Reklama

Świat

Katedra i kapary mistrza Juraja

Czy Juraj Dalmatinac mógł przypuszczać, że jego katedra zagra kiedyś w „Grze o tron”? Do głowy by mu to nie przyszło. Kiedy do tego doszło, ściskając dłuto w silnej dłoni, patrzył uważnie na poczynania ekipy filmowej gotowy w każdej chwili zejść z cokołu...

Niedziela Ogólnopolska 30/2019, str. 48-50

[ TEMATY ]

podróże

wakacje

Margita Kotas

Katedra św. Jakuba w Szybeniku. Z prawej strony widoczny pomnik jej budowniczego Juraja Dalmatinca

Zachwyt budzi cała szybenicka starówka, ale z pewnością najsłynniejszym jej obiektem jest katedra sv. Jakova – św. Jakuba – najwybitniejsze dzieło renesansowej architektury Chorwacji, które nie ma analogii w całej Europie. To ona przyciąga największą uwagę przybywających do Szybeniku turystów. I to akurat, jak wielkie wrażenie na oglądających będzie wywierała wiele wieków od wzniesienia, mistrz Juraj Dalmatinac z pewnością przewidział. Najlepiej przecież wiedział, jak wielkiego kunsztu użył.

Jedyne takie miasto

Szybenik – jedno z pięciu najatrakcyjniejszych turystycznie miast Dalmacji – leży nad zalewem, do którego uchodzi rzeka Krka i który łączy z morzem wąski kanał sv. Ante – św. Antoniego. Jak wskazują znaleziska archeologiczne, okolica dzisiejszego Szybeniku była zasiedlona już w neolicie. Ponieważ jednak nie zachowały się żadne wzmianki o Ilirach czy Rzymianach, jak ma to miejsce w przypadku innych miast w tym regionie, przyjmuje się, że pierwszymi osadnikami były stare plemiona chorwackie, które przybyły tu ok. VII wieku. Tym samym Szybenik uznaje się za jedyne rdzennie chorwackie miasto nad Adriatykiem. Czy słusznie – zważywszy, że na terenie obecnej twierdzy Michała Archanioła odkryto jednak ślady umocnień Liburnów, jednego z plemion iliryjskich – rozstrzygnięcie pozostawmy historykom.

Burzliwe dzieje

Najstarszy dokument mówiący o Szybeniku – „Castrum Sebinici” – został wydany w 1066 r. przez chorwackiego króla Petara Krešimira IV. W 1169 r., już po zawarciu unii węgiersko-chorwackiej, Szybenik otrzymał od króla Stefana III status miasta i prawo bicia monety. Przed koniecznością bicia się o swoje nie raz natomiast musieli stanąć mieszkańcy miasta. Ze względu na swoje strategiczne położenie, na skrzyżowaniu dróg morskich i lądowych, Szybenik był wielokrotnie najeżdżany, m.in. przez Wenecjan, którzy toczyli o niego walki z Arpadami władającymi wówczas Węgrami i Chorwacją. Niemal od zawsze miasto musiało być chronione coraz to doskonalszymi umocnieniami, które w średniowieczu mogły również wywrzeć wpływ na jego nazwę – Šibenik. Wywodzi się ją od chorwackiego słowa „šiba”, które oznacza pale opasującej miasto palisady. Mimo umocnień, waleczności mieszkańców i skutecznego odpierania wielu ataków Republiki Wenecji Szybenik od 1420 r., jak niemal całe wybrzeże Dalmacji, znalazł się na blisko 400 lat w jej władaniu – opatrznościowo jednak, ponieważ to właśnie dzięki niej oparł się skutecznie imperium osmańskiemu. Z „weneckiego” okresu pochodzi także zachwycające dziś turystów historyczne centrum miasta ze słynną katedrą św. Jakuba.

Reklama

Kamienny monolit

Kiedy papież Bonifacy VIII powołał w 1298 r. diecezję szybenicką, do rangi katedry podniósł istniejący romański kościół św. Jakuba, który sto lat później został zniszczony podczas jednej z napaści weneckich. W 1402 r. bp Bogdan Pulšić podjął decyzję o budowie na jego miejscu obecnej katedry; pozostałościami po romańskiej świątyni są główny i boczny portal dzisiejszej budowli. Z powodu wielu komplikacji prace ruszyły jednak dopiero w 1431 r. i z przerwami trwały do 1555 r. Przez pierwsze dziesięć lat budową kierowali Andrija Budčić i Budiša Statčić. W 1441 r. kontynuowanie prac zlecono genialnemu architektowi i rzeźbiarzowi Jurajowi Dalmatincowi z Zadaru (znanemu również jako Giorgio Orsini da Sebenico), twórcy m.in. portalu w weneckim Pałacu Dożów. Jego autorstwa są m.in. baptysterium, projekt kopuły oraz słynny zewnętrzny fryz, na którym wyrzeźbił rząd 71 głów przedstawiających współczesnych mu mieszczan. Kiedy mistrz Juraj zmarł w 1473 r., prace kontynuował jego uczeń Nikola Firentinac.

Długo by mówić o pięknie katedry. We wnętrzu zaskakuje jej nietypowe sklepienie, wyglądające jak odwrócona do góry dnem łódź, zachwyca misternie rzeźbione sklepienie kaplicy baptysterium, ale tym, co najbardziej zadziwia i budzi zachwyt znawców, jest fakt, że cała katedra, łącznie z dachem i pokryciem kopuły, jest zbudowana z kamienia bez użycia zaprawy. Krawędzie poszczególnych bloków kamiennych przycinano w taki sposób, by zazębiały się ze sobą, jako budulca użyto natomiast specyficznego wapienia z wyspy Brač, który po kilkudziesięciu latach sam się spaja, przez co katedra stanowi dziś kamienny monolit.

Film albo klapa

Słynne dzieło Juraja Dalmatinca wznosi się na Trgu Republike Hrvatske, placu, który jest centrum szybenickiej starówki; katedra oddziela jego przestrzeń od zatoki. Przez długi czas nosił on nazwę Plathea communis i pełnił funkcję miejskiego salonu pod gołym niebem, gdzie toczyło się życie publiczne i towarzyskie. W czasie ataku Wenecjan w 1378 r. plac był również areną krwawych walk. Dziś zwykle jest oblężony przez różnojęzycznych turystów, jednak gdy dobrze się wsłuchać, można przy odrobinie szczęścia wyłowić wśród gwaru dźwięki śpiewającej lokalnej klapy, i jak za głosami syren podążyć za nimi krętymi uliczkami starówki. Fani serialu „Gra o tron” będą zapewne zwiedzać starówkę pod kątem poszukiwania jej podobieństwa do filmowego miasta Braavos. Gdyby jednak ktoś zdecydował się na odnalezienie śpiewającej w którymś z zaułków starówki klapy, może być pewny, że jeśli nawet nie dotrze do źródła dźwięku, odbędzie niezwykle urokliwy spacer i odnajdzie zakątki równie piękne jak głosy dalmatyńskich mężczyzn a cappella.

Reklama

Kościoły i... kościoły

Zanim wyruszy się na spacer, warto dokładnie się przyjrzeć obiektom znajdującym się na Trgu Republike Hrvatske. Uwagę zwracają choćby budynek ratusza z XVI wieku, uchodzący za najwybitniejsze dzieło architektury świeckiej w mieście, a na tyłach katedry – Pałac Biskupi (1439-41), Pałac Książęcy oraz stara Brama Morska. Z szacunku i z respektem warto się zatrzymać przy pomniku głównego budowniczego katedry Juraja Dalmatinca – autorstwa Ivana Meštrovicia. Z cokołu w kierunku głównego portalu katedry spogląda przenikliwym wzrokiem postawny mężczyzna, z dłutem i pobijakiem w silnych dłoniach, więc biada temu, kto chciałby się w tym miejscu zachować nieobyczajnie. Lepiej zatem po pełnym szacunku odwiedzeniu katedry wybrać jedną z odchodzących z placu uliczek i udać się grzecznie w dalszą drogę. Gdy pójdziemy w kierunku północy, napotkamy XV-wieczny kościółek sv. Barbare – św. Barbary, w którego wnętrzu znajduje się dziś Muzeum Sztuki Sakralnej. Na Trgu Ivana Pavla II odnajdziemy natomiast kościół sv. Ivana – św. Jana z 1485 r. z charakterystycznymi zewnętrznymi schodkami po południowej stronie. Parę kroków dalej znajduje się niewielki kościół sv. Krševana – św. Chryzogona – najprawdopodobniej najstarszy obiekt sakralny w Szybeniku, zbudowany w XII wieku na miejscu starszej świątyni z VII stulecia. Jeśli pójdziemy dalej w kierunku północnym, dotrzemy do barokowego kościoła sv. Lovre – św. Wawrzyńca, przy którym udostępniono do zwiedzania przyklasztorny ogród. W tym jedynym średniowiecznym ogrodzie w Chorwacji rosną nie tylko przepiękne róże, bukszpan i rozmaite odmiany macierzanki, ale też kapary, które miał do Szybeniku sprowadzić Juraj Dalmatinac.

Szybenickie twierdze

Z kościoła św. Wawrzyńca już tylko krok do jednej z czterech twierdz, które skutecznie broniły Szybenik przed tureckimi atakami. To twierdza sv. Mihovila – Michała Archanioła, zwana również twierdzą św. Anny. Cytadela z przełomu XVI i XVII wieku częściowo pozostaje w ruinie, ale i tak warto wejść na jej mury, choćby po to, by zobaczyć z tej perspektywy stare miasto z katedrą św. Jakuba albo też widoczną stąd doskonale twierdzę św. Jana. W parku usytuowanym w pobliżu magistrali adriatyckiej odnajdziemy trzecią z twierdz – Šubićevac, zwaną również twierdzą Barona – na cześć barona Degenfelda, który w 1647 r. zorganizował obronę miasta przed Turkami. Gdybyśmy czuli jednak „niedosyt militarny”, możemy odwiedzić jeszcze wyrastającą z wody u ujścia kanału sv. Ante XVI-wieczną twierdzę sv. Nikole – św. Mikołaja. Możemy, ale nie musimy. Gdybyśmy np. znajdując się w twierdzy Michała Archanioła, która wyznacza północną granicę starówki, zatęsknili za odwiedzeniem jeszcze jednego z wielu kościołów Szybeniku, możemy wybrać kierunek na południowy narożnik starówki, gdzie znajdują się kościół sv. Frane – św. Franciszka i przylegające do niego zabudowania klasztorne franciszkanów. Powinni to uczynić zwłaszcza miłośnicy piśmiennictwa, w klasztorze bowiem znajdują się unikatowe kolekcje rękopisów, z wcale nie najstarszą w tym zbiorze napisaną po łacinie Modlitwą Szybenicką z ok. 1375 r.

Gdyby pod dojściu do południowego narożnika starego Szybeniku siły odmówiły posłuszeństwa – jest na to rada. Tuż przy franciszkańskim zespole klasztornym znajduje się niewielki park, gdzie przy fontannie bądź pod czujnym okiem spoglądającego z pomnika króla Petara Krešimira IV można złapać chwilę oddechu przed dalszym zwiedzaniem lub opuszczeniem miasta. Ale kto chciałby je opuszczać, póki dzień młody...

2019-07-24 11:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Na rybkę? Do Katanii

Niedziela Ogólnopolska 51/2019, str. 72-73

[ TEMATY ]

podróże

tradycja

Margita Kotas

Jedne z większych okazów – charakterystyczne mieczniki...

Cytrusy i winogrona wyhodowane na południowych stokach Etny, ulice wyłożone bazaltową kostką, zabytkowe świątynie, stare domy o tynkach w kolorze lawy i świeże ryby. Katania zachwyca przybyszów różnorodnością.

Wiele jest powodów, by odwiedzić Katanię. To drugie co do wielkości miasto Sycylii jednych przyciąga zabytkami i swym barokowym klimatem, drugich – bliskością tajemniczej i wciąż groźnej Etny, jeszcze innych, rozmiłowanych w operze – postacią genialnego syna tego miasta, Vincenza Belliniego, który spoczywa w katedrze św. Agaty, a miłośników kuchni – słynną na okolicę pasta alla Norma, nazwaną tak na cześć jednej z oper mistrza. Cokolwiek jednak nie przywiodłoby nas do Katanii, wcześniej czy później, często nawet w sposób niezamierzony, trafimy w końcu na znajdujący się kilka kroków od katedry Mercato dei Pescatori – targ rybny i przepadniemy z kretesem. Ja przepadłam.

Scena operowa

Saaaaarde! Freschisimmi! – Sardynki! Najświeższe! Nawoływanie sprzedawcy jest tak donośne, że podskoczywszy w miejscu, niemal wypuszczam z rąk aparat. Uśmiecha się do mnie od ucha do ucha, zadowolony z wrażenia, jakie na mnie zrobił. Chociaż nie o wrażenie przecież chodzi. Najważniejsze to szybko sprzedać towar, a ten jest naprawdę najświeższy – na katańskim targu swój połów z prowizorycznych straganów sprzedają miejscowi rybacy. Bazaltowa kostka placu ocieka morską wodą, w powietrzu ogrzewanym sycylijskim słońcem unosi się intensywny zapach morza i ryb. Słońce nie sprzyja świeżości wystawionego tu towaru, dlatego liczą się czas i szybkość. Wiedzą o tym zarówno katańskie gospodynie domowe, które ze znawstwem dokonują przeglądu zawartości straganów, jak i rybacy, którzy z werwą nawołują klientów do swoich stoisk. Okrzyki są nie tylko donośne, ale i niesamowicie śpiewne. Ich melodie, choć konkurencyjne, tworzą niezwykłą harmonię. Zaskakują doskonale postawione głosy rybaków. To zabawne, ale nie w Mediolanie, a właśnie tu, na katańskim targu rybnym, uświadamiam sobie najmocniej, że Włochy to kraj słynnych oper. Jakby nad targiem unosił się duch samego mistrza Belliniego. Otoczony ciemnymi kamienicami placyk jest sceną niezwykłej, powtarzającej się od wieków opery.

Królestwo ryb

Affogaaato! – Ośmiornica! – niesie się z jednej strony. Spaaada! – Miecznik! – odkrzykuje ktoś z drugiej. Orati, dentici! – trzeci głos zachęca do kupienia krewetek. Nie mniejsze wrażenie niż kunszt wokalny rybaków robi na mnie bogactwo ich połowu. Różnorodność ryb i owoców morza jest ogromna. Od drobnych sardynek po ogromne cernie i tuńczyki, ćwiartowane na życzenie klientów tasakami wielkimi niczym topory. Wyglądające jak straszydła żabnice, morszczuki, przeplatane koralem barweny, piotrosze niczym kosmiczne stwory z fantazyjną płetwą grzbietową, różne gatunki dorady, strzępiele, charakterystyczne mieczniki i pałasze ogoniaste – ryby o długich, płaskich ciałach przypominających ostrza piły; jedne rozciągnięte w całej swej długości, inne fantazyjnie zwinięte przez rybaka w rulony srebrzą się w słońcu Sycylii. Kalmary i barwiące ciemną sepią mątwy, a tuż obok małże i omułki. Małe ślimaczki, które desperacko starają się uciec ze skrzynki. Niektórym ta sztuka się udaje, jedne więc swoim ślimaczym tempem zmierzają pod stragany, inne po ich powierzchni suną w kierunku pęczków cebuli, które ni stąd, ni zowąd rozsiadły się wśród morskich stworzeń.

Królestwo ryb wciąga tak mocno, że przestaje się kontrolować czas. Fascynują zarówno różnorodne stworzenia, jak i rybacy, którzy panują niepodzielnie na swoich straganach. Mężczyźni o ogorzałych, pociętych morskim wiatrem twarzach z wprawą ćwiartują i filetują ryby, by po chwili rozpocząć swój wokalny popis nawoływania klientów. Główni aktorzy tego targowego spektaklu bez niechęci spoglądają w obiektyw aparatu, nic sobie nie robiąc z poplamionych rybimi łuskami i wnętrznościami swetrów. W naciśniętych na głowy czapkach, z papierosami w kącikach ust, posyłają szelmowskie uśmiechy turystkom – świadomi bycia częścią składową jednej z największych katańskich atrakcji.

W cieniu wybuchowej sąsiadki

Historia Katanii położonej u południowych podnóży Etny jest z nią dramatycznie spleciona. Miasto założone przez Greków w 729 r. przed Chr. na przestrzeni wieków było wprawdzie zdobywane i przechodziło z rąk do rąk, ale największe zniszczenia zadała mu natura. W 1669 r. część miasta i szesnaście okolicznych wiosek zalała lawa Etny. Z pomocą przerażonym mieszkańcom przyszła patronka miasta – św. Agata, to jej welon wyniesiony w procesji przez ludność zagrodził bowiem drogę i zmienił bieg lawy, która skręciła przed klasztorem Benedyktynów i spłynęła do portu, po czym wdarła się 700 m w głąb morza. Dziś miasto odbudowane w 1693 r., w dużej mierze ma kolor lawy, a wiele budowli w jego starej części jest pokrytych tynkiem z krzemionki robionej z pyłu wulkanicznego. Lawą, która wpłynęła do miasta w pamiętnym 1669 r., wybrukowano część ulic. Imię Etny nosi główna ulica Katanii Via Etnea, gdzie w l`ora del gelato – tzw. porze jedzenia lodów, godzinę przed zmierzchem – mieszkańcy miasta gromadzą się na passegiatę, wieczorny spacer. I choć często spoglądają w kierunku Etny, nie czują lęku, dumni jak ich odbudowane miasto. Nie bez kozery na jednej z bram miasta wykuto napis: „Podnoszę się z popiołów jeszcze piękniejsza”.

CZYTAJ DALEJ

Niedziela Palmowa w tradycji Kościoła

Szósta niedziela Wielkiego Postu nazywana jest Niedzielą Palmową, inaczej Niedzielą Męki Pańskiej. Rozpoczyna ona najważniejszy i najbardziej uroczysty okres w roku liturgicznym - Wielki Tydzień.

Początki obchodów

Liturgia Kościoła wspomina tego dnia uroczysty wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy, o którym mówią wszyscy czterej Ewangeliści. Uroczyste Msze św. rozpoczynają się od obrzędu poświęcenia palm i procesji do kościoła. Zwyczaj święcenia palm pojawił się ok. VII w. na terenach dzisiejszej Francji. Z kolei procesja wzięła swój początek z Ziemi Świętej. To właśnie Kościół w Jerozolimie starał się bardzo dokładnie powtarzać wydarzenia z życia Pana Jezusa. W IV w. istniała już procesja z Betanii do Jerozolimy, co poświadcza Egeria (chrześcijańska pątniczka pochodzenia galijskiego lub hiszpańskiego). Autorka tekstu znanego jako Itinerarium Egeriae lub Peregrinatio Aetheriae ad loca sancta. Według jej wspomnień w Niedzielę Palmową patriarcha otoczony tłumem ludzi wsiadał na osiołka i wjeżdżał na nim do Świętego Miasta, zaś zgromadzeni wierni, witając go z radością, ścielili przed nim swoje płaszcze i palmy. Następnie wszyscy udawali się do bazyliki Zmartwychwstania (Anastasis), gdzie sprawowano uroczystą liturgię. Procesja ta rozpowszechniła się w całym Kościele. W Rzymie szósta niedziela Przygotowania Paschalnego początkowo była obchodzona wyłącznie jako Niedziela Męki Pańskiej, podczas której uroczyście śpiewano Pasję. Dopiero w IX w. do liturgii rzymskiej wszedł jerozolimski zwyczaj urządzenia procesji upamiętniającej wjazd Pana Jezusa do Jeruzalem. Z czasem jednak obie te tradycje połączyły się, dając liturgii Niedzieli Palmowej podwójny charakter (wjazd i pasja). Jednak w różnych Kościołach lokalnych procesje te przybierały rozmaite formy, np. biskup szedł pieszo lub jechał na oślęciu, niesiono ozdobiony palmami krzyż, księgę Ewangelii, a nawet i Najświętszy Sakrament. Pierwszą udokumentowaną wzmiankę o procesji w Niedzielę Palmową przekazuje nam Teodulf z Orleanu (+ 821). Niektóre przekazy podają też, że tego dnia biskupom przysługiwało prawo uwalniania więźniów.

Polskie zwyczaje

Dzisiaj odnowiona liturgia zaleca, aby wierni w Niedzielę Męki Pańskiej zgromadzili się przed kościołem, gdzie powinno odbyć się poświęcenie palm, odczytanie perykopy ewangelicznej o wjeździe Pana Jezusa do Jerozolimy i uroczysta procesja do kościoła. Podczas każdej Mszy św., zgodnie z wielowiekową tradycją, czyta się opis Męki Pańskiej (według relacji Mateusza, Marka lub Łukasza - Ewangelię św. Jana odczytuje się w Wielki Piątek). Obecnie kapłan w Niedzielę Palmową nie przywdziewa szat pokutnych, fioletowych, jak to było w zwyczaju dawniej, ale czerwone. Procesja zaś ma charakter triumfalny. Chrystus wkracza do świętego miasta jako Król i Pan. W Polsce istniał kiedyś zwyczaj, iż kapłan idący na czele procesji wychodził przed kościół i trzykrotnie pukał do zamkniętych drzwi kościoła, wtedy drzwi się otwierały i kapłan z wiernymi wchodził do wnętrza kościoła, aby odprawić uroczystą liturgię. Miało to symbolizować, iż Męka Zbawiciela na krzyżu otwarła nam bramy nieba. Inne źródła przekazują, że celebrans uderzał poświęconą palmą leżący na ziemi w kościele krzyż, po czym unosił go do góry i śpiewał: „Witaj, krzyżu, nadziejo nasza!”.

W polskiej tradycji ludowej Niedzielę Palmową nazywano również Kwietną bądź Wierzbną. W tym dniu święcono palmy, które w tradycji chrześcijańskiej symbolizują odradzające się życie. Wykonywanie palm wielkanocnych ma bogatą tradycję. Tradycyjne palmy wielkanocne przygotowuje się z gałązek wierzby, która w symbolice Kościoła jest znakiem zmartwychwstania i nieśmiertelności duszy. Obok wierzby używano także gałązek malin i porzeczek. Ścinano je w Środę Popielcową i przechowywano w naczyniu z wodą, aby puściły pąki na Niedzielę Palmową. W trzpień palmy wplatano również bukszpan, barwinek, borówkę i cis. Tradycja wykonywania palm szczególnie zachowała się na Kurpiach oraz na Podkarpaciu, gdzie corocznie odbywają się konkursy na najdłuższą i najpiękniejszą palmę.

W zależności od regionu, palmy różnią się wyglądem i techniką wykonania. Palma góralska wykonana jest z pęku witek wierzbowych, wiklinowych lub leszczynowych. Zakończona jest czubem z bazi, jedliny, bibułkowych kolorowych kwiatów i wstążek. Palma kurpiowska powstaje z pnia ściętego drzewka (jodły lub świerka) oplecionego widłakiem, wrzosem, borówką, zdobionego kwiatami z bibuły i wstążkami. Czub drzewa pozostawia się zielony. Palemka wileńska jest obecnie najczęściej świeconą palmą wielkanocną. Jest niewielkich rozmiarów, upleciona z suszonych kwiatów, mchów i traw.

Z palmami wielkanocnymi wiąże się wiele ludowych zwyczajów i wierzeń: poświęcona palma chroni ludzi, zwierzęta, domy. Od dawna istniał także zwyczaj połykania bazi, które to zapobiegają bólom gardła i głowy. Wierzono, że sproszkowane kotki dodawane do naparów z ziół mają moc uzdrawiającą, bazie z poświęconej palmy zmieszane z ziarnem siewnym podłożone pod pierwszą zaoraną skibę zapewnią urodzaj, krzyżyki z palmowych gałązek zatknięte w ziemię bronią pola przed gradobiciem i burzami, poświęcone palmy wystawiane podczas burzy w oknie chronią dom przed piorunem. Poświęconą palmą należy pokropić rodzinę, co zabezpieczy ją przed chorobami i głodem, uderzenie dzieci witką z palmy zapewnia zdrowie, wysoka palma przyniesie jej twórcy długie i szczęśliwe życie, piękna palma sprawi, że dzieci będą dorodne. Poświęconą palmę zatykano za świętymi obrazami, gdzie pozostawała do następnego roku. Palmy wielkanocnej nie można było wyrzucić. Najczęściej była ona palona, popiół zaś z tych palm wykorzystywano w następnym roku w obrzędzie Środy Popielcowej. Znany też był zwyczaj „palmowania”, który polegał na uderzaniu się palmami. Tu jednak tradycja była różna w różnych częściach Polski. W niektórych regionach zwyczaj ten jest związany dopiero z poniedziałkiem wielkanocnym. W większości regionów jest to jednak zwyczaj Niedzieli Palmowej, gdzie „palmowaniu” towarzyszyły słowa: Palma bije nie zabije - wielki dzień za tydzień, malowane jajko zjem, za sześć noc - Wielkanoc.

Dzisiaj, choć wiele dawnych obyczajów odeszło już w zapomnienie - tworzą się nowe. W wielu kościołach można nadal podziwiać kilkumetrowe plamy. Dzieci w szkołach, schole i grupy parafialne prześcigają się w przygotowaniu najładniejszych palm. Często pracom tym towarzyszą konkursy lub konkretne intencje.

CZYTAJ DALEJ

Dziś na antenie TVP Polonia niezwykły dokument - "Nieznane życie Jana Pawła II"

2020-04-01 14:02

[ TEMATY ]

film

Jan Paweł II

Wojtek Laski/East News

Zapraszamy do obejrzeniu filmu dokumentalnego "NIEZNANE ŻYCIE JANA PAWŁA II". Fascynujące wspomnienia dotyczące życia Jana Pawła II.

EMISJA TVP POLONIA godz. 15. 30 i 23.30.

Bohaterowie filmu opowiadają o nieznanych wydarzeniach pontyfikatu. W filmie wypowiadają się osoby, które bardzo dobrze znały Ojca Świętego: Renato Buzzonetti - osobisty lekarz Jana Pawła II, Francesco Masella - opiekun apartamentów Jana Pawła II, Arturo Mari - osobisty fotograf papieski, Grzegorz Gałązka - słynny fotograf, autor ponad miliona zdjęć Jana Pawła II, ks. kard. Tarcisio Bertone - sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej, a także osobiści sekretarze Ojca Świętego: kard. Stanisław Dziwisz i ks. abp Mieczysław Mokrzycki.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję