach rynkowych spokojnie znajdą pracę w swoim zawodzie. Dla nich pensje nauczycielskie są mało atrakcyjne. Po drugie, w dużych miastach brakuje nauczycieli matematyki, fizyki czy języków obcych, co również wynika z sytuacji na rynku pracy.

– To diagnoza, a jak MEN zamierza rozwiązać ten problem?

– Dostrzegliśmy to już wcześniej, dlatego jest możliwość zatrudniania osób nawet bez wymaganych kwalifikacji nauczycielskich, zwłaszcza w przypadku przedmiotów zawodowych. Jest również możliwość zwiększenia wynagrodzenia tak, aby chociaż częściowo dorównać do stawek rynkowych i aby w ten sposób zachęcić specjalistów do przejścia do pracy w szkole.
Stworzyliśmy możliwości prawne, aby nauczyciela można było wynagradzać wyższymi kwotami, o ile organ prowadzący uzna, że warto to zrobić, lub np. dyrektor szkoły znajdzie firmy zainteresowane danym typem kształcenia.

– Samorządowcy mówią, że chętnie by tak zrobili, tylko nie mają na to pieniędzy...

– Niewiele osób wie, że finansowanie oświaty odbywa się nie tylko z budżetu państwa – ta część nazywana jest subwencją oświatową – ale także z udziału w podatkach publicznych, które w części powinny być przeznaczone na zadania edukacyjne. A te podatki przecież od kilku lat wyraźnie rosną. Żeby nie być gołosłownym, odwołam się do przykładu Warszawy, która ma o kilkanaście procent większe dochody z PIT-u i o ponad 25 proc. większe wpływy z CIT-u. Stolica jest więc miastem, które mocno korzysta z rozwoju gospodarczego. W ciągu 3 lat do kasy miasta wpłynęło 3 mld zł więcej. Włodarze Warszawy mają zatem środki na wyższe wynagrodzenia dla nauczycieli. I jeśli mówią, że brakuje im kadry nauczycielskiej, to namawiam ich do tego, aby traktowali oświatę jako inwestycję w młodzież, a nie tylko jako koszt dla miasta.

– Wątpliwe, aby politycy samorządowi sami z siebie zaczęli inaczej traktować oświatę. Wydaje się, że nowe działanie może wymusić jedynie zmiana prawa, ale czy jest to w ogóle możliwe?

– Rzeczywiście, musiałoby dojść do bardzo poważnej wymiany kompetencji między państwem a samorządem. Chcę jednak powiedzieć, że część samorządów postuluje np., aby sprawy wynagrodzenia nauczycieli w całości przyjęło na siebie państwo. Inne samorządy są przeciwne. Nie wiem więc, czy korporacje samorządowe są na to gotowe. Niemniej jako minister edukacji deklaruję, że możemy o tym rozmawiać.

– Pod koniec ubiegłego roku szkolnego ZNP zorganizowało strajk, który sparaliżował większość szkół. Głównym postulatem protestujących były podwyżki. Nie obawia się Pan Minister powtórki na początku tego roku szkolnego?

– Uważam, że tamten strajk wybuchł w dużej mierze z powodu tych złych emocji i wypaczania prawdziwych informacji, o których mówiłem wcześniej. Przypomnę bowiem, że rząd Prawa i Sprawiedliwości doprowadził do wzrostu wynagrodzeń nauczycieli. Już na samym początku premier Szydło i min. Zalewska zaproponowały 3-stopniową podwyżkę, o 5 proc. co roku. Teraz ta ostatnia podwyżka została przyspieszona ze stycznia 2020 r. na wrzesień 2019. Dzięki temu tylko w tym roku nauczyciele otrzymają podwyżkę o niemal 15 proc. Dodam, że jest to najwyższa skala podwyżek, jaka kiedykolwiek miała miejsce w oświacie.

– Odpowiedzią rządu na tamten strajk był również tzw. okrągły stół ws. edukacji. Wzięły w nim udział nie tylko niektóre centrale związkowe, ale obecni byli także rodzice, uczniowie czy kierujący szkołami prywatnymi. Jak rezultaty prac tak szerokiego forum wpłynęły na agendę działań MEN?

– Tak bezprecedensowo szerokie konsultacje są dla nas bardzo ważne, ponieważ chcemy wprowadzać zmiany w oparciu o możliwie duży konsensus społeczny. Jeśli zaś chodzi o skutki, efektem postulatów zgłoszonych przy okrągłym stole edukacyjnym jest m.in. to, że w najbliższych tygodniach zgłosimy kilka rozwiązań, które wzmocnią rolę rodziców w szkole, podniosą jakość kształcenia nauczycieli, a w dłuższej perspektywie rozpoczną zmiany systemu wynagradzania i awansu zawodowego nauczycieli.

– W jakim kierunku chcecie zmienić sytuację rodziców w szkole?

– Zamierzamy umożliwić rodzicom większy wpływ na to, co się dzieje w szkole. Mam na myśli większy wpływ przy opiniowaniu statutu szkoły, czyli dokumentu, który całościowo opisuje, jak szkoła funkcjonuje. Chcemy także uwzględnić rolę rodziców w aspekcie wychowawczym oraz ułatwić finansowanie rad rodziców.

– Sprawą, która obecnie najmocniej bulwersuje rodziców, jest wchodząca do szkół ideologia gender. Jak dorośli mogą przed nią bronić swoje dzieci?

– Rodzice mają wpływ na tzw. program profilaktyczno-wychowawczy szkoły. To tam określane są zadania wychowawcze szkoły. I już na tym poziomie rada rodziców może powiedzieć, jakie – według nich – zadania mogą być realizowane, a jakie nie. Przypomnę również, że zgodnie z Konstytucją RP rodzic może nie dopuścić do tego, aby jego dziecko uczestniczyło w zajęciach dodatkowych, na które on nie wyraża zgody.

– Na upowszechnianie ideologii gender zgadzają się niektóre samorządy. Twierdzą one, że zaproponowane przez nie zajęcia są zgodne z wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).

– Chcę powiedzieć jednoznacznie, że według nas, programy WHO są niezgodne z podstawami programowymi przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”. W związku z tym dyrektor nie ma prawa wpuścić do szkoły żadnej fundacji, która chciałaby tego typu program realizować. Jeżeli próbowałaby to zrobić, to rodzice mają prawo, przez radę rodziców, zakwestionować wejście takiej organizacji do szkoły.

– A kiedy to nie pomaga?

– Wówczas rodzice mogą interweniować w kuratorium. Zapewniam, że kuratorzy oświaty mają instrumenty prawne, które zmuszą dyrektorów szkół do przestrzegania prawa. W skrajnych przypadkach mogą nawet odwołać dyrektora, który postępuje niezgodnie z prawem.

– Wróćmy jeszcze na chwilę do okrągłego stołu. W trakcie jednej z podjętych tam dyskusji rodzice postulowali skrócenie procesu rekrutacyjnego do szkół średnich. Dzisiaj dla niektórych uczniów trwa to niemal całe wakacje. Czy da się coś z tym zrobić?

– Pracujemy nad tym, ale od razu przyznam, że zaproponowane przez nas rozwiązanie skróci proces rekrutacji maksymalnie o kilkanaście dni. Wynika to głównie z orzeczeń sądowych, które nakazują, aby uczniowie mogli się odwoływać, donieść dokumenty itd. Jako MEN jesteśmy zobowiązani się stosować do tych wytycznych.

– Stałym zarzutem nauczycieli jest to, że programy nauczania są przeładowane. Nauczyciele podobnie twierdzili, kiedy rządziła koalicja PO-PSL. A przecież programy piszą doświadczeni nauczyciele. Na czym polega ten paradoks?

– Rzeczywiście jest tak, że nowe podstawy programowe bardziej szczegółowo określają wymagania wobec uczniów i to, jakie umiejętności powinni oni opanować. Nie zwiększono natomiast objętości materiału, który uczeń ma do opanowania.

– To Pańska odpowiedź jako ministra edukacji, lecz czy to samo powtórzyłby Dariusz Piontkowski jako nauczyciel historii?

– Zdecydowanie tak. Powiem więcej, jako nauczyciel historii – który uczył w szkołach podstawowej i średniej – bardzo dokładnie przejrzałem podstawę programową. Według mnie, nie ma tam znaczącego zwiększenia treści, które mają być przez ucznia opanowane. Nie sądzę więc, aby materiał był przeładowany.
Już jako minister chcę natomiast podkreślić, że obok zmiany struktury szkoły kluczowym elementem reformy jest to, aby nauczyciel nie tylko przekazywał treści, ale by uczył młodzież umiejętności krytycznego, kreatywnego myślenia, szerszej wypowiedzi itp.

– Specjaliści dostrzegli tę zmianę, kiedy porównywali egzaminy w gimnazjach z tymi w szkole podstawowej, w których było więcej zadań otwartych. Jest Pan Minister zadowolony z efektów, które osiągnęli absolwenci 8-letniej podstawówki?

– Mieliśmy wątpliwości, czym się to zakończy, ale okazało się, że nauczyciele szkół podstawowych stanęli na wysokości zadania i przygotowali młodzież do egzaminów pod kątem większej kreatywności i samodzielnego myślenia. W efekcie wyniki egzaminów po szkole podstawowej są porównywalne z wynikami egzaminów po gimnazjum. Wydaje się więc, że model uczenia umiejętności miękkich, a nie tylko zdobywania twardej wiedzy, stopniowo następuje. A na tym bardzo nam zależało, kiedy zaczynaliśmy „dobrą zmianę” w edukacji.

– Na czym jeszcze ma polegać „dobra zmiana” w edukacji?

– Obok odejścia od testomanii, o którą oskarżano polską szkołę, będzie to również przywrócenie nauczania przedmiotowego. Najczęściej w tym kontekście mówiło się o nauce historii, która w starych podstawach programowych kończyła się na pierwszej klasie szkoły średniej. Teraz naukę historii przywracamy aż do końca szkoły średniej. Podobny proces objął przedmioty przyrodnicze.

– A jaki jest cel ostateczny tych wszystkich zmian?

– Mamy nadzieję, że zmiany, w których kładzie się mocny akcent na samodzielne, logiczne i krytyczne myślenie oraz wydłuża czas pracy nauczycieli z tymi samymi uczniami, zaowocują tym, iż absolwenci szkół średnich będą lepiej przygotowani do kontynuowania edukacji na poziomie studiów. Z kolei ci z nich, którzy nie chcą iść na wyższe uczelnie, będą lepiej przygotowani do wykonywania wybranego przez siebie zawodu. Cała nasza młodzież, dzięki reformie, będzie lepiej przygotowana do dorosłego życia.

* * *

Dariusz Piontkowski (1964 r.)
Ukończył studia historyczne na Wydziale Humanistycznym Filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku oraz podyplomowe studia: menedżerskie, z zakresu zarządzania kadrami w administracji publicznej i z zarządzania oświatą.
Pracował jako nauczyciel w I Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Mickiewicza w Białymstoku. Zasiadał w białostockiej Radzie Miasta, był radnym Sejmiku Województwa Podlaskiego, a następnie marszałkiem tego województwa.
Poseł na Sejm VII i VIII kadencji.
Od 2015 r. pełnił funkcję zastępcy przewodniczącego sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.
4 czerwca 2019 r. powołany przez Prezydenta RP na urząd Ministra Edukacji Narodowej.
Żonaty, ma dwóch synów. W wolnych chwilach lubi aktywny wypoczynek, szczególnie siatkówkę, turystykę rowerową i żeglowanie.

2019-08-21 11:24

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Lublin: terapia innowacyjna u pacjentów z COVID-19 przyniosła bardzo dobry efekt

2020-04-04 08:58

[ TEMATY ]

wywiad

lekarz

koronawirus

Adobe.Stock.pl

Terapia innowacyjna, której w Lublinie poddano trzech pacjentów z COVID-19, doprowadziła w drugiej dobie po podaniu leku do poprawy ich stanu klinicznego. Udało się zahamować postęp choroby i uniknąć podłączenia ich do respiratora – powiedział kierownik kliniki chorób zakaźnych szpitala w Lublinie dr hab. Krzysztof Tomasiewicz.

Kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie przybliżył w rozmowie z PAP szczegóły przebiegu terapii lekiem, który zastosowano poza wskazaniami rejestracyjnymi mechanizmów jego działania, a także wymogi prawne związane z przeprowadzeniem takiego leczenia.

PAP: Dlaczego zdecydowaliście się na zastosowanie tej pionierskiej metody?

Krzysztof Tomasiewicz: Decyzja o podjęciu terapii została oparta po pierwsze na analizie mechanizmów patogenetycznych, jakie występują w COVID-19, a po drugie po zapoznaniu się z nielicznymi, pojedynczymi wynikami podawania tego leku w Chinach, we Włoszech czy też ostatnio w Hiszpanii.
Rozpatrywaliśmy zastosowanie różnych cząstek działających na układ immunologiczny. Ostatecznie, po ocenie możliwych korzyści i ryzyka związanego z podaniem leków, dokonaliśmy wyboru leku, który blokuje receptor dla interleukiny 6. Była to trudna decyzja, ponieważ dotyczyła zastosowania leku poza wskazaniami rejestracyjnymi, ale chodziło o ratowanie życia pacjentów.

- Jaki jest mechanizm działania leku?

- Zastosowaliśmy lek, który ma zablokować receptor dla jednej z interleukin, a przez to zatrzymać nadmierną reakcję zapalną. Wiadomo, że ciężkie następstwa zakażenia, a więc niewydolność oddechowa i niewydolność wielonarządowa, są związane z gwałtowną burzą cytokinową, która sprawia, że układ immunologiczny, broniąc się przed zakażeniem, niszczy organizm. Nie jest to leczenie przeciwwirusowe, lecz terapia konsekwencji zakażenia.

- Jak ona przebiegała i ilu pacjentów nią objęliście?

- Terapia polega na podaniu dożylnym leku w dwóch dawkach w odstępach kilkunastu godzin. Objęliśmy nią trzech pacjentów, u których istniało bardzo wysokie prawdopodobieństwo zastosowania w kilku najbliższych godzinach leczenia oddechem wspomaganym (podłączenia do respiratora). Naszym zdaniem był to optymalny moment na zastosowanie tego typu leczenia. Zarówno wcześniejsze podanie leku, jak i, niestety, podanie go w okresie już podłączenia do respiratora wydaje się zmniejszać szansę na uzyskanie pozytywnego efektu terapeutycznego.

- W jakim wieku są pacjenci, czy mają jakieś współtowarzyszące choroby?

- Są to pacjenci między 60. a 75. rokiem życia, z chorobami współistniejącymi, a więc bezpośrednio zagrożeni negatywnymi następstwami zakażenia SARS-CoV-2.

- Jak następowała poprawa ich stanu zdrowia?

- Już w drugiej dobie po zastosowaniu leku u wszystkich pacjentów doszło do poprawy stanu klinicznego, przy czym aktualnie u dwóch jest to poprawa bardzo spektakularna, ze znaczną poprawą parametrów oddechowych, a w badaniach laboratoryjnych ze spadkiem parametrów zapalnych, takich jak ferrytyna, CRP czy prokalcytonina.
Trzeci pacjent również się poprawia, przy czym ta poprawa następuje wolniej. Lek wciąż działa i konieczna jest dalsza obserwacja. Najważniejsze, że udało się zahamować postęp choroby i pacjenci uniknęli leczenia przy pomocy respiratora.

- Jak wygląda procedura zezwolenia na przeprowadzenie eksperymentalnych metod?

- Terapia eksperymentalna wymaga zgody komisji bioetycznej. Składany jest protokół badania, w którym określa się zasady przeprowadzenia eksperymentu medycznego, formularz informacji dla pacjenta i świadomej zgody pacjenta. Ponieważ sytuacja była nadzwyczajna, poprosiłem Komisję Bioetyczną Uniwersytetu Medycznego w Lublinie o pilne rozpatrzenie mojego wniosku i w ciągu kilku dni uzyskałem zgodę, za co bardzo Komisji dziękuję. Nikt nie miał wątpliwości, że na szali jest ratowanie życia ludzkiego.

- Kto na świecie stosuje tę terapię i jakie są doniesienia o jej skuteczności?

- Terapia była stosowana u pojedynczych pacjentów w Chinach, we Włoszech i w Hiszpanii. Pierwsze doniesienia są bardzo optymistyczne, przy czym wydaje się, że zastosowany przez nas wybór czasu podania – w okresie narastania objawów niewydolności oddechowej – wydaje się najbardziej optymalny. We wspomnianych przypadkach zagranicznych z tym wyborem było różnie, co może mieć wpływ na skuteczność.

- Jak pan ocenia obecną sytuację epidemii z punktu widzenia osoby, która na co dzień walczy z COVID-19?

- Najważniejsze jest, aby nie doszło do przepełnienia pojemności systemu opieki zdrowotnej, a więc, by starczyło łóżek i respiratorów dla pacjentów, a także, aby było wystarczająco dużo pracowników opieki medycznej. Niestety takie zdarzenia obserwujemy we Włoszech czy w Hiszpanii. Rozwiązania systemowe i organizacyjne są bardzo ważne dla utrzymania kontroli nad sytuacją związaną z epidemią COVID-19.
Jeżeli dzięki wprowadzonym restrykcjom w kontaktach w przestrzeni publicznej uda się dokonać spłaszczenia krzywej zachorowań, a wszystko na to wskazuje, to epidemia może trwać dłużej, ale nie będzie gwałtowna, a to również pozwala na uniknięcie olbrzymiej liczby zgonów. Mam nadzieję, że na przełomie maja i czerwca będziemy już po szczycie zachorowań i w fazie wygaszania epidemii.

CZYTAJ DALEJ

Ostre: interwencja policji w sprawie zbyt dużej liczby wiernych na Mszy św.

2020-04-03 12:26

[ TEMATY ]

Kościół

policja

wikimedia.org

W związku ze zbyt dużą liczbą wiernych, którzy uczestniczyli we Mszy św. w kościele parafialnym pw. Matki Bożej Różańcowej w Ostrem na Żywiecczyźnie interweniowała policja. Do zdarzenia doszło 2 kwietnia podczas wieczornej liturgii – potwierdziła rzecznik żywieckiej policji asp. szt. Mirosława Piątek.

Z relacji oficera prasowego Komendy Powiatowej Policji w Żywcu wynika, że policjanci przybyli do kościoła w wyniku anonimowego zgłoszenia o tym, że w świątyni zgromadziło się zbyt dużo wiernych – 16 osób i ksiądz. Ponieważ w liturgii, zgodnie z obowiązującymi w czasie epidemii przepisami, może przebywać maksymalnie pięć osób, część uczestników modlitwy musiała opuścić świątynię. Wierni zostali poproszeni przez kościelnego o zastosowanie się do zaleceń, po czym Msza św. została dokończona.

O sprawie ma zostać poinformowany Sanepid. Może on wszcząć postępowanie administracyjne.

CZYTAJ DALEJ

Emilewicz: zaproponujemy ulgi w składkach dla większych firm

2020-04-07 15:04

PAP/Wojciech Olkuśnik

Propozycja nowego pakietu antykryzysowego rządu przewiduje, że z 3-miesięcznego zwolnienia ze składek ZUS będą mogły skorzystać firmy zatrudniające do 50 pracowników - poinformowała we wtorek minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.

Firmy zatrudniające do 50 osób będą mogły korzystać ze zwolnienia ze składek na nieco innych warunkach niż mikrofirmy - oświadczyła Emilewicz. Według niej, przedsiębiorcy zatrudniający do 10 do 49 pracowników będą mogli liczyć na 50 proc. ulgę w składkach na ubezpieczenia społeczne.

„Będzie to ulga oparta o bardzo proste oświadczenie, nad którym pracuje już ZUS. Mamy nadzieję, że (…) wraz z podpisem prezydenta pod ustawą ZUS będzie gotowy udostępnić te świadczenia” - powiedziała Emilewicz.

Jak dodała minister, w nowym pakiecie znajdzie się też „element płynnościowy”, czyli fundusz gwarancji płynnościowych BGK dla dużych i średnich firm. Pozwalał będzie zaciągnąć kredyt gwarantowany do 80 proc. o wartości do 250 mln zł, z tego funduszu będzie można rakże finansować spłatę odsetek od innych kredytów - zaznaczyła Emilewicz.(PAP)

wkr/ drag/

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję