Reklama

Nauka

Rakiety NASA z polskim napędem

Wojciech Rostafiński, żołnierz AK i uczestnik Powstania Warszawskiego, po wojnie stał się na wiele lat współpracownikiem tajnych projektów NASA. Jego nazwisko zostało umieszczone w Alei Zasłużonych nad Badaniami Kosmosu

Niedziela Ogólnopolska 30/2019, str. 42-43

[ TEMATY ]

Polacy

Archiwum NASA

NASA – prezentacja silnika rakietowego w 1968 r.

Jako pierwszy na świecie opracował kompletny matematyczny model zjawiska przechodzenia fal głosowych w przewodach zgiętych; potwierdzony doświadczalnie. Uczestniczył w projektach NASA związanych z badaniem dynamiki zespołu napędowego rakiet, a jego specjalnością stały się pompy i sprężarki. Inżynier Rostafiński w tym czasie sformułował nową nieokreśloną całkę, która została włączona do zaawansowanych tablic matematycznych. Był publicystą – jego prace drukowano na 4 kontynentach – i autorem książek popularyzujących zagadnienia fizyki oraz eksplorację kosmosu.

Nie marnował dnia

Wojciech Rostafiński, wnuk wybitnego naukowca i prekursora florystyki polskiej Józefa Rostafińskiego, a syn prof. Jana Rostafińskiego, urodził się 19 września 1921 r. w Warszawie. W profesorskim domu wychowywała się trójka dzieci: Anna, Wojciech i najstarszy Michał. Przy obiedzie uczyli się francuskiego, konwersując ze starszą panią, Francuzką. Wojciech Rostafiński wspominał: „Jak czegoś nie wiedziałem, albo któreś z mojego rodzeństwa, ojciec mówił: Idź do encyklopedii, wyciągnij, zajrzyj, przeczytaj. Takeśmy się uczyli obcowania z książkami i zdobywania wiedzy. (...) Pamiętam, że trzeba było zawsze przyjść o wpół do ósmej na wspólną kolację, kiedy to podsumowywano miniony dzień i planowano jutrzejszy oraz dalsze. W owym wspólnym rachunku sumienia dzieci zdawały sprawę z postępów szkolnych, ale i z tego, jak odnoszą się do siebie nawzajem, a także do innych ludzi ze swego otoczenia, co kto przeczytał, dokąd wybiera się na wycieczkę. Z każdego przeżytego dnia powinno było «coś zostać», nie mógł być zmarnowany”.

Uczęszczał do Gimnazjum Państwowego im. Adama Mickiewicza w Warszawie, gdzie zdał maturę w 1939 r. Był członkiem przedwojennego harcerstwa polskiego – 5. Warszawskiej Drużyny Harcerskiej.

Reklama

Wojna pod opieką św. Antoniego

Po wybuchu wojny Wojciech podjął zastępcze studia w instytucie Wawelberga. Cała trójka rodzeństwa była w AK. Pewnego dnia gestapo zabrało rodziców i Annę. Po ośmiu miesiącach Pawiaka ojciec znalazł się w obozie w Stutthofie, matka z córką były najpierw w Ravensbrück, potem w Buchenwaldzie. Wszyscy szczęśliwie ocaleli, co uważali za skutek opieki św. Antoniego, obdarzonego przez rodzinę szczególnym nabożeństwem. W grudniu 1942 r. Wojciech ukończył konspiracyjną szkołę podchorążych i został żołnierzem dywersji w szeregach ZWZ, a potem AK. W 1944 r. brał udział w Powstaniu Warszawskim – jako członek plutonu „Rygiel”, którego później został dowódcą. Został odznaczony Krzyżem Walecznych, a na końcu powstania także Orderem Virtuti Militari (V kl.) oraz został awansowany na oficera. Jego nazwisko konspiracyjne to Bolesław Masławski, a pseudonimy: „Wojciechowski”, „Wojciech”. Po powstaniu trafił do niewoli niemieckiej, z której uwolnili go Amerykanie.

Sukcesy na emigracji

Po odzyskaniu wolności wyjechał do Francji, gdzie zaciągnął się ponownie do służby w Wojsku Polskim. W 1945 r. otrzymał akademickie stypendium z funduszów 2. Korpusu Polskich Sił Zbrojnych we Włoszech i rozpoczął studia na politechnice – écoles Spéciales – uniwersytetu w Louvain w Belgii. Już wtedy bezpieka inwigilowała jego całą rodzinę i przechwyciła kilkadziesiąt listów od ojca. Inżynier Rostafiński, jako uchodźca polityczny, nie akceptował sowietyzacji Polski. Na emigracji prezentował postawę niepodległościową. Odrzucał komunizm jako ideologię obcą narodowi polskiemu. W 1948 r. ukończył studia z dyplomem inżyniera. Po krótkim okresie pracy w hutach rozpoczął pracę w belgijskim przemyśle. Latem 1949 r. ożenił się z Marią Sikorską, studentką romanistyki w Louvain, a 17 stycznia 1952 r. urodził się ich syn Tomasz.

W sierpniu 1953 r. z małym Tomaszem przenieśli się na stałe do Stanów Zjednoczonych, gdzie w zagospodarowaniu się pomogła tamtejsza rodzina Marii. W 1961 r. Rostafiński znalazł pracę w Narodowej Agencji Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA), w Cleveland, w stanie Ohio. Wtedy inżynierów naukowców najmowano dosłownie setkami, ponieważ ruszył wielki program lotów na Księżyc. Przepracował tam 33 lata. Było to najlepsze, jak twierdził, miejsce na świecie, jeśli chodzi o podniety intelektualne: praca ciekawa, że trudno sobie wyobrazić ciekawszą. Zajmował się przede wszystkim pompami na ciekły wodór i ciekły tlen oraz sprężarkami osiowymi do nowego typu silników odrzutowych stosowanymi w rakietach. Przez wiele lat kierował projektami zleconymi znanym firmom, m.in. Rocketdyne i Aerojet w Kalifornii i na Florydzie oraz uniwersytetom w Ohio i Wirginii. Był członkiem komisji oceny badań naukowych w dziale Aerospace w National Science Foundation w Waszyngtonie.

Reklama

W tajnych projektach NASA

Prowadził też własne prace badawcze, które zaowocowały szeregiem opracowań naukowych, opublikowanych w NASA Reports. Co dziesiąty pracownik agencji w latach 60. był doktorem. Do tego grona dołączył Wojciech Rostafiński po ukończeniu studiów doktoranckich na Columbia University w Nowym Jorku, gdy w 1971 r. obronił pracę i otrzymał doktorat na wydziale matematyki stosowanej. Jego rozprawa dotyczyła zachowania się fal głosowych w przewodach zgiętych, co było wówczas dla badaczy sprawą tajemniczą. Jako pierwszy na świecie opracował kompletny matematyczny model tego zjawiska, i to potwierdzony doświadczalnie. Wygłaszał potem liczne odczyty z tego zakresu i ogłosił wiele prac drukiem. Uczestniczył w tajnych projektach NASA, związanych z badaniem dynamiki zespołu napędowego rakiet.

Z ramienia NASA prowadził audycje o kosmosie w Radiu Głos Ameryki w Waszyngtonie. Pisał artykuły popularnonaukowe do czasopism na czterech kontynentach. W sumie w prasie zamieścił co najmniej trzysta artykułów popularyzujących naukę, opisów z podróży oraz szkiców historycznych. Opublikował trzy książki, w tym „Niedostrzegalne światy” – książkę popularyzującą zagadnienia fizyki oraz eksplorację kosmosu. Jego prace do dziś są odnotowywane w Science Citation Index. NASA wyróżniła inż. Rostafińskiego dyplomami uznania za osiągnięcia naukowe, m.in. za sformułowanie nowej nieokreślonej całki, która została włączona do zaawansowanych tablic matematycznych. Reprezentował agencję NASA na wielu konferencjach naukowych i seminariach w USA i Kanadzie. Jako jedyny polski uczony na Zachodzie był przez wiele lat członkiem NASA Speaker’s Bureau.

Zawsze czuł się Polakiem, dlatego na emigracji prowadził Szkołę Polską w Cleveland. Obok takich profesorów, jak Alexander Schenker, Roman Szporluk czy Piotr S. Wandycz, otwierał konferencje Polskiego Instytutu Naukowego w Ameryce. Rostafiński był także wnikliwym obserwatorem i krytykiem polskiej rzeczywistości po 1989 r. Za bezinteresowną służbę dla kultury narodowej w 1993 r. otrzymał w Ambasadzie Polskiej w Waszyngtonie komandorię Orderu Odrodzenia Polski, a w 1998 r. komandorię Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Zmarł 6 lipca 2002 r. w Cleveland.

Wychowani do polskości

Syn Wojciecha Rostafińskiego – Tomasz Jan Rostafiński jest doktorem psychologii w Chicago, gdzie obok pracy naukowej prowadzi działalność w polskiej rozgłośni. Starsza córka – Karolina Rostafiński-Merk mieszka w Cleveland, a młodsza, Anna Rostafinski – w Lakewood (Ohio). Cała trójka rodzeństwa posługuje się biegle językiem polskim i propaguje go wśród amerykańskiej Polonii.

2019-07-24 11:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

LOT: w ramach akcji "Lot do Domu" do kraju wróciło 54 tys. Polaków

[ TEMATY ]

LOT

Polacy

PKP

"Lot do Domu"

Wikipedia/JT Occhialini

W ramach akcji "Lot do Domu" do kraju powróciło 54 tysiące Polaków, których pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 rozdzieliła z bliskimi - poinformowały we wtorkowym komunikacie Polskie Linie Lotnicze LOT.

Przewoźnik podkreślił, że podczas tej największej w jego historii operacji, LOT wykonał 388 rejsów z sześciu kontynentów, zabierając pasażerów m.in. z: Peru, Meksyku, Argentyny, Japonii i Korei Południowej. W akcji "Lot do Domu" polski przewoźnik wykorzystał 44 maszyny.

"Operacja +Lot do Domu+ powstała z potrzeby pomocy rodakom, których strategiczna i podyktowana bezpieczeństwem publicznym decyzja o zamknięciu granic kraju pozostawiła daleko od domu. Skala tego wyjątkowego projektu była ogromna, praca wielowymiarowa, a do tego technicznie i dyplomatycznie bardzo skomplikowana" - powiedział cytowany w komunikacie szef KPRM Michał Dworczyk.

"Liczba zgłoszeń rosła lawinowo w każdym dniem sprawiając, że skala projektu przybrała niespotykany dotąd rozmiar. Zrealizowane na zlecenie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów 388 operacji lotniczych do 71 destynacji z misją pomocy dla ponad 54 tys. obywateli Polski jest największym repatriacyjnym przedsięwzięciem w historii Polski, od czasu II wojny światowej" - dodał szef KPRM.

LOT poinformował, że z akcji "Lot do Domu" najwięcej osób przywieziono do Polski z Londynu. W ramach 133 operacji z portów Heathrow i London-City do kraju wróciło około 21 tysięcy pasażerów. Około 3 tys. 200 osób w ramach 22 rejsów przywiozły samoloty z Dublina, w ramach takiej samej liczby połączeń z Oslo powróciło około 2 tys. 700 Polaków. Na kolejnej pozycji jest Chicago z 12 lotami i liczbą 3 tys. 100 przewiezionych pasażerów. Około 2 tys. 200 pasażerów wybrało jeden z 10 lotów z Bangkoku, natomiast 2 tys,.rodaków wróciło z LOT-em w ramach 12 rejsów z Edynburga.

"Ze względu na presję czasu i zamknięte przestrzenie lotnicze, organizacja każdego rejsu była ogromnym wyzwaniem. Konieczne było zdobycie licznych dodatkowych pozwoleń, spełnienie rygorystycznych standardów bezpieczeństwa oraz zapewnienie pełnego zaplecza technicznego i logistycznego" – powiedział cytowany w komunikacie Rafał Milczarski, prezes Polskich Linii Lotniczych LOT.

Jak informuje LOT, samoloty które sprowadzały do kraju Polaków, pokonały trasy o łącznej długości 2 mln 404 tys. 568 kilometrów i spędziły w powietrzu 2 tys. 884 godziny.

"Operacja +Lot do Domu+ umożliwiała powrót do Polski tysiącom Polaków rozsianych po całym świecie. To przykład jak polskie państwo może dobrze radzić sobie w sytuacjach kryzysowych. To dzięki temu, że ma w swoim ręku narzędzia, aby tego typu operacje przeprowadzać. To właśnie dzięki wsparciu i zaangażowaniu spółek Skarbu Państwa, w tym Polskich Linii Lotniczych LOT, we współpracy z PKP Intercity oraz firmą autokarową Polonus możliwa była realizacja tak skomplikowanej operacji" - podsumował akcję cytowany w komunikacie wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin.

Operacja "Lot do Domu" trwała od 15 marca do 5 kwietnia. 13 marca wieczorem rząd ogłosił decyzję o czasowym zamknięciu granic Rzeczypospolitej Polskiej i zawieszeniu połączeń lotniczych, a już w niedzielę 15 marca ruszyły pierwsze loty czarterowe LOT.

CZYTAJ DALEJ

Już jest w dobrych rękach. Śp. ks. Wojciech Szlachetka

2020-07-06 13:30

Paweł Wysoki

Nagła i przedwczesna śmierć ks. Wojciecha Szlachetki, proboszcza parafii pw. Matki Bożej Szkaplerznej w Abramowie, okryła żałobą Rodzinę Zmarłego, duchownych i wiernych, którym gorliwie służył.

Uroczystości pogrzebowe z licznym udziałem kapłanów i świeckich miały dwie stacje: 3 lipca Mszy św. żałobnej w kościele parafialnym w Abramowie przewodniczył bp Mieczysław Cisło, a 4 lipca Mszy św. pogrzebowej w rodzinnej parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kraczewicach przewodniczył bp Adam Bab. Ciało Zmarłego spoczęło na miejscowym cmentarzu parafialnym.

- Módlmy się o to, by Pan przyjął do siebie śp. ks. Wojciecha. Niech jego kapłańska służba zostanie zwieńczona radością życia wiecznego - mówił bp Adam Bab, zachęcając zgromadzonych do modlitwy za Zmarłego, a także za pogrążoną w żalu rodzinę, zwłaszcza Rodziców i Brata z Rodziną. - Tak, jak przez ponad 32 lata ks. Wojciech sprawował Eucharystię, tak my chcemy mu służyć modlitwą i ofiarą Mszy św. Przed Bogiem chcemy dziękować za wszelkie dobro, które uczynił jako kapłan - mówił biskup. Zwracając się do Rodziców Zmarłego, bp Bab podziękował im za to, że swojego syna podarowali Bogu, za wiarę przekazaną dzieciom i za stworzenie dobrych warunków do odczytania woli Bożej i jej wypełniania. - Chcemy Was pocieszyć nadzieją życia wiecznego. Nie martwcie się, ks. Wojciech jest w dobrych, ojcowskich, kochających, Bożych rękach. Nie został powołany po to, by na wieki spocząć w grobie, ale by żyć życiem wiecznym w szczęściu, które nie będzie zagrożone żadnym cierpieniem - zapewniał. Pasterz podziękował Zmarłemu za to, co najcenniejszego podarował ludziom jako ksiądz: za sprawowane Msze św. - Dziś prosimy dla Niego o nagrodę życia wiecznego, w które wierzył i o którym tyle razy nauczał - mówił bp Bab. Zachęcał również do modlitwy za śp. ks. Wojciecha i podkreślał, że i On na pewno modli się u Boga za nami i czeka na nas w niebie. - Za śp. ks. Wojciechem idźmy do domu Ojca, już tu na ziemi, troszcząc się o nasze życie wieczne - apelował pasterz.

Przed złożeniem ciała Zmarłego do grobu przyszedł czas na podziękowania i świadectwa. Za posługę dobrego i gorliwego kapłana, którego Pan w tak nieoczekiwany sposób zabrał do siebie, dziękował ks. Piotr Petryk, dziekan dekanatu opolskiego. Marek Kowalski, wójt gminy Abramów, z wdzięcznością wspominał 8 lat kapłańskiej pracy śp. ks. Szlachetki w Abramowie. - Był niezwykle lubianym i cenionym kapłanem, świetnym duszpasterzem i dobrym gospodarzem. Tyle razem przeżyliśmy, tyle dobrego na płaszczyźnie duchowej i materialnej udało nam się osiągnąć - dzielił się wójt. Jak zapewniał, za dar słowa i sakramentów mieszkańcy Abramowa będą mu zawsze wdzięczni.

Ks. Janusz Zań, dziekan z Bełżyc i kolega z roku, z żalem wyliczył, że śp. ks. Wojciech jest już 6 kapłanem spośród 38 z roku święceń, który przeszedł do domu Ojca. - Mimo tego, że chorował, a nawet bardzo cierpiał, nie sądziliśmy, że tak szybko Go pożegnamy. On kochał kapłaństwo, kochał drugiego człowieka. Należał do tych osób, które z dystansem podchodzą do wielu spraw. Miał doskonałe poczucie humoru, był pełen wewnętrznej pogody ducha. Był bardzo lubiany. Będzie nam go brakowało - podkreślał. Ks. Jan Brodziak, dziekan dekanatu michowskiego, podziękował za 8 lat pięknej kapłańskiej pracy w Abramowie i dekanacie. Zapewnił o duchowej łączności i trwałej pamięci.

Śp. ks. Wojciech Szlachetka przez kilka lat był archidiecezjalnym moderatorem Ruchu Światło-Życie. - Ważnym rysem jego kapłańskiej służby było zaangażowanie w sprawy ewangelizacji. Ci, który znali go najlepiej i najbliżej, podkreślali, że jego serce było pochłonięte dziełem ewangelizacji - powiedział ks. Jerzy Krawczyk, obecny moderator Ruchu. - Bardzo troszczył się o formację oazowych kapłanów, zachęcał ich do udziału w rekolekcjach w sercu oazy w Krościenku; dla dzieci i młodzieży stwarzał jak najlepsze warunki na wakacyjne oazy w Bychawce, Słodyczkach k. Zakopanego, a nawet w Rzymie. Z jego inicjatywy przy archikatedrze lubelskiej powstało Centrum Ruchu Światło-Życie. Kochał św. Jana Pawła II i troszczył się, by jak najwięcej młodych osób mogło poznać Ojca Świętego m.in. poprzez udział w papieskich pielgrzymkach i Światowych Dniach Młodzieży - wyliczał moderator. Jak podkreślał, chociaż śp. ks. Wojciech podejmował nowe odpowiedzialności w Kościele w Lublinie i nie był ostatnio bezpośrednio zaangażowany w oazę, zawsze pytał o kondycję ruchu i starał się, by dzieci i młodzież z parafii, w których pracował, mogła kształtować wiarę i charakter w oparciu o ponadczasowy program sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego.

Niezwykłe świadectwo o wierze i odwadze śp. ks. Szlachetki dał ks. prał. Józef Dziduch, jego katecheta z czasów szkolnych. Gdy był wikarym w Kraczewicach, wówczas Poniatowa nie miała jeszcze swojej parafii, młody Wojciech był uczniem w miejscowym liceum. To były czasy, gdy w szkołach nie było religii, ani krzyży. - Wojtek zainicjował powieszenie krzyża w klasie. Sam go wykonał, wystrugał figurkę Pana Jezusa i w tajemnicy przyniósł do mnie, abym poświęcił. Krzyż zabrał ze sobą do szkoły i przy akceptacji wszystkich kolegów powiesił w klasie. Tej akcji towarzyszył niepokój ze strony nauczycieli i dyrekcji, ale ostatecznie uczniowie obronili krzyż. Watro o tym pamiętać, że to za sprawą Wojtka w liceum w Poniatowej pojawił się pierwszy krzyż - wspominał ksiądz prałat. - To wydarzenie już wówczas wskazywało, jakim człowiekiem jest i będzie Wojtek - podkreślał.

Ks. Jerzy Wesołowski, proboszcz z Kraczewic, przywołując artystyczne zainteresowania śp. ks. Wojciecha, przypomniał, że przed laty to właśnie on z ekipą konserwatorów odnowił kościół w rodzinnej parafii. - Śp. ks. Szlachetka był z tą ziemią mocno związany. Często głosił tu słowo Boże, udzielał sakramentów, interesował się parafią. Bardzo cieszył się z obchodzonego w tym roku 100-lecia parafii w Kraczewicach i wyrażał pragnienie uczestnictwa w jubileuszowych uroczystościach - dzielił się proboszcz. - Nosiłeś nazwisko Szlachetka i byłeś szlachetnym człowiekiem, kapłanem według Bożego serca - podkreślał ks. Wesołowski. Proboszcz zaprosił wiernych do udziału w Mszy św. w intencji śp. ks. Wojciecha, która będzie sprawowana w kościele Kraczewicach 30 lipca o godz. 17.30.

Śp. ks. Wojciech Szlachetka, kanonik honorowy Kapituły Lubelskiej, urodził się 20 kwietnia 1963 r. w Poniatowej. Święcenia prezbiteratu przyjął 12 grudnia 1987 r. w Lublinie. Podczas niespełna 33-letniej kapłańskiej służby pracował w Markuszowie, Lublinie, Sernikach, Wólce i Abramowie. Był m.in. archidiecezjalnym moderatorem Ruchu Światło-Życie, dyrektorem Muzeum Archidiecezjalnego i Ośrodka Renowacji Dzieł Sztuki, kapelanem szpitala PSK 1 w Lublinie i domów pomocy społecznej oraz duszpasterzem rolników i mieszkańców wsi. Zmarł 30 czerwca 2020 r.

CZYTAJ DALEJ

Szkoły katolickie w USA będą mogły zwolnić homoseksualnych nauczycieli

2020-07-09 20:50

[ TEMATY ]

szkoła

USA

religijność

nauczyciele

Vatican News

Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych orzekł, że szkoły wyznaniowe mają prawo do zatrudniania i zwalniania swoich nauczycieli bez ingerencji państwa. Oznacza to, że szkoła katolicka będzie mogła pozbyć się nauczyciela o orientacji homoseksualnej, rozwiedzionego czy żyjącego na kocią łapę lub po prostu nie uczęszczającego co niedzielę na Mszę. Do tej pory takie działania mogły zostać uznane za dyskryminację w miejscu pracy.

Zdaniem sądu szkoły wyznaniowe muszą mieć prawo do wyboru swoich pracowników i zwolnienie jednego z nich, np. w związku z życiem niezgodnym z zasadami religijnymi danej placówki, nie może być podstawą do ubiegania się o odszkodowanie lub przywrócenie do pracy. Decyzja ta gwarantuje instytucjom wyznaniowym znacznie większą swobodę w działaniu i doborze pracowników niż dotychczas.

Sąd uznał, że nauczyciel w szkole wyznaniowej pełni ważną rolę nie tylko w zdobywaniu wiedzy przez uczniów, ale także w przekazywaniu im wiary, dlatego np. szkoła katolicka ma prawo dobrać sobie taki zespół, który będzie spełniał te cele. Nauczyciel musi być więc osobą nie tylko odpowiednio wykształconą, ale także spełniającą wymogi danej religii, również te moralne.

„Edukacja religijna i formacja uczniów jest główną przyczyną istnienia większości tych prywatnych szkół religijnych, dlatego też wybór nauczycieli, którym to zadanie szkoły powierzają, leży u podstaw ich misji”
– napisał w orzeczeniu sędzia Samuel Alito.

Nowe rozporządzenie obejmie także takie przypadki jak sprawa Małych Sióstr Jezusa, którym groziła wielomilionowa grzywna i utrata dofinansowania publicznego w związku ze sprzeciwem wobec konieczności rozpowszechniania antykoncepcji w prowadzonych przez siebie ośrodkach. Przepisy ustawy o służbie zdrowia w USA gwarantują, że każdy ośrodek zdrowia, korzystający z dofinansowania z ubezpieczeń społecznych, jest zobowiązany do udostępniania pacjentom środków antykoncepcyjnych, sterylizacji i tabletek wczesnoporonnych. Po decyzji Sądu Najwyższego siostry mają szansę utrzymać dofinansowanie bez konieczności działania wbrew swoim zasadom moralnym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję