Reklama

Niedziela Legnicka

Mężczyźni u św. Józefa

We wspomnienie św. Józefa rzemieślnika do Krzeszowa pielgrzymowali mężczyźni z diecezji legnickiej. Było to już drugie takie spotkanie, któremu towarzyszyły słowa: „Mężczyzno, stań się tym, kim jesteś”

Niedziela legnicka 20/2019, str. 1, 4-5

[ TEMATY ]

pielgrzymka

Krzeszów

mężczyźni

Ks. Waldemar Wesołowski

Do sanktuarium w Krzeszowie przybyły całe rodziny

Choć pielgrzymka adresowana była tylko do mężczyzn, do sanktuarium przybyły całe rodziny. Nie zabrakło też Bractwa św. Józefa. W programie tego spotkania była m.in. Litania do św. Józefa, Msza św. w kościele brackim noszącym wezwanie świętego, a także dwie konferencje pogłębiające duchowość św. Józefa.

Był też czas na zwiedzanie zabytków opactwa wraz z przewodnikiem.

Idźcie do Józefa

Nasze spotkanie w tym unikatowym miejscu jest realizacją słów, które widnieją na jednym z obrazów ukazujących św. Józefa – „Ite ad Joseph – Idźcie do Józefa”. Chcemy wraz z Maryją, która króluje w naszym sanktuarium, i ze św. Józefem zmierzać do Jezusa – powiedział kanclerz legnickiej Kurii Biskupiej ks. Józef Lisowski, który też przewodniczył Eucharystii. – Od św. Józefa chcemy uczyć się tego, co w dzisiejszym świecie jest ważne, czyli jak być blisko Jezusa i Jego Matki. On uczy nas, że jeśli w życiu człowieka na pierwszym miejscu jest Bóg, to wszystko inne też będzie na swoim miejscu – dodał ksiądz kanclerz.

Reklama

Leczyć zranienia

Pierwszą konferencję dla pielgrzymów wygłosił ks. Marcin Wiśniewski z diecezji kaliskiej, dogmatyk, józefolog, zajmujący się kierownictwem duchowym. Dotyczyła ona wpływu zranień duchowych i psychicznych z dzieciństwa na życie małżeńskie i rodzinne. Prelegent podkreślił, że we współczesnym świecie coraz częściej mamy do czynienia z kryzysem męskości i kobiecości. Jedną z przyczyn takiego stanu są różnorakie zranienia i problemy, których człowiek doświadcza w dzieciństwie, z którymi nie potrafi sobie poradzić w dorosłym życiu. – Chodzi tu m.in. o niewłaściwe relacje z ojcem czy matką, brak miłości, zainteresowania. Częstą przyczyną jest także brak czy nieobecność jednego z rodziców. Do tego dochodzą np. zranienia na tle sfery seksualności. To wszystko rzutuje później na odniesienie do siebie samego, na poczucie własnej wartości, na nieumiejętność nawiązywania trwałych relacji z drugą osobą, umiejętności kochania, czy brak odpowiedzialności. To może uzewnętrzniać się w życiu małżeńskim, rodzinnym, ale też i duchowym – mówił ks. Marcin. Aby pomóc osobom mającym takie problemy, potrzebna jest wielka praca, zarówno w sferze psychiki, jak i ducha. – Trzeba poradnictwa i kierownictwa duchowego, uczestnictwa w konferencjach, ale też intensywnej pracy nad sobą – dodał ks. Marcin.

Prelegent zaznaczył, że doskonałym wzorem dla każdego mężczyzny, męża, ojca, kapłana jest św. Józef. – Trzeba na nowo odkryć tę postać, która wraz z Maryją i Jezusem ukazuje nam właściwy obraz rodziny. Św. Józef pomaga nam na nowo odnaleźć swoje miejsce w życiu, w Kościele, uczy nas odpowiedzialności, ale też uczy zachowywania właściwych relacji z Bogiem – podkreślił ks. Wiśniewski.

Potrzeba łaski

Podczas Mszy św. homilię wygłosił ks. Jan Klinkowski, który poruszył temat etosu pracy ludzkiej. Mówił m.in. o zmieniającym się na przestrzeni dziejów ludzkości podejściu do pracy. O ile w starożytności praca była domeną niewolników, o tyle w kręgu biblijnym zaczyna nabierać również wymiaru duchowego. – Praca jest nakazem Boga: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Księgi mądrościowe wręcz piętnują tych, którzy idą w życiu drogą lenistwa. W przestrzeni biblijnej rozwija się zatem etos pracy, oparty na tradycji słowa Bożego. Praca ma iść w parze z mądrością, aby życie człowieka stawało się lepsze, aby świat mógł się rozwijać – mówił ks. Jan.

Reklama

W dalszej części zaznaczył, że praca nie może być pojmowana tylko w wymiarze ekonomicznym, w wymiarze zysku, który często staje się przyczyną degradacji godności człowieka, wręcz zniewolenia człowieka, niszczenia naszego środowiska. – Bóg przypomina, że pracę należy przerwać, że człowiek potrzebuje odpoczynku, czasu dla siebie, dla bliskich i dla Boga. Człowiek potrzebuje błogosławieństwa Bożego dla swojej pracy. Przykład takiej postawy znajdujemy właśnie w postawie św. Józefa, który pracował, troszczył się o swoją rodzinę, ale nie zaniedbywał też swojej relacji z Bogiem – podkreślił ks. Klinkowski.

Malarz św. Józefa

Po wspólnej modlitwie ks. Klinkowski poprowadził także prelekcję, w której ukazał biblijne podstawy radości i smutków św. Józefa, ukazanych we freskach Michała Willmanna zdobiących wnętrze kościoła św. Józefa.

Tegoroczna pielgrzymka mężczyzn zakończyła się wspólną agapą i zwiedzaniem sanktuarium.

2019-05-15 08:06

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

W Krzeszówku powstaje nowoczesny dom pielgrzyma

2020-05-28 06:59

[ TEMATY ]

sanktuarium

Krzeszów

Dom pielgrzyma

Przemysław Groński EPB

Krzeszówek to niewielka wieś położona 2 kilometry od sanktuarium Matki Bożej Łaskawej w Krzeszowie Znajdziemy tam piękny kościół św. Wawrzyńca oraz starą plebanię użytkowaną przez cystersów. Historia tej wsi sięga czasów bitwy pod Legnicą. To właśnie tam żona księcia Henryka Pobożnego - Anna osadziła benedyktynów. W późniejszym czasie Krzeszówek stał się bazą również dla cystersów, którzy wznieśli kompleks klasztorny w Krzeszowie. Plebania, od lat nieużytkowana, stanie się nowoczesnym domem pielgrzyma. Prace remontowe już się rozpoczęły. Ks. Marian Kopko, kustosz sanktuarium oraz Grzegorz Żurek, kierownik ds. sanktuarium zapewniają, że z dużym prawdopodobieństwem można planować otwarcie ośrodka na maj 2022 roku. Ta inwestycja powstaje min. dzięki Narodowemu Funduszowi Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który przekazał środki na termomodernizację budynku.

Zobacz zdjęcia: Krzeszówek
CZYTAJ DALEJ

Miliony od Trzaskowskiego dla byłej agentki

2020-05-23 18:19

[ TEMATY ]

polityka

komentarz

Facebook.com

Jolanta Lange wcześnie nazywała się Jolanta Gontarczyk i jako tajny współpracownik komunistycznego wywiadu TW Panna inwigilowała ks. Franciszka Blachnickiego. Jej fundacja nadal otrzymuje gigantyczne pieniądze z warszawskiego ratusza

W sierpniu 2019 roku odkryłem, że prezes jednej z warszawskich fundacji Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego Pro Humanum Jolanta Lange ma zmienione nazwisko. Do 2008 r. nazywała się Jolanta Gontarczyk TW Panna. Kobieta była jedną z ważniejszych agentek komunistycznej służby PRL, którą w latach 80-tych skierowano do inwigilacji twórcy Ruchu Światło Życie Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Obecna prezes stowarzyszenia Pro Humanum była więc płatnym i bardzo niebezpiecznym współpracownikiem reżimu komunistycznego, którą w latach 80. ścigał nawet kontrwywiad RFN.

O sprawie zrobiło się bardzo głośno i na jej temat rozpisywały się gazety, a o jej przeszłości informowały media internetowe i największe telewizje. Wydawałoby się, że po tych informacjach kierowany przez prezydenta stolicy Rafała Trzaskowskiego urząd będzie unikał dalszej współpracy z fundacją Pro Humanum, na której czele nadal stoi "prezeska" Jolanta Lange vel Gontarczyk.

Niestety nic takiego się nie stało, bo 12 grudnia 2019 r. według zarządzenia "NR 1843/2019 PREZYDENTA MIASTA STOŁECZNEGO WARSZAWY" została przyznana dotacja 1 850 000 złotych na Prowadzenie Centrum Wielokulturowego w Warszawie, którego głównym operatorem jest właśnie fundacja Jolanty Lange. Prawie dwa miliony złotych publicznych pieniędzy przeznaczone jest na "działalność na rzecz integracji cudzoziemców, upowszechniania i ochrony wolności i praw człowieka oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji w latach 2019-2022". Tych pieniędzy może być znacznie więcej, bo przeglądając umowy między Pro Humanum, a warszawskim ratuszem z poprzednich lat oprócz głównej umowy na prowadzenie "Centrum" były także dotacje na mniejsze projekty.

Czy znając przeszłość agentki służb komunistycznych można wnioskować, że prezes Jolanta Lange ma doświadczenie i zasługi dla upowszechniania i ochrony wolności oraz swobód obywatelskich, a także działań wspomagających rozwój demokracji? To retoryczne pytanie należy postawić kandydatowi na urząd prezydenta RP Rafałowi Trzaskowskiemu.

Sprawa może mieć ciąg dalszy. Jolanta Gontarczyk była bowiem jedną z ostatnich osób, która widziała ks. Franciszka Blachnickiego przed jego tajemniczą śmiercią. Na pewno będzie musiała znów zeznawać, bo 21 kwietnia 2020 r. "prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach podjął na nowo, umorzone w dniu 6 lipca 2006 roku, śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznej, stanowiącej zbrodnię przeciwko ludzkości, polegającej na dokonaniu zabójstwa ks. Franciszka Blachnickiego w dniu 27 lutego 1987 roku w Carlsbergu przez funkcjonariuszy publicznych, poprzez podanie substancji, która spowodowała jego nagłą śmierć, co stanowiło prześladowanie pokrzywdzonego z powodów politycznych i religijnych".

Analizując treści ze strony internetowej Pro Humanum oraz na Facebooku można odnieść wrażenie, że stowarzyszenie jest mocno zaangażowane politycznie i światopoglądowo. Zapraszają na parady LGBT. Na fanpage można było znaleźć także sprofanowany wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej z tęczowym nimbem. Podczas uroczystości w Centrum Wielokulturowym zapraszany jest warszawski chór LGBT.

Więcej o współpracy Jolanty Lanego vel Gonatrczyk z warszawskim ratuszem oraz jej politycznej kariery w latach 90

CZYTAJ DALEJ

Badania: COVID-19 atakuje nie tylko płuca, wpływa również na mózg, nerki czy serce

2020-06-01 07:09

[ TEMATY ]

zdrowie

Adobe.Stock.pl

Choć wirus SARS-CoV-2 atakuje głównie płuca - na całym świecie przybywa obserwacji, które dają pewien obraz jego wpływu również na resztę organizmu, np. na mózg, serce, nerki, układ odpornościowy czy krwionośny.

Większość spośród milionów osób zakażonych SARS-CoV-2 ma tylko łagodne objawy albo infekcja przebiega u nich bezobjawowo. Jednak u setek tysięcy choroba ma ciężki, powikłany przebieg. "Nigdy wcześniej nie widzieliśmy niczego podobnego" - tak (według BBC) brzmi zdanie, najczęściej powtarzane przez brytyjskich lekarzy, opiekujących się ciężko chorymi na COVID-19.

Informacje docierające na początku pandemii pozwalały sądzić, że wirus atakujący drogi oddechowe ograniczy się do wywoływania zapalenia płuc, podobnego do grypy. Tymczasem COVID-19 wydaje się chorobą wieloukładową, atakującą różne tkanki i narządy, jak gruźlica czy borelioza. Jednak w odróżnieniu od znanych chorób wieloukładowych nie ma opartych na stuleciach doświadczeń podręczników, które opisywałyby właściwe leczenie. Pojawiają się pojedyncze doniesienia o lekach czy terapiach, które pomogły choremu lub nie. Jednak aby zdobyć rzetelną wiedzę, konieczne są szeroko zakrojone i długotrwałe badania kliniczne. Trwają dziesiątki, jeśli nie setki takich badań, prowadzonych w wielu krajach.

Gdy koronawirus wywoła zapalenie płuc, powoduje trudności z oddychaniem, co prowadzi do niedotlenienia pozostałych narządów i tkanek. Jeśli organizmowi nie uda się zwalczyć zapalenia płuc, może ono być śmiertelne - w istocie jest to główna przyczyna zgonów związanych z COVID-19. Ale niedotlenienie nie jest jedynym problemem. Co więcej, współistniejące choroby układu oddechowego w rodzaju astmy nie są dla pacjentów tak poważnym czynnikiem ryzyka, jak się obawiano. Groźniejsze okazały się choroby wpływające na stan naczyń krwionośnych – podwyższone ciśnienie tętnicze, cukrzyca i choroby serca. Częściej umierają mężczyźni, osoby otyłe, a zwłaszcza starsze. Według danych Intensive Care National Audit and Research Centre ponad 70 proc. pacjentów przyjmowanych na oddziały intensywnej opieki medycznej w Anglii, Walii i Irlandii Północnej stanowili mężczyźni, a odsetek osób z nadwagą i otyłych także przekraczał 70 proc. Ponad dwie trzecie zmarłych na oddziałach intensywnej opieki stanowiły osoby powyżej 60. roku życia.

Nie wiadomo jednak, dlaczego niektórzy 70–latkowie trafiają do szpitala „tylko” z niewydolnością oddechową i wystarczy im niewielka pomoc respiratora, podczas gdy zdarzają się dwudziestolatkowie, u których szybko rozwija się wielonarządowa niewydolność. Jako że Afroamerykanie i Azjaci wydają się bardziej wrażliwi na wirusa od Europejczyków, wielu lekarzy przypuszcza, że w grę mogą wchodzić czynniki genetyczne. Nie ma na to jednak twardych dowodów.

Obraz choroby często nie ogranicza się do zapalenia płuc. Lekarze na całym świecie obserwowali wiele zaskakująco ciężkich powikłań COVID-19.

Jednym z nich jest tworzenie się zakrzepów, związane prawdopodobnie ze stanem zapalnym wyściółki naczyń krwionośnych, ale także z podwyższonym poziomem budulca skrzepów – fibrynogenu. Zdrowa osoba ma w litrze krwi od 2 do 5 gramów fibrynogenu, podczas gdy u chorych na COVID-19 stwierdzano nawet kilkanaście gramów na litr. Inne związane z krzepnięciem białko (D-dimer), zamiast typowych dziesiątek czy setek jednostek, może osiągać poziom kilkudziesięciu tysięcy jednostek.

Holenderskie badanie (prowadzone w Leiden University Medical Center, Erasmus University Rotterdam i Amphia Hospital w Bredzie), przedstawione na łamach "Thrombosis Research" wykazało komplikacje związane z zakrzepami nawet u 38 proc. chorych z ciężkim przebiegiem COVID-19. Szczególnie intrygującym przykładem jest opisywana na łamach "Science" tak zwana "happy hypoxia", co w wolnym przekładzie można nazywać "szczęśliwym niedotlenieniem". Pacjenci "happy hypoxia" zachowują się normalnie i twierdzą, że czują się dobrze, mimo że poziom wysycenia hemoglobiny ich krwi tlenem (saturacja) jest niższy niż standarowe 95 proc. Bywa, że saturacja wynosi znacznie mniej niż 80 proc., co normalnie oznacza utratę przytomności a nawet zagrożenie życia. Lekarze przypuszczają, że przyczyną tego zjawiska są zakrzepy krwi w płucach.

Liczne doniesienia (podsumowane na łamach "Nature") mówią o obecności zakrzepów również w innych narządach - nerkach, jelitach, wątrobie czy w mózgu. W przypadku mózgu najcięższym powikłaniem spowodowanym najprawdopodobniej przez zakrzepy w naczyniach mózgowych jest udar, do którego - jak zwracał uwagę "New England Journal of Medicine" - dochodzi nawet u młodych pacjentów. Pierwsze chińskie i amerykańskie badania sugerowały, że do udaru dochodzi u 2-5 proc. pacjentów. Nowsze badanie, przeprowadzone przez specjalistów z NYU Grossman School of Medicine wskazuje, że chodzi o 1 proc., jednak udary związane z COVID-19 przebiegają szczególnie ciężko: pacjenci umierają siedem razy częściej, niż w przypadku udarów u niezakażonych.

Udar nie jest jedynym ani najczęstszym powikłaniem dotyczącym układu nerwowego. Jak informowało "Nature", nawet u 65 proc. osób, w przypadku których test na SARS-CoV dał wynik dodatni, doszło do utraty smaku i węchu. Zdaniem niektórych naukowców może to wynikać z bezpośredniego oddziaływania wirusa na układ nerwowy. Już podczas epidemii w Wuhan opisywane były (np. w "JAMA Neurology") też takie objawy, jak uczucie splątania i zaburzenia świadomości.

Oprócz mózgu, COVID-19 szkodzi także sercu. Jak piszą naukowcy na łamach "JAMA Cardiology", jego ostra niewydolność może być skutkiem niedotlenienia lub procesu zapalnego, jednak niektóre z opisanych przypadków wydają się wskazywać, że wirus może bezpośrednio zakażać i niszczyć mięsień sercowy.

Jak wynika z przeprowadzonych we wczesnej fazie pandemii badań chińskich (publikowanych w „The Lancet”)i włoskich (Instituto Superiore di Sanita), od 25 do 27 proc. hospitalizowanych pacjentów, którzy zmarli z powodu COVID-19, miało problemy z nerkami. Często towarzyszą one zapaleniu płuc. Nie jest jasne, co powoduje te problemy – może to być wina zakrzepów, nadmiernej reakcji zapalnej, niedotlenienia lub bezpośredniego ataku wirusa na nerki. Wielu pacjentów potrzebuje dializy, jednak stosowanie sztucznej nerki utrudnia nadmierne krzepnięcie krwi, co wymaga stosowanie leków przeciwzakrzepowych, o czym donosiło "Johns Hopkins Medicine".

Szczególnie ciężkie przypadki COVID-19 zdaniem ekspertów powodowane są przez "burzę cytokinową" – nadmierną reakcję zapalną układu odpornościowego, która uszkadza zdrowe tkanki i narządy nawet po zwalczeniu infekcji. Zjawisko to opisywane było np. przez "The Journal of Infection". Choć zadaniem cytokin takich jak TNF, IL-6 czy IL-1β jest powstrzymanie namnażania wirusa, ich nadmiar szkodzi organizmowi który miały chronić.

Nie ma na razie pewnych danych co do częstości występowania takiej reakcji, jednak wysoki poziom cytokin we krwi obserwowano u wielu pacjentów, którzy później zmarli. W takich przypadkach najlepsze wyniki daje podawanie leków hamujących działanie cytokin (na przykład opisywanego w "Annals of Oncology" tocilizumabu). Jedno badanie zamieszczone na łamach "The Lancet" sugeruje także wczesne podawanie leków hamujących krzepniecie krwi (jak heparyna czy antytrombina), co miałoby zapobiegać burzy cytokin. (PAP)

Autor: Paweł Wernicki

pmw/ zan/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję